- Nie chcę się upodabniać do Kamila Kosowskiego, choć to bardzo dobry zawodnik. Będę starał się pokazać własny styl gry - zapowiada Wojciech Łobodziński, nowy piłkarz lidera ekstraklasy

26-letni prawy pomocnik w sobotę podpisał pięcioletni kontrakt z Wisłą. - To piłkarz, który będzie przyszłością zarówno Wisły, jak i reprezentacji Polski - przedstawił Łobodzińskiego Jacek Bednarz.

Piotr Jawor: Jak pierwsze wrażenia po podpisaniu kontraktu?


Wojciech Łobodziński: Na razie ciężko powiedzieć, bo zawodnikiem Wisły jestem raptem od godziny [rozmowa była przeprowadzona w sobotę o godz. 13.00]. Bardzo się cieszę, bo moim celem była gra w najsilniejszym polskim klubie.

Kiedyś zarzekał się Pan, że Zagłębie może zamienić tylko na klub zagraniczny...


- Zmieniłem zdanie. Głównie dlatego, że Wisła ma bardzo dobry zespół. Opuściłem Lubin nie dlatego, że Zagłębie zostało zdegradowane do drugiej ligi. Ze zmianą klubu nosiłem się od jakiegoś czasu.

Pana marzenia związane z wyjazdem zagranicznym nadal są aktualne?


- Nie traktuję Wisły jak przystanku. Chciałbym wywiązać się z kontraktu, który podpisałem na pięć lat. Akurat czas trwania umowy nie był przedmiotem dłuższych negocjacji.

Miał Pan jakieś inne propozycje?


- Parę klubów się pytało, ale nie były to oferty interesujące sportowo. To był głównie kierunek wschodni, a on mnie nie interesował. Nie chciałem wyjeżdżać na siłę. Tym bardziej że nasza liga jest coraz ciekawsza i bardziej medialna.

W Krakowie zawodnikom oferuje się tzw. kontrakty motywacyjne, czyli pieniądze dostają ci, którzy grają. Nie ma Pan obaw, że w razie np. kontuzji straci Pan finansowo?


- Doszliśmy do porozumienia i to jest najważniejsze. Nie chcę rozmawiać o szczegółach.

Jak Pan pożegnał się z Lubinem?


- Chciałbym bardzo podziękować Zagłębiu, że nie robiło mi żadnych przeszkód. Zachowali się w pełni profesjonalnie.

Piłkarze Wisły przekonywali Pana do przeprowadzki?


- To raczej ja wypytywałem się o klub i miasto. Z rozmów z chłopakami wynikało, że warto tu przyjść.

Wisła to wysokie cele, wielu kibiców i ogromna presja. Poradzi sobie Pan z tym?


- Od ponad roku gram w reprezentacji Polski, więc zdążyłem się do tego przyzwyczaić. W kadrze presja jest przecież jeszcze większa.

Wszyscy liczą, że wypełni Pan lukę po Kamilu Kosowskim. Ten zawodnik wiele dla Wisły znaczył.


- Będę starał się wprowadzić swój styl gry i nie mam zamiaru nic w nim zmieniać. Na pewno nie będę upodabniał się do Kamila, choć jest bardzo dobrym zawodnikiem. Znam swoją wartość.

Już za trzy tygodnie startuje liga. Trochę nie za późno dołącza Pan do zespołu?


- Jeśli chodzi o zgranie, to jest trochę późno. Ale fizycznie jestem przygotowany, co pokazały badania.

W Wiśle będzie Pan grał z numerem 15.


- To był świadomy wybór, taki sam numer mam w reprezentacji.

Wisła wzmacnia zespół. Oprócz Pana sprowadziła już Radosława Matusiaka, a może pozyskać także Łukasza Gargułę.


- To także miało wpływ na moją decyzję o przeprowadzce do Krakowa. Już w ubiegłej rundzie Wisła miała mocny zespół, a teraz może być jeszcze silniejszy.

Bez powodzenia walczył Pan z Zagłębiem o awans do Ligi Mistrzów. Wisła ma teraz mocniejszy skład niż mistrz Polski?


- Ma teraz większe szanse na awans do Ligi Mistrzów niż Zagłębie. Widać, jaką ma przewagę w tabeli i w jaki sposób pokonuje kolejnych przeciwników. Teraz jest naprawdę ogromna szansa awansować. Życzyłbym sobie podobnego losowania jak z Zagłębiem, bo wtedy byłoby znacznie łatwiej. Ale w Lubinie też jest ciekawy zespół i widać to było w ostatnim meczu, gdy graliśmy z Wisłą [wygrali krakowianie 2:1 - przyp. red.].

Radosław Matusiak liczy, że w Krakowie będzie grał z Łukaszem Gargułą. Pan nie chciałby w Wiśle Macieja Iwańskiego?


- To bardzo dobry i kreatywny zawodnik. Lubię z nim grać, bo zawsze można liczyć na dokładne ostatnie podanie.