Skocz do zawartości




Zdjęcie
- - - - -

Straszne historie, Legendy miejskie, Niewyjaśnione opowiadania (Creepypasty)

creepypasty historie legendy miejskie niewyjaśnione opowiadania straszne

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
68 odpowiedzi w tym temacie

#41 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 22 październik 2010 - 06:36

Obserwator vol. 4



Jest już bardzo późno. Kompletnie zapomniałeś o wypracowaniu, które musisz oddać jutro rano. Ledwie dostrzegasz stawiane przez siebie litery. Wiesz, że mógłbyś z miejsca zasnąć, gdyby tylko ktoś zgodził się dokończyć to za ciebie.

Nagle do twoich pogrążonych w nocnej ciszy uszu dobiega głośny trzask. Hałas dobiega z sypialni rodziców. Dziwne, przecież o tej porze powinni już dawno spać. Musisz uważać, będziesz miał kłopoty, jeśli zobaczą, że o tej porze odrabiasz lekcje. Po chwili ciszy, kiedy już jesteś pewny, że to był fałszywy alarm – słyszysz ciche skrzypienie otwieranych drzwi. Szybko gasisz lampkę, by nie zorientowali się, że nie śpisz.

Ani mama, ani ojciec nie mają w zwyczaju zaglądać do twojego pokoju, kiedy wstają do łazienki. Na wszelki wypadek jednak wskakujesz pod kołdrę, co okazało się być dobrym posunięciem. Już po chwili ktoś delikatnie ściąga klamkę i cicho wchodzi do twojego pokoju. Widocznie musieli cię usłyszeć. Boisz się, ale jednocześnie starasz skupić na regularnym oddechu tak, aby wyglądać na pogrążonego we śnie od dobrych kilku godzin.

Rodzice zawsze byli surowi co do pory chodzenia do łóżka, ale to była przesada. Ten ktoś nie tylko przyglądał ci się pochylony nad łóżkiem, ale… zaczął cię wąchać!

Co im odbiło!? Czyżby to był ojciec sprawdzający, czy nie piłeś? A może mama podejrzewa cię o papierosy? Dlaczego zebrało im się na kontrolę rodzicielską w środku nocy? Czujesz, że zaczynasz się strasznie pocić, pod tą kołdrą jest tak gorąco, a w dodatku któryś z rodziców najwyraźniej gorączkowo szuka powodu, aby urządzić ci awanturę.

Ta chwila przeciągała się w nieskończoność, aż do momentu, kiedy poczułeś na szyi… kroplę śliny! Tego było za wiele, zaczynasz powoli kręcić głową udając przebudzanie. Ku twojemu zdziwieniu, w tym momencie niepożądany gość wybiegł z twojego pokoju i wrócił do sypialni zatrzaskując za sobą drzwi.

To zdecydowanie był wystarczający powód, abyś wyszedł i zapytał, o co im u diabła chodzi. Zawsze możesz powiedzieć, że dopiero teraz obudziło cię to dziwne zachowanie któregoś z nich.

Wychodzisz z pokoju. Decydujesz, że najpierw udasz się do kuchni, aby napić się wody. Na lodówce dostrzegasz kartkę. Podchodzisz, aby przeczytać, co tam jest napisane. Mija kilka sekund, zanim dociera do ciebie jej treść, i zanim ze strachu robi ci się ciemno przed oczami.

Ponownie słyszysz ciche skrzypienie otwieranych drzwi…

Stoisz wpatrzony w ciemny przedpokój oddzielający kuchnię od sypialni rodziców. Wiesz, że za chwilę zginiesz, a mimo to nie jesteś w stanie nawet krzyknąć. Po prostu patrzysz na niego, jak się zbliża, i zastanawiasz się. Tak bardzo chcesz wiedzieć, dlaczego nie zabił cię od razu, kiedy był w twoim pokoju? Może nie chciał tego zrobić? Może chciał tylko patrzeć, jak śpisz? Może… przychodził do ciebie od dawna? Tak bardzo żałujesz, że wstałeś, kiedy on jeszcze był w mieszkaniu. Nie miałeś prawa się o nim dowiedzieć, teraz za to zapłacisz.

Może on wyczuwa strach? Może dlatego wrócił kiedy przeczytałeś tę cholerną kartkę…

Rodzice mogli cię przecież uprzedzić, że nie będzie ich na noc…
  • 0

#42 Briana14

Briana14

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 1 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 09 listopad 2010 - 03:36

I co myślicie o tych obrazkach? Dla mnie to jakieś dziwne są.

ja otworzyłam tylko jeden plik, ale tylko zerknęłam szybko i .. wrażenie bardzo dziwne.. : //
trochę zakręciło mi się w głowie, ale może to ze strachu..
  • 0

#43 rtyamovaya

rtyamovaya

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 6 postów
Reputacja: 25
Dobra

Napisano 09 listopad 2010 - 05:19

@Briana14 - ja widziałam smile.jpg i za pierwszym razem tak się wystraszyłam że wyłączyłam przeglądarkę :) dopiero po analizie i wydrukowaniu takowego przeszło ;p od dziś nie robi na mnie wrażenia. Jeśli chodzi jeszcze o pasty to dorwałam zdjęcie z creepypasty "Nowy Telefon" i twarz tamta przypomina Michaela Jacksona :D moja koleżanka z kolei oglądała Suicide Mouse i trzy dni dochodziła do siebie :P I przy okazji zamieszczam tu artykulik na temat Gloomy Sunday (piosenki, która doprowadza do smobójstwa), nie jest to typowa pasta, ale rzecz ciekawa :]

GLOOMY SUNDAY

''Z wieloma europejskimi utworami muzycznymi łączą się osobliwe opowieści, znacznie bardziej niezwykłe niż te, o których mówią słowa piosenek. Najdziwniejszą jednak historię ma kompozycja zatytułowana "Ponura niedziela."

Węgierski kompozytor Reszo Seress stworzył ją pewnej deszczowej niedzieli w grudniu 1932 r., w Paryżu. Jego narzeczona zerwała zaręczyny, Seress popadł więc w głęboką depresję. Kiedy rozmyślał o tym, jak przygnębiająca okazała się właśnie ta niedziela jego życia, do głowy przyszła mu smutna nieznana melodia. Nieoczekiwany pomysł wyrwał go z apatii. Napisał piosenkę i nadał jej tytuł "Ponura niedziela." Jej słowa mówiły o tragicznych przeżyciach kochanka. Jego dziewczyna umarła, a on chce popełnić samobójstwo, żeby znów się z nią połączyć.

Kiedy Seress chciał upowszechnić swoją kompozycję, wydawnictwo odmówiło mu publikacji nut, ponieważ uznano, że "Ponura niedziela" jest zbyt melancholijna. Uważano, że będzie lepiej, jeśli ludzie nigdy jej nie usłyszą. Była to myśl prorocza, ponieważ wkrótce po opublikowaniu w innym wydawnictwie, smutna piosenka zdobyła ponurą sławę. Zaczęto wierzyć, że wywołuje manię samobójczą.

Pierwszy przypadek zanotowano wiosną 1933 r. Młodzieniec, siedzący w budapeszteńskiej kawiarni poprosił orkiestrę o wykonanie "Ponurej niedzieli." Kiedy orkiestra skończyła grać, poszedł do domu i zastrzelił się. Relacjonując osobliwe dzieje piosenki w The Unknown (maj 1987), Tane Jackson opisuje wiele innych podobnych sytuacji, choć nie podaje żadnych nazwisk ofiar na potwierdzenie jej fatalnej mocy. Podobno wśród ofiar smutnych tonów znalazło się także kilku piosenkarzy, którzy odważyli się włączyć utwór do swojego repertuaru.

Pewnego dnia zaniepokojeni mieszkańcy domu w Londynie włamali się do mieszkania, z którego dobiegały ich obsesyjne dźwięki "Ponurej niedzieli". Na podłodze leżała właścicielka mieszkania, młoda kobieta, która zmarła z powodu przedawkowania narkotyków, podczas gdy gramofon bez końca odtwarzał płytę z melancholijną piosenką.

Pod koniec lat trzydziestych wypadków było już tak wiele, że rząd węgierski zabronił publicznego wykonywania "Ponurej niedzieli." Wielu muzyków przyjęło tę decyzję z wielką ulgą, ponieważ obawiali się o swój własny los, ilekroć musieli wykonywać dziwną kompozycję Seressa. Liczne rozgłośnie radiowe, w tym BBC, rozważały zakaz jej emisji. Stacje lokalne w Stanach Zjednoczonych odmawiały jej nadawania. Kilka rodzin samobójców połączyło wysiłki, domagając się całkowitego zakazu jej wykonywania. Ogółem naliczono 200 ofiar melodii.

Angielską wersję "Ponurej niedzieli" stworzył Sam Lewis. W 1941 r. piosenkę włączyła do swojego repertuaru i nagrała na płycie Billie Holliday. Wówczas jednak fama utworu zbladła w obliczu dramatycznych wydarzeń historycznych. Druga wojna światowa zbierała krwawe żniwo, a prawdziwe tragedie przysłoniły urojone dramaty. A jednak nawet wtedy zdarzały się wypadki zainspirowane osobliwą melodią.

Gordon Beck z Salisbury w Wiltshire, lotnik z 76 szwadronu RAF Yeravda, służący w Poonie w Indiach w 1946 r. wspominał niedawno, jak jeden z jego kolegów doznawał uczucia wielkiego smutku, ilekroć słuchał płyty z "Ponurą niedzielą" (w wersji nagranej przez orkiestrę Artiego Shawa i wokalistkę), twierdząc, że nękają go wówczas myśli samobójcze. Beck nie przejmował się zwierzeniami kolegi, ale zrozumiał jego niepokój, kiedy siadł za sterem samolotu. Stwierdził wówczas, że melodia "Ponurej niedzieli" obsesyjnie go prześladuje, mimo huku silnika. Postanowił więc nigdy więcej nie słuchać posępnej piosenki.

Jak wyjaśnić niezwykły wpływ melodii? Tane Jackson twierdzi, że Seress wyraził swoje własne głębokie uczucie rozpaczy tak sugestywnie, że udzielało się ono słuchaczom jego kompozycji. Ogarnięci smutkiem, postanawiali odebrać sobie życie. Nie jest to tak nieprawdopodobne, jak mogłoby się wydawać. W książce The Secret Power of Musie, David Tame dowodzi, że muzyka miewa niezwykły wpływ na zachowanie ludzi. Może powodować stres i zmianę rytmu uderzeń serca, wpływać na procesy trawienne i metaboliczne, kształtować reakcje emocjonalne i intelektualne.

W dziejach "Ponurej niedzieli", najbardziej znamienne wydają się losy ludzi, którzy przyczynili się do jej powstania. Jej kompozytor, Reszo Seress popełnił samobójstwo w 1968 r., skacząc z okna. Uprzednio miał wyznać, że już nigdy nie stworzy żadnego przeboju. Dziewczyna, która odtrąciła go przed laty, także popełniła samobójstwo. Obok jej ciała znaleziono kartkę, na której widniały słowa: "ponura niedziela."

Zła sława otacza także piosenkę "I Dreamt That I Dwelt in Marble Halls" z operetki Rudolfa Frimla The Bohemian Girl. Podobno przynosi ona pecha, każdemu, kto ją usłyszy. Artyści wykonują ją bardzo niechętnie, lękając się złego uroku równie mocno, jak aktorzy szekspirowskiego Makbeta, którego wolą nazywać "dramatem szkockim", nie chcąc wymawiać fatalnej nazwy. Nikt jednak nie wie, w jaki sposób i dlaczego piosenka Frimla zyskała ponurą reputację.

Można by sądzić, że "Ponura niedziela" i wiele innych kompozycji to dzieła nie tyle świadomości, ile podświadomości. Pewnej nocy włoski kompozytor Giuseppe Tartini śnił, że diabeł gra osobliwą kompozycję na skrzypcach. Kiedy się obudził, zapisał nuty utworu, który słyszał we śnie. Choć uważał, że to, co stworzył na jawie nie dorównuje nocnej wizji, "Diabelski tryl" stał się jego najsłynniejszą kompozycją. W Yesterday and Today Ray Coleman wyjawia, że późnym rankiem 1963 r. Paul Mc Cartney usłyszał we śnie dźwięki piosenki, która wkrótce stała się jednym z największych i najczęściej wykonywanych przebojów na świecie. Z marzenia sennego zrodziło się Yesterday."

Tekst:

Sunday is gloomy,
My hours are slumberless
Dearest the shadows
I live with are numberless
Little white flowers
Will never awaken you
Not where the black coaches
Sorrow has taken you
Angels have no thoughts
Of ever returning you
Wouldnt they be angry
If I thought of joining you?

Gloomy sunday

Gloomy is sunday,
With shadows I spend it all
My heart and i
Have decided to end it all
Soon therell be candles
And prayers that are said I know
But let them not weep
Let them know that Im glad to go
Death is no dream
For in death Im caressin you
With the last breath of my soul
Ill be blessin you

Gloomy sunday

Dreaming, I was only dreaming
I wake and I find you asleep
In the deep of my heart here
Darling I hope
That my dream never haunted you
My heart is tellin you
How much I wanted you
Gloomy sunday


Jakby ktoś odważył się posłuchać tej piosenki to niech dzieli się wrażeniami :]
  • 0

#44 sajmon19978

sajmon19978

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 4 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 16 listopad 2010 - 07:08

Historie są świetne a obrazki....dziwne...Też mam fajną historie ,ciekawe czy się spodoba.]:-)

Pewna rodzina kupiła sobie dom na odludziu tuż obok obfitego w drzewa lasu. Rodzice pracowali w szpitalu na nocną zmianę więc zostawili Anie i Ptotrusia samych w domu. Pewnej nocy gdy rodzice jak zawsze wyszli do pracy Ania usłyszała jakieś szmery dochodzące z piwnicy. Ponieważ była nieustraszona i ciekawska postanowiła sprawdzić co się tam dzieje. Piotruś jej nie pozwalał ponieważ miał dopiero 5 latek i bał się sam zostać na górze w domu. Ania powiedziała mu żeby poszedł z nią i poczekał przed drzwami piwnicy. Ostrożnie zeszła w podziemia i zaczęła iść w stronę szmeru. Gdy było już bardzo blisko usłyszała krzyk swojego braciszka i w tym samym momencie zatrzasnęły się drzwi piwnicy ze strasznym chukiem. Dziewczynka szubko pobiegła na górę. Jednak nie mogła wyjść bo drzwi były zabarykadowane od zewnątrz. Nagle krzyk jej brata nagle się urwał i usłyszała jakby ktoś wchodził na górę jej domu. Dziewczynka postanowiła wyjść przez okno znajdujące się wysoko w ścianie. Niestety nie dosięgnęła więc podstawiła sobie worki z psią karmą którą ponoć Pioruś dokarmiał bezdomne psy. Ania szybko wyszła przez okno i czym prędzej pogramoliła się do okna w kuchni. Panowała tam przerażająca atmosfera. Dziewczynka zobaczyła ślady krwi na podłodze. Była przekonana że ktoś z zimną krwią zamordował jej braciszka i wciągnął zwłoki na górę do pokoju. Wzięła z kuchni największy nóż i po cichu weszła po schodach. Ku jej zdziwieniu na górze w pokoju leżały zwłoki jakiegoś obcego człowieka z poderżniętym gardłem. Ania usłyszała kroki za plecami. Gwałtownie się odwróciła i zobaczyła swojego dziwnie uśmiechniętego braciszka. Dziewczynka zaczęła się cofać lecz niestety potknęła się o zwłoki mężczyzny i upadła na ziemię. Piotruś powoli się do niej zbliżał. Wyciągnął za pleców nóż. Ania nie miała już żadnej drogi ucieczki. W końcu Piotrek ją dopadł i posiekał na drobne kawałeczki. Jej zwłoki schował do worku z psiej karmy. Gdy rodzice wrócili z pracy zastali złoki martwego męszczyzny w pokoju dzieci. Piotruś siedział w koncie kuchni i cały się trząsł. Opowiedział wszystko matce. Dodał takrze że Anię uprowadził inny mężczyzna. Dopiero po 3 miesiącach rodzice znaleźli rozkładające się zwłoki Ani w worku po psiej karmie. Znaleźli również inne dzieci poćwiartowane w innych workach. Kiedy policja przeszukiwała piwnicę znaleźli przyczynę szmerów. Była nią małą dziewczynka którą Piotrek nie zdąrzył poćwiartować. Związał ją i zamknął w wielkim kartonowym pudle zapominając o niej zupełnie. To właśnie jej ojciec przyszedł jej szukać do ich domu. Gdy rodzice wyszli z piwnicy Piotruś ich pozabijał. Nie wiadomo jak tego dokonał ale wymordował tez 3 policjantów przeszukujących piwnice. Nigdy tego nie udowodniono lecz mówiono że był dzieckiem szatana. Od tamtej pory nikt więcej go już nie widział. Sztrzeszcie się może być nim każdy człowiek na ulicy.

Historia może być nie prawdziwa ale przynajmniej straszna :)
  • 0

#45 30cmNadWami

30cmNadWami

    Precylowicz

  • Precylowicz
  • PipPipPip
  • 531 postów
Reputacja: 79
Dobra

Napisano 17 listopad 2010 - 04:15

Jakby ktoś odważył się posłuchać tej piosenki to niech dzieli się wrażeniami :]


Piosenka jest piękna (i oryginalna wersja i covery z tekstem)! A jeszcze piękniejsza jest "I Dreamt That I Dwelt in Marble Halls"! Posłuchałem jej, ponieważ jestem takim optymistą, że ciężko złamać mój humor i rzadko jestem smutny (prawie w ogóle). Polecam posłuchać obydwu piosenek. Aha i prawdą jest, że serce bija przy Gloomy Sunday szybciej ;D

a co do Sajmona... za dużo błędów ortograficznych... biją w oczy pod koniec. A historia? wcale nie straszna i wyssana z palca jak na moje. Straszny był Obserwator, albo Prysznic... ale to?
  • 0

#46 sajmon19978

sajmon19978

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 4 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 17 listopad 2010 - 09:07

Historie opowiedział mi kolega,i sorry za błędy.Jak będe miał jakąś fajną historie to napiszę :)
  • 0

#47 rtyamovaya

rtyamovaya

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 6 postów
Reputacja: 25
Dobra

Napisano 18 listopad 2010 - 08:57

@30cmNadWami - wg mnie to jak na kogoś podziała ta piosenka zależy właśnie od nastroju słuchacza. A poza tym jak ktoś tylko szuka powodów do popadnięcia w depresję to nawet w "Majteczkach w kropeczki" wyłapie coś smutnego ;)

"Przebudzenie"

Przebudziłem się. Nie powinienem. Ale zbyt długo byliście źli, i czas to powstrzymać. Uwierzcie mi, nie chcę tego robić. Łatwiej byłoby mi spać dalej przez kolejne eony, aniżeli martwić się o was, o ludzkość. Przebudziłem się, i jestem bardzo zawiedziony.

Popełniliście wiele zbrodni w moim imieniu, a także wiele przeciwko mnie, a przelew krwi mnie nie zadowala. To nie kwestia życzliwości czy wrogości, ale celów i wartości. Wasze istnienie jest bezcelowe, tak jak i tysiące lat temu. Co więcej, wasze "ofiary" nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Co mnie obchodzi, czy wyślecie mi jednego z was z powrotem do mnie? Stworzyłem was, ale czemu myślicie, że chcę Was z powrotem?

Jest powód, dla którego nie jesteście ze mną. Jest tak dlatego, ponieważ wielu z was w trakcie agonii nie przeszło próby. Po prostu czekałem, aż się nawzajem powybijacie, ale teraz przekroczyliście pewną granicę, zgłębiając sprawy was nie dotyczące. Myślałem, żę jesteście bezpieczni, oddzieleni od innych w tym więzieniu, które nazywacie Ziemią, ale nie, wy musieliście sięgnąć swymi plugawymi łapami poza celę i łapać się wszystkiego dookoła.

Myśleliście, że po prostu lecicie w kosmos, ale tak naprawdę opuszczacie klatkę, którą dla was stworzyłem. Mieliście tam wszystko, czego potrzebowaliście, ale wy chcieliście więcej. Gdybym wam na to pozwolił, wkradlibyście się do moich bardziej udanych kreacji, i byście je zniszczyli. One o tym wiedzą, i dlatego mnie obudziły.

Próbowałem pozwolić wam się samym uspokoić, ale nie mogłem tolerować tego dłużej. Wkrótce odczujecie furię swego twórcy, mającego wiele tak wspaniałych sposobów na zniszczenie tego, co stworzyliście.

Niektórzy nazywają mnie Bogiem, inni Demonem. Teraz jestem przebudzony, i bardzo nieszczęśliwy.

Mi jako ateistce się podoba :3

I jeszcze jedno fajne:

12 rzeczy o mnie:

1. Kocham zapach starych domów.
2. Nienawidzę zapachu mokrej ziemi
3. Lubie jeździć nocą z radiem włączonym na max.
4. Gdy miałem ledwo 2 lata upadłem, nadal mam bliznę poniżej linii włosów na czole.
5. Dawno temu zgubiłem płaszcz–niebieski płaszcz–nadal za nim tęsknie.
6. Gdy miałem 6 lat mój rower wjechał na kamień a ja przeleciałem przez kierownicę. Trzymam kawałek gipsy z ręki za moją starą szafą.
7. Ludzie mówią mi że powinienem opuścić to miejsce w poszukiwaniu nowego domu, ale ja nie mogę.
8. Wypadek który miałem w wieku 18 lat buł dosyć ciężki, i został zanotowany w moich papierach.
9. Kierowca drugiego pojazdu przeżył.
10. Spędziłem noc w najzimniejszym pokoju w całym szpitalu.
11. Kiedyś bałem się ciemności.
12. Stoję w rogu pokoju, patrząc jak czytasz moje słowa.
  • 0

#48 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 17 grudzień 2010 - 11:14

"princess.exe"


Mój brat, zaraz po tym jak otrzymał posadę jako technik komputerowy, wyprowadził się z domu. Był to początek 2002 roku i od tamtej pory słuch o nim zaginął. Starałem się z nim skontaktować – dzwoniłem, pisałem maile – wszystko na nic… Któregoś dnia postanowiłem osobiście złożyć mu wizytę. Przywitały mnie zamknięte drzwi oraz 3 koperty przybite do jego drzwi (jakieś zaległe rachunki i listy).

Wracając do domu, zauważyłem, że ktoś zostawił szary uszkodzony laptop na środku mojego podjazdu. Wysiadłem z samochodu aby obejrzeć go dokładniej.

Monitor LCD zdecydowanie wykazywał oznaki „użytkowania”. W lewym górnym rogu ekranu widać było ogromny otwór, który wpasowywał się dokładnie w rozmiar standardowego śrubokręta marki „Philips Head”. Nad nim, widniała kamerka internetowa, która także została zniszczona przy użyciu śrubokręta. Oprócz tych dwóch „szczegółów”, komputer wydawał się być praktycznie nowy. Klawisze były lekko wyblakłe, ale nie do tego stopnia aby nie można było ich używać. Spojrzałem na tył monitora, aby dowiedzieć się jakiej jest marki, jednak nie mogłem nic znaleźć. Jestem pewien, że dokładnie go sprawdziłem i nigdzie, powtarzam NIGDZIE, nie znalazłem żadnego tekstu, żadnego logo. W rzeczywistości laptop nie posiadał nawet „Dowodu Licencji” czy naklejki gwarancyjnej. Co dziwniejsze, laptop posiadał tylko dwa porty : VGA (używany do podłączenia zewnętrznego wyświetlacza przyp. tłum) oraz USB. Było to zastanawiające ponieważ jak długo, jakiekolwiek urządzenie elektroniczne, może działać bez portu ładowania ? Uznałem w końcu, że musiał być to jeden z tych bardzo tanich laptopów w którym aby naładować baterię , należy wyjąć ją z komputera i podłączyć do zewnętrznej ładowarki – jeszcze bardziej zastanowiło mnie, dlaczego w takim wypadku posiadał on kamerkę internetową ?

Zaintrygowany, co dokładnie znajduje się na laptopie, pobiegłem do mojej piwnicy, gdzie był przechowywany mój stary, nieużywany od dawna komputer. Znajdował się tam tylko dlatego, że zapomniałem przenieść tego behemota do lokalnej stacji SarCan (punkty recyklingu elektroniki przyp. tłum). Używał bym go dalej jednakże potrzebuje on od 5-6 godzin aby w pełni się uruchomić, ponieważ zawsze przechodzi w tryb odzyskiwania systemu, a jego procesor jest o wiele za „wolny” aby odzyskać wszystkie dane na 500 gigabajtowym dysku twardym (pamiętaj ze 120mhz procesorem Pentium nie zajedziesz daleko). Cóż… nieważne zresztą. Usunąłem więc stary monitor typu CTR firmy LG i podłączyłem go do laptopa. Miałem już nacisnąć przycisk zasilania, gdy…

…Zatrzymałem się. Nie ma mowy żeby działał, bateria już dawno musi być rozładowana.

Przetrząsnąłem całą piwnicę aby znaleźć mój tester napięcia. Gdy tylko go dorwałem odłączyłem baterię od laptopa i sprawdziłem odczyt… Bardzo niskie… Nie ma szans aby działał. Trudno – pomyślałem – najwyżej poleży tutaj do rana. Jutro zabiorę ten cały szmelc do SarCan i zrobią wreszcie z tym porządek. Odłączyłem monitor od laptopa, podłączyłem do mojego PCta i zostawiłem tak wychodząc z piwnicy. Skierowałem się prosto do mojego pokoju aby pooglądać telewizję. Oglądałem ją przez jakieś trzy godzinki po czym położyłem się do łóżka.

Jednak nie cieszyłem się długo słodkim snem. Został on przerwany przez bardzo głośny dźwięk. Ku mojemu zdziwieniu rozpoznałem go jako sygnał uruchamiania systemu Windows 2000 – z wrażenia spadłem z łóżka. Hałas był tak głośny, że mógłbym przysiąc, że ktoś trzymał głośniki tuż przy moich uszach. Gdy wreszcie się jakoś pozbierałem, przez minutę czy dwie starałem się zrozumieć gdzie znajduje się źródło tych dźwięków.

Wreszcie wpadłem na świetny pomysł :

- Komputer ! Musiałem go przez przypadek włączyć gdy zmieniałem monitory !

Zadowolony z tego, że udało mi się rozwiązać zagadkę, skierowałem się w kierunku piwnicy, gdy nagle zamarłem w połowie drogi…

Zaraz...

To nie mógł być żadnym sposobem mój komputer…

Przecież miałem na nim zainstalowanego Windowsa 95…

Po tym wszystkim nie miałem najmniejszej ochoty na wybieranie się gdziekolwiek a na pewno nie do mojej piwnicy. Jednak zdrowy rozsądek zaczął brać górę nad przerażeniem i zdecydowałem, że musi być to jakiś problem systemowy – w końcu komputer był dość długo nieużywany. Ku mojemu zdziwieniu, komputer nie był włączany… mówiąc szczerze nie był on nawet podłączony do prądu. W takim razie pozostała ostatnia możliwość :

- Laptop…

Pośpiesznie usunąłem z niego baterię i podłączyłem jeszcze raz do woltomierza.

Tym razem nie mogłem odczytać żadnej konkretnej liczby. Tester zupełnie oszalał.

Podłączyłem baterię jeszcze raz i wcisnąłem przycisk „start”. Zaświeciły się jakieś światełka kontrolne co świadczyło o tym, że komputer jest w 100 % sprawny. Musiałem wiedzieć co się tutaj do cholery wyprawia. Podłączyłem mój stary monitor CTR do laptopa, i moim oczom ukazał się…

…Praktycznie pusty pulpit, jedyne co można było zobaczyć to trzy ikony znajdujące się w lewym dolnym rogu ekranu. Pasek zadań był pusty, nie było także nigdzie widać przycisku „start”.

Tapeta (a raczej jej brak) była zupełnie czarna. Czemu ktoś miałby zrobić coś takiego ze swoim komputerem ? Pytałem sam siebie. Każdy z nas może usunąć wszystkie ikony z pulpitu, ale trzeba być bardzo dobrze wyszkolonym hakerem aby zrobić to samo z przyciskiem „start”. Z wszystkich trzech ikon, jeden był to folder „Gry” a drugi „Video”. Trzecia ikonka to cmd.exe. Przez chwilę miałem wrażenie, że jest to jeden z tych laptopów stworzonych specjalnie dla dzieci. Kliknięcie na folder z grami potwierdziło moje przypuszczenia; laptop musiał należeć do jakiejś małej dziewczynki. Poczułem jakieś irracjonalne wyrzuty sumienia, dziewczynka musiała być dość biedna ponieważ w folderze znajdowała się tylko jedna gra i nie miałem bladego pojęcia jakiego gatunku. Nazywała się princess.exe. Włączyłem program z czystej ciekawości – chciałem zobaczyć na czym polegała. Moim oczom ukazał się w pełni animowany ekran tytułowy. Pojawiały się na nim różne bajkowe postacie. W tym momencie na ekranie pojawiło się logo gry. Nazywała się „Kreator Księżniczek : Spraw byś była piękna !”.

Ah, więc musiała być to jedna z tych nisko budżetowych gier typu „nałóż na swoje zdjęcie jpgi. ubranek”. Oczywiście dalsze buszowanie w programie tylko to wszystko potwierdziło. Gdy na ekranie pojawiło się „menu” otrzymałem do wyboru dwie możliwości :

- „Wystrój się !”
- „Przeglądaj śliczne zdjęcia”

Chciałem zobaczyć jak wyglądała dziewczynka do której wcześniej należał laptop więc wybrałem drugą opcję. Nie mogła mieć więcej niż 5 lat, co więcej wyglądała bardzo uroczo. Po jej rysach twarzy oraz kolorze skóry wywnioskowałem, że pochodziła z rodziny meksykańskiej bądź hiszpańskiej. Ubrana była w lekko zniszczoną białą sukieneczkę, dookoła kołnierzyka i rękawów miała doszyte czerwone falbanki. Cała sukienka była pokryta malutkimi czerwonymi różyczkami. Uśmiechnąłem się sam do siebie, wyglądała jakby sprawiło jej dużo frajdy nałożenie wirtualnego diademu na jej małą słodką główkę. Przeglądając zdjęcia zauważyłem, że więcej niż połowa zdjęć przedstawiała pusty pokój – jedyną widoczną rzeczą było łóżko znajdujące się w rogu pokoju. Jak sądzę z jakiegoś powodu unikała aparatu jakby miał ją poparzyć, czy coś w tym rodzaju, sam już nie wiem... Po chwili stwierdziłem, że wystarczy już zabawy z tym programem (w końcu był on skierowany do małych dziewczynek a nie do dorosłego faceta!). Nadszedł czas na kolejne foldery. Postanowiłem, przy użyciu aplikacji cmd poszukać innych plików znajdujących się na dysku twardym.

Po uruchomieniu, moim oczom ukazało się „:\>_”. Ok, to było już dość dziwne – nie było tam żadnej litery oznaczającej dysk ! Wprowadziłem polecenie „start C:\” . Wcisnąłem klawisz „Enter”. DOS przekazał mi tylko tyle, że „start” nie jest rozpoznane jako polecenie zewnętrzne, wewnętrzne czy też jako plik wsadowy. Po kilku sekundach program zawiesił się, a ja znów powróciłem do pulpitu. Ostatnią rzeczą do zobaczenia były więc pliki video. Po dwukrotnym kliknięciu na folder...

...Ekran momentalnie stał się czarny. Pomyślałem, że pewnie się zawiesił. Jednak w tym momencie zauważyłem mały migający punkcik w lewym górnym rogu :

"_"

Po krótkiej chwili, na ekranie wyświetlił się komunikat : "start :\>videos\001.wmv". Pojawił się film, wyświetlony w trybie pełnoekranowym. Bohaterką filmu była ta sama mała dziewczynka której zdjęcia przeglądałem przed chwilą. Uśmiechała się i trzęsła z podniecenia. Jej szczęście sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Domyśliłem się, że musiała nagrywać film w czasie gdy grała w tą „ubierankę”. Na początku po prostu przesuwała paluszkami po padzie, chichocząc co chwilę. Musiała być to dla niej naprawdę dobra zabawa. Po jakiś dwóch minutach ekran znów stał się czarny na ułamek sekundy. Następnie wyświetlił się kolejny film... Tym razem dziewczynka miała na sobie różową koszulkę z odblaskowym napisem „Go Go Girl!”. Myślę, że program po prostu nagrywał ją za każdym razem, bez jej wiedzy. Poczułem się trochę nieswojo... Po co ktoś miałby właśnie tak zaprogramować zwykłą grę ? Zresztą nieważne, jeżeli folder z filmami nie zawierał niczego innego to równie dobrze mogłem wyłączyć komputer. Wcisnąłem więc przycisk zasilania...

...Laptop jednak nie zareagował w żaden sposób. Film nadal trwał, tym razem dziewczynka miała na sobie pomarańczowy topik. Uśmiechała się i chichotała jak zawsze, uznałem więc, że system sam się wyłączy po tym jak skończy wykonywać polecenie. Nie mógł przecież trwać długo. Odtwarzały się kolejne części filmu, a ja powoli zaczynałem przysypiać. Po kilkunastu cięciach jednak coś się zmieniło...

...Tym razem dziewczynka stała przed komputerem, bez żadnego wyrazu twarzy, zupełnie jakby nie odczuwała żadnych emocji... Zastanawiając się, co się tutaj do cholery dzieje, ponownie zainteresowałem się filmem. Tym razem nie wywołał on uśmiechu na mojej twarzy, mogę powiedzieć więcej – czułem się bardzo nieswojo widząc ją bez swojego zwykłego szerokiego uśmiechu... Pokój był bardzo ciemny, jedyne źródło światła to mała nocna lampka która stała na biurku. Tym razem ubrana była w białą piżamkę. Co ona ma zamiar zrobić – zastanawiałem się. Stała tam przez dobrą minutę, z tym przerażającym obojętnym wyrazem twarzy... Wpatrywałem się w nią w napięciu, jakby coś strasznego właśnie miało się wydarzyć...

W tym momencie pochyliła się i spod biurka podniosła piłkę do metalu. Trzymała ją przed sobą, jakby chciała mi ją pokazać... Następnie przyłożyła ją do swojego prawego policzka...

Na sam widok, skuliłem się w sobie...

Co tutaj się kurwa dzieje ?!

Dziewczynka powolutku zaczęła odcinać sobie część twarzy. Krew kapała jej na szyję... Powoli byłem w stanie zobaczyć jej ząbki... Po 10 sekundach było widać już wszystkie... Krew pokryła praktycznie całą jej prawą stronę ciała. W końcu dotarła do swojej dolnej szczęki... Jej policzek odpadł na ziemie z cichym łoskotem... Nadal patrzyła w kamerę bez żadnych emocji... Nie mogłem już tego wytrzymać. Wyrwałem baterię z laptopa ale film nadal trwał...

Kolejne cięcie...

Tym razem dziewczyna krzyczała z bólu... Prawie spadłem z krzesła – dźwięk był tak głośny... Krzyczała w agonii przez 10 sekund. Od strony drzwi było słuchać głośny stukot. Ktoś najprawdopodobniej chciał dostać się do środka. Była to kobieta, mówiła w języku, którego nie byłem w stanie zrozumieć. Waliła w drzwi z całych sił, jednak nie mogła ich otworzyć – dziewczynka musiała je w jakiś sposób zatrzasnąć. Miałem już tego dość, starałem się odłączyć monitor od zasilania jednak wyglądało jakby ktoś go zespawał go z portem. Krzyki i wrzaski trwały do następnego cięcia...

Znów, jej twarz nie zdradzała żadnych emocji... Kobieta nadal łomotała w drzwi, krzycząc i nawołując swoją córeczkę. Dziewczynka znów chwyciła piłkę i przystawiła ją do swojego prawego ramienia. Na ten widok zupełnie mnie zatkało... To było okropne, niewyobrażalnie okropne i obrzydliwe... Krew lała się strumieniami... Krzyki za drzwiami zamilkły – założę się, że kobieta pobiegła po pomoc. Kiedy piła dotarła do kości, usłyszałem okropny zgrzyt od którego zjeżyły mi się włosy na całym ciele... Miałem ochotę zwymiotować. Zauważyłem że kawałek jej mięśnia utkną pomiędzy ząbkami. Wtedy nastąpiło kolejne cięcie... Po nim kolejne... Jej ubranko było już całe czerwone od krwi...

Ponownie, patrzyła w monitor bez żadnych emocji...

Boże... co ona ma zamiar teraz zrobić...

Kobieta w tym czasie wróciła, byłem w stanie rozróżnić jeszcze dwa inne głosy, prawdopodobnie był to jej ojciec i brat. W tym momencie przyłożyła piłę do prawej części swojej główki... Słychać było głośne rytmiczne uderzenia w drzwi... Starali się je wyważyć... Dziewczynka powoli, tak jak poprzednio, przecinała swoją głowę na pół. Krew tryskała dosłownie w każdym kierunku... Jej prawe oko, wywróciło się i po chwili z oczodołu zaczęła wypływać krew... Dotarła do górnej szczęki i zaczęła torować sobie drogę przez kości i zęby... To był najgorszy dźwięk jaki kiedykolwiek w życiu usłyszałem... Wciąż czasami go słyszę, tak jak teraz... Rytmiczne uderzenia w drzwi nasilały się, jednak ja w duchu miałem nadzieję, że jednak im się nie uda – że nie będą musieli patrzeć na ten koszmarny widok...

Kolejne cięcie...

I kolejne...

Na następnym widać było jak połowa jej główki upada na biurko... Jej oczy wypadły z oczodołów pod wpływem uderzenia. Krew dosłownie wszystko zalała... Dopiero wtedy udało im się wyważyć drzwi. Wszyscy niemal stracili przytomność na tak makabryczny widok. Ich córeczka była w kawałkach. Matka zwymiotowała i wybiegła z pokoju. Ojciec wpadł do pokoju, „złożył” jej główkę, przytulił do siebie i zawył z rozpaczy. Drugi mężczyzna, prawdopodobnie jej starszy brat, po prostu patrzył przerażony, chyba nie bardzo wiedząc co ma zrobić.

Ten przerażający pokaz samookaleczenia skończył się z tym filmem i po następnym cięciu widać było tylko pusty pokój... Westchnąłem z ulgą, byłem cały spocony i ciężko dyszałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że było tak gorąco... Tyle pytań kłębiło mi się w głowie...

- Jak to w ogóle było możliwe !?

Byłem tak wystraszony, że spędziłem dobre 30 minut siedząc i wpatrując się w monitor – byłem dosłownie sparaliżowany. Wreszcie zebrałem się w sobie i wstałem... Popatrzyłem na laptop; miałem nadzieję, już po raz ostatni. Ciągle widać było pokój z łóżeczkiem...

Nagle...

Następne cięcie...

Na ekranie pojawiła się moja twarz...

Siedziałem w mojej piwnicy, używając laptopa...
  • 0

#49 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 24 grudzień 2010 - 12:04

Zapomniana farma


Gdzieś w środku Anglii znajduje się farma należąca do człowieka nazwiskiem John Glass. Jeśli będziesz miał dość szczęścia i ją odnajdziesz, John z radością zaprosi cię byś obejrzał jego zwierzęta i okaże wobec ciebie niespotykaną życzliwość. Zatrzyma cię aż do zmroku, będzie nalegał, byś u niego zanocował i odjechał dopiero rankiem. Nie chcąc obrazić staruszka, zgodzisz się i ułożysz do snu w przytulnym pokoju.

Rano obudzisz się w pozbawionym materaca łóżku. Pokój będzie brudny, cuchnący i stary. Podobnie jak reszta farmy, z kilkoma zwierzęcymi truchłami gnijącymi w obejściu. Jedynym dźwiękiem jaki usłyszysz będzie słabe skomlenie. Stwierdzisz, że dochodzi ono ze zniszczonej stodoły i jeśli odważysz się tam zajrzeć, zobaczysz siebie samego, związanego i zakneblowanego. Będziesz patrzył, jak John Glass torturuje cię na sposoby,
o jakich ci się nie śniło. Następnie obudzisz się we własnym łóżku, pozbawiony wszelkich wspomnień
o poprzednim dniu.

Będziesz poszukiwał zapomnianej farmy, a gdy tylko ją ujrzysz, postanowisz się wprowadzić i wyremontować ją. Zapomnisz o swoim dawnym życiu. Rok później niczego nie podejrzewający podróżnik zjawi się na twojej farmie. Z radością zaprosisz go by obejrzał twoje zwierzęta i okażesz wobec niego niespotykaną życzliwość.



Świadomy sen



Wreszcie tego dokonał. Wreszcie osiągnął świadomość we śnie.

Roześmiał się. Po tysiącach prób, pieniądzach zmarnowanych na pigułki i kadzidełka, po tak wielu dziennikach snów, wreszcie mu się udało.

Śnił, że siedzi w swoim łóżku. Duży, czarny stwór przysiadł w kącie — z niewielkimi, ostrymi pazurami i złowróżbnymi, paciorkowatymi oczami. Często miewał ten koszmar, ale nigdy nie był w stanie uświadomić sobie, że śni, zanim stwór go nie dopadł.

A zatem — jak kontrolować sen?

Skoncentrował się na czarnej masie, nakazując by znikła. Nie znikła. Wyobraził sobie, że zmienia się w smoka, którego mógłby dosiąść. Nie zmieniła się. Takiej ewentualności nie przewidywał; spodziewał się, że z łatwością będzie mógł zrobić co zechce, kiedy już wkroczy w świadomy sen.

Wobec tego po prostu wskazał na to palcem, mówiąc:
— Wynoś się.
— Nie życzę sobie, żebyś mówił mi, co mam robić — zasyczało. — Przychodzę tutaj co noc. Zwykle budziłeś się i widząc mnie, mdlałeś. Powiedz, dlaczego dzisiejszej nocy miałoby być inaczej?

Wówczas zemdlał.
  • 0

#50 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 14 styczeń 2011 - 10:24

Pacjent #0017983



WYSZUKAJ W DOKUMENTACH ARCHIWUM ZAKŁADU – SZUKANIE…
SZUKANIE…
SZUKANIE…
UKOŃCZONO – ZNALEZIONO 19 WYNIKÓW DLA WYSZUKIWANIA „Pacjent #0017983”
POZYCJE UŁOŻONE CHRONOLOGICZNIE:


1.) FORMULARZ PRZYJĘCIA, PACJENT #0017983 - 11/18/05 15:12
Przyjęcie przymusowe z prośby krewnych pacjenta, w odpowiedzi na jawny autodestrukcyjny cykl zachowań. Podczas obdukcji stwierdzono oczywiste samookaleczenia: ślady dawnych otarć na głowie i szyi, najwyraźniej z powodu samozadrapania; zarówno świeże jak i częściowo zagojone rany powierzchowne na rękach i nogach. Stwierdzono również objawy skrajnego wyczerpania - podczas badania pacjent przyznał się, że cierpi na bezsenność, cytując, "dłużej niż myślicie." Pacjent niezdolny do podania dokładnej daty rozpoczęcia insomnii, prawdopododnie z powodu odległego w czasie pojawienia się bezsenności. Stwierdzono łągodny stan splątania i delirium. WSTĘPNE LECZENIE: Triazolam 0.25mg na bezsenność, miejscowo Bacitracin na rany.

2.) WSTĘPNA OCENA, PACJENT #0017983 - 11/18/05 16:56
PRZEPROWADZONA PRZEZ: dr Emil Lafayette. Samookaleczenie potwierdzone. Pacjent usunął opatrunki z rąk podczas oczekiwania na lekarza prowadzącego, ponownie otwierając rany. Wyraźny dowód somnifobii usprawiedliwiającej okaleczenia; pacjent podchodzi do snu z lękiem, konsekwentnie działa przeciw sobie wywołując ból w odpowiedzi na przydługie okresy ciszy czy braku bodźców. Problem bezsenności wymaga natychmiastowego zainteresowania, z przyczyny niezwykle przedłużonego trwania. Ponadto możliwa agorafobia. Pacjent prosi o odizolowane łóżko, staje się zamknięty/zszokowany kiedy prośba jest odrzucana, odmawia dalszej współpracy przy przesłuchaniu. W uzasadnieniu przywołuje bliskie egzystowanie wrogo nastawionej "innej", ale nie rozwija tego, cytując, "ponieważ nie uwierzycie w jej istnienie do czasu aż skrzywdzi kogoś jeszcze." Potencjalny dowód schizofrenii paranoidalnej. Zaleca się dalsze rozmowy z pełną analizą psychiczną do postawienia dokładnej diagnozy. ZALECENIE OSTATECZNE: PRZYJĄĆ PACJENTA. WSTĘPNY PRZYDZIAŁ LEKARSTWA: Znieść Triazolam, zamiast tego 5mg Dizepamu dwa razy dziennie na bezsenność, niepokój i prawdopodobne zaburzenia snu.

3.) OSTATECZNY RAPORT PRZYJĘCIA, PACJENT #0017983 - 11/18/05 17:13
Pacjent dostał łóżko w pokoju 409. Aktualny pensjonariusz(e): Pacjent # 0017802, Pacjent # 0017983. Ubranie z dnia przyjęcia odesłano do rodziny pacjenta, wydano trzy komplety codziennej odzieży dla natychmiastowych potrzeb. Następna ocena psychologiczna wyznaczająca przyszłą długość pobytu zaplanowana na 10:00 11/19/05.

4.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/18/05 17:30
Podczas rutynowaj kontroli pokoju nowego pacjenta, Pacjent #0017802 prosi personel o przydział do, cytat, "jakiegoś innego pokoju." Wydaje się poruszony, twierdzi, że Pacjent #0017983 niepokoi go. Pacjent #0017983 również prosi o przenosiny do wyizolowanego łóżka. Obie prośby odrzucono. UWAGA PORZĄDKOWA: Kontrola pokoi sugeruje aby rozpocząć czynności zapobiegające potencjalnemu rozwojowi konfliktu pomiędzy pacjentami.

5.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/18/05 19:00
Dalsza kontrola pokoju. Pacjent #0017983 żąda by dr Lafayette nakazał przenieść go do izolatki. Pacjent #0017802 popiera to. Rozporządzenia administracji nie wydają takiego nakazu. Podczas informowania o tym mieszkańców pokoju, Pacjent #0017983 usiłuje pobić personel i Pacjenta #0017802, w niekontrolowany sposób staje się poruszony. Byli potrzebni dodatkowi pracownicy do powstrzymania incydentu. Skrępowano obydwóch pacjentów, podano środki uspokajające, zmuszono do wczesnego zgaszenia świateł. UWAGA PORZĄDKOWA: W przyszłości zaleca się szczególną ostrożność podczas kontroli pokoju 409.

6.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/18/05 23:57
Personel w sali 1, na 4 piętrze zgłasza hałas po zgaszeniu świateł dobiegający z pokoju 409, przeszkadzający innym pokojom i pacjentom. Pacjenta #0017983 zastano rozbudzonego, niezmiernie poruszonego i szamocącego się z więzami. Żądał ponownego zapalenia świateł, cytując, "zanim ona przyjdzie." Samookaleczenia powstałe na nadgarstach i kostkach w miejscach skrępowania. Pacjent usiłuje walczyć z personelem podczas próby zwiększenia ograniczenia; incydent wymagał dodatkowego personelu do opanowania. Pacjent #0017983 wymagał dodatkowych środków uspokajających. Pacjent #0017802 nie reagował podczas całego zdarzenia, prawdopododnie z powodu środków uspokajających podanych podczas wcześniejszego incydentu. UWAGA PORZĄDKOWA: Utrzymać więzy na Pacjencie #0017983 aż do następnego zawiadomienia. Podawać środki uspokajające przed odwiązywaniem. Zalecenia antypsychotyczne będą rozważane na przyszłej ocenie psychiki.

7.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/19/05 00:20
Personel w sali 1, na 4 piętrze ponownie zgłasza hałasy dobiegające z pokoju 409. Pacjent #0017983 znaleziony na podłodze w stanie katatonii, z poważnymi samookaleczeniami na głowie i szyi. Więzy zerwane, z poszarpanymi brzegami pozwalającymi przypuszczać o istnieniu poważnych ran w miejscach unieruchomienia pacjenta. Pacjent #0017802 znaleziony martwy. Liczne rany zniekształcające twarz, całkowicie zniszczone (UWAGA PORZĄDKOWA: Skonsumowane?) oczy pacjenta. Przeniesiony do sali 101, półka 2, w oczekiwaniu na sekcję zwłok. Pacjent #0017983 przeniesiony do izolatki, sala 626, z zalecenia lekarza wstrzyknięto dawkę 100mg Zuclopenthixolu aby zwalczyć silna psychozę. UWAGA PORZĄDKOWA: Zaleca się obserwację wideo umożliwiającą sprawniejszą kontrolę kolejnych wybuchów. Stać w dalszej odległości od górnych kończyn pacjenta, skrępowanych cały czas. Na wszelki wypadek.

8.) RAPORT AUTOPSJI, PACJENT #0017802 - 11/19/05 09:44
PRZEPROWADZONA PRZEZ: dr Julius Tweed. Nierówne rany widoczne wokół głowy i szyi denata, znacznie poważniejsze i głębsze w rejonie twarzy - w niektórych miejscach ciało jest jest rozcięte do kości. Bardziej niepokojące, że oczy podmiotu wydają się brutalnie usunięte z oczodołów i pozostają zaginione. PRZYCZYNA ŚMIERCI: wykrwawienie z powodu licznych ran. OSTATECZNE ROZPOZNANIE: morderstwo. UWAGA KORONERA: Zaleca się rozważenie usunięcia Pacjenta #0017983 jako niebezpiecznego dla personelu i pensjonariuszy zakładu. Zachęca się kontynuowanie ograniczeń swobody fizycznej i izolowanie od kontaktów z innymi pacjentami. Również rekomendowana endoskopia przewodu pokarmowego, by określić los zagubionych tkanek dla uspokojenia personelu - sanitariusze z poziomu 4 podejrzewają kanibalizm, odmawiają przetransportowania pacjenta do izolatki dopóki to przekonanie nie zostanie obalone.

9.) SPRAWOZDANIE MEDYCZNE, PACJENT #0017983 - 11/19/05 10:07
PRZEPROWADZONE PRZEZ: dr Antoinus Cayle. Pacjent jest chętny do współracy podczas badania. Żadnych wybuchów czy pogróżek. Bieżący reżim lekarstw wydaje się skuteczny. Żadnych niepożądanych tkanek czy innych obiektów nie odnaleziono podczas endoskopii przewodu trawiennego. Testy radiologiczne wykazały pęknięcie w piszczelu kości strzałkowej prawej nogi. Poważne otarcia na skórze w miejscach unieruchomienia pasami, a także na głowie i szyi, wymagają miejscowego leczenia. Niepokojąca niestabilność - ciśnienie mocno podniesione, puls szybki i osłabiony. Powiększony stres spowodowany lękiem, wzburzoną atmosferą i bezsennością. UWAGA LEKARSKA: Pacjent musi spać aby rozpocząć proces zdrowienia. Zaleca się zwiększyć dawki Diazepamu by osiągnąć ten skutek. Mocne unieruchomienie pasami nie jest zalecany dla tego pacjenta ze względu na ryzyko dalszych zranień. Jako alternatywa musi zostać rozważone ograniczenie całego ciała.

10.) OCENA PSYCHIATRYCZNA, PACJENT #0017983 - 11/19/05 10:39
PRZEPROWADZONA PRZEZ: dr George Tulling. Definitywny dowód na oddzielenie jaźni od działań. Pacjent wyraża żal za śmierć Pacjenta #0017802, pomimo to nie czuje się odpowiedzialny za czyny w rzeczonym wydarzeniu. Zamiast tego winę zrzuca na wrogo nastawioną postać żeńską - "inną". Ta sama postać, która figuruje w aktach pacjenta, zdaje się być głównym aktorem w psychozie paranoidalnej pacjenta. Zachowanie i działanie „innej” uzasadnia jej nadnaturalnymi zdolnościami, mimo to nie potrafi zdefiniować dokładnie tej niedorzeczności. Cytując, "Ja nie wiem, wy nie wiecie, a jej to nie obchodzi." Pacjent żąda zaniechania monitoringu pokoju, wpada w gniew gdy prośba jest odrzucana, grozi odmową kontynuowania wywiadu. DIAGNOZA: paranoidalna schizofrenia wykazująca somnifobię, silne psychozy, i momenty zamroczenia. PRZEPISANE LEKI: zwiększyć dawki Diazepamu do 10mg dwa razy dziennie, od dnia 11/24/05 zacząć podawać dawki 2,5g Haloperidolu dwa razy dziennie na psychozę. UWAGA LEKARZA PROWADZĄCEGO: Wykorzystać nagrania obserwacyjne pacjenta i obchody lekarskie aby ustalić możliwy wpływ współdziałania leków.

11.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/19/05 14:32
Podczas standardowego obchodu Pacjent #0017983 żąda przerwania monitoringu pokoju. Ostrzega personel przed niebezpieczeństwem związanym z obserwacją. Kiedy prośbę odrzucono, zaczyna szarpać się z pasami wykrzykując ostrzeżenia w stronę personelu, szczególnie przestrzegając operatora kamery monitorującej przed złowrogą „inną”. UWAGA LEKARZA DYŻURNEGO: Odrzuca się zalecenia sanitariuszy do podania środków uspokajającyh Pacjentowi #0017983 chyba że z medycznych albo proceduralnych zaleceń. Środki uspokajające nie są gwarancją bezpieczestwa. NOTA PORZĄDKOWA: Mówią, że ten facet jest na końcówce środków uspokajających i prawie wyrwał zasuwy ze swojego łóżka. O ile to możliwe używać podwójnego personelu do zajmowania się nim. Cokolwiek jest w jego głowie... Jest silne.

12.) POWIADOMIENIA PERSONELU - 11/19/05 16:53
OD: Charles McKinney – Dyrektor Oddziału Opieki Pacjenta
DO: Personel Opieki Pacjenta
TEMAT: RE:FWD: Pacjent #0017983
To zaszło za daleko. Nie interweniowałem w tej sprawie wcześniej, ponieważ miałem wrażenie, że mężczyźni i kobiety pod moim nadzorem znajdowali się poza takimi sprawami jak ta lecz okoliczności udowodniły, że byłem w błędzie. Nie mogę pozwolić by podobne plotki nadal się rozprzestrzeniały. Jedyną "niewłaściwą" rzeczą z Pacjentem #0017983 jest to, że jest on poważnie chory, a do naszych obowiązków należy troska i pomoc w jego wyzdrowieniu. To nie jest pierwszy pacjent z agresywnymi epizodami, którego leczyliśmy, nie jest jedynym aktualnie przebywającym w naszym zakładzie i zapewne nie jest ostatnim. Zabolało mnie odkrycie, że jedno osobliwe naruszenie bezpieczeństwa, które ZOSTAŁO należycie zaprotokołowane przez zakład, zmusiło mój personel do plotkowania i szeptania o zabobonach oraz doprowadziło do uwierzenia w urojenia naszych pacjentów. Jesteśmy ponad to. Rzeczywiście z naszą profesją wiążą się pewne zagrożenia, zagrożenia z których zdawaliśmy sobie sprawę podejmując się tego, lecz to jest brzemię, które dźwigamy by pomóc tym, którzy kładą się do naszych łóżek.

Z tych względów nie zatwierdzę żadnej zmiany w harmonogramie dyżuru przy izolatce. Nasz sztab doradczy jest ciągle dostępny w czasie standardowych godzin dla tych, którzy potrzebują zasięgnąć rady na temat ostatniego wydarzenia i związanym z nim lękiem przed miejscem pracy. To dodatkowe wyróżnienie zajmować się zdrowiem psychicznym i sugeruję by ktokolwiek kto ma w tym temacie trudności zrobił coś z nimi. Ta sprawa jest zamknięta i nie chcę więcej o niej słyszeć. Jak już wcześniej wspomniałem, więcej się po was wszystkich spodziewałem.
- Charles

13.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/19/05 20:44
Podczas standardowego obchodu Pacjent #0017983 prosi o pozostawienie włączonych świateł po planowanej godzinie rozpoczęcia ciszy nocnej. Po konsultacji z biorącymi udział w obchodzie lekarzem i terapeutą, prośbę przyjęto. Kontrola pokoju przebiega spokojnie do momentu wyjścia personelu, w którym pada prośba o zaprzestanie monitoringu. Po odmowie żądania, pacjent zamiast tego prosi o wygaszenie świateł jak zazwyczaj. Prośbę przyjęto. Skierowano kolejną prośbę, teraz by nocne światło czerwonej żarówki wygaszono podczas harmonogramowej ciszy nocnej. Pacjent zdaje sobie sprawę, że niskopoziomowe światło jest niezbędne do monitorowania pokoju – cytując, „to dlatego chcę by je wyłączono.” Ostrzega operatora kamery monitorującej przed Nią. Uczestniczący terapeuta prośbę odrzuca. Wybacz Jacob…

14.) POWIADOMIENIA PERSONELU - 11/19/05 21:12
OD: dr. Emil Lafayette
DO: Personel Opieki Pacjenta
TEMAT: Światła w 626
Przypadkowo zauważyłem dziś wieczorem podczas końcowej kontroli, że niskopoziomowe światła w izolatce 626 zostały wyłączone po standardowym obchodzie – bez mojej wiedzy i pozwolenia. Tak jak ja, pewnie i wy wszyscy zdajecie sobie sprawę, że jest to POWAŻNE naruszenie regulaminu zakładu. Jeżeli obserwacja video pacjenta została zalecona i zatwierdzona, widocznie istnieje powód do podjęcia takiej decyzji. Pacjent #0017983 miał agresywne epizody i MUSI być monitorowany by zminimalizować ryzyko pogorszenia poprzez samookaleczenia jego już i tak niepewnego stanu fizycznego. Nie macie ABSOLUTNIE ŻADNEJ władzy przyzwalającej na lekceważenie decyzji personelu medycznego tego, bądź jakiegokolwiek innego, zakładu. ŻADNEJ.

Słyszałem pogłoskę krążącą po szpitalu, że kilkoro z was BOI SIĘ tego faceta. On jest przywiązany do łóżka i jest poważnie przemęczony zarówno fizycznie jak i umysłowo. Czy wy boicie się też ciemności? Bez względu na powód, NIE pozwolę niewykształconym sanitariuszom przeszkadzać w zapewnianiu opieki naszym pacjentom. Jeżeli taka sytuacja się powtórzy, zawiadomię pana McKinney’a i cała nocna ekipa sanitariuszy straci pracę. Czy wyraziłem się jasno?
- Dr. Emil Lafayette MD, FACEP (Fellow of American College of Emergency Physicians), MHSC

15.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/19/05 23:27
[PACJENT #0017983, IMIĘ ZREDAGOWANO] nie chce przestać krzyczeć. Po prostu nie przestaje. Od godzin. Rozbrzmiewa w mych uszach, w mojej czaszce. Gdy tylko staje się zrozumiały błaga nas byśmy wyłączyli kamerę, albo światła, albo sprawili żeby wszystko się skończyło. Skłaniam się do tego, jestem już porządnie [SKRYPT CENZURUJĄCY], ale dr Lafayette wykurzył Jacoba z obserwacji i ogląda wszystko z pomieszczenia monitorującego. Ta nagła zmiana zaszła z powodu Michael’a i jego wyskoku z pogaszeniem świateł. Ostatni raz widziałem go gdy zmierzał z kurtką do windy, mówiąc „nie mogę zrobić tego swoim dzieciom”. Nie wiem dlaczego wciąż tu jestem. Nie przestaję gapić się w kamery. Czy ten [SKRYPT CENZURUJĄCY] jest zajęty oglądaniem swojego pacjenta czy nas?

Potrzebowałbym tylko jednej igły by przerwać krzyk…

16.) RAPORT ODDZIAŁU PORZĄDKOWEGO - 11/20/05 00:01
Przestało. Po prostu… skończyło się. Nikt nie jest chętny sprawdzić dlaczego. Myślę, że [PACJENT #0017983, IMIĘ ZREDAGOWANO] odszedł. Mam nadzieję, że Ona odeszła.

17.) POWIADOMIENIA PERSONELU - 11/20/05 00:04
OD: dr. Emil Lafayette
DO: Wszyscy
TEMAT: Pacjent #0017983 ZNÓW

POWIEDZIAŁEM ŻE NIKT NIE MA PRAWA WCHODZIĆ DO IZOLATKI 626 BEZ MOJEJ WYRAŹNEJ ZGODY, WY [SKRYPT CENZURUJĄCY] ! WSZYSTKICH WAS STĄD WYPoboże
poMOŻmipOMOzmiPOMozmIPOmozMIPomozMIpoMOZmipomOZMipoMOZmiPOmozmipoMOzMipomoZMIpoMOZmiPoMOZmiPOMOZmiPOmozmi
OCALMNIEpomoZMIpoMOZmipoMOZmipoMOŻmipOMOzmiPOMozmIPOmozMIPomozMIpoMOZmipomOZMipoMOZmiPOmozmipoMOzMipomoZMI
poMOZmiPoMOZmiPOMOZmipoMOŻmipOMOzmiPOMozmIPOmozMIPomozMIpoMOZmipomOZMipoMOZmiPOmozmipoMOzMipomoZMIpoMOZmiPoMOZmi

oN jEsT maRTWy Ja jESTem maRTWy OnA jEst maRTWa
mY jeSTEsMY maRTWi A
my. wszyscy. upadac. otchlan.

18.) WSTĘPNA OCENA, PACJENT #0017986 - 11/20/05 9:25
PRZEPROWADZONA PRZEZ: dr. George Tulling. Były pracownik. Pacjent odnaleziony w zamkniętym pomieszczeniu monitorującym w czasie gdy podkładał ogień pod aparaturę i nagrania. Próba samobójstwa w płomieniach przed ocaleniem przez personel. Twierdzi, że został nawiedzony przez tę samą żeńską „postać” co były pacjent #0017983. Prawdopodobnie zamieszany w śmierć wymienionego pacjenta. Jeżeli się to potwierdzi, oczywisty dowód na oddzielenie jaźni od działań. Przypuszcza się schizofrenię paranoidalną. Pacjent nie odpowie na dalsze pytania – cytując, „Nie szukajcie jej. Ona i tak was znajdzie.” ZALECENIE OSTATECZNE: PRZYJĄĆ PACJENTA. WSTĘPNY PRZYDZIAŁ LEKARSTWA: 2,5mg dawki Haloperidolu dwa razy dziennie na psychozę schizofreniczną.

19.) POWIADOMIENIA PERSONELU - 11/20/05 9:36
OD: dr. George Tulling
DO: Charles McKinney - Dyrektor Oddziału Opieki Pacjenta
TEMAT: po prostu usłyszałem.

Zamknij go w izolatce, poczekaj aż Ona wyjdzie, spal oba ciała. Jeśli krewni się zainteresują, Pacjent #0017983 zmarł w ogniu podłożonym przez Lafayette w próbie samobójczej. To tyle co powinno się wiedzieć.

Miejmy nadzieję, że reszta z nas nie skończy także w tych łóżkach.
  • 0

#51 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 31 marzec 2011 - 10:08

"Pamiętnik"


Tekst poniższy jest kopią zaledwie kilku stron częściowo spalonego, prywatnego pamiętnika, który został odnaleziony przy szczątkach niejakiej Angeli S. Yorke. Policjanci wkroczyli do jej mieszkania znajdującego się na 113 Cherry Lane 28 lipca zeszłego roku, po tym jak zauważono, że zaginęła. Wnętrze mieszkania doszczętnie spłonęło, choć żaden z sąsiadów nie dostrzegł płomieni. W kącie sypialni odkryto sporą kupkę popiołu, którą poddając specjalistycznym badaniom zidentyfikowano ją jako ciało Angeli S. Yorke. Przy stosie popiołu znaleziono mocno podniszczony, wspomniany pamiętnik, który był prowadzony w czasie zaginięcia denatki. Eksperci nie byli w stanie wyjaśnić przyczyny pożaru, a także w jaki sposób ogień strawił jedynie wnętrze mieszkania, oszczędzając klatkę schodową i sąsiednie mieszkania. Próbując rozwiązać zagadkę, pamiętnik poddano gruntownej reprodukcji i analizie. Oto co znaleziono…


Na środku pierwszej strony
[Angela zapisała to jako notatkę do zapamiętania]
Hura! Nareszcie wprowadziłam się do nowego mieszkania! Jestem taka podekscytowana, a to jeszcze nic, bo zaczynam nową pracę od poniedziałku! Kupiłam w związku z tym pamiętnik, by udowodnić samej sobie, kiedy już będę stara, że rzeczywiście takie szczęście miało miejsce w moim życiu! Naprawdę sądzę, że mogę sobie poradzić w tym świecie- z takimi perspektywami. A więc- gratulację dziecino! Udało Ci się!
Szczerze oddana sobie
Angela S.


30 czerwca
[Każdy wstęp poczynając od tej daty jest bezpowrotnie zniszczony. Kilka zdań, które można odczytać dotyczyły jej uczuć i nowych kontaktów towarzyskich]
…powiedziała, że powinniśmy zaplanować coś specjalnego na ten weekend.

1 lipca
[Większość strony była zniszczona]
…Cóż za doskonały pomysł! Powiedziałam jej, że obdzwonię Susan i Andre i popytam, czy są w stanie wpaść. Nie mogę w to uwierzyć, że mimo mojego długiego pobytu tutaj, nie pomyślałam nawet o zwiedzeni u parku narodowego, który znajduje się dosłownie koło mnie! Przypuszczam, że to przez pracę, która absorbuję całą moją uwagę i to do tego stopnia, że nie miałam czasu na relaks z moimi przyjaciółmi. Cóż, od jutra wszystko się zmieni! To taki malutki przypominacz, by kupić sobie buty i nie mieć wymówki, żeby siedzieć w do…

2 lipca
Zbyt męczące jest dla mnie pisać dalej. Susan, Hillary i Andre spędzili cały dzień w lesie. W pewnym momencie zabłądziliśmy, stąd ta późna godzina powrotu. Jednak mimo wszystko uważam, że był to udany dzień; biegliśmy wzdłuż odnogi rzeki, kiedy dostrzegliśmy naprawdę starą, chwiejącą się chałupę, która leżała po drugiej stronie. Sam jej wygląd przerażał nas jak cholera, ale Susan powiedziała, że nie widziała innej chałupy w promieniu wielu kilometrów, więc to musi być „legendarna” drewniana chatka myśliwych- tzw. leśniczówka. Zaplanowaliśmy na jutro dokładniejsze oględziny. Może jeśli uda nam się zebrać więcej informacji, to pociągniemy też za język miejscowych, którzy mogliby nam coś o niej więcej powiedzieć. Jak na razie muszę wyleczyć pęcherze na nogach… Cholera, przydałyby się nowe buty.

3 lipca
Cóż za dziwny dzień! Zajęło nam nieskończoność znaleźć wczorajszą ścieżkę. Kiedy już wreszcie udało nam się dotrzeć do chatki, okazało się, że… zniknęła! Na jej miejscu leżał spory pagórek popiołu rozproszony po trawie. Rozdzieliliśmy się, żeby znaleźć jakieś wskazówki, które wyjaśniałyby co się wydarzyło, jednak jedyne co udało nam się znaleźć to zwęglone drewno i rozpuszczone gwoździe. Susan znalazła starą, nadpaloną lalkę, której jedynie zielone, szkliste oczy zostały nietknięte. Powiem szczerze-przeraziło nas to. Potem Andre kopnął grudkę węgla drzewnego, znajdując jakiś ząb. Dość szybko powróciliśmy na główną drogę, a ciemność panoszącą się pomiędzy drzewami skłaniała mnie do refleksji. Doszłam do wniosku, że nasza wyobraźnia trochę się zagalopowała. Może poprzednim razem biegliśmy po prostu inną ścieżką, a spalona chatka nie była tą samą którą widzieliśmy. Może była spalona już dawno temu? Bądź co bądź leżąc wieczorem w łóżku i rozmyślając na temat ścieżki prowadzącej do zgliszczy nadal mam dreszcze.

4 lipca
Co za gówniany dzień! Praca była jak wrzód na tyłku. Powróciłam do domu wściekła na szefa, mając ochotę walnąć się na kanapie i oglądać wszystkie te zatruwające mózg programy w TV. Zanim zdążyłam wykonać to zadanie, zauważyłam czarne ślady stóp na dywanie. Przestraszyłam się, ale szybko wrócił mi zdrowy rozsądek, kiedy uświadomiłam sobie, że to moje własne odciski butów. W ogóle jednak ich wczoraj nie zauważyłam. Doszło również do mnie, że nie uda mi się raczej sprać tego cholernego popiołu. Cholera, cholera, cholera! Poza tym, biorąc relaksującą kąpiel w wannie, odkryłam czarne plamy pomiędzy palcami stóp. Mimo starannego szorowania, nie udało mi się zmyć tych plam, choć nie przejmowałabym się tym tak bardzo jak moim biednym dywanem. Wlałam do zlewu wszystkie rodzaje odplamiaczy jednak żaden nie dał rady tego gówna sprać! Muszę rano zamówić czyściciela dywanów i sprać to jak najszybciej zanim przeklęta właścicielka kamienicy to dostrzeże. Bądź przeklęty, biały dywanie!


5 lipca
Co za przepieprzony dzień! Podwiozłam czyściciela do mojego domu, a sama postanowiłam wziąć srogi odwet na uporczywych plamach na podłodze. Mimo, że starałam się na wszelkie możliwe sposoby nadal mam wielkiego, czarnego kleksa w pokoju. Pieprzone detergenty! Może zadzwonie jutro do Susan albo Hillary czy mają ten sam problem. Nie mam już cierpliwości, żeby cokolwiek dzisiaj napisać.

6 lipca
Coś dziwnego dzieje się z tymi plamami. Nie wiem, czy to już moja wyobraźnia, ale ta plama wyraźnie się poszerza. Zauważyłam niewielkie guzki w jej środku, wypełnione czarną substancją. Kiedy dotknęła guzka, ten rozpadł się pod ciężarem mojego dotyku. Wydaje mi się, że popiół w pewien niezrozumiały dla mnie sposób rozpuszcza zarówno dywan jak i podłogę. Spędziłam niemal cały wieczór na szukaniu w Internecie haseł takich jak: ”kwasy w proszku” lub „spalone, zwęglone osady reakcji wodorotlenkowych”. Uhhh. Na dodatek, Atilla- mój szef, chce żebym skończyła dla niego jakiś mega wielki projekt na piątek, więc nie mam w ogóle czasu na posprzątanie domu aż do kolejnego weekendu. Co gorsza, plama na moim palcu zdaje się również poszerzać, a moich kumpel jak na złość nie ma w domu i nie mam z nimi kontaktu.
Dopisek: Właśnie dostrzegłam małe, czarne plamki na wnętrzu dłoni i przez to mam ściany całe umazane w osmolonych odciskach. Niech by to szlag!

7 lipca
[prawie cała strona zniszczona]
……….. ama robi się coraz większa, ale…….. dlatego mój szef oczekuje, że zrobię to do…………… jakby mi zależało, ale to nie czyni mojej pracy łatwiejszą , szczególnie rozpracowując wszystkie raporty, które muszę skończyć w tym samym czasie. Nieobecność Susan wcale mi w tym nie pomaga; mogłabym chociaż do mnie oddzwonić po tym jak puściłam jej głuchacza. Pod koniec tego poje***nego tygodnia co……… z kablem. Podłączyłam go do kontaktu i nagle zrobiło się spięcie, a ja dostrzegłam jedynie iskierki dookoła kontaktu. Dzwoniłam do właś…….. dywan pach………. W końcu, cokolwiek by nie było w tym dziwacznym popiele, zaczęło zżerać mi stopy, skóra w tym miejscu jest biała i zaczyna się łuszczyć, ponadto zaczęły mocno swędzieć, ale nie stać mnie na taką stratę czasu by pójść do le……………. Zero czasu na pi……….

8 lipca
[na środku strony jest wielka, wypalona dziura]
O Boże, otworzyłam swoje drzwi frontowe i krzyknęłam przeraźliwie. Cokolwiek było w tym gównianym popiele, zaczęło zżerać mi ściany i podłogę. Przez podłogę ciągnęły się wielkie dziury. Wszędzie panoszył się zwęglony osad. Całe mieszkanie śmierdziało jak po pożarze, więc czym prędzej otworzyłam okno. Resztki spalonego projektu latały niczym listki po pokoju, tworząc malutki obłok popiołu pokrywający cały dom, łącznie ze mną. Zamknęłam się w sypialni i wyciągnęłam książkę telefoniczną. Próbowałam się dodzwonić do Susan, ale jedyne, co słyszałam w słuchawce to dziwne trzaski. Następnie po……………. chciała……….. korki są przepalo…………. ość tego całego szajsu, jutro nie idę do pracy i jadę na najbliższą komendę policji, zaraz po tym jak załatwię kogoś do oczyszczenia mojego domu z chemicznego skażenia jakim wyraźnie jest dotknięte mieszkanie. No i wreszcie pójdę do lekarza, która obejrzy moje nogi; bardzo mnie boli, a białe ślady zaczęły zamieniać się w czarne w okolicy palców u stóp. Bardzo się boję.
Dopisek: Nie mogę spać, mogę przysiąc, że słyszę trzaski i pukanie dochodzące z dużego pokoju.

9 lipca
Jestem taka ku**a przerażona! Nie mam pojęcia co się dookoła dzieje. Obudziłam się dzisiaj w kompletnych ciemnościach. Na początku myślałam, ze ból nóg obudził mnie w środku nocy, ale zerknęłam na budzik i była 21! Jak do cholery mogłam przespać cały dzień? Zdecydowałam, że mimo to dziś pójdę na policję. Jak tylko dotarłam do dużego pokoju, zemdlałam- cały pokój był czarno-biały od popiołu i zwęglonych mebli. Wielkie kupy zwęglonego osadu leżało na podłodze i odpadał ze ścian. Kiedy ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych, popiół spadł na mnie z sufitu. Ohydny zapach spalonego mięsa i włosów zdominował wszelkie inne zapachy w tym pokoju. Wsiadłam do auta i pognałam na komisariat, ale po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że zabłądziłam. To była moja okolica. Jak do cholery mogłam zabłądzić w terenie, który bardzo dobrze znam? Jechałam i jechałam w ciemnościach próbując znaleźć jakiś znajomy punkt zaczepienia. Zaczęłam powoli tracić zmysły i płakać rozpaczliwie, gdy doszło do mnie, że jestem spowrotem przed mieszkaniem. Zaczęłam zjeżdżać w stronę głównej drogi, naciskając do oporu gaz, jednak nieważne jak szybko jechałam, jak długo kluczyłam i tak zawsze wracałam przed moje mieszkanie. Jeździłam tak kilka godzin, aż skończyła mi się benzyna i samochód stanął. Nawet się nie zdziwiłam, kiedy okazało się, że stanął akurat prosto przed moim mieszkaniem. Nie pamiętam nawet, żebym stawała na miejscu parkingowym. Kiedy weszłam do środka sprawdziłam godzinę. Była 22. Co do cholery się ze mną dzieje?! Ręce mnie swędzą, paznokcie wyglądają jak spalone. Nie mogłam nawet zadzwonić po pomoc, bo przepaliło mi korki. Próbowałam zasnąć, ale na nic się to zdało, bo słyszałam ciągle te trzaski. Jakby się paliło.


10 lipca
[notatka jest nie do odczytania]

11 lipca
[róg strony jest przypalony]
…………………..ostatnie dwa dni , siedzę tylko w sypialni i gapię się w drzwi, za nimi ………..odgłos pożaru, ale gdy tylko wyjrzę do pokoju widać tylko popiół kręcący się w powietrzu. Wszystko spłonęło; kanapa jest jedną, wielką kupą popiołu, a TV zaczyna się rozpuszczać i tworzyć kałużę z plastiku. Muszę jakoś przedostać się do lodówki, żeby uratować resztki jedzenia. Pobiegłam przez duży pokój rozsuwając kupki popiołu po drodze. O Boże, przysięgam, że widziałam szarą rękę, próbującą mnie chwycić za kostkę, ale prawie od razu zwiał ją przeciąg. Przepalone dziury kierują się wprost do mojej sypialni, drzwi zaczęły już nosić znamiona spalenizny, ale nie było żadnego ognia, żadnego gorąca. Prawie straciłam czucie w nogach, a kiedy je dotykam całe płaty suchej, białej skóry odpadają. Ręce tak bolą; mocno się marszczą kiedy nimi poruszam. Pęknięcie w ścianie się powiększa i przysięgłabym, że słyszę jak ktoś wrzeszczy.

12 lipca
[notatka spalona]

13 lipca
[na stronie jest wypalone kilka dziur]
Nigdy stąd nie ucieknę. Sypialnia jest w równie złym stanie co reszta mieszkania. Obudziłam się dziś, a stos popiołu………… nogi mojego łóżka. Jak tylko na to spojrzałam, stos zaczął się formować w twarz. Wyszczerzył się do mnie i ………………. głam do dużego pokoju i skuliłam się w kącie. Usiadłam zgarbiona i nawet nie poczułam jak zasnęłam. Kiedy się obudziłam, szara ręka leżała mi na ramieniu. Kątem oka spostrzegłam, że coś gapi się na mnie. Krzyknęłam i wtedy to coś zamieniło się w obłok dymu, ale kształt dłoni wypalił………….. oim ramieniu. Wybiegłam z mieszkania wprost w objęcia nocy, nie zważając na to, jak to się skończy………….. iedy upadłam…….. zmęczenie. Zdałam sobie sprawę, że jestem spowrotem w lesie. Chatka………… Pomarańczowe światło sączyło się przez ponure okna, a dym ulatywał leniwie z komina. Podczołgałam się w jej kierunku, i znów słyszałam ten okropny odgłos trzaskania. A……………….oś krzyczał. Nagle stałam w progu chatki. Kiedy drzwi się otworzyły, nagły podmuch wiatru popc…………….ętrza. Drzwi zatrzasnęły się za mną. Wnętrze chatki sta…………. gniu. Stałam w środku drewnianej chatki, a ogień rozrastał się na wszystko, co w niej się znajdowało. Coś chwyci……….. mnie od tyłu. Odwróciwszy się, zobaczyłam chło……… ……..łgającego się w moją stronę. Skóra tego czegoś była spalona do samego węgla, czerwony płyn sączył się wzdłuż linii, która……………. rsiowej i ramion. Spojrzał na mnie i wrzasnął, kiedy płomienie tańczyły wokół jego głowy, oczy wypłynęły, język płonął…………. kikut. Kopnęłam go, a on potoczył się po podłodze i zmienił się w tlące kawałeczki. Wszystko rozpadało się wokół mnie, pale z sufitu spadały na podłogę. Cały budynek zawal……… Wróciłam nagle do mojego mieszkania. Stosik popiołu ukształtował……… ciało leżało u moich stóp. Zabarykadowałam się w sypialni, ale popiół skradał się coraz bliżej po………………

14 lipca
Słyszę jak coś przekrada się przez duży pokój.

15 lipca
[notatka spalona]

16 lipca
[notatka spalona]

17 lipca
[notatka spalona]
18 lipca
[notatka zniszczona-zrekonstruowana]
Próbowałam znów uciec. Jak tylko opuściłam dom, widziałam, że przez duży pokój to szare coś pełza w kierunku wyjścia. Uciekłam……………….noc. Znów ta chatka. Nie chciałam wchodzić do środka, ale co……………….z lasu na wprost mnie. Chata była cała w płomieniach i to wrzeszczące coś zaatakowało mnie. Zamknęłam oczy zanim budynek się zawalił. Spalenizna na mym cie………….. rozprzestrzenił się wszędzie oprócz twarzy. Bolało tak moc…………. al……………….. stą………….. łowa.

20 lipca
[bardzo mocno podniszczona]
Czem…………… ja Boż…………….. co?.....................CZEMU………….T……………..WŁAŚ…………?.............międz....

21 lipca
[wpis składał się w całości z rysunku ukazującego tył domu Angeli S. Yorke. Kilka szlaków posiadało ślady jakby ktoś nimi uczęszczał i czerwony krąg z wpisanym „CHATA”. Mimo intensywnego przeszukania całego parku, nie odnaleziono ani chaty ani obszaru, w którym mogłoby dojść do pożaru. ]

22 lipca
Mogę jedynie leżeć na stosie zgliszczy. Czasem widzę szarą formę podkradającą się do mnie, ale nie mogę nic z tym zrobić. Moje nogi odpadają. Chcę umrzeć.

23 lipca
[żadnego wpisu]

24 lipca
[żadnego wpisu, jedynie niedokładny szkic szczerzącej się twarzy wykonany na rogu strony. Powyżej umieszczono podpis „to jest w popiołach”]

25 lipca
[wpis był nieczytelny, prawie nie do odczytania. Eksperci twierdzą, że ofiara pisała trzymając długopis w ustach]
Jedno z moich ramion rozkruszyło się tak jak grudka węgla. Rozpadam się. Mój umysł jest przyćmiony. Przynajmniej ból powoli wygasa. Widzę coś szarego patrzącego na mnie z kąta pokoju. Na początku myślałam, że to się uśmiecha, ale potem dostrzegłam, że to coś usta ma spalone. Nie mogę się ruszyć.

26 lipca
[ten wpis również jest nieczytelny]
Ja, Angela S. Yorke, składam swoją ostatnią wolę i testament jak następuje:
Całe moje oszc………….. posia………………[Niestety lwia część strony miała dziurę wypaloną w kształcie ludzkiej dłoni, która zniszczyła to, co było ostatnią wolą pani Angeli. Co ciekawe, rozmiar odcisku jest o wiele większy od normalnej, kobiecej dłoni. Oczywiście, z powodu bardzo złego stanu zwłok, potwierdzenie tej teorii jest niemożliwe.]
[pozostałe strony są puste, wypełnione nielogicznymi zdaniami lub po prostu spalone]


Dwa dni po ostatnim wpisie, policjanci znaleźli zwłoki Angeli S. Yorke. Na prośbę właścicielki, zespół sprzątający został wysłany w celu naprawienia zniszczeń, po tym jak śledztwo zostało zamknięte z powodu braku dowodów. Dużo czasu i wysiłku zajęło szukanie osoby znanej przez Angelę S. Yorke jako „Susan” i innych jej przyjaciół, jednak nie przyniosło ono żadnych rezultatów. Nie odnaleziono również przyczyny pożaru.


DOPISEK: Pamiętnik został złożony w schowku dowodowym, pozostawiając małą osmoloną plamę na półce. Zespół sanitarny utrzymuje, że nie byli w stanie pozbyć się zanieczyszczenia.




Czerwone kulki




Nie za bardzo wiem od czego zacząć, choć specjalnie przeczytałem kilkadziesiąt takich historii. Z tego co się zorientowałem w temacie, w mojej sytuacji, nawet najbujniejsze, wygładzone kłamstwo nie zapewni mi tego, co sama szorstka prawda.
Daruje sobie wmawianie w was, że to wszystko prawda, daruje sobie też wszystkie ozdobniki jakie mogłyby zasugerować wam, że kłamię. To co przeczytacie jest zapisem moich własnych słów, nagranych specjalnie po to, by je spisać. Starałem się ująć to wszystko tak, byście czytając dotrwali do końca tego tekstu. Zależy mi na tym.

Czemu? Bo gdy skończycie czytać, staniemy się sobie bliżsi niż jacykolwiek inni ludzie na świecie.

Mam czterdzieści pięć lat, ale geneza tego wszystkiego ukrywa się w czeluściach przeszłości. W roku 1973, gdy miałem siedem wiosen. PRL trzymał się jeszcze całkiem nieźle, ludzie dopiero dojrzewali do buntu przeciwko władzy… Ale nas to nie obchodziło.
Ja i moi koledzy z podwórka byliśmy zgraną paczką. Trzy piaskownice, metalowa huśtawka, wyasfaltowany placyk służący nam za boisko (to nawet zabawne, graliśmy akurat tam, gdzie było najbardziej nierówno i najłatwiej było sobie zedrzeć kolana, ale jaką mieliśmy z tego uciechę!) i obowiązkowy trzepak – to wszystko wystarczyło nam w zupełności. To było nasze królestwo w którym byliśmy rycerzami, miasto którego broniliśmy jako milicjanci i preria, po której galopowaliśmy jak postaci z bonanzy .
Ta jak dziś, tak i wtedy co jakiś czas panowały „bziki” na różnego rodzaju zabawki i gadżety, wtedy jeszcze często „importowane” przez krewnych z NRD lub po prostu z Pewexu. Raz były to klocki, innym razem resoraki (w sklepach nazywano je Matchbox, ale myśmy wiedzieli swoje). Jeszcze niedawno dzieci podobnie wariowały na punkcie „kapsli” z chipsów, pistoletów na plastikowe kulki czy naklejek z piłkarzami.
Owego pamiętnego lata 1973 ojciec Marka Kowalesiuka przywiózł „z kontraktu” duży worek szklanych kulek. Marek nauczył się od niego gry „w kulki” i tak przygotowany wyszedł do nas na podwórko.
Wymienił lwią część swojego prezentu za resoraki, naklejki, finkę i dwie puszki po perfumach i tylko ja zastałem bez kulek. Wtedy, w naszym domu, był trudny okres – mój wujek brał udział w protestach Grudnia 70’, przez co ojciec i matka systematycznie pozbawiani byli premii. Dopiero wychodziliśmy na prostą przez co nie miałem wielu rzeczy na wymianę. Tak naprawdę, jak teraz o tym myślę, nie miałem niczego co mogłoby wtedy zainteresować moich kolegów.
Pamiętam z jaką wściekłością przyjąłem ich odmowę podzielenia się ze mną kulkami. Krzyczałem na nich, wypominałem te wszystkie razy, gdy ja się z nimi dzieliłem, odwoływałem się do ich lojalności i współczucia. Nic nie pomagało i niepyszny wróciłem do domu parę minut po wyjściu młodego Kowalesiuka.

Wiecie? Wtedy byłem pewien, że gdybym miał kulkę „na rozdanie” i „zbijacza” , ograłbym ich wszystkich. Po prostu wiedziałem, że mając dwie szklane kulki w ciągu jednego dnia zdobędę je wszystkie. Niemal słyszałem ich prośby o podzielenie się skarbem, którego do niedawna sami mi bronili…
To było to samo uczucie, które pojawia się zawsze gdy człowiek ma świadomość, że wielka okazja przechodzi mu koło nosa. Parszywa sprawa, wiecie o tym, prawda? Każdy choć raz w życiu odczuł coś takiego.

Tamtego dnia, teraz pamiętam, że to było 17 czerwca, przez dwie godziny siedziałem obrażony na cały świat w wspólnym pokoju, moim i mojej pięcioletniej wtedy siostry Marty. Mruczałem tylko pod nosem, że „jeszcze mnie popamiętają” i co jakiś czas rzucałem nienawistne spojrzenia na okno wychodzące na podwórko.
Mogłem sobie na to pozwolić, bo rodzice wyszli z Martą do parku na spacer. Miesiąc wcześniej, z wielkimi oporami, dali mi moje pierwsze w życiu, własne klucze i mogłem wracać do domu kiedy tylko chciałem.
Gdy tak zło życzyłem i wyzłośliwiałem się w pustym mieszkaniu, w oko wpadła mi lalka siostry, Dorotka. Ta sama którą dostała od naszego dziadka dwa lata wcześniej. Pamiętam, że mówił wtedy, że kupił ją od „chyba ostatniego” cygańskiego taboru. PRL odebrał im prawo do tułaczki i zmusił do wegetacji w najgorszych poniemieckich ruderach („ach ta cudna akcja produktywizacyjna!” – zachwycał się swego czasu kolega mojego taty, zapatrzony w system komunistyczny i historię jego „sukcesów”). Ci Cyganie u których dziadek robił zakupy mieli być ostatnimi wolnymi Wtedy, gdy dawał jej lalkę, widziałem go po raz ostatni, dziś wiem, że umarł na zawał tydzień później.
Lalka była szmaciana, ubrana w sukienkę z zasłony, ale głowę miała porcelanową, z osadzonymi w jakiś dziwny sposób oczami, będącymi wyraźnie osobną całością. Z jednego oka zaczynała złuszczać się farba, to właśnie ten drobiazg zwrócił wtedy moją uwagę.
Przysięgam, że do dziś dnia nie wiem jak to było zrobione, że dwie szklane kulki, pomalowane tylko na biało, z dorysowaną tęczówką i źrenicą trzymały się w środku porcelanowego, zbyt luźnego oczodołu. Po prostu tam były.
Sam nie wiem, z bezrozumnej chęci wyładowania się, czy z dziecięcej ciekawości, podważyłem jej oczy nożem do masła z kuchni, wiecie, takim tępym nożykiem, który zawsze leży w zasięgu rak dziecka, bo przecież nie da się nim zrobić sobie żadnej krzywdy. Operacja przebiegła czysto i szybko, a złuszczająca się jeszcze bardziej, zapewne pod wpływem moich operacji z nożem, farba odsłoniła dla mnie cudowną prawdę. Oto oboje oczu Dorotki okazały się szklanymi, czerwonymi kulkami!
Możecie sobie wyobrazić szczęście siedmioletniego podlotka, gdy trafiła mu się taka gratka? Resztę dnia spędziłem na dworze ogrywając z kulek moich, wtedy już byłych jak się okazało, kolegów. Ani przez myśl mi nie przeszło, że mogłem zrobić coś złego.
Dopiero w domu, gdy usłyszałem płacz siostry, zrozumiałem, że popsułem jej ukochaną zabawkę. Małą nie potrafiła się pogodzić z faktem, że „ktoś zrobił bubu lali!” i darła się wniebogłosy. Rzecz jasna nie przyznałem się do zniszczenia zabawki, nie chciałem oberwać ojcowskim pasem.
Rodzice założyli, że lalka spadła z łóżka i to wstrząs odebrał jej oczy, a ślepy los pchnął je w pod jakiś mebel. Mi się upiekło, a Marta przestała płakać dopiero po 22:00. Tej samej nocy umarła.
To ja rano znalazłem jej ciało rozciągnięte wzdłuż progu naszego pokoju.
Wiecie, że dzieci mogą umrzeć, prawda?
Niemowlaki potrafią zadławić się własnym językiem, trochę starsze dzieci umierają czasem od zbyt gwałtownego rośnięcia zębów, a moja siostra umarła od uderzenia w głowę. Tak powiedział lekarz który rano pojawił się w naszym domu. Pamiętam, że dziwił się jeszcze, bo urazy jakich doznała Marta, wskazywały na to, że upadła głową w dół, jakby ktoś podniósł ją za nóżkę i po prostu upuścił. No ale wiadomo, z dziećmi nigdy nic nie wiadomo.
Mała chciała zapewne sięgnąć po coś, stanęła na krawędzi łóżka i upadła skręcając sobie kark. Wszystko musiało odbyć się w ciszy, bo ani ja, ani rodzice się nie obudziliśmy, chociaż głos płaczącego dziecka w blokach niesie się czasami przez dwie- trzy klatki i po kilka pięter.
Jeszcze tego samego dnia, gdy już zabrali jej ciało, mój ojciec wyniósł na śmietnik wszystkie jej rzeczy i zabawki, nie wyłączając łóżka z którego upadek ją zabił. Tata był prostym robotnikiem, tak radził sobie ze stratą – udawał, ze ten kogo stracił nigdy nie istniał, a mama się na to godziła.
Ten los nie ominął i bezokiej Dorotki. Została spakowana w karton z ubraniami i kilkoma innymi szmaciankami i przygotowana do wyniesienia, gdy nikt nie patrzył, do tego samego kartonu wrzuciłem kulki które wyrwałem z jej oczodołów. Nie wiem czemu to zrobiłem, być może to był mój sposób na pożegnanie? A może chciałem tym gestem przeprosić Małą? Naprawdę, dziś nie umiem powiedzieć o co mi wtedy chodziło.
Tego samego dnia patrzyłem jak śmieciarka wywiozła wszystkie pamiątki po Martusi.

Dorotka wróciła rok później.
Gdy wracałem do domu ze szkoły, leżała pod drzwiami naszej klatki schodowej. Tak po prostu leżała sobie twarzą w dół. Bałem się jej, była niemym wspomnieniem śmierci mojej siostry, ale jakoś się przemogłem i podniosłem ją.
Oboje oczu, choć już niepomalowanych żadną farbą, miała na swoich miejscach. Tak jak poprzednio, między oczodołami a szkłem je tworzącym była spora szpara i nie mam bladego pojęcia jak one trzymały się w środku. Pamiętam, że chciałem ich dotknąć, sprawdzić, czy poczuję pod palcami zimne szkło, czy może raczej ciepło żywej istoty…
Zaszokowany własnymi myślami upuściłem ją. Zastanawiałem się wtedy, czy takie pomysły, że lalka może żyć, były efektem ciągłych kłótni rodziców i tego, że mama płakała nocami. Byłem jednak za młody by roztrząsać takie sprawy, kopnąłem Dorotkę jak najdalej od drzwi i wbiegłem do domu marząc o tym, by o niej zapomnieć.
Nad ranem znalazłem mamę.
Nadal mieszkałem w pokoju który wcześniej zajmowaliśmy z siostrą, choć rodzice przenieśli się do tego, bliżej drzwi wejściowych i mojego łóżka, chyba chcieli mieć mnie „na oku”. Tak jak za jej życia, co wieczór, drzwi, na klamkę, zamykał ojciec osobiście. Tak jak kiedyś, co rano sam otwierałem sobie drzwi, żeby biec obudzić rodziców. Wtedy, tamtego dnia, nie pobiegłem.
Drogę do pokoju rodziców, do którego mogłem dostać się tylko idąc przedpokojem w stronę drzwi wejściowych, zajmowały białe jak śnieg zwłoki kobiety która osiem lat wcześniej mnie urodziła. Jej zwłoki i olbrzymia, to pamiętam aż za dobrze, kałuża krwi w kształcie nerki.
Nie umiem dziś powiedzieć czy to ten widok odebrał mi zdolność ruchu, czy raczej była to para szklanych, czerwonych kulek patrzących na mnie z porcelanowej twarzy lalki, opartej o ścianę przy drzwiach do pokoju rodziców w taki sposób, że wyglądała jakby siedziała.
Stałem tam i gapiłem się w te cholerne kulki (znam lepsze słowo na ich określenie, ale nie chcę, by moja historia zniknęła z sieci) i myślałem tylko o jednym, żeby ojciec nie obudził się tego dnia sam. Nie chciałem by zobaczył Dorotkę.
W końcu przełamałem blokadę która odcięła mój umysł od ciała. Przeskoczyłem w węższym miejscu nad kałużą krwi (nie wyobrażacie sobie nawet jak pachnie taka ilość posoki naraz, źle zrobiłem, że w czasie skoku nabrałem nosem powietrza do płuc, do dziś czuję, jakbym miał je całe pokryte rdzą gdy o tym myślę), chwyciłem lalkę za blond włosy i niewiele myśląc wparowałem do kuchni. Było lato, okno było otwarte, a tuż za nim było wejście do wsypu na śmieci, którym wynoszono pełne kubły. Wiecznie był tam bajzel i nikt nie zdziwiłby się, gdyby pojawiło się tam jeszcze więcej klamotów (dla niektórych wynoszenie śmieci AŻ do klapy zsypu, będącego AŻ na klatce schodowej było zbyt trudne i skracali sobie ten nieprzyjemny obowiązek wrzucając pełne worki z okien), dlatego nie namyślałem się wiele.
Cisnąłem upiorną, ale zaskakująco czystą jak na rok „nieobecności w domu” szmaciankę i słuchałem, jak gruchnęła na kartony trzy piętra niżej.
Dopiero potem pobiegłem obudzić ojca.
Milicja i pogotowie stwierdzili jednogłośnie – samobójstwo z powodu utraty córki. Wbrew temu co się teraz mówi, w PRL też żyli ludzie. W ciągu jednego dnia ojciec dostał pozwolenie na przeprowadzkę i transport na drugi koniec kraju, do swojego brata, a mojego wujka. Wyprowadziliśmy się z czterema walizkami ubrań i ledwo Nigdy nie wróciliśmy po nasze meble czy resztę rzeczy, ojciec wolał udawać, że tamtego życia nigdy nie było.
Ja miałem tylko nadzieję, że Dorotka została w tamtym mieszkaniu.

Płonne były te moje nadzieje. W 1984, wracając ze szkoły z Anią, znów ją zobaczyłem. Leżała na ulicy, obok kartonowych pudeł udających na tamtej ulicy kosze na śmieci, tuż obok jej gałgankowej nóżki leżał gołąb z odgryzioną głową.
Dziś myślę, że krew tego ptaka nie chciała jej dotknąć. Zupełnie jakby wszystko co związane z życiem odrzucało samą możliwość kontaktu z tym cholerstwem. Podobnie reagują ludzie widząc kaleki z widocznymi ułomnościami, ze świecą w ręku szukać kogoś kto ośmieli się dotknąć kikuta, nawet przez ubranie. „To takie nienaturalne” – pomyśli każdy kto znajdzie się w tak paskudnej sytuacji, prawda?
Z resztą, nie ważne, to nie zmienia prostego faktu, ze ona tam leżała. Leżała na cholernym chodniku, na drugim końcu kraju, gdzie nie miała prawa być, bo przecież została w mieście, w którym pochowaliśmy mamę i Martę. Jak więc było to możliwe? To nie było możliwe, ale działo się na moich oczach.
Ania, wtedy moja sympatia, pierwsza i zapewne ostatnia, nie mogła nie zauważyć, że zmartwiałem na środku chodnika. Z tego co mi potem mówiła, bo mój mózg zignorował najwyraźniej jej słowa, zażartowała wtedy, czy aby nie wdepnąłem w psią kupę. Dobry boże, jak ja chciałbym, żeby tak właśnie było, żeby te cholerne czerwone kulki nie patrzyły na mnie i żeby to wszystko było tylko moim chorym wymysłem! Niestety, było inaczej.
Potem, w jej domu, wyjaśniłem jej wszystko. Opowiedziałem o tym jak umarła moja matka i siostra, przyznałem się też, jej pierwszej, że to ja zepsułem Dorotkę. Nie powiedziałem jej tylko jednego, że naprawdę wierze, że ta lalka mnie prześladuje. Nie powiedziałem jej tego, ale i tak się domyśliła.
Dała mi wtedy całusa, takiego słodkiego, koleżeńskiego całusa w policzek, jaki dziewczyny w podstawówkach dają kujonom którzy wyznają im cichcem miłość. Widywałem takie sceny, bo mieszkaliśmy wtedy bardzo blisko podstawówki imienia Janka Krasickiego.
Powiedziała, że to we mnie właśnie kocha, to, ze zawsze będę dzieckiem. To był pierwszy i jedyny raz gdy wyznała mi miłość. Zrobiła to, jak mi się wydaje, żeby podnieść mnie na duchu, żebym nie czuł się tak parszywie. Tak o tym myślałem gdy wychodziłem z jej bramy i szedłem w stronę swojego bloku, mieszkałem niecałe trzydzieści metrów dalej, w innym wielkopłytowcu.
Następnego dnia Dorotka leżała pod schodami prowadzącymi do klatki w której mieszkała Ania. Widziałem ją, słońce odbijało się od szkła zastępującego jej oczy. Widziałem ją, ale nic nie zrobiłem, nie chciałem nic robić. Zbyt paraliżował mnie strach i wstyd, bo tylko to trwało we mnie, gdy patrzyłem na tą przeklętą porcelanową głowę z blond kłakami.
Następnego dnia Ania już nie żyła. Samobójstwo, skok z okna. Tak po prostu, jakby to była codzienność. Milicja rzecz jasna mnie przesłuchała, ale chyba nie wpadli na to by powiązać trzy tajemnicze zgony z moją osobą, zwłaszcza, że w normalnych okolicznościach nic by ich nie łączyło.
Wiecie, widziałem jej ciało. Widziałem je, bo je znalazłem – znów. Wstałem wcześniej, tuż przed świtem, bo chciałem sprawdzić co u Ani, upewnić się, że moje tchórzostwo niczego nie spieprzyło.
Leżała tuż pod swoim własnym oknem, choć dzieliło ją od niego dziewięć pięter.
W koło głowy miała aureolę z krwi i czegoś szarego, co z trudem zidentyfikowałem jako mózg – musiały wypłynąć przez uszy i nos, bo nadal widać było zasychające strużki. Wszystkie szwy jej luźniej, różowej piżamy pękły, a dookoła jej sylwetki powstał odrys z wyciekłej jakąś tajemniczą drogą krwi.
Potem, gdy ją zabierali, słyszałem komentarz jednego z sanitariuszy, brzmiał obrzydliwie, ale i w jakiś sposób perwersyjnie zabawnie. Powiedział coś w stylu „Trochę jak żelka, nic twardego w środku chyba nie zostało”. Nieomal zaśmiałem się wtedy.
Gdy następnego dnia lalka pojawiła się pod moją bramą, spanikowałem.
Spakowałem wszystkie swoje oszczędności i trochę ubrań i jeszcze tego samego dnia wsiadłem w pociąg nie wiedząc nawet gdzie jedzie. Chciałem po prostu uciec, jak najdalej od tego koszmaru o czerwonych oczach.
Ojciec nie szukał mnie. Chyba zastosował „swoją” metodę radzenia sobie z żalem po stracie, zaczął udawać, że nie istniałem. Trzy lata temu słyszałem, że zmarł.
Wybaczcie, że odpuszczę sobie opisywanie wszystkich moich przeżyć na przestrzeni lat. Jest tego za wiele, a ja nie mam już za dużo czasu – ledwo do zmroku. Skrócę więc najbardziej jak potrafię, tak, by nie pozbawić tej historii sensu.
Przez kolejne lata przeprowadziłem szereg… można powiedzieć eksperymentów, o tym jednak potem. Moja, jak nazywają to ludzie mnie znający, obsesja na punkcie zabawek pozwoliła mi zgromadzić całkiem pokaźną wiedzę na ich temat. Dzięki temu dostałem moją pierwszą pracę, przy linii produkcyjnej klocków drewnianych, a potem było coraz lepiej. Stałem się „specem od pomysłów” na kolejne modele i formy zabawek dla „małych ludzi” jak mawiał nasz dyrektor w już „wolnej” Polsce. Moja renoma pozwalała mi na wiele, przede wszystkim na ukrycie faktu, że nie mam żadnego konkretnego wykształcenia. Pozwala mi to też na przebieranie w ofertach pracy i kolejne przeprowadzki.
Udało mi się ustalić, że o ile nie jest tuż obok mnie, o ile nie widzę jej pod moim domem, Dorotka przemieszcza się średnio trzydzieści metrów na dzień. Tyle przynajmniej wynika z moich wyliczeń, ale ja nigdy nie byłem dobry z rachunków (między moim „starym” i „nowym” domem było w zaokrągleniu 109 km i 590 m, przebycie tej odległości zajęło jej 10 lat). Wiem też, że zabija tylko w nocy, pierwszą osobę jaką znajdzie w mieszkaniu w którym akurat mieszkam. Ten fakt jest niezaprzeczalny, sprawdziłem to na dziesięciu z górką bezdomnych, których śmierć kupowała mi dzień potrzebny na spakowanie najważniejszych rzeczy i przeprowadzkę.
Wiecie, przez te wszystkie lata stałem się tyloma osobami… Poważanym specjalistą od projektowania zabawek, zaszczutym uciekinierem, zaprawionym „sprzątaczem” ciał… I wszystko to przez jeden błąd, jedną lalkę. Zabawne? Tak, mnie też to nie bawi.
Wracając jednak do sprawy Dorotki – nie ograniczyłem się tylko do sprawdzania prędkości jej przemieszczania się i sposobu jej działania. To było by głupstwo z mojej strony, troche tak, jakbym badał temperaturę pożaru szalejącego dookoła mnie i nie myślał nawet nad szukaniem drogi ucieczki.
Przede wszystkim starałem się dotrzeć do informacji o tym kto to draństwo stworzył i po co. Jedyne co osiągnąłem, to wiadomość, że tego typu porcelanowe głowy były produkowane w Austro-Węgrach, w ostatnich latach istnienia tego państwa. Były częściami zabawek produkowanych ręcznie dla bogaczy i szlachty. Zapewne przodkowie Cyganów u których Dorotkę kupił mój dziadek, wygrzebali głowę lalki w jakimś śmietniku, bowiem cała reszta alki była produkcji „czysto ludowej”, jak to określił mój znajomy z Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach. W praktyce znaczyło to tyle, że ktoś do gotowej głowy dorobił ciało z gałganów i ubrał w sukienkę, także swojej produkcji. Co ważne dla mnie, oczy też musiały być produkcji chałupniczej, bo w oryginalnej głowie osadzane były nie szklane, a drewniane, wykonywane na wymiar i malowane gałki.
Drugą rzeczą jakiej dowiedziałem się o moim przekleństwie był fakt, że ścigał i zabijał każdego komu o nim powiedziałem. Działa przy tym identycznie jak w moim przypadku, najpierw „idzie” do tego kogoś z określoną prędkością, pojawia się pewnego dnia pod drzwiami bramy w której ten ktoś mieszka, a w nocy zabija pierwszą osobę jaką znajdzie w tym mieszkaniu. Jeśli nie trafi za pierwszym razem, będzie zabijać do chwili, aż znajdzie tego po kogo przyszła i ruszy znów po mnie, lub kolejną ofiarę znającą prawdę. W każdym razie, na tego, kto będzie bliżej niej w chwili śmierci kolejnej ofiary.
Zabija różnie. Czasem jest to wypadek, czasem wygląda na samobójstwo, dwa razy policja znalazła ślady walki i uznała, że ma do czynienia z morderstwem.
Nie pozwala też wyjechać z kraju. Próbowałem wielokrotnie, samochody psują się i są kradzione, w samolotach do których usiłuje wsiąść ogłaszane są alarmy bombowe, mój paszport jest cofany lub uznawany za fałszywkę… Nie próbowałem jeszcze tylko podróży statkiem, ale to bardziej z powodu, podświadomej raczej, pewności, że i to zawiedzie.
I teraz dowiecie się najważniejszego –tego co chcę wam powiedzieć od początku tego wywodu, od wczoraj wiem, że zabija również tych, którzy dowiedzą się o niej przez Internet. Jednak tu nie działa, sam nie wiem czemu, „prawo wyboru kolejnej ofiary” – jak nazwałem fakt, że rusza na każdą kolejną ofiarę z chwilą zabicia poprzedniej. Gdy dowiadujesz się o niej z sieci, tak jak teraz, w jakiś niewytłumaczalny sposób idzie wprost na Ciebie, Ciebie i każdego innego kto wie o niej z sieci na raz.

Tak, owszem. Zrobiłem Ci to. Zrobiłem to wam wszystkim, którzy dobrnęliście do tego zdania.

Dziś jest na końcu ulicy Bocznej we Wrocławiu (
http://mapy.google.pl/]Mapy Google
sprawdźcie sami gdzie to jest, dla ułatwienia, pod wiadomością macie wycinek mapy), pamiętajcie, że porusza się zawsze w linii prostej i ze stałą prędkością!

Widzicie? Mówiłem, teraz jesteśmy sobie bliżsi niż jacykolwiek inni ludzie na świecie, poluje na nas. Niedługo się ściemni, a to mój ostatni dzień w tym mieszkaniu. Dziś widziałem ją pod drzwiami klatki schodowej, a nie udało mi się znaleźć żadnego bezdomnego, chętnego na nocleg przy moich drzwiach.

Powodzenia i życzcie mi tego samego, teraz jedziemy na tym samym wózku. Cieszę się, że jesteście ze mną, miło mieć towarzystwo.
  • 0

#52 Zboj

Zboj

    Leśne bydle

  • VIP
  • PipPipPip
  • 1602 postów
Reputacja: 1716
Świetna

Napisano 31 marzec 2011 - 10:54

Kto jest autorem drugiej opowieści? Trzeba coś napisać człowiekowi, który skazuje cię na śmierć;)
  • 0

#53 Cris000

Cris000

    Precylowy Weteran

  • Emeryt
  • PipPipPip
  • 344 postów
Reputacja: 381
Bardzo dobra

Napisano 20 kwiecień 2011 - 06:13

Ta, nie chciało mi się, ale przeczytałem oba opowiadania, z tego co pierwsze mnie zatysfakcjonowało, to drugie sprawiło że chciałbym pogadać z tym gościem, jeżeli macie z nim kontakt do podaj w tym temacie, zapewne większość ludzi chciała by pogadać z kimś kto "skazuje nas na śmierć" Trzymajcie sie :)

Zboj, jak tam Twoja pierwsza noc?
  • 0

#54 Zboj

Zboj

    Leśne bydle

  • VIP
  • PipPipPip
  • 1602 postów
Reputacja: 1716
Świetna

Napisano 20 kwiecień 2011 - 11:22

Zboj, jak tam Twoja pierwsza noc?


Jeszcze żyję. Wiesz, ja zapomniałem o śmierci, śmierć zapomniała o mnie ;)
  • 0

#55 SaintsMafiozo

SaintsMafiozo

    Użytkownik

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 18 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 30 maj 2011 - 10:00

Śmierć nie zapomniała. Po prostu jeździ PKP.
  • 0

#56 DadajlamaxD

DadajlamaxD

    Użytkownik

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 27 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 28 lipiec 2011 - 11:37

fajne opowieści zwłaszcza obserwator]:-)
  • 0

#57 hajo1

hajo1

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 1 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 16 sierpień 2011 - 10:14

spoko obrazki działają ale nie zdążyły się załadować a zamknołem stronę pozdro :)
  • 0

#58 ZuZa123a

ZuZa123a

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 2 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 25 sierpień 2011 - 06:40

swietne opowiesci i z checia poczytalabym jeszcze wiecej :)
  • 0

#59 ZuZa123a

ZuZa123a

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 2 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 26 sierpień 2011 - 11:06

mam cos dla was to moja historia
PRZEKLETA
Kilka lat temu poznalam fajnego chlopaka.Byl wspanialy i przystojny.
Gdy szlam do niego poznym wieczorem spotkalam staruszke. Blagala mnie o kilka drobnych. Odrzeklam ze nic nie mam i ruszylam dalej.
Staruszka zaczela krzyczec. Po chwili jej krzyk byl nie do zniesienia. mialam wrazenie ze bebenki w uszach mi popekaja. Zemdlalam.
Gdy sie obudzilam wciaz bylam na ulicy. Otworzylam oczy a po chwili znow zamknelam by przypomniec sobie co sie stalo. Pamiec wrocila. otworzylam oczy i wstalam.odwrocilam sie i az krzyknelam ze strachu.
Staruszka zaczela cos bredzic w nie znanym mi jezyku.
na koniec rzekla:,,Kazdy kogo pokochasz zginie"wystraszona pobieglam do chlopaka. Poczulam ulge slyszac muzyke. Weszlam do pomieszczenia.
Jego cialo kolysalo sie w rytmie muzyki.Postawilam kilka krokow do tylu.Dopiero wtedy poczulam zapach krwi.
Odwrocilam sie. Na scianie widnial napis ,,ZABIJE NAWET TEGO KTORY CI SIE SPODOBA"
Wybieglam z mieszkania. Na dworze zadzwonilam po pogotowie i policje.Nie znalezli zadnych sladow.
Klatwa sprawdzala sie i nadal dziala kazdy kogo pokochalam umieral.
Czujesz moj oddech na karku?
tak bardzo mi sie podobasz....
  • 0

#60 yuik

yuik

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 1 postów
Reputacja: 10
Neutralna

Napisano 12 wrzesień 2011 - 09:55

właśnie obejrzałam smile.jpg i smile.dog,faktycznie poczułam się dziwnie , a najzabawniejsze jest to że to nie jest pies... to dziewczynka z znekrztałconą psią twarzą wyraźnie widać drobne ramiona i włoski ,które przypominają uszy ale na sto procent są to kucyki ^^"góra twarzy" prawdopodobnie należy do malamuta a dół jest prawdopowodnie przerobiony Corelem, albo innym programem graficznym ;)" a ta ręka... to nie ręka niewiem co to jest ale pod względem anatomicznym nie pasuje mi to na ręke ... może jakiś pluszak czy coś...A uczucie nepokoju i lęku budują kolory po plastyku wiem jak je zestawić by uzyskać identyczny efekt u widza^^. ale legenda jako legenda bardzo mi się podoba ^^]:-)
  • 0