Strona 1 z 4 1234 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 12 z 37
Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)
  1. #1
    Użytkownik Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Smile Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)


    His name was Fleming, and he was a poor Scottish farmer. One day, while trying to make a living for his family, he heard a cry for help coming from a nearby bog.
    He dropped his tools and ran to the bog. There, mired to his waist in black muck, was a terrified boy, screaming and struggling to free himself.
    Farmer Fleming saved the lad from what could have been a slow and terrifying death.
    The next day, a fancy carriage pulled up to the Scotsman's sparse surroundings. An elegantly dressed nobleman stepped out and introduced himself as the father of the boy
    Farmer Fleming had saved.
    "I want to repay you," said the nobleman. "You saved my son's life."
    "No, I can't accept payment for what I did," the Scottish farmer replied waving off the offer. At that moment, the farmer's own son came to the door of the family hovel.
    "Is that your son?" the nobleman asked.
    "Yes," the farmer replied proudly.
    "I'll make you a deal. Let me provide him with the level of education my own son will enjoy. If the lad is anything like his father,
    he'll no doubt grow to be a man we both will be proud of." And that he did.
    Farmer Fleming's son attended the very best schools and in time, graduated from St. Mary's Hospital Medical School in London,
    and went on to become known throughout the world as the noted Sir Alexander Fleming, the discoverer of Penicillin.
    Years afterward, the same nobleman's son who was saved from the bog was stricken with pneumonia.
    What saved his life this time? Penicillin.
    The name of the nobleman? Lord Randolph Churchill. His son's name?
    Sir Winston Churchill.
    Uwaga: To jest stary temat
    Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne

  2. #2
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    .....onegdaj albo nieco wcześniej lub później shmondon przeczytał pewien artykuł, który wzbudził w nim konieczność chwycenia za pióro (lub klawiaturę jak kto woli) i opisania swoich
    refleksji na poniższy (chociaż w zasadzie powyższy) temat. rzecz dotyczyła fundamentalnego pytania: czy my ludzie jesteśmy z natury rzeczy mono - czy też poligamiczni. tłumacząc
    to na zrozumiały język: czy stworzeni jesteśmy przez matkę naturę raczej do życia z jednym partner-em/ką czy też wrodzona chuć pcha nas w ramiona wielu partner-ów/ek. autorzy
    artykułu zawężyli niestety swoje rozważania tylko do kręgu tych społeczeństw gdzie dominującą rolę odgrywa religia chrześcijańska, która sama bedąc monoteistyczną uznaje
    wyłącznie monogamię i każe swym wyznawcom być jej gorącymi apologetami. jest to o tyle dziwne, że inne religie, również monoteistyczne, zalecają poligamię (shmondon nie
    słyszał co prawda o poliandrii) a religie politeistyczne zachwycają sie wręcz poli-gamią/andią. pod naciskiem więc religijnego kagańca, chrześcijańskie społeczeństwa wydają się
    być zdecydowanie monogamiczne. nie o religii wszak rzecz będzie bo z naturą nie ma ona nic wspólnego - przez ludzi bowiem ona (religia) została stworzona. aby przywieść
    czytelnika artykułu do określonych konkluzji autorzy tegoż chwycili do ręki oręż analizy porównawczej wybranych naczelnych. ci wybrańcy to: goryl, człowiek czyli homo oraz szympans.
    porównano u wybrańców stosunek wagi ciała osobnika do wagi jego jąder. cóż się okazało? najmniejsze jądra (względnie) ma goryl a największe szympans, homo plasuje sie
    między nimi ale bliżej szympansa. goryle są absolutnymi monogamistami, samica kopuluje tylko z jednym i wciąż tym samym samcem aż po skon. szympansice dokładnie
    odwrotnie! w okresie rui (i nie tylko) kopulują ile się da i z kim się da (shmondon mówi/pisze o wielu szympansach płci męskiej!). noooo! jeśli homo ma jądra wielkości (względnej)
    zbliżonej do wielkości jąder szympansa oznacza to, że zachowania kopulacyjne homo są zbliżone do zachowań szympansa. homines więc z natury swej są poligamiczni a tylko
    gorset obyczajowości religijnej stwarza zewnętrzne pozory monogamiczności. tyle artykuł (w skróce dokonanym przez shmondona). rozczarowanie shmondona bierze się z faktu
    zupełnego pominięcia analizy porównawczej zewnętrznych narządów płciowych (czyli vagin, pipek, etc) osobników płci żeńskiej wybranych naczelnych. jest przeciez bardzo
    interesujace by wiedzieć czy gorilica ma mniejszą czy większą kuciapę niż szympansica i jaki wpływ ma to na krotność kopulacji. a co z damami? gdzie się plasują? jeśli chodzi zaś
    o porównywanie jąder zabrakło shmondonowi analizy porównawczej wewnątrz grupy osobników homo w zależności od nacji. czy jądra wieksze mają rosjanie czy też francuzi
    na przykład?. shmondon może tutaj wnieść swój (niewielki) wkład w pogłębienie zrozumienia istotności konkluzji artykułu. jako kilkuletni chłopak, shmondon wręcz obsesyjnie,
    bawił się w doktora nie tylko ze swoimi rówieśniczkami ale również rówieśnikami. chłopcy wciąż i wciąż porównywali swoje jaja - kto ma większe. zawsze wychodziło,
    że shmondona nikt nie pokona! jego jaja były największe! tak chciała natura. konkluzja artykułu wydaje się więc shmondonowi o tyle niewywrotna, że on, shmondon,
    absolutnie nie praktykuje monogamii. poligamia i jeszcze raz poligamia, to jego modus vivendi. shmondon chciałby na zakończenie dodać jedną uwagę skierowaną szczególnie
    do tych z wielkimi jajami. w ewolucji gatunku człowieczego najpierw pojawił się homo erectus a potem homo sapiens. w praktyce życiowej lepiej by było gdyby facet sapiens
    był zawsze przed kolesiem erectus...

  3. #3
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    Tą razą parę dowcipków shmondońskich...

    Rzecz dzieje się w banku w Szwajcarii.
    Wchodzi przestraszony Polak, rozgląda się i po cichu mówi do kasjera:
    - Proszę pana, chcę wpłacić pieniądze na konto. Mam w walizce pięćdziesiąt tysięcy dolarów amerykańskich.
    Na to kasjer:
    - Niech pan nie mówi szeptem, przecież bieda to żaden wstyd.

    W sklepie monopolowym:
    - Chciałbym kupić jakieś dobre wino na dziesięciolecie ślubu.
    - Szanowny pan chce świętować czy zapomnieć?

    Jaka jest definicja pojęcia "wymiana opinii"?
    Kiedy idziesz do szefa ze swoją opinią, a wychodzisz z opinią szefa.

    Rozmowa telefoniczna:
    - Sklep obuwniczy, słucham?
    - Przepraszam, pomyliłem numer.
    - Proszę przynieść, wymienimy.

    Jedna koleżanka żali się drugiej:
    - Mój jest ostatnio jakiś oziębły w sprawach seksu.
    - Podmień mu w czasie kąpieli szampon na taki dla psów - radzi druga. - Ja, jak swojemu tak zrobiłam, to po wyjściu spod prysznica rzucił się na mnie jak jakiś brytan, zaciągnął do łóżka i mało mnie na strzępy nie rozerwał w czasie stosunku.
    Minęły dwa dni:
    - Beznadziejna ta twoja rada z szamponem dla psów.
    - Coś ty? Nie zadziałało?
    - Zadziałało. Wyskoczył z łazienki, zeżarł całą kiełbasę z lodówki, a jak mu zwróciłam uwagę, to ugryzł mnie w nogę i poleciał do tej suki, Kowalskiej, z trzeciego piętra...

    Jaka jest różnica między walcem angielskim a walcem wiedeńskim?
    Walec angielski ma kierownicę po prawej stronie.

    Dziennikarka, przeprowadzając wywiad z emerytowanym kapitanem statków, spytała:
    - Kiedy pan przeżył największą burzę?
    Zamilkł kapitan, ale widać po oczach, że przeszukuje swoje życie wilka morskiego. W końcu rzecze:
    - To było zaraz po ślubie. Jak splunąlem w domu na dywan.

    Wchodzi facet ze złotą rybką do onkologa. Siada. Milczy.
    Onkolog również milczy. Patrzą na siebie pytająco.
    - Kicha - wydusza z siebie wreszcie facet.
    - Słucham?
    - Kicha.
    - Jaka znowu kicha?
    - Rybka kicha. Chora jest, znaczy się.
    - Panie, coś pan! Jak rybka może panu kichać? A w ogóle ja jestem onkologiem, czemu przynosi pan do mnie chorą rybkę?
    - Kolega pana zareklamował. Podobno raka pan wyleczył.

    Tort tak nasiąknął spirytusem, że trzeba go było ogórkami przegryzać.

    buzi dla wszystkich...

  4. #4
    Użytkownik
    Dołączył
    02.04.2010
    Mieszka w
    Ireland
    Posty
    90
    Wątków
    58
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    OK, no to po angielsku!

    Actual letter to the Canadian Passport office

    Dear Mr. Minister,
    I'm in the process of renewing my passport, and still cannot believe this.
    How is it that Radio Shack has my address and telephone number and knows, that I bought a t.v. cable from them back in 1997, and yet, the Federal Government is still asking me where I was born and on what date.
    For Christ sakes, do you guys do this by hand?
    My birth date you have on my social insurance card, and it is on all the income tax forms I've filed for the past 30 years. It is on my health insurance card, my driver's license, on the last eight goddamn passports I've had, on all those stupid customs declaration forms I've had to fill out before being allowed off the planes over the last 30 years, and all those insufferable census forms that are done at election times.
    Would somebody please take note, once and for all, that my mother's name is Maryanne, my father's name is Robert and I'd be absolutely astounded if that ever changed between now and when I die!!!!!!
    SHIT!
    I apologize, Mr. Minister. I'm really pissed off this morning. Between you an' me, I've had enough of this bullshit! You send the application to my house, then you ask me for my fuckin' address. What is going on? You have a gang of Neanderthal assholes workin' there!
    Look at my damn picture. Do I look like Bin Laden? I don't want to dig up Yasser Arafat, for shit sakes. I just want to go and park my ass on a sandy beach.
    And would someone please tell me, why would you give a shit whether I plan on visiting a farm in the next 15 days? If I ever got the urge to do something weird to a chicken or a goat, believe you me, I'd sure as hell not want to tell anyone!
    Well, I have to go now, 'cause I have to go to the other end of the city and get another fuckin' copy of my birth certificate, to the tune of $60!!!
    Would it be so complicated to have all the services in the same spot to assist in the issuance of a new passport the same day??
    Nooooo, that'd be too damn easy and maybe make sense. You'd rather have us running all over the fuckin' place like chickens with our heads cut off, then find some asshole to confirm that it's really me on the goddamn picture - you know, the one where we're not allowed to smile?! (fuckin' morons). Hey, you know why we can't smile? We're totally pissed off!

    Signed - An Irate Fucking Canadian Citizen.

    P.S. Remember what I said above about the picture and getting someone to confirm that it's me? Well, my family has been in this country since 1776 when one of my forefathers took up arms against the Americans. I have served in the military for something over 30 years and have had security clearances up the yingyang.
    I was aide de camp to the lieutenant governor of our province for ten years and I have been doing volunteer work for the RCMP for about five years.
    However, I have to get someone 'important' to verify who I am - you know, someone like my doctor WHO WAS BORN AND RAISED IN COMMUNIST ****ing CHINA !!!

    ---------- Aktualizacja postu o 22:24 ---------- Pierwotny post napisany o 22:17 ----------

    New words for 2010

    TESTICULATING.
    Waving your arms around and talking bollocks.

    BLAMESTORMING.
    Sitting round in a group, discussing why a deadline was missed or a project failed and who was responsible.

    SEAGULL MANAGER.
    A manager who flies in, makes a lot of noise, craps on everything and then leaves.

    SALMON DAY.
    The experience of spending an entire day swimming upstream only to get screwed and die.

    CUBE FARM.
    An office filled with cubicles.

    PRAIRIE DOGGING..
    When someone yells or drops something loudly in a cube farm and people's heads pop up over the walls to see what's going on. (This also applies to applause for a promotion because there may be cake.)

    SALAD DODGER.
    An excellent phrase for an overweight person.

    SWAMP DONKEY.
    A deeply unattractive person..

    AEROPLANE BLONDE.
    One who has bleached/dyed her hair but still has a 'black box'.

    PERCUSSIVE MAINTENANCE.
    The fine art of whacking the crap out of an electronic device to get it to work again.

    OH-NO SECOND.
    That minuscule fraction of time in which you realise that you've just made a BIG mistake. (e.g. You've hit 'reply all').

    GREYHOUND.
    A very short skirt, only an inch from the hare.


    MILLENNIUM DOMES.
    The contents of a Wonderbra, i.e. extremely impressive when viewed from the outside but there's actually naught in there worth seeing.

    MONKEY BATH.
    A bath so hot, that when lowering yourself in, you go: 'Oo! Oo! Oo! Aa! Aa! Aa!'.

    MYSTERY BUS.
    The bus that arrives at the pub on Friday night while you're in the toilet after your 10th pint and whisks away all the unattractive people so the pub is suddenly packed with stunners when you come back in.

    TART FUEL.
    Bottled premixed spirits, regularly consumed by young women.

    TRAMP STAMP.
    Tattoo on a female.

    PICASSO BUM.
    A woman whose knickers are too small for her, so she looks like she's got 4 buttocks.

  5. #5
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    very nice glassempire50, really very nice

    almost everyone knows Theory of Relativity by Albert Einstein....
    This theory of relativity is important as well...

    Theory of relativity.

    Many, many years ago when I was twenty-three, I got married to a widow who was pretty as could be.
    This widow had a grown-up daughter who had hair of red. My father fell in love with her, and soon the two
    were wed.This made my dad my son-in-law and changed my very life.
    My daughter was my mother, for she was my father's wife. To complicate the matters worse, although
    it brought me joy. I soon became the father of a bouncing baby boy.
    My little baby then became a brother-in-law to dad. And so became my uncle, though it made me very sad.
    For if he was my uncle, then that also made him brother to the widow's grown-up daughter who,
    of course, was my stepmother. Father's wife then had a son, who kept them on the run.
    And he became my grandson, for he was my daughter's son. My wife is now my mother's mother and it
    makes me blue. Because, although she is my wife, she's my grandma too.
    If my wife is my grandmother, then I am her grandchild. And every time I think of it, it simply drives me wild.
    For now I have become the strangest case you ever saw.
    As the husband of my grandmother, I am my own grandpa!!
    :confused: :mad:

  6. #6
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)


    Piszę do Pani, trzebaż więcej?
    Piszę do Pani z tremą wielką,
    Bo jestem Pani ulubieńcem,
    A Pani moją wielbicielką...

  7. #7
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    w gościnnym domu shmondońskim znalazł się kącik
    na poezję ludowo-demokratyczną, poniekąd...

    ;D L E P I E J . . .
    Lepiej boso wejść w psie gowno,
    Pod sufitem miec nierowno,
    Pod kościołem być staruszką,
    Z tą staruszką dzielić łóżko,
    Miec skrofuly pod ogonem,
    Alzheimera z Parkinsonem,
    Z krematorium dostać paczkę,
    Nic nie jedząc miewać sraczkę,
    Budzić smiech wyrazem gęby,
    Stracić na raz wszystkie zęby,
    Złapać syfa oraz trynia,
    Śmierdzieć jak niemyta świnia,
    Lepiej czuć do siebie wstręta

    Niż mieć Jarka - Prezydenta .... :surprised:

  8. #8
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    opowiadanko nie całkiem shmondońskie...jakoby...

    dawno temu, przed wiekami, gdy ludzi było jeszcze tak mało, że Pan się nimi interesował na codzień i często im się objawiał, żył był w shmondonii, krainie szczęśliwości i humoru,
    praszczur shmondona (też shmondon) co drwalstwem i ciesiołką, dla chleba, się trudził. jak wszystkie shmondony był to chłop na schwał co pracy się nie lękał (mało robił
    a dużo stękał) oraz dbał o swą rodzinę w postaci żony sztuk jeden. onego majowego południa shmondon zajęty był wycinaniem rozłożystego drzewa rosnącego na skarpie
    głębokiej rzeki. słońce łaskotało przebiegle nagie boki shmondona nakłaniając go by mniej ospale wywijał swoim drwalskim toporem. przyłożył się więc shmondon do kolejnego
    cięcia z taką werwą, że w rękach zostało mu tylko toporzysko a siekiera właściwa (metalowa część topora) szerokim łukiem pofrunęła nad środek rzeki a następnie z głośnym
    pluskiem zatonęła, osiadając gdzieś głęboko w jej mulistym dnie. szczerze się zmartwił shmondon, bo drugiej siekiery nie miał a i pieniędzy na zakup nowej mu brakowało.
    usiadł przeto zgnębiony na brzegu i wpatrując się w mroczną toń co mu pracę odebrała, przemyśliwać zaczął co teraz robić będzie. nagle jasność nieludzka zapanowała
    i pojawił się Pan, pytając co i zacz. shmondon nie omieszkał rzecz Mu dokumentnie opisać a Pan, Dobrotliwy Ojciec, pokiwał był głową ze zrozumieniem a następnie zanurzył się
    w rzeczny odmęt. gdy wychynął po chwili, trzymał w ręku siekierę, która całkiem ze złota była...- twoja? - zapytał, zerkając spod oka. ale shmondon tylko głową pokręcił, że nie.
    wtedy Pan ponownie się zamoczył a gdy ukazał się, dzierżył srebrną siekierę w garści. - a ta to twoja?- spytał. ale i tym razem shmondon zdecydowanie zaprzeczył. łaskawy
    Pan zanurkował po raz trzeci a gdy wynurzył się to miał w ręku stalową siekierę, wypisz wymaluj taką jak ta, co to ją shmondon był utopił. zerwał się shmondon, pośpiesznie przypadł
    do nóg Pana i całując je w podzięce, powtarzał radośnie: to mój topór, to mój topór!. wzruszył się Pan uczciwością shmondońską i w nagrodę podarował mu wszystkie TRZY siekiery
    i jeszcze pobłogosławił, natychając otuchą na przyszłość.minęło parę tygodni i pewnego niedzielnego popołudnia można było zobaczyć shmondona jak wraz ze swą żoną zażywał
    przechadzki nad brzegiem znanej nam już rzeki. rozkoszowali się świeżym wiatrem, co niósł zapachy lata a shmondon jak zwykle opowiadał dowcipy, tym razem swej żonie, która
    zaśmiewała się do łez. kolejny dowcip był tak zabawny, że niewiasta aż zatoczyła się ze śmiechu a z tego zawirowania wpadła do rzeki i zniknęła w jej otchłani. zmartwił się
    shmondon srodze, bo przecie ani pływać ani nurkować nie umiał. z drugiej strony trudno mu było wyobrazić sobie życie bez żony. był bowiem podobny temu koniowi co od tak
    dawna w kopalni, pod ziemią, wózki ciągnął, że zapomniał był co to jest skąpana w słońcu zielona łąka pełna soczystej trawy i ochoczych klaczy.....przepełniony goryczą istnienia
    shmondon już zamierzał wracać do pustego domu gdy nagle światłość okrutna się stała i objawiony Pan rzekł, że przybył aby go wspomóc. niezwłocznie więc zanurkował w rzece
    Ojciec Dobrotliwy a gdy się pojawił nad powierzchnią, trzymał za rękę ówczesną Cameron Diaz. stanął Pan przed shmondonem i wskazując kobietę spytał go : czy to jest twoja żona?
    a shmondon pośpiesznie odparł - tak, TAK! to moja żona Panie! zdenerwował się Pan i wyzwając shmondona od kłamców oświadczył, że nigdy i w niczym mu już nie pomoże.
    ale shmondon nie wydawał się być zbitym z pantałyku i powiedział, że wyjaśni Panu swoją kłamliwą odpowiedź. po chwili shmondon tak prawił: - gdybym, Panie Mój, odpowiedział,
    że Cameron Diaz nie jest moją żoną zostawiłbyś ją na brzegu, a wyciągnąłbyś z rzeki np. Sandrę Bullock pytając mnie czy to moja żona. gdybym ponownie zaprzeczył zostawiłbyś
    i ją na brzegu a gdy za trzecim razem wyciągnąłbyś z nurtu moją żonę ja bym przytaknął, że ona nią jest. pobłogosławiłbyś mnie Panie za mą prawdomówność a w nagrodę
    obdarował dodatkowymi dwoma żonami, które choć piękne, zgrabne i seksowne, potrzebują wiele ubrań i kosztowności nie wspominając o jadle. jakże ja, Panie,
    prosty drwal-cieśla mógłbym utrzymać aż trzy żony skoro ledwo jedną potrafię? cierpiałyby więc niebożątka żyjąc w niedostatku i zgryzocie. jeśli więc nie powiedziałem prawdy,
    obiektywnej prawdy Panie Mój, to z poczucia odpowiedzialności i wrodzonej zacności; fakt, że kłamałem ale z uczciwości. zdumiał się Pan mądrością shmondońską i obdarował
    go tak szczodrze, że od tamtej pory każdego shmondona było już stać na wiele...nie tylko żon...
    Ostatnio edytowane przez shmondon ; 06.07.2010 o 22:30

  9. #9
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    dzisiaj znów anielski ...języczek i troszkę morałków będzie

    HOW WE TREAT PEOPLE

    Five (5) lessons to make you think about the way we treat people.

    1 - First Important Lesson - Cleaning Lady. enough for today:surprised:

    During my second month of college, our professor gave us a pop quiz. I was a conscientious student
    and had breezed through the questions until I read the last one: "What is the first name of the woman
    who cleans the school?"
    Surely this was some kind of joke. I had seen the cleaning woman several times. She was tall, dark-haired
    and in her 50s, but how would I know her name? I handed in my paper, leaving the last question blank.
    Just before class ended, one student asked if the last question would count toward our quiz grade.
    "Absolutely," said the professor. "In your careers, you will meet many people. All are significant.
    They deserve your attention and care, even if all you do is smile and say "hello".
    I've never forgotten that lesson. I also learned her name was Dorothy.

  10. #10
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    ....i ciąg dalszy tego smrodku dydaktycznego...ale nie zaszkodzi....

    2. - Second Important Lesson - Pickup in the Rain
    One night, at 11.30 p.m., an older African American woman was standing on the side of an Alabama
    highway trying to endure a lashing rainstorm. Her car had broken down and she desperately needed a ride.
    Soaking wet, she decided to flag down the next car. A young white man stopped to help her,
    generally unheard of in those conflict-filled 1960s. The man took her to safety, helped her get
    assistance and put her into a taxicab.
    She seemed to be in a big hurry, but wrote down his address and thanked him.
    Seven days went by and a knock came on the man's door. To his surprise, a giant console color TV
    was delivered to his home. A special note was attached..
    It read: "Thank you so much for assisting me on the highway the other night.
    The rain drenched not only my clothes, but also my spirits. Then you came along.
    Because of you, I was able to make it to my dying husband's bedside just before he passed away.
    God bless you for helping me and unselfishly serving others."

    Sincerely,
    Mrs. Nat King Cole.

    3 - Third Important Lesson - Always remember those who serve.
    In the days when an ice cream sundae cost much less, a 10 -year-old boy entered a hotel coffee shop
    and sat at a table.
    A waitress put a glass of water in front of him. "How much is an ice cream sundae?" he asked.
    "Fifty cents," replied the waitress. The little boy pulled is hand out of his pocket and studied the coins in it.
    "Well, how much is a plain dish of ice cream?" he inquired. By now more people were waiting for a table
    and the waitress was growing impatient. "Thirty-five cents," she brusquely replied.
    The little boy again counted his coins.
    "I'll have the plain ice cream," he said. The waitress brought the ice cream, put the bill on the table and
    walked away. The boy finished the ice cream, paid the cashier and left.
    When the waitress came back, she began to cry as she wiped down the table. there,
    placed neatly beside the empty dish, were two nickels and five pennies..
    You see, he couldn't have the sundae, because he had to have enough left to leave her a tip.

    4 - Fourth Important Lesson. - The obstacle in Our Path.
    In ancient times, a King had a boulder placed on a roadway. Then he hid himself and watched to see
    if anyone would remove the huge rock. Some of the king's wealthiest merchants and courtiers came by
    and simply walked around it. Many loudly blamed the King for not keeping the roads clear, but none did
    anything about getting the stone out of the way.
    Then a peasant came along carrying a load of vegetables. Upon approaching the boulder, the peasant
    laid down his burden and tried to move the stone to the side of the road. After much pushing and straining,
    he finally succeeded. After the peasant picked up his load of vegetables, he noticed a purse lying
    in the road where the boulder had been. The purse contained many gold coins and a note from
    the King indicating that the gold was for the person who removed the boulder from the roadway.
    The peasant learned what many of us never understand!
    Every obstacle presents an opportunity to improve our condition.

    5 - Fifth Important Lesson - Giving When it Counts.
    Many years ago, when I worked as a volunteer at a hospital, I got to know a little girl named Liz who was
    suffering from a rare & serious disease. Her only chance of recovery appeared to be a blood transfusion
    from her 5-year old brother, who had miraculously survived the same disease and had developed
    the antibodies needed to combat the illness. The doctor explained the situation to her little brother,
    and asked the little boy if he would be willing to give his blood to his sister.
    I saw him hesitate for only a moment before taking a deep breath and saying, "Yes I'll do it if it will save her."
    As the transfusion progressed, he lay in bed next to his sister and smiled, as we all did,
    seeing the color returning to her cheek. Then his face grew pale and his smile faded.
    He looked up at the doctor and asked with a trembling voice, "Will I start to die right away".
    Being young, the little boy had misunderstood the doctor; he thought he was going to have to give
    his sister all of his blood in order to save her.:surprised:
    that's all folks!
    see you soon...baboon....

  11. #11
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    shmondon bywa czasami taki jakby poetyczny, poniekąd...

    moja Ty Urocza
    wszystko co piszesz to takie piękne i składne..i prawda o prawdzie też jest
    prawdziwa ..o ile weźmiemy prawdziwą dla nas definicję prawdy..
    bo jak wiedzieć czy ta prawda to prawda czy też może inna prawda jest prawdą
    i są dwie prawdy lub więcej, albo nie ma prawdy w ogóle i w szczególności..
    jedni mówią prawdę i drudzy mówią prawdę (kiedyś to pojmiesz jak dorośniesz)
    po prawdzie, na prawdzie się poznać to prawdziwy talent i filozofię trzeba mieć i to prawdziwą..
    nie mówmy więc o prawdzie a faktach a te są takie: mówisz chcę Cię widzieć,
    mówisz mam czas dla Ciebie zawsze i gdy to mówisz to prawda jest dla Ciebie naprawdę..
    ale potem prawda jest taka, że w prawdzie pozostając, wprawdzie chcesz ale
    nie możesz bo jest to lub sio - naprawdę jest. Prawda jest więc taka, że nie ma np.
    spotkania ale, prawda, jest co innego...łzy mi ciekły wprawdzie po plecach z rozpaczy..
    bo prawdziwie chciałem Cię zobaczyć...myślę, że to będzie wtedy gdy nie będzie
    prawdy Twojej i mojej, czyli dwóch półprawd ale jedna prawda, prawdziwa dla nas..
    wprawdzie mógłbym się dąsać ale prawda jest taka, że nie będę bo wolę Cię
    prawdziwą a nie virtualną...a teraz Ci powiem (wprawdzie miałem inne plany,
    naprawdę mówię prawdę) a może jutro jest dla nas prawdziwie dobry dzień?
    i Ty mi powiedz, prawda! mam rację, nieprawdaż?
    :mad:

  12. #12
    Użytkownik
    Założyciel Tematu
    Awatar shmondon
    Dołączył
    28.04.2010
    Mieszka w
    warszawa
    Posty
    36
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    5

    Domyślnie Odp: Shmondon's stories -zasłyszane i nie tylko...(nie zawsze po polsku,,)

    shmondońskie dowcipy dzisiaj...

    ....Dlaczego zwolniłem swoją sekretarkę? - Posłuchaj! Dwa tygodnie temu były moje urodziny, ale jakby tego nikt nie zauważył. Miałem nadzieję,
    że rano przy śniadaniu żona złoży mi życzenia. Może nawet będzie miała jakiś prezent. Nie powiedziała nawet "cześć kochanie", nie mówiąc
    już o życzeniach. Pomyślałem, że chociaż dzieci będą pamiętały, - ale zjadły śniadanie, nie odzywając się ani słowem. Kiedy jechałem
    do pracy czułem się samotny i niedowartościowany. Jak tylko wszedłem do biura, sekretarka złożyła mi życzenia urodzinowe i od razu
    poczułem się dużo lepiej. Ktoś pamiętał. Pracowałem do drugiej. Około drugiej sekretarka weszła i powiedziała:
    - Dzisiaj jest taki piękny dzień, w dodatku są pana urodziny, może zjemy gdzieś razem obiad? Zgodziłem się, - bo była to najmilsza rzecz,
    jaką od rana usłyszałem. Poszliśmy do cudownej restauracji, zjedliśmy obiad w przyjemnej atmosferze i wypiliśmy po lampce wina.
    W drodze powrotnej do biura sekretarka powiedziała:
    - Dzisiaj jest taki piękny dzień - czy musimy wracać do biura?
    - Właściwie to nie - stwierdziłem.
    - No to chodźmy do mnie - zaproponowała.
    U niej wypiliśmy jeszcze po lampce koniaku, porozmawialiśmy chwilę, a ona zaproponowała:
    - Czy nie będziesz miał nic przeciwko temu, jeśli pójdę do sypialni przebrać się w coś wygodniejszego?
    - Jasne - zgodziłem się bez wahania.
    Poszła do sypialni, a po kilku minutach wyszła. niosąc tort urodzinowy, razem z moją żoną, dziećmi i teściową.
    Wszyscy śpiewali "Sto lat" a ja idiota,
    siedziałem na kanapie. w samych skarpetkach.
    :surprised:

    Zona wracajac do domu z zakupów zastala swojego meza w lózku z mila, mloda osóbka. W momencie,
    gdy chciala opuscic dom, maz zatrzymal ja tymi slowami:- Zanim wyjdziesz chcialbym, zebys posluchala
    jak do tego wszystkiego doszlo. Gdy jechalem wieczorem z pracy do domu autostrada, w czasie wielkiej
    ulewy, zobaczylem ta mila dziewczyne, zmeczona i przemoczona, wiec zaofiarowalem sie,
    ze ja podwiozeAle gdy zorientowalem sie,ze byla glodna i bez pieniedzy, przywiozlem ja do domu i
    przygotowalem jej posilek, z tej pieczonej wolowiny, o której zapomnialas w lodówce. Na nogach miala
    bardzo zniszczone sandaly, wiec dalem jej pare Twoich dobrych butów, których nienosisz, bo wyszly z
    mody. Bylo jej zimno, wiec dalem jej sweter, którykupilem Ci na urodziny, a którego nigdy nie wlozylas,
    bo kolor Ci nie odpowiadal. Jej spodnie byly bardzo zniszczone, wiec dalem jej pare Twoich. Byly jak
    nowe, ale juz za male dla Ciebie. I w momencie gdy ta dziewczyna opuszczala nasz dom, zatrzymala
    sie i zapytala:- Czy jest jeszcze cos czego Twoja zona juz wiecej nie uzywa ?

    Siedzi sobie facet na kanapie i ogląda tv, żona przychodzi i mówi:
    - Zenku wyjdźmy gdzieś wieczorem, my nigdy nigdzie nie chodzimy.
    na to mąż: - nie kochanie jestem zmęczony a zresztą ja nie lubię chodzić do knajp.
    Żona go namawia tak długo ze w końcu on zrezygnowany ubiera się i wychodzą.
    Jadą przez miasto i ona zauważa lokal ze striptizem mówi:
    - kochanie nigdy nie byłam w takim lokalu zabierz mnie tam.
    - ale ja nie lubię chodzić do takich lokali.. - żona go męczy aż w końcu idą do tej knajpy.
    Przy wejściu szatniarz odbiera płaszcze i mówi:
    - Dzień dobry panie Zenku !
    Żona lekko się zdziwiła ale Zenek jej wytłumaczył że pewnie z kimś go pomylili.
    Gdy siadają do stolika, podchodzi do nich kelnerka i mówi:
    - Dzień dobry panie Zenku !
    Żona jest już dość mocno zdenerwowana ale Zenkowi jakoś się udaje opanować sytuację.
    Na scenę wychodzi dziewczyna, rozbiera się, tańczy i gdy zostaje w samych majteczkach zadaje
    zalotnie pytanie:
    - Kto mi dzisiaj ściągnie majteczki??
    Cała sala skanduje: PAN ZENEK!! PAN ZENEK!!
    Żona ma już tego dosyć, wybiega z lokalu i wsiada do taksówki, Zenek
    biegnie za nią i w ostatniej chwili również wsiada do taksi.
    Żona wrzeszczy na niego wyzywa go od ostatnich łajdaków.
    W pewnym momencie odwraca się taksówkarz i mówi:
    - panie Zenku tak brzydkiej i krnąbrnej dziwki to jeszcze nie wieźliśmy...


Strona 1 z 4 1234 OstatniOstatni