Patrick Rothfuss - Imię Wiatru



Pierwszy tom cyklu „Kroniki królobójcy” różni się od wszystkiego, co do tej pory przeczytałem. To doprawdy nie lada wyczyn wypatrzyć pośród setek powieści fantasy taką, która wedrze się prosto do mózgu, złapie za serce, wwierci się w żołądek, wywołując drżenie od czubka głowy aż po dolne partie ciała. „Imię wiatru” to blisko dziewięćset stron niebanalnej opowieści, która, bez przesady, robi wrażenie. I nie jest to tylko przelotna fascynacja, to coś więcej, co pozwala sądzić, że książka, którą trzymamy w dłoniach, warta jest szczególnej uwagi. „Imię wiatru” pochłania bez reszty.

Bohaterem opowieści jest Kvothe, mag, geniusz muzyki, wielki bohater i złoczyńca. Gdy jego karczmę odwiedza Kronikarz, rozpoczyna się długa, pełna przygód opowieść... Następuje swoisty powrót do lat młodości Kvothe, czasów, w których nasz bohater posiadł niezwykłe umiejętności: poznał arkana magii, nauczył się władać instrumentami muzycznymi i walczyć z przeciwnościami losu. Jako dwunastolatek w jednej chwili stracił wszystko, co wydawało mu się najcenniejsze – rodzinę i przyjaciół. Gdy pewnej nocy wędrowną trupę jego rodziców zaatakowały demony, mały Kvothe był oddalony od reszty zespołu. Kiedy wrócił z wieczornego spaceru, ujrzał zgliszcza, ruiny, jezioro krwi i porozrywane ciała. Zrozumiał, że cudem udało mu się przeżyć... Od tamtej chwili wiedział już, że zrobi wszystko, by poznać prawdę. Kto, albo raczej co zabiło tych wszystkich ludzi? I dlaczego? Opętany rządzą zemsty ruszył do miasta.

Tam rozpoczyna się pierwszy etap jego niezwykłych przygód. Kvothe poznaje świat, który nieźle daje mu się we znaki. Uczy się, jak przetrwać na ulicach jako żebrak. Wielokrotnie unika niechybnej śmierci. Spotyka ludzi, którzy nie są do niego zbyt przychylnie nastawieni. Nieraz dostaje lanie. Wciąż ucieka. Jest na skraju rozpaczy, ale wie, że nie może się poddać. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest zwyczajnym dzieckiem. Wrodzona inteligencja każe mu działać, umiejętności, które posiadł dzięki pewnemu hermetykowi, pozwalają mu dostać się na Uniwersytet... gdzie rozpoczyna się kolejny etap jego życia.

Rothfuss w znakomity sposób uknuł nie jedną, lecz kilka intryg, po czym połączył je ze sobą. Wszystkie pojawiające się w książce postaci mają do spełnienia określoną rolę, począwszy od gości karczmy „Ostaniec” na początku powieści, aż po tajemniczego draccusa pospolitego, ujawniającego się pod koniec historii. Także każde wydarzenie, choćby z pozoru najmniej znaczące, po czasie zostaje przywołane ponownie i okazuje się, że stanowi istotny element całości. Brzmi to pewnie dość mało przekonująco, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż „Imię wiatru” jest powieścią obszerną, odyseją jednego człowieka, który dojrzewa, którego zapatrywania na świat, ludzi, magię nieustannie ewoluują.

W jednym z wywiadów Patrick Rothfuss wspomniał, że napisanie tej powieści zajęło mu czternaście lat. Przez taki szmat czasu średnio płodny pisarz jest w stanie stworzyć ponad dwadzieścia różnych książek. Tu mamy zaledwie jedną. Zaskakujące? Owszem. Ale i godne podziwu. Rothfuss wyraźnie nie „rzucił się” na ilość, lecz skoncentrował na jakości. I chwała mu za to. Czas, jaki poświęcił na napisanie „Imienia wiatru”, został mu sowicie wynagrodzony. Książka pochłonęła czytelników zachodniego rynku, prawa do wydania sprzedano w ponad dwudziestu krajach. Czy debiutujący pisarz może wymarzyć sobie większy sukces?

O tej „Imieniu wiatru” można pisać długo. Przede wszystkim należy podkreślić, że jest to powieść zarówno dla młodszego, jak i starszego czytelnika. Znajdziecie w niej niesamowity, prześladowany przez siły zła świat oraz człowieka, który staje do walki nie tylko z „fizycznymi” demonami, lecz także tymi ukrytymi w nim samym. To ambitna, po mistrzostwu zbudowana opowieść, po lekturze której z wypiekami na twarzy pomyślicie, że jej karty nie tylko dużo mówiły, lecz i całkiem sporo powiedziały.

Język: Polski
Format: plik .doc
Waga: ok 700kb

Kod:
http://rapidshare.com/files/173743571/Rothfuss__Patrick_-_Imi__wiatru.rar