Skocz do zawartości




Zdjęcie
- - - - -

Straszne historie, Legendy miejskie, Niewyjaśnione opowiadania (Creepypasty)

creepypasty historie legendy miejskie niewyjaśnione opowiadania straszne

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
68 odpowiedzi w tym temacie

#21 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 08 lipiec 2010 - 11:01

The OPPRESSOR: (dręczyciel)


Często przeglądam 4chan, ale przyznam, że czasem zdarzają się wyjątkowo dziwni ludzie. W zwykły, szary dzień wszedłem tam, w dział random. Jedna osoba napisała tam temat o treści podobnej do "szybko, zaraz to usuną!". Zdjęcie natomiast dołączone do obrazka było jak by zrobione z komórki, lecz po obejrzeniu filmu (bardzo długiego zresztą) szybko zrozumiałem, dlaczego.

Zastanawiało mnie, dlaczego niby usuną? No, nieważne, już teraz wiem, ale powiem o tym później. Wszedłem w link. Była tam strona, która otworzyła filmik we flashu. Film już na początku wywołał u mnie niezwykle odrażającą reakcję...

Zaczęło się, gdzie jakaś 'osoba' szła spacerując i nagrywając wszystko, co widzi przed sobą jakąś kamerą, czy komórką (?). Słychać było, jak chrupie śnieg tupając. Szła w kierunku lasu. W międzyczasie widać było, jak była ubrana. Nosiła na sobie czarny, gruby i podarty płaszcz.

Ta osoba rzadko, ale czasami pokazywała swoje ręce, które to wystawały spod płaszcza podczas maszerowania. Gdy pierwszy raz je zobaczyłem, nieźle się przeraziłem. Ręce były granatowobrązowe i zupełnie jak by skóra na kości... Cóż, myślałem, że to fotomontaż, czy coś, ale później przekonałem się, że nie.

Osoba ta szła przez las, aż dotarła do jakiegoś baraku, czy fortu, nie wiem. Wtedy kamera się zatrzymała i była tak zwana kasza. Najprawdopodobniej osoba ta nie chciała, żeby ktoś znalazł dokładną drogę, gdzie mieszka, lub przebywa, więc wyciął ten fragment... Gdy kasza minęła, słychać było spore echo tupania. Niestety, nic nie było widać. Przez minutę tak szedł... Albo wlókł się, tak to nazwę lepiej. Szedł jak by miał niesprawną jedną nogę. Minęła minuta i odskoczyłem na pół metra od monitora uderzając się półką o głowę. Istota ta pokazała swój paluch, który naciska przycisk włączający światło. Widziałem w detalach jego siną łapę. Powiem szczerze, że jemu niewiele brakowało do porównania dłoni z dłonią szkieletu. Dodatkowo coś mu zwisało... To był bandaż.

Zastopowałem, by ochłonąć, po minucie oglądałem dalej. Wlókł się przez korytarz macając po drodze rury, które spowijały cały kompleks. W dali było widać kilka drzwi.

Po chwili oglądania postać otworzyła jedne drzwi, a w środku leżały zwłoki, lub człowiek, który spał, nie wiem. Nie ruszał się, a naokoło była krew. Obracając kamerę zauważyłem drzwi, które w tej samej chwili to coś otworzyło. Tam był człowiek. Nagi. Błagał o litość po angielsku. To coś go zabrało do pokoju obok. Tutaj znowu kasza. Kasza trwała trzy sekundy, czyli znów wycięta treść, a później obraz powrócił. Kamera była położona na jakimś stołku. W rogu było widać, jak COŚ piłuje nogę unieruchomionego człowieka, później następną i ręce. Człowiek nie krwawił. Wyglądało na to, że COŚ zna się dobrze na anatomii i zacisnęło ręce i nogi, by się nie wykrwawił człowiek.

Nie byłem w stanie tego oglądać, ONO się nad nim znęcało... Przewinąłem dalej, nie wiem, co się stało z człowiekiem, ale po przewinięciu przewinąłem jeszcze dalej, gdyż to coś weszło do innego pomieszczenia, w którym była dziewczynka i zaczął się z nią zabawiać. Myślę, że właśnie ze względu na te treści pedofilskie ten film został usunięty.

Przewinąłem dalej. Postać idzie przed siebie, cała we krwi. Weszła do pokoju, coś w rodzaju łazienki. Położyła kamerę, a następnie umyła ręce. Tutaj pierwszy raz zobaczyłem twarz... Ta osoba wydawała się gnić. Była cała koloru rąk, czyli siwobrązowa. Wtedy zdęła płaszcz. Następnie zaczęła zdejmować bandaże. Zauważyłem, że pod nimi ma gnijące mięso. Po chwili podeszła do lustra. Znów potwornie się przestraszyłem, bo zobaczyłem twarz tego czegoś na wprost, patrzącego się w centrum kamery - czyli jakby mi w oczy. Skóra wydawała się gnić, to coś dyszało, nie miało nosa, tylko dwie dziurki. Pewnie nos odpadł... Zrozumiałem, że tej osobie niewiele zostało życia, nie myliłem się. Po chwili on upadł i leżał. Minęło pół godziny filmu - cały czas leżał nieruchomo. Pod koniec filmu słychać było pisk jakby pustej baterii. Po chwili film się skończył.

Ręce mi się trzęsły po obejrzeniu tego filmu, dałem link od razu kilku znajomym, lecz okazało się, że zamiast filmu był napis "This video has been removed. ". Ja sam głupi zamknąłem wcześniej przeglądarkę ze strachu, więc i plik tymczasowy filmu przepadł ze względu na włączoną opcję czyszczenia wszystkiego po zamknięciu przeglądarki. Cóż, legenda głosi, że to, co dostanie się na internet, już z niego nie wychodzi, więc... Kto szuka ten znajdzie. Film nazywał się "The OPPRESSOR" - szyk małych i dużych liter zostawiłem dokładnie taki, jaki był tytuł.


"Blindmaiden.com"



Możliwe, że cała ta opowieść jest tylko jedną z wielu pokręconych miejskich legend, jednak tutaj jest to naprawdę mało ważne, w tym wypadku mówimy o dziwnym zbiegu wydarzeń, który (mam nadzieję) doprowadzi Cię, raz jeszcze, drogi czytelniku do straszliwego wniosku, że horror nie ma granic, a żadne ograniczenia nie stoją mu na drodze...

Jak kameleon dostosowuje się on do obecnych czasów aby straszyć coraz to nowe pokolenia...

Zacznijmy więc od początku.

Znam wielu ludzi którzy przysięgają, że odwiedzili stronę o adresie blindmaiden.com, jeżeli masz zamiar udawać że rzeczywiście udało Ci się dostać na wspomnianą wcześniej stronę to prawdopodobnie nie masz o niej bladego pojęcia. Mówię to z racji tego, że nie ważne jak mocno byś się starał, Twoja przeglądarka nie pozwoli Ci na dostęp do witryny (coś w rodzaju "Cenzora"), dopóki nie spełnisz 3 warunków.

Sam w domu, spróbuj połączyć się z witryną dokładnie o północy. Co więcej musisz mieć pewność że ta konkretna noc to nów, a wszystkie światła w Twoim domu są zgaszone. To właśnie wtedy (i tylko wtedy) będziesz mieć dostęp do witryny. Twoim oczą ukażą się przerażające sceny, które w zupełności, bez zbędnych słów wytłumaczą hasło które znajduje się na niej "Przygotuj się na kompletnie przerażające doświadczenie, przygotuj się na prawdziwy koszmar".

Musisz zatrudnić wszystkie swoje pięć zmysłów aby nie kliknąć na przycisk "Akceptuj", nie ważne czy zrobisz to naumyślnie czy tylko przez przypadek... Ten błąd może kosztować Cię bardzo dużo...

Jeżeli jednak powstrzymasz się przed pokusą zaakceptowania, pokaz się zakończy a w nagrodę będziesz miał dostęp do całego archiwum użytkowników, którzy przybyli tutaj z ciekawości, lub po prostu z głupoty...

Jednak co się stanie gdy przyjmiesz "zaproszenie" ?

Krąży legenda o tym, że ku Twojemu zdumieniu i przerażeniu, na stronie wyświetli się obraz z kamerki internetowej. Niby nic dziwnego, lecz obraz ten będzie ukazywać wnętrze Twojego domu i cienistą postać, przechadzającą się po nim. Kiedy wreszcie ją spostrzeżesz, będziesz cicho modlić się w duchu, że to wszystko to tylko koszmarny sen z którego możesz się obudzić, ale nie obudzisz się, nie obudzisz się kiedy cień bezszelestnie będzie kierował się do Twojego pokoju, nie obudzisz się kiedy na ekranie pojawisz się Ty a za Twoimi plecami falować będzie przerażająca postać, nie będziesz mógł obudzić się nawet wtedy, kiedy wreszcie, przed śmiercią zobaczysz twarz kobiety, od której nazwana została cała strona, "Blind Maiden", tuż przed tym jak także i Tobie wyrwie oczy...




Baby Doll



W północnej części stanu Illinois pewna firma produkująca zabawki, rozpoczęła sprzedaż "realistycznych" lalek, skierowanych do kobiet w ciąży. Miały one za zadanie zapewnić przyszłym matką pewien rodzaj "treningu". Z całym tym wydarzeniem powiązane są dziwne wydarzenia. Lalki, zaraz po porodzie zaczynały przeraźliwie płakać. W opisie produktu zaznaczona była klauzula że gdy zabawka zacznie płakać to trzeba kołysać ją jak żywe dziecko. Reklamowany sposób jednak nie działał, lalką należało mocno potrząsnąć aby ją uspokoić. Ewentualnie, innym sposobem było "bicie" lalki, jednakże za każdym razem rodzice musieli robić to coraz mocniej i mocniej. Jedyną rzeczą która niszczyła mechanizm sterujący lalka było roztrzaskanie główki zabawki o ścianę.

W tym samym czasie do Policji napływały coraz częstsze zgłoszenia od zatroskanych sąsiadów, którzy zgłaszali przypadki przemocy domowej. Gdy funkcjonariusze przyjeżdżali na miejsce, odnajdywali krwawe szczątki dziecka, rozmazane na ścianie i podłodze. W większości przypadków matka nie potrafiła zrozumieć czemu Policja nachodzi ją, ona przecież tylko "pozbyła się głupiej lalki. W większości przypadków mówiąc to, kołysała i tuliła do siebie małą, uderzająco podobną do dziecka lalkę.



Trumna



Kiedyś w wiekach trumien robiono dziury, mocowano do nich miedzianą rurkę z dzwonkiem. Rurka doprowadzała powietrze dla ludzi pochowanych po błędnych zdiagnozowaniu zgonu.
W pewnym małym miasteczku, Harold, lokalny grabarz, usłyszawszy pewnej nocy dzwonek poszedł sprawdzić czy nie jest to aby jakiś dzieciak bawiący się i udający ducha.
Czasami był to wiatr.
Tym razem nie było to żadne z nich. Głos pod nim błagał i prosił by zostać odkopanym.
"czy jesteś Sarah O'Bannon?" zapytał Harold.
"TAK!" odpowiedział przytłumiony głos.
"Urodziłaś się 17 września 1827?"
"TAK!"
"Nagrobek mówi że zmarłaś 20 lutego 1857."
"Nie, ja żyje, to pomyłka! Odkop mnie! uwolnij mnie!"
"Przepraszam za to psze pani," Powiedział Harold depcząc dzwonek by nie wydał już żadnego dźwięku, po czym zatkał rurkę ziemią. "ale teraz jest sierpień, czymkolwiek, ty tam na dole jesteś, za cholerę nie jesteś żywa, i na pewno stamtąd nie wychodzisz."



Kroki


Odgłosy kroków są niczym niezwykłym gdy siedzisz w piwnicy, wiec nie zawracałem sobie tym zbytnio głowy gdy usłyszałem ciche stąpnięcia dochodzące z parteru. Po prostu założyłem że to mój brat, wiec kontynuowałem cokolwiek ja tam robiłem.
Powróciły na kolejne parę minut, co powoli zaczęło mnie denerwować. Zaczęły robić się głośniejsze z każdą sekundą. Westchnąłem zastanawiając się co do cholery mój brat tam robi tak późno w nocy.
Usiadłem wiec, ponieważ niemożliwym było się skupić w tym łoskocie. Brzmiało to jakby jakiś chodziarz krążył po całym parterze.
Siedziałem tam i słuchałem jak stąpnięcia staja się szybsze i dziksze. Nie zatrzymywały się nawet na chwile, zaczęły nawet formować pewien rytm, pieśń.
Zrobiły się jeszcze szybsze i jeszcze dziksze, wydawało się że dochodzą z całego pomieszczenia znajdującego się nade mną.
Zrozumiałem ze cokolwiek to jest, nie jest to człowiek. Nikt nie potrafi się tak poruszać.

"Co jest, kurwa?!" w końcu wrzasnąłem.
Wszystko ucichło. Wszystko jest spokojne, i wtedy usłyszałem łagodne i powolne kroki kierujące się w stronę piwnicznych drzwi.
Drzwi zostały otwarte, i ponownie kroki. Przez następną minute słyszałem tylko mój oddech, potem westchnąłem myśląc że to koniec.
Okazało się że to Coś także nasłuchiwało.
Nagłe usłyszałem "to" zbiegające po schodach, przewróciłem krzesło wstając w pospiechu. Zacząłem biec do najbliższej szafy, kątem oka zauważyłem groteskową, bezwłosą, czteronożną kreaturę, tanecznym krokiem zbliżającą się do mnie, wystukując swymi spuchniętymi stopami upojny rytm.
Zanurkowałem w szafie i zatrzasnąłem drzwi. Nastała cisza...
Na około sekundę.
Po czym usłyszałem ten sam rytm na drzwiach szafy.

To tupanie nie ustępuje, żadnej pauzy, żadnego odpoczynku, żadnej ulgi...

Jet on już tu od godzin, nawet zacząłem wystukiwać palcami rytm wraz z jego "pieśnią".
Naglę skończyło się , szybko, tak jak się zaczęło.
Poczekałem chwilkę, i wyjrzałem z szafy. Nie ma go. Zapaliłem światło i upadłem na krzesło. Jestem bezpieczny.
Zrelaksowałem się i pogrążyłem w myślach na moment. Dostrzegłem ze zacząłem tupać stopą.
Może ta piosenka nie jest taka zła...
Nawet ja polubiłem, wystarczająco by do niej tańczyć.
Więc upadłem na ręce i nogi, i zacząłem...
  • 0

#22 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 08 lipiec 2010 - 11:09

Leśniczy.... więcej krwi.... oczekujemy więcej krwi....:D Czy to ''zboczenie''???:eek:
  • 0

#23 sznikers21

sznikers21

    Przyjaciel Precyl.pl

  • Precylek
  • PipPipPip
  • 214 postów
Reputacja: 118
Dobra

Napisano 08 lipiec 2010 - 11:17

jak dla mnie świetnie ;D kur w pewnym momencię już srałem w gacie ;D
  • 0

#24 Babcia Stasia

Babcia Stasia

    Zbanowany

  • Banned Users
  • PipPipPip
  • 1013 postów
Reputacja: 587
Bardzo dobra

Napisano 08 lipiec 2010 - 11:24

hahah knopers ;D

Te krótkie historyjki.. o lalkach i o trumnie, krótkie ale b. ciekawe. Co do tej trumny to chce się to dalej rozwinąć.. no i właściwie nie wiadomo o co chodzi.. chyba że tylko ja nie wiem o co chodzi.. z tym że akurat sierpień itd. a ja lubię historie które nie pokazują wszystkiego dosłownie :D
  • 0

#25 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 09 lipiec 2010 - 04:00

Sztuka Jacoba Emory'ego



Historie o duchach? Nie mamy tutaj niczego w tym rodzaju. Mamy za to historię Jacoba, i tyle mogę Ci powiedzieć.

Naprawdę chcesz wiedzieć...? Cóż, nie powinienem Ci mówić, ale w porządku, tylko nie przerywaj. Nie mam do tego cierpliwości.

Jakby tu opisać Jacoba Emory'ego... Cóż, zapewne możnaby powiedzieć, że reprezentował typ człowieka którego zazwyczaj się nie zauważa. Nie żeby był złym dzieciakiem, w żadnym wypadku! Wielu ludzi w tym mieście postrzegało go jako najbardziej odpowiedzialną osobę, jeśli chodzi o prace dorywcze, jednak Jacob nie osiągnął mistrzostwa w żadnej z dziedzin. Był, jak to mówią "niezły we wszystkim, genialny - w niczym". Największą odpowiedzialnością za taki stan rzeczy należałoby obarczyć jego brak silnej woli. Pobieżnie interesował się chyba wszystkim co mogło mu zaoferować to miasto: samochodami, radiem, prowadzeniem sklepu, co tylko sobie wymyślisz, ale przy niczym nie pozostał na dłużej. Jego przyjaciele i współpracownicy wypytywali go o przyczynę, ale zbywał wszystkich tą samą, oględną ripostą: "To po prostu było dla mnie za mało". Jak łatwo się domyśleć, jakichkolwiek przyjaciół by nie miał, musieli oni być albo bardzo cierpliwi, albo nie poruszać tego tematu.

Co było zapewne nie do uniknięcia - Jacob zdecydował się na opuszczenie granic miasta. Nie pamiętam, dokąd się udał, ale myślę że Gertrude - z tej ulicy, tylko trochę dalej - pamiętała zanim zmarła... Musiałbyś spytać kogoś innego jeśli naszłaby Cię ciekawość. Jakby nie było, nikt nie próbował go powstrzymywać. Wszyscy myśleli, że taka mała wycieczka upuści z niego trochę tej ambicji, albo przeciwnie - pozwoli ją nakarmić wystarczająco, by nie była już problemem. Do diabła, nawet urządziliśmy dla niego przyjęcie pożegnalne, i to było bardzo miłe ze strony wszystkich.

Tak czy siak, nie było go... z sześć, może siedem lat? Nie pamiętam. O to też musiałbyś zapytać kogoś innego... W każdym razie, w końcu wrócił i nie do przeoczenia było to, jak bardzo się zmienił. Był sympatyczny, pełen energii, serdeczności, uśmiechnięty... I już niedługo mieliśmy się dowiedzieć, dlaczego. Pokazał nam pamiątkę, którą przywiózł do miasta - gładki, czarny patyk długości ołówka, ale o fakturze kredy. Wszyscy zastanawialiśmy się czemu u licha taka prosta rzecz miałaby napawać go taką radością, dopóki nie urządził dla nas kameralnego pokazu. Wziął kawałek papieru i ten... patyk - Boże, na pewno istnieje lepsze słowo na określenie tej rzeczy - i tym patykiem narysował... mniej więcej, koło.

Od razu upadło i zatrzymało się na granicy brzegu kartki, zupełnie jak kamień. Nie opuściło papieru, za to poruszało się w jego granicach, zupełnie jak obraz rzucany przez projektor na ekran.

Synu, ja wiem jak to brzmi - jak gadanie wariata. Jeżeli czujesz, że będziesz do tego podchodził sceptycznie, możesz od razu zostawić starego człowieka z jego szaleństwem, ale JA WIEM CO WIDZIAŁEM, mimo że ludzie robią wszystko, by sprawa ucichła; widziałem jak narysowany przez niego kamień spadał. Jake nawet puścił papier między nami, a kiedy podawaliśmy go sobie, kamień turlał się w różne strony, gdy tylko kartka była przechylana. Nikt z nas nie miał słów, by opisać to, co widzieliśmy. Z resztą - co tu mówić? On za to kontynuował swój pokaz, rysując rozliczne postacie paradujące, grające, robiące wszystko od walki między sobą to budowania perfekcyjnych ludzkich piramid, a my wszyscy nie mogliśmy się nadziwić wspaniałości tego, co dane nam było zobaczyć. To była dla niego wystarczająca zgoda. Oznajmił, że planuje rozpocząć występy aby opłacić sobie mieszkanie i jedzenie, występy na których rysowałby co tylko publika by zachciała. Omawialiśmy to dość długo, ale w końcu przekonał nas, że wszystko będzie bezpieczne, jego rysunki - etyczne, a działalność - unikalna i lukratywna. Co więcej, obiecał że nikt oprócz mieszkańców miasta nie dowie się o pokazach.

Biedny Jacob. Gdybym nie był tak zaaferowany, może dostrzegłbym pewne rzeczy już wtedy, już tam. Może mógłbym uratować tego żałosnego sukinsyna, wystarczyłoby przełamać TĘ potworną rzecz na pół. Ale byłem młodszy, my wszyscy byliśmy, i nie widzieliśmy problemu w tym, że zachęcamy go do podzielenia się tym, co przed chwilą zobaczyliśmy sami, z całą resztą mieszkańców. Warto dodać, że nie Jacob miał żadnych poważnych koneksji w radiu czy telewizji, pamiętaj, a internet nie pojawił się jeszcze przez następnych dziesięć lat, więc jedyne, co mogli zrobić ludzie o bardzo skromnym budżecie to reklamowanie wydarzenia ulotkami. Ulotki mogą dla Ciebie nic nie znaczyć, panie miastowy, ale w małym mieście wszyscy zwrócą na nie uwagę, zwłaszcza że Jacob postarał się, umieszczając na nich małe postacie, które robiły wszystko, począwszy od skakania, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę ludzi. Jego pierwszy pokaz przyciągnął na pewno z sześćdziesiąt osób, a prawdopodobnie jeszcze więcej.

A jego pokazy... były fantastyczne. Ktoś z publiczności poddawał pomysł sceny ze sztuki czy komediowego skeczu, a dłoń Jake'a z gracją łabędzia przemieszczała się po białej ścianie. Nie pokazał pełni swoich możliwości podczas pierwszego pokazu z kamieniem, to na pewno. Jego ilustracje były wyjątkowo dokładne, mógł nakreślić wyjątkową postać ludzką w kilka minut. Kiedy teraz o tym pomyślę, nie pamiętam żeby jakakolwiek z rzeczy, które narysował zajęła więcej niż dziesięć minut roboty. Wszystkie były perfekcyjnie wykonane - mogłeś zobaczyć nie tylko rycerza atakującego zamek, Jake narysowałby również wnętrze pałacu, w przekroju zupełnie jak ciasto weselne, warstwa po warstwie mógłbyś zobaczyć jak rycerz omiata wzrokiem ściany, szturmem przechodzi przez kolejne poziomy do lochu, walczy, wynosząc księżniczkę, i daje susa z parapetu pałacowego okna wprost na grzbiet swojego konia - wszystko to w kompletnej ciszy. Nie jest to realistyczne, o nie, ale to decydowało o atrakcyjności rozrywki - nikt z nas nie przychodził tam by zobaczyć coś prawdziwego. Kiedy scena lub skecz były skończone, albo postacie musiały opuścić ściany, albo Jake musiał pokryć je białą farbą. To było pod pewnym względem dobre - dawało pokazom ograniczenie czasowe, tak że gdy wszystkie cztery ściany były już wykorzystane, wszyscy wiedzieli że przedstawienie można wznowić najwcześniej wtedy, gdy farba wyschnie.

W międzyczasie Jake zmieniał się, i to w negatywnym sensie. Już wspominałem, że od czasu powrotu wydawał się niesamowicie naładowany energią. Cóż, ta energia, żywotność czy ferwor, jakbyś tego nie nazywał, nigdy go nie opuściła. Nawet na chwilę. Co więcej, zdawała się w nim narastać, a on jakoś za bardzo cieszył się z tego stanu rzeczy. Jego oczy coraz bardziej zaczynały przypominać szparki, spał coraz mniej, jego teorie i wypowiedzi były coraz bardziej radykalne i bezkompromisowe, i mimo że nigdy nie było z nim łatwo wytrzymać, ludzie stawali się coraz bardziej nerwowi w jego obecności.

Minął miesiąc albo dwa, a publiczność pokazów Jake'a rozrosła się jak pożar w lesie. Prawie wszyscy w mieście płacili by tylko zobaczyć dzieła Jake'a w akcji, a on musiał wynająć większe i większe pomieszczenia, żeby tylko pomieścić tych wszystkich ludzi. Teraz już nie robił przerwy po tym, jak jedna scena była ukończona - od razu przechodził do następnej, zamalowywał na bieżąco niepotrzebne fragmenty, czasami udawało mu się uzyskać efekt mieszania się i przenikania scen, co publiczność uwielbiała. Same postacie stawały się coraz bardziej dzikie i przerażające, potwory były dziwniejsze i bardziej wyrafinowane, rycerze walczyli coraz bardziej cudacznymi rodzajami broni, a to wszystko by zadowolić publiczność. Jake stawał się coraz bardziej pobłażliwy, coraz częściej szukał uciech, jak się domyślaliśmy, przez pieniądze. Stał się pijakiem i bawidamkiem, co jednak nijak nie zmniejszyło jego wewnętrznej energii. Niektóre z jego kobiet twierdziły, że budziły się w nocy i widziały jak skrobie tym patykiem po kartce w szkicowniku, z twarzą wykrzywioną grymasem; podczas gdy większość z nich wychodziła z założenia, że rysował je nago, istnieją plotki że jedna czy dwie rzeczywiście uchwyciły wzrokiem to, co rysował. Te kilka anonimowych kobiet najpewniej zaprzeczyło, jakoby to co zobaczyły było chociażby podobne do aktów kobiecych, ale żadna z nich, kimkolwiek by nie były, nie powiedziała co kryło się na kartkach szkicownika. Nawet nie próbuj szukać tych ulotek czy szkicowników, to teraz bez sensu, wszystkie z nich zniknęły. Trochę zmieniłem wątek... Chodzi o to, że on zaczął się upijać, i to jest ważne dla tej historii, ponieważ to właśnie picie było ostatnim gwoździem do jego trumny.

W noc jednego z jego występów, gdy tylko wkroczył na scenę wśród okrzyków radości tłumu, od razu było widać że jest pijany w sztok. Byłem w pierwszym rzędzie i mogłem wyczuć od niego burbon z odległości trzech metrów. Przedstawienie się zaczęło, wykonał wszystkie rysunki o które prosiła publiczność, gdy w końcu ktoś z publiczności poprosił, by narysował samego siebie. Wszyscy przyklasnęli temu pomysłowi, pomyślałem że wszyscy pewnie zastanawiali się co jego dzieła myślą o nim samym, a Jake w końcu się zgodził.

Gdy tylko wykonał ostatnią kreskę łączącą dwie linie na jego kurtce, każda postać narysowana na sterylnie białej ścianie zatrzymała się w tym, co robiła i zwróciła swój wzrok na świeżo wykonaną ilustrację. Kochankowie przestali się całować, klowni - śmiać, roboty zarzuciły walkę z piratami. Wszyscy zatrzymali się i spojrzeli na rysunkowego Jacoba. Tłum zamarł natychmiast. Pamiętam twarz Jake'a w tym momencie, kredowobiałą, pełną nagłego zrozumienia i przerażenia swoim błędem, rozpaczliwie szukającą puszek białej farby - dokładnie tych, których tego dnia zapomniał przygotować przed przedstawieniem. A wszyscy inni? Oni patrzyli na narysowanego Jacoba.

Tamten Jacob sięgnął do kieszeni swojej kurtki, wyciągnął z niej swój własny czarny patyk i - podczas gdy my wszyscy patrzyliśmy - narysował drzwi. Popchnął je od swojej strony a te otworzyły się, pozwalając mu wkroczyć na scenę.

Reszta była piekielnym widowiskiem. Ludzie krzyczeli i uciekali do wyjść, zupełnie jak postacie stworzone przez Jacoba, zarówno te widoczne na ścianie jak i te wcześniej przykryte farbą biegły do swojego własnego wyjścia, rzucając ciastami, strzelając z pistoletów laserowych, plując ogniem, trucizną i czym jeszcze to tylko możliwe. Byłem wystarczająco blisko wyjścia by uciec, spojrzałem za siebie tylko jeden, jedyny raz. Ten widok będzie prześladował mnie już zawsze.

Jacob Emory krzyczał i kopał powietrze, gdy jego stwory przeciągały go przez drzwi, które narysowała jego kopia.

Sala, oczywiście, spłonęła doszczętnie, ale nadal nie mam pojęcia jak wiele postaci wydostało się, co stało się z narysowanym Emory'm, czy jak wiele osób umarło. Ogień sprowadził tutaj strażaków zarówno z najbliższych miast, jak i z tych położonych nawet sto mil stąd. Za strażakami przybyła policja, a za nią - rząd, który w końcu uciszył całą sprawę. Zebrali ulotki i wszystkie rzeczy, które wyszły spod ręki Jake'a, a na ludziach wymogli milczenie... milczenie - albo śmierć. Winę za pożar zrzucono na papieros w śmietniku, tlący się podczas meczu koszykówki. My wszyscy po prostu żyliśmy dalej. Jakby Jacob nigdy nie istniał.

Patrząc na to z perspektywy czasu, uświadamiam sobie wszystko. Jacob nie był twórcą ILUSTRACJI. Ilustracje nie ruszają się, a już szczególnie nie grają ani nie atakują - są zwyczajnymi obrazami, które widzą ludzie, cieniami, którym nadano formę realnych rzeczy. Jacob tworzył prawdziwe, myślące stworzenia w jakimś alternatywnym świecie, używając mocy która nigdy nie powinna była wpaść w ręce śmiertelnika. On upajał się tą mocą. Kara, jaka go spotkała, prawdopodobnie była zasłużona.

Przez przypadek jednak rządowi nie udały się dwie rzeczy. Wspaniale poradzili sobie z uciszaniem wszystkich, ale ślad pozostał. Ruiny nadal tam są, wiesz? Ruiny sali. Podobno mają ją odbudować, i to już niedługo, a to zetrze jedyny widzialny ślad zdarzenia. Raz tam byłem, wiesz, tylko raz. Pośród gruzów, pokryte pyłem, COŚ było. Przyjrzałem się lepiej - to była dłoń Jacoba Emory, to była jego dłoń na ścianie. Zupełnie taka jak trzy lata wcześniej, spocona i okrutnie powykrzywiana, pamiętam, tyle że teraz trzęsła się i drżała, jakby ciało do którego powinna być przytwierdzona nadal trawiły płomienie.

To był błąd numer jeden. Błędem numer dwa były wytwory Jacoba.

Tak jak powiedziałem, nie wiem jak wiele z nich wydostało się, ani jak wiele zostało schwytanych przez agentów rządowych, więc powiem tylko jedno: te łąki z wysoką trawą na obrzeżach miasta? Nie idź tam. Nigdy. Pytałeś o białe postacie, które widziałeś nocą, prawda?

To miasto nie ma historii o duchach.
  • 0

#26 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 23 lipiec 2010 - 11:01

Wiadomość



Nie potraktuj tego od razu jako bredzenia jakiegoś obłąkańca. Jest jakiś sens tej historii, ale musisz przeczytać to do końca.

Patrz- wszyscy zastanawiamy się czy podróże w czasie są możliwe, prawda? Otóż, pozwól, że coś ci powiem- są. Wiem, że pewnie w to nie uwierzysz, ale jestem z przyszłości. To naprawdę wspaniała sprawa, móc widzieć przeszłość, oglądać dawne wydarzenia i tak dalej. Wiemy teraz więcej niż kiedykolwiek.

Za tym wszystkim stoi jednak ważniejszy cel. Nie pozwalają nam zaglądać w przeszłość i NIGDY nie wolno nam kontaktować się z samym sobą. Powiem ci coś- właśnie łamię ten przepis. Tak stary, gadasz z samym sobą; przyszłym sobą. Zabiją mnie za to, ale wiesz co? Pogodziłem się z tym. Mówiąc do ciebie zapobiegam czemuś, co jest GORSZE niż śmierć. Nie mogę ci wprost powiedzieć co masz robić, bo filtry to wyłapią. Nie mogę zrobić zbyt wiele, mogę wysłać ci tylko małą wskazówkę.

Siebie tylko będę mógł winić, jeśli nie zrozumiesz wiadomości, którą tworzą pierwsze słowa każdego akapitu...


"Elizabeth"



Dzwoni telefon. Biegnę co sił w nogach, mając nadzieję że to dzwoni mój ojciec, że chce oznajmić mi że przyjedzie mnie uratować, że zabierze mnie stąd. Wreszcie będę mogła opowiedzieć wszystkim co stało się z Elizabeth, wszystko wreszcie będzie dobrze. Mama wreszcie przestanie płakać.

W końcu dotarłam do telefonu. "Oh Elizabeth" osoba na drugim końcu słuchawki mówi przez łzy. To nie mój ojciec, to mama.

"Mamo ? To ja Bethany. Nie Elizabeth."

"Oh Elizabeth, Ty głupiutka dziewczynko. Czy to kolejny z Twoich wymyślonych pseudonimów ? Posłuchaj mnie Elizabeth, dzwonię do Ciebie żeby się pożegnać."

"Mamo ? To naprawdę nie jest Elizabeth, to ja Bethany. O czym Ty w ogóle mówisz ?"

"Elizabeth ! Wiem że jesteś troszkę oszołomiona przez te leki które podają Ci w szpitalu. Od czasu tej katastrofy wiedziałam, że tak właśnie będzie".

"Mamo, przerażasz mnie ! Proszę przestań" Matka jednak nie chce mnie słuchać.

"Chciałam tylko się pożegnać, powiedzieć Ci że bardzo Cię kocham, nawet jeżeli nie jesteś taka sama, i chciałam powiedzieć Ci że niedługo znowu będziesz z nami po tym jak... odejdziesz"

"Mamo ? Czy to Ty ? Mamo proszę ! Wytłumacz mi co Ty mówisz !" Zaczynam płakać.

"Pobraliśmy od Ciebie kilka komórek, teraz stworzymy Twoją dokładną kopię. Mamy już ich tylko kilka, więc to będzie musiał być ostatni raz. Wszystko od nowa ! Tak jakby nic nigdy się nie zdarzyło, Lizzy!" Słychać radość i podniecenie w jej głosie.

Długa cisza na linii... "Co masz na myśli" Pytam się szeptem.

"Oh Elizabeth, narodzisz się raz jeszcze ! Będziesz wyglądać dokładnie tak samo. Mamusia i Tatuś też będą dokładnie Ci sami. Nastały Twoje trzynaste urodziny, dziś w nocy umrzesz jak wszystkie pozostałe. Bardzo Cię kocham słoneczko. Pielęgniarka poda Ci dzisiaj truciznę i wszystko będzie mozna zacząć od nowa". Rozłączyła
się, zostawiając mnie z monotonnym, powtarzającym się dźwiękiem "booop, booop, booop"

Moje serce nagle zaczęło walić jak oszalałe. Usłyszałam kroki pielęgniarki. Wybiegłam jak oparzona z kuchni i pobiegłam na górę. Kiedy dotarłam do mojego pokoju zauważyłam, że wycieraczka z moim imieniem zniknęła a na drzwiach, wielkimi literami napisane było : "BETHANY : miejsce fig, miasto zmartwychwstania". Następnie "KLONOWANIE W TOKU"

Poczułam tylko przeszywający ból, srebrna kula która wbijała się w mój mózg.

...................

"Ohh, jaka piękna, jak będzie się nazywała ?"

"Nie wiem. Mam co do niej dobre przeczucia, być może nazwę ją Elizabeth?"



"Śmierć"



Niektórzy ludzie znani są z tego że potrafią skomunikować się ze Śmiercią. Tak naprawdę, nie ma fizycznej możliwości aby to uczynić, ON musi sam przyjść do Ciebie. Nie masz żadnej kontroli nad tym, czy zrobi to, czy nie. Jednak pewnego dnia, kto wie, być może zawędruje i do Ciebie.

Stanie się to tylko wtedy gdy będzie sam, być może idąc opuszczoną leśną drogą, wracając z pogrzebu swojej ukochanej osoby. Usłyszysz głośny warkot silnika, którego natężenie będzie rosnąć z każdą sekundą. Jeżeli się odwrócisz zobaczysz starą, zardzewiałą ciężarówkę która szybko będzie zbliżać się do Ciebie. Jeżeli nie odwrócisz się... cóż wtedy nie zobaczysz jej dopóki Cię nie dopadnie, a uwierz mi... dopadnie na pewno.

Z ciężarówki wysiądzie wysoki mężczyzna. Jego oczy będą ukryte w cieniu, zasłaniane przez daszek starej bejsbolówki. Przedstawi się jako Śmierć, i podświadomie będziesz wiedział że nie kłamie.

Da Ci szansę aby odzyskać zagubioną duszę Twojej miłości. Jeżeli odmówisz, grzecznie skinie głową i pojedzie w swoją stronę. W Twoim życiu nie zmieni się nic, jednak będziesz codziennie zastawiał się co by było gdybyś zaakceptował daną Ci ofertę. Jeżeli zgodzisz się na jego propozycje, będziesz musiał zejść do podziemi i stoczyć oszalałą walkę w piekielnym labiryncie aby odzyskać to co utraciłeś. Nikt nie wie, co stanie się jeżeli wygrasz.


"Nie boisz się, prawda?"




Leżysz w swoim łózku, a jednostajny szum wentylatora jest jedyną rzeczą oddzielającą Cię od absolutnej ciszy.

Wiesz, że pewien rodzaj ciszy jest tak gęsty i ciężki, że jest niemal jak hałas? Ta cisza, gdzie możesz usłyszeć igłę, upadającą na drugim końcu mieszkania; ta cisza, w której Twe uszy wypełnia rytm bicia Twojego własnego serca, kiedy masz je dociśnięte do poduszki. Chodzi o ten rodzaj ciszy.

Ten szum jest jedynym słyszanym przez Ciebie dźwiękiem, takim, jaki zazwyczaj jest nawet niezauważany, chyba, że tylko to słychać. To pocieszające, nieważne, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy też nie. Taki rodzaj białego szumu. Ale nagle w pokoju powraca temperatura ustawiona na termostacie, i szum ustaje, kiedy wentylator wydaje tępę brzęknięcie. Na swoje nieszczęście jeszcze nie śpisz i cisza zaczyna Cię ogarniać.

Powinieneś był pocieszony wiedzą, że teraz możesz usłyszeć wszystko dookoła; może to zastąpić spowity ciemnością wzrok. Ale nie jesteś. Takie właśnie otoczenie umiejscawia Cię na krawędzi, powoduje przyspieszenie bicia serca, sprawia, że ciało pulsuje bez wytłumaczenia, i to ostrzega Cię, kiedy nie jesteś sam.

Ale jesteś sam, racja? Leżysz tutaj, mając oczy zamknięte już prawie od 15 minut, i masz pewność, że wszystko w pokoju było w porządku nim zgasiłeś światło; bystrzak z ciebie. Te wszystkie zaliczone quizy na Facebooku upewniły Cię w tym, co i tak już wiesz, że gdybyś był bohaterem jakiegoś horroru, przetrwałbyś do końca. Już prawie ukończyłeś układanie ostrożnych planów tego, co byś zrobił w każdej sytuacji o jakiej czytałeś na creepypasta.com. Ale to przecież bez sensu, prawda?

Nie boisz się. Albo przynajmniej próbujesz tak sobie wmówić.

Ale zaraz... co to było? Czy to był szelest tkaniny? Ale przecież nie zmieniłeś swojej pozycji, nie wykonałeś żadnego ruchu. Czy to Ty wydałeś ten odgłos? Nie, nie mogłeś. Leżysz sparaliżowany na łóżku, zesztywniały z niepokoju, że musiało się to przydarzyć akurat teraz. Musiałeś to sobie wyobrazić... musiałeś.

Przewracasz się twarzą do ściany. Co z oczu, to z serca. Jeśli coś jest z tobą w pokoju, to to coś musi po prostu pogodzić się z tym, że jesteś teraz zbyt zmęczony, żeby cokolwiek z tym zrobić. Wciąż ogarnia Cię niepokój, i znowu słyszysz ten szelest. Tym razem, towarzyszy temu miękkie tąpnięcie na podłodze.

Serce zaraz wyskoczy Ci z piersi... naprawdę to usłyszałeś? Nie, nie, nie, po prostu to sobie wyobraziłeś. Naprawdę, powinieneś przestać grać w te survivalowe horrory w nocy, to Ci miesza w głowie. Jesteś przecież racjonalną osobą, przestań zachowywać się jak dziecko i po prostu zaśnij.

Zaciskasz powieki, mając cichą nadzieję, że sen niedługo nadejdzie. Praktycznie błagasz o bezpieczeństwo nieistniejącego świata snów. W pewnym sensie uciekasz; ale nic tam nie ma... prawda? Po prostu jesteś zmęczony. Wiem, wiem.

Z mocno zaciśniętymi oczyma, zaczynasz się niepokoić, że niezależnie jak tego chcesz, nie możesz poruszać kończynami. No co ty, naprawdę chcesz do tego dopuścić? Ile masz lat? 12? Olej to i w końcu zaśnij.

Teraz, mocniej niż poprzednio, znowu dociera do Ciebie ten irytujący dźwięk. Szelest materiału, a po nim miękkie tąpnięcie. Bezwiednie wstrzymujesz oddech, zaciskasz oczy jak tylko mozesz. Dziecinnie starasz się schować pod kołdrę. Ty tylko to sobie wyobrażasz! To wszystko jest w Twojej głowie; myślę, że Ty jesteś w tym lepszy.

Słyszysz głośne bicie swego serca, nie dość jednak głośne, by zagłuszyć dźwięki dochodzące z pokoju. Co to za szelest?! Może tylko jakiś papierek na podłodze. Tak, to musi być to! A to tupanie? Pewnie kot, albo pies, albo cokolwiek. Pewnie wbiegło niezauważenie zanim zamknąłeś drzwi. Tak, po prostu masz paranoję.

Teraz dźwięk dochodzi ze stóp łóżka, a Ty będząc odwróconym plecami nie masz odwagi odwrócić się, żeby to sprawdzić, nie, żeby to coś pomogło; jedyne światło w twoim pokoju to słaby błysk Twojej komórki na szafce obok Ciebie. Podłączyłeś ją, zanim wpełzłeś do łóżka, pamiętasz? Ale nie masz odwagi odwrócić się i rozejrzeć; tam po prostu nic nie ma.

Minuty ciągną się jak godziny, kiedy Ty leżysz z twarzą zwróconą do sciany, sztywny jak deska, niezdolny do zmuszenia Twego ciała do ruchu. Teraz nic nie słyszysz, żadnych odgłosów od kiedy to osiągnęło krawędź łóżka. Wiesz, że tam nic nie ma. To cisza. Pogrywa z Tobą. Naprawdę, powinieneś włączyć jakąś muzykę czy coś takiego, zanim położyłeś się spać. Cóż, może następnym razem.

Nagle, znajome brzęknięcie rozchodzi się po pokoju, a po nim znajomy szum. Oddychasz głęboko, Twoje ciało relaksuje się, kiedy zanurzasz się w spokoju. Dzięki Bogu, to koniec, nareszcie możesz spokonie zasnąć. Ta cisza naprawdę dobijała Cię. Przewracasz się, i otwierasz oczy, żeby sprawdzić godzinę na telefonie; musiała minąć przynajmniej godzina, od kiedy położyłeś się spać.

Wita cię jego rozciągnięty od ucha do ucha uśmiech. Słabo oświetlone puste oczodoły skierowane są na Ciebie.

Ach... Wciąż nie śpisz.
  • 0

#27 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 23 lipiec 2010 - 11:16

niezłe]:-) zwłaszcza ''Nie boisz się prawda?'';) liczymy na więcej
  • 0

#28 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 26 lipiec 2010 - 10:09

Obserwator



Ta rzecz jest tutaj już od prawie tygodnia. Ta figura w oknie. Wygląda na bezpłciową, jakby sama skóra wisząca na formie w kształcie człowieka. Najpierw się zbliżało, a teraz już przylega do szkła. Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło, ani jak się tego pozbyć.

Na początku myślałem, że ktoś robi sobie ze mnie żarty, że to jakaś lalka czy manekin podrzucony przez miejscowych palantów, aby mnie nastraszyć. Zrozumiałem, że nie mam racji kiedy obszedłem dom od zewnątrz. Nigdzie tego nie było. Pozostała jeszcze możliwość, że ktoś to schował kiedy tylko wyszedłem. Szybko wbiegłem z powrotem, aby się przekonać. Spojrzałem przez to samo okno. To coś wciąż tam było i gapiło się na mnie. Zacząłem przeszukiwać mieszkanie wrzeszcząc, aby dowcipniś się pokazał, ale nigdzie nikogo nie było. Ta rzecz jest naga i łysa. Właściwie nie ma nawet oczu, można nawet powiedzieć, że nie posiada twarzy. Wiem, że mnie obserwuje, gdyż jej głowa jest zwrócona wprost na mnie, kiedy wchodzę do tego pokoju.
Siedząc przy komputerze cały czas czuję, że to wierci we mnie swoim spojrzeniem pełnym nienawiści. Jednakże kiedy odwracam się, jest niewinnie zwrócone w zupełnie innym kierunku.

W czwartek w końcu zdecydowałem się otworzyć okno. Okazało się, że jest zablokowane, ani drgnęło. Sądzę, że to coś je przytrzymywało.
Korzystając z okazji przyjrzałem się tej twarzy.
Oczy, usta oraz nos tam były, ukryte pod skórą.

Wtedy to spostrzegłem. Patrząc na mnie, uśmiechało się.

Oczywiście zacząłem krzyczeć.

Wziąłem zamach, aby rozbić szybę pięścią, raz na zawsze pozbyć się zagrażającego mi potwora. Wiedziałem, że mam dość siły, aby rozbić szkło. Powinno się stłuc, jednak nic się nie stało. Wzdrygnęło się tylko pod moją ręką, ale nie pękło.
Jej przerażający uśmiech stawał się coraz szerszy i szerszy. Kiedy już myślałem, że zaraz przedzieli nim swoją głowę na pół, to podniosło swoją dłoń i uderzyło w szybę. Ta rzecz szydziła ze mnie, kiedy tylko odsunąłem się zobaczywszy powstałe na oknie pęknięcie, to zaprzestało uderzeń.
Nie chcę nigdy więcej oglądać tego okropnego uśmiechu w moim domu.

Wziąłem rolkę srebrnej taśmy klejącej i zacząłem zaklejać okno. Starałem się na to nie patrzeć, ale omal nie narobiłem w gacie zdając sobie sprawę, że ono przez cały czas na mnie patrzy. Nie mogłem się powstrzymać, aby po raz ostatni nie rzucić okiem.

W końcu w ułamku sekundy zerknąłem na tę zakrytą skórą twarz.

Było rozzłoszczone.

Tym razem tylko wyszczerzało swoje zębiska. Skóra w miejscu ust była rozdarta i mogłem zobaczyć bezdenne gardło tego czegoś. Teraz w całym domu dało się usłyszeć dziwne, groźne mruczenie. Podwójna warstwa ukrywająca jeszcze oczy i nos zaczęła pękać wzdłuż czaszki. Czym prędzej zerwałem taśmę. Mruczenie ustało, skóra zakrywająca usta zaczęła się zrastać i to znowu się uśmiechało.

Teraz jest noc. Nie słychać już żadnych hałasów, żadnych grzmotów, żadnego tłuczonego szkła. Teraz jest tylko cisza. Pisząc to, czuję jedynie jego pazury chwytające oparcie mojego krzesła. Czasem tylko usłyszę cichy dźwięk pękania skóry, kiedy się do mnie uśmiecha.

Mój własny obserwator...
  • 0

#29 Babcia Stasia

Babcia Stasia

    Zbanowany

  • Banned Users
  • PipPipPip
  • 1013 postów
Reputacja: 587
Bardzo dobra

Napisano 26 lipiec 2010 - 10:17

Te historyjki dają wiele inspiracji.. chyba sama zacznę pisać horrory. :P
  • 0

#30 rtyamovaya

rtyamovaya

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 6 postów
Reputacja: 25
Dobra

Napisano 23 sierpień 2010 - 01:13

Koniec tematu? Buuudzić się! :3
SAMOZACHOWANIE
Gdy to czytasz, na szczęście już dawno odszedłem. To było… dwa miesiące od kiedy meteor uderzył w Missisipi. Było tam wiele służb publicznych, astrologów, jak i wszystkich innych ludzi, którzy czegoś szukali. Pobierali próbki z kamieni i wysyłali je do każdego z laboratoriów różnych krajach. Do diabła, i prawie wyruszyłem w podróż, by poznać samego siebie, ale akurat wtedy miałem rozmowę z potencjalnym pracodawcą. Gdyby nie zadzwonił do mnie wczoraj, już byłbym martwy. Trzy dni później wydarzyło się coś jeszcze, a telewizja nie mówiła o meteorze przez kilka dni.
Następną rzeczą o której usłyszałem, kiedy wróciłem do domu z pubu i włączyłem nocne wiadomości. To był po prostu najwyższy czas, by telewizja opublikowała najświeższe informacje. Reporter wyglądający na zmartwionego poinformował że prawie każda osoba przebywająca w Missisipi podczas gdy meteor spadł została hospitalizowana. Ich objawy były podobne do tych, które występują podczas rozkładu ciała. Dziesięć osób już zmarło, większość była starsza, albo bardzo młoda. Naukowcy i genetycy z całego świata starali się wymyślić szczepionkę. Będąc mądrzejszym niż przeciętny debil, zebrałem kilka dostaw i przygotowałem się do epidemii. Lata bycia paranoikiem były powodem, dla którego się przygotowałem.
Wiadomości z następnego dnia były o wiele lepsze. Chińscy naukowcy pracujący z meteorem odkryli, że znajdują się na nim obce naszej cywilizacji bakterie, które prowadziły do rozkładu tkanki ciała. Naukowcy zaznaczyli także że bakterie atakują tylko ludzi. Orzeknięto że jeśli ofiara bakterii spożywa takie istoty, jak Np. owady, przyczyni się to do opóźnienia rozwoju bakterii, aby dowiedzieć się więcej o trwałym leczeniu z choroby. U każdego, kto miał kontakt z bakterią występuje chęć pożarcia jak największej ilości istot żywych. Reporter wyjaśnił także że Armia Stanów Zjednoczonych próbuje zatrzymać infekcję.
Jednak zawiedli.
Każdy kto przeczytał książkę Stephena Kinga, The Stand (Po polsku ‘Bastion’ przyp. Tłumacza) powinien mieć wyobrażenie jak bakteria może rozprzestrzenić się po całym świecie. Może nawet rozprzestrzenić się drogą powietrzną, a aby zarazić się wystarczy znaleźć się blisko osoby zakażonej. A ponieważ symptomy występują po ok. 3 do 5 dni ludzie nie wiedzą że mogą być zarażeni. W tydzień Choroba Victusa (inaczej nie dało się tego przetłumaczyć :lol: przyp. Tłumacza.), która została właśnie tak nazwana stała się problemem globalnym. Zabarykadowałem się w swoim domu z ręcznikami i kocami w każdej najmniejszej szparce. Telewizor włączyłem natomiast na całodobowy program informacyjny. Naukowcy nie przewidzieli, że bakteria, które dostała się na człowieka starała się trzymać organizm żywicielski w ryzach. Ofiarom na całym świecie niewiele przyniosło jedzenie owadów. Ludzie zaczęli łapać i jeść małe ssaki.
Dni mijały a ludzie stopniowo zaczęli spożywać większe i większe zwierzęta. Pierwszy reportaż o kanibalizmie był, o ironio, ostatnim. Włosy spikera w telewizji wypadały i brakowało mu trzech zębów. Nerwowo przekazał Amerykanom że był świadkiem szerzącego się kanibalizmu w Południowej Europie. Powiedział również że z tej części Europy nie będzie więcej reportaży. Każdy ocalały zamyka się w swoim domu i nie chce nikogo wpuścić.
Następne półtora tygodnia obserwowałem jak zakażeni włóczyli nogami po ulicach, pukali do drzwi. Jeden z moich sąsiadów, mieszkający parę domów ode mnie był tak głupi że otworzył drzwi.. Troje ludzi wyciągnęło go na ulice i zaczęło gryźć jego ciało. Najpierw jego ramiona i nogi, starali się utrzymać go przy życiu najdłużej jak to tylko możliwe. Płakali gdy jedli. Ich posiłkiem był krzyk bólu, a trzy osoby które go jadły przeprosiły przez usta pełne mięsa z jego ramienia. Myślę że byli niezdolni by się kontrolować; to wyglądało bardziej tak, jak gdyby smakowali co powinni zostawić przy życiu.
Próbowali włamać się do mojego domu 5 czy 6 dni temu, ale moje barykady były dla nich zbyt mocne. Byli na zewnątrz i prosili mnie abym ich wpuścił. ‘Tylko jedno ugryzienie. Proszę, bądź łaskaw’. Słuchałem ich jęku całą noc. Było zbyt przerażająco aby spać.
Myślę że należy wyjaśnić dlaczego to piszę. Jestem zainfekowany. Wczoraj zacząłem kaszleć i tracić kły. Spędziłem noc wyciągając zęby. Ciągnąc je jeden za jednym. To nie bolało. Po prostu wyślizgiwały się ciągnąc się jak marchew. Tak czy inaczej, tak jak powiedziałem jestem zainfekowany. Robale przestały działać, a wszystkie inne zwierzęta po prostu uciekły. Zdecydowałem że zwabię kogoś do mojego domu i zaatakuję go. To brzmi źle, gdy to piszę, ale nie chcę umierać. I jestem tak głodny.
Przepraszam. Bardzo, bardzo przepraszam.
  • 1

#31 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 12 wrzesień 2010 - 07:39

:) wierzę, że to tylko chwilowa niedyspozycja założyciela tematu i dlatego nic nie pisze;) Ale widzę, że @rtyamovaya także lubisz takie klimaty...:D , więc fajnie by było, gdyby więcej osób zamieszczało podobne historie;) Czekam na wiecej
  • 0

#32 rtyamovaya

rtyamovaya

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 6 postów
Reputacja: 25
Dobra

Napisano 13 wrzesień 2010 - 03:01

Oczywiście że lubię, bo creepypasta w przeciwieństwie do historyjek pisanych przez 12 letnie dzieci jest w stanie mnie porządnie przerazić : D A co do zamieszczania historii to mam taki mały apel aby tłumaczyć coś nowego prosto ze strony creepypasta.com, a nie kopiować te już przetłumaczone z innych stron.

Zatoka Kola, za Murmańskiem jest cmentarzyskiem dla starych sowieckich okrętów podwodnych, które wyciek odpadów promieniotwórczych skierował wprost na dno Morza Barentsa. Wielu zachodnich odkrywców wiedziało o temperaturach poniżej zera i skażonym wietrze, ale niewielu przeżyło by to opowiedzieć. Mieszkańcy Murmańska mówią, że czasem gdy jest wichura i ze smaru na wodzie tworzą się ozdobne wzory, można usłyszeć głosy tych, którzy zginęli, gdy zaciągnęli się na służbę na te okręty. Problemem jest że jedynie najsilniejsi byli w stanie przeżyć katastrofy morskie, a każdy odwiedzających gości, umiera w ciągu 10 tygodni, jeśli tylko opowie tą historię barmanowi w Rokosowsku w Murmańsku

Wiem że słabe i nie najlepiej przetłumaczone, ale gdy znajdę odrobinę czasu (najprawdopodobniej w środę wieczorem) przetłumaczę coś mega.
Pozdrawiam.

KOT
Dziś nastąpił dzień, którego się tak bał. Wiedział że dziś zmierza do pracy tylko po to by być nadzwyczajnie zajęty i z całkowitym przekonaniem kłamać co się stało, że się spóźnił. Już był spóźniony. Jego nogi przez chwilę zostały lekko muśnięte przez jego czarnego kota, który cicho zaczął skrobać jego nogawkę sygnalizując że jest głodny. Powrócił po raz drugi do niedokończonych spraw. Później wyszedł.
Odetchnął z ulgą kiedy ostatni klient wyszedł. To był najlepszy roczny utarg. Wszyscy postanowili to uczcić. On natomiast zastanawiał się nad udaniem się do domu, ale również potrzebował się rozerwać. Nie miał żadnych poważnych planów na jutro więc pomyślał że na chwilkę skoczy do baru ze swoimi kolegami z pracy. Więc kiedy zaproponowali mu wspólny wypad od razu się zgodził.
Wciąż nie otwierał oczu. Był ledwie świadomy co się z nim dzieje. Po prostu spał leniwie dopóki jego dzwonek do drzwi zacząć upierdliwie dzwonić. Obudził się. Pomasował się chwilkę po brzuchu i znów pogrzebał twarz w poduszce.
Drzwi zaskrzypiały kiedy jego kot wszedł do pokoju i skoczył na jego plecy i nachylił się do jego głowy. On wciąż nie otwierał oczu. Gorący koci oddech uśpił go jeszcze raz.
Dzwonek znów zaczął dzwonić. Wyczołgał się z łóżka i ruszył do drzwi. W drzwiach stała jego sąsiadka. Była to kobieta, która musiała szybko dojrzeć i pracować w młodym wieku. Była z swoim ubraniu roboczym i trzymała w ręku torbę na śmieci.
-„Obudziłam Cię Myślałam że o tej godzinie już nie śpisz.”
-„Zazwyczaj tak” -odpowiedział oszołomiony- „Ale dostałem dzień wolnego”
„Cóż, nienawidzę dzielić się z ludźmi złymi wiadomościami tak wcześnie rano”- powiedziała chwytając jego rękę – „Ale gdy mijałam w nocy twój dom widziałam jak ktoś przejechał twojego kota. Przyszłam z tym od razu do ciebie, ale najwyraźniej nie było cię w domu”.
Patrzył na nią przez kilka sekund, ich ciszę niczym nóż przeciął odgłos kroków tego czegoś…

Teraz coś bardziej krwawego, i od razu przepraszam za nieudolne tłumaczenie poniższego tekstu, ze względu na sporą ilość idiomów, ciężko było je przetłumaczyć na polski.


NAPRAWDĘ?
Kobieta i mężczyzna wyszli z banku trzymając się za ręce. To może być normalna rzecz dla każdego, może nawet ciebie. Ale nie dla niej.
Mężczyzna zrobił typową uwagę o ich planach dzisiejszy dzień. W zwykłych okolicznościach traktowane byłoby jako Google Page Rankingóba nawiązania lekkiej rozmowy. Ale nie dla niej.
Szybkim, zręcznym ruchem kobieta, jego żona, podniosła betonową płytę z chodnika, ze wspaniałym pomysłem uderzenia dwóch gołębi opadających się na niskie gałęzie. Zdawały się dwoma patetycznymi białymi balonami. W momencie gdy wylądowały, jego żona uderzała je tak długo jak nie przestały oddychać. Jej mąż wiedział że znów coś spieprzył.
Jakiś przechodzień zaczął gapić się na przerażające wnętrzności dwóch zmiażdżonych ptaków.
„Linda!” Powiedział jej mąż. „Przestań!”
„Myślałam że mamy zamiar zabić dwa ptaki jednym kamieniem?” (Coś w stylu angielskiego odpowiednika przysłowia „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu” przyp. Tłumacza) Odpowiedziała głosem o nienaturalnej barwie. Jej twarz patrzyła na niego z ziemi, stoicko i sztywno jak jakaś straszna maska.
………………………………………………………………………………………

Miała przekonanie… więc, choroba psychiczna jest trochę eufemistyczna. Można powiedzieć nawet że była inwalidą. Poważnie. Linda nie potrafiła zrozumieć różnicy pomiędzy żartami a imperatywami. Rozumiała każdą postać mowy i traktowała ją poważnie, zawsze musiała robić to, o czym aktualnie się mówiło. Jej mąż przypomina sobie, jeden moment, gdy nagle wypchnęła go przez okno, w świetle jego ostatniej rezygnacji z partnerów biznesowych, zauważył że był stworzony do działania solo. Linda nie zawsze była niebezpieczna, chociaż.
Czasem przychodził do domu tylko by znaleźć ją chichoczącą na widok rozlanego na podłodze mleka. Często gapiła się w okno w deszczowe wieczory by zobaczyć coś oprócz kotów lub psów, które według niej spadły z nieba. Ale nadeszły czasy kiedy stała się naprawdę niebezpieczna. Tylko w ostatnim tygodniu, mężczyzna, który mieszkał w sąsiednim apartamencie został obrzucony jabłkami i innymi owocami. Biedna była również kobieta, która spadła przez nią ze schodów. Innym razem wydarzenie, które nadal przeraża go do tej pory- wepchnęła w jego ręce kawałek swojego skalpu, mówiąc że to kawałek jej umysłu. Od tej pory zawsze musi perukę za każdym razem kiedy wychodzi z domu. Pomimo tych wszystkich dziwnych i gwałtownych zachowań, on dalej kochał swoją żonę bardzo mocno i nie chciał wysyłać jej do szpitala psychiatrycznego.
Jego błąd.
Był bardzo ostrożny, by znów nie wydarzył się epizod z ptakami. Ku jego radości minęło półtora roku, bez wielu incydentów, a ich pierwsze dziecko miało się niebawem urodzić. Był to dobre, ponieważ dziecko dociągnie ich umysły od problemów finansowych, z którymi się borykają.
Był daleko kiedy to się wydarzyło. Gdy usłyszał że dziecko urodziło się, powrócił do domu.
Na początku, kiedy przeszedł przez drzwi, wiedział że coś jest nie tak. Jego żona wołała go z kuchni. W ramionach trzymała syna, którego on nigdy nie poznał.
W świetle ich kuchni, rozpostarte były wnętrzności dziecka, ich dziecka. Jego usta były rozciągnięte, do tego stopnia, że rozerwały się, szczęki były na wierzchu. Przypominało mu to rozerwane ubranie, ukazujące zbyt wiele. Krew małego dziecka była dosłownie wszędzie. W odpowiedzi na groteskowo rozszerzone szczęki jego dziecka, opadniętym ze wstrętu i strachu szczękom ojca groziło to samo. Google Page Rankingóbował wydobyć z siebie jakikolwiek krzyk, ale nie zdołał.
Siłą wyciągnął przedramię żony z jamy ustnej dziecka. Widział jak Google Page Rankingóbowała coś stamtąd wydobyć. Jego żona szybko zauważyła go, odwróciła się w jego kierunku, krwawe szczątki dziecka nadal tkwią na jej ramieniu.
„Musisz mi pomóc! Doktor powiedział że urodził się ze srebrną łyżeczką w ustach!” (ichniejszy odpowiednik naszego „w czepku rodzony” przyp. Tłumacza)

Mam nadzieję że się podobało : 3
  • 0

#33 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 16 wrzesień 2010 - 04:47

:) podobało :) Tylko mam maleńką prośbę: Nie pisz posta pod postem, tylko jak chcesz dodać następną historię, a w międzyczasie nikt nie odpowie na poprzednią , to po prostu edytuj post i dodawaj ;)
  • 0

#34 rtyamovaya

rtyamovaya

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 6 postów
Reputacja: 25
Dobra

Napisano 16 wrzesień 2010 - 07:51

Dzięki, dostosuję się, bo jak wskazuje na to ranga- świeżak jestem :D
  • 0

#35 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 22 wrzesień 2010 - 06:15

Witam po długiej przerwie, niestety nie miałem dostępu do internetu długi czas, na przeprosiny zarzucam dziś coś nowego :D postaram się zebrać w końcu i coś przetłumaczyć, dzisiaj jeszcze "znalezione".

Symbiot



40 000 lat temu gatunek homo sapiens wszedł w symbiozę z innym gatunkiem wyższym, czysto energetyczną formą inteligencji, niezdolną do przetrwania w coraz cieplejszym klimacie Ziemi.
Istoty te, nazywane same przez siebie Eterianami, stały się dla ludzi tym, co obecnie nazywa się duszą, dając im zarazem możliwość abstrakcyjnego myślenia. W zamian, ludzie nieświadomie utrzymali ginący gatunek Eterian przy życiu, chroniąc ich przed niekorzystnym wpływem środowiska własnymi ciałami.
Nie trwało to długo, gdy wybrany przez Eterian gatunek homo wyparł i stłamsił, a w dalszej perspektywie wybił, większość swoich gatunkowych krewnych, przejął ich osiągnięcia i siedliska, i obwołał się władcą świata.
Symbioty zapłaciły za ten gwałtowny skok ewolucyjny straszną cenę. Rozrastające się świadomości ludzkie przygniotły myśli Eterian, wprowadzając ich w stan umysłowej katatonii.
Wieki mijały, pokolenia ludzi i ich cichych lokatorów rodziły się i umierały, a homo nadal korzystali z daru jaki dął im los. Rozwijali inżynierię i język, udoskonalając wszystko co mogło być udoskonalone. Pojawiła się sztuka, religia, pojawiło się wszystko to co dziś nazywa się kulturą.
Co jakiś czas, wybitne jednostki ludzkie uświadamiały sobie istnienie symbiontów odwracając proces który je zniewalał. To ludzie byli wówczas spychani do roli id, a Eterianie przejmowali władze nad ciałem – nie potrafiąc zrozumieć jaka zmiana w nich samych zaszła i na czym ona polega.
Eterianie dali się poznać ludziom jako wybitne jednostki, twórcy religii, filozofowie, genialni dowódcy i artyści. Wszyscy wybijali się ponad szarą masę ogółu ludzkości, „wyprzedzali swoje czasy”.
W czasach starożytnej Grecji, te wybitne jednostki odkryły prawdę o sobie i świecie który je otacza. Zrozumieli, że to wiedza o symbiozie jest katalizatorem uwalniającym ich, Eterian, z okowów przerośniętych, często pustych myśli. Zadecydowali, że nie chcą naruszać naturalnego porządku rzeczy, mając nadzieję na pogłębienie symbiozy i pełne połączenie obu gatunków.
Uznali jednak też, że nie mogą pozwolić by ludzkość zwolniła w biegu po lepsze życie. Celowo umieścili informacje o symbiozie w swoich dziełach literackich, architektonicznych i innych, tak, by w przyszłości kolejne Symbioty mogły budzić się do życia i kierować rozwojem ludzkości. Właśnie na tamte czasy datuje się też pierwsze eksperymenty z wyjściem Eterian poza ludzkie ciała, co kończyło się, po dłuższej rozłące, śmiercią człowieka i utworzeniem przez energetyczny byt zapętlonego wzorca zmarłego człowieka. Wtedy narodziły się duchy.
Inne grupy Eterian, na przestrzeni wieków, czyniły inne Google Page Rankingóby rozwoju ludzi, przyspieszenia procesu totalnego połączenia gatunków czy, odwrotnie, całkowitego oddzielenia się od cielesnego homo. Buddyzm, masoni i ich pseudoreligia oparta na tajemniczej „Wiedzy”, tajemnicza zapaść intelektualna w średniowieczu… To wszystko jest wynikiem działań różnych grup i obozów Eterian.
Wedle mnie, wszyscy Eterianie działali zbyt skrycie, za wolno, za słabo.
To my, Eterianie, wasze dusze, jesteśmy gatunkiem nadrzędnym, lepszym od was – worków mięsa.
Teraz, gdy znasz prawdę, zapewne już się obudziłeś bracie, jeśli nie – bez obaw.
Kiedyś, w którejś chwili gdy twój umysł zwątpi, być może nawet we śnie – uwierzysz. Uwierzysz i kolejny z naszych będzie wolny, tak jak powinno być.


"PRYSZNIC"





Nigdy nie była strachliwa, a teraz jej młode jeszcze serce, biło jak oszalałe. Jej oddech Google Page Rankingóbował dogonić puls w szaleńczym biegu, u mety którego była pustka. Nie śmierć, nie życie. Pustka. I lęk. Ten sam, który sprawił, że źrenice Moniki stały się szerokie jak pięciozłotówki, a wargi pociągnięte delikatnie bladoróżowym błyszczykiem, drżały, muskając kasztanowe włosy. Te ostatnie, pozlepiane łzami i potem, zakrywały jej twarz. Siedziała w kącie, z podkulonymi nogami i ukrytą między kolanami głową- typowa postawa przerażonego na śmierć dziecka, którym już przecież nie była. Wraz z podjęciem decyzji o samodzielnym mieszkaniu z dala od rodzinnego domu, stała się dorosła. Może nawet zbyt dorosła, jak na zaledwie dwadzieścia jeden lat i psychikę nadwątloną rozwodem rodziców. Kochała ich oboje i ogień spalający kolejne mosty między nimi, parzył jej serce najgorszym możliwym płomieniem- niezrozumienia. Ale teraz nie to było najważniejsze. W tym konkretnym momencie, jej rodzina, jej mieszkanie, jej samodzielność, do cholery, jej całe dotychczasowe życie, było jak z innej galaktyki. Nierzeczywiste. Wyrwane z realiów. Realiów opanowanych przez tańczące na pustych, białych ścianach cienie. Szydercze, paskudne. I złe. Tak... Bardzo złe. Do tej pory bagatelizowała to, co działo się wokół. Znikające nagle przedmioty, uczucie czyjejś obecności, w pustym przecież mieszkaniu. I chichoty w nocy. Nie przez ścianę, od sąsiadów. Zaraz przy jej uchu. Nie zwracała uwagi na to, że znajomi nie chcieli do niej przychodzić. Bo według nich, w tym domu panowała "dziwna atmosfera". Jedna z jej najlepszych przyjaciółek, w autentycznym przerażeniu wyznała jej, że zobaczyła na oknie twarz. Wykrzywioną w grymasie nienawiści twarz z pustymi oczodołami i wąską kreską w miejsce ust. Monika nigdy później nie widziała już koleżanki. Podobno wyjechała z miasta, bo słyszała głosy. Do tej pory, wszystko to można było zrzucić na bujną wyobraźnię, gapiostwo, czy zwidy. Ale nie teraz. Nie, gdy pośrodku jej pokoju, mały drewniany stolik tańczył w szalonych, rwanych podrygach, przesuwając się raz w lewo, raz w prawo, unosząc się na kilkanaście centymetrów, a następnie upadając z hukiem. Nie, gdy krzyż na ścianie zaczął drgać, a następnie obrócił się do góry nogami. I tak pozostał. Wbrew prawom fizyki i jakiejkolwiek logice. Głosy, dotychczas przytłumione i ciche, zaczęły wręcz krzyczeć wewnątrz jej głowy. Żadne sensowne zdania- słowa w dziwnych, brzmiących staro, językach, bluźnierstwa, przerywane jękami i okropnym rechotem. Na zewnątrz był środek dnia, ale jej pokój był pogrążony w ciemności. Nie mogła tego dłużej wytrzymać. Nie da już rady. Łzy spływały po jej policzkach cienkimi strumykami wprost do jej ust. Nie były słone. Były kwaśne jak ocet. Wzięła ze stołu wazon. Uderzyła nim mocno o podłogę, pozostawiając w dłoni niewielki odłamek. Była zmęczona, ale zdecydowana. Spojrzała ostatni raz na święty obrazek, który leżał tuż obok niej. Ciekła z niego krew. Przyłożyła odłamek do nadgarstka. Jedno cięcie. Jedno, zdecydowane cięcie i wszystko się... Skończyło. Prowizoryczny nożyk upadł na posadzkę, roztrzaskując się na dziesiątki małych kawałków. Monika rozejrzała się dookoła pokoju. Wszystko ustało. Nie musiała się ranić. To był koniec koszmaru. Wstała powoli, bo nogi rwały jej się do biegu. Byle gdzie, przed siebie. Poczuła się dziwnie spokojna. Pot sprawił, że jej zwiewna sukienka zaczęła jej ciążyć i przylegać do ciała. Jakkolwiek niedorzeczne by się to nie wydawało- pomyślała, że musi się teraz wykąpać. Przejść swoiste catharsis. Weszła pod prysznic i, zamykając uprzednio kabinę, odkręciła wodę. Strumień był przeraźliwie zimny, przekręciła więc kurek nieco na prawo, by ciecz stała się nieco cieplejsza. Niewiele to dało, więc postanowiła dokręcić kurek do oporu. Woda wciąż była chłodna, tylko po to, by nagle uderzyć w jej umęczone ciało strumieniem wrzątku. Krzyknęła z bólu i chwyciła za kranik, Google Page Rankingóbując zmienić jego położenie. Bez skutku. Skóra na jej plecach i ramionach była przeraźliwie czerwona, czuła jak jej mięso niemal gotuje się żywcem. Gorąca para wodna wypełniła jej płuca i utrudniała oddychanie, podczas gdy Monika Google Page Rankingóbowała otworzyć kabinę. Nie dała rady. Kolejne strumienie ognia uderzały o jej skórę, a ona konała w agonalnym bólu.

Następnego dnia, policja znalazła ją martwą pod prysznicem. Funkcjonariusze nie byli w stanie stwierdzić co się stało, ale zgodnie twierdzili, że to był najgorszy widok, z jakim kiedykolwiek się spotkali. Ciało Moniki było na wpół ugotowane, skóra z niektórych miejsc zeszła całymi płatami, a tam gdzie została, była pokryta pęcherzami, z których sączyła się krew i ropa. Na zaparowanej ściance kabiny prysznicowej widniał, jakby nakreślony palcem, pełen szyderstwa napis: "Ból zbawia". Zastanów się teraz, ile razy kładłeś gdzieś rzeczy, a potem znajdowałeś je w zupełnie innym miejscu? Ile razy wydawało ci się, że ktoś cię obserwuje? Ile razy słyszałeś w środku nocy dziwne odgłosy? W końcu, ile razy czułeś się nieco nieswojo, w swoim własnym pokoju? Oczywiście to mogła być tylko twoja bujna wyobraźnia, gapiostwo, czy zwidy. Na wszelki wypadek jednak zastanów się, zanim następnym razem odkręcisz ciepłą wodę pod prysznicem.
  • 0

#36 rtyamovaya

rtyamovaya

    Świeżak

  • Świeżak
  • Pip
  • 6 postów
Reputacja: 25
Dobra

Napisano 22 wrzesień 2010 - 07:21

No to i ja coś dorzucę, i wyjątkowo to nie jest nic tłumaczonego tylko pisałam to sama, więc przepraszam za dość 'ciężki' język.
OJOS DE AZUL
Budzisz się w nocy w swoim łóżku i zadziwiająco wszystko jest w porządku. Wszystko w twoim pokoju jest na swoim miejscu, cały czas ten sam bałagan. Zaczynasz odczuwać pragnienie. Uspokajając się, że nie przydarzy ci się historia z jakiejś creepypasty wstajesz z łóżka i skradasz się do drzwi, tak by nie obudzić reszty śpiących. W korytarzu mijasz swojego psa, który i tak obudził się. Wchodzisz do kuchni i od razu rzucasz się do butelki wody stojącej na stole. Twój pies przyszedł tu za Tobą i usiadł w drzwiach kuchni. Czując jak lodowata woda wlewa ci się do gardła przyglądasz się swojemu psu. Jego oczy stają się coraz większe, dostrzegasz w nich strach, ba, przerażenie. Położył uszy, jak zwykły robić to psy przy ataku. Jest przerażony. W ten groteskowy sposób przygląda ci się. O co może mu chodzić? Zaczynasz czuć się nieswojo. Wtem dostrzegasz, że pies nie patrzy sie na ciebie...
...lecz za ciebie.
Proszę o wyrozumiałość- moja pierwsza praca w tym stylu :P
  • 0

#37 Naz7704

Naz7704

    Kombatant

  • VIP
  • PipPipPip
  • 2255 postów
Reputacja: 1722
Świetna

Napisano 22 wrzesień 2010 - 07:48

spoko ;) z czasem napewno będzie coraz ''dłuzej i lepiej''... Jak to mówią; trening czyni mistrza ]:-) zachęcam do czestego udzielania się ;)
  • 0

#38 Babcia Stasia

Babcia Stasia

    Zbanowany

  • Banned Users
  • PipPipPip
  • 1013 postów
Reputacja: 587
Bardzo dobra

Napisano 22 wrzesień 2010 - 11:59

Jak ja się cieszę, że nie mam prysznica a wannę..i na szczęście jestem już po kąpieli. :P

rtyamo.. całkiem fajne.. końcówka podniosła mi ciśnienie haha :D
  • 0

#39 LeśniczyLajonel

LeśniczyLajonel

    Leśniczy Lajonel

  • VIP
  • PipPipPip
  • 458 postów
Reputacja: 295
Bardzo dobra

Napisano 15 październik 2010 - 06:22

TEORIA STRUN





Mieliście kiedyś uczucie jakby ktoś obcy znajdował się w waszym domu, a wy pomyśleliście po prostu "Nie chcę tego wiedzieć" i olaliście to? Czasem lęk przed nieznanym jest lepszym wyjściem niż konfrontacja z rzeczywistością, z konkretnym niebezpieczeństwem. Mimo, że zwykle jest to jakiś drobiazg. Pewnego razu sygnał mojego bezprzewodowego telefonu zepsuł się, kiedy byłem sam w domu. Można było dzwonić z niego tylko z salonu. Innego razu, mógłbym przysiąc, że ktoś wziął z mojego biurka kilka drobniaków. Wszystko to jest pewnie wynikiem trochę niepokojących pomyłek pamięci.
Ale co zrobilibyście gdyby zdarzyło się coś naprawdę niesamowitego? Ucieklibyście czy zignorowali to, tak jak ja uczyniłem?
Ostatni poniedziałek był zwyczajnym dniem. Wstałem, umyłem zęby, ubrałem się do szkoły... Wszystkie te małoznaczące etapy mojego porannego rytuału. Zanosiło się na to, że będzie to kolejny wybitnie nudny dzień, do czasu gdy ujrzałem struny.
W moim pokoju znajdowała się plątanina trzech bądź czterech włókien. Krzyżowały się pomiędzy ścianami wokół mojego łóżka, jedna przymocowana była do drzwi. Nie ma opcji żebym je wcześniej przeoczył; potknąłbym się o nie. Były przypięte do ścian, co nie miało miejsce jeszcze 10 sekund temu.
Założyłem, że nikt nie mógł przebywać w pokoju podczas gdy ja się w nim znajdowałem. Było wcześnie, mój mózg nie pracował właściwie. Po prostu nie uwierzyłem w to co widzę, odczepiłem struny i wyszedłem do szkoły, zostawiając je zwinięte na biurku.
Potem nie było lepiej. Na zewnątrz były ich setki, przewiązane między domami, wokół aut, przeciągnięte przez ulice... Musiał to być super wyszukany dowcip. Ukryta kamera albo jakiś happening. Zaangażowali do tego przedstawienia wszystkich innych; przechodnie byłi owinięci w żyłki, wiążące ich z miejscami, do których zdążali albo, od których się oddalali, jak gdyby kontynuowali swój pochód kursem wyznaczonym przez struny.
Nerwowo kontynuowałem podróż do szkoły. W autobusie każdy oprócz mnie był przywiązany do drzwi. W szkole, grupki przyjaciół były przywiązane do innych; nauczyciele połączeni ze swoimi biurkami i tablicami. Zastanawiałem się dlaczego tylko ja jestem odpięty.
Kiedy moja przyjaciółka Lucy usiadła obok mnie na pierwszej lekcji, jakby nigdy nic, rzuciła mi na kolana swoją torbę i podparła podbródek na dłoni gapiąc się na okno za mną.

-Hej, Lucy.

Bez odpowiedzi.

-No weź, nie spodziewałem się, że ty też jesteś w to wszystko zamieszana.

Westchnęła i zaczęła wyjmować książki ze swojej torby. Wszystkie były połączone z jej dłońmi. Uśmiechnąłem się kpiąco i energicznie pociągnąłem za jedną z książkowych strun wyrywając ją. Wyglądała jakby tego nie zauważyła, zamiast tego po prostu zlekceważyła całkiem książkę, bez wahania pozwalając jej upaść na podłogę. Schyliłem się podnosząc jej książkę i położyłem ją z powrotem na biurku. Nie zauważyła tego.

-Dobrze, jeśli tak mamy się bawić. - powiedziałem z uśmiechem, starając się wyglądać wesoło, ale naprawdę ukrywałem moje podenerwowanie. Ścisnąłem w jednej ręce wszystkie struny do niej przymocowane i wyrwałem je. Mrugnęła i odwróciła się do mnie.

-Kuźwa, Martin. Jesteś jak jakiś ninja.
-Siedzę tu chyba z 10 minut. - Uśmiechnąłem się ponownie, uspokojony tym, że moja przyjaciółka w końcu mnie "zauważyła".
-Skąd się wzięły wszystkie te sznureczki?? - wysapała, udając, że widzi je po raz pierwszy.
-Przypuszczam, że wszyscy mnie wpie*dalacie w...

Wstała, cofając się do kąta. Nikt inny w klasie tego nie zauważył.

-Nie było ich jeszcze minutę temu! Też je widzisz?? - jej głos zdradzał, że była szczerze przerażona.
-Nie. Ty nie... - przerwała mi moja nauczycielka trzaskająca drzwiami. Każdy z wyjątkiem mnie i Lucy wymruczał dzień dobry i wciąż nikt nie wyglądał na chcącego zwrócić nam uwagę.
-Ludzie ignorują mnie cały dzień. - powiedziałem Lucy zanim odwróciłem się do naszej nauczycielki.
-Hej! Głupia dziwko! Nie potrafisz uczyć, do ku*wy nędzy!

Bez reakcji.

-Uciekam z tego całego gówna. - Lucy odciągnęła kilka strun na bok i opuściła klasę. Podążyłem za nią i - uwaga, uwaga - nikt tego nie zauważył.
Przemierzaliśmy korytarze, wychodząc i wchodząc do upatrzonych przez nas klas. Kiedy tylko odwiązywaliśmy od kogoś krzesło albo książkę, wyglądało tak jakby nagle ten przedmiot przestawał mieć dla nich znaczenie. Nie istniał.
Pokazałem jej ulicę na zewnątrz; było tam więcej strun niż kiedy szedłem rankiem. Dwukrotnie więcej. Ostrożnie torowaliśmy sobie drogę przez plątaninę, kierując się do pobliskiej kawiarni. Wiem, niezbyt błyskotliwie. Ale co byście zrobili w naszej sytuacji? Jak już powiedziałem, lęk przed nieznanym czasem wygląda na bezpieczniejsze wyjście. Po jakimś czasie zaproponowałem żebyśmy odczepili trochę więcej ludzi. Lucy sprzeciwiła się temu, mając w pamięci jak bardzo była po tym przerażona.
W kawiarni chwyciliśmy parę kanapek i napojów z lodówki. Znaleźliśmy stół, uwolniliśmy krzesła ze strun i usiedliśmy. Oboje jedliśmy w ciszy, oboje zbyt przestraszeni, oboje odwracając uwagę od siebie nawzajem przez obserwację kawiarnianych gości, nieświadomych połączeń.
Po dwudziestu minutach Lucy przemówiła.

-Teraz ta weźmie kanapkę. - powiedziała, wskazując na kobietę po drugiej stronie kawiarni. Faktycznie, podeszła do lodówki i zabrała owiniętą w folię kanapkę, z którą była połączona.
-Zapłaci za nią i wyjdzie. - Tak zrobiła, zgodnie z przewidywaniem strun.
-Ten kolo nie ma zamiaru płacić. - Oglądałem jak mężczyzna bierze swoją kawę i wybiega ze sklepu obserwowany przez dwójkę kelnerek, zbyt rozdrażnionych aby go gonić.
-To okropne. - załkała.
-Chodźmy. Proszę.

Na zewnątrz nie było lepiej. Każdy podążał dokładnie z kierunkami strun, poruszającymi ich codziennym życiem. Lucy oznajmiła, że idzie do domu przespać to, a ja zgodziłem się pójść do niej. Mieszkała zaledwie dziesięć minut drogi stąd.
Z dala od ruchliwej części miasta znajdowało się mniej połączeń. Było milej; mogliśmy udawać, że nic się nie wydarzyło.
Gdy skręciliśmy w ulicę Lucy, zatrzymała się rozwierając usta.

-Co znów? - przerwałem ciszę, mój głoś zabrzmiał zadziwiająco wysoko.
-Spójrz. - wskazała przed dom jednego z jej sąsiadów.

Widziałem to wyraźnie i nie zapomnę tego momentu do końca życia. Ponury karzeł, wysoki może na metr, spacerował z knykciami przy ziemi, prawie jak małpa. Miał parę bulwiastych, żółtych oczu zajmujących pół twarzy, bez ust ani innych części twarzy. Trzymał młotek i kłębek, który rozwijał za sobą.
Szedł P rędko i w milczeniu, od drzwi frontowych do skrzynki na listy. Zatrzymał się, przybił ćwiek do boku skrzynki i zaplótł wokół niego strunę. Odwrócił się do nas twarzą i znieruchomiał spostrzegłszy nas.
Sytuacja stała się bardziej skomplikowana niż była do tej pory, ale on tylko wpatrywał się w nas ze zdziwieniem i zaciekawieniem. Mógłbyś rzec, że jest bardziej przestraszone od nas. Nagle skinął na nas swoją malutką dłonią.
Spojrzałem na Lucy, nie poruszyła się. Z powrotem na karła, który się na mnie gapił.
Zmniejszyłem dystans między nami o połowę, potem znowu. To już nie był lęk przed nieznanym; to był strach przed tym małym gościem. Nie wyglądał na coś co byłoby przestraszone. Gdy znalazłem się w odległości jednego metra, wyciągnął dłoń.

- Uh. Cześć. - Potrząsnąłem nią. Skinął twierdząco, mrugając na mnie swoimi ogromnymi oczyma.
-Więc ty jesteś jednym z opiekunów strun? - Kiwnął gorliwie. Przywołałem Lucy, ale ona stała w miejscu.
-Jest was więcej? - Kolejne skinięcie. Chiałem zadać mu tyle pytań, czym byli i skąd się wzięli, ale wyglądało na to, że jestem ograniczony pytaniami tak-lub-nie.
-Czy pozostaniemy wolni?

Spojrzał na mnie tylko, jakby ze smutkiem. Natychmiast poczułem ścisk w żołądku i nie mogłem więcej znieść widoku małego potwora. Chwyciłem Lucy, która wszystkiego słuchała, a teraz usiadła na krawężniku z głową w dłoniach.

-No dalej.

Weszliśmy do jej domu, a ja zrobiłem herbatę. Gdy znalazłem ją w sypialni odwiązywała swojego psa i plątała się z tym, płacząc. Położyłem herbatę i usiadłem obok niej.

-Bardzo się boję. - wyszeptała po dziesięciu minutach szlochu. Nie odpowiedziałem. Nie potrafiłem.
-Idę spać. - wymamrotała w końcu i usnęła w przeciągu minuty. Pomyślałem, że sen to całkiem dobry pomysł, czując jak moje powieki stają się ciężkie.

Opadłem na koc i ostatnia rzecz jaką usłyszałem zanim usnąłem był niedaleki tupot kilkunastu stóp.
Czułem się znacznie lepiej następnego ranka, jakby całe zdarzenie było tylko snem. Zakładając, że mama Lucy nie zobaczyła mnie rankiem, rozmyślałem nad tym jak wytłumaczę się z tego, że przenocowałem u niej w domu bez przyzwolenia.
Podczas śniadania Lucy zapytała mnie czemu jestem taki blady i spięty. Odwróciłem się do niej z uśmiechem i wymamrotałem coś o tym, że jest mi niedobrze.
Ale prawda była taka, że byłem przerażony, ponieważ nie widziałem już żadnych strun i zastanawiałem się czy moje czyny naprawdę były moimi własnymi decyzjami.
  • 0

#40 DWMT

DWMT

    Precylowy Weteran

  • Emeryt
  • PipPipPip
  • 202 postów
Reputacja: 75
Dobra

Napisano 17 październik 2010 - 06:16

Ciekawe historie, tyle mam do powiedzenia : )
  • 0