Piłkarze reprezentacji Chorwacji mieli wczoraj dzień wolny. Ale nie Ivan Klasnić. Napastnik drużyny Slavena Bilicia musiał zjawić się w Bremie, by przejść standardowe badania, sprawdzające, czy z jego nerkami jest wszystko w porządku. Klasnicia lekarz musi badać co dwa tygodnie. Wszystko po to, by mieć pewność, że występ piłkarza podczas mistrzostw nie zagraża jego zdrowiu.


Nic dziwnego, że chorwacki snajper jest poddawany tak intensywnej opiece lekarskiej. Klasnić jest pierwszym w historii piłkarzem, który po transplantacji nerek zdecydował się wrócić do czynnego sportu. W listopadzie ubiegłego roku po raz pierwszy pojawił się na murawie po blisko 11-miesięcznej przerwie. Dopiero w marcu został powołany do kadry. Teraz chce zrobić kolejny krok - zaprezentować się jak najlepiej podczas EURO.
- Jestem dumny, że wszystko się udało i znów gram. Chcę teraz krok po kroku wrócić na sam szczyt - zapowiada zawodnik.

Ale Klasnić ma głowę zajętą nie tylko zdrowiem i występem na EURO. Wciąż nie wiadomo bowiem, gdzie zagra w następnym sezonie. Jedno jest pewne. - W Bremie nie zostanę - mówi z przekonaniem. Klasnić wciąż nie może wybaczyć klubowemu lekarzowi, że dwa lata temu źle postawił diagnozę. Przekonywał, że ze zdrowiem piłkarza wszystko jest w porządku. Skończyło się przeszczepem nerek...

- Nie mogę zostać w Bremie, bo wówczas byłbym leczony przez tego samego lekarza, którego mój prawnik podał do sądu za narażenie mojego życia. Nie mogę na to pozwolić - dodaje Klasnić. - Przedstawiliśmy mu ofertę nowego kontraktu, ale jej nie zaakceptował. Szanujemy jego decyzję - twierdzi dyrektor sportowy niemieckiego Klaus Allofs.