Skocz do zawartości




Zdjęcie
- - - - -

Straszne historie, Legendy miejskie, Niewyjaśnione opowiadania (Creepypasty)

creepypasty historie legendy miejskie niewyjaśnione opowiadania straszne

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
68 odpowiedzi w tym temacie

#1 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 29 maj 2010 - 08:16

Krążąc po sieci natknąłem się na tzw. creepypasty - straszne historie mające na celu przestraszyć czytelnika, oraz inne "paranormalne" opowiadania i legendy miejskie. Niektóre bardzo mi się spodobały, więc postanowiłem podzielić się tym tutaj. Na początek zamieszczam kilka opowiadań które najbardziej mnie wciągnęły i zaciekawiły. Czy są prawdziwe - pozostawiam to do oceny czytelnika. Są to tłumaczenia z angielskich oryginałów, większość z nich przetłumaczył niejaki Shinji77 z forum o tematyce zjawisk paranormalnych.


Strony na których można znaleźć creepypasty (oryginały po angielsku):
[CENTER][B]seria "Holders" ("Strażnicy")[/B]

http://theholders.org/[/CENTER]

[CENTER]http://www.creepypasta.com/[/CENTER]

Jeśli ktoś czuje się na siłach to nie zaszkodziłoby jeśli by coś ciekawego przetłumaczył ;)


A tutaj mały poradnik-tutorial jak nie dać się rozerwać na strzępy tudzież zaciągnąć do piekielnych otchłani:



Wszyscy tam byliśmy. Właśnie udałeś się do pewnego miejsca, o pewnej porze pewnego dnia, zrobiłeś coś specjalnego i to, co się spodziewałeś, że się stanie właśnie się, k*rwa stało, nie wspominając faktu, że właśnie widziałeś cokolwiek k*rwa żyje w Twoim lustrze, powiedziano Ci ze szczegółami jak umrzesz, i wysoce demoniczne i nietykalne coś, co właśnie przyzwałeś zmierza w Twoją stronę.
Poza tym, cała Twoja rodzina nie żyje, Twoi przyjaciele zniknęli i jesteś wrabiany przez kogoś z dostępem do Twojej sypialni. Co do cholery teraz zrobisz, drogi protagonisto?

Cóż, trafiłeś do właściwego miejsca by się przekonać: Oto proste zasady, których należy przestrzegać by po pierwsze, nie zostać ofiarą creepypasty i po drugie, by ocalić skórę jeśli zdarzy się najgorsze. Z pomocą tego poradnika ty też możesz zostać katatonicznym, straumatyzowanym wrakiem w przeciwieństwie do faceta, który obecnie jest noszony jako płaszcz przez jakiegoś kolesia, który dużo wędruje. Po prostu pamiętaj o tych prostych zasadach...

1) Lustra i ciemność nie łączą się dobrze.
2) W zasadzie to lustrom mówimy ogólne "NIE", w świecie creepypasty nie ma nic bardziej złowieszczego.
3) Masz zerowe szanse przeżycia, jeśli spojrzysz na coś, czego nie widzi nikt inny albo odpowiesz niewłaściwie na zadane przez to coś pytanie.
4) Jeśli jesteś sam w nocy w niepokojącym domu obłąkanych, zastanów się chwilę co do cholery tam robisz, po czym, jeśli jest to właściwym pomysłem, wyjdź.
5) Unikaj chodzenia w miejsca z których jeszcze nikt nie wrócił albo gdzie wszyscy ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.
6) Jeśli ktoś zatrzyma Twój pojazd w nocy i poprosi byś go podwiózł, prawdopodobnie byłoby Twoją najlepszą decyzją by kulturalnie odmówić.
7) Zabijanie jest ostatnią metodą przetrwania, używaj jej oszczędnie, ale bez strachu.
8 ) KTO DZWONIŁ jest zawsze dobrym pytaniem do rozważenia. Poza tym, kto do cholery podnosi słuchawkę podczas całowania seksownej córki zmarłej osoby? Szumowina, ot kto.
9) Zdobądź zwykły rewolwer kaliber .38. Naładuj go dwiema srebrnymi kulami. Jeśli naprawdę czujesz, że nie ma szans wyjść żywym z sytuacji, strzel raz w cokolwiek Ci grozi. Jeśli to nie zadziała, nadal będziesz miał ostatni strzał by stać się bohaterem.
10) Obszar 51 jest po prostu zbyt dobrze chroniony by Cię wpuścić. Albo wypuścić jakiegoś kosmitę.
11) Kiedy udajesz się do hotelu, spróbuj omijać szerokim łukiem miejsca, gdzie nie wolno Ci wchodzić. Jeśli nie mogłeś się oprzeć i zobaczyłeś coś czerwonego, to zastanów się chwilę nad swoim zasięgiem cenowym i standardem hotelu przy następnej wizycie. Zdarzyło Ci się kiedyś spędzić noc w nawiedzonym Hiltonie?
12) Kiedy rezerwujesz pokój w hotelu, darmowy przewodnik on-line w stylu Trip Advisor może być nieocenionym narzędziem oceniania czy Twój wybór to scena wielokrotnych morderstw/miejsce pełne martwych ludzi/miejsce zbudowane u wrót Piekieł. Lokalne gazety mogą również być pomocne.
13) Przywoływanie demonów, mówienie w dziwnych językach i odprawianie rytuałów jakiegokolwiek rodzaju jest uważane za niebezpieczne. Wstrzymaj się od tego, zwłaszcza w okolicach Opuszczonych: Magazynów, Kościołów, Instytucji Psychiatrycznych, Lasów i Twojego domu przed lustrem w nocy.
14) Kiedy wybierasz się do nowej okolicy, rozpoznanie jest kluczem do przetrwania. Popytaj o przeklęte miejsca, legendy i inne szczegóły. Słuchaj rad tutejszych ludzi i nie bój się zapytać jeśli nie jesteś pewien które ataki/zaginięcia są paranormalne, a które nie są.
15) Zawsze miej Biblię obok łóżka. Zapewnia średnią lekturę, dowód wyznania i naprawdę ciężki przedmiot do rzucania we wrogów.
16) Nie licz na wodę święconą. Zdobądź porządną flaszkę kwasu siarkowego i daj ją do poświęcenia księdzu.
17) Japońscy księża oczyszczają pokoje poprzez wymachiwanie katanami. Ich rytuał działa w 100% na cielesne formy.
18) Jeśli znajdziesz 666 wiadomości na Twoim telefonie, w skrzynce pocztowej, e-mailu, itd. rozważ zmianę usługodawcy. Poza tym, nie zawracaj sobie głowy czytaniem/odsłuchiwaniem tych wiadomości. To spam. Międzywymiarowy, możliwe, ale mimo wszystko spam.
19) Stare farmaceutyczne firmy nie mogą Ci pomóc. Chyba, że potrzebujesz konkretnie "krwi niewinnych", "wężowej oliwy" albo "radioaktywnego syropu". Czyli nigdy.
20) Jeśli trzeba podpisać to krwią, nie musisz tego podpisywać. Wszystkie główne agencje rządowe zaakceptują kontrakty podpisane atramentem, pamiętaj o tym kiedy dostaniesz ofertę zbyt dobrą by była prawdziwa.
21) Latarnie morskie są niebezpieczne. Unikaj ich za wszelką cenę. Jeśli pracujesz w latarni morskiej rozważ karierę w sprzedaży ubezpieczeń lub opiece dla zwierząt.
22) Nie ma, po prostu nie ma powodu by słuchać muzyki powodującej skłonności samobójcze, albo by oglądać filmy, które miewały dziwne/katastrofalne skutki.
23) Jeśli lubisz planować naprzód i masz trochę pieniędzy, kup swojej ciotce i wujkowi dom w Bel-Air. Nic Cię nie może tam skrzywdzić, nieważne jak bardzo Twoja matka się boi.
24) Tajemne, odosobnione, nietknięte miejsca w starych budynkach są pozostawiane nietkniętymi nie bez powodu. Pionierzy nigdy nie mówią "umrę", ale tak naprawdę rzeczywiście mają niezwykle wysoką śmiertelność.
25) Zanim zaczniesz pływać w lodowato zimnych wodach zacienionego jeziorka w środku ciemnego lasu o północy, zapytaj samego siebie: czy naprawdę chcesz dostać się do starożytnego i przerażającego miasta? Jeśli odpowiedź brzmi "nie", to zostań zamiast tego w domu i obejrzyj cokolwiek jest akurat dostępne na Cinemax.
26) Swoje 33-cie urodziny spróbuj obchodzić w dobrze oświetlonym domu w towarzystwie innych.
27) Wstrzymaj się od używania Jedynego Prawdziwego Imienia czegokolwiek, prawdopodobnie jest powód dla którego ludzie dali temu czemuś przezwisko.
28) Oglądanie śnieżącego ekranu telewizyjnego przez długie okresy czasu może być ryzykowne dla Twojego zdrowia, spróbuj satelitarnej aby zwalczyć ten problem.
29) Zdobądź kota. Te futrzaste małe kłaczki wydają się dostrzegać nienaturalne wydarzenia lepiej niż my, i jeśli będziesz zdesperowany, możesz po prostu rzucić nim w cokolwiek właśnie ma zamiar Cię dopaść.
30) Cmentarze to złe miejsca, zwłaszcza w warunkach silnych mgieł i w halloween.
31) Spróbuj nie zamykać oczu, nigdy. Jeśli musisz, rób to tylko na moment.
32) Jeśli słyszysz inkantacje, uciekaj dopóki nie będziesz poza zasięgiem słuchu.
33) Jeśli jesteś za stary by bawić się lalkami, nie musisz być nigdzie blisko tych małych wrednych gnojków.
34) Legendy mogą dać cenny wgląd w to, gdzie nie udawać się na kemping z przyjaciółmi.
35) Kiedy niańczysz dziecko, ustal gusta i preferencje rodziny by uniknąć bycia zabitym przez kiepsko dobrane posągi.
36) Nawet jeśli jesteś pewien, że ucieczka Cię nie ocali, zawsze najlepiej jest spróbować.


Teraz możemy zaczynać, pierwsza historia:



"Binarne DNA"




Mówi się że kiedy zrobisz komuś zdjęcie to jego dusza zostaje w nim uwięziona. Między innymi wierzyli w to Indianie, dla których wielką tragedią było to gdy ktoś namalował ich portret czy zrobił im zdjęcie.

Nie wiem tak naprawdę od czego mam zacząć... Może zaczniemy w ten sposób. Czy wiesz co to jest „Pierwotna Zupa” ? Jest to niezmierzony ocean pierwiastków które chaotycznie się poruszają. Robiły tak przez miliony lat, w końcu w pewnych okolicznościach które ciągle pozostają dla nas zagadką, pierwiastki połączyły się i utworzyły pierwszy na świecie organizm jednokomórkowy.

To naprawdę bardzo okrojona wersja wydarzeń ale jestem pewien że załapałeś mniej więcej o co mi chodzi. Przenieśmy się teraz o jakieś kilka miliardów lat do przodu, do początku lat 90’, kiedy to dostęp do internetu zaczął gwałtownie rosnąć. Praktycznie co sekundę do sieci został podłączany coraz to nowy komputer.

Tryliony bajtów przesyłane z komputera na komputer, od firmy do firmy za pośrednictwem internetu. Z prędkością światła mogłeś (i dalej możesz) pobrać z internetu muzykę, pliki tekstowe i to co nas najbardziej interesuje : zdjęcia. Teraz zastanówmy się przez chwilę, jeżeli zrobisz komuś zdjęcie, co się stanie z jego duszą kiedy obraz zostanie prze-konwertowany na dane i zapisany na dysku twardym ? Czy dusza tam pozostanie ? Po 15 latach wierzymy że tak. Wierzymy że kiedy zapisujesz zdjęcie na dysku to wraz z danymi obrazu zostają tam też zapisane, nazwijmy to dane duszy. Niektórzy mogli by powiedzieć że zostaje tam jej odbicie.

Spójrz teraz na swój folder ze zdjęciami. Jak wiele dusz zostało schwytanych ?

Całkiem niedawno grupa hakerów, którzy sami siebie nazwali “Cardinals” („Kardynałowie”) zainteresowali się tą teorią i zaczęli z nią eksperymentować. Jedną z ciekawszych rzeczy którą odkryli było to że każde zdjęcie tej samej osoby posiada w pewnym momencie ten sam unikalny ciąg kodu binarnego. Jeżeli miałbym wytłumaczyć to krócej powiedziałbym „Binarne DNA”.

Hakerzy posiedli zestaw trzech bardzo tajemniczych plików. Jeden o rozszerzeniu avi, drugi o rozszerzeniu jpeg, a trzeci mp3, każdy z nich posiadający ciekawe, niewytłumaczalne właściwości.

Film cradle.avi, przedstawia grupkę nastolatków zwiedzających piwnicę jakiegoś domu. Obraz jest nagrany na niskiej jakości kamerze. Film jest tak zniekształcony a jego jakość tak słaba że jego zrozumienie wydaje się być praktycznie niemożliwe. Przez większość filmu kamera jest podawana z rąk do rąk co sprawia że obraz przez prawie cały czas jest rozmazany i bardzo trudno uchwycić cokolwiek.

Jednak pod koniec filmu kamera skupia się na odległej ścianie piwnicy. Obraz uspokaja się na tyle że można dokładnie zobaczyć że twarzą do ściany stoi młoda dziewczynka. Ma długie poskręcane włosy i ubrana jest w białą suknię. Widać ją tylko przez ułamek sekundy, ale wielu ludzi którzy wiedzieli ten film mówią o tym że jest w niej coś niepokojącego. Wydaje się być nieco zdeformowana ale żaden z widzów nie potrafił wyjaśnić w jaki sposób, nikt nie był w stanie podać żadnych szczegółów.

Osobliwą właściwością tego filmu jest jednak to co dzieję się z komputerem użytkownika podczas jego końcówki. W ostatniej sekundzie aplikacja zostaje zmuszona do przejścia w tryb pełnoekranowy (jeżeli oczywiście już wcześniej tego nie zrobiliśmy). Po czym na naszym ekranie wyświetla się jednosekundowy klip na którym widzimy stare okno umiejscowione w ścianie jakiegoś budynku. Klip jest zapętlony i odtwarza się 15 razy, po czym znów widzimy dziewczynkę która tym razem stoi po drugiej stronie okna, plecami do widza i powoli jakby w transie kiwa się do przodu i do tyłu. Po chwili kończy się film a komputer sam się wyłącza.

Kontrole wykazały że rejestr został całkowicie uszkodzony, i nie da się go w żaden sposób odzyskać, jedyny sposób aby komputer znów działał to kompletny „twardy” format dysku i zainstalowanie nowego systemu operacyjnego.

Drugi plik znany jest jako needles.mp3. Jest to plik dźwiękowy który trwa około trzech minut. Jest, tak jak poprzedni plik bardzo zniekształcony. Od czasu do czasu nasze ucho może uchwycić jakąś formę rozmowy lecz przede wszystkim słychać tam pomruki, piski czy coś na kształt warkotu.

Ludzie którzy słuchają tego pliku, często doświadczają ekstremalnych nudności i tracą równowagę przez krótki okres czasu.

Ostatni plik znany jest jako burningman.jpg.

Nazwa pliku (na Polski będzie to coś w stylu „płonący człowiek” przyp. tłumacza) nie ma nic wspólnego z tym co możemy na nim zobaczyć. Zamiast tego przedstawia on potężny, mroczny korytarz w którym panuje potworny bałagan a wszędzie leża ogromne sterty lalek których ktoś pozbawił oczu. Na obrazku widać także mężczyznę stojącego w tle ze spuszczoną głową. Nie można dostrzec żadnych szczegółów ponieważ, tak jak reszta plików, obraz jest bardzo zniekształcony.

Po pobraniu i otworzeniu (przez jakikolwiek program graficzny) plik na zawsze przechodzi w tryb stały. Nic więcej się nie dzieje, jedynie obraz ciągle jest włączony : nie da się go ani wyłączyć ani zminimalizować. Dopóki nie zainstalujesz nowego systemu, mężczyzna z obrazu będzie ciągle obecny w lewym dolnym rogu Twojego pulpitu.

Z tego co grupa hakerów była w stanie dostrzec i zrozumieć, pliki zostały skompilowane do postaci który znacznie wyprzedza znane nam teraz pliki CMD (pliki wsadowe przyp. tłumacza). Pliki są bardzo złożone i skomplikowane (działają pod każdym systemem operacyjnym nieważne czy to Windows czy Linux), lecz nadal nie wiemy kto i po co je stworzył. W rzeczywistości wielu ludzi nie wie o tym że plików nie da się ani przesłać ani skopiować więc dokładne badania są praktycznie niemożliwe.

To wszystko tylko podsyca całą aurę tajemniczości wokoło nich ponieważ zazwyczaj są one wysyłane z anonimowych adresów e-mail. Odrazu tutaj ciśnie się na usta pytanie, jak to jest możliwe ? Kto był w stanie przesłać te pliki ? Cóż tajemnica pozostaje nierozwiązana.

Jeżeli kiedykolwiek zobaczysz któryś z tych plików na swojej poczcie mailowej, powstrzymaj się od ściągania ich ! Każdy z nich działa jak wirus siejąc zniszczenie na Twoim komputerze. Potrafią dokonać usunięcia całego rejestru, uszkodzenia system32 (jeżeli używasz Windowsa), zamrożenia myszy czy zawieszenia komputera.

Powoli zbliżamy się do końca, więc poświęćcie jeszcze parę minut na dokończenie tekstu.

„Kardynałowie” zabrali się za za analizę tych trzech dziwnych plików. Słyszeli także o innych filmach, obrazach czy plikach mp3, lecz żaden z nich nigdy nie wpadł im w ręce. Plotka jednak głosi że w rzeczywistości udało im się odnaleźć i zebrać wszystkie „legendarne” pliki takie jak smile.jpg, barbie.jpg czy suicidemouse.avi, mówi się także że byli w stanie odnaleźć nawet oryginalne nagranie „grifter”.

Niemniej jednak, grupa postanowiła zbadać pliki pod względem binarnym, szukali oni podobieństw czy nawet takich samych ciągów serii binarnych w ich kodach.

Gdy odkryli już podobieństwa i różnice postanowili oni połączyć (opierając się na binarnym 0/1 kodzie) wszystkie pliki razem. Według legendy udało im się to. Otrzymali 7 niezależnych od siebie plików, których jednak nie dało się uruchomić. Każdemu nadali także swoją nazwę : Pożądanie, Obżarstwo, Chciwość, Zazdrość, Lenistwo, Gniew oraz Duma.

W końcu postanowili połączyć także i te pliki. Co jest godne uwagi to to że stało się coś bardzo dziwnego, z 7 plików które wydawały się nie mieć żadnego zastosowania powstał jeden plik o rozszerzeniu exe, uprzednio już nazwany.

“BarelyBreathing.exe”

Czy wiemy coś o tym pliku ? Cóż, niestety był to punkt po którym już niewiele wiadomo o całej sprawie. „Kardynałowie” byli zbyt mądrzy żeby po prostu go uruchomić. Najpierw przeanalizowali go na wszystkie możliwe sposoby : Hex (szesnastkowy system liczbowy), kod binarny sprawdzali dosłownie wszystko aby dowiedzieć się co ten dziwny plik może zrobić.

Kod binarny pliku tworzył jeszcze większą bezsensowną plątanine zer i jedynekm które (tak samo jak wcześniejsze 7 plików) nie miały żadnego sensu.

Jedyne co im pozostało to uruchomić ten program. Zgrali go na osobny przenośny dysk i uruchomili. Było to ostatnie polecenie które udało się odnaleźć policyjnym informatykom na ich zniszczonych komputerach tydzień później. Ich ciała były tak zdeformowane że nawet rodzina i przyjaciele mieli trudności z rozpoznaniem ich. Policyjny opis zwłok stwierdza że zostali brutalnie pocięci po twarzy i rękach a ich skóra została zupełnie spalona, następnie wielokrotnie odcinana przez bardzo cienką brzytwę.

Rząd szybko próbował zatuszować całą sprawę, lecz pojawiały się ciągle przecieki na jej temat. Wszystko dzięki temu że „Kardynałowie” prowadzili bloga na którym opisywali przebieg ich pracy (blog został od razu usunięty więc nawet go nie szukajcie) . Szybko rozeszło się nad czym pracowali i co starali się osiągnąć, pojawiły się także spekulacje na temat tego czy miało to jakiś związek z ich straszliwą śmiercią.

A co z przenośnym dyskiem na którym jest zapisany plik ? Według doniesień został znaleziony w kieszeni jednego z hakerów a następnie zamknięty w policyjnym sejfie, skąd w tajemniczych okolicznościach zniknął.

Plik krąży już po całym świecie. Rządy oczywiście próbują wszystko zatuszować, ale niektóre informacje i tak przeciekają do mediów, zauważcie jak wiele jest doniesień na temat ludzi którzy zostali brutalnie zabici we własnym domu przez „mordercę” a ich komputery zostały skradzione.
Więc jeżeli kiedykolwiek dostaniesz tajemniczy e-mail z załączony plikiem BarelyBreathing.exe, to kur*a... NIE OTWIERAJ GO !



"Dziennik"



23 października 1937, Biała, Polska



Zebraliśmy już masę informacji od mieszkańców okolicznych wsi. Wyglądają na przestraszonych, nawet mógłbym powiedzieć przerażonych, ale chętnie z nami rozmawiają. Nasz przewodnik ma problemy z językiem angielskim co bardzo nas spowalnia, ale bez niego od razu byśmy się zgubili. To co nas najbardziej interesuje to las : miejsce gdzie możemy TO spotkać. Widać to po ich oczach, ciągle rzucają szybkie i nerwowe spojrzenia na skraj lasu. „Od czasu do czasu stamtąd wychodzi” mówią, pojawia się tylko w nocy, grasując po obrzeżach Białej. Nie zgromadziliśmy jeszcze wszystkich elementów układanki ale czuję że posuwamy się naprzód. Doktor Yuri z dnia na dzień jest coraz bardziej spięty, widzę to po jego ruchach. Stał się mało rozmowny, a kiedy jest zły krzyczy na swoich podwładnych. Wszyscy czujemy zbliżającą się przygodę, jesteśmy już tak blisko !


25 października 1937, Okoniny, Polska




Wreszcie TO zobaczyliśmy ! Pierwszy rzut oka na stworzenie które śledziliśmy od kilku tygodni. Wędrowaliśmy wśród coraz rzadszych drzew, pozostawiając za sobą gęsty las, przed nami rozciągała się ogromna łąka niedaleko miejscowości Okoniny, wtedy też z ostępów leśnych wyłoniła się bestia. Była niewyobrażalnie szybka, wyglądała majestatycznie. Widziałem łzy radości które spływały po policzku doktora. To był dla nas wszystkich wielki dzień. Nie musieliśmy już polegać na informacjach zebranych od wieśniaków, od teraz widzieliśmy stworzenie na własne oczy. Jestem szczęśliwy i podekscytowany, już jutro rozpoczynamy wielkie polowanie. Podzieliliśmy się na trzy grupy : jedna wyruszy na południe w kierunku rzeki, druga pójdzie na wschód w kierunku Białej, ja razem z Yurim dołączę do grupy która kieruje się na północ. Czuję że nie wyśpię się dzisiejszej nocy. Adrenalina buzuje w moich żyłach.


26 października 1937, -, Polska




Jest już bardzo ciemno. Piszę przy świetle ogniska. Jest zimno a namioty nie dają rady powstrzymać mroźnego wiatru i coraz częściej przemakają. Myślę że znajdujemy się jakieś 15 km na północ od Okoniny. To był ciężki dzień dla każdego z nas. Miałem nadzieję że uda nam się dzisiaj go wytropić, może nawet schwytać. Niestety teren był dla nas bardziej nieprzyjazny niż wczoraj. Wzgórza, skały i gęste krzaki spowolniły nas i przysłaniały nam widok na całą okolicę. Nie widzieliśmy go, ale słyszeliśmy. Piosenka którą śpiewa jest niepodobna do dźwięku wydawanego przez jakiekolwiek znane nam zwierze. Brzmi bardziej jak ludzki głos, opowiada o nadziei i marzeniach. Zdaje sobie sprawę z gorzkiej ironii że piosenka która dodaje nam sił jest śpiewana przez zwierze na które polujemy. Nie jestem pewien intencji Yuriego ale jest pewne że nie okaże mu żadnej litości. Wiem także że nie powstrzymam go przed tym. Moje szczęście uciekło pod natłokiem zmartwień, a nadzieja została zmyta przez deszcz.

28 października 1937, -, Polska




Teren ponownie się zmienił. Nie mam pojęcia gdzie jesteśmy, nie sądzę żeby ktokolwiek wiedział. Gęsty las ustąpił miejsca połoniną. Rosa i poranne słońce nadają wysokiej trawie fioletowego blasku. Moje domniemania okazały się niestety poprawne : istota wie że podążamy za nią. Na polach koło Okonina widzieliśmy jak szybko potrafi się poruszać, dlatego dziwi nas fakt że przez ostatnie dwa dni trzyma się blisko nas, dostosowując się do naszego powolnego tępa. Czasami zdajemy się je widzieć ale to piosenka prowadzi nas i kieruje na właściwe tory. Yuri jest wniebowzięty, ja jednak mam pewne wątpliwości. Wydaje mi się że jesteśmy zwabiani w nieznane. Każdy z nas jest wyczerpany, to nie jest dobry znak biorąc po uwagę to że jutro czeka nas kolejny dzień marszu.

29 października 1937, -, -



Wszystko idzie nie tak. Popełniłem straszliwy błąd przybywając tutaj. Dwóch współpracowników doktora nie żyje, co więcej nie mam najmniejszego pojęcia gdzie możemy się w tej chwili znajdować. Słońce wydaje się tutaj nigdy nie zachodzić : albo wszyscy postradaliśmy zmysły, albo nie jesteśmy już na Ziemi. Wczoraj wędrowaliśmy godzinami, podążając za melodią. Krajobraz ani razu się nie zmienił, miałem wrażenie jakbyśmy chodzili w kółko. Ciągle te same wzgórza i bezkresny ocean fioletowych traw. Nikt nie spodziewał się tego że będą tam znajdować się też głębokie rozpadliny. Kiedy zdaliśmy sobie z tego sprawę, było już za późno. Myscha i Kramn poślizgnęli się na krawędzi i w mgnieniu oka spadli w nieskończoną przepaść. Wszyscy teraz odpoczywają. Próbowaliśmy spać ale jest to niemożliwe z palącym słońcem nad nami. Nie wiem już czy to dzień czy noc. Wiem tylko że melodia z sekundy na sekundę robi się coraz głośniejsza.

- 1937, -, -




Zostałem zupełnie sam. Czy ja już do końca zwariowałem ? Rzeczywistość ucieka o demnie z każdą sekundą spędzoną w tym miejscu. Straciliśmy kolejnych trzech ludzi jakiś czas temu (godziny? dni? nie jestem już niczego pewien). Jeden z nich spadł w przepaść ponieważ lina która go utrzymywała nagle pękła. Kolejnego zastrzelił Yuri, ponieważ tamten zaczął go atakować. Rozumiem jego złość, żaden normalny człowiek nie wyruszyłby dobrowolnie do takiego miejsca. Yuri i ja postanowiliśmy odpocząć w namiocie żeby rozładować napięcie. Piosenka stała się naglę przerażająco głośna. Stworzenie nawoływało nas abyśmy opuścili namiot. Walczyłem sam z sobą aby go nie posłuchać. Yuri posłuchał i była to ostatnia rzecz jaką zrobił w życiu. Słyszałem mrożący w żyłach krzyk i widziałem jak mroczna postać nabija doktora na swój róg. Nie mam pojęcia ile czasu minęło od tego zdarzenia. Stworzenie wciąż stoi na zewnątrz, czekając na mnie. Nigdy nie przestanie śpiewać. Chce być ze mną. Na zawsze.




"Niepokojące istoty"




Czy kiedykolwiek dostrzegłeś coś przelotnie kątem oka? Zwykły ruch wyłapany gdzieś w polu widzenia. Większość ludzi po prostu uważa to za cień spowodowany przez migotanie świecy lub kota zeskakującego gdzieś z mebli. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent z nich ma racje.
Jednak jest coś, nieuchwytnego dla oka. Możemy łatwo to wyjaśniać powyższymi warunkami, lecz gdy czasem to się dzieje, czujemy, że coś jest nie tak. Dreszcze u dołu kręgosłupa, lekki ból w boku. Może nawet spowodować chwilową pustkę w głowie, po której nie pamiętamy co chcieliśmy zrobić.
Jeżeli którykolwiek z tych objawów kiedyś odczułeś, to może być powód do niepokoju. Nasze widzenie peryferyjne jest zaprojektowane do dostrzegania ruchu, nawet w ciemności. Zostało ono wykorzystane do obrony przed drapieżnikami w początkach naszego istnienia. I tak jak wiele aspektów naszego człowieczeństwa, pozostało, ale osłabione.
Ten widok kątem oka cały czas alarmuje nas o niebezpieczeństwie, i chociaż atak drapieżników spadł na liście dzisiejszych niebezpieczeństw, możemy mieć z nimi cały czas do czynienia. One nadal istnieją. Jeśli kiedykolwiek poczujesz dreszcze na plecach, nie koncentruj się na tym co zobaczyłeś kątem oka. Być może lepiej nie widzieć.




"Dziennik 2"




Dziennik dyrektora badań
12.7.2007
00:31


Nowe znalezisko dotarło do nas dzisiaj. Mężczyźni pracujący przy rozbiórce opuszczonego magazynu znaleźli zardzewiały pojemnik z ropą, który wydawał się emanować chłód. Wstępne odczyty pola elektromagnetycznego wykazały chaotyczne dane, po czym sprzęt zatrzymał pracę i wyłączył się na dobre. Pojemnik wydaje się być wykonany ze stali nierdzewnej i rozprzestrzenia zimno.

15.7.2007
21:00



Otworzyliśmy dzisiaj pojemnik wewnątrz zamkniętej komory. Komora natychmiastowo zamarzła. Znaleźliśmy w pojemniku niezidentyfikowaną istotę. Wydaje się być czarna i jakby z gazu. Zaiste, światło wokół wydaje się być „zasysane” przez jego obecność. Byt ten sprawia wrażenie wyczuwającego wiele rzeczy, ale nie komunikuje się w żaden znany sposób. Materia biologiczna, która wchodzi w kontakt z tą istotą w kilka chwil zostaje zdezintegrowana.

12.8.2007
10:11



Jeden z praktykantów wszedł dzisiaj sam do komory, bez specjalnego skafandra. Nikt go już ponownie nie widział. Istota powiększyła się dwukrotnie odkąd została wyjęta z zamknięcia. Stała się agresywna. Uszczelniamy komorę od wszelkiego światła aby to „coś” przestało rosnąć. Wszystkie badania są wstrzymane.


12.8.2007
11:00



Tego już nie ma. Boże dopomóż nam, to się wydostało.



PAMIĘĆ GENETYCZNA


Wiele klasycznych ikon horroru, np. ksenomorfy H.R. Gigera z serii filmów "Obcy", Piramidogłowy z gier z serii Silent Hill i inne przerażające potwory mają wspólne cechy. Blada skóra, ciemne, głęboko osadzone oczy, wydłużone twarze, ostre zęby itp. Te obrazy inspirowały horrory, nie bez powodu. Obrazy tych twarzy są wdrukowane w ludzki umysł.
Wiele rzeczy wywołuje u ludzi instynktowny strach. Strach jest naturalny, nie musi przeobrazić się od razu w wielkie przerażenie. Jest wiele strachów, pochodzą one z zamierzchłych, ciemnych czasów, kiedy błyskawica mogła spalić drzewo, na którym mieszkałeś, przetaczający się w oddali odgłos grzmotu mógł oznaczać uciekające w popłochu stado zwierząt, a w ciemności kryły się drapieżniki.
Pytanie, jaki musisz sobie zadać to:
Co takiego musiało się dziać wtedy, w tych zapomnianych epokach, przed początkiem historii, co sprawiło, że rodzaj ludzki odczuwa tak głęboki instynktowny strach przed bladymi istotami z głęboko osadzonymi oczami, ostrymi jak brzytwa zębami i wydłużonymi twarzami?
Uważaj.
  • 1

#2 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 03 czerwiec 2010 - 10:56

ciekawy temat, ciekawe artykuły. Jak będziesz miał coś jeszcze, to wrzuć... Chętnie poczytam.
  • 0

#3 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 08 czerwiec 2010 - 09:23

Wrzucam kilka następnych



"Brama umysłu"




W 1983 roku, zespół bardzo pobożnych naukowców przeprowadził radykalny eksperyment w nieujawnionym miejscu. Naukowcy mieli teorię, że człowiek bez dostępu do zmysłów i sposobów do odbierania bodźców będzie w stanie dostrzec obecność Boga. Uważali, że pięć zmysłów skrywa przed człowiekiem świadomość wieczności i bez nich człowiek mógłby faktycznie nawiązać kontakt z Bogiem przez wymianę myśli. Starszy pan, który twierdził, że "nie ma już nic do stracenia" był jedynym ochotnikiem do badań. Aby oczyścić go ze wszystkich zmysłów, naukowcy przeprowadzili skomplikowaną operację, w której każde zmysłowe połączenie drogą nerwową do mózgu zostało chirurgicznie odcięte. Wszystkie czynności mięśni zostały zatrzymane, nie mógł widzieć, słyszeć, rozpoznawać smaku i zapachu, oraz czuć. Bez możliwości komunikowania się ani poczucia świata zewnętrznego, pozostał sam na sam ze swoimi myślami.
Naukowcy monitorowali go kiedy mówił głośno o swoim stanie umysłu. Pogmatwane, niewyraźne zdania, których nie mógł nawet słyszeć. Po czterech dniach, mężczyzna stwierdził, że słyszy ciche, niezrozumiałe głosy w swojej głowie. Zakładając, że był to początek psychozy, naukowcy poświęcali niewiele uwagi obawom człowieka.
Dwa dni później mężczyzna krzyczał, że słyszy jego zmarłą żonę mówiącą do niego, a nawet więcej, mógł z nią prowadzić konwersacje. Naukowcy byli zaintrygowani, ale nie do końca przekonani, dopóki nie zaczął nazywać zmarłych krewnych naukowców. Powtórzył naukowcom prywatne informacje, które były znane jedynie ich zmarłym małżonkom lub rodzicom. W tym momencie spora część naukowców odeszła od badań.
Po tygodniu rozmawiania ze zmarłym poprzez myśli, człowiek stał się zakłopotany i strapiony, mówiąc, że głosy były przytłaczające. W każdej chwili na jawie, jego świadomość była bombardowana przez setki głosów, które odmawiały mu spokoju. Wielokrotnie rzucał sobą o ścianę, próbując uzyskać odpowiedź bólu. Prosił naukowców o środki uspokajające, aby mógł uciec od głosów przez sen. Ta taktyka działała przez trzy dni, aż zaczął miewać przerażające, nocne paniki. Wielokrotnie mówił, że widzi i słyszy zmarłych w snach.
Dzień później, zaczął krzyczeć i drapać niefunkcjonujące oczy, mając nadzieję, że poczuje coś w fizycznym świecie. Histerycznie mówił, że głosy zmarłych są ogłuszające i wrogie, mówiące o piekle i końcu świata. W pewnym momencie zaczął krzyczeć: "Bez nieba, nie ma przebaczenia" przez pięć godzin bez przerwy. Nieustannie prosił aby go zabili, ale naukowcy byli przekonani, że był bliski nawiązania kontaktu z Bogiem.
Na drugi dzień, nie mógł już składać spójnych zdań. Pozornie szalony zaczął odgryzać kawałki mięsa ze swojego ramienia. Naukowcy natychmiast pobiegli do komory badawczej i przywiązali go do stołu, aby nie mógł się zabić. Po kilku godzinach bycia przywiązanym zaprzestał walki i krzyków. Patrzył bezmyślnie w sufit, gdy w milczeniu łzy spływały mu po twarzy. Przez dwa tygodnie, naukowcy musieli go ciągle nawadniać z powodu ciągłego płaczu. W końcu odwrócił głowę i mimo ślepoty, nawiązał kontakt wzrokowy z naukowcem po raz pierwszy w eksperymencie. Szepnął: "Rozmawiałem z Bogiem, a on nas opuścił" i jego życiowe funkcje zostały zatrzymane. Nie było widocznych przyczyn śmierci.


Smile.jpg




3 lipca 2009 otrzymałem e-mail’a od mojego przyjaciela Matt’a Garcia w którym po prostu spytał mnie: "Czy słyszałeś o smile.jpg?
Odpisałem mu szczerze: "Nie, nie słyszałem... czy to jakiś plik? Co to jest? "
Potem postanowił mi o tym opowiedzieć:
"Natknąłem się na to wczoraj wieczorem. Najwyraźniej jest to jakiś stary obrazek, lecz nie wiadomo kto go umieścił i po co. Dziwnie wpływa na ludzi, którzy na niego patrzą. Bardzo trudno jest go znaleźć, bo przeważnie okazuje się fałszywym plikiem albo został już usunięty. Może mi się tylko wydaję, ale gdy go oglądam czuję się dziwnie, jakby coś zza obrazu patrzyło na mnie. Za pierwszym razem wystraszyłem się nie na żarty i natychmiast zamknąłem przeglądarkę. Nie mówię, że obrazy na zdjęciu są straszne, ale te kolory i wzory, mają w sobie jakiś hipnotyczny efekt. Powinieneś sam to sprawdzić i ocenić. Poniżej wysyłam ci link do strony i zdjęcia. Daj znać, co o tym myślisz. -Matt G.
Odkąd otrzymałem e-mail’a od Matt’a, sprawdziłem tę historię i zapisałem tajemniczy obrazek na dysku. Badałem go przez ostatnie pięć dni. Mogę powiedzieć jedno, …moje koszmary stały się bardzo realistyczne. Ten obraz związał się ze mną. Przyłapałem się na myśleniu o nim kilka razy w ciągu dnia. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze miałem koszmary. Ale ten tydzień był inny. Czułem, że stały się one bardziej rzeczywiste. Nie mówię, że uwierzyłem w tą historię, ale powiem, że jest to … trochę ironiczne. Sami sprawdźcie . Na dole tego postu znajduje się link do ściągnięcia oryginalnego smile.jpg. A teraz opowiem wam historię Mary. Mówi się, że ten obrazek zniszczył jej życie. – Shad

Ciekawy przypadek Mary

Po raz pierwszy spotkałem się osobiście z Mary E. latem 2007 roku. Umówiłem się z jej mężem, Terence’em, abym mógł przeprowadzić z nią wywiad . Mary początkowo zgodziła się, bo nie byłem reporterem, ale raczej amatorskim pisarzem gromadzącym informacje na kilka tematów na uczelnie, jeśli wszystko by poszło zgodnie z planem, zebrałbym trochę czystej fantazji. Zaplanowaliśmy rozmowę na weekend, kiedy akurat byłem w Chicago z niepowiązanych spraw, ale w ostatniej chwili Mary zmieniła zdanie i zamknęła się w swojej sypialni, odmawiając wizyty ze mną. Przez pół godziny siedziałem z Terence’em przed drzwiami sypialni, następnie słuchałem i robiłem notatki gdy Terence próbował bezskutecznie uspokoić żonę. Rzeczy, które Mary mówiła nie były zbyt sensowne, ale nadające się do wzorca, którego się spodziewałem: choć nie widziałem jej, wiem, że płakała i częściej niż jej wymówki aby nie rozmawiać ze mną, skupiała się na chaotycznym dialogu z jakaś wyimaginowaną istotą, z jej snów lub koszmarów. Terence przeprosił mnie z całego serca, kiedy przestał uspokajać Mary, a ja starałem się ją przekonać, przypominając, że nie jestem reporterem w poszukiwaniu historii, ale tylko ciekawym, młodym człowiekiem w poszukiwaniu informacji. Poza tym, pomyślałem, że może mógłbym dowiedzieć się czegoś o niej w inny sposób jeżeli tylko zdobędę odpowiednie materiały.
Mary E. była odpowiedzialna za obsługę sieci internetowej w niewielkiej siedzibie w Chicago Bulletin Board System w 1992 r., kiedy po raz pierwszy zetknęła się ze smile.jpg i jej życie zmieniło się na zawsze. Ona i Terence byli małżeństwem tylko od pięciu miesięcy. Mary była jedną z około 400 osób, którzy widzieli obraz, kiedy został opublikowany na BBS jako hiperłącze, jednak była ona jedyną osobą, która otwarcie mówiła o tym doświadczeniu. Reszta pozostała anonimowa, lub być może nie żyje. W 2005 r., kiedy byłem dopiero w dziesiątej klasie, smile.jpg po raz pierwszy zwrócił moją uwagę przez rosnące zainteresowanie w internetowych, niewyjaśnionych zjawiskach. Mary była najczęściej wskazywaną ofiarą tego, co jest czasem określane jako "Smile.dog", nazwa smile.jpg jest to rzekome ułatwienie do wyświetlenia. To, co ożywiło moje zainteresowanie (nie oczywiste elementy grozy cyber legend i moja skłonność ku takim rzeczom) był zwykły brak informacji, zazwyczaj ludzie nie wierzą, że może istnieć coś poza plotką czy mistyfikacją.
Ten przypadek jest wyjątkowy, ponieważ, mimo że cały fenomen opiera się tylko na jednym obrazku, nigdzie nie można go znaleźć. To oczywiste, że wiele fałszywych i pozornych śmieci internetowych nazwanych smile.jpg, pojawia się na najczęściej odwiedzanych stronach o tematyce paranormalnej na przykład takich jak 4chan czy imageboard. Podejrzewa się, że są to podróbki, bo nie oddziaływają na ludzi tak samo jak prawdziwy smile.jpg , który może powodować nagłą padaczkę, ból w skroniach lub silne poczucie niepokoju. Te rzekome reakcje są jednymi z powodów, dlaczego smile.jpg traktuje się z taką pogardą, ponieważ wydaje się być oczywistym absurdem, ale w zależności kogo spytamy o niechęć do potwierdzania istnienia smile.jpg jest po prostu spowodowana strachem lub po prostu niedowierzaniem.
Ani smile.jpg ani Smile.dog nie jest nigdzie wspomniany na Wikipedii, ale na stronie znajdują się artykuły o innych skandalicznych przypadkach jak hello.jpg lub 2girls1cup, wszelkie próby stworzenia strony o smile.jpg są usuwane przez jednego z wielu administratorów encyklopedii.
Spotkania z smile.jpg są materiałami napędzającymi powstawanie legend Internetu. Historia Mary E. nie jest jedyna, istnieją niepotwierdzone pogłoski, że pokazano smile.jpg w pierwszych dniach istnienia Usenet. Istnieje nawet opowieść, że w 2002 r. haker sfloodował forum humoru i satyry strony Something Awful zdjęciami Smile.dog, powodując, że prawie połowa użytkowników forum dostała padaczki. Mówi się też, że od połowy lat 90 do ich końca, smile.jpg był przekazywany na Usenet jako załącznik w e-mail’ach łańcuszkowych z tematem "UŚMIECHNIJ SIĘ! BÓG CIĘ KOCHA!” Jednak pomimo wielu odsłon tych afer okazało się, że niewiele osób przyznaje się do brania jakiegokolwiek w tym udziału. Żaden ślad ani link do oryginalnego pliku nigdy nie został odkryty.
Ci, którzy twierdzą, że naprawdę widzieli smile.jpg często tłumaczą się, że byli zbyt zajęci, aby zapisać kopię obrazu na dyskach twardych. Jednak wszystkie domniemane ofiary, podają ten sam opis zdjęcia: Pies-jako stworzenie (zazwyczaj opisywany jako podobny do Husky), oświetlone przez lampę błyskową aparatu, znajduje się w mrocznym pokoju, jedyny szczegół, który jest widoczny w tle jest ręka ludzka, wychodząca z ciemności po lewej stronie ramki. Ręka jest pusta, ale zazwyczaj opisywana jest jako „machająca” lub „kiwająca”. Oczywiście, najwięcej uwagi poświęca się psu (lub stworzeniu podobnemu do psa, ponieważ nikt tak naprawdę do końca nie wie co widział). Pysk zwierzęcia rzekomo dzieli szeroki uśmiech, który ukazuje dwa rzędy białych, bardzo prostych, bardzo ostrych, bardzo ludzko wyglądających zębów…

Podaję dwa rzekome pliki "smile.jpg", rzekome bo nie ma informacji żeby z kimś coś się stało po zobaczeniu ich, choć trzeba przyznać że mają w sobie coś hipnotyzującego. Ale żeby nie było że nie ostrzegałem, to OSTRZEGAM ;)



[CENTER]http://encyclopediadramatica.com/File:Smile.dog.jpg[/CENTER]
[CENTER]http://encyclopediadramatica.com/File:Smiledog.jpg[/CENTER]




Coś na dobranoc



Grzmotnięcie


Noc. Jesteś w łóżku i starasz się zasnąć. Telewizor jest włączony. Ściszyłeś głos, by nie obudzić rodziców, migające światło, które emituje, rozprasza się po pokoju, zmieniając kształty cieni znanych ci przedmiotów, twój umysł płata ci figle. Jak głupio. Niedawno zgasiłeś światło, a włącznik jest po drugiej stronie pokoju.

Jesteś przerażony. Obrazy demonów i duchów latają ci przed oczami, twoje serce wydaje dźwięk jak staczający się po zboczu głaz. Czemu, och, czemu musiałeś przeczytać wszystkie te Creepypasty? Karcisz siebie za bycie takim idiotą, po czym przekręcasz się na drugi bok i próbujesz zasnąć.

Wtedy to się dzieje. Prawie zaraz po tym jak zamknąłeś oczy. Grzmotnięcie, brzmiące jakby dochodziło z hallu na dole. Otwierasz oczy i ostrożnie siadasz na łóżku. Prawdopodobnie to twój brat spadł z łóżka lub coś w tym stylu. Przekręcasz się i znów zamykasz oczy. Ponowne grzmotnięcie. Tym razem bliżej. „To mój brat. Albo kot. Albo rodzice. Albo coś podobnego.” Grzmotnięcie. Tuż przy twoim pokoju. Siadasz i patrzysz wyzywająco na drzwi. Telewizor jest wciąż włączony. Drzwi ciągle zamknięte.

Raptem wpadasz na świetny pomysł. Łapiesz za pilot od telewizora i zwiększasz głośność. Zaczynasz czuć się lepiej, gdy ludzki głos wpada do twego ucha. Znów się przekręcasz i zamykasz oczy. Wtedy uświadamiasz sobie jak bardzo jesteś głupi.

Jeśli dźwięk pozostanie wysoki, jakim cudem usłyszysz następne grzmotnięcie?

Jak będzie się podobać to wrzucę następne ;)


  • 0

#4 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 08 czerwiec 2010 - 11:48

Szkoda, że tylko ja się udzielam w tym temacie... :| oczywiście czekam na następne artykuły
  • 0

#5 Exstasy

Exstasy

    Użytkownik

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 247 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 09 czerwiec 2010 - 09:19

I co myślicie o tych obrazkach? Dla mnie to jakieś dziwne są.
  • 0

#6 Babcia Stasia

Babcia Stasia

    Zbanowany

  • Banned Users
  • PipPipPip
  • 1013 postów
Reputacja: 587
Bardzo dobra

Napisano 10 czerwiec 2010 - 04:44

Ogólnie fajne ciekawe historie.. a ten piesek.. za pierwszym razem jak go zobaczyłam to nie zbyt przyjemny widok... ogólnie natychmiast wyłączyłam.. (w nocy czytałam więc dlatego :P) ale potem mnie pokusiło jeszcze raz i jakoś już takiego efektu nie ma. Ta postać z tyłu.. za pieskiem z tą ręką i w czarnym kapturze, można sie domyśleć kim jest, chyba jest bardziej mimo wszystko przerażająca.... nie wiem czemu ale dla mnie akurat tak. Obrazek drugi chyba gdzieś widziałam, piesek z pierwszego obrazka ma takie hipnotyzujące oczy że nie moge w nie patrzeć. :P

No i ciągle mi chodzi po głowie pytanie, skąd jest ten obraz i kto go zrobił. :D

Z historyjek mimo wszystko najbardziej podobała mi się ta pierwsza z tej drugiej serii co dodałeś. Lubie czytać takie rzeczy i oglądać różne horrory.. także poproszę o więcej. :D
  • 0

#7 andrzej_nico

andrzej_nico

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 4 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 12 czerwiec 2010 - 08:34

I co myślicie o tych obrazkach? Dla mnie to jakieś dziwne są.


Fajne jak znajdziesz jeszcze cos takiego to dodaj!
  • 0

#8 ocet8

ocet8

    Użytkownik

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 126 postów
Reputacja: 14
Neutralna

Napisano 14 czerwiec 2010 - 04:57

to z tym obrazkiem jest fajne dostałem gęsiej skórki jak to zobaczyłem mam nadzieje ze nie dostane padaczki xD ale ciekawe kto i w jakim celu to wymyslił moze to jakis sigil przerazenia

znalazlem ten plik z ,,binarnego dna'' otworzyc go ?
  • 0

#9 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 14 czerwiec 2010 - 09:01

znalazlem ten plik z ,,binarnego dna'' otworzyc go ?


Ja się boję :P

A oto przedstawiam wstęp i parę części serii o "strażnikach"


"Początek"




W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. W przeszłości było ich 2538 w każdym z nich znajdował się przedmiot, jednak 2000 zostało zapomnianych a o przedmiotach ślad zaginął.

Pozostałe 538 nigdy nie mogą się połączyć. NIGDY !

Historie zostały zebrane z różnych źródeł, lecz wszystkie z nich opowiadają o tym samym, opowiadają o pewnej liczbie „Przedmiotów” – które (według legendy) po połączeniu przyniosą światu straszne konsekwencje.

Nikt tak naprawdę nie wie czy te Przedmioty są rzeczywiste, lub czy rzeczywiście istnieje ich określona liczba. Właśnie to sprawia że opowieści spod znaku „Holders” (W wolnym tłumaczeniu żeby zachować sens i klimat będą to „Strażnicy” przyp. tłumacza) są tak kuszące – każdy z nas może wybrać się do szpitala lub domu opieki społecznej i poprosić o widzenie z Strażnikiem i być zmuszonym do poddania się testowi siły aby zdobyć w nagrodę Przedmiot.

Niektórzy ze Strażników sami napisali swoje historie, co dodaje serii (już wystarczająco tajemniczej) jeszcze większej niesamowitości.
Przedmioty, potężne i przerażające jednocześnie mogą wywołać w Tobie potrzebę ich poszukiwania, a więc nie każdy jest powołany do bycia Poszukiwaczem. Od tego momentu ich życie stanie się chore, tajemnicze i przeklęte. Poszukiwacze dzielą się na rożne kategorie w zależności od tego co chcą pozyskać. Możemy wyróżnić trzy główne cele : Poszukiwanie siły, Poszukiwanie jedności (chęć połączenia Przedmiotów) oraz Poszukiwanie separacji. Ich podróż zmienia ich w złoczyńców i potwory i możemy mieć tylko nadzieję że jeden z nich o prawym sercu będzie potrafił nad nimi zapanować.

Możliwe że właśnie dlatego to czytasz. Możliwe że Przedmioty wzywają.


Strażnik Początku




W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. Gdy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie „Strażnikiem Rozsądku”. Pracownik będzie Cię ignorował, każąc Ci opuścić budynek. Jeżeli jednak uparcie będziesz powtarzał swą prośbę, potrząśnie głową z rezygnacją i będzie kazał Ci iść za sobą.

Zaprowadzi Cię do schodów które prowadzą w głąb ziemi. Będziesz miał uczucie że nigdy tak długo nie chodziłeś, a wtedy będziesz zmuszony iść jeszcze dalej. Po tym co będzie wydawać Ci się nieskończonością, znajdziesz drzwi. W tym momencie możesz zauważyć zniknięcie pracownika lecz nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jeżeli drzwi znajdują się po Twojej prawej stronie, to mam tylko nadzieję że zabrałeś ze sobą coś żeby skończyć ze sobą jak najszybciej. Jeżeli jednak znajdują się one po Twojej lewej stronie to jesteś na dobrej drodze. Zapukaj trzy razy, lecz nie oczekuj odpowiedzi. Kiedy tylko przekroczysz próg, szybko pochyl głowę, unieś ją dopiero wtedy kiedy człowiek który będzie znajdował się przed Tobą zacznie mówić. Jeżeli będzie to mężczyzna ubrany w czarny płaszcz, to jest to Twoja ostatnia szansa na ucieczkę. Jeżeli jednak płaszcz jest koloru żółtego musisz zadać jedno pytanie „Co mam z nimi zrobić?”. Postać zacznie opowiadać o każdej, najmniejszej nawet chwili z życia każdego człowieka. Nie pozwoli Ci żebyś się odezwał ani odszedł. Musisz ciągle wpatrywać się w jego oczy. Jeżeli popatrzysz gdziekolwiek indziej, stworzenia na jego prawej lub lewej ręce rozerwą Cię na strzępy, lecz nie umrzesz a jedyne co będziesz czuł to cierpienie które będzie trwało wieczność. Kiedy zakończy swą opowieść, skieruje się w Twoją stronę. Gdy będzie zbliżał się do Ciebie musisz ciągle na niego patrzeć, nieważne jakby okropnie lub groteskowo wyglądała jego twarz. Powie Ci żebyś uklękną. Pochyli się nad Tobą i ucałuje w czoło, będziesz czuł niewyobrażalny ból, coś jak żar z tysiąca słońc, ale nie możesz się zawahać ani okazać żadnej słabości. Następnie umieści różaniec, który miał przewieszony na swoich barkach, na Twoich. W tym momencie zemdlejesz a gdy się obudzisz będziesz siedział plecami do ściany obok instytucji. Sprawdź datę. Jest dzień wcześniej i wszystko wygląda tak jakby nic się nie wydarzyło, jedyną różnicą jest różaniec który zwisa z Twoich barków.

Różaniec to Przedmiot nr. 1 z 538, oczyści Twój umysł i pomoże podejmować rożne decyzje w życiu. Pamiętaj to zależy od Ciebie jak go wykorzystasz.


"Strażnik końca"




W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. Kiedy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie "Strażnikiem Rozsądku". Ledwo zauważalny uśmiech przemknie przez twarz pracownika, jakby chciał powiedzieć, "Ty głupcze".

Poprowadzi Cię długim korytarzem, który prowadził będzie w głąb instytucji. Praktycznie to miejsce nie powinno istnieć w takim miejscu jak to. Korytarz będzie bardzo cichy, tak cichy aż będziesz w stanie usłyszeć własne myśli. Słowa, krzyki czy jakikolwiek inny hałas zostanie zduszony jeszcze zanim wyjdzie z Twoich ust. Twój przewodnik po prostu wskaże Ci drzwi.

Kiedy wejdziesz do środka, Twoim oczom ukaże się przytulny pokój pełen przyjemnych dla zmysłów perfum, których zapachu nie będziesz potrafił zidentyfikować. W środku pokoju zauważysz prześliczną kobietę. Pokój będzie tak samo cichy i spokojny jak korytarz który do niego prowadził. Jedyny wyjątek który przerwie wszechogarniającą ciszę to Twoje pytanie. Możesz zadać tylko jedno "Dlaczego zostały rozdzielone ?". Kobieta wytłumaczy wszystko w przerażających detalach, opowie o każdym morderstwie, każdej wojnie i każdym gwałcie jaki dokonał się w historii. Wszystkie okropności wszechświata pojawią się nagle przed Twoimi oczami. Gdy skończy wszystko znów umilknie. Co zrobisz z otrzymanymi informacjami zależy tylko od Ciebie.

Kobieta jest "Przedmiotem" nr.2 na 538. Pamiętaj, to czy zostaną one połączone zależy od Ciebie.

"Strażnik Wieczności"




W każdym mieście, w dowolnym kraju znajduje się szpital psychiatryczny bądź dom opieki społecznej z którego możecie skorzystać. Kiedy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie "Strażnikiem Wieczności". Pracownik cicho westchnie, a w jego oczach zauważysz wielkie współczucie. Zaprowadzi Cię w dół po schodach, do pomieszczenia które powinno być (jak w każdym normalnym miejscu) piwnicą. Jednak nią nie jest. Zamiast tego przed Tobą rozciągał się będzie długi korytarz, którego koniec niknie w ciemnościach.

Podczas gdy Ty będziesz zagłębiał się coraz bardziej w ciemną otchłań, zaczniesz słyszeć krzyki. Na początku będą one ledwo słyszalne, tak jakby pochodziły z dużej odległość, ale im bliżej do końca korytarza tym dźwięk robi się coraz głośniejszy. W końcu stanie się tak głośny że zagłuszy wszystkie pozostałe dźwięki. Będzie to tak bolesne że ogłuszenie się będzie wydawało Ci się najlepszym sposobem ucieczki do tego koszmaru. Wskazane jest jednak oprzeć się temu impulsowi ponieważ wtedy będzie niemożliwe aby ukończyć zadanie. Pracownik wskaże Ci drzwi, szybko je otworzy i ucieknie, zostawiając Cię samego w ciasnym korytarzu pogrążonym w absolutnej ciemności.

Będzie to Twoja ostatnia szansa aby uciec. Jeżeli jednak zdecydujesz się kontynuować, otwórz drzwi; przenikliwy lament urwie się nagle, cisza będzie tak ogłuszająca że będzie dzwonić Ci w uszach. Pokój w którym się znajdziesz będzie pogrążony we wręcz namacalnych ciemnościach. Jednak na drugim końcu pokoju Twoim oczom ukaże się wychudzona, pokryta ropiejącymi ranami postać. Będzie wpatrywał się w Ciebie z maniakalnym uśmiechem przyklejonym do jego twarzy. Uśmiecha się pomimo gnijącego ciała i jeszcze wystającego z piersi skalpela. Kiedy to dostrzeżesz będzie to ostatnia szansa na ratunek, jedyny sposób to zadać mu pytanie "Kto je stworzył?".

Przed udzieleniem odpowiedzi zajdzie się potwornym rechotem który mogę porównać do dźwięku wydawanego przez zwierzę w czasie agonii. Jego opowieść będzie najbardziej przerażającą rzeczą jaką było dane słyszeć Ci w całym swoim życiu. Poza tak oczywistymi sprawami jak ból i śmierć, będzie zagłębiał się on w głąb samej istoty zła. Ludzie o słabych umysłach zapewne oszaleją słysząc historię tego człowieka. Musisz pozostać silny, nie ważne jak krucho może czuć się Twój umysł.

Kiedy zakończy swoją powieść, będzie zależeć od Ciebie czy chcesz zakończyć życie tego człowieka, uwalniając go od jego potwornego brzemienia. Usuń skalpel wystawiający z jego piersi. Przez jego ciało przejdzie dreszcz, po czym cicho spadnie...już na zawsze.

Skalpel do "Przedmiot" nr. 3 z 538. To od Ciebie zależy czy chcesz je chronić czy zniszczyć.


Plus mały bonus na dobranoc



Witam,



Wczoraj otrzymałem na gg linka do pewnego pliku od nieznanego numeru.
Myslac, ze to od kogos znajomego, zadalem pytanie do nadawcy kim jest i co to za plik.
Nie otrzymałem odpowiedzi. Sciagnalem jednak plik, ktorym okazalo sie zdjecie dziewczynki na oko 7-10 lat, blond loki, rozowa sukienka i twarz bez emocji. Wpatrywalem się w to zdjęcie dosyć długo i zobaczyłem w jej oczach cos dziwnego, jakby błysk. Najdziwniejsze bylo jednak to, ze na nastepny dzien zdjecia na dysku nie bylo i musialem je jeszcze raz sciagac, zeby sie przekonac czy mialem zwidy czy nie (mam problemy ze snem, wiec czasem zdarzaja mi sie rozne "efekty" wizualne). Otworzyłem plik ponownie i ku mojemu zdziwieniu dziewczynka sie zmienila albo inaczej ja zapamietalem. Dzisiaj sciagalem zdjecie jeszcze trzykrotnie i za kazdym razem ona sie zmienia. Nie wiem czy trace zmysly, czy o co chodzi ale juz w ogole nie mam ochoty na nia patrzec.
  • 0

#10 ocet8

ocet8

    Użytkownik

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 126 postów
Reputacja: 14
Neutralna

Napisano 16 czerwiec 2010 - 07:38

otworzyłem go i system usunął mi się boot z systemu (czyli musiałem formata robić i jeszcze raz system instalować) te niektóre historie naprawdę straszne są
  • 0

#11 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 18 czerwiec 2010 - 10:50

Usunąłem link do pliku. Mnie co prawda nic nie zrobił ale po co ryzykować.



Coś buszującego w polu



To zaczęło się kilka tygodni, zauważyłem wtedy, że bele siana na polu zaczynają się powoli oddalać od domu. Każdego ranka kiedy się budziłem, każda z nich była oddalona o kilkaset stóp od miejsca w którym były dzień przedtem. Uznałem wtedy, że to miejscowi dowcipnisie którzy nie mają nic lepszego do roboty, więc po prostu to zignorowałem. W przeciągu kilku dni siano zaczęło zbliżać się do granic mojej farmy. Byłem już zmęczony tą całą grą więc zdecydowałem się przewieźć je z powrotem. Trwało to kilka bardzo żmudnych i nudnych godzin,w każdym razie kończąc prace byłem gotów ukręcić łeb wieśniakowi który zdecydował się ze mną zadrzeć.

Następnego ranka, zbudził mnie dziwny i ciężki zapach, gdy zdecydowałem się podążyć za nim do stajni odkryłem, że wszystkie moje zwierzęta zostały zabite i zmasakrowane.Każde z nich leżało w swojej zagrodzie, pozbawione głowy, po której nie zostało najmniejszego śladu. Resztę dnia spędziłem czyszcząc tą rzeźnie i zakopując pozostałości moich koni.Kiedy skończyłem odkryłem, że bele siana na polu wróciły na swoje miejsca z przedwczoraj, rozproszone po całym polu.Tym razem zostawiłem je na swoim miejscu.

Tej samej nocy siedziałem na ganku ze strzelbą w rękach i dzbankiem kawy na stoliku za mną. Siedziałem tak przez kilka godzin, wytężając wzrok w kierunku pola żeby dostrzec choćby na chwilę tajemniczą postać przemieszczającą moje siano. W końcu, zacząłem zasypiać. I zasnął bym ale kiedy moje oczy zaczęły się zamykać usłyszałem jazgot i szelesty na drzewach pobliskiego lasu. Spojrzałem w kierunku z którego dobiegał hałas, moje serce waliło z podniecenia, w końcu zamierzałem dorwać gnoja. Szamotałem się się z bronią, kręcąc się na krześle czekając niespokojnie aż ktokolwiek by to był zbliży się do mnie na tyle abym mógł go zaskoczyć.Kiedy tylko to zbliżyło się na tyle, że mogłem dostrzec kontury tego czegoś w ciemności sparaliżował mnie strach. To coś zakradło się na moje pole z pobliskiego lasu, nie zauważyło mnie siedzącego na ganku.Przekradając i garbiąc się przywoływało mi na myśl obraz idącego na palcach złodzieja. Nie licząc faktu, że ta dziwna istota nawet przycupnięta mierzyła z dobre dziesięć stóp, wydawała się bardzo wątła. Chudość jej ramion a także wychudzona i zapadła klatka piersiowa sprawiały, że istota ta wyglądała jak jakieś przegłodzone zwierzę. Wciąż jednak, to coś było nieprawdopodobnie silne, widziałem jak bez najmniejszego problemu dźwiga bele siana i ostrożnie układa je ładny kawałek dalej, robiąc tylko kilka kroków. Zaintrygowany, obserwowałem jak to przenosi każdą bele z osobna. Zawsze przed odłożeniem jej na nowe miejsce To prostowało się na chwilę i rozglądało dokoła, patrząc na pozycję innych bel dokonując nawet nieznacznych korekt w ustawieniu.

Zanim odeszło, spojrzała się w kierunku domu. Czułem jak jego oczy wychwytują mnie mnie w ciemności ale nie mogę stwierdzić czy zobaczyło mnie czy nie. Po czym, odwróciło się cicho i ruszyło droga którą przyszło, znikając w ciemnościach okolicznego lasu. Godzinę zajęło mi dojście do siebie i znalezienie chociaż tej odrobinki odwagi żeby móc wstać i uciec do domu. Do środka wszedłem dopiero po chwili. Nie spałem już tej nocy. Dopiero ze wschodem słońca ośmieliłem wyjść poza ganek i rozejrzeć po polu. Bele siana były tam gdzie to je zostawiło. Co jeszcze dziwniejsze, to nie przestawiło ich tak daleko jak w ciągu kilku poprzednich dni. Bele zbliżały się do czegoś niewidocznego na polu,i kiedy lepiej się rozejrzałem odkryłem że zdają się one tworzyć jakąś linię. W rzeczy samej, kiedy obszedłem dom dokoła, zobaczyłem dokładny krąg w którego samy środku się znajdowałem. Na początku myślałem, że są oddalane od domu zupełnie losowo, ale teraz mogłem stwierdzić, że były przemieszczane aby stworzyć jakąś granice. To coś przekazywało mi wiadomość. Tej nocy zasnąłem tylko dlatego, że byłem wyczerpany, spałem bardzo niespokojnie.

Następnego ranka bele nie przemieściły się nawet na cal. Właściwie, pozostały nietknięte już do końca tygodnia, widać były już tam gdzie To chciało żeby były. Dostawałem szału próbując to wszystko zrozumieć. Dlaczego to coś poświeciło tyle czasu i energii przemieszczając moje siano i potraktowało mnie w te sposób? Czy powinienem zareagować? Zabicie moich zwierząt było po prostu groźbą. Groźbą inteligentnej istoty. To wiedziało co mnie przerazi, i wiedziało, że zrozumiem, że mieszam się w nie swoje sprawy.

Odgłosy samochodu na drodze prowadzącej do mojej farmy pewnego ranka wypełniło mnie podekscytowaniem. Planowałem opuścić farmę od momentu kiedy to to zobaczyłem ale nie łudziłem się, że dam rade zrobić to o własnych nogach, bez ryzyka, że To zrobi ze mną to co z moimi końmi. Ale, jeśli dałbym radę dostać się do nadjeżdzającego auta, niezależnie od tego kim był kierowca, być może udało by mi się uciec zanim to coś mnie zatrzyma. Nie dbałem o to kto do mnie jechał. Postanowiłem, że w momencie w którym zatrzyma auto wskoczę na siedzenie pasażera, i powiem mu żeby uciekać jak najdalej stąd. Niestety nie dostałem takiej szansy.

Auto jechało powoli, tocząc się po nierównej drodze. Po cichu pokazywałem żeby się pospieszyło. Gdy przekroczyło granicę pomiędzy dwoma balami słomy, usłyszałem gniewny klekot z pobliskiego lasu. To coś wyrwało się niespodziewania spomiędzy drzew, pędząc na wszystkich czterech przerażających, zniekształconych kończynach w kierunku pojazdu. W ciągu kilku sekund było przy aucie opierając się o nie jak jakiś drapieżny kot. W ciągu następnej chwili wyrywało już stalowe elementy karoserii, próbując dobrać się do kierowcy. Mężczyzna, kimkolwiek był, wrzeszczał tak, że słyszałem go wśród dźwięków giętego metalu i tłuczonego szkła. Wrzask ustał dopiero wtedy kiedy to coś zmiażdżyło go bezlitośnie swoimi własnymi łapami. Po czym, to wyrwało jego resztki z pojazdu i rzuciło nimi w moją stronę, po czym wyprostowało się i spojrzało na mnie znowu. W świetle dnia, byłem w stanie zobaczyć całą nieludzkość tego czegoś. Ta odrażająca kreatura, tak żałosna a jednak wciąż żywa w swojej całej obrzydliwej formie wykazywała, iż dawno temu mogła mieć w sobie coś z człowieka. Cokolwiek to było, sprawiało wrażenie zahartowanego i mocarnego, i przez ta chwilę kiedy się na mnie spojrzało przypominało granitową rzeźbę.

To coś ruszyło z powrotem pomiędzy drzewa pozostawiając mnie z moim przerażeniem. Moje oczy powędrował w kierunku miejsca w którym stanęło auto, jego silnik ciągle pracował, pomiędzy dwoma belami siana.. Nagle zrozumiałem.Wiadomość była oczywista. Jestem jego zdobyczą, i nie wolno mi mieć gości. Nic nie może przekroczyć jego granicy. Jestem tu uwięziony, przez istotę buszującą w polu, i nie będzie mi dane odejść. Wciąż jednak nie wiem czy będę w stanie być zwierzątkiem tego czegoś.

Zastanawiałem się ciężko przez kilka ostatnich dni, dopóki nie zobaczyłem jak to rozrywa mężczyznę z auta na strzępy , uciszając go zanim skończy swój krzyk. Jeśli przekroczę granicę z siana, prawdopodobnie zrobi to samo ze mną. Zmiażdży moją czaszkę zanim zdążę unieść ręce żeby się zasłonić.Po czym poszuka sobie nowego zwierzątka, i prawdopodobnie będzie szukać, aż nie znajdzie kogoś kto będzie wstanie znieść fakt, że to ciągle go obserwuje , obserwuje całymi godzina swoimi lśniącymi oczami insekta.

Zastanawiałem się ciężko przez kilka ostatnich dni... I chyba dam radę po prostu biec...
  • 0

#12 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 20 czerwiec 2010 - 10:19

FORUM



Cześć, ludzie. Chcę wam opowiedzieć pewną historię. Prawdopodobnie mi nie uwierzycie. Mam już dość przekonywania do tego ludzi.
To było jakieś trzy tygodnie temu. Siedziałem na Google, szukając jakichś zabawnych stron. Znalazłem jakiś imageboard (Rodzaj forum internetowego, nastawionego na wymianę obrazków. Przykładem jest 4Chan - przyp. tłumacza). Wszyscy na tej stronie gadali w ekstremalnie zagadkowy sposób. Mówili rzeczy w stylu "Widziałem ich dzisiejszej nocy. Trzymając ręce jesteśmy wyżej, na wysokości 99924028 KRÓL ZSTĄPIŁ"
Tej jednej frazy używali często. "Król zstąpił"... Na początku myślałem, że jest to spam, zważając na ilość linijek takiego tekstu, ale... użycie tego zwrotu było zbyt częste, a jednocześnie nieregularne, żeby był to spam. Poza tym te liczby nie wyglądały na przypadkowe.
Stwierdziłem: "pieprzę to". Zobaczę, o co chodzi na tej stronie. Napisałem w dziale, który przypominał /b/ na 4Chanie - Nie było żadnego konkretnego tematu, którego dotyczyły zamieszczane tam obrazki i posty (/b/ to jedno z forów 4Chana, na którym można znaleźć dyskusję dosłownie na temat wszystkiego. Jednocześnie forum to jest uznawane za największe śmietnisko w internecie - przyp. tłumacza). Przywitałem się, powiedziałem, że jestem nowy, i że chciałbym zacząć temat dotyczący śmiesznych rzeczy.
To był moment, w którym się zaczęło. Pamiętam, że pierwsza odpowiedź brzmiała: "Dobrze Cię widzieć. Dołączyłeś do POMOCY! POMOCY!". Od tego czasu zaczęło się robić jeszcze dziwniej. Powiedziano mi, żebym unikał "łapówkarzy". Stwierdziłem, że to był dowcip, zrozumiały tylko dla ludzi z forum. Później zaczęli gadać jak szaleńcy. Zaczęli pisać z pozoru wyglądające na losowe liczby oraz litery, czasami pochodzące z innych języków (Kilka wyglądało na rosyjskie, inne na pochodzące z języków bliskiego wschodu czy z języka Chińskiego).
Nie miałem pojęcia, co się dzieje.
Później ponownie zobaczyłem frazę "Król zstąpił", którą poprzedzały liczby.
Następnie wysiadł mi prąd. Zupełnie niespodziewanie. Przeraziło mnie to. Sprawdziłem bezpieczniki. Wyglądało na to, że po prostu się wyłączyły. Włączyłem je na nowo. Kiedy wróciłem do swojego komputera, dostrzegłem zdjęcie, przedstawiające małego, białego chłopca. Miał nie więcej, niż dziesięć lat.
Usiadłem, przerażony, lecz zaciekawiony jednocześnie. Chłopiec się uśmiechał i wyglądało na to, że mówi, lecz ja niczego nie mogłem usłyszeć. Ustawiłem głośniki głośniej. Ledwo słyszałem, co mówi. Brzmiało jak wyciszony szept. Ustawiłem głośniki najgłośniej, tak tylko się dało. Ciągle jednak słyszałem cichy szept. Jego usta poruszały się powoli.
Zbliżyłem głowę do głośników, próbując zrozumieć, o czym mówi. Wtedy krzyknął bardzo głośno. Brzmiało to, jak przerażający głos jakiegoś demona. Obrazek się zmienił. Chłopiec płakał. Silnie krwawił z oczu.
Znowu został odcięty dopływ prądu. Ponownie, winę ponosiły bezpieczniki. Kiedy przywróciłem dopływ prądu, wszystko było na powrót normalne. Mój komputer włączył się normalnie, nie zdarzyło się nic strasznego.
Wtedy zacząłem dostawać maile. Bardzo zagadkowe, wypełnione liczbami, które nie układały się w nic sensownego. Zupełnie jak na tamtym forum. Dostałem też maila napisanego po angielsku. Mówił: "PO PROSTU PRZEKAŻ TO DALEJ! PRZEKAŻ DALEJ, DO CHOLERY!". Nie rozumiałem, o co chodziło.
Wstałem, żeby pójść się napić. Wtedy sparaliżował mnie strach. Z mojego sufitu zwisał człowiek. Jego ciało kołysało się delikatnie. Na ścianie, napisany krwią widniał napis "KRÓL ZSTĄPIŁ". Mrugnąłem, i nagle wszystko, w jednej chwili zniknęło.
Ciągnęło się to tygodniami.
Wróciłem na tą stronę. Byłem pewien, że zwariuję. Byłem gotów zgłosić się do domu wariatów. Wtedy przeczytałem post, napisany w spójnym angielskim. Brzmiał "Przekaż dalej Króla. Przekaż dalej Króla."
Temat stał się niedostępny, przez błąd 404, zanim zdążyłem nawet przeczytać go w całości. Zacząłem tworzyć nowy temat. Wtedy zorientowałem się, że słowa, które wpisuję, nie są tymi, o których myślę. Moje palce wpisywały słowa, jak gdyby posiadały swoją własną wolę. Na ekranie pojawiły się dwie frazy: "HGHSUTHS" oraz "4918484 KRÓL ZSTĄPIŁ".
Wtedy, w jakiś sposób zdałem sobie sprawę, że w ten sposób przekazuję tą "klątwę" dalej. Przestałem mieć halucynacje. Czułem się dobrze. Nauczyłem się, jak bronić się przed tym.
A teraz... Przepraszam.
HAKKSIITMS 44919174 KRÓL ZSTĄPIŁ
  • 0

#13 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 20 czerwiec 2010 - 10:56

bardzo fajne opowieści... zachęcamy do dodawania opinii , jak i również do czynnego udziału w rozwoju tegoż tematu;)
  • 0

#14 Babcia Stasia

Babcia Stasia

    Zbanowany

  • Banned Users
  • PipPipPip
  • 1013 postów
Reputacja: 587
Bardzo dobra

Napisano 20 czerwiec 2010 - 11:28

to o tym krUló jest fajne.. ciekawe :D Ja chce kolejne.. także śpiesz się Leśniku, śpiesz ! :D
  • 0

#15 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 20 czerwiec 2010 - 11:43

Edytowałem pierwszy post, dodałem adresy stron z creepypastami (po angielsku) i mały poradnik przetrwania na wypadek gdyby ktoś stał się przez przypadek bohaterem jakiejś opowiastki. Tymczasem zapodaje jeszcze jakieś opowiastki:

Korytarz




Yup, znów ten sam sen, ten sam pieprzony sen. Miałeś go kiedyś ? Jasne że miałeś, MUSIAŁEŚ mieć. To uczucie kiedy ciągle śpisz ale masz wrażenie że już się obudziłeś. Nie widzisz nic dziwnego czy przerażającego... ale jesteś w wielkim błędzie, w bardzo bardzo wielkim błędzie. Wstajesz z łóżka, przeciągasz się kilka razy ziewając. „Huh? To zabawne” mówisz patrząc na zegarek, wskazuje on godzinę 13.00 lecz na dworze ciągle jest cholernie ciemno. „Co za kawał gówna – to już nie pierwszy raz kiedy znowu się popsuł”.

Kierujesz się na korytarz, wygląda dziwnie nieznajomo, jakby nigdy nie był Twój. Nie wiesz do kogo należy i nieważne jakby podobnie wyglądał czy pachniał to napewno nie należy do Ciebie. Ale oczywiście nie dostrzegasz tego w porę... hahaha NIGDY nie dostrzegasz tego w porę. Wolno kierujesz się do kuchni żeby przygotować sobie jakieś śniadanie, po drodze jednak napotykasz coś dziwnego, coś co wzbudza w Tobie pierwszy niepokój.

„Huh? Nie pamiętam żeby wisiał tutaj jakiś obraz...” mówisz sam do siebie....

Twoja dziewczyna nie spała dzisiaj u Ciebie, prawda ? Nie jesteś żonaty. Mieszkasz sam. Jesteś cholernie pewny że tego pieprzonego obrazu nie było tutaj wczoraj wieczorem. Więc ?

Kto ?!

Ściany powoli zaczynają brązowieć podczas gdy Ty skupiasz się na obrazie. „Czy to jest człowiek ?” Pytasz sam siebie. „Nie... nie... żaden Bóg nie stworzyłby takiej osoby!”. Postać na obrazie jest czarna jak węgiel. Ogniste, wściekło pomarańczowe oczy zdają się przewiercać Cię na wylot. Postać jest bardzo wysoka, na oko gdzieś około 8/9 stóp (1 stopa ~ 31 cm przyp. tłumacza). Jego twarz na pierwszy rzut oka wygląda całkiem ludzko, jest podłużna, bardzo przypomina owal. Z drugiej strony przypomina nieco pysk dzika. Długie i ostre pazury które zdają się wyrastać bezpośrednio z jego rąk przypominają noże. Postać stoi na lekko ugiętych nogach – jakby szykowała się do skoku. Jego „kolana” (jeżeli można nazwać to kolanami) wyginają się do wewnątrz, zresztą tak samo jak wszystkie inne jego stawy.

Nadal wpatrujesz się w obraz, który absorbuje całą Twoją uwagę…

Korytarz jest już teraz brudno brązowy. Po chwili Twoje źrenice rozszerzają się ze zdumienia i strachu gdy zauważasz że „człowiek” na obrazie zaczyna się poruszać. Krwawe łzy spływają powoli po jego policzkach. Natychmiast odwracasz się i zaczynasz uciekać, byle dalej od niego, byle dalej od tego przerażającego widoku…

Nie mogąc złapać tchu uciekasz przez korytarz, który teraz wydaje się nie mieć końca. W oddali nie widać nic, dookoła Ciebie jest tylko nieprzenikniona czerń…

Wtedy popełniasz ten klasyczny błąd. Hahaha zawsze to robisz, prawda ? Oglądasz się za siebie…

Mounstrum stoi teraz skulone na końcu korytarza, głową dotyka sufitu, a swoje pazury ciągnie po podłodze zostawiając w niej głębokie wyrwy. Chwiejnym krokiem zmierza w Twoją stronę. Porusza się dość szybko jak na swoje rozmiary, ale wciąż nie jest dostatecznie szybki żeby za Tobą nadążyć. Po długim biegu, który zdawał Ci się trwać w nieskończoność wreszcie dobiegasz do kuchni.

Ale to nie jest już kuchnia którą pamiętasz. Jest pełna gnijącego mięsa, a brudny zlew wypełniony jest po brzegi krwią. Nie masz czasu aby się zastanawiać co się tutaj dzieje. Podbiegasz do drzwi aby je otworzyć ale są dokładnie zamknięte, oczywiście sprawdzasz wszystkie okna które są w pobliżu ale przez żadne z nich nie dasz rady się wydostać. Zbiegasz na dół mając nadzieję że tylne drzwi są otwarte.

Gdy już czujesz że dotrzesz do celu, niespodziewanie bestia skacze na Ciebie. Opadasz z głuchym łoskotem na ziemię. Jesteś przerażony, czujesz paniczny lęk. Twoje serce zaczyna bić coraz szybciej kiedy stwór unosi Cię na wysokość swojej twarzy. Uśmiecha się, odsłaniając rzędy wielkich i ostrych jak brzytwa zębów. Swoim długim językiem lizę Cię po Twoim lewym policzku jakby sprawdzał jak smakujesz. Oczywiście próbujesz się wydostać, lecz im bardziej się szamoczesz tym mocniej stwór wbija swoje szpony w Twoje ramię, zostawiając w nim głębokie rany. Jego głos sprawia że zaczyna dzwonić Ci w uszach – czujesz że zaraz ogłuchniesz jeżeli nie przestanie. Z nieprawdopodobną siłą ciska Tobą o ziemię. Dławisz się własną krwią, a Twoje oczy zachodzą mgłą.

Nagle budzisz się słysząc głośne krzyki, jednak szybko cichną ponieważ uświadamiasz sobie że to Ty jesteś ich źródłem. Jesteś oblany potem a Twoje łóżko jest przemoknięte na wskroś. Ale nie od potu… Jest tam coś lepkiego… Z przerażeniem stwierdzasz że jest to krew… Twoja krew… Zaczynasz panikować.

„To był tylko sen… tylko sen… tylko sen… sen…”

Dotykasz swojej twarzy jakbyś chciał sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu. Czujesz na swoich palcach gęstą ślinę…

„Nie to przecież niemożliwe” – zupełnie zdezorientowany mówisz głośno, patrząc na swoją dłoń. Na swojej ręce zauważasz głębokie i krwawiące rany, postanawiasz pojechać do szpitala. Wstajesz i sprawdzasz która jest godzina. Jest 13.00, ale za oknem jest dalej cholernie ciemno…

„Pieprzony zegarek…” – mówisz pod nosem, łapiąc płytki oddech.

Wychodzisz na korytarz, powoli kierujesz się w kierunku kuchni, wtedy też zauważasz coś dziwnego…

„Tego obrazu nie było wcześniej tutaj…”



'' Drzwi ''



Zostałem adoptowany.Nigdy nie znałem swojej prawidzwej matki,zabrano mnie od niej gdy byłem jeszcze zbyt mały żeby ją zapamiętać. Kochałem jednak moją adopcyjną rodzinę.Byli dla mnie tacy mili.Jadałem dobrze, mieszkałem w wygodnym ,ciepłym domu i mogłem późno kłaść się spać.

Pozwólcie,że szybko opowiem o mojej rodzinie: po pierwsze ,moja mama-nigdy nie nazywałem jej ''Mamą''ani nic w tym stylu, po prostu zwracałem się do niej po imieniu. Janice. Nie miała nic przeciwko. Zwracałem się tak do niej już tak długo, że nie sądzę ,aby to nawet zauważała.W każdym razie,była bardzo dobrą kobietą. Myślę,że to ona wyszła z inicjatywą aoptowania mnie.Czasem,gdy oglądaliśmy telewizję opierałem się o nią,a ona drapała mnie paznokciami w plecy. Była jedną z takich hollywoodzkich matek.

Był jeszcze tata.Jego prawdziwe imię to Richard, ale on chyba niezbyt mnie lubił.Zwykłem nazywać go ''Tatą''desperacko pragnąć zyskać jego miłość.To nie działało. Myślę,że nieważne jakbym go nazywał, i tak nie kochałby mnie tak jak własnego dziecka. To zrozumiałe, więc nie naciskałem. Charakterystyczną cechą taty była jego niewzruszona srogość. Nie bał się uderzyć swoich dzieci gdy zrobiły coś złego.Zauwazyłem to, gdy na początku nie umiałem odpowiednio korzystać z toalety. Nie wahał się dać mi w tyłek. Cóz, jestem dobrze wychowany i myślę, że to dzięki jego metodom.

Wreszcie: moja siostra. Mała Emily była bardzo młodziutka gdy mnie adoptowano, więc byliśmy mniej więcej w tym samym wieku.No może ona była troszeczkę starsza.Jednakże lubiłem myślec o niej jako o młodszej siostrze. Rozumielismy się lepiej niż nie jedno rodzeństwo .Wieczorami długo siedzieliśmy i po prostu rozmawialiśmy. Coż , właściwie to ona gadała a ja po prostu słuchałem.Robiłem to bo ją kochałem. Mieliśmy mało pokoi,a ja,jako,że nie chciałem spać sam w salonie, spałem tuż obok jej łóżka, na podłodze. Odpowiadało mi to, gdyż lubiłem z nią przebywać i czułem potrzebę opiekowania się moją małą siostrą.

Wszystko zmieniło się w okropną środową noc.Byłem w domu i drzemałem, gdy Emily otworzyła frontowe drzwi.Dźwięk ten oprzytomnił mnie i poszedłem do salonu. Wtedy właśnie zorientowałem się , że jest środa. Nigdy nie byłem dobry w zapamiętywaniu dat i tak dalej. No dobra powiem to:moje poczucie czasu było OKROPNE! Niemniej jednak wiedziałem, że jest środa, ponieważ Emily wracała właśnie z kościelnego zgromadzenia młodzieży. Gdy weszła, przytuliła mnie, co zrobili również Tata i Janice.

''Jak drzemka?''spytała Janice, zawadiacko czochrając moje włosy.Potrząsnąłem głową i prychnąłem na nią, w sposób wskazujący,że też się z nią droczę.

''Nie rób tak''-powiedział ojciec szorstko i z powagą. Zamknął za sobą drzwi i odwiesił płaszcz.
''Po prostu żartowałem''- odwarknąłem pod nosem. Musiał mnie nie usłyszeć bo nie poczułem, żeby mnie pacnął. Następnie Emily poszła do naszego pokoju a ja zaraz za nią. Zaczęła opowiadać mi o swoim dniu. Wiecie...typowa ''gadka'' nastoletniej dziewczyny. Ale słuchałem jej, aby poczuła się lepiej.Po opowieści, Emily zasugerowała oglądanie telewizji. Przystałem na jej propozycję i wskoczyłem na kanapę gdy tylko poszła po pilota. Przewróciła oczami na moje dziecinne zachowanie i usiadła obok. Oglądaliśmy telewizję dopóki nie zaszło słońce. Emily była typem dziewczyny, która zamiast oglądać kreskówki i telenowele woli takie kanały jak National Geograpic czy Animal Planet. Ja tez je lubię, właściwie są jedynymi kanałami, które potrafią przyciągnąć moją uwagę.

Zrobiło się późno i Janice stanęła obok kanapy: ''Emily już pora spać, wyłącz telewizor i idź do swojego pokoju. Ty też''- powiedziała, wskazując na mnie. Emily wyłączyła niechętnie program, który oglądalismy i wstała. Gdy szliśmy korytarzem do pokoju, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak.
Dotarliśmy do pokoju i Emily zgasiła światło. Tak jak i ona, dostrzegłem kątem oka jakiś ruch.Dochodził zza okna,jednak zanim zdążyłem tam spojrzeć, coś co sądziłem, że tam było, zniknęło. Pozostałem jednak czujny. Ze względu na moją siostrę.

Leżałem tak w ciemności, jedynie cienka strużka światła z ulicznej latarni oświetlała lekko pokój.Mógłbym przysiąc, że od czasu do czasu słyszałem jakieś subtelne dźwięki zza okna...łamanie gałązek,chrzęst liści...I cały czas czułem mdlący smród krwi i potu. Przez większość nocy nie zmrużyłem oka.

Odgłosy za oknem zaczęły cichnąć a fetor opuścił mój nos.Poczułem ulgę. Moje powieki się zamknęły.

Niedługo potem usłyszałem głośny trzask po drugiej stronie domu. Natychmiast oprzytomniałem.''KTOŚ JEST W DOMU!''Adrenalina ogarnęła całe moje ciało.''Obudź się'' błagałem Emily.Obudziła się i jak tylko zobaczyłem ,że wstaje pobiegłem do pokoju rodziców.

Tata nie żył. Krew z jego rozerwanej szyi spływała na łóżko i podłogę. Zobaczyłem, że drzwi od łazienki są zamnknięte a zaraz przed nimi stoi człowiek.

Człowiek...nie czuję się komfortowo tak go nazywając....

Był wysoki i potężny. Odwrócił się i mnie zobaczył. W tym momencie przyjrzałem się mu dokładnie. Nie zapomnę tego.Jego oczy były wielkie, świdrujące i opętane żądzą.Nosił niechlujną brodę, która teraz ociekała krwią. Miał brudne ubranie i kamienną ,zimną twarz. Wtedy poczułem ten sam, wstrętny zapach potu i krwi co wcześniej, lecz teraz był wręcz przytłaczający.

Widział mnie. Widział i szczerzył krzywe żółte zęby w szerokim uśmiechu. Ten uśmiech mnie odrzucał.Już myślałem, że zginę, jednak on nagle odwrócił się w stronę drzwi łazienki kompletnie nie poruszony moja obecnością. Byłem przerażony i nie wiedziałem co robić. Po prostu wyłem i płakałem. Widziałem jak wyważa drzwi łazienki, która była jedynym schronieniem mamy. Widziałem jak podnosi wielką brzytwę,przecina ją i rozrywa na strzępy...

Następnie coś usłyszałem; ostatnią rzecz jaką chciałbym usłyszeć...Był to krzyk Emily dochodzący z tyłu. Morderca oderwał wzrok od zarżniętej matki i gapił się na moja małą siostrę. Wstał i szybko podążył w naszą stronę. Emily odwróciła się i zaczęła uciekać,a ja byłem zdziwiony, że minął mnie i poszedł prosto za nią. Dlaczego wciąż była w domu? Dlaczego nie oceniła sytuacji i od razu nie uciekła? Teraz jej los jest przesądzony a ja zostanę sam...

Pobiegłem za nimi, spodziewałem się, że mężczyzna od razu zabije ją tak jak zrobił to z resztą rodziny, ale myliłem się. Złapał Emily za ramię i szarpnął na znak, że ma nad nią kontrolę. Ciągnął ją po domu...Robiłem największy hałas jaki mogłem,mając nadzieję i modląc się by ktoś usłyszał moje wołanie o pomoc. Nie mógł jej zabrać. Nie ją.

Gdy mnie mijał oparłem się o ścianę i łkałem przerażony, ''Dlaczego?''.Nie odpowiedział, tylko pogłaskał mnie wolną ręką, podczas gdy Emily krzyczała w drugiej.''Dobry chłopiec''-znów wyszczerzył do mnie zęby i zaśmiał się potwornie. Podążyłem za nim do drzwi, gdzie zawlókł moją bezbronna siostrzyczkę. Otworzył je, wypchnął Emily na zewnątrz i zatrzasnął za sobą.

Siedzę teraz w moim domu, z okaleczonymi rodzicami, drżąc i łkając z bezsilności.On tam jest.Z Emily.Kto wie, co się z nią teraz dzieje.A ja nie mogę nic zrobić. Zrobiłbym , gdybym mógł, ale nie mogę. Goniłbym za nimi bez wytchnienia. Ale nie mogę. Spojrzałem w dół na moje łapy. Gdybym tylko mógł otworzyć drzwi...



DZIEWCZYNA ZE ZDJĘCIA



Pewnego dnia, chłopiec imieniem Tom siedział w szkolnej klasie i robił zadanie z matematyki. Było to sześć minut po zakończeniu lekcji. Gdy robił swoje zadanie domowe, coś przykuło jego uwagę.
Tom siedział przy oknie. Odwrócił się i spojrzał na trawnik na zewnątrz. Leżało tam coś, co wyglądało jak zdjęcie. Gdy chłopiec wychodził ze szkoły, podbiegł do miejsca, gdzie je widział.
Podniósł je i uśmiechnął się. Zdjęcie przedstawiało najpiękniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widział. Nosiła sukienkę z trykotami i czerwone buty, ręką pokazywała gest pokoju (V).
Była tak piękna, że postanowił odnaleźć ją za wszelką cenę. Biegał po całej szkole i pytał wszystkich czy ja znają lub czy kiedykolwiek ją widzieli. Niestety, wszyscy odpowiadali, że nie. Tom był zdruzgotany.
Gdy wrócił do domu, spytał swojej starszej siostry, czy kiedyś widziała tą dziewczynę, niestety ona również odpowiedziała, że nie. Było bardzo późno, więc tom poszedł na górę do swojego pokoju, położył zdjęcie obok łóżka i poszedł spać.
W środku nocy Toma obudziło stukanie w okno, jakby ktoś stukał w nie paznokciem. Przestraszył się. Zaraz potem usłyszał chichot. Zauważył cień koło okna, więc wstał z łóżka, podszedł do okna i je otworzył, chcąc odnaleźć źródło tajemniczego chichotu. Zniknęło.
Następnego dnia pytał o dziewczynę ze zdjęcia wszystkich swoich sąsiadów. Nikt jej nie znał. Gdy jego matka wróciła do domu, jej także zapytał o zdjęcie. Ona również odpowiedziała "nie". Poszedł do swojego pokoju, położył zdjęcie na biurku i poszedł spać.
Po raz kolejny obudziło go stukanie. Wziął ze sobą zdjęcie i podążył za chichotem. Przechodząc przez ulicę został potrącony przez samochód. Zmarł ze zdjęciem w dłoni.
Kierowca wyszedł z auta i usiłował mu pomóc, ale było już za późno. Nagle zobaczył zdjęcie i je podniósł.
Przedstawiało piękną dziewczyną z uniesionymi trzema palcami.
  • 0

#16 Le Nino

Le Nino

    Pan prezes

  • Precylek
  • PipPipPip
  • 391 postów
Reputacja: 637
Bardzo dobra

Napisano 21 czerwiec 2010 - 12:04

Daj więcej tego,ale wybierz jakieś bardziej krwawe,ociekające żółcią z przebitych wątrób i krwią z przeciętych gardeł.
  • 0

#17 Shinji77

Shinji77

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 1 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 23 czerwiec 2010 - 03:42

Witam :)

Cieszę się że pasty wam się podobają - w trosce o czytelników temat został podzielony na 2 części, gdzie w jednej są same pasty a w drugiej komentarze ;), także zachęcam wszystkich do tłumaczenia - lub pisania swoich, oraz do komentowania pracy innych ;).

Pozdrawiam ;)
  • 0

#18 beszt

beszt

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 1 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 23 czerwiec 2010 - 04:11

Poczytajcie lepiej Lovecrafta ;) Zew Cthulhu np. :P
  • 0

#19 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 24 czerwiec 2010 - 09:53

Gwoździe



Mówi się, że godzina trzecia rano to czas kiedy duchy mogą się uaktywniać, a ja jestem tego pewien. Moje mieszkanie zawsze było trochę zbyt ciche jak na mieszkanie w wielkim mieście, zwłaszcza w nocy. Żadne pijackie krzyki na ulicy o tej porze, żadne klaksony czy alarmy samochodowe nie mogły przebić się przez ciemności o tej konkretnej godzinie. To tak jakby moje mieszkanie było wysoko na podwyższeniu, otoczone tylko przez gęstą mgłę, której nie mogłoby przebić najbystrzejsze oko jastrzębia. Zwykle o tej porze próbowałem spać po rozjaśnianiu mojej skóry czystym światłem ekranu mojego monitora. Podkreślam zwrot "próbowałem", gdyż z tego wywodzi się ta opowieść. Radzę Ci, jeśli miałbyś tu być dostatecznie długo by o tym się przekonać, to niedługo odkryjesz to, o czym mówię. Naprawdę mimo to powinienem Ci powiedzieć, tak tylko żebyś wiedział, że nie jesteś szalony. Wiem, że ja nie jestem.

Każdej nocy z tych minionych czterech miesięcy decydowałem urządzić się w tym mieszkaniu, kiedy dziwny dźwięk przeszywał ten dziwny woal, który otaczał mój dom - lub może to był tylko mój umysł. Przeszukiwałem mieszkanie wiele razy, ale za pusto brzmiącymi ścianami o barwie kości słoniowej i sosnowym parkietem podłóg nie mogłem znaleźć żadnego źródła. Dźwięk, z początku, był jak drapanie. Jeśli masz paznokcie, przeciągnij je po stole. Właśnie tak. To było powolne, i za każdym razem gdy to słyszałem, zamierałem w bezruchu. Nie było to tak dramatyczne jak jęczenie duchów czy coś takiego, ale i tak przerażało mnie to tak bardzo, że cofałem się do czasów dzieciństwa i wkładałem głowę pod koc.

Podczas dnia pracowałem w czymś, co mogło by być najnudniejszym miejscem na ziemi - w fabryce, która wytłaczała puszki. Tak naprawdę to nawet nie potrzebowali tam pracowników, ale nie dbałem o to. Rachunki były spłacone, a siedzenie i czekanie dopóki ktoś nie potrzebował pomocy przy naprawianiu maszyny nie było takie złe. Jakoś mi tego brakuje. Jednak zawsze działo się coś złego; w retrospekcji, czuję jakby to za mną podążało. Na przykład, ręka pewnego człowieka utknęła w maszynie do wytłaczania pod płachtą aluminium. Chrzęst był mdlący, brzmiał jak pies gryzący kość. Ten sam przenikliwy dźwięk.

Każdej nocy wracałem z tej odrobinę krwawej nudy do mojego mieszkania, z powrotem do mojego ukochanego komputera. Cykl był zawsze ten sam. Praca, komputer, odgłos drapania. Nigdy tak naprawdę nie pomyślałem by kogoś o to spytać, zwykle zapominałem o tym do rana.

Ale pewnego dnia nie zapomniałem. Siedziałem na moim składanym krześle w pracy, otoczony przez surowe, wyblakłe, szare, betonowe ściany, w moim ręku długo ignorowany papieros stający się stopniowo dygoczącą wieżyczką popiołów, próbowałem wymyślić sposób by odkryć czym była ta rzecz. Dlaczego nie mógłbym po prostu za tym pójść? Zebrać się w sobie i znaleźć nieustające źródło mojego strachu. Poczułem zimno na samą myśl, ale wiedziałem, że muszę to zrobić.

Więc tej nocy, wyłączyłem komputer jak zwykle, ale potem zrobiłem jeszcze jeden krok. Wziąłem latarkę. To miało być szybsze niż bieg przez długość pokoju do włącznika światła. "To nawet mogą być myszy", pomyślałem kiedy wślizgiwałem się do łóżka mając na sobie ubiór bohatera dowolnego mężczyzny; parę bokserek i skarpetki. Przynajmniej jeśli wybiegłbym z płaczem z budynku kilkoro ludzi miałoby się z czego pośmiać.

Zegar powoli zaczął zmierzać w stronę trzeciej. Moje serce zaczęło walić nerwowo. Trzymałem wyłączoną latarkę przyciśniętą do mojej nagiej klatki piersiowej jakby to był miecz. Łańcuszek na mojej szyi był dziwnie zimny, mimo tego, że miałem na sobie przynajmniej trzy koce. Och, radości wyjątkowo mroźnej zimy. Kiedy zamykałem już oczy usłyszałem drapanie. Powoli stało się głośniejsze. Moja dłoń zaczęła się trząść, ale nadal nie otwierałem oczu. Dlaczego nie zapalałem światła? Dlaczego nie patrzyłem? Ponieważ pojawił się nowy dźwięk. Dzwonienie metalu o metal, dziwne dygotanie, jakby marakasy pełne metalu zamiast fasolek czy paciorków.

Głośny huk o moje drzwi sprawił, że wyskoczyłem z łóżka. Włączając latarkę udało mi się dobiec do włącznika światła i również go włączyć. Lodowato zimną, dygoczącą dłonią, otworzyłem drzwi.

To, co zobaczyłem nigdy nie opuści mojego umysłu. Tam było źródło mojego strachu, to coś, co w jakiś sposób nawiedziło mój dom. Dziwnie małe, gnomowate stworzenie, jak głodujące dziecko ze skórą zbyt bladą. Jak zwłoki wrzucone do wody, bo skóra była lekko fioletowa. Każda żyła była widoczna. Och, jak bardzo mdliło mnie na ten widok. Ale było gorzej. Strategicznie umiejscowione w ciele tej rozkładającej się kreatury były długie, metalowe gwoździe. Przez czubki palców u rąk i nóg, wystające z karku i ramion, poprzez klatkę piersiową i prosto z oczu. Były wszędzie. Jak głośno krzyczałem - nie wiedziałem. Czy ktokolwiek usłyszałby przez mgłę otaczającą mój dom? Czy ja bym usłyszał? Nie mogłem przestać się wpatrywać. Wysuszona, pękająca krew na rozkładającym się ciele przywiodła mój ostatni posiłek w górę gardła i wartka, gorąca rzeka wymiocin wylała się z moich ust na ziemię.

Cofałem się, podczas gdy stworzenie postąpiło krok naprzód. Jego zwisające w strąkach włosy były przerzedzonymi kępkami, a gdy podchodziło bliżej, jego stopy ciągnęły się po podłodze, a gwoździe w nich wytwarzały... drapiący dźwięk. Dlaczego musiałem utrzymać mój pokój w stanie ciągłego chaosu - nie wiem, ale bałagan był zdumiewający. Oczywiście, upadłem. Pełznąc do tyłu, patrzyłem w przerażeniu na tą martwą rzecz.

Nie poruszało się we właściwy sposób, zauważyłem. Nie szło tak po prostu. Jego ruchy były przerywane i nieskoordynowane, a jedna stopa ciągnęła się z tyłu, podczas gdy druga zbliżała się w moją stronę. W jego ręku był ciężki, zardzewiały młotek, ociekający czymś, co do czego mogłem tylko mieć nadzieję, że była to woda. Miało odrobinę rdzawy kolor. Nie mogłem znieść widzenia tego, ale w drugiej ręce była plastikowa torba na zakupy zwisająca i wybrzuszona od ciężaru swojej zawartości, jakby ktoś zawinął jeżozwierza w pieluchę. Poczułem ścianę za moimi plecami. Stworzenie przesuwało się w przód; byłem sparaliżowany ze strachu na jego widok. Było tak groteskowe. Zatrzymało się przede mną. Zauważyłem miejsca przekłucia jego malutkich łydek tam, gdzie były gwoździe, i poczułem dziwny przypływ współczucia.

Torba w jego ręku pękła odrobinę, a widok tego, co było w środku sprawił, że wydałem z siebie słyszalny, oraz najpewniej cuchnący żółcią jęk. Gwóźdź przebił się przez torbę. Zawyłem głośno kiedy to coś wskoczyło na mnie, kiedy poczułem pierwszy gwóźdź wbijany w moje oko, było znacznie gorzej. Przez krew przesłaniającą mój wzrok widziałem jego malutkie usta rozciągające się w szerokim, zębatym uśmiechu, a gwoździe w jego malutkich wargach rozszczepiły je, przez co przegniła, czarna krew trysnęła na mnie. Jęknąłem znów z bólu, kiedy kolejny gwóźdź wszedł w moje drugie oko. Ślepo wyrywałem się, ale bezskutecznie. Być może to się wkrótce skończy. Być może śmierć byłaby lepsza niż bycie zamęczanym przez to zgniłe coś. Ale i tak, gwoździe wbijały się. Nadal głośno krzyczałem, zwłaszcza gdy byłem ciągnięty. Nie widziałem gdzie, ale cholera, to bolało.

Nie ma go już, tego poprzebijanego dziecka. Nie wiem gdzie poszło, ale wiem, że gdzieś wyjdzie o trzeciej w nocy. I ja też.

Myślę, że powinieneś sprawdzić swój zegar, bo wygląda na to, że ta torba w moim ręku zaraz pęknie.

Tak miło Cię widzieć.



"Drugi test"




Powoli otwierasz oczy, budzisz się, powietrze jest potwornie suche, zupełnie bez smaku, w ustach czujesz okropny smak,bardzo chce Ci się pić. Czujesz, choć to zupełnie nieprawdopodobne, jakby ktoś wsypał Ci całe wiadro piasku do gardła podczas nocy i... czekaj czekaj, coś jest nie tak, przecież za oknem ciągle jest ciemno...

Oddychając ciężko, zaczynasz liczyć aby w pełni się rozbudzić - Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sze... cholera, czemu mam z tym taki problem...

Masz to dziwne uczucie, które często spotyka Cię jak źle się ułożysz i śpisz na swojej ręce. Nie czujesz ani rąk ani całego ciała. Przypominasz sobie to uczucie mrowienia gdy krew znów zaczyna płynąć przez odrętwiałe kończyny. Myśląc o tym przeciągasz się, i ku swojemu zdumieniu czujesz że to dziwne uczucie opanowało także Twoje nogi.

Zapewne tylko się nie wyspałeś, w końcu byłeś bardzo zmęczony - zapewne...

Jest jeszcze ciemno, więc zastawiasz się czy po prosty zbyt szybko się nie obudziłeś a Twoje ciało w ten dziwny, bądź co bądź sposób domaga się powrotu do krainy snów.

Niestety... musisz, MUSISZ wstać...

Twoje gardło jest tak wyschnięte że jeżeli czegoś się nie napijesz to zaczniesz zaraz kaszleć albo coś w tym rodzaju. Twoje oczy powoli zaczynają przyzwyczajać się do ciemności, przez okno wpada do Twojego pokoju nikła wstążka światła.

Wiesz że leżysz w swoim łóżku, czujesz w końcu zapach swojego ulubionego płynu zmiękczającego w którym wyprałeś swoje poduszki... no cóż, musiało to być stosunkowo niedawno ponieważ zapach lawendy jest wręcz oszałamiający. Przejeżdżasz językiem po wargach starając się je przynajmniej choć troszkę zwilżyć. Mają dziwny metaliczny smak - ale trudno to dokładnie sprecyzować, są zbyt wyschnięte. Zdajesz sobie sprawę z tego że musiałeś w jakiś sposób odwodnić się podczas nocy. Ta myśl umacnia Cię w Twoim postanowieniu aby wstać z łóżka i ugasić swoje pragnienie... jest jeden mały problem, nie czujesz jakbyś w pełni władał nad swoim ciałem...

Próbujesz przypomnieć sobie co działo się wczoraj lub przynajmniej wtedy kiedy kładłeś się spać. Nie masz żadnego pomysłu jaki dzień tygodnia wypadał wczoraj. Co robiłem wczoraj ? Co do cholery musiałem zjeść lub wypić, że moje gardło jest tak suche ?

Kiedy się nad tym zastanawiasz, czucie wraca do Twoich nóg, Twoich ramion, stwierdzasz zaskoczony że leżysz na plecach - ponieważ dopiero co je poczułeś. Twoje ramiona i pośladki wciskają się w materac.

Jesteś wreszcie w stanie przynajmniej podeprzeć się na łokciach. Pół przytomny, mrużąc oczy w ciemności, starasz się wyczuć jak daleko od krawędzi łóżka się znajdujesz. Gdy już do tego dojdziesz będziesz w stanie przerzucić nogi poza jego krawędź i skierować się po upragnioną szklankę wody.

Gdy Twoje stopy dotykają podłogi, wstajesz powoli, dotykając swoim językiem podniebienia. Zaskoczony zauważasz że prawie się do niego przykleja. Przeciągasz się ziewając, co przynosi Twoim ustom choć troszkę wilgoci. Kierujesz się w kierunku drzwi, wilgoć którą wyczuwasz w powietrzu pozwala Ci nieznacznie zwilżyć swoje warki. Są gorące i popękane... Co za dziwna noc...

Schodząc korytarzem w dół, do kuchni, decydujesz, że bez względu na godzinę, nie potrzebujesz już więcej snu. Szybka podróż tam i s powrotem po lodowatą butelkę wody prosto z lodówki.

Chwytasz pokrętło z zimną wodą i przekręcasz, wsłuchujesz się w szum wody, podczas gdy napełniasz szklankę wodą. Wypijesz jedną szklankę wody tutaj w kuchni, ale zabierzesz trochę wody mineralnej do sypialni. Plastikowa butelka to bezpieczniejszy wybór niż szkło, zważając na Twój niepewny stan. Kiedy trzymasz szklankę pod bieżącą wodą wsłuchując się w kojący szum wody, czujesz że, Twoje usta zaczynają domagać się wody zanim jeszcze szklanka dotrze do Twych ust i wtedy...

Brzdęk...

Szklanka jest cała więc Twój...

ząb.. ?

Nie zaprzątasz sobie jednak tym głowy, jedyne o czym w tym momencie myślisz to zbawienny płyn który płynie przez Twoje wyschnięte na wiór gardło. Wstrzymujesz oddech, i jednym łykiem wypijasz całą szklankę. Głośno zasysasz powietrze - ahhhhhhh! Tego było mi trzeba.

Stoisz, wisząc na krawędzi zlewu, lekko dysząc...

"Hej!"

Kto tu jest ? Pokaż się natychmiast ! - krzyczysz przerażony, nie bardzo wiedząc co zrobić.

W jednej chwili czujesz przeraźliwie przenikliwy ból głowy. Czujesz jak Twoje jelita wykręcają się, sprawiając Ci niewyobrażalny ból... pamiętaj o oddechu... nie wstrzymuj go znowu...

Odwracasz się i zauważasz postać - a raczej cień, ukryty w mrokach kuchni. Wydaje Ci się że jest to kobieta, dlatego zastanawiasz się czy sięgnąć po ukryty w szufladzie nóż.

Nagle do Twoich uszu dociera cichutki szept...

"Gotowy na drugi test ?"

Drugi test ? Co to kurwa jest, drugi test ? Kto jest w mojej kuchni ??

Powoli kierujesz się do szuflady, lecz wtedy słyszysz że coś rozsypało się po podłodze, bardzo blisko tajemniczej postaci... Dźwięk przykuwa Twoje zainteresowanie, ale w pewnym stopniu Cię przeraża. Zdajesz sobie sprawe z tego że nie panujesz ani nad swoimi myślami ani nad swoim ciałem.

Wiesz że musisz zatrzymać się przy szafce, znaleźć broń, bronić się...

Jednak ten dźwięk...

Cudowny, piękny - nawet ta kobieta zdaje się mieć tak delikatny głos gdy mówi do Ciebie...

Co to za dźwięk ?

Bardzo powoli kierujesz się w jego stronę... brzmi jak... - nie bardzo rozumiem... brzmi jakby ktoś przesypywał płatki owsiane z jednego kontenera do drugiego... Coś się przelewa... przesypuje... wiesz doskonale że musisz chronić siebie... ale nie teraz, ten dźwięk jest tak piękny....

Wbrew swojej woli poruszasz się w kierunku kobiety.

Gdy zbliżasz się do niej, słabe światło księżyca oświetla na krótki czas kawałek podłogi, kobieta odsuwa się od Ciebie i taaaak... wreszcie to zauważasz... wysypuje coś z pojemnika.... na podłogę... powoli... szzzzzzzzz.... piękny dźwięk....

Gdy wreszcie dostrzegasz co znajduje się na podłodze, kobieta wycofuje się...

Upadasz na kolana, liczysz...

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, licz... jedenaście, dwanaście ...

"Kiedy skończysz liczyć te nasiona, będziemy pewni że transformacja przebiegła prawidłowo - i nie będziesz potrzebował świeżej krwi do następnej pełni"

Dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć, dwadzieścia siedem ...

"Powodzenia, Kochany"

Krwi ? Dwadzieścia dziewięć, trzydzieści, trzydzieści jedynego? Krwi ? Co ona mówi ? Trzydzieści sześć, trzydzieści siedem - oh, tyle nasion, muszę je wszystkie policzyć! Czterdzieści dwa, czterdzieści trzy, transformacja ? Kto się zmienił ?

Czterdzieści sześć - dlaczego ona to robi ? Czterdzieści osiem, czterdzieści dziewięć, pięćdziesiąt, wysypuje tyle nasion na podłogę? Pięćdziesiąt pięć, pięćdziesiąt sześć, więcej krwi, kto potrzebuje więcej krwi, sześćdziesiąt jeden, sześćdziesiąt dwa, sześćdziesiąt trzy, dlaczego nie mogę wstać? Oh, tak wiele nasion, dlaczego?

Sześćdziesiąt siedem, sześćdziesiąt osiem, musi być ich tutaj tysiące, siedemdziesiąt dwa siedemdziesiąt trzy, siedemdziesiąt cztery, krew ? Siedemdziesiąt sześć, siedemdziesiąt siedem, jak długo trwa cykl ? Jak długo ? Osiemdziesiąt jeden osiemdziesiąt dwa osiemdziesiąt trzy Boże, krew, pełnia, pragnienie, dziewięćdziesiąt trzy, dziewięćdziesiąt cztery dziewięćdziesiąt pięć,

Co ona ze mną zrobił ? Sto jeden, sto dwa, sto i tak cholernie dużo nasion, Boże...

... Siedem tysięcy dziewięć, siedem tysięcy i dziesięć, siedem tysięcy jedenaście ..., nasiona, nasiona ... siedem tysięcy dziewiętnaście, o tyle więcej, siedem tysięcy dwadzieścia dwa, siedem tysięcy dwadzieścia trzy, siedem tysięcy dwadzieścia cztery ... nie, nasiona więcej nasion siedem tysięcy trzydzieści nie, to nie może być, siedem tysięcy trzydzieści dwa, siedem tysięcy trzydzieści trzy, siedem tysięcy i nie, jak można to siedem tysięcy trzydzieści osiem, siedem tysięcy i... nie mogę przestać liczyć, nieeeee, siedem tysięcy czterdzieści trzy, nieeeee, nieeeee, nieeee siedem tysięcy ...

dziewięć ty ...




Willow Men / 'Wierzbowi ludzie'



W miejscu, z którego pochodzę krąży taka legenda. Dotyczy ona po prostu wierzbowych ludzi. Prawie wcale nie potrzebujemy ochrony porządku publicznego w tym mieście. Wierzbowi ludzie zajmują się wszystkim. Każdy krok, każde słowo, każda przelana kropla krwi... Wierzbowi ludzie wiedzą o tym zanim ktokolwiek inny się dowie. Uwierz mi, każdy kto wywołał gniew wśród nich, zniknął bez śladu. Dlatego też, gdy zrozumiałem co zrobiłem było już za późno. Wierzbowi ludzie nadchodzili.

Ona po prostu nie mogła się zamknąć. Bez względu na to co bym powiedział i co bym zrobił... ehh... ona była histeryczką. Ciągle chodziła po domu krzycząc. Stwierdziła, że znalazła to i owo, i że ją zdradzałem. Zapytała mnie z kim, więc powiedziałem, że jest szalona. Myślę, że wyczerpałem już tą wymówkę. Po chwili nie mogłem już znieść jej pieprzonego głosu. Mogłbym chodzić z pokoju do pokoju, ona podążałaby za mną. Gdy weszliśmy do kuchni moja cierpliwość się wyczerpała.

Wziąłem pierwszy lepszy nóż jaki mogłem znaleźć i wbiłem jej prosto w gardło. Jej oblicze złości i smutku zlało się w jeden grymas rozpaczy i niedowierzania. Padła na kolana, purpurowa ciecz swobodnie zalała jej bluzę. Wbiła swoje łapy w podłogę wydając jakieś bulgoczące dźwięki, które jeszcze bardziej mnie rozwścieczyły. Chwyciłem żelazną patelnię, która grzała się na kuchence i zamachnąłem się na jej głowę. Wilgotna, krwista szczelina powstała w miejscu, w które dostała. Mimo wszystko, kiedy mogłem już przestać - nie przestawałem.

Nawet nie wiem ile razy ją uderzyłem, ale miałem niezłą ilość krwi na sobie. To co zostało z jej głowy było złączone ze sobą cienkimi kawałkami kości a krew nie przestawała się lać. Z dużym zgrzytem rzuciłem patelnię na podłogę. Marzyłem, żeby dotknęły mnie wyrzuty sumienia, przynajmniej mógłbym poczuć się jak człowiek. Niestety, tak się nie stało. Byłem po prostu szczęśliwy, że sie jej pozbyłem. Z burknięciem podniosłem jej ciało z podłogi i wciągnąłem na ramię. Jej twarz wisiała obok mnie, martwe oczy spoglądały z przekonaniem. Mogłem tylko chichotać. Jak tylko znalazłem się na zewnątrz, zrzuciłem zmasakrowane ciało na ziemię i poszedłem szukać szpadla. Wtedy wiedziałem, że mnie obserwują.

Słyszałem szepty dochodzące z lasu a w kącie oka mogłem dostrzec ich śledzących uważnie każdy mój krok. Kiedy patrzyłem na drzewa widziałem jedynie sękate gałęzie gapiące się na mnie. Wiedziałem, że oni tam są. Zrobiła się szarówka zanim ją na dobre pochowałem. Byłem cały mokry od potu co powiększyło plamy krwi na moim ubraniu i pozwoliło im przybrać barwę pomarańczową. Spojrzałem raz jeszcze na drzewa i dostrzegłem ich wyglądających zza pni. Długie, sękate twarze z wydrążonymi oczyma i mizerną, nagą sylwetką. Mogłem tylko częściowo dostrzec ich twarze, jako że zdecydowali się schować za ich pieprzonymi, kochanymi drzewkami, lecz byłem pewien, że tam są. Obserwują, szepczą...

"Na co się gapicie, idioci?! Słyszeliście ją! Musiałem to zrobić!" wydzierałem się na nich.
Czy czekałem na odpowiedź? Sam nie wiem. Po prostu wciąż obserwowali zza drzew. Splunąłem na ziemię i odrzuciłem szpadel. Mogliby mnie dorwać w ciemności a ja nie mam zamiaru poddać się bez walki. Skradając się, wszedłem do domu i przygotowywałem się. Zastawiłem drzwi komodą i kanapą, zabiłem wszystkie okna deskami. Jak tylko słońce spełzło za horyzont wielka obawa narodziła się gdzieś w głębi mojego żołądka. Nerwy ze stali? Phi... Zacząłem obawiać się myśli, że zacznę zmieniać się w strugę zimnego jak lód potu. Załadowałem strzelbę i sięgnąłem po butelkę whiskey. Wziąłem jeden wielki łyk, a potem następny i następny, aż w końcu sfrustrowany roztrzaskałem butelkę o ścianę.

Jedne jedyne drzwi pozostawiłem otwarte. Drzwi z widokiem na las. Postawiłem naprzeciwko nich krzesło i usiadłem ze strzelbą w ręku. Wciąż się gapili. Wierzbowi ludzie. Patrzyliśmy tak na siebie przez kilka godzin. W końcu zmęczenie wzięło górę i zacząłem przysypiać. Desperacko starałem się mieć oczy otwarte. Przez głupią sekundę podparłem swoję głowę strzelbą tak aby nie mogła upaść. Otrząsnąłem sie z tego durnego pomysłu i podniosłem wysoko głowę. Ostatnią rzeczą jaką chciałem zrobić było zastrzelenie samego siebie. Eh, gdybym wiedział co potem nastąpi... Pewnie powinienem był to zrobić.

Zmusiłem się do zostania przytomnym jeszcze przez kilka godzin. Dzień przyszedł i odszedł, była północ gdy się zorientowałem. Oni pozostawali za drzewami. Zacząłem sobie uświadamiać, że jeżeli zamknę na chwilę oczy, będę miał wystarczająco dużo czasu by je otworzyć i w trakcie gdy oni będą starali się mnie dorwać, ja będę mógł kilku ustrzelić. Uśmiechając się do siebie zrobiłem to. Trudno powiedzieć jak długo spałem. Być może sekundy, może kilka dni. Otworzyłem oczy i zdałem sobie sprawę, że wciąż siedziałem na krześle ze strzelbą na kolanach. Natychmiastowo ocknąłem się gdy zobaczyłem, że wierzbowi ludzie nie kryją się już za drzewami. Wściekłem się i podniosłem lufę. Zrobiłem kilka kroków na zewnątrz starając się równomiernie oddychać. Zachwiałem się niekontrolowanie i zrozumiałem, że nie da się trzymać tej cholernej broni stabilnie.

Uspokoiłem się kiedy nie dostrzegłem niczego na zewnątrz, więc postanowiłem wrócić na swoje stanowisko lecz nagle zamarłem w bezruchu. Czułem łzy w oczach a w moim gardle coś zaczęło podnosić się i opadać. Wierzbowi ludzie spoglądali na mnie z każdej strony domu. Zmroził mnie widok ich sękatych twarzy i gałęziopodobnych rąk. Musiałem coś zrobić. Podniosłem broń i strzeliłem. Strzał zdołał wyrwać część framugi ale nie trafił żadnego z nich. Ze złością sięgnąłem do kieszeni po świeży pocisk. Udało mi się przeładować, więc raz jeszcze podniosłem lufę.

Wierzbowi ludzie wciąż patrzyli na mnie z każdej strony. Tym razem przymierzyłem i strzeliłem ponownie. Kolejny strzał trafił we framugę, lecz znacznie bliżej od poprzedniego. Nerwowo grzebałem w kieszeni szukając kolejnego pocisku a kiedy udało mi się go dobyć, przykrył mnie wielki cień. Spojrzałem w górę, oni byli nade mną. Krzyczałem, a zamykając lufę zatrzasnąłem sobie palec, efektownie odcinając go. Tuż po tym straciłem przytomność i upadłem.

Kiedy się ocknąłem było cholernie zimno. Wzrok powoli do mnie wracał. Czułem, że coś mnie ciągnie. Moje serce zamarło kiedy się rozejrzałem. Ciemność rozciągała się jak okiem sięgnąć. Wiedziałem, że jestem w najgłębszych partiach lasu. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się kciuk była czerń i opuchlizna a ręka była odrętwiała aż do łokcia. Cholernie bolały mnie także kostki lecz nie wiedziałem dlaczego. Gdy na nie spojrzałem okazało sie, że są zwichnięte a wierzbowi ludzie ciągną mnie za stopy. Zacząłem krzyczeć tak głośno jak było to możliwe. Chciałem, żeby ktoś mnie usłyszał. Ktokolwiek...

Byłem chyba jedynym powodem, dla którego coraz więcej wierzbowych ludzi wyłaziło zza najdziwniejszych wierzb jakie w życiu widziałem. Ich pnie były dosyć małe i wyglądały dosłownie jak skóra. Ziemia dokoła nich była czerwona i wilgotna jednakże w miejscu, do którego mnie zaciągneli teren był mokry i nierówny. Spojrzałem na ich korony. Człowieku, uwierz mi. Nie chciałbyś tego widzieć, ja sam tego nie chciałem. Z drzew zwisały ciała obdarte ze skóry, krew lała się z nich strumieniami. Moje krzyki były pochłonięte przez ciemność a moje gardło wysiadło, zachrypnięte i nadwyrężone. W ciszy słyszałem zanikający jęk...

Obejrzałem się, chciałem się dowiedzieć czy ktoś jeszcze jest w okolicy. Może jakiś idiota, którego spotkał taki sam los jak mnie. Na moje nieszczęście odkryłem źródło jęków. Ciała zwisające z gałęzi były wciąż żywe. Wkrótce moje zwłoki także miały być rozdarte na kawałki. Potępiony, będę wisiał a moja krew będzie zasilała te cholerne wierzby. Nie mogłem zrobić niczego innego poza zaakceptowaniem swojego losu. Wierzbowi ludzie dopadli mnie...



Nie wpuszczaj Zimnego Człowieka



Ostatniej nocy miałem sen. To był jeden z tych snów, które wydają się prawdziwe aż do momentu przebudzenia.Był trochę dziwny... Był bardzo dziwny, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że może nie być prawdziwy. Wciąż nie jestem przygotowany by uznać, że to nieprawda. Nie interesuję się rzeczami nadprzyrodzonymi i niezbyt je rozumiem. Po prostu mam wrażenie, że odszedłem dokądś i wróciłem, że coś naprawdę się stało kiedy się obudziłem... i chyba również kiedy spałem.

Kiedy kładłem się wczoraj spać, miałem dziwne uczucie. Wszyscy czasem mamy wrażenie, że jesteśmy obserwowani, ale tym razem to było coś więcej. Wydawało mi się, że ktoś jest ze mną w pokoju, ale mimo to nie mogłem powstrzymać się przed zaśnięciem.

Nie pamiętam dokładnie jak zaczął się sen. Pierwszą rzeczą, jaką pamiętam było to, jak patrzę na mój dom, a potem zaczynam iść. Po prostu szedłem wzdłuż ulicy. Domy moich sąsiadów zniknęły. Byłam na długiej, pustej drodze i nie było tam nikogo prócz mnie. Nie pamiętałem, co robiłem wcześniej w domu. Czułem po prostu silną potrzebę by iść.

Kiedy szedłem tą drogą, czułem się w porządku. Było zimno, ciemno i byłem trochę zagubiony, ale nie bałem się - nie tak, jak w swoim pokoju.

Nie wiem, jak długo szedłem. Mam wrażenie, że dłuższy czas, może nawet kilka dni. Ale wcale nie czułem się zmęczony i chciałem iść dalej.

Po jakimś czasie droga się zmieniła. Do tej pory była prosta i monotonna, ale w końcu zauważyłem zakręt i rozwidlenie. A kiedy tam dotarłem, nie byłem już sam. Znajomy głos zawołał mnie z drugiej strony drogi.

- Dobrze cię widzieć. - wyszeptał głos. - Szkoda tylko, że w tym miejscu.

Odwróciłem się w stronę głosu, wiedząc już, kogo zobaczę. To był mój dawny przyjaciel z dzieciństwa - ktoś, kogo nie widziałem od lat. Wyglądał tylko trochę inaczej, niż go zapamiętałem. Był oczywiście starszy, niż kiedy go ostatnio widziałem, ale wydawał się przynajmniej kilka lat ode mnie młodszy - mimo że byliśmy w tym samym wieku. Był też bardzo blady, właściwie całkiem biały. Jego usta i ciemne kręgi pod oczami miały niebieski odcień.

- Co ty tu robisz? - zapytałem.
- Jestem tu żeby cię ostrzec. - odparł.

Oczywiście zamieniłem się w słuch.

-W twoim domu jest teraz pewien człowiek. - wyjaśnił.
- Jak to, ktoś jest teraz w moim domu? Dopiero stamtąd wyszedłem... chyba.

Właściwie nie wiedziałem jak długo już tam jestem. Nie wiedziałem, ile czasu szedłem drogą.

- Nie rozumiesz. - wymamrotał z naciskiem mój przyjaciel. - On naprawdę jest teraz w twoim domu.

Nie miałem pojęcia o czym mówi, ale byłem ciekawy.

- Kim on jest? - zapytałem.
- To Zimny Człowiek. Przychodzi do ludzi nocą, kiedy się boją.

Zimny Człowiek? Nigdy nie słyszałem o kimś takim. Chciałem się dowiedzieć więcej, więc zapytałem. - Co on robi?

- Czeka, aż ktoś go zauważy, wtedy zaczyna działać. Znasz ten dreszcz, jaki przebiega ci po plecach, kiedy coś cię bardzo przestraszy? To nie tylko nerwy. Wtedy on stoi za twoimi plecami.
- Dlaczego? - zastanawiałem się. - Co robi, kiedy już ktoś go zauważy?

Mój przyjaciel spojrzał w bok. Nie odpowiedział na to pytanie.

- Po prostu go nie wpuszczaj - ostrzegł.
- Co masz na myśli?
- Może być w pobliżu przez wieczność. - wyjaśnił mój przyjaciel. Może kręcić się wokół twojego domu w nocy, a nawet stać w twoim pokoju kiedy śpisz... Teraz właśnie to robi. Wie, gdzie jesteś. Może spoglądać prosto na ciebie, ale cię nie znajdzie jeśli go nie wpuścisz.
- Jak może mnie znaleźć? To znaczy, jak go wpuścić?

Mój przyjaciel spojrzał na drugą stronę drogi jakby się bał, że ktoś może nas podsłuchać. Nachylił się bardzo blisko i wyszeptał: - Jeśli go zobaczysz, jeśli go usłyszysz, albo chociaż nagle zrobi ci się bardzo zimno... nie ruszaj się. Nie rozmawiaj z nim. Nie dostrzegaj go. Nigdy go nie wpuszczaj.
- Nie rozumiem. - przyznałem. - Jak można się go pozbyć?
- Nie można. - odparł mój przyjaciel cichym, stanowczym głosem. - Kończy mi się czas.
- Czas? - powtórzyłem, nie wiedząc, co dokładnie ma na myśli.

Mój przyjaciel pokręcił głową. Drżał, a jego oczy były rozszerzone. W oddali zobaczyłem ciemną postać skradającą się za jego plecami, ale coś powstrzymywało mnie przed odzywaniem się.

- Mój czas dobiegł końca - wymamrotał mój przyjaciel. - Cokolwiek się stanie, nie wpuszczaj go, i cokolwiek się stanie... nie odbieraj.

Coś wciągnęło mojego przyjaciela w ciemność i nie mogłem już go dostrzec. Kiedy chciałem za nim pójść, obudził mnie nagły, głośny dźwięk. Siedziałem w moim pokoju, całkiem ubrany, w butach na nogach. Mógłbym przysiąc, że kiedy szedłem spać nie byłem ubrany. Moje nogi i buty były pokryte pyłem, bolały mnie stopy, a zaraz obok słyszałem głośnie dzwonienie. Po przebudzeniu z tak realistycznego snu byłem jeszcze rozkojarzony, więc nie od razu je rozpoznałem. Było mi bardzo zimno.

Wtedy spojrzałem w dół i zobaczyłem mój telefon. To było źródło dźwięku. Mając w pamięci słowa mojego przyjaciela, nie odebrałem. W końcu telefon przestał dzwonić.

W pokoju było zimno jak w chłodni. Uczucie bycia obserwowanym było tak silne jak wtedy, gdy kładłem się spać. Słyszałem, jak coś rusza się w mojej szafie, ale nie ośmieliłem się poruszyć. Po prostu zamknąłem oczy i czekałem. W końcu usłyszałem oddalające się kroki, wciąż z wnętrza szafy. Tak jakby ktoś szedł niewidocznym korytarzem, chociaż moja szafa jest mała i nie widziałem w niej nic nietypowego.

Gdy kroki całkiem się oddaliły, chłód zniknął.

Tym razem nie udało mu się wejść. Jeśli mój sen był prawdziwy - jeśli to coś w mojej szafie jest tym, kim mi się wydaje - nie wolno mi go wpuścić. Ale sądzę, że wróci dziś w nocy. To właśnie wtedy przychodzi, tak powiedział mi przyjaciel.

Nie wiem co się stało z moim przyjacielem, ale mam nadzieję, że ludzie zapamiętają jego ostrzeżenie. Jeśli czytając ten tekst poczujesz zimno, nie panikuj. Jeśli usłyszysz coś w swoim domu, zignoruj to. Nie możesz pozwolić żeby cię znalazł. Nie wpuszczaj Zimnego Człowieka.
  • 1

#20 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 02 lipiec 2010 - 05:46

Uśmiech



Około trzech tygodni temu wybraliśmy się na kamping w Parku Narodowym Huntsville w Texasie. Znamy się bardzo dobrze, więc często gdzieś razem wyjeżdżaliśmy. Tym razem, chcieliśmy się zapuścić wręcz do serca puszczy. Żyć jedząc złapane ryby, pijąc wodę ze strumienia i takie tam. W samym Texasie byliśmy tylko raz, ale dzikie tereny Arizony, Kolorado czy Nowego Meksyku były nam dobrze znane. Słowem, wiedzieliśmy, czego można oczekiwać po takim miejscu.

Tym razem to ja miałem wybierać cel wyprawy i sam nie wiem czemu, zaproponowałem Hunstsville. Do parku dojechaliśmy naszym samochodem, stanęliśmy na specjalnym parkingu dla podróżnych i ruszyliśmy w pieszą część drogi. Choć ścieżka nie była łatwa, a krajobraz dosyć monotonny, nie nudziło nam się. Jak to w gronie dobrych kumpli bywa, mieliśmy o czym pogadać i z czego się pośmiać.
Ponieważ w lesie szybko zapada zmrok, gdy tylko zaczęło się ściemniać, zatrzymaliśmy się. W pobliżu znaleźliśmy dogodne miejsce na postój, zorganizowaliśmy drewno na ognisko, rozłożyliśmy namiot i wreszcie, zasiedliśmy przy płomieniach. Mieliśmy pewien zwyczaj, zresztą, pewnie nie tylko my. Przez cały rok zbieraliśmy straszne historie, by w noce takie jak ta, podczas jednej z naszych wypraw, opowiadać je przy blasku ognia.

Było już późno, gdy poczuliśmy jakiś wyraźny, mdły zapach. Żaden z nas nie był pewny, co mogło tak śmierdzieć, więc postanowiliśmy to sprawdzić. Mike’owi akurat zachciało się lać, więc odeszliśmy na chwilę od ogniska i poczęliśmy przeszukiwać pobliskie zarośla.
Po chwili z krzaków wybiegł Mike. Spodnie w kroku miał całe mokre, toteż śmialiśmy się, co rusz rzucając jakimś niewybrednym żartem. Dopiero po kilku chwilach ktoś spostrzegł, że biedaczyna jest blady jak ściana i ledwo łapie oddech. Gdy zamilkliśmy, Mike zaczął coś krzyczeć i poprowadził nas za sobą w miejsce, z którego przed chwilą wrócił. Atmosfera zrobiła się poważna i w ciszy ruszyliśmy za nim. Nie mieliśmy pojęcia, o co mu chodzi, ale w oddali słychać było jakby stłumiony płacz. Tylko Mike wziął latarkę, więc pozostało nam jedynie biec za nim przez ten czarny, gęsty las.

Po chwili zwolniliśmy, a światło latarki padło na jakiś budynek. To był stary domek letniskowy, czy coś w tym stylu, zaniedbany i raczej opuszczony. Przynajmniej tak wyglądał, ale to właśnie zza tych ścian dochodził odgłos szlochania. Z wolna podeszliśmy do drzwi frontowych, a serca biły nam coraz mocniej. Mike ostrożnie zastukał i w tym samym momencie płacz nagle ucichł.

Czekaliśmy, słysząc ciężkie, powłóczyste kroki zmierzające w naszym kierunku. Gdy ucichły, rozległ się zgrzyt zasuw i brzdęk zdejmowanych łańcuchów. A potem cisza. Zupełnie nic się nie stało, a sytuacja wydawała się coraz dziwniejsza. Zapukaliśmy jeszcze kilka razy, ale domek wyglądał teraz na naprawdę opuszczoną ruderę, w której nikt nie był od lat. Obeszliśmy go w koło, oczywiście trzymając się razem. Czułem, że sam, bez latarki, od razu zesrałbym się ze strachu. Po chwili zauważyliśmy okno. Alex wziął głęboki oddech i stwierdził, że zajrzy do środka, ale musimy go podsadzić. Podszedłem tam razem z Mikem i podnieśliśmy go. W ciszy obserwowaliśmy jak zdejmuje z szyby pajęczyny i przykłada do niej dłoń, by móc cokolwiek dojrzeć.

To stało się tak nagle. Usłyszeliśmy ciche uderzenie, po czym Alex w jednej chwili krzyknął i odepchnął się od okna. Przewróciliśmy się do tyłu razem z nim. Zaczął się wydzierać i miotać, miał w oczach istny obłęd. Na nic się zdały nasze próby uspokojenia go, gdyż już po paru sekundach biegł w stronę obozu. Musieliśmy biec za nim – była tylko jedna latarka, a żaden z nas nie chciał zostać sam wśród ciemności.
Gdy w końcu dotarliśmy, złapaliśmy go za bary i usadziliśmy na miejscu. Ogień dogorywał, więc dorzuciłem trochę chrustu. Ręce trzęsły mi się i nie wiedziałem, co mam robić. Kręciłem się w kółko, a gdy trochę ochłonąłem, podszedłem wraz z innymi do Alexa. Chcieliśmy wiedzieć, co się stało. Niestety, nie mógł wykrztusić żadnego słowa, sapał tylko ciężko, pustym wzrokiem wpatrując się w ciemność.
Wszyscy byliśmy przerażeni i nawet nie myśleliśmy o śnie. Podtrzymywaliśmy ogień do wschodu słońca. Alex zachowywał się jak obłąkany. Co jakiś czas wstawał, zaczynał krzyczeć i szlochać zupełnie bez powodu. Rano wyglądał jak inna osoba. Siedział tylko i szeptał coś do siebie, z cicha popłakując.

Razem z Mikem postanowiliśmy wrócić się tam i rozejrzeć przy świetle słońca. Znaleźliśmy to miejsce, lecz nic tam nie było. Jedynie smród, który czuliśmy zeszłej nocy, teraz był nie do zniesienia. Odór zgnilizny, obrzydliwa, stęchła śmierć. Wróciliśmy do obozu i to był chyba przełom. Alex rozgryzł sobie wargi i połykał własną krew. John stał za nim i wyglądał tak, jakby miał zaraz umrzeć ze zmęczenia. Myślę, że wszyscy tak wyglądaliśmy, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy, póki go nie zobaczyłem. Wtedy, Alex wyszeptał pierwsze zrozumiałe słowa od czasu zeszłej nocy: „Musimy się stąd wynosić. Natychmiast”.

Było koło południa, kiedy zaczęliśmy się pakować, Zrządzeniem losu, niebo zasnuły ciemne, ciężkie chmury, a po chwili zaczęło lać jak z cebra. Alex znów wpadł w panikę. Chwycił jakiś pręt i kazał nam się wynosić, w przeciwnym razie, sam nas stąd wyrzuci. Mike wdał się z nim w kłótnię, po czym zaczęli się bić, Na szczęście, udało się to jakoś załagodzić. Skończyliśmy się pakować i ruszyliśmy na parking wczorajszym szlakiem.

Niestety, los zadrwił z nas po raz kolejny. Przez przełęcz, którą tu przyszliśmy, płynęła teraz wściekła rzeka, niosąca kamienie, błoto i gałęzie. Nurt był zbyt silny, by można było ją przekroczyć. Alex znów wpadł w szał, klął i wydzierał się, że gdybyśmy się nie pakowali tak długo, zdążylibyśmy przed zalaniem drogi. Na szczęście znowu udało nam się go uspokoić, a co więcej, powiedział nam wreszcie, co stało się zeszłej nocy.

Twierdził, że gdy tylko przyłożył twarz do szyby, coś po drugiej stronie okna zrobiło dokładnie to samo. Blada twarz o czarnych oczach i wielkich, ciemnych ustach, uśmiechała się szeroko w jakiś przerażający sposób, a od głowy Alexa dzieliło ją tylko cienkie, zakurzone szkło.
Mike, wciąż wściekły, zaczął się kłócić. Nie dopuszczał do siebie wersji wydarzeń, o której mówił nam Alex. Nie pozostało już nic innego, jak tylko iść wzdłuż potoku w poszukiwaniu brodu.

Widzieliśmy masę zabawek niesionych przez tą brązową, mulistą wodę. Wiele starych, dziecięcych lalek o dużych oczach i okrągłych twarzach. To nie były jednak śmieci wypłukane gdzieś z lasu, po prostu… tych lalek było zbyt dużo. Mike wyłowił jedną i dobrze się jej przyglądnęliśmy. Miała wbudowany mechanizm głosowy, jak to wiele lalek. Mówiła coś, czego nie mogliśmy zrozumieć. Bełkotała, to śmiała się na przemian. Pomyśleliśmy, że to przez wodę albo po prostu baterie siadają. Wyrzuciliśmy ją i poszliśmy dalej.

Słońce zbliżało się ku horyzontowi, a Alex znowu dziwnie się zachowywał. Mamrotał coś i oddychał ciężko, tak jak wcześniej. Wtedy wszyscy zaczęliśmy widzieć jakieś cienie pomiędzy drzewami, na które mówiliśmy BS. Były ledwo widoczne, jednak nie dawały nam spokoju i przynosiły uczucie strachu, czy niepewności, coś w tym rodzaju. Byliśmy zajęci obserwowaniem BS, kiedy nagle, przed nami, pojawiła się ta stara chata. Nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć, jedynie Mike ruszył naprzód, mówiąc:
„To jakieś bzdury, wchodzę tam”.
Alex rzucił się na niego, by go powstrzymać. Wszyscy chcieliśmy go powstrzymać. Mike jednak, odtrącił nas od siebie i wrzasnął, byśmy się od niego odpierdolili. Niech każdy robi, co chce, przecież to bzdury…

Wtedy, wszystkie te lalki z potoku zaczęły płakać, bełkotać, próbowały nawet nucić jakąś przerażającą melodię. W powietrzu znów czuliśmy ten ohydny zapach zgnilizny. Nawet Mike’owi zmiękły nogi, więc szybko obeszliśmy dom i w pośpiechu szukaliśmy brodu lub czegokolwiek, co pozwoli nam się stąd wydostać. Gdy wreszcie dotarliśmy na parking, księżyc świecił słabo zza chmur. Wsiedliśmy do samochodu i natychmiast ruszyliśmy. Chcieliśmy wjechać na drogę nr 45 do Houston, jednak trwały prace remontowe. Był objazd, niestety, szutrowa droga prowadziła wprost w ciemny las.

Niespodziewanie, do naszego samochodu podeszłą mała dziewczynka. Powoli zbliżyła się do drzwi pasażera, patrząc na nas błagalnym wzrokiem. Wyglądała na zagubioną i nieco poobijaną, więc myśleliśmy, że oddaliła się od jakiegoś obozu, a przez noc i ulewę nie wiedziała jak wrócić. Jedynie Alex nie stracił głowy albo stracił ją już wczoraj i zamknął szybko drzwi. Dziewczynka przyłożyła twarz do szyby i zaczęła uśmiechać się jak klaun, szeroko, w ten przerażający, zupełnie nie zabawny sposób. Myślałem, że serce wybije mi żebra. Alex szlochał i panicznie wrzeszczał, a ja nadepnąłem pedał i ruszyłem w szalonym tempie przez tą wyboistą drogę. Udało nam się dotrzeć do 45 i jechaliśmy nią aż do mojego mieszkania. Tam, gdy żaden z nas nie wiedział, co powiedzieć, rozdzieliliśmy się.

Mike napisał mi jakiś czas później, że chce tam wrócić. Próbowałem go przekonać, żeby tego nie robił, ale on uparcie twierdził, że to tylko nasze umysły spłatały nam figla. Myślę, że chciał sam sobie coś udowodnić, może, że jest odważny, nie wiem. Ja wszędzie czuję ten odór. Nie ruszam się w ogóle z domu, wszyscy wokół mnie zachowują się dziwnie. Ludzie, których znam od bardzo dawna i zupełnie przypadkowe osoby, wszyscy patrzą na mnie inaczej. Tylko siedzę i nie otwieram drzwi, nikomu. Nawet mój własny ojciec, do którego przyszedłem ostatnio na obiad, nie zachowywał się normalnie. Gdy spytałem, co jest grane, nie odpowiedział nic, tylko powoli spuścił głowę.

Wychodziłem już do domu i tylko odwróciłem się, by pomachać. Oczy mojego ojca były całe czarne a twarz miał wykrzywioną przez jakiś agonalny grymas. Chciałem do niego podbiec, lecz zatrzasnął drzwi. Usłyszałem tylko zgrzyt zasuw i jego kroki. Pukałem, a potem waliłem w drzwi, ale nic to nie dawało, więc zadzwoniłem do niego. Telefon miał wyłączony, więc spróbowałem połączyć się z policją. Gdy dyspozytor odebrał i zadał kilka pytań, w słuchawce zacząłem słyszeć szmery, potem czyjś bełkot i cichy, przerażający chichot.

Mike jakby kompletnie się rozpłynął. Nie było nawet dowodu na to, że kiedykolwiek żył. Próbowałem skontaktować się z Alexem, jednak jego rodzina traktowa mnie jak jakiegoś akwizytora. Twierdzili, że nie znają kogoś takiego i żebym tu więcej nie przychodził I pomyśleć, że mówiła to jego własna matka.
Mieszkanie Johna stało zupełnie puste.

Pewnego razu ktoś zapukał do mych drzwi. Chciałem spojrzeć przez wizjer i gdy zbliżyłem do niego oko, ujrzałem straszną, białą twarz, z tym przerażającym, obłąkanym uśmiechem, dosłownie na pół twarzy.
Wtedy spróbowałem znów zadzwonić na policję. Dyspozytor pytał:
„Czy jest pan pod wpływem jakichś środków odurzających? Odpowiedziałem: „Nie”. „Czy planuje pan w najbliższym czasie wrócić do domu?”, „Co proszę?”, „Wrócić do domu”, powtórzył i połączenie się zerwało.
Do skrzynki pocztowej listonosz co rusz wrzuca mi kawałki lalek. Gdy próbuję do kogoś zadzwonić, jedyne, co słyszę w słuchawce to jakaś przerażająca melodia, chichot, czasami rozdzierający krzyk. Mój telewizor nie działa, ale gdy wychodzę do toalety, słyszę, jak idzie w nim teleturniej, chyba na cały regulator. Wydaje mi się, że wariuję.

Ludzie, którzy żyją w mieszkaniach obok, również przeraźliwie krzyczą, tupią w podłogę, a czasami słyszę, jak coś ciężkiego upada na ziemię. U moich sąsiadów z prawej strony słychać płacz dziecka, przeraźliwy, jakby nie jadło od bardzo dawna. Brzmi podobnie do głosu lalek, którym padają baterię. Raz zadzwonił do mnie Alex, ale mówił w języku, którego nie potrafię zrozumieć ani nawet powtórzyć. Na skrzynkę mailową przychodziły mi dziwaczne wiadomości, a w załącznikach znajdowały się małe, czarne obrazki. Słyszę pukanie do drzwi, czasami zgrzyt zasuw. Wtedy doskakuje do nich by sprawdzić, czy aby na pewno są zamknięte.

Teraz, nie pozostało mi już nic, tylko usiąść i płakać.
  • 0