Film Moore’a zrobił na świecie ogromną karierę, rzadko będącą udziałem pełnometrażowego dokumentu. Filmy te traktowane są przez dystrybutorów po macoszemu; szansę zaistnienia na dużych ekranach mają jedynie przedsięwzięcia w rodzaju “Makrokosmosu” czy “Buena Vista Social Club” Wendersa - bezpieczne tematy poddane artystycznej obróbce. Tymczasem “Zabawy z bronią” dotykają kwestii ważkiej, mocno kontrowersyjnej i nie tak odległej od naszego podwórka: chodzi o prawo obywatela do posiadania broni i społeczne konsekwencje tego faktu.
Reżyser przyczynił się do powstania wokół “Zabaw” medialnego zgiełku. Jest on w USA osobistością znaną z krytycznych i mocno lewackich wystąpień - zarówno jako dokumentalista, jak i twórca satyrycznych programów telewizyjnych czy felietonista. Dość przypomnieć uroczystość wręczenia tegorocznych Oscarów, kiedy to Moore niemal przyssał się do mikrofonu, by wykrzyczeć swą nienawiść dla polityki zagranicznej Busha. Jego książka pod wiele mówiącym tytułem “Biali głupcy” została wstrzymana po 11 września ze względu na niepoprawne politycznie treści, by w parę miesięcy później stać się prawdziwym hitem. Ten zaciekły antyglobalista i pacyfista stał się jednym z największych enfant terrible Ameryki.
Obsypane deszczem nagród “Zabawy z bronią” zaczynają się niewinnie: głos narratora informuje o banalnych wydarzeniach, które miały miejsce pewnego ranka 1999 roku w miasteczku Littletown w stanie Kolorado. Wkrótce zdarzy się tu tragedia: w szkole średniej Columbine dwóch zwyczajnych nastolatków zastrzeli 12 kolegów i nauczyciela, po czym popełni samobójstwo. Film próbuje dociec przyczyn, dla których to się stało.
Nie chodzi o przypadek indywidualny, ale o ogólnonarodową sprawę. Film można określić jednym tylko przymiotnikiem - dokument interwencyjny. Twórca występuje w nim osobiście, bezpardonowo wyraża swe poglądy. To krucjata artysty przeciwko wadliwemu systemowi politycznemu swego kraju. Moore przedstawia miażdżące statystyki: co roku ponad 11 tysięcy ludzi ginie w USA od kul. Druga poprawka do Konstytucji daje obywatelom niemal nieograniczone prawo nabywania broni. Jest tania i powszechnie dostępna. Prawo do obrony przed potencjalnym agresorem umożliwia gromadzenie w domach całych arsenałów.
Moore jest bezlitosny w tropieniu absurdów i nadużyć, nie boi się przy tym być skrajnie tendencyjny. Uderza w prezydenta i historię, amerykańską mitologię i kulturę. Polityka zagraniczna USA w jego ujęciu to wspieranie dyktatur i krwawych reżymów, a także niekończące się zbrojne interwencje. Polityka ta i wyścig zbrojeń odcisnęły się na mentalności przeciętnego obywatela: ulegając ukrytej propagandzie, posiadanie broni zaczyna traktować niczym obywatelską powinność. Pytanie: czy incydent w Columbine byłby możliwy w jakimkolwiek innym kraju, Moore traktuje jak retoryczne.
Znajdziesz nas na: