Sztuka
Kochania
Michalina Wisłocka



PRZEDMOWA


Oto polski czytelnik otrzymuje książkę poprzedzoną burzliwą dyskusją, oczekiwaną przez liczne rzesze czytelników, którzy znają autorkę z poprzednich publikacji.
Co prawda literatura popularna w Polsce na tematy seksu jest dość obszerna, ale książka doktor Michaliny Wisłockiej jest nowością jakościową. Nowe są w niej ujęcie tematu, i zasób wiedzy przekazywanej czytelnikowi.
Sztuka kochania adresowana jest do młodych ludzi ustabili¬zowanych uczuciowo, a więc przede wszystkim do tych, którzy w niedługim czasie zawrą lub już zawarli związek małżeński. Autorka widzi w erotyce wielką szansę człowieka — szansę na szczęście, na radość życia i udane pożycie małżeńskie. Po¬daje cały arsenał sposobów i metod rozszerzania doznań, wzbo¬gacania pieszczot, zalotów — w ogóle kontaktów dwojga ludzi, - którzy się kochają. Tak właśnie — kochają, bo autorka wy¬raźnie mówi, że tylko ludzie, których wiąże coś więcej niż po¬żądanie i kontakt seksualny, przeżywają pełnię erotyki.
Przeprowadzone przed kilkunastu laty badania przedstawio¬ne w Raporcie Kinseya wykazały, że znaczny procent kobiet żyjących w małżeństwie nie ma satysfakcji z pożycia małżeń¬skiego. Procent ten był niebagatelny i niestety stały, podobny w różnych raportach i opracowaniach. Dlaczego godzić się z tym, że dla znacznej części kobiet nieznane są rozkosze życia seksualnego? By tej sytuacji zaradzić, trzeba było dwu rzeczy: po pierwsze rehabilitacji seksu i zmiany nastawienia tej grupy kobiet do życia płciowego, ponieważ by doznawać satysfakcji seksualnej, trzeba seks aprobować. Po drugie nauki techniki współżycia. Nie łudźmy się: techniki współżycia musi nauczyć się każdy. Tu „Instynkt" nie wystarczy.
Dlaczego każdy ma odkrywać wszystko na nowo, od po¬czątku? Dlaczego seks miałby być jedyną dziedziną życia, w zakresie której nikt nikomu niczego nie przekazuje?
Zgodziliśmy się już z tym, że trzeba uświadamiać. Ale ten, kto tak sądzi, powinien także powiedzieć, jak należy wsp󳬿yć seksualnie, by kobieta była szczęśliwa, by korzystała z da¬nych przez naturę możliwości.
W tym ostatnim postulacie zawiera się nowatorstwo pracy doktor Wisłockiej. Wszystkie dostępne w Polsce książki seksuologiczne dochodziły do „muru milczenia", poza który już nie wychodziły. O technice współżycia pisało się mgliście i ogól¬nikami.
W książce tej znajdują się przepisy nieraz prawie typu „książki kucharskiej". Dobrze to czy źle? Oceni czytelnik, ale ja sądzę, że tak właśnie być powinno. Ten, dla którego szcze¬gółowe rady nie są konieczne, nie musi z nich korzystać, ale uważam, że takich w naszym społeczeństwie nie ma zbyt wielu.
Przed Sztuką kochania było dużo książek, niekiedy słynnych, urosłych do rangi symbolu, np. Małżeństwo doskonale Van de Veldego. Poprzedzona moją przedmową książka ma także wielką szansę, może stać się istotnym czynnikiem zmieniają¬cym wiele w naszej codziennej obyczajowości; zawdzięcza to komunikatywności — autorka wiele problemów stara się omó¬wić wprost, nie polegając na wyobrazi i czytelnika.
Jest jeszcze jedna sprawa, która wymaga podkreślenia. Czy¬telnik nie zorientowany w literaturze przedmiotu nie zauważy w tej książce warstwy oryginalnej, „odautorskiej", która prze¬plata się z powszechnie przyjętymi poglądami. Ze szkodą dla siebie i swej pozycji naukowej doktor Wisłocka zaniedbuje publikacje swych prac oryginalnych, badawczych i odkryw¬czych w prasie naukowej. Swoje wyniki, obserwacje, docieka¬nia i przemyślenia przedstawia w książce popularnie, a więc w ten sposób, jakby referowała powszechnie znane prawdy. Nie każdy będzie w stanie ocenić własny, poważny i twórczy dorobek autorki. To gwoli sprawiedliwości podkreślam.
Niezwykła to książka i fakt, że zostałem zaproszony do na¬pisania do niej przedmowy, sprawił mi niekłamaną satysfakcję. Z całą odpowiedzialnością solidaryzuję się ze stanowiskiem autorki.


Doc. dr hab. mad, Andrzej Jaczewski

OD AUTORA

Sztuka kochania nie zawiera recepty na miłość, nie jest także podręcznikiem technik seksualnych.
„Kochanie" to piękne polskie słowo, które w moim odczuciu określa ciepły, serdeczny, pełen przyjaźni i harmonii seksual¬nej kontakt dwojga bliskich sobie ludzi.
Moja książka powstała w wyniku piętnastu lat pracy lekar¬skiej, naukowej oraz społeczno-publieystycznej, a więc wy¬korzystałam w niej doświadczenie płynące z rozmów z pacjen¬tami oraz z lektury dużej liczby listów, przychodzących do Poradni Korespondencyjnej Towarzystwa Planowania Rodziny i do miesięcznika Zdrowie, na które przez wiele lat odpowia¬dałam, wreszcie materiały i wnioski z dyskusji prasowych, w których wojowałam uparcie o kulturę uczuć i seksu. Przez wiele lat nagromadziłam setki karteczek z pytaniami uczest¬ników wykładów i dyskusji w klubach różnych organizacji społecznych, w domach akademickich, na uczelniach i w szko¬łach. Starałam się, aby na większość pytań skierowanych do mnie na spotkaniach czytelnicy znaleźli odpowiedź w tej książ¬ce.
Oddzielnym i niezwykle cennym źródłem informacji o życiu rodziny oraz problemach dręczących małżonków były rozmowy z kobietami i mężczyznami przychodzącymi, aby zasięgnąć po¬rady w sprawach trudności seksualnych, antykoncepcji czy do¬legliwości ginekologicznych. Oczywiście, w ogromnej większości udzielałam porad kobietom, co wynika z mojej specjalności podstawowej, jaką jest ginekologia, i stąd też książka mówi przede wszystkim o kobietach, chociaż przeznaczona jest dla „obojga". Nie sądzę jednak, żeby to nastawienie było ujemną stroną książki, ponieważ w moim przekonaniu w kobiecych rękach leży kształt miłości i kultura życia uczuciowego rodziny.
Rozmowy w gabinecie lekarskim pozwalają poznać głęboko skrywane przed otoczeniem — a niejednokrotnie i współmał¬żonkiem — bolączki j konflikty dzielące dwoje na pozór naj¬bliższych sobie ludzi. Czasem są to odkrycia wręcz zaskakujące, czasem bardzo smutne, a nawet tragiczne. Wiele pacjentek, które przychodziły do nas latami (pracowałam w poradni przez dwanaście lat), nawiązywało serdeczne kontakty i traktowało poradnię jak wypróbowanego przyjaciela.
Trzecim i wcale nie najmniej ważnym źródłem, z którego czerpałam pisząc książkę, są badania naukowe. Materiały, któ¬rymi posłużyłam się, zostały zebrane z kart ewidencyjnych pacjentek zgłaszających się w latach 1959—1970 do Poradni Specjalistycznej Towarzystwa Planowania Rodziny. Kart tych było około 6000, w tym seksuologicznych ponad 1000, reszta dotyczyła niepłodności, prowadzenia ciąż oraz porad antykon¬cepcyjnych. Badania endokrynologiczne, których wyniki złożyły się na treść działu o Biologicznych mechanizmach seksual¬nych, opierają się na wynikach analiz cytohormonalnych wyko¬nywanych przeze mnie i wybranych z kart pacjentek zgłasza¬jących się w latach 1970—1973 do Poradni Cytologicznej To¬warzystwa Planowania Rodziny, gdzie od 1970 roku pracuję na stanowisku kierownika naukowego. Rozważania dotyczące sek¬suologii wieku młodzieńczego i okresu dojrzewania oparłam na materiałach zaczerpniętych z kart badań oraz prac nauko¬wych kierownika i zespołu asystentów Samodzielnej Pracowni Medycyny Szkolnej Instytutu Pediatrii Akademii Medycznej w Warszawie kierowanej przez doc. Andrzeja Jaczewskiego. Od kilku lat biorę udział w pracach tej placówki w charakterze konsultanta ginekologa-seksuologa.
Na koniec chciałabym jeszcze serdecznie podziękować tym, którzy przyczynili się przyjazną pomocą i uwagami krytycz¬nymi do powstania książki i jej ostatecznego kształtu. Przede wszystkim Zarządowi Głównemu Towarzystwa Planowania Ro¬dziny; doc. Andrzejowi Jaczewskiemu za stworzenie mi wa¬runków do prowadzenia badań oraz zbierania materiałów nau¬kowych w Poradni Specjalistycznej, Pracowni Cytologicznej Towarzystwa oraz w Pracowni Medycyny Szkolnej; prof. Ste¬fanowi Soszce, dyrektorowi Instytutu Ginekologii i Położnic¬twa Akademii Medycznej w Białymstoku; prof. Jerzemu Dymeckiemu jak również dr Krystynie Jaworskiej z Instytutu Psychoneurologicznego; dr. Józefowi Beckowi, adiunktowi Sa¬modzielnej Pracowni Seksuologicznej Instytutu Położnictwa i Seksuologii Akademii Medycznej w Warszawie; mgr. Ta¬deuszowi Iwińskiemu, kierownikowi Pracowni Metodologii Ba¬dań Instytutu Badań nad Młodzieżą; redaktorowi Ryszardowi Wiśniewskiemu oraz pani Barbarze Lepeut z Paryża, która zaopatrywała mnie hojnie w aktualną literaturę naukową z za¬kresu seksuologii wydawaną we Francji.
Mam nadzieję, że rozważania zawarte w książce pozwolą wielu młodym małżonkom rozwiązać trudności oraz konflikty, z którymi nie potrafią sobie sami poradzić. Jeśli uda się Sztuce kochania odegrać rolę doświadczonego przyjaciela powstającej rodziny oraz wprowadzić do jej dnia codziennego trochę ra¬dości, to spełni swoje zadanie.
Michalina Wisłocka

Warszawa, czerwiec 1976.

I
Dzieciństwo
i okres dojrzewania

NARODZINY UCZUCIOWOŚCI

Wszelkie uczucia niełatwo dają się zamknąć w ramy ścisłego rozumowania. Od wieków ludzie próbują zdefiniować pojęcie miłości z większym czy mniejszym powodzeniem.
Inną definicję podaje filozof, inną etyk, psycholog lub poeta. Dla każdego z nich odmienne elementy składające się na mi¬łość są najbardziej godne uwagi i podkreślenia.
Współczesna seksuologia również podejmuje próby analizy istoty miłości, przy czym, dla jasności sprawy, dzieli zagadnie¬nie na dwa zasadnicze aspekty. Pierwszy to miłość uczuciowa, polegająca na dążeniu do więzi z drugim człowiekiem. Drugi dotyczy biologicznego pożądania, czyli popędu do rozładowania napięcia seksualnego. Obydwa te wątki splatają się w sposób trudny do rozdzielenia w przebiegu całego życia ludzkiego.
Miłość, łącząca dwoje kochanków, nie pojawia się nagle „z niczego", ale jest konsekwencją całego życia ludzkiego. Nie¬omalże od okresu płodowego wszystkie doświadczenia uczu¬ciowe rzutują na ostateczny kształt miłości w wieku dojrza¬łym.
Zacznijmy od pierwszego składnika miłości — od jej strony uczuciowej! Uczucie miłości, a właściwie jego istotna treść^ to pragnienie przebywania w ścisłym kontakcie z istotą kochaną.
Pierwszym okresem i narodzinami późniejszego kształtu miłości jest okres życia płodowego człowieka. Już znajdując się w łonie matki dziecko połączone jest z nią bardzo skompliko¬wanymi więzami fizycznymi i uczuciowymi.
Można by zapytać — skąd uczucia u płodu, który nie zaczął jeszcze żyć samodzielnym życiem?
W tej fazie miłości matki i dziecka po stronie matki leży cały ciężar miłości, dziecko natomiast zajmuje pozycję biorcy, który bez miłości i warunków fizycznych, jakie stwarza mu organizm matki, nie mógłby rozwijać się i żyć. Na pozór trudno mówić w tym okresie o jakimkolwiek kontakcie matki i dziec¬ka. Myślę oczywiście o kontakcie psychiczno-uczuciowym. Dziecko traktuje się do momentu narodzin jako część organiz¬mu matki, niemającą samodzielnego życia i własnych reakcji.
Wiedza współczesna rzuca jednak nowe światło na to zagad¬nienie. Warto tu wspomnieć o badaniach Artura i Margaret Liley, pary naukowców z Nowej Zelandii, którzy w 1960 roku opublikowali niezwykle interesujące obserwacje dotyczące za¬chowania się płodu w łonie matki. W czasie swoich badań wy¬konali wiele filmów ukazujących rozwój „małego człowieka" w jamie macicy od pierwszych tygodni jego życia aż do chwili urodzenia.
W pierwszych miesiącach ciąży płód jak niewielka rybka żywo się porusza i „pływa" w wodach płodowych. Około trze¬ciego miesiąca otwiera oczy i zaczyna rozróżniać światło i ciem¬ność, chętniej zwracając się w stronę jaśniejszą. Powyżej trzech miesięcy można zauważyć, że płód zaczyna słyszeć bicie serca matki lub odgłosy w jelitach, a także kuli się ruchem obron¬nym przy głośnych hałasach dochodzących ze świata ze¬wnętrznego.
Zdenerwowanie, irytacja, gniew matki, jej krzyk lub gwał¬towny lęk wyraźnie przyspiesza akcję serca dziecka. Można by powiedzieć, że przeżywa ono wraz z matką niebezpieczeństwa i groźby otaczającego ich świata.
Fantazja? Naukowo stwierdzono przecież, że lęk czy iry¬tacja matki powoduje zwiększone wydzielanie adrenaliny z nadnerczy do krwi krążącej. Hormon ten przez łożysko prze¬dostaje się do krążenia płodu i przyspiesza tętno dziecka. Gdy¬byśmy jednak chcieli w ten sposób, wykładając przebieg pro¬cesów fizjologicznych, opisywać przeżycia uczuciowe dorosłego człowieka, okazałoby się, że większość reakcji manifestujących je jest wynikiem takich czy innych bodźców neurohormonalnych.
Sądzę więc, że mogę sobie pozwolić na traktowanie tych objawów jako przejawu wspólnego przeżywania pewnych wy¬darzeń świata zewnętrznego przez osoby ściśle uczuciowo ze sobą związane. Dziecko już powyżej czwartego miesiąca ciąży zachowuje się jak mały człowieczek. Nie tylko porusza się, dra¬pie po głowie i brzuszku, ale bawi się palcami rączek i nóżek, otwiera oczy, ssie palec, połyka i wypluwa wody płodowe. Bar¬dzo nie lubi leżeć na twardym i wypukłym kręgosłupie matki, ponieważ go uciska, stąd żywe ruchy płodu, gdy matka kładzie się wieczorem na spoczynek. Dziecko obraca się, zsuwając z wypukłego kręgosłupa matki i układa się wygodnie na boku.
Sfilmowano również reakcję płodu siedmio- i ośmiomiesięcz¬nego na próby wykonania zastrzyków śródmacicznych (robi się to celem ratowania życia dziecka przy zaburzeniach zwią¬zanych z konfliktem krwi grupy Rh). Dzieciak wykręca się jak piskorz i broni rączkami, aby umknąć od igły i uniknąć bólu.
Wszystkie tego rodzaju obserwacje przyczyniły się do za¬sadniczej zmiany poglądu na zagadnienie początku życia dziec¬ka. Formalnie zaczyna żyć po zaczerpnięciu pierwszego odde¬chu, a faktycznie przejawia wiele mechanizmów i czynności życiowych o dość dużej samodzielności jeszcze w życiu płodo¬wym.
Patrząc na tę istotę żywą, broniącą się, reagującą wyraźnie na rzeczy dla niej przyjemne czy nieprzyjemne, nie popełniam chyba wielkiego błędu mówiąc o miłości matki i dziecka w okresie płodowym. Ono w tym układzie jest przede wszyst¬kim konsumentem, a ona — dawcą.
Proporcje dawania i brania w miłości zmieniają się stale w przebiegu życia ludzkiego, przeważając to w jedną, to w drugą stronę. Już Balzak powiedział, że w miłości zawsze jest ten, który całuje, i ten, który jest całowany.
Ciąża jest dla kobiety wielką szkołą bezinteresownego uczucia obejmującego cały tryb jej życia. Już wtedy przyszła matka może w pełni okazać, na co ją stać. Dziecko (w łonie matki) jest partnerem uwielbianym, dla którego chodzi się na spacer, żeby miało dużo tlenu, odżywia specjalnie, żeby było zdrowe i silne, panuje nad sobą i hamuje swoje złe humory, aby było spokojne i pogodne. Dziecko odpowiada na troskliwość matki rosnąc i rozwijając się w atmosferze sprzyjającej i spokojnej albo marniejąc i więdnąc w atmosferze zdenerwowania, krzy¬ków i niepokoju matki. Zrozumienie pierwszej fazy miłości, jaką jest miłość do oczekiwanego dziecka w życiu kobiety, oraz znaczenie jej dla dalszego pełnego rozwoju człowieka jest nie¬zmiernie ważne i często niedoceniane.
Po urodzeniu niemowlęctwo jest dalszym ciągiem kształto¬wania się miłości matki i dziecka zapoczątkowanej w życiu płodowym. Charakterystykę miłości macierzyńskiej zacytują z książki O sztuce miłości amerykańskiego filozofa i psycho¬loga, Ericha Fromma.

„Dziecko, chociaż żyje już teraz poza łonem matki, nadal całkowicie od niej zależy... Kiedy dziecko rośnie i się. rozwija, nabiera zdolności do postrzegania rzeczy takimi, jakie są; zadowolenie odczuwane przy ssaniu zaczyna być czymś innym niż sutka, pierś czymś in¬nym niż matka. Wreszcie dziecko zaczyna odczuwać pragnienie, zaspokajające je mleko, pierś, matkę — ja¬ko różne odrębnie istniejące przedmioty.
— Dziecko uczy się, jak postępować z ludźmi; że matka się uśmiecha, kiedy jem, że weźmie mnie na ręce, kiedy płaczę.
Wszystkie te doznania krystalizują się i skupiają w jednym; jestem kochany. Jestem kochany, bo jestem dzieckiem matki. Jestem kochany, bo jestem bezradny. Jestem kochany, bo jestem ładny, cudowny. Jestem kochany, bo matka mnie potrzebuje. Wyrażając się bardziej ogólnie: jestem kochany za to, czym jestem — albo jeszcze dokładniej: jestem kochany, ponieważ je¬stem. Ta świadomość, że się jest kochanym przez mat¬kę, jest bierna. Nic nie musisz zrobić, żeby być kocha¬nym — miłość matki nie jest obwarowana żadnym warunkiem. Jedyne, co muszę zrobić, to być — być jej dzieckiem. Miłość matki jest szczęściem, jest spokojem, nie trzeba jej zdobywać, nie trzeba na nią zasługiwać. Ale fakt, że miłość macierzyńska nie jest niczym uwa¬runkowana, ma negatywną stronę. Na tę miłość nie tylko nie trzeba zasługiwać — ale także nie można jej zdobyć, wywołać ani nią kierować. Jeśli istnieje, jest błogosławieństwem; jeżeli jej nie ma, wydaje się, że cale piękno uszło z życia — i nie mogę uczynić nic, aby ją zrodzić" E. Fromm. O sztuce miloici, Warszawa 1971, s. 52.

Ciepło i tkliwość uczucia macierzyńskiego, wypełniającego życie niemowlęcia, jest podstawą, z której rodzi się instynkt miłości, potrzeba więzi i intymnego kontaktu z drugim czło¬wiekiem. Jak ogromnie ważny jest ten okres w życiu dziecka dla prawidłowego rozwoju jego uczuciowości w wieku dojrza¬łym, przekonuje nas wiele badań przeprowadzonych nad ży¬ciem zwierząt.
Obserwacje zoologów wykazują, że niewykształcenie pewnych potrzeb i instynktów w określonym wieku zwierzęcia powoduje kalectwo, obciążające całe jego dalsze życie.
W hodowli kurcząt wydzielono kilkadziesiąt kurcząt zaraz po wykluciu się z jaj i karmiono je przez kilka tygodni wkła¬dając do dzioba pożywienie, podobnie jak ptaki w gniazdach karmią swoje pisklęta. Kurczęta karmione w ten sposób nigdy potem, po wyrośnięciu na dorosłe kury, nie potrafiły samo¬dzielnie dziobać, musiały być karmione albo zdychały z głodu. Eksperyment ten wykazuje, że instynkt dziobania musi zostać wykształcony w pierwszych tygodniach życia ptaka i jeżeli nie rozwinie się w tym czasie, kura nie potrafi już później nauczyć się dziobania.
Podobne badania przeprowadzono w Ameryce izolując świeżo narodzone małpki i hodując je w oddzielnych klatkach, gdzie były karmione sztucznie i pozbawione od zarania życia kon¬taktów uczuciowych z matką, i społecznych — z rówieśnikami. Gdy dorosły, nie potrafiły nawiązać kontaktów seksualnych ani nie szukały towarzystwa. Badacze wnioskują, że zwierzęta izolowane od miłości macierzyńskiej i wspólnoty z przedsta¬wicielami swego gatunku pozbawione zostały koniecznych wa¬runków do rozwoju popędu seksualnego. Sam instynkt biolo¬giczny, jak wynika z doświadczenia, nie wystarcza.
Pomijając już aspekt rozwoju uczuciowego matki kochającej i pielęgnującej swoje dziecko, dla dziecka miłość matki jest ogromnie ważną witaminą, konieczną do prawidłowego rozwoju. Witaminę tę profesor Władysław Szenajch, jeden z najwięk¬szych przyjaciół dzieci, nazwał witaminą „M".
Niemowlęta wychowane bez witaminy „M" wyrastają na lu¬dzi pozbawionych instynktu miłości i potrzeby więzi z drugim człowiekiem. Można by przytoczyć wiele przykładów ukazują¬cych, że nie jest to fantazja poetów i miłośników dzieci, ale rzeczywisty fakt.
Doktor Zofia Szymańska w Psychiatrii wieku, dziecięcego przytacza obserwacje poczynione w dwu żłobkach w Nowym Jorku: jednym — dla dzieci białych z zamożnych rodzin i dru¬gim — murzyńskich w dzielnicy ubogich.
Żłobek „arystokratyczny" urządzony był luksusowo, starannie sterylizowany i odkażany. Dzieci były odbierane przez pielęg¬niarki, które myły je, przebierały i umieszczały w oddzielnych oszklonych boksach, gdzie były z kolei przewijane, pielęgno¬wane i karmione wyjałowionymi mieszankami z butelek. Przez cały dzień nie wolno było nikomu z zewnątrz wchodzić do boksu, aby uniknąć infekcji, dopiero wieczorem lub tylko na sobotę i niedzielę dzieci zabierano do domu.
W żłobku murzyńskim dla ludności ubogiej warunki były znacznie gorsze, nie było zbyt rygorystycznie przestrzeganej izolacji i sterylizacji. Dzieci bawiły się razem we wspólnych pomieszczeniach, a w porze karmienia przychodziły matki i karmiły na miejscu piersią swoje niemowlęta, pieszcząc je i bawiąc się z nimi.
Jaki był efekt tych dwu metod wychowawczych? Zaskaku¬jący! Pięciokrotnie większa śmiertelność niemowląt w wytwor¬nym żłobku, dzieci murzyńskie natomiast chowały się znako¬micie i rozwijały prawidłowo. I tu daje znać o sobie wita¬mina „M".
Następnym etapem rozwoju uczuciowości dziecka, które wy¬chodzi z ciepłego gniazda miłości macierzyńskiej w wieku lat sześciu, siedmiu, jest rozwijający się w tym okresie kontakt uczuciowy z ojcem i rodzące się więzy przyjaźni z rówieśni¬kami w szkole. Miłość ojcowska ma już nieco inny charakter niż miłość matki, nie polega ona bowiem na dawaniu stale i bez rachunku, jest natomiast miłością za coś, miłością, na którą trzeba zasłużyć, żeby ją mieć.
Tu wrócę jeszcze do książki Ericha Fromma, który równie trafnie określa rolę miłości ojcowskiej, jak i macierzyńskiej w prawidłowym rozwoju dziecka:

„Aby zrozumieć to przesunięcie punktu ciężkości z matki na ojca, musimy przyjrzeć się zasadniczym różnicom między miłością ojca a miłością matki... (Oczywiście, mówiąc tu o miłości macierzyńskiej i oj¬cowskiej mówię o jej «typach idealnych^.,, i nie za¬kładam, że każdy ojciec i każda matka kochają w ten sposób. Mam na myśli matczyny i ojcowski pierwia¬stek, reprezentowany w osobach matki i ojca).
Niczym nie uwarunkowana miłość odpowiada jednej z najgłębszych tęsknot nie tylko dziecka, lecz każdej ludzkiej istoty; z drugiej strony sytuacja, w której się jest kochanym z powodu własnych zasług, dlatego, że się na miłość zasługuje, zawsze budzi wątpliwości; a może nie zadowoliłem osoby, o której miłość zabie¬gam? A może to, a może tamto? — zawsze istnieje obawa, że miłość może zniknąć. Co więcej, «zasłużona» miłość łatwo pozostawia gorzkie uczucie, że nie jest się kochanym dla siebie samego, ale jedynie dlatego, że sprawia się przyjemność, że ostatecznie zbadawszy rzecz dokładnie, okaże się, iż w ogóle się nie jest ko¬chanym, lecz używanym. Nic więc dziwnego, że wszy¬scy tęsknimy gorąco do miłości macierzyńskiej i jako dzieci, i jako dorośli.
Stosunek do ojca jest zupełnie inny. Matka jest do¬mem, z którego wychodzimy, jest naturą, glebą, ocea¬nem; ojciec nie reprezentuje żadnego takiego natural¬nego domu. W pierwszych latach życia jego kontakty z dzieckiem są bardzo ograniczone, a jego znaczenie dla dziecka w tym pierwszym okresie nie da się po¬równać ze znaczeniem, jakie odgrywa matka. Ale pod¬czas gdy ojciec nie reprezentuje naturalnego świata, reprezentuje on drugi biegun ludzkiego istnienia: świat myśli, przedmiotów, które są dziełem rąk ludzkich, świat prawa i lądu, dyscypliny, podróży i przygody. Ojciec jest tym, który uczy dziecko, który wskazuje mu drogę w świat... Miłość ojca jest miłością uwarun¬kowaną. Jej zasadą jest: «kocham cię, ponieważ speł¬niasz moje oczekiwania, ponieważ wypełniasz swój obowiązek, ponieważ jesteś taki jak ja».
W obwarowanej warunkami miłości ojcowskiej od¬najdujemy tak samo jak w niczym nie uwarunkowanej miłości macierzyńskiej aspekt negatywny i pozytywny. Tym negatywnym aspektem jest fakt, że na miłość ojcowską trzeba zasłużyć, że można ją utracić, jeżeli nie spełni się oczekiwań. W naturze miłości ojcowskiej tkwi fakt, że posłuszeństwo staje się główną zaletą, a nieposłuszeństwo — głównym grzechom — karą jest odebranie ojcowskiej miłości. Ale pozytywna strona tej miłości jest również ważna. Jeżeli miłość ojca uza¬leżniona jest od jakichś warunków, mogę coś zrobić, aby ją zdobyć, mogę na nią zapracować; miłość ojca nie leży, tak jak miłość macierzyńska, poza zasięgiem mojej kontroli". E. Fromm: jw., s. 54, 55, 56

Nawiązanie przyjaźni jednopłciowych zaczyna się zwykle w wieku szkolnym, między siódmym a siedemnastym rokiem życia. Przyjaźń wyrabia nawyki dawania i brania między bli¬skimi sobie ludźmi, uczy wymiany świadczeń na równych pra¬wach partnerskich, stwarza w psychice dorastającej młodzieży potrzebę wspólnego przeżywania rzeczy ważnych w życiu. Przyjaźń kształtuje również poczucie koleżeństwa oraz poczu¬cie odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Rola rodziców w tym okresie polega na dyskretnym nadzorze z daleka oraz dawaniu coraz większej swobody i samodzielności dorastającemu chłopcu czy dziewczynie.
Wreszcie na zakończenie długiego i pracowitego procesu roz¬wijania się uczuciowości oraz potrzeby więzi w psychice czło¬wieka pojawia się miłość do przedstawiciela płci odmiennej. Miłość mężczyzny i kobiety staje się syntezą wszystkich form przeżywanych dotąd, pragnieniem i realizacją wspólnoty fizycz¬nej i uczuciowej.
Oczywiście, w każdym z nas drzemie pragnienie miłości — „takiej jak u mamy" — niczym nie uwarunkowanej, miłości tylko za to, że istnieję w życiu drugiego człowieka. Niewątpli¬wie jest to ideał, do którego wzdychamy całe życie, ale niestety nigdy miłość już nie powraca w tej formie, a przede wszyst¬kim nie powinna powracać — ponieważ jest to forma infan¬tylna, odpowiednia w sam raz dla niemowlęcia.
Miłość taka, gdyby istniała, budziłaby stały niepokój, ponie¬waż nie mamy żadnego wpływu na jej trwanie oraz to, aby dotyczyła właśnie nas, a nie kogoś innego. Obiekt miłości w tym układzie staje się jak gdyby rzeczą otoczoną admiracją i podziwem, ale nie ma żadnych praw ani obowiązków współ¬partnera.
Miłość dojrzała bliższa jest raczej miłości ojcowskiej, ponie¬waż każdy z kochanków ma własny świat zainteresowań i po¬glądów, które partner musi poznać, polubić, rozumieć, nauczyć się postępować tak, aby zasłużyć na miłość, a także rozwijać ją stale według swej woli i chęci. Mamy tu możliwość budo¬wania, upiększania, wzbogacania wzajemnego stosunku oraz przyjęcia pełnej odpowiedzialności za jego walory i wartość. Szukając metod i form wzbogacających wzajemne uczucia ma¬my spokojną pewność, że kształt miłości leży w naszych rękach.
Istnieje jednak zasadnicza różnica między miłością ojcowską a miłością między kochankami. Sytuacja bowiem nie powinna układać się w ten sposób, ze jeden z partnerów stara się, pra¬cuje i usiłuje zasłużyć na miłość, drugi natomiast nagradza go albo karze w zależności od wysiłku, jaki włożył w swoje za¬biegi. Miłość powinna przypominać raczej więzy przyjaźni, w których partnerstwo jest równo podzielone między kochan¬kami i obydwie strony są jednocześnie dawcami i biorcami uczuć.
Fromm nie podkreśla: „Kocham cię, bo jesteś mi potrzebny", ale: „Jesteśmy sobie potrzebni, ponieważ się. kochamy", a sfor¬mułowania te różnią się od siebie w sposób zupełnie zasadni¬czy. Dwoje kochających się ludzi tworzy zamknięty krąg, za¬wierający syntezę dotychczasowych doświadczeń życiowych wspólnoty fizycznej i uczuciowej.
Analizując kolejne etapy rozwoju uczuć człowieka, od jego poczęcia aż po wiek dojrzały, spostrzegamy zaskakującą zbież¬ność historii rozwoju uczuciowości w życiu poszczególnego czło¬wieka z historią rozwoju miłości między kochankami.
Narodziny miłości przypominają okres niemowlęctwa i na¬pawają nas radosnym zdumieniem, dlaczego właśnie ja jestem kochany, pomimo że tylu jest piękniejszych, mądrzejszych, elegantszych ode mnie. Tajemniczy moment narodzin miłości, kiedy żaden z kochanków nie potrafi powiedzieć, za co i dla¬czego pokochał właśnie tę kobietę, czy mężczyznę, przypomina niczym nie uwarunkowany okres miłości matki do dziecka. Kochamy za to, że jest! Ale już po pierwszych chwilach upo¬jenia i oczarowania sobą następuje faza zapracowywania na miłość, starannego, pełnego wyrzeczeń budowania więzi.
Dojrzała forma miłości po przebyciu tych dwóch etapów osiąga okres partnerstwa, to znaczy harmonijnej przyjaźni opartej na wzajemnym zrozumieniu, na poczuciu odpowiedzial¬ności za drugiego człowieka, trosce o jego dobre samopoczucie tak fizyczne, jak i psychiczne, nie tylko w dziedzinie seksual¬nej, ale i w innych sytuacjach, jakie im życie przyniesie. Jed¬nakże, moim zdaniem, udane współżycie seksualne stwarza naj¬korzystniejsze podłoże dla rozwoju wszystkich wyżej wymie¬nionych walorów i więzi łączącej dwoje ludzi.

BIOLOGICZNE MECHANIZMY SEKSUALNE

Drugim równie potężnym i ważnym składnikiem miłości jak uczucie jest pociąg seksualny, tworzący nurt biologicznego po¬żądania. Nauka nazwala go popędem do rozładowania napięcia seksualnego.
Strona fizyczna miłości jest nie mniej skomplikowanym me¬chanizmem niż jej strona uczuciowa. Miłość fizyczna ma także swoje narodziny, a jej rozkwit i trwanie wymagają wielu nie¬zbędnych warunków do prawidłowego rozwoju. Podobnie jak sprawy kształtowania się uczuciowości, tak i rozwój wrażliwości seksualnej, umożliwiającej pełne przeżywanie wrażeń fizycznych w życiu człowieka, jest od wielu dziesiątków lat tematem dociekań naukowych.
Zastanawiano się, czy dążenie do kontaktu seksualnego jest sprawą biologiczną wrodzoną czy też nabytą? Czy każdy ma w sobie instynkt, który w odpowiednim wieku poucza go, co i jak należy robić, czy też są to sprawy wyuczone, związane z wychowaniem przez rodziców lub otaczającą społeczność?
Wykryto liczne mechanizmy wpływające na budzenie się, rozwój lub zanik popędu seksualnego. Badania w tej dziedzi¬nie idą w wielu kierunkach. Socjologia próbuje wyjaśnić wpływ warunków środowiskowych i obyczajowych na życie seksualne. Anatomia bada struktury różnych części składowych narządów płciowych, tkanek otaczających układ nerwowy i na¬czyniowy. Fizjologia zajmuje się funkcją narządów płciowych, układu nerwowego, a także wpływem czynności wydzielniczej gruczołów dokrewnych na rozwój życia płciowego. Psychologia wreszcie bada wzajemne powiązania między świadomością i psychiką ludzką a życiem seksualnym.
Rolę budowy anatomicznej oraz budowy narządów rozrod¬czych omówię dokładnie w dalszych rozdziałach książki. Także układ nerwowy oraz drogi przewodzenia bodźców i wrażeń będą przedmiotem dalszych rozważań.
Obecnie rozpocznę od analizy wpływu czynności hormonal¬nej gruczołów płciowych na mechanizm rozwoju popędu sek¬sualnego u człowieka. Zagadnienie to interesuje mnie od wielu lat i poświęciłam mu większość swoich dociekań i zaintere¬sowań naukowych. Również próba wyjaśnienia linii kształto¬wania się popędu seksualnego w życiu człowieka, co będzie treścią moich dalszych wywodów, opiera się na materiałach zebranych w poradniach seksuologicznej oraz cytodiagnostycznej Towarzystwa Planowania Rodziny.
Zagadnienie współzależności wydzielania hormonów płcio¬wych i rozwoju popędu seksualnego u człowieka było przed¬miotem badań naukowych od zarania medycyny i nauki o czło¬wieku. Już w czasach starożytnych zaobserwowano wpływ kastracji na popęd seksualny oraz zachowanie się samców zwierzęcych i ludzkich. Dalsze obserwacje wykazały zbieżność ujawniania się popędu seksualnego i dojrzewania płciowego kobiety z występowaniem miesiączki. Potem szukano przyczyn macierzyństwa nie kojarząc go niejednokrotnie w ogóle ze sprawą ojcostwa. Dalej stopniowo wyłaniała się współzależność okresu dojrzewania z pojawieniem się popędu seksualnego oraz rozwojem zewnętrznych narządów rodnych i macierzyństwem. Z chwilą powstania nauki o gruczołach dokrewnych zaczęto analizować także ich wpływ na sprawy płodności i popędu.




W podręczniku Sexual Behavior in the Human Female (Re¬akcje seksualne kobiety) — który stanowi jedną z części prac naukowo-statystycznych zwanych Raportem Kinseya, opubliko¬wanym w Ameryce w latach 1938—1958 jako pierwsze obszerne dzieło seksuologiczne na świecie, znajdujemy duży rozdział, w którym rozważa się zależność popędu seksualnego od czyn¬ności gruczołów dokrewnych.
W rozważaniach swoich dotyczących metody pomiarów po¬ziomu hormonów w organizmie ludzkim podaje autor krzywą wydzielania 17-ketosterydów w przebiegu życia mężczyzny i kobiety. Ketosterydy są to produkty powstające z rozpadu hormonów wydzielanych przez nadnercza (gruczoł hormonalny o wydzielaniu dokrewnym), jajniki i jądra, przy czym nad¬nercza produkują kortikoidy, jądra — testosteron, a jajniki — estrogeny. Wszystkie te hormony po wykorzystaniu przez or¬ganizm zostają wydalone w postaci 17-ketosterydów.

Alfred Kinsey i endokrynolodzy twierdzą, że hormony nad¬nercza stanowią dwie trzecie objętości wydzielanych 17-keto¬sterydów. Resztę stanowi testosteron u mężczyzny, a u kobiety estrogeny.
Jak widać na schemacie Kinseya, krzywe wydalania 17-keto¬sterydów w-przebiegu życia kobiety i mężczyzny różnią się od siebie w sposób zasadniczy. Krzywa hormonalna męska wspina się wysoko w okresie dojrzewania, po czym stopniowo spada aż do starości. Krzywa hormonalna kobieca wznosi się wyraź¬nie, ale znacznie mniej niż męska w okresie dojrzewania, po czym biegnie poziomo bez większych zmian.
Kinsey wykreślił również krzywe napięcia seksualnego w ży¬ciu mężczyzny i kobiety. Posługiwał się w swoich badaniach bardzo dużym materiałem statystycznym traktując jako wy¬kładnik wysokości napięcia liczbę stosunków odbywanych w ty¬godniu. Sam autor zastrzega się, że niesłychanie trudno jest znaleźć obiektywny miernik napięcia seksualnego i wybrany przez niego jest równie niedoskonały jak inne. Wiadomo bo¬wiem, że zdrowy normalny mężczyzna może mieć równie do¬brze jeden stosunek w tygodniu, jak i pięć dziennie (w obu wypadkach mieści się to w granicach normy), w wyniku czego uzyskane materiały są bardzo trudne do porównania. Pomimo tych trudności, operując dużymi liczbami, uzyskał Kinsey mę¬ską i kobiecą krzywą napięcia seksualnego.
Jak widzimy na rys, l, krzywa męska wspina się stromo osiągając maksymalne wartości między okresem pokwitania a dwudziestym, dwudziestym piątym rokiem życia, po czym stopniowo obniża się aż do wartości zerowej w wieku po¬deszłym. Krzywa kobieca również od momentu dojrzewania Wznosi się, jednak niezbyt znacznie, w górę, po czym przebiega poziomo od osiemnastego roku życia bez większych zmian aż do spadku w okresie starości.
Porównując Kinseyowskie krzywe wydalania hormonów z krzywymi napięcia seksualnego widzimy w ich przebiegu wyraźną zbieżność. Z powyższych analogu autor wysuwa przy-
puszczenie, że wysokość napięcia seksualnego jest przede wszy¬stkim uzależniona od wydzielania hormonów kory nadnercza oraz hormonów płciowych testosteronu u mężczyzny i estro¬genów u kobiety, stanowiących pozostałą część wydalanych z moczem 17-ketosterydów.
Jak wynika z wniosków wyciągniętych przez Kinseya, krzy¬wa napięcia seksualnego nie ulega większym zmianom w prze¬biegu życia kobiety z wyjątkiem dość szybkiego wzrostu w okresie dojrzewania.
W czasie wieloletniej praktyki w dziedzinie ginekologii za¬uważyłam, podobnie jak i inni ginekolodzy, że napięcie seksu¬alne w ciągu życia kobiety nie jest niezmienne, ale ulega bar¬dzo wyraźnym wahaniom.
Również liczne eksperymenty na zwierzętach wykazują ogromny wpływ hormonów estrogennych na występowanie objawów rui u samic, a ruja u zwierząt jest w pewnym sensie odpowiednikiem napięcia seksualnego u ludzi.
Pragnąc znaleźć źródło rozbieżności między codzienną obser¬wacją lekarską a wynikami badań Kinseya postanowiłam zba¬dać: 1) jak wygląda krzywa poziomu estrogenów w życiu ko¬biety zdrowej oraz 2) uzyskać krzywą napięcia seksualnego w przebiegu jej życia.
Zestawienie tych dwu krzywych dałoby mi odpowiedź, czy przebieg krzywej estrogenowej jest zgodny z przebiegiem krzy¬wej napięcia seksualnego, co przemawiałoby za współzależ¬nością tych dwu spraw, a także, czy odpowiada ona krzywej Kinseya.
Ponieważ uważam, że liczba stosunków w tygodniu nie może być uważana u kobiety za jedyny wykładnik napięcia seksual¬nego, nawet bowiem przy dużej częstotliwości stosunków może ona w ogóle nie przeżywać orgazmu, oceniałam wysokość na¬pięcia seksualnego za pomocą specjalnej tabeli określającej to napięcie w sposób jakościowy, a nie tylko ilościowy.
Tabela uwzględnia również, oprócz częstotliwości stosunków, orgazmy występujące w marzeniach sennych i przy podrażnia¬niu łechtaczki (onanizm). Ponadto brałam pod uwagę również stopień inicjatywy seksualnej (ze strony mężczyzny czy kobie¬ty?). Dalej różnicowałam przeżycia w trakcie stosunku na or¬gazmy wyłącznie łechtaczkowe, łechtaczkowo-pochwowe i wie¬lokrotne orgazmy w czasie jednego stosunku.
Wszystkie wyżej wymienione dane podzieliłam na cztery gru¬py charakteryzujące napięcie seksualne jako niskie, średnie, wysokie i maksymalne.



W ocenie napięcia seksualnego u mężczyzn posłużyłam się metodą Kinseya, to jest liczbą stosunków w tygodniu, wlicza¬jąc w to również onanizm i polucje nocne.
By uzyskać męską i kobiecą krzywą napięcia seksualnego, ankietowałam pięćset kobiet i stu siedemdziesięciu mężczyzn. Krzywa męska ma przebieg analogiczny do krzywej Kinseya, natomiast krzywa kobieca przebiega zupełnie inaczej.

Następnie opracowałam krzywą poziomu estrogenów w życiu kobiety zdrowej. Nie opierałam się, jak Kinsey, na badaniach hormonów przekształconych przez wątrobę i wydalanych z mo¬czem, lecz na wskaźnikach określających działania hormonów estrogennych na narząd rodny kobiety (komórki nabłonka poch¬wy, skład śluzu szyjkowego), a także na wykresie temperatury porannej, której zmienność związana z napięciem układu ner¬wowego wegetatywnego również ilustruje oddziaływanie hor¬monów jajnikowych na organizm kobiety w cyklu miesiączko¬wym.
Pomiary ciepłoty zwane krzywą temperatury porannej, opi¬sane po raz pierwszy przez Van de Veldego, są zapewne dobrze znane czytelnikom, ponieważ od wielu lat szeroko je popula¬ryzowano dla celów antykoncepcji.
Na podstawie dwustu siedemnastu cykli miesiączkowych u kobiet w różnym wieku, zbadanych wyżej opisanymi meto¬dami, wykreśliłam krzywą poziomu hormonów estrogennych w przebiegu życia kobiety zdrowej.
Jak widać, krzywa ta przebiega inaczej niż krzywa wydalania 17-ketosterydów u kobiety, podana przez Kinseya. Krzywa po¬ziomu estrogenów rośnie stopniowo od okresu dojrzewania osią¬gając swoje maksymalne położenie między trzydziestym piątym i czterdziestym piątym rokiem życia, po czym z wolna spada aż do sześćdziesiątego roku życia kobiety. Jak widzimy, krzywa poziomu estrogenów i krzywa napięcia seksualnego u kobiety (por. rys. 2 i 3) mają kształt prawie identyczny.
Jak wynika z powyższych badań, zmiany napięcia seksual¬nego w życiu kobiety są znacznie bardziej związane z hormo¬nem wydzielanym przez jajniki niż z poziomem hormonów nadnerczy, jak to przypuszczał Kinsey.
Powyższe rozważania były konieczne dla zrozumienia i dal¬szej analizy przebiegu i kształtowania się napięcia seksualnego w życiu kobiety i mężczyzny. Podsumowując wyżej opisane wyniki własnych badań nałożyłam na wspólny wykres krzywe napięcia seksualnego mężczyzny i kobiety.

Jak widać, przebieg tych Krzywych jest zupełnie różny, krzy¬żują się one ze sobą w wieku dojrzałym, rozbiegają znacznie w okresie młodzieńczym i przedklimakterycznym. Wykres dzieli się na trzy wyraźne odcinki. Pierwszy — obejmujący okres między dwunastym a dwudziestym piątym rokiem życia, wy¬kazuje ogromną rozbieżność napięć. Nazwałam go I fazą kon¬fliktową. Okres między dwudziestym piątym a czterdziestym piątym rokiem życia, gdy krzywe napięcia seksualnego u ko¬biety i mężczyzny przebiegają na poziomie wysokim i maksy¬malnym, jest okresem harmonii seksualnej. Okres po czter¬dziestym piątym roku życia, gdy krzywa męska i kobieca roz¬biegają się podobnie jak w okresie młodzieńczy ni, nazwałam II fazą konfliktową.
Analiza krzywych pozwala zrozumieć wiele zmian i konflik¬tów w układach między partnerami w toku ich życia. Do krzy¬wych napięcia seksualnego. będę niejednokrotnie powracać w dalszych rozdziałach książki. Tu ograniczę się tylko do ogól¬nej charakterystyki rozwoju i zmian napięcia w przebiegu życia oraz wyjaśnię pokrótce wpływ tych przemian na kształtowanie się kontaktów seksualnych dwojga ludzi.
I faza konfliktowa obejmuje, jak już powiedziałam, okres między dwunastym a dwudziestym piątym rokiem życia. Od początku pokwitania popęd seksualny u chłopca szybko osiąga wartości najwyższe. Już między dwunastym a szesnastym ro¬kiem życia polucje nocne i onanizm są wyrazem mimowolnych, a potem świadomych prób rozładowania napięcia seksualnego. Onanizm u chłopców od piętnastego do osiemnastego roku życia występuje prawie w stu procentach, co wskazuje na inten¬sywność potrzeb w tej dziedzinie (wysokie napięcia na krzy¬wej).
Przejawom tym towarzyszy energiczne poszukiwanie partner¬ki, nierzadko uwieńczone powodzeniem, o czym mówią dane statystyczno stwierdzające rozpoczęcie stosunków płciowych u większości chłopców około siedemnastego roku życia. Zna¬lezienie partnerki wśród rówieśniczek nie jest proste, nierzadko więc występuje nawiązywanie kontaktów z kobietami dojrza¬łymi seksualnie. Gwałtowny wzrost napięcia seksualnego chłop¬ców w tym wieku absorbuje ich tak bardzo, że w efekcie wy¬stępuje niedorozwój uczuciowości. Rozwój psychiczno-uczuciowy po prostu nie nadąża za fizycznym rozwojem seksualnym.
U dziewcząt w wieku od dwunastu do szesnastu lat napięcie seksualne jest stosunkowo niskie, a więc i pobudliwość nie¬wielka. Niewykształcona jeszcze wrażliwość receptorów seksualnych (skóra, sutki, narząd rodny) daje w efekcie małe za¬potrzebowanie na przeżycia fizyczne. Rekompensuje ten „fizjo¬logiczny niedorozwój" wrażliwości seksualnej szybki i inten¬sywny rozwój uczuciowości, przejawiający się w poszukiwaniu chłopca „na własność". Onanizm w związku z niewielkim na¬pięciem seksualnym występuje w tym wieku znacznie rzadziej niż u chłopców, bo tylko w około dwudziestu prezentach. Dziewczęta poniżej lat szesnastu rozpoczynają współżycie płcio¬we zwykle pod naciskiem chłopca i najczęściej nie osiągają satysfakcji seksualnej. W związku z tym nie dążą do kontak¬tów fizycznych pomimo intensywnych przeżyć uczuciowych.
U mężczyzny między osiemnastym i dwudziestym piątym ro¬kiem życia pełni rozwoju seksualnego zaczyna towarzyszyć stopniowy rozwój uczuciowości. Intensywnemu rozkwitowi uczuciowości młodej kobiety w tym wieku natomiast zaczyna towarzyszyć stopniowe wykształcenie się wrażliwości recepto¬rów seksualnych.
Okres harmonii seksualnej obejmuje lata między dwudzie¬stym piątym a czterdziestym piątym rokiem życia. Napięcie seksualne u mężczyzny zaczyna nieznacznie spadać, u kobiety natomiast stopniowo rosnąć do maksymalnych wartości. Jest to okres pełnego partnerstwa uczuciowego i seksualnego. Źródłem konfliktów staje się raczej świat otaczający lub niepożądana ciąża. Napięcie seksualne tak u mężczyzny, jak i u kobiety osiąga w t; m okresie życia na krzywej poziom „wysoki" lub „maksymalny".
II faza konfliktowa pojawia się po czterdziestym piątym roku życia. Napięcie seksualne po trzydziestym piątym roku życia u mężczyzny stale bardzo powoli obniża się, osiągając poziom średni w wieku od czterdziestu pięciu do pięćdziesięciu pięciu lat. Kobieta natomiast w tym wieku znajduje się u szczytu swoich możliwości. Napięcie seksualne utrzymuje się u niej nadal w granicach (patrz na krzywej) — „wysokie" i „maksy¬malne". Rozbieżność potrzeb i możliwości seksualnych znowu staje się głównym źródłem konfliktów i rozpadania się mał¬żeństw. U kobiet w tym wieku przejawia się tendencja do po¬szukiwania młodych partnerów o dużych potrzebach seksual¬nych. Mężczyźni natomiast interesują się bardzo młodymi dziewczętami o stosunkowo niedużych wymaganiach seksual¬nych.
Rozważania swoje, aby uzyskać większą przejrzystość wy¬wodu, celowo zawężam do analizy jednego elementu, tj. napię¬cia seksualnego, abstrahując od innych walorów młodego partnera czy partnerki, jak uroda, napięcie skóry, jędrność mięśni itp.
Powyżej pięćdziesiątego roku życia tak u mężczyzny, jak i u kobiety napięcie seksualne spada do wartości średnich i dotąd ostro zaznaczające się konflikty stopniowo wygasają.
Oczywiście wyżej podany schematyczny zarys obejmuje prze¬ciętną rozwoju i spadku napięcia seksualnego i nie wyklucza odchyleń w poszczególnych przypadkach, np. dużej pobudli¬wości seksualnej u bardzo młodej dziewczyny czy wysokiego napięcia seksualnego, utrzymującego się bez większych zmian do bardzo nieraz późnego wieku mężczyzny.

II
Miłość młodzieńcza

ODRĘBNOŚĆ ŚWIATA UCZUCIOWEGO I ZMYSŁOWEGO DZIEWCZĄT I CHŁOPCÓW

Okres, który nazwalam I fazą konfliktową, rozpada się w sposób naturalny na dwie części: pierwszą — od momentu pokwitania, tj. mniej więcej od dwunastego do siedemnastego roku życia, gdy kontakty międzypłciowe są jeszcze dość nie¬zręczne i skomplikowane, i drugą — między siedemnastym i dwudziestym piątym rokiem życia, w której chłopiec i dziew¬czyna zaczynają iść razem i budować wspólnie swoje życie uczuciowe i seksualne.
Jak już wspomniałam w poprzednim rozdziale, chłopiec pra¬wie od okresu pokwitania osiąga w krótkim czasie maksy¬malną wysokość życiowego napięcia seksualnego, co idzie w pa¬rze z dużymi możliwościami nawiązania fizycznych kontaktów seksualnych.
W fazie tej rozwój uczuciowości chłopca nie wychodzi jeszcze z kręgu miłości ojcowskiej i przyjaźni nawiązywanych z ró¬wieśnikami swojej płci. Do dziewcząt równolatek chłopcy od¬noszą się raczej nieufnie, a napięcie seksualne rozładowuje się w mimowolnych wytryskach nasienia towarzyszących marze¬niom sennym o zabarwieniu erotycznym lub w onanizmie.
Dziewczęta przy niskim napięciu seksualnym znacznie wcześ¬niej zaczynają przejawiać pragnienia miłości uczuciowej i szu¬kają chłopca „na własność", bez instynktownej potrzeby kon¬taktów fizycznych. Mechanizmy pobudliwości seksualnej nie są u nich jeszcze dostatecznie rozwinięte. Kształtowanie się wrażli¬wości erotycznej i prawidłowych odruchów licznych receptorów skórnych i narządowych — to długi i bardzo skomplikowany proces, a bogatą uczuciowość wynoszą dziewczęta prosto z dzie¬ciństwa.
Chłopiec, którego rozsadza wprost nadmiar pobudliwości w tym okresie życia, poszukuje towarzystwa dziewcząt z cie¬kawością i dociekliwością młodego psiaka (jak to określiła jed¬na z młodych pacjentek). Dotknąć, zobaczyć, popróbować... to projekty i plany, wypełniające jego wyobraźnię. Występuje u niego w tym okresie bezproblemowy pęd do stosunku fi¬zycznego i rozładowania napięcia, a uczuciowość stoi dopiero u progu rozwoju. Ucieka od jakichkolwiek obowiązków czy więzów, ponieważ dziewczyna jest w tym okresie życia dla nie¬go jedynie obiektem odkrywczych dociekań. Oczywiście, im in¬teligentniejszy i bystrzejszy, tym zręczniej stwarza pozory mi¬łości. Zorientowawszy się szybko, że chcąc osiągnąć pożądany efekt, należy oddziaływać na wyobraźnię dziewcząt, mówi o mi¬łości, szantażuje dziewczynę odejściem, jeśli nie da mu „do¬wodu miłości"... itp.
Wszystko to są mniej lub bardziej pomysłowe środki do osią¬gnięcia jedynego celu, jaki go wtedy urzeka — stosunku z kobietą.
Dla przykładu wykazującego, że nie są to tylko rozważania go¬łosłowne, przytoczę dwa listy dziewcząt w wieku szkolnym. Dowód miłości. „Na przełaj" 1970. nr 39

„Mówił, że powinnam mu się oddać, przynosił mi róż¬ne angielskie czasopisma, które dowodziły, że młodzież, na Zachodzie żyje ze sobą i to jest na porządku dzien¬nym. Tłumaczył mi, że przy mnie bez przerwy musi hamować popędy, że przez to może nabawić się ner¬wicy. Mówił, że jestem zbyt ładna, żebym do małżeń¬stwa się uchowała".

A oto inny opis wakacyjnych doświadczeń szesnastoletniej dziewczyny:

„Idziemy więc lasem, a właściwie dróżką, wprost przez las nie chciałam z nim iść. Co chwila patrzy mi w oczy, uśmiecham się, on też. Przystajemy przy sa¬dzawce, zza drzew wybiega mała sarenka, jakby nam na spotkanie, ale zaraz ucieka. Więc to jest ten chło¬piec, o którym tyle myślałam? Ma cudowne szare oczy i podoba mi się najbardziej na świecie. Jest już do¬rosły, ma dziewiętnaście lat i dowód osobisty. Wacek: kładzie mi rękę na ramieniu, jest mi z nim dobrze. Idziemy w milczeniu, nie odrzucam tej ręki, głaszczę ją. Zatrzymujemy się. Wacek pyta, o czym myślę. Ja odpowiadam, że go podziwiam. — Mnie? — zdziwie¬nie maluje się na jego twarzy. Idziemy dalej, nie wia¬domo gdzie. Wacek siada pod drzewem, ciągnie mnie do siebie. Z początku opieram się, ale idę, wierzę, że mi nic złego nie zrobi. Kładziemy się na trawie, jak na filmie, ja obserwuję wierzchołki drzew, on dostrzega moje zadumanie, mówi, że chcę się go pozbyć. Ale to nieprawda, przecież tak bardzo go kocham. Wacek mnie całuje, nie opieram się, to pierwszy pocałunek w moim życiu. Ale nie chcę mu dać tego drugiego do¬wodu miłości. Wstajemy i idziemy dalej. Nic nie mó¬wię, lecz myślę o tym wszystkim. To jego «Oddaj mi się» — koniec świata! Mówię mu, że jest narwany. Odpowiada, że nie, że właśnie jest normalny. On prosi, żebym chociaż usiadła obok niego. Zgadzam się. I znów to samo — ja ciągle «Nie!», bo boję się tego po prostu. Wstaję i obserwuję go. On mówi, że się pogniewa, od¬powiadam: Nic nas właściwie nie łączy. I odchodzę w kierunku domu babci, a on: «Jesteś jeszcze dziec¬kiem, więc żegnaj i koniec»...

— No i cóż — pisze dziewczyna na zakończenie — po¬dobają wam się moje wakacje? Zrozumiałam już te¬raz — Wacek miał rację, każdy chłopak jest taki".
Jeżeli dziewczyna ustąpi, to zwykle nie kończy się na jednym dowodzie miłości, idą za nim następne, a potem ciąża. I co dalej?
A chłopiec, jeżeli uda mu się namówić do współżycia kole¬żankę w jego wieku, już w krótkim czasie stwierdza, że part¬nerka nie rozwinięta seksualnie — jest „zimna". Szybko się zniechęca, zarzucając jej oziębłość jak kalectwo nieomalże, po czym szuka dalej łatwych zdobyczy. Jeżeli ma duży tempera¬ment, a nie spotka mądrej dziewczyny, utrwala się w jego życiu forma „mini-miłości" fizycznej i ubogiej. Nierzadko prze¬chodzi on z takimi nawykami w wiek dojrzały i rozpoczyna karierę podrywacza „zaliczającego" dziewczyny i niezdolnego do miłości pełnowartościowej, złożonej nie tylko z więzów fi¬zycznych, ale i uczuciowych.
Zdarza się, że męskie cechy charakteru u podrywaczy są sła¬biej wyrażone, ponieważ w swym rozwoju emocjonalnym po¬zostają oni nadal dziećmi i próbują uzyskać rekompensatę po¬czucia mniejszej wartości przez podkreślanie swej męskości wyłącznie w dziedzinie pici. Takim przypadkiem jest Don Juan, który dowodni stale swojej męskiej tężyzny w dziedzinie sek¬sualnej, ponieważ nie był pewny swej męskości w sensie cha¬rakterologicznym (według E. Fromma).
Zdarzają się w tym wieku i inne sytuacje, gdy np. miody chłopiec szesnasto-, osiemnastoletni zetknie się z partnerką dojrzałą. Z pewnych względów pierwsze doświadczenia seksu¬alne chłopca w takim układzie bywają korzystne. Nie może skrzywdzić swojej partnerki, ponieważ jest rozumniejsza od niego, a i przed niepożądaną ciążą potrafi się już kobieta doj¬rzała zabezpieczyć. Wyrobiona zaś seksualnie partnerka uczy swojego młodego przyjaciela, jak należy pieścić kobietę, aby mogła przeżywać sprawy seksualne w pełni. W ramach ta¬kiego kontaktu uczy się on pocałunków, pieszczot i wszelkiego rodzaju form miłości fizycznej, co pozwala mu zrozumieć, jak bogata i skomplikowana jest wrażliwość kobiecego ciała i nie sądzę, aby w przyszłych kontaktach z rówieśnicami uważał — że następnym dowodem miłości po pocałunku... jest stosunek.
Przygoda miłosna z kobietą dojrzałą jest dla chłopca jak gdyby pójściem na skróty, omija on długie i pracowite uczenie się miłości fizycznej wspólnie z rówieśnicą. Układ taki ma jed¬nak jedną zasadniczą wadę, nauka seksu bowiem nie idzie tu w parze z rozwojem uczuciowości, jest izolowana i zubożająca psychicznie. W miłości równolatków obydwoje dają z siebi wszystko i traktują się na serio, a kobieta dojrzałą siłą rzecz> traktuje swego młodego kochanka trochę jak dziecko — po¬błażliwie, nigdy jak równego sobie człowieka.
Istnieje opowieść grecka Dafnis i Chloe, napisana przez Longosa w II wieku. Opowiada ona przygody i historię miłości młodej pary niedoświadczonych pasterzy — Dafnisa i Chloe. W opowieści tej niepoślednią rolę odegrała dojrzała sąsiadka.

„Dafnisie! — zawołała sąsiadka. — Dziś w nocy dowiedziałam się od Nimf, że kochasz Chloe. We śnie opowiadały mi Nimfy o twoich łzach wczorajszych. I kazały mi przyjść ci z pomocą i nauczyć spraw mi¬łości. Nie są to ani pocałunki, ani uściski, ani nawet to, co robią barany lub kozły. O nie! te nasze skoczki są znacznie bardziej słodkie. Trwają dłużej i dają wię¬cej rozkoszy. Jeśli chcesz uwolnić się od zgryzot i zna¬leźć rozkosz, której szukasz nadaremnie, tedy, luby, zostań moim uczniem. Z miłości dla Nimf chętnie wszystkiego nauczę" Longos: Dofnis i Chloe, Warsxawa 1962, s. 94.

Związek dojrzałej kobiety i młodego chłopca, pomimo podob¬nie wysokiego napięcia seksualnego u obojga, jest nietrwały i zwykle umiera śmiercią naturalną z chwilą zaspokojenia gło¬du seksualnego przez chłopca. Od początku skazany jest na chwilowość, ponieważ w miarę dorastania chłopiec szuka part¬nerki o wspólnych zainteresowaniach i podobnym stylu życia.
Bywają również i niebezpieczne, a czasem zbrodnicze formy rozładowywania nadmiernego napięcia seksualnego. Myślę tu o zbiorowych napadach nastolatków na dziewczęta i kobiety dorosłe w celu obejrzenia ich, a nawet zgwałcenia. Motorem tych poczynań jest między innymi bardzo wysokie napięcie seksualne, a hamulce psychiczne u chłopców ze środowisk mało kulturalnych nie działają prawidłowo.
Oglądając sprawozdania filmowe dotyczące zbiorowych gwał¬tów zastanawiałam się, czy w wielu wypadkach „ofiary" gwał¬tu indywidualnego lub zbiorowego nie są tak samo winne za¬istniałej sytuacji jak gwałciciele, a w ostatecznym efekcie tylko bardziej pokrzywdzone? Może nawet słowo „winna" w stosun¬ku do dziewczyny nie jest słuszne, raczej należy się ono ro¬dzicom i wychowawcom.
Za czasów naszych mam i babek było nie do pomyślenia, żeby młoda dziewczyna udawała się z przygodnie poznanym mężczyzną na spacer, do lokalu czy w miejsca odludne. Osła¬wione „przyzwoitki" tamtych czasów, wysyłane przez rodziców dla towarzystwa córki spotykającej się z młodym człowiekiem, miały zapobiec nieoczekiwanym agresjom fizycznym ze strony mężczyzny.
Dziś śmiejemy się z tego. Dziewczęta chodzą z mało znanymi chłopcami na wycieczki, pozwalają się podrywać na ulicy nie znanym mężczyznom, zgadzają się na pójście z nimi do ob¬cego mieszkania czy do lasu. Wydaje im się, że są to objawy postępu i nowoczesności, a nie karygodnej lekkomyślności. Ro¬dzice, niestety, również nie zdają sobie często sprawy z nie¬bezpieczeństwa takiego postępowania i nie uprzedzają dziew¬cząt o grożących im konsekwencjach.
Chłopak nie ma wpływu na wysokość swojego napięcia sek¬sualnego, ale dziewczyna powinna wiedzieć, że każda sytuacja z wyżej wymienionych staje się dla niego jawną propozycją do „gwałtu", i jeżeli nie chce być zgwałcona, nie powinna da¬wać po temu okazji.
Niestety, gdy analizuje się dokładnie sprawozdania sądowe i prasowe na ten temat, w przeważającej większości wypadków stwierdzamy zgodę dziewczyny na pójście do mieszkania, do lasu czy w odludne miejsca z przed chwilą poznanym chłop¬cem.
Sądzę., że szeroka popularyzacja wiedzy o procesach fizjolo¬gicznych zachodzących w wieku młodzieńczym w organizmie chłopców i dziewcząt powinna dać w efekcie ostrożniejsze ko¬rzystanie przez dziewczęta z wywalczonej z trudem równości wobec chłopców.
W dziedzinie seksu postęp i zrównanie praw dziewcząt i chłopców wyprzedziły znacznie wiedzę o niewzruszonych pra¬wach rządzących przemianami fizycznymi i psychicznymi w or¬ganizmie młodzieży i pozostawiły dziewczęta w jakimś sensie bezbronne, narażone na agresję seksualną. Chłopców natomiast poniesionych napięciami seksualnymi, bardzo gwałtownymi w tym wieku, zwykła lekkomyślność dziewcząt naraża na kom¬promitację, kary sądowe i niejednokrotnie wykolejenie się, z drogi prawidłowego rozwoju już w latach młodzieńczych.
Oczywiście rozważania moje nie dotyczą młodocianych ban¬dytów, napadających podstępem i siłą kobiety zupełnie przy¬padkowe. Chodzi mi tylko o smutne konsekwencje, wynikające z nieprzezorności dziewcząt oraz nadmiernej agresywności sek¬sualnej chłopców.
Dziewczyna w okresie dojrzewania i rozwoju między trzy¬nastym i siedemnastym rokiem życia w przejawach swej uczu¬ciowości jest już w pełni kobietą. Jej kobieca struktura psy¬chiczna dominuje przez całe życie nad fizyczną stroną przeżyć. Już w wieku szkolnym niańczy lalki, kotki, pieski i matkuje całemu światu. Z chwilą gdy w orbicie jej zainteresowań uczu¬ciowych znajdzie się chłopiec, pojawia się pragnienie zagar¬nięcia go dla siebie na stałe. Podświadomy instynkt macie¬rzyński z tendencją do stworzenia własnego gniazda widać w czułych nazwach nadawanych często chłopcu: „mój chłopak", „mężuś", ,,tatuś" itp., zdradzających nastawienie „rodzinne" młodej dziewczyny.
W tym układzie miłość młodzieńcza przed siedemnastym ro¬kiem życia jest od zarania źródłem konfliktów i nieporozumień. Chłopiec — jak już pisałam — szuka w sposób mniej czy bar¬dziej zręczny obiektu do rozładowania napięcia fizycznego, dziewczyna rozsnuwa w wyobraźni całe poematy miłości i wierności. Szuka ona zrozumienia, oparcia i przyjaźni u chłopca, nie mając najmniejszego pojęcia, że wszystko to jest nieosiągalne w tym wieku i w tym układzie. Nierzadko rozczarowania uczuciowe prowadzą do kompleksów i zaburzeń w prawidłowym rozwoju psychicznym albo do wyciągnięcia wniosku, jak autorka listu cytowanego uprzednio: że widocz¬nie wszyscy chłopcy są tacy, wobec czego trzeba się pogodzić z rzeczywistością i ustąpić, chociaż konsekwencje będą cią¬żyły, niestety, tylko na niej.
Dodatkową trudnością w młodzieńczych konfliktach uczucio¬wych jest rozluźnienie się więzi dzieci i rodziców, podziw dla autorytetu rówieśników i zgodny wniosek nastolatków płci męskiej i żeńskiej, że starsi nic nie rozumieją i na niczym się nie znają. Nie jest tak źle, jeżeli skutkiem nieświadomości pozostają jedynie po miłości młodzieńczej mniej czy bardziej przykre wspomnienia. Niestety, jest to wiek ogromnej egzal¬tacji i zachwiania równowagi psychicznej w związku z prze¬żywanymi zmianami hormonalnymi; wstrząsy uczuciowe u dziewcząt mniej zrównoważonych mogą nawet doprowadzić do samobójstwa, z czym spotykamy się wcale nierzadko.
W jednej z publikacji prasowych, zebranych w wydaniu książkowym, analizujących przyczyny pozornie niczym nie wy¬tłumaczonego samobójstwa młodej piętnastoletniej dziewczyny, znalazłam, prócz rozważań publicysty piszącego artykuł, frag¬menty listów dziewczyny oraz list jej chłopca, które niżej przy¬taczam:

„(...) lwa wstała w tym dniu późno, koło jedenastej (ostatni dzień ferii wielkanocnych). Sama w domu, oboje rodzice wcześnie poszli do pracy. Zrobiła sobie la śniadanie jajecznicę (na stole pozostała nie umyta patelnia). Długo czesała się przed lustrem w pokoju, nastawiła przy tym jak zwykle radio, muzyka rozryw¬kowa na pełny regulator. Wreszcie zaczęła się ubierać. Coś się już wtedy musiało z nią dziać, dojrzewała de¬cyzja. Wyciągnęła z szafy czarną perlonową halkę i ta¬kież majteczki, komplet ten rzadko używała; ostatni raz miała go na sobie bodaj że na sylwestra; wtedy gdy pojechała do Janka i pozostała na noc u niego w domu (...) za wiedzą jego rodziców, oczywiście. Mat¬ka nie cierpiała tego kompletu, mówiła, że takie coś noszą ladacznice. Ale matce wiele rzeczy się nie po¬dobało, wiadomo. Więc ubrała się w czarną halkę i w czarne skąpe majteczki" (ułożyła) się r a kocu w kuchni i otworzyła gaz.

Oto ponury finał sprawy, w przebiegu swoim tak typowej, że można ją przytoczyć jako schemat niemalże ilustrujący miłość dwunasto-, piętnastolatków. Tylko finał nie bywa zwykle aż tak tragiczny.
Wracając do lwy, jej sprawy rodzinne zaczęły się układać całkiem źle. Wieloletnia przyjaźń, która łączyła ją z ojcem, uległa rozpadowi. Matka, była więźniarka z Ravensbriick, zmę¬czona życiem, oceniała jej młodzieńcze wyskoki bardzo surowo i krytycznie. lwa oczekiwała, że ojciec w konfliktach rodzin¬nych ujmie się za nią, niestety, zwykle lojalnie brał stronę matki.
„Niestety" — nie dlatego, że matka nie miała racji, ale dla¬tego, że w chwili pojawienia się konfliktów okresu dojrzewania dobrze czasem nie dochodzić zbyt skrupulatnie swych racji, jeśli ceną jest utrata zaufania dziecka.
Zaufanie to jest bowiem ogromnie potrzebne rodzicom w tym okresie, a jeszcze bardziej dzieciom nie obeznanym z pułap¬kami grożącymi w ich bardzo jeszcze niedojrzałej dorosłości.
Nieszczęściem dla Iwy doszedł jeszcze jeden konflikt — kon¬flikt ze szkołą. Profesor przechodząc przypadkiem ulicą (miesz¬kała na parterze) wypatrzył przez słabo zasłonięte okna, że siedziała z chłopcem na tapczanie paląc papierosy. Chodziła do szkoły na drugą zmianę, więc przed południem była SE: a w domu. Wybuchł skandal, awantura w szkole, że przyjmuje chłopców w domu sama i „robią bezeceństwa" (jeżeli beceństwem jest siedzenie na tapczanie z papierosem?). Ponure w skutkach jest rzutowanie perwersyjnej wyobraźni ludzi dorosłych na często zupełnie niewinne zachowanie młodzieży. Nie jest źle w takich przypadkach trzymać się ściśle faktów, nie domalowując szczegółów z fantazji.
Dziewczynę przeniesiono do innej szkoły, ale pozostał u: L do rodziców i nauczyciela za zohydzenie spraw miłości i rzec v które się dzieją między chłopcem i dziewczyną.
W tym czasie chłopiec wyjechał z rodzicami do innego mia¬sta, zaczęła się korespondencja.
List Iwy:

„Moje najdroższe w świecie Janki!
Piszę, bo drugi już dzień nie ma listu od Ciebie, i nie wiem, co się z Tobą dzieje. Czy nic Ci się nie stało Janki! ... Co dzień siedząc w domu czekam na Cieli słysząc Twoje kroki w bramie czekam na Twoje pojawienie się, a Ty nie przychodzisz ... Dlaczego? Prz¬ecież wiesz dobrze, że ja czekam! Że czekam właśnie na Ciebie. I tylko róża stojąca jeszcze na biurku mówi mi, że odjechałeś, więc jak możesz przyjść? ... Jak to dobrze, że przynajmniej mogę pisać do Ciebie w każdej chwili, i to, że Ty to będziesz czytał i że odpiszesz. (...) To napełnia mnie otuchą"
(...) Siedzę w fotelu z Tobą, gładzę Cię po głowie, później zamykam oczy i wodzę ręką po Twojej twarzy chcąc zapamiętać Twoje rysy, czuję Twoje usta na ręce, gorące — szukam teraz miejsca, w którym bije Ci serce — jak ono wali — jak gdyby chciało wyrwać się z piersi — i teraz całuję Cię — mocno, mocno, aż mam tego dosyć... Dosyć? Nie! Nigdy! Nigdy nie będę miała dosyć Ciebie i Twoich pocałunków. Wierz mi — ale czy mnie możesz wierzyć?" (...) ".

Listy stają się coraz gorętsze, pełne tęsknoty i miłości, co jest również reakcją na rozluźnienie się kontaktu ze strony chłopca. Przestaje go interesować miłość ja odległość ze zro¬zumiałych względów. Listów nie lubi pisać, jak każdy prawie mężczyzna. Pełne miłości wynurzenia Iwy powodują skutek wręcz odwrotny — przestaje być atrakcyjna, a zaczyna być nudna.
Na takie listy może sobie pozwolić mężczyzna, a nigdy pra¬wie kobieta, nawet po srebrnym weselu, a co dopiero u progu miłości. Skutki nie dają na siebie długo czekać:
List Iwy:

„(...) Bardzo chcę być w tej chwili przy Tobie, uspo¬koić Cię, odpędzić od Ciebie wszystkie smutne i ponure myśli, znów całować Cię powtarzając: Moje Janki! Mo¬je ukochane Janki! (...) Jeszcze tylko jedno! Bez wzglę¬du na to czy mi zabronisz, czy nie przyjadę i choćbyś uciekł i schował się w mysią dziurę, znajdę Cię. Po co? Tak, właśnie — po co? Żeby zobaczyć Cię żywego, żeby nacieszyć się Twoim widokiem... Być może brzmi to zbyt banalnie, ale cóż poradzić, skoro tak jest. To już wszystko, co miałam Ci do powiedzenia. Teraz zależy od Ciebie, czy dalej będzie trwać nasza koresponden¬cja, a co za tym idzie i nasza miłość, czy nie. Bez Twojego pozwolenia całuję Cię strasznie mocno i go¬rąco (nie opieraj się, może to już ostatni raz).
Czy Twoja?
Iwa"

Iwa zaniepokojona jedzie do niego na sylwestra i zostaje na noc. Ta noc miała przypieczętować ich miłość całkowitym oddaniem wzajemnym. Niestety, lwa nie domyśla się nawet, że tym posunięciem wydała wyrok na swoją miłość. Sądziła, że oddaniem się złączy ich na zawsze, że fakt ten będzie rów¬noznaczny z małżeństwem.
Po powrocie miś pluszowy, podarowany kiedyś przez Janka, zostaje przemianowany na Jacusia-Darusia i zaczyna występować w roli synka.
Następne listy mają już nastrój zdecydowanie rodzinny:

„Kochany Mężusiu!!!
Leżę w łóżku (jest 21.50) i odpisuję Ci. List od Ciebie dostałam dopiero, gdy przyszłam z treningu, tzn. o 21.00 (...) Więc dobranoc, kochanie! Nic się nie martw i uszy do góry. Nie chodź z gołą głową! Twoja
Iwa
P.S. Kochany Tatusiu!
Czemu nic do mnie nie napisałeś? Jestem przecież grzeczny i od kiedy mamusia mnie wykąpała, nie bru¬dzę się już. Przykrzy nam się bardzo bez Ciebie, a tu tak rzadko na dodatek przychodzą listy. Nie smuć nas więcej i pisz chociaż częściej. Na razie do widzenia. Całuję Cię. Twój Daruś".

Rodzice chłopca są zgorszeni jej przyjazdem, nastawieni nie¬chętnie. Chłopak wystraszony propozycjami małżeńskimi (jest jeszcze uczniem) czuje się osaczony... znika i przestaje się od¬zywać. Po śmierci lwy na list dziennikarza z prośbą o spot¬kanie i rozmowę o lwie — odpisuje:

„Szanowny Panie Redaktorze!
W odpowiedzi na list Pański z dnia 26 V 1965 roku uprzejmie komunikuję, że nie jestem w stanie uczynić zadość prośbie Pana, dotyczącej moich wyznań na te¬mat osobowości śp. Iwy.
Listy jej do mnie zwróciłem rodzinie i nic nie za¬trzymałem z materiałów, które mogłyby Pana intere¬sować. Nie uważam również za możliwe i słuszne dzie¬lić się z Panem hipotezami na temat przyczyn śmierci wspomnianej mojej znajomej. Depesza jej rodziny, wzywająca mnie na pogrzeb, zaskoczyła mnie równie
mocno, jak i sama śmierć. Wydaje mi się, że tylko ro¬dzice śp. lwy i towarzystwo, w którym się obracała w K., mogą Panu udzielić interesujących Pana infor¬macji, jeśli Pan pragnie podjąć próbę rehabilitacji śp. lwy lub jej rodziców. Ja nic na ten temat nie wiem, gdyż życie wewnętrzne Zmarłej było dla mnie równie wielką zagadką, jak dla Pana, tym bardziej że spo¬tykaliśmy się ze sobą bardzo rzadko, korespondencja była przerywana nie z mojej winy i trwała niezbyt długo, o czym może się Pan przekonać z jej listów do mnie, które zwróciłem rodzinie.
Łączę wyrazy poważania
Janek X".

Może jest przerażony nieoczekiwanym dramatem? Usiłuje się wycofać, wykłamać — pomniejszyć swoją rolę w tej sprawie? Mnie się jednak wydaje, że było inaczej. Wyobraźnia uczuciowa dziewcząt w tym wieku jest ogromnie pobudliwa — bogata, nie jest więc wykluczone, że realia były niewspółmiernie małe w stosunku do bogactwa przeżyć Iwy.
I tu tkwi największe niebezpieczeństwo wczesnego okresu młodzieńczego. Niebezpieczeństwo polegające na przeroście uczuciowości u dziewczyny i niedorozwoju, a nierzadko całko¬witego jej braku u chłopców, o czym świadczy list Janka po śmierci lwy.
Gdyby sytuacja była odwrotna i nie kochany chłopiec po¬pełniłby samobójstwo z miłości, to dziewczyna, nawet nie bar¬dzo zainteresowana uczuciowo, stworzyłaby retrospektywnie poemat .w wyobraźni i wspomnienia stałyby się historią wiel¬kiej miłości.
Mężczyzna, nawet zaangażowany uczuciowo, reaguje zupełnie inaczej. Przez wiele wieków kobiety zawiedzione w miłości za¬mykały się w klasztorze do końca życia, a nie przypominam sobie, żeby się. to zdarzyło mężczyźnie. Jedynym znanym mi przykładem był pan Michał Wołodyjowski z Potopu, ale i jego żałoba nie trwała zbyt długo.
Może historia lwy nie zakończyłaby się tak dramatycznie, gdyby młodzi trochę więcej wiedzieli o swoich reakcjach i po¬trzebach. O tym, że świat uczuciowy dojrzewających dziewcząt i chłopców jest diametralnie różny. Że rozpoczęcie współżycia, na które decyduje się dziewczyna, jest dla niej naprawdę do¬wodem miłości, podczas gdy dla chłopca jest celem, do którego zmierza, dokładając wszelkich starań, i momentem, w którym z reguły kończy się jego zainteresowanie partnerką.
Znajomość odrębności reakcji w tym wieku pozwoliłaby im względnie bezkolizyjnie przejść przez okres młodzieńczy — aż do chwili, gdy chłopiec zacznie dojrzewać uczuciowo, a dziew¬czyna rozkwitnie fizycznie, co wyrównuje ich szansę w miłości.
W życiu dziewcząt nastoletnich (lat szesnastu do dziewiętna¬stu), podobnie jak u chłopców w tym wieku, zdarza się nie¬rzadko nawiązanie kontaktu uczuciowego z mężczyzną znacznie starszym, trzydziesto-, czterdziestoletnim. Mężczyzna po czter¬dziestce jest w okresie wyraźnego spadku swoich fizycznych możliwości seksualnych, a równocześnie ma za sobą bogate doświadczenie w sprawach kobiet, ich psychiki, wymagań i fi¬zycznych reakcji.
Partner taki idealnie pasuje do wyobraźni o miłości dziew¬czyny kilkunastoletniej. Jest romantyczny, uważający, przynosi kwiaty, mówi wytworne komplementy, zaprasza do kina, do teatru, na eleganckie dansingi, obdarza subtelnie dobranymi i licznymi prezentami. Umie mówić pięknie o miłości, ceni zna¬czenie muzyki, nastroju, otoczenia, a przede wszystkim nie rzu¬ca się na partnerkę zdążając najkrótszą drogą do stosunku, tylko uwodzi ją pieszcząc, całując, ucząc tajemnic miłości i za¬czyna współżycie dopiero wtedy, gdy rozbudzona dziewczyna odczuwa potrzebę konkretniejszych przeżyć fizycznych. Daje on partnerce to wszystko, czego nie znajduje ona u swoich rówieśników, a czego podświadomie zwykle oczekuje.
Wydawałoby się, że jest to układ wręcz idealny, ale i tu istnie¬ją zastrzeżenia. Mężczyzna znajduje się już w okresie spadku swoich możliwości seksualnych i spadek ten stopniowo będzie postępował. Dziewczyna natomiast bezkolizyjnie wprowadzana w świat seksu przez doświadczonego partnera rozwija się szyb¬ko i jej wymagania zaczynają rosnąć. Gdy ona w wieku lat trzydziestu stanie u szczytu swoich możliwości seksualnych, partner jej w zasadzie kończy swoje aktywne życie w tej dzie¬dzinie, dobiegając sześćdziesiątki- Wobec powyższego, podobnie jak w układzie młody chłopiec — dojrzała kobieta, układ: mło¬da dziewczyna — dojrzały mężczyzna jest równie nietrwały, ponieważ nie ma wspólnej przyszłości, ale jako pierwsza mi¬łość, wprowadzająca w tajniki życia seksualnego młodą ko¬bietę, jest układem dla niej raczej korzystnym.
Dziewczyna wychowana przez dojrzałego przyjaciela potrafi świadomie ustawie w dziedzinie seksu swego przyszłego mał¬żonka i wie już, czego można i należy od niego wymagać. Układ: młoda dziewczyna i dojrzały mężczyzna ma jeszcze jed¬ną przewagę nad analogicznym układem dotyczącym młodych chłopców, a mianowicie w sytuacji chłopięcej partner jest pro¬wadzony i podlega dyrektywom kobiety, a takie podporządko¬wanie nie bardzo się podoba dojrzewającym chłopcom, chyba że nie wyrośli jeszcze z tęsknoty do opieki macierzyńskiej.
Przypomina mi się, a propos powyższych rozważań, zasły¬szana przeze mnie w zatłoczonym autobusie zabawna rozmowa. Chłopiec i dziewczyna w wieku siedemnaście, osiemnaście lat.
On: — Widzisz, widzisz, jaka ty jesteś — jak idę przed tobą, niedobrze; ty idziesz przede mną — też niedobrze. Zdecyduj się wreszcie...
Ona: — Oczywiście — wolę, jak ty idziesz przede mną...
On: — Zawsze?!!! (z intonacją podchwytliwą).
Ona: — Zawsze!... a... ale w autobusie...
W życiu kobiety — przeciwnie, jednym z ogromnie ważnych momentów towarzyszących miłości jest rozbudzenie wyobraźni i podziwu dla partnera. Powinien on imponować, być sławnym, popularnym aktorem, uczonym czy wielkim sportowcem, aby kobieta mogła go podziwiać i być z niego dumna. Młody chło¬piec nie zawsze ma sprecyzowane plany życiowe i jest tylko rówieśnikiem, zwykle nie budzi podziwu i szacunku. Mężczyzna dojrzały ma te walory siłą rzeczy, ze względu na zajmowane stanowisko, sytuację materialną czy karierę życiową.

W POSZUKIWANIU WSPÓLNEGO MIANOWNIKA

Po ukończeniu osiemnastego, dziewiętnastego roku życia chło¬piec i dziewczyna stają się mężczyzną i kobietą, wkraczają w okres miłości młodzieńczej. Rozpoczyna się między nimi na¬wiązywanie kontaktów przyjaznych i uczuciowych. Młody m꿬czyzna i kobieta rozpoczynają próby wspólnego budowania swego życia uczuciowego oraz seksualnego we dwoje. Zbiega się to mniej więcej z ostatnimi latami szkoły i początkami stu¬diów lub pracy zawodowej. W tym wieku zaczynają już chodzić ze sobą na stałe dobrane pary.
Wydawałoby się, że teraz, gdy minęły już najostrzejsze roz¬bieżności i konflikty okresu dojrzewania, wszystko powinno iść gładko i bezproblemowo. Niestety, nie ma takiego okresu w ży¬ciu, który nie miałby własnych komplikacji i kłopotów.
Z kolei na pierwszy plan wysuwa się pytanie — kiedy roz¬począć współżycie fizyczne? Dorośli i nauczyciele mają dla wychowanków mnóstwo dobrych rad, jak wyżywanie się w sporcie, gimnastyka, zimne prysznice, nauka i sublimacja twórcza niskich instynktów seksualnych. Wiele lepszych czy gorszych sposobów na utemperowanie seksualnych zapędów młodzieży wymyślono od początku świata. Część z nich ma wartość raczej utartych zwyczajowo i tradycyjnie poglądów, nie zawsze zgodnych z rzeczywistością.
Doktor Andrzej Jaczewski w swoich badaniach nad popędem seksualnym zebrał dane ankietowe u sportowców wyczyno¬wych — mistrzów sportu, pytając ich, co robią najchętniej po długim dniu wyczerpującego treningu sportowego. Okazało się, że w większości wypadków odpowiedź brzmiała: biorę prysznic, zjadam dobry obiad i idę do swojej dziewczyny. Jak się oka¬zuje, sport i gimnastyka, powszechnie zalecane jako czynnik hamujący i zmniejszający napięcie seksualne, nie wywierają przypisywanego im wpływu. Niewątpliwie uprawianie wszel¬kiego rodzaju sportów odgrywa dużą rolę w prawidłowym roz¬woju fizycznym młodzieży, ale nie jest „lekarstwem" na zmniejszenie napięcia seksualnego.
Następną radą bardzo popularną jest propozycja „wzięcia się za naukę, aby nie przychodziły głupie myśli do głowy". Tu ja z kolei zrobiłam kiedyś z własnej ciekawości ankietę wśród stu kilkudziesięciu studentek zamężnych i niezamężnych py¬tając, jak wpływa stabilizacja czy brak stabilizacji seksualnej na przebieg ich studiów. Okazuje się, że kobiety zamężne znacznie więcej czasu i energii poświęcają nauce, ponieważ problem znalezienia i zdobycia dla siebie partnera, a w związ¬ku z tym i nierzadkie dramaty miłości nieudanych, zabierają ogromną ilość energii i przyczyniają się do zmniejszenia aktyw¬ności naukowej.
Oczywiście w małżeństwach studiujących wchodzi w grę kwestia dziecka, ale tę sprawę można załatwić pozytywnie ra¬cjonalną antykoncepcją. Ponadto stała para ślubna czy nie¬ślubna zwykle ma konkretne plany, dotyczące przyszłości i sta¬bilizacji życia we dwoje, w związku z czym zależy im na możli¬wie jak najszybszym ukończeniu studiów i stworzeniu sobie własnego domu.
Jak widać z dotychczasowych rozważań, szeroko zalecane recepty na utemperowanie seksu są dość zawodne i mało sku¬teczne, a wybranie przeciwnej alternatywy, to znaczy wsp󳬿ycia seksualnego wśród młodzieży, wysuwa na plan pierwszy następny problem, bardzo niebezpieczny szczególnie dla mło¬dych dziewcząt. Problemem tyrn jest ciąża i jako konsekwencja nie ustabilizowanej sytuacji życiowej — jej przerwanie. Ciąża i skrobanka są największym złem i fizyczną krzywdą, jakie mogą spotkać młodą kobietę.
W ten sposób powstaje węzeł, którego rozwiązanie jest bar¬dzo trudne.
W Ameryce, krajach Europy Zachodniej oraz Skandynawii istnieje dość szeroko stosowany zwyczaj pieszczot zastępujących pełny stosunek fizyczny, a pozwalających na rozładowanie nad¬miernego napięcia seksualnego. Pieszczoty takie określa się sło¬wami: „necking" i „petting".
„Necking" obejmuje wszystkie pieszczoty, pocałunki itp. do¬tyczące twarzy, ust, głowy, rąk, piersi, jednym słowem — po¬wyżej pasa. „Petting" - - to również pieszczoty, pocałunki, gła¬skanie, ale poniżej pasa, łącznie z narządami płciowymi oby¬dwojga partnerów, z wyłączeniem jednak stosunku.
Na przykład w Anglii, Ameryce i Szwecji „petting" i „nec¬king" są uprawiane przez młodzież i ludzi dorosłych, i służą one nie tylko rozładowaniu nadmiernego napięcia seksualnego, zastępując stosunek u młodzieży, ale również są praktykowane przez ludzi dorosłych w sytuacjach, w których normalne wsp󳬿ycie jest nie do pomyślenia.
Jak podają socjologowie amerykańscy, ta forma pieszczot jest bardzo popularna i istnieją pary, które latami ograniczają się wyłącznie do „pettingu" z jednym lub różnymi partnerami. Lekarze amerykańscy zgłaszają zastrzeżenia dotyczące długo¬trwałego stosowania takich form współżycia, twierdząc, że ist¬nieje obawa wykształcenia określonego zespołu trwałych od¬ruchów warunkowych i w konsekwencji niechęć do tzw. kon¬taktów normalnych.
Zastrzeżenia podobne można mieć również do wszelkiego ro¬dzaju przejawów normalnego seksualizmu, jeżeli uzewnętrznia się on stale w jednej tylko postaci.
Zmysł wzroku np. odgrywa ogromną rolę w miłości, ale oglądactwo czy ekshibicjonizm należą do zboczeń, dlatego że kon¬takty seksualne ograniczają się tylko do wrażeń wzrokowych i bodźce wzrokowe doprowadzają do rozładowania seksualnego bez potrzeby normalnego współżycia.
Podobnie pieszczoty oralne (doprowadzenie do orgazmu przez drażnienie pocałunkami narządów płciowych), praktykowane jako wyłącznie możliwa forma rozładowania seksualnego, mogą być określone jako zboczenie seksualne, podczas gdy stosowane wraz z innymi rodzajami pieszczot przed stosunkiem lub w wieku młodzieńczym „zamiast", są tylko jedną z form z wy¬boru, wzbogacającą współżycie i rozbudzającą wrażliwość sek¬sualną u młodych kobiet.
W naszym społeczeństwie, nie tylko wśród młodzieży, kultura pieszczot jest zaledwie w zarodku, a niejednokrotnie wcale jej nie ma. Propozycje odbycia stosunku po kilku pocałunkach spotyka się na porządku dziennym.
Jednym z zasadniczych celów mojej książki jest próba uka¬zania bogactwa i kultury pieszczot, dlatego rozdział omawia¬jący rolę zmysłów w miłości jest tak szeroko rozwinięty, a opi¬sy techniki pieszczot są bardzo szczegółowo wyjaśnione.
Staram się nic nie pozostawiać domyślności czytelników, li¬cząc się z tym, że niezmiernie często domyślność i wyobraźnia w tej dziedzinie nie dopisują, o czym przekonuję się stale w gabinecie lekarskim,
Słowa „petling'' i vnecking" przyjęły się powszechnie w słow¬niku naszej młodzieży jako określenie różnorodnych form pie¬szczot, a nie jako nazwa zboczenia.
Słowa są wygodne i krótkie — z tego względu będę korzy¬stać z nich nadal w książce, mówiąc o kulturze kontaktów seksualnych, Pogląd wielu seksuologów, że „petting" i „necking" mogą odgrywać rolę stadium pośredniego we wczesnym okresie miłości, poprzedzając rozpoczęcie pełnego współżycia, oraz stanowić szkołę kultury seksualnej, znajduje również po¬twierdzenie w moich obserwacjach.
Pieszczoty odwlekające moment nasycenia i pełnego złącze¬nia fizycznego pozwalają kobiecie rozwinąć więzy uczuciowości i przyjaźń w psychice wybranego mężczyzny. Zyskuje ona nie¬jako limit czasowy na rozwiązanie tego problemu, ponieważ mężczyzna nie uzyskując od kobiety szybkiej zgody na rozpo¬częcie współżycia, zamiast tendencji do przesytu i zmiany part¬nerki, krąży wokół niej zainteresowany rysującym się w od¬ległej perspektywie całkowitym spełnieniem jego pragnień sek¬sualnych. W tym okresie, który przeważnie mieści się między szesnastym a dwudziestym rokiem życia, wysila on swoją wy¬obraźnię na wymyślanie coraz innych pieszczot zaspokajają¬cych choćby częściowo jego głód seksualny.
Długa i odkrywcza droga, ukazująca stopniowo partnerowi tajemnice kobiecego ciała, staje się równocześnie szkołą miłości dla kobiety. Stwarza jej szansę pełnego rozwoju seksualnego. Mają oni przed sobą całe życie i w tym właśnie wieku mogą doprowadzić do perfekcji sztukę urozmaicania i wzbogacania miłości, aby nie stała się monotonna i nie znudziła się im zbyt szybko.
Już Balzak powiedział, że miłość spełniona w ciągu dwóch dni umiera w ciągu dwóch następnych, zdobywana w ciągu miesięcy trwa miesiące, a w ciągu lat — lata. Sedno sprawy zawsze pozostaje jednakie, nie cenimy rzeczy, które dostajemy łatwo,
W klubach studenckich, gdzie w czasie wykładów mówiłam między innymi o bogactwie pieszczot fizycznych, które powinny przez długi okres poprzedzać rozpoczęcie pełnego współżycia, z reguły dostawałam liczne kartki z uwagami, że wszystko to pięknie i kobiety nie mają nic przeciwko wszelkiego rodzaju pieszczotom „zamiast", ale partnerzy skarżą się na dokuczliwe bóle w pachwinach i podbrzuszu po pieszczotach nie zakończo¬nych stosunkiem.
Rzeczywiście. Intensywne przekrwienie męskich narządów płciowych, spowodowane nie rozładowanym podnieceniem sek¬sualnym, może sprawiać przykre bóle jąder, podbrzusza i pach¬win. Dolegliwości takie często bywają interpretowane jako ob¬jaw chorobowy, a są jedynie skutkiem długotrwałego prze¬krwienia. Napięcie rozładowuje się zwykle samoistnie w polucjach nocnych, towarzyszących marzeniom sennym. W sytuacji, gdy para kochanków jest już: zaawansowana w równego rodzaju pieszczotach we dwoje, można doprowadzić również w trakcie pieszczot do wytrysku i rozładowania nadmiernego przekrwie¬nia.
Nie będę rozwodziła się szerzej na temat szczegółów wszel¬kiego rodzaju technik seksualnych, głaskania, muskania, łasko¬tania, dotyku i pocałunków doprowadzających do orgazmu mężczyznę czy kobietę, ponieważ pisząc dalej o roli zmysłów w miłości, omówię te sprawy dokładniej. Chciałabym tylko podkreślić jeszcze inne korzystne aspekty nauki „neckingu" i „pettingu" we wczesnym okresie miłości dwojga ludzi.
Oprócz wymienionych już dwóch zasadniczych spraw: po pierwsze, maksymalnego przedłużenia czasu zdobywania ko¬biety przez mężczyznę, co daje jej szansę na obudzenie w nim uczuć miłości, tkliwości i przyjaźni w okresie, gdy magnes sek¬sualny działa; po drugie, sprawienia, iż chłopiec nie zaspoko¬jony seksualnie wysila swoją wyobraźnię, wymyślając naj¬rozmaitsze pieszczoty i karesy zbliżające go do upragnionego celu, co stanowi dla młodej dziewczyny szkołę miłości sek¬sualnej, następnym walorem, przemawiającym na korzyść tego rodzaju kontaktów we wczesnym okresie miłości, jest uchronienie kobiety przed niepożądaną ciążą w przypadkach, gdy partnerzy nie potrafią jeszcze zabezpieczyć się w inny sposób. Przy okazji trzeba tu nadmienić, że wszystkie pieszczoty po¬wierzchowne, a przede wszystkim w formie dotykania człon¬kiem okolicy łechtaczki i krocza, mogą w wypadku wylania się nasienia na srom doprowadzić do ciąży nawet u dziewicy. 2 tego względu należy zachować maksymalną ostrożność dba¬jąc, by nasienie nie dostało się na wilgotne śluzówki, ponieważ plemniki z łatwością zawędrują z warg sromowych do pochwy.
Istnieje jeszcze jeden bardzo ważny moment, przemawiający za koniecznością nauczenia się. we wczesnym okresie miłości wszelkich zastępczych form stosunku. Okazują się one nie¬jednokrotnie bardzo pożyteczne w dalszym życiu małżonków; na przykład w czasie długotrwałych okresów abstynencji płcio¬wej przed- i poporodowe). Są to zwykle okresy bardzo źle zno¬szone przez współmałżonka, przyzwyczajonego de regularnego współżycia. Przymusowa abstynencja stwarza pretekst do po¬szukiwania innej kobiety. Sytuacja jest tym bardziej przykra dla żony, że w okresie okołoporodowym wymaga ona właśnie jak największej czułości i opieki ze strony męża.
Przekonałam się pracując przez wiele lat w poradni gineko¬logicznej, że niemało małżeństw zostaje rozbitych właśnie przez sprawy seksu. Lekarze narzekają niejednokrotnie na brutalne traktowanie kobiet wracających po porodzie ze szpitala przez „zgłodniałego" współmałżonka, mówiąc: — Cóż tu można po¬radzić? Czy kobieta może być zdrowa, jeżeli natychmiast po powrocie ze szpitala, w tydzień po porodzie albo i wcześniej mąż zmusza ją do stosunku i za kilka dni wraca ona do szpi¬tala z ciężkim zapaleniem macicy czy jajników.
Istnieje jedna tylko rada — aby małżonkowie w okresach abstynencji wykorzystywali sztukę pieszczot zastępując nią normalne współżycie. Jeżeli te pieszczoty będą im znane i oswoją się z nimi w okresie narodzin miłości, kiedy chętnie i z zapałem je uprawiają nie mając szansy na pełny stosunek, to powrót do nich w okresie ciąży czy przymusowej absty¬nencji nie sprawi im większych trudności. Uczenie się nato¬miast innych form współżycia w okresie fizycznie niekorzyst¬nego wyglądu kobiety nie jest najlepszym czasem do budzenia zainteresowania pieszczotami.
Wieloletniemu małżeństwu o wyrobionych odruchach i za¬potrzebowaniach seksualnych nie powinno się zalecać całko¬witej abstynencji, a jedynie zmianę formy i techniki miłosnej, ponieważ zalecenia takie zwykle są nierealne.
Jeszcze jednym okresem życia małżeńskiego, kiedy „necking" i „petting" oddają nieocenione usługi, jest okres małżeńskiej jesieni. Przeważnie partnerzy nie starzeją się równo i wiele starych małżeństw rozpada się oraz traci więź uczuciową z po¬wodu impotencji współmałżonka, czy (rzadziej) niemożności odbywania stosunku przez kobietę.
W okresie kiedy pojawiają się kłopoty ze wzwodem członka, przez wiele lat jeszcze pozostaje zdolność do wytrysku i od¬czuwania orgazmu. Podobnie kobieta, która nie może odbywać normalnego stosunku ze względu na stany poopergcyjne czy zmiany chorobowe w pochwie, zachowuje wrażliwość łechtaczki i całego ciała na pieszczoty. Wypełnienie sobie w tym okresie życia deficytu seksualnego czułością i pieszczotami zastępczymi pozwala współmałżonkom pogodnie przejść przez ten czasem kłopotliwy okres współżycia.
I tak, zaczynając od pieszczot i zabaw seksualnych w okresie narodzin miłości, zawędrowaliśmy aż do późnej jesieni małżeń¬stwa. Jak widać, pieszczoty te nie są dodatkową rozpustą, pro¬ponowaną i tak już według ogólnie przyjętych poglądów roz¬wydrzonej młodzieży, tylko szkołą miłości fizycznej dla kobiety i azylem w sytuacjach konfliktowych w toku dalszego wspól¬nego życia.

III
Zmysły

WYOBPAŻNIA

Stendhal w swej książce O miłości napisał: „Kochaj to od¬czuwać rozkosz oglądając, dotykając, czując wszystkimi zmy¬słami, jak można najbliżej, istotę kochaną i obdarzającą nas miłością”.
W momencie narodzin miłości i przez cały okres jej trwania zmysły odgrywają zasadniczą rolą. Zaczyna się od wzroku i słu¬chu, które oddziałują za pośrednictwem psychiki na ośrodki seksualne w mózgu. Potem węch — mogący sygnalizować z da¬leka obecność partnera lub budzić najbardziej intymne prze¬życia w bezpośrednim kontakcie. Zmysł węchu znajduje się na granicy doznań czysto fizycznych i psychicznych, pobudzają¬cych wyobraźnię. Następnie przychodzi kolej na bodźce fizyczne odbierane zmysłami smaku i dotyku. Zmysły te odgrywają zasadniczą rolę w kontaktach bezpośrednich, podrażniając czu¬ciowe zakończenia nerwowe, znajdujące się. na całym ciele, skąd bodźce wędrują do ośrodka orgazmu w mózgu. Gdy rolę dominującą zaczyna odgrywać zmysł dotyku, psychika się wy¬łącza i nie jest dobrze, jeśli nie wyłączy się całkowicie. Kon¬trola psychiczna nie jest wtedy potrzebna, może natomiast wywoływać wiele zaburzeń w przebiegu odruchowych funkcji narządów, stając się źródłem powstawania nerwic seksualnych.
Jak już wspomniałam, wrażenia wzrokowe, słuchowe i wę¬chowe pobudzają ośrodki seksualne w mózgu za pośrednictwem poszczególnych zmysłów, ale... podniety psychiczne, jak np. wyobraźnia kształtu, barwy, dźwięku czy zapachu również oddziałują na ośrodek orgazmu bezpośrednio z pominięciem re¬ceptorów zmysłowych. Jak widać, występuje tu bardzo skom¬plikowany system sygnałów oraz różnorodność dróg przewodzenia.
W labiryncie psychiki ludzkiej drogi życia seksualnego należą do najbardziej zawiłych i trzeba stale myśleć, i sterować nimi, aby uniknąć katastrofy czy rozczarowania. Jednym słowem — w dziedzinie psychiki i uczuciowości trzeba myśleć, a w trakcie przeżyć fizycznych myślenie jest surowo wzbronione — sy¬tuacja wcale niełatwa, ale warto o tym wiedzieć.
Mówiąc o wyobrażeniach kształtu, barwy czy dźwięku, wcho¬dzimy na teren wyobraźni, która obejmuje tak poszczególne najprostsze elementy składowe bodźców seksualnych, jak i ca¬łego człowieka lub jakieś określone sytuacje życiowe.
Wyobraźnia w miłości jest potężną siłą inicjującą, przycią¬gającą i utrzymującą jej trwałość, ale wyobraźnię trzeba kształcić i rozwijać, podobnie jak wiele innych mechanizmów fizycznych i psychicznych.
Już we wczesnym dzieciństwie rozpoczyna się kształcenie wyobraźni w zabawach dziecka. I tu rodzice, zamiast poma¬gać dziecku w rozwoju, przeszkadzają, kupując mnóstwo pięk¬nych zabawek — żeby miało się czym bawić! Nic bardziej fałszywego! Nic bardziej — przeciwko wyobraźni. Pamiętamy przepyszne zabawy w sklep, do których potrzebna była „kaszka" z krwawników, kamyczki, piasek, cegła tarta, a przede wszy¬stkim mnóstwo kolorowych skorupek i szkiełek, troskliwie zbieranych po świecie. Pamiętamy wyścigi na saniach zaprzęg¬niętych w renifer/ i podróże łodzią podwodną „Nautilus" albo galop na mustangu przez prerię, gdy jedynym instrumentem tych pasjonujących wypraw był leżący pień starej wierzby, wyglansowany do połysku dziecinnymi nogami i pośladkami.
Pamiętamy nie kończące się zabawy w tatę i mamę z lal¬kami i misiem w kąciku za szafą, gdzie był dom i szpital, i szkoła, zależnie od potrzeby, a na półce z zabawkami stał za¬kopiański domek dla lalek z pełnym umeblowaniem — nie ruszany.
Modele samochodów i samolotów zdalnie sterowanych, po¬ciągi z ogromną liczbą szyn, zwrotnic, mostów, naśladujące w szczegółach wiernie rzeczywistość, są zbyt realne, nie dają pola do wyobraźni, a dziecko musi mieć warunki do fantazjo¬wania i największą uciechę sprawia mu wymyślanie własnych form i odmian zabawy.
Ileż to razy widzę w ogródkach jordanowskich piękne modele samolotów czy rakiet opuszczone i stojące samotnie, a dzieciaki obok kredą na asfalcie rysują wielopokojowe mieszkania i go¬spodarzą w nich t zapałem, gromadząc różne pozbierane wokół drobiazgi.
Stopniowo dziecko wyrasta z zabawek, a wchodzi w świat książek, i tu znowu wyobraźnia ma wiele do powiedzenia. Wyobrażamy sobie bohaterów powieści, ich domy, stroje, prze¬życia, wyobrażamy sobie tak żywo, że stają się naszymi przy¬jaciółmi, nieomalże żywymi ludźmi. Robinson Cruzoe, Ania z Zielonego Wzgórza, Bort, syn Szarej Wilczycy, czy Kubuś Puchatek stoją cierpliwie na półce i czekają na nasze odwie¬dziny.
Potem, kiedy w okresie dojrzewania budzą się zainteresowa¬nia seksualne, zaczyna się polowanie na książki o miłości, które zresztą rodzice, wychowawcy czy nauczyciele wydzierają z rąk z okrzykiem: „To nie jest książka dla młodzieży!" — i starannie chowają pod kluczem.
Czego się obawiają? Obudzenia wyobraźni seksualnej! Wy¬obraźnię bowiem i jej igraszki w dziedzinie seksu uważa się za bardzo niebezpieczne i podniecające młodzież.
Dawniej obawiano się książek „nie dla młodzieży". Obecnie mamy jeszcze inne zakazy, dotyczące filmów czy spektakli tele¬wizyjnych, ale podejrzewam, że nasi rodzice (my — to znaczy obywatele po czterdziestce) mieli znacznie bardziej umotywo¬wane powody do obaw niż dzisiejsi. Najpiękniejszy nawet film czy widowisko telewizyjne traktujące o miłości daje obraz gotowy na miarę przeciętnego widza, a książka o miłości działa j,ak bodziec, pobudzając wyobraźnię. Jak interesująco, jak pięknie i podniecająco wyobraźnia nie hamowana żadną cen¬zurą malowała nam perypetie kochanków z powieści, przeko¬naliśmy się niejednokrotnie konfrontując naszą wersją miłości oraz postaci wyobrażonych bohaterów romansu z osnutą na wątku czytanej powieści wersją filmową czy telewizyjną. Wi¬działam mnóstwo filmów realizowanych według znanych rai od lat powieści i prawie zawsze stwierdzałam, że to nie to. Czułam się oszukana i rozczarowana.
Wyobraźnia odgrywa niemalże równie ważną rolę, a niekiedy ważniejszą nawet niż wrażenia konkretne, odbierane przez wszystkie nasze zmysły. Ona pierwsza wprowadza nas w świat seksu i miłości.
Wystarczy przypomnieć sobie swój pierwszy pocałunek i ukryte marzenia — jak to będzie?
Pewnego dnia nasze marzenia konfrontują się z rzeczywi¬stością. I co wtedy? Zwykle jakiś uścisk bardzo niezręczny, zetkniecie warg, nieporadne, wstydliwe czy gwałtowne... I zdu¬mienie, że to już wszystko. A gdzie szaleństwa seksualne, prze¬żywane w wyobraźni przy tej okazji? — zastanawiają się roz¬czarowani, Czyżby rzeczywistość była aż tak uboga i niecie¬kawa?
Okres oczekiwania na pieszczotę, wypełniony intensywną pracą wyobraźni, wytycza perspektywy przyszłych wzruszeń i stawia nam przed oczyma cel, do którego później już świado¬mie zmierzamy w rzeczywistości.
Jeżeli zbyt szybko chcąc zdobyć partnera przerzucamy się pospiesznie od pieszczoty do pieszczoty, nie zostawiając sobie czasu na pracę wyobraźni, przeżywamy wszystko bardzo po¬bieżnie i płytko. Napięcie seksualne nie ma czasu wzrosnąć i nabrać intensywności, koniecznej do pełnego rozładowania. Cel osiągnięty w sposób tak niedbały i pobieżny nie ma nic wspólnego z zawrotnymi szczytami uniesień, jest po prostu małym, nieciekawym pagórkiem bez perspektyw, za którym bezpośrednio czyha nuda.
W miłości pośpiech jest fatalnym błędem. Nie należy się spieszyć. Trzeba pozwolić pracować wyobraźni.
Następnym polem do popisu i ćwiczenia wyobraźni jest poezja — a szczególnie poezja miłosna, na przykład Konstan¬tego Ildefonsa Gałczyńskiego, Marii Jasnorzewskiej-Pawlikow-skiej, Bolesława Leśmiana, Haliny Poświatowskiej oraz wielu innych poetów, zależnie od upodobań i wyboru. Piękny język, barwne porównania, oprawione w melodię słów i fantastyczną nieraz scenerię, nadają się znakomicie do kształtowania wy¬obraźni czytelnika. Poezja to niewyczerpany skarbiec subtel¬nych przeżyć i odcieni miłości. Poezja miłosna z reguły prze¬mawia znacznie bardziej do wyobraźni kobiet niż mężczyzn, ale inteligentny kochanek chętnie z niej korzysta.
Epistolografia miłosna stanowi również duży rozdział litera¬tury pięknej. Listy pisali sławni ludzie, królowie i poeci. Dziś stanowią one dla nas kopalnię wiadomości o ich życiu, uczu¬ciach i charakterach. List to literatura dostępna dla każdego i każdy może w tej dziedzinie spróbować swych możliwości uzewnętrznienia myśli i uczuć.
Niestety w chorobliwym pośpiechu dnia dzisiejszego zanika piękna sztuka pisania listów. Wypiera ją telefon lub telegraf; np. — Stop — czekaj w czwartek — kocham — całuję Janek... — i to wszystko. Obawiam się, że za sto lat bardzo nie¬wiele będzie wiadomo o uczuciach i życiu wewnętrznym współ¬czesnych wielkich ludzi. Chyba że rozwijająca się obecnie buj¬nie literatura pamiętnikarska ocali nasze życie i przeżycia od zapomnienia.
Nie zawsze miłość układa się gładko i kochankowie mogą być razem. Częściej rozstają się na krótszy czy dłuższy okres i wte¬dy znakomitą możliwością wymiany wzruszeń i myśli stają się listy. Korespondencja podtrzymuje uczucia i chroni je od za¬pomnienia. Podobno można nawet listownie nawiązać kontakt uczuciowy i zakochać się, nie znając osobiście współpartnera. Listy mówią o miłości i tęsknocie, a są ludzie, którym łatwiej wyrazić miłość i uczucie w liście niż bezpośrednio.
W czasach naszych babek mawiano, że nic tak nie plami kobiety jak atrament. Nie było natomiast żadnych zastrzeżeń w tej mierze dotyczących mężczyzny.
Stara, dobra nasada jest prosta i zawsze niezmienna — m꿬czyzna prosi, zdobywa, wyjawia swoje uczucia, kobieta nato¬miast pozwala się uwodzić i czarować, ale sama tak w słowach, jak i w listach nie powinna ujawniać zbyt bezpośrednio swego zaangażowania.
Jednym z bardzo współczesnych środków budzących wy¬obraźnię za pomocą słowa jest telefon. Dobrze znam przypadki omyłek telefonicznych i budzącego się zainteresowania głosem rozmówcy. Męski głos, niski, o pięknej barwie tłumaczy po¬myłkę, rzuca jakiś żart czy komplement i zaczyna się rozmowa. Jeżeli interesującemu głosowi towarzyszy jeszcze uwodzicielski dowcip, błyskotliwy refleks i poczucie humoru, nawiązuje się flirt słowny i... wyobraźnia zaczyna działać.
On widzi właścicielkę miłego głosu, przystojną, młodą, inte¬ligentną i dowcipną, sposób prowadzenia rozmowy, pełny seksu i wdzięku kobiecego, sugeruje mu w wyobraźni istotę pociąga¬jącą, w jego typie.
Ona wyobraża sobie np. wysokiego szatyna, o gęstej czupry¬nie, ciemnych oczach i pięknych rękach i… wyobraźnia działa, tworząc ludzi, sytuacje, uczucia.
Wreszcie po iluś tam przegadanych przez telefon wieczorach umawiają się na spotkanie, l tu często rzeczywistość pląta figle naszej wyobraźni, ponieważ rzadko się zdarza, że piękny głos, inteligencja i dowcip idą w parze z urodą (chociaż i tak bywa!). Spotyka się pulchny, łysawy grubasek z nieefektowną, niepo¬zorną dziewczyną o miłym uśmiechu i gdyby nie telefon i wy¬obraźnia, nigdy by na siebie nie zwrócili uwagi,
Instrumentami wyobraźni są jeszcze flirt i kokieteria. O flir¬cie napiszę szerzej w rozdziale opisującym zmysł słuchu, O ko¬kieterii pomówimy teraz.
Kokieteria angażuje wszystkie zmysły: wzrok — to zgrabne ruchy, uwodzicielskie gesty, spojrzenia wiele obiecujące, strój i oryginalne ozdoby zwracające uwagę; słuch — to barwa głosu, miękka, intymna, sposób mówienia, śpiew, gra słów; węch — to perfumy, świeżość, czystość; wreszcie dotyk — to muskanie, ocieranie, dotknięcia dłoni, przytulenie w tańcu.
Istotę kokieterii stanowią nie tylko bodźce i drażnienia zmy¬słów, ale ich rytmiczność. Do walorów rytmiczności bodźców seksualnych będę jeszcze niejednokrotnie wracała w dalszych rozdziałach, tu zaznaczę jedynie, że rytmiczność bodźców jest specyfiką ośrodków seksualnych i działa na nie silnie pobu¬dzająco.
Kokieteria to nieustanne zmiany nastrojów, przyciąganie i odpychanie na przemian. W efekcie takich zabiegów następuje sumowanie się podniet i doprowadzenie partnera do bardzo wysokiego poziomu napięcia seksualnego. Kokieteria jest zwy¬kle bronią kobiet, ale i mężczyźni chętnie z niej korzystają, chociaż w nieco innej formie.
Kobieta wabi, uwodzi, czaruje, obiecuje gestem, wzrokiem, potem nagle odwraca się i czaruje innych (z umiarem!!!). Gdy partner jest zmartwiony i zaniepokojony, znowu przywraca go do łask, aby po jakimś czasie na pozór o wszystkim zapomnieć.
Mężczyźni, szczególnie wytrawni uwodziciele, także stosują kokieterię; szaleją, wielbią, zarzucają kobiety kwiatami i tele¬fonami — ona zaczyna być miła, ale nagle — cisza, nie pisze, nie dzwoni, przy spotkaniu jest bardzo zaaferowany swoimi sprawami, nieomalże grzecznie obojętny. Dziewczyna uświadamia sobie wtedy nagłą potrzebę jego czułości i uwielbienia, stwierdza, że zaangażowała się uczuciowo znacznie bardziej, niż myślała. Niespodziewanie, gdyż już oswoiła się z nastro¬jem smętnej rezygnacji, znowu pojawia się on — czarujący, z kwiatami, komplementami, zaproszeniem na dansing czy do teatru i huśtawka zaczyna się od początku.
Kokieteria jest jednym z najsilniejszych psychicznych środ¬ków wabiących, zmusza do pracy wyobraźnię, która raz maluje w czarnych barwach obrazy zerwania, to znowu promienne perspektywy wspólnych przeżyć, Niepokój i niepewność odpły¬wupload pozwala w pełni doceniać chwile ciepła i harmonii.
Kokieteria, podobnie jak biel i czerń w malarstwie, daje życiu walor i plastykę, chroni miłość przed nudą i monotonią. Zmuszanie partnera do oczekiwania, odświeżania pragnień i tęsknot, tak fizycznych, jak i psychicznych, to ćwiczenie wyobraźni, zwiększanie natężenia uczuć i świadome wzmaganie napięcia seksualnego.
Operowanie zmianami nastroju i kontrastami spotykamy zresztą nie tylko w życiu osobistym, ale i w muzyce, sztuce dramatycznej, literaturze czy malarstwie i umiejętne zestawie¬nie kontrastów decyduje o ich wartości artystycznej.
Mówiąc o kokieterii, należy podkreślić konieczność umiaru i wyczucia przy jej stosowaniu. Niezręczna kokieteria, na przy¬kład słodkie minki, mizdrzenie się i nazbyt pieszczotliwa mowa, może zrobić wrażenie wręcz odpychające. Minoderia i grucha¬nie, nie pasujące ani do wyglądu, ani do wieku kobiety, budzą u partnera śmiech i chęć ucieczki, a ponadto są niesłychanie nużące dla otoczenia. We wszystkim konieczny jest umiar, bo inaczej przypomina nam się piosenka Miry Zimińskiej „Bo ja przy tobie jestem taka mala..." i komentarz przyjaciółki; — „Ona mala? jaka mala? onaż krowa!”.
Oprócz niezręcznej kokieterii występuje jeszcze często pułap¬ka wyobraźni — to nadmierny udział fantazji w miłości, idący w parze z brakiem poczucia rzeczywistości. Związek dwojga ludzi, oparty wyłącznie na romantycznej miłości i wyobraźni, skazany jest z góry na niepowodzenie. Miłość taka jest próbą zaspokojenia własnych pragnień i tęsknoty za pomocą wyobraź¬ni. Tworzymy sobie wyimaginowanego kochanka i przypisujemy jego walory konkretnej osobie. Przychodzi jednak chwila, gdy rzeczywistość budzi nas w sposób bardzo przykry z urojonego snu. Pojawia się konieczność nawiązania wzajemnego, pełnego kontaktu psychicznego w atmosferze realizmu. Wtedy małżeń¬stwo rozpada się tym szybciej, im więcej było fantazji, a mniej rzeczywistego wzajemnego poznania.
Nie znaczy to bynajmniej, że miłość musi być całkiem realna i przyziemna. Wyobraźnia powinna być wzbogaceniem, urokiem i ozdobą miłości, ale nie może być jej podstawą.
W jednym jeszcze procesie psychofizycznym, bardzo ważnym dla kształtowania się seksualnej części miłości, wyobraźnia od¬grywa zasadniczą rolę; w rozwijaniu odruchów warunkowych. Sygnał odebrany za pośrednictwem zmysłów budzi skojarzenia w wyobraźni i zależnie od tych skojarzeń powstaje pozytywna lub negatywna reakcja seksualna.
Rozdział omawiający rolę zmysłów w miłości jest jednym z najważniejszych w tej książce, uczy bowiem, że trud wło¬żony w okresie narodzin miłości jest szkołą mechanizmów i reakcji, pilnie rejestrowanych wzajemnie przez partnerów. Po ślubie zaś bynajmniej nie odrzucamy do lamusa wypróbowa¬nych we wcześniejszym okresie metod i rekwizytów, jak kwia¬ty, nastrój, piękne słowa czy dbałość o wygląd zewnętrzny. Nadal tworzymy z tych elementów w najrozmaitszym wyborze i układzie każdorazowo preludium do stosunku.
Każdy stosunek później powtarza jak gdyby w skrócie hi¬storię miłości.

ZMYSŁ WZROKU

Nie darmo mówimy; „Wpadła mu w oko" albo: „Miłość od pierwszego wejrzenia". Wrażenia wzrokowe najczęściej — a szczególnie u osób młodych — są motorem budzącej się mi¬łości. Sprawa przedstawiałaby się ponuro, gdyby uroda ze¬wnętrzna była najważniejszym i jedynym warunkiem miłości. Uwarunkowanie takie jest raczej przejawem niedojrzałości życiowej. Zakochałem się w niej czy w nim, bo jest taki przy¬stojny, elegancki lub ~ taka ładna, zgrabna itp. Spotykamy zwykle podobne motywacje w większości listów od nastolat¬ków.
Jasne, że także w dojrzałych latach uroda i wygląd ze¬wnętrzny mają duże znaczenie ale wtedy już wiemy, że nie ma nic bardziej nietrwałego, jak oczarowanie urodą. Na szcz꬜cie dla większości nieurodziwych uroda i wrażenia wzrokowe powszednieją niezwykle szybko i już po kilku miesiącach czy latach przyzwyczajenia patrzymy nie widząc, a wtedy docho¬dzą do głosu inne wdzięki i zalety, początkowo nie zauważone. Bieda, jeżeli ich brakuje — tym większe rozczarowanie.
Tu właśnie tkwi szansa dla nieurodziwych, ale ciekawych, dowcipnych, inteligentnych i posiadających miły sposób bycia na co dzień.
Na marginesie naszych rozważań warto przestrzec, że ludzie wybitnie piękni są nieciekawi i egocentryczni. Pieszczeni od dziecka zachwytami otoczenia, dochodzą szybko do wniosku, że im się to należy, bez najmniejszego wysiłku z ich strony, i współżycie z nimi na co dzień nie jest ani proste, ani łatwe.
W dziedzinie wrażeń wzrokowych podniecająco działa nie tylko widok partnera, ale również inne elementy z nim zwią¬zane. Istnieją jednak różnice między reakcjami mężczyzny i kobiety na podniety wzrokowe.
Mężczyzn podniecają wszelkiego rodzaju przedmioty specy¬ficznie kobiece, jak np. staniczki, majteczki, chusteczki, bielizna nocna. Przedmioty kojarzące się z toaletą kobiety, jak perfumy, puderniczki, szminki, przybory toaletowe. No i przede wszyst¬kim obrazy, rzeźby i fotografie aktów kobiecych oraz ilustracje pornograficzne- Poza tym — role kobiece w filmie, telewizji, tancerki w balecie itp. Często również budzą zainteresowanie mężczyzn pewne specyficzne cechy kobiece, np. jednego pod¬niecają kobiety perwersyjne, wampowate, innego słodkie błękitnookie kobieciątka, innego wreszcie modne seksbomby.
U kobiet elementy podniecające są bardziej zróżnicowane, przekształcone przez wyobraźnię, nie tak bezpośrednie. Często związane z wytworzonymi w przebiegu życia reakcjami odru¬chowymi, które wiążą się ze wspomnieniami miłości.
Na przykład jedna z moich pacjentek nosiła w torebce piękny rogowy grzebień swego ukochanego jeszcze w wiele lat po rozstaniu się z nim i twierdziła, że ilekroć go wyjmuje, wra¬cają natychmiast w wyobraźni podniecające wspomnienia przeżytych razem chwil. Jedną z ulubionych jej pieszczot było wichrzenie, głaskanie i czesanie jego bujnej kędzierzawej czupryny.
W przeciwieństwie do mężczyzn, kobiety bardzo rzadko podniecają ilustracje, zdjęcia czy męskie rysunki pornogra¬ficzne. Natomiast intensywnie przeżywają seksualne sceny filmowe i telewizyjne, przypominające im sytuacje niegdyś przeżyte. Wzruszają się i podniecają czytając książki o miłości, przy czym wcielają się chętnie w ulubione bohaterki, przezy¬wając głęboko ich szaleństwa i dramaty sercowe. Oddziałują również na kobiety pewne elementy urody męskiej, związane z erotyczną historią ich życia. Czasem są to oczy czarne czy zielone, czasem czupryna kędzierzawa, łysinka (jak twierdzą naukowcy, łysina u mężczyzny jest wykładnikiem wysokiego poziomu hormonalnego, a co za tym idzie — dużych możli¬wości seksualnych) czy też jedwabisty „jeż". Czasami gładkość skóry, ciepły uścisk dłoni, zapach tytoniu i wody kolońskiej. Czasem utwór muzyczny czy przebój taneczny kiedyś z nim tańczony lub specjalny jakiś rodzaj pieszczot.
Mężczyźni magazynują obrazki, zdjęcia i rysunki pornogra¬ficzne dla celów erotycznych. Kobiety magazynują wspom¬nienia seksualne miłości przeżytych, a często tylko wyobra¬żonych „na temat" kochanego mężczyzny. Kluczem do sezamu wspomnień i wyobrażeń seksualnych są troskliwie przechowy¬wane pamiątki (drobiazgi, listy, zdjęcia). Przedmioty, na które wystarczy spojrzeć, aby wszystko stanęło jak żywe przed oczyma wyobraźni.
Moda, czyli przepisy na rodzaj stroju, fryzury, a nawet sposobu bycia, była i jest potężnym narzędziem, zmierzającym do podkreślenia walorów męskich czy kobiecych, a także ele¬mentem budzącym za pośrednictwem wzroku zainteresowania seksualne.
Egipcjanki starannie malowały oczy, nagie piersi ozdabiały klejnotami, a spódniczki ich, choć długie, zrobione były z prze¬zroczystych, mieniących się tkanin. Mężczyźni w Egipcie cho¬dzili prawie nago, ozdabiając się tylko biżuterią i wąską prze¬paską na biodrach. Natomiast dla obu płci jednym z najważ¬niejszych elementów stroju były peruki, bujne, obfite, bogato trefione, podczas gdy głowy golono na zero.
Grecy chodzili prawie nago. Zdobiła ich skóra, wypielęgno¬wana oliwą i ćwiczeniami na świeżym powietrzu, elastyczność ruchów i sprawność fizyczna. Okrywali się tuniką — lekkim kawałkiem materiału udrapowanym tak, aby podkreślał har¬monijną budowę ciała.
Średniowieczny strój zmierzał do ukrycia wszelkich pokus cielesnych, ubierając kobiety i mężczyzn w obfite zwoje tkanin ciężkich, ułożonych w proste fałdy tak, aby nic nie podkreślało interesujących wypukłości ciała, Ukryto starannie ręce, nogi, ramiona, szyję i głowę owiniętą tkaniną, ale... czy tak staranne okrycia nie podniecały bardziej niż nagość starożytnej Grecji? Nagość nie była wtedy niczym wstydliwym, była rzeczą naj-naturalniejszą w świecie.
Ksiądz Hieronim Coignard — bohater powieści Anatola France'a — dyskutując z rzecznikiem Ligi Obyczajności Pu¬blicznej, tak mówi:

„Zważ, przezacny Katonie, że najstraszniejsze pokusy płyną z wewnątrz, nie z zewnątrz. (...) Gdybyś zgłębiał żywoty i dzieła świętych pustelników, żyjących w pu¬styniach czy szałasach leśnych — widywali oni obrazy wszeteczne i wyuzdane. (...) Diabeł (inni zwą go rów¬nież naturą) jest lepszym malarzem porubstwa od sa¬mego Juliusza Romain i bezsilnym pan jesteś wobec jego uwodzicielskiej sztuki".

A że dzieło szatana nie było rzeczą rzadką w tamtych czasach, wnosimy z niezliczonych opisów wyganiania diabła najrozmait¬szymi sposobami. Czasy renesansu odkryły ramiona, szyje i piersi kobiece. W epoce Ludwika XIV czarne muszki przylepione na karku, policzku czy wypukłości piersi wskazywały drogę pocałunkom. Mężczyźni natomiast, wystrojeni barwnie jak koguty, nosili bardzo obcisłe pantalony z wyraźnie odznaczającymi się sącz¬kami, w których znajdowały się ich męskie wdzięki.
Suknie z okresu Dyrektoriatu były wprawdzie proste i skrom¬ne w linii, ale szyte z tkanin półprzeźroczystych pozornie tylko przykrywały.
A dalej, z biegiem czasu, gorsety eksponujące piersi i talię osy, tiurniury uwypuklające pośladki, spódniczki coraz węższe i krótsze, aż do mini, i suknie coraz bardziej wydekoltowane. Potem przyszły spodnie, szerokie, potem bardziej obcisłe, coraz krótsze, wreszcie hot-pants'y i gdyby nie klimat — może doszli-byśmy do greckiej nagości. I bylibyśmy znowu zaskoczeni, cał¬kowita nagość bowiem jest zupełnie aseksualna i nie daje pola do popisu wyobraźni, która jest najpotężniejszym motorem seksu.
Przypomina mi się opowiadanie człowieka, który wojażując po Francji i Włoszech postanowił odwiedzić plażę nudystów. Wiedział, że wchodząc tam należy się rozebrać, i z niepokojem myślał, co będzie, gdy zobaczy młode nagie kobiety,.. Nad pew¬nymi odruchami bowiem nie bardzo można zapanować. Co się okazało — widok nagich kobiet (niektóre bardzo piękne i mło¬de), mężczyzn i dzieci był całkowicie pozbawiony erotyzmu i nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia.
Organizacje nudystów wykazały, że ukryte obawy ludzi ubra¬nych, iż nagość w mieszanym towarzystwie musi zawsze pro¬wadzić do podniecenia płciowego, są całkowicie bezpodstawne.
Seks narodził się z chwilą, gdy Adam i Ewa osłonili swą nagość listkiem figowym, a wyobraźnia w postaci węża — ku¬siciela zaczęła działać.
Można by całą książkę napisać jedynie o roli seksualnej stroju w historii ludzkości, zaczynając od Adama i Ewy.
I dziś, jak dawniej, istotą mody jest nieustanna zmienność barw, kształtów i akcesoriów, co staje się czynnikiem budzącym stale od nowa zainteresowanie. Jak wspomniałam, nic nie przy¬chodzi tak szybko jak przyzwyczajenie się do największej na¬wet urody, a przyzwyczajenie jest równoznaczne z niewidze¬niem osoby, do której się przyzwyczailiśmy.
Zmiany mody mają jeszcze jeden walor, a mianowicie: skró¬cenie czy wydłużenie spódnic, moda na proste lub fantazyjnie wypchane i ozdobione suknie pozwala kobietom wybrać dla siebie takie kompozycje, które kryją brzydkie nogi, maskują tuszę, podkreślają barwą tkaniny kolor oczu, cery itp. Jednym słowem zmienność mody pozwala kobiecie przez jakiś okres zabłysnąć i ukazać ukryte dotąd walory jej sylwetki, twarzy czy karnacji skóry.
Jednym z podstawowych elementów atrakcyjnego wyglądu, niezależnie od takich czy innych kanonów bieżącej mody, jest wygląd czysty i świeży. Sukienka czy spodnie odprasowane, wyglądające schludnie, zawsze podnoszą urodę i dodają wdzię¬ku tak kobiecie, jak i mężczyźnie. Najbardziej natomiast modny strój, wygnieciony, oberwany czy brudny, niweczy wszelkie efekty.
Dotąd mówiłam przeważnie o walorach wizualnych, podkre¬ślających seks kobiecy, a co z mężczyznami? Istnieje wprawdzie pogląd, że mężczyzna nieco ładniejszy od diabła jest już do¬statecznie przystojny, ale po pierwsze -- wyobrażałam sobie zawsze diabła jako bardzo pięknego i porywającego mężczyznę, bo jakżeby inaczej tyle kobiet skusił?... A po drugie — nasi mężczyźni wcale dziś nie chcą przypominać nędznego Rokity z wyleniałym ogonem, a raczej pragną się upodobnić do czarta z mojej wyobraźni.
Mężczyzna współczesny nie musi być piękny ani nawet przy¬stojny, ale musi być wypielęgnowany (oczywiście na sposób męski), Sempoliński w jednej z piosenek fin de siecle'u śpiewa: „Jedwabisty wąsik lśnił, człowiek wiedział, po co żył!". Teraz, kiedy mamy tylu wspaniałych brodaczy i wąsali, warto przy¬pomnieć, że wąsik wymaga pielęgnacji, że policzki między bro¬dą a wąsem powinny być starannie wygolone (jeżeli tego wymaga kształt brody), a nie pokryte szczeciną od trzech dni nie golonego zarostu. Że podniecający jest widok pięknie przy¬strzyżonych i wypielęgnowanych brody i wąsów, ale muszą one harmonizować z resztą sylwetki. I tu dochodzimy do sedna sprawy — mężczyzna, który chce podniecać wyobraźnię kobiety, musi mieć swój styl.
Niestety, wielu mężczyzn, szczególnie młodych, zafascynowa¬nych panującą modą, nie licząc się ze swym wyglądem i wa¬runkami fizycznymi, naśladuje różnych modnych aktorów i pio¬senkarzy, wyglądając jak ich nieudane kopie. Męczą się w tym przebraniu i pobudzają do śmiechu otoczenie.
Istnieje wiele odmian stylu w zależności od wieku, typu urody i usposobienia. Może być mężczyzna stylowo i umiejętnie zaniedbany a la Robinson Cruzoe: długie włosy, broda, wąsy, skórzana kurtka, dżinsy, trykotowa koszulka i torba-worek na ramieniu. Może być w typie sportowym, w golfie, wiatrówce, dżinsach. Może być starannie ubrany: w garniturze z eleganckimi dodatkami, jak muszki, krawaty, czy barwne chustki pod szyją. Może ubierać się w stylu wojskowym czy myśliwskim lub po angielsku w ciemnej dyplomatce, sztywnym kapeluszu i z parasolem w ręku. Istnieją setki możliwości, byle tylko nie styl mieszany, czyli brak stylu.
Seksualna magia ubioru dotyczy w niemałym stopniu naszych strojów zewnętrznych, ale przede wszystkim jej narzędziem jest bielizna dzienna i nocna. Ubranie podkreśla sylwetkę fi¬zyczną i psychiczną człowieka, bielizna tworzy jego klimat seksualny.

„Największą ze sztuk jest zdobywanie mężczyzn" — mówiła Cyganka z Księżycowej Doliny Jacka Londona: — „Na przykład twoje piękne fatałaszki, twoje czapeczki, koronki j batysty. Są one sieciami magicz¬nymi. Żaden rybak nie łowił ryb w morzu z lepszymi wynikami niż my kobiety łowimy ich w nasze piękne łaszki. I jesteś na dobrej drodze. Widziałam mężczyzn oplatanych w sieć halki nie tak wykwintnej, nie tak ślicznej jak ta, którąś suszyła na swym sznurze".

I dziś jeszcze, jak dawniej, nic się w tych sprawach nie zmieniło. Wykwintne i finezyjne drobiazgi damskie, dobrane do typu urody — zawsze są cenione.
Wielki błąd popełnia kobieta, która czesze się, stroi i maluje przed wyjściem z domu, a wracając wkłada starą sukienkę, taką na donoszenie, w której „nie można się już pokazać mię¬dzy ludźmi".
Zastrzeżenia te dotyczą nie tylko kobiet. Jak już wspomi¬nałam, zainteresowanie seksualne idzie w parze ze zwiększe¬niem wrażliwości wszystkich zmysłów. Nie budzi wiec żadnych wątpliwości fakt, że wysmarowana tłustym kremem twarz lub kłująca, nie ogolona broda mażą, rolki i siatki na włosach, przybrudzona nieświeża bielizna pościelowa, a często i osobista, są widokiem nieprzyjemnym. Mężczyzna paradujący po domu w przydeptanych pantoflach i w długich czy krótkich niewy¬mownych jest widokiem wręcz odstręczającym i na pewno nie nasuwa wyobraźni kobiecej obrazu zdobywczego ko¬chanka.
Bielizna dzienna podkreśla wdzięk rozbierania, a jest to mo¬ment bardzo ceniony w kontaktach miłosnych. Bielizna nocna, piękna, pełna wdzięku, podniecająca, podobnie jak barwne poduszki, kolorowe koce, dyskretne oświetlenie podnoszące bar¬wę skóry (złotawy abażur, świece ilp.) stają się z upływem czasu symbolami intymności i seksu, własnym światem odru¬chów warunkowych, stwarzających niepowtarzalność klimatu miłości poszczególnych par.
Samotność we dwoje — to najwłaściwszy moment dla kobiety do wykorzystania pięknych fatałaszków, zrobienia fryzury i makijażu, dla mężczyzny zaś jest to okazja do włożenia ładnej domowej koszuli czy bluzy, ogolenia twarzy lub przetarcia wodą kolońską wypielęgnowanej brody czy wąsów.
Aczkolwiek szaty i stroje mają duże znaczenie, to również ważną rolę odgrywają walory własnego ciała. Wiadomo już od wieków, jak podnieca mężczyznę widok zgrabnych nóg ko¬biecych. Szczególnie ruchy i układ nóg są ważne. Wiemy, że płynny chód kobiecy, stawianie nóg jednej przed drugą i stą¬panie 2 palców, a nie z pięty, sugeruje lekkość chodu, a także jego wdzięk. Kobieta' spotkana na ulicy, chodząca w ten sposób i mająca zgrabne nogi, pociąga za sobą dziesiątki zaintereso¬wanych męskich spojrzeń.
Przy okazji warto dodać parę słów o tym, jak należy siadać, aby nogi wyglądały efektownie. Można siedzieć przytulając kolano do kolana i ustawiając stopy lekko skośnie obok siebie albo zakładając nogę na nogę — co podkreśla wdzięk kolan i stóp. Natomiast niedopuszczalne jest siadanie z rozstawionymi na zewnątrz kolanami. Linia nogi i stopy kobiecej jest w tej pozycji brzydko zniekształcona. Nawet najzgrabniejsze nogi wyglądają bardzo nieestetycznie. Mężczyzna siedzący podobnie wygląda ciężko i niezgrabnie, podkreśla wypukłość brzuszka (jeżeli ma już jego zaczątki), a ponadto uwidacznia niezbyt interesujące partie spodni.
Rolą makijażu i uciesania jest zatuszowanie wad, a uwy¬puklenie zalet. Kobieta powinna umieć ocenić wady i zalety swojej twarzy. Malowanie bowiem na niej obrazka, jak to robi wiele kobiet, stosując się niewolniczo do zaleceń mody, wcale nie dodaje im wdzięku. Malować należy tylko te fragmenty, które zwiększają efekt seksualny twarzy kobiecej. Większość kobiet sądzie, że trzy czwarte urody twarzy jest wynikiem ta¬kiego czy innego jej zrobienia, a zapominają, że istnieje wiele czynników, jak mimika, uśmiech, płacz czy sposób patrzenia, które znacznie bardziej potrafią dodać urody lub oszpecić kobietę niż makijaż.
Jak się uśmiechać?... Przede wszystkim jak najczęściej, ale na pełny uśmiech mogą sobie pozwolić kobiety o ładnych zębach i kształtnych wargach. Na szczęście dla tych, które nie mają takich walorów, istnieje jeszcze cała gama pół- i ćwierć-uśmiechów, w których śmieją się oczy, dołki w policzkach lub marszczy się zabawnie nos.
Nie obawiajmy się zmarszczek śmiechowych! Nawet utrwa¬lone z wiekiem dołki na policzkach czy kurze łapki w kącikach oczu dodają pogody spojrzeniu kobiety starzejącej się. Unikanie natomiast śmiechu i uśmiechów powoduje z czasem opadanie mięśni policzków i podbródka, co tworzy tzw. małpi pyszczek, który powstaje z podłużnych fałd, biegnących od skrzydełek nosa aż do podbródka i otaczających usta, z opadającymi ku dołowi kącikami warg. Taki właśnie małpi pyszczek robi wrą-żenię smutku i starości na zupełnie młodych twarzach.
Śmiejmy się i uśmiechajmy jak najczęściej, ponieważ uśmiech to najpotężniejsza broń kobiety, którą każdego oczaruje, roz¬broi i udobrucha. Uśmiech kuszący, zalotny, tajemniczy, ra¬dosny, smutny czy zdawkowy kryje nieprzeliczone możliwości. Można zauważyć w każdym towarzystwie, że kobiety radosne i roześmiane zawsze otacza grono zainteresowanych mężczyzn. a smutne pozostają samotne.
Ale... nie zapominajmy, że płacz jest także bardzo niebez¬pieczną dla mężczyzny bronią w polityce mądrej kobiety i temu j zagadnieniu warto poświęcić kilka słów. Istnieje ogólna za¬sada — płacz zdobi blondynki o dziecinnych rysach twarzy i dużych oczach, jeśli łzy spływając na policzki powodują co najwyżej lekkie zaróżowienie końca nosa. Można czarować mężczyzn płaczem, byle nie za często. Jest to bowiem ostatecz¬ny argument w rozstrzygających momentach. Mężczyzna na widok łez wpada w zakłopotanie i konsternację i zwykle ustę¬puje kobiecie. Broń ta, niewątpliwie skuteczna, stosowana jed¬nak zbyt często irytuje go i zniechęca.
Brunetki mają skłonność do czerwienienia powiek i wystę¬powania czerwonych plam na twarzy w czasie płaczu. Kobie¬tom tak reagującym nie radzę płakać, ponieważ wygląd ich nie zachwyci ani nie rozbroi mężczyzny, a raczej wzbudzi chęć ucieczki z sytuacji ze wszech miar nieprzyjemnej. Zamiast płaczu pozostaje jeszcze zawsze ucieczka w pełne smutku mil¬czenie. Ciche dni! Tego żaden mężczyzna nie wytrzymuje na dłuższą metę.
Być może ktoś zakrzyknie, że są to recepty wyjęte ze starych kalendarzy naszych babek. Ale nasze babki o całe niebo więcej od nas wiedziały o technice uwodzenia mężczyzn. Nie mając innych życiowych możliwości, musiały zdobyć i utrzymać przy sobie mężczyznę, dochodząc do perfekcji w kobiecej dyplomacji. Znały wypracowaną przez liczne pokolenia kobiet sztukę kochania, której sekrety matki przekazywały córkom. Wiele z tych przepisów i obyczajów przypomina przepisy z podobnej literatury innych kultur. Jest to tradycja nie do pogardzenia i nieraz jeszcze będę wracała do sekretów miłosnych naszych babek.
Mówiąc o śmiechu i płaczu warto wspomnieć, jak te sprawy wyglądają u mężczyzny. Istnieje pewien odsetek mężczyzn, na szczęście niewielki, których uśmiech czy śmiech szpeci zamiast dodawać im wdzięku. Po prostu twarz przystojna czy intere¬sująca w uśmiechu nabiera niesympatycznego wyrazu. Tacy mężczyźni powinni raczej śmiechu unikać. Poza tymi wyjątko¬wymi zupełnie przypadkami śmiech odmładza i dodaje wdzięku każdemu mężczyźnie.
A jak wygląda sprawa płaczu? Z wyjątkiem sytuacji tra¬gicznych w ogóle nie wchodzi w rachubę. Nikogo nie wzrusza mężczyzna płaczący, może budzić tylko lekceważenie.
Ważnym walorem fizycznym są włosy. U mężczyzny bywają one problemem wielkiej wagi, a niejednokrotnie źródłem po¬tężnych zahamowań i kompleksów. Dramatem większości m꿬czyzn jest postępujące z wiekiem przerzedzanie się włosów i pojawiająca się łysina. Każdy pragnie mieć bujną czuprynę, a wyłysienie traktuje jako objaw starości. Wspomniałam już poprzednio, że łysina przy bujnym owłosieniu piersi, ramion i kończyn jest wykładnikiem wysokiego poziomu hormonów męskich i można by ją raczej traktować jako walor dodatkowy, a nie defekt. Niezależnie od tego warto jednak starannie pie¬lęgnować włosy. Istnieje wiele przepisów kosmetycznych na pielęgnację włosów, nad którymi nie będę się tu rozwodzić, podkreślając tylko, że włosy, podobnie jak wąsy i brodę, należy myć możliwie często.
Kobieta, której włosy nie są zbyt bujne ani efektowne, może nosić wszelkiego rodzaju peruczki i kapelusze, które zatuszują niedobory.
Przy bujnych włosach nie tylko fryzura wymyślnie skręcona i poukładana podkreśla wdzięk włosów. Największą ich zaletą jest czystość, połysk, jedwabistość i sypkość przy fryzurach gładkich lub swobodnie wijące się pukle przy włosach kędzie¬rzawych. Lakierowane i spiętrzone fryzury są dobre na wieczór czy na bal, ale w znacznym stopniu utrudniają wykorzystanie seksualnych walorów włosów. Warto popatrzeć w kinie na aktorki występujące w filmach miłosnych: potrząsają głową tak, aby włosy rozsypywały się na ramionach, zasłaniały i od¬słaniały twarz, patrzą spoza fali włosów opadających na oczy itp. Wszystkie te gesty od dawna zaliczone zostały do reper¬tuaru uwodzicielskiego kobiet.
Niestety, pomimo ogromnej wygody i łatwości pielęgnowania włosów krótkich, wielu mężczyzn tradycyjnie woli u kobiet włosy długie. Może sprawiły to wielosetletnie nawyki, ale fakt jest faktem i warto go wziąć pod uwagę, wybierając rodzaj fryzury.
Walory włosów można wykorzystać w pełni pod jednym warunkiem — że włosy będą czyste, miękkie i pachnące. I i tego względu rozjaśnianie włosów z użyciem dużej ilości wody utlenionej nie jest dla nich zbyt korzystne, szczególnie, gdy równocześnie robimy trwałą ondulację.. Zestawienie tych dwu zabiegów bardzo niszczy i wysusza włosy. Tracą one wtedy połysk i jedwabistość, robią się. szorstkie i sztywne. Ponadto zwykle naturalna barwa włosów harmonizuje z kolo¬rem oczu i karnacją skóry. Należy się dobrze zastanowić przed zmianą, gdyż zbyt śmiałe zmiany koloru włosów mogą przyćmić albo zgoła zgasić urok niejednej twarzy.
Bardzo cennym elementem wrażeń wzrokowych są ręce, i tu chciałabym wspomnieć o pielęgnacji paznokci. Większość kobiet robi sobie manicure i lakieruje paznokcie w mniej czy bardziej śmiałych kolorach. Istnieje ogólna zasada: nie można używać wyraźnie kolorowych lakierów, jeżeli nasz tryb życia wymaga częstego mycia rąk i pracy fizycznej. Każdy lakier w takich warunkach łuszczy się, odpada i paznokcie wyglądają bardzo nieestetycznie. Kobiety pracujące rękoma powinny mieć wśród swych kosmetyków nie tylko lakier, ale i zmywacz do paznokci i lakierować paznokcie dopiero wieczorem po skończonej pracy. Oczywiście z chwilą gdy lakier zaczyna od¬padać, należy go starannie zmywać.
Manicure można polecić również mężczyźnie, ale pod wa¬runkiem, że będzie on polegał wyłącznie na obcięciu paznokci i skórek, tudzież opiłowaniu ich prawidłowego kształtu. Grze¬chem śmiertelnym w dziedzinie dbałości o ręce, tak dla m꿬czyzny, jak i dla kobiety, jest obgryzanie paznokci. Widok ten jest ogromnie nieestetyczny, a efekty dla rąk są wręcz żałosne. Ręce powinny być zawsze dokładnie umyte i pielęgno¬wane w miarę potrzeby kremem do rąk lub gliceryną, tak aby skóra była miękka i gładka, a nie szorstka i przykra w dotyku.
Mówiąc o roli wzroku w życiu seksualnym człowieka, trzeba również wspomnieć o ciekawości i podglądaniu nagości, a ści¬ślej mówiąc — podglądaniu nagich kobiet przez chłopców w wieku dojrzewania. Szybko rosnące napięcie seksualne w tym wieku (między dwunastym a siedemnastym rokiem życia) rodzi ciekawość. Chłopcy starają się podglądać kobiety ze swego otoczenia — matki, siostry, koleżanki szkolne, aby zobaczyć, jak wygląda naga kobieta. Interesuje ich nie tylko nagość, ale i wszelkie przejawy erotyzmu, jak pocałunki, pie¬szczoty i współżycie seksualne.
Zainteresowanie tymi sprawami jest normalnym objawem dojrzewania. Nie jest jednak wcale obojętne, z jakich Źródeł zaspokajają chłopcy swoją ciekawość. Otóż z badań przepro¬wadzonych przez doktora A. Jaczewskiego wśród młodzieży szkolnej do lat siedemnastu okazało się, że w większości pod¬glądali oni pijaków i prostytutki nad Wisłą i w laskach pod¬miejskich.
Jestem przekonana, że można by zaspokoić ciekawość mło¬dzieży w sposób kulturalny i estetyczny, udostępniając jej filmy traktujące o miłości i ukazujące mniej czy bardziej obnażone kobiety. Widok zgrabnych pośladków czy biustu gwiazdy filmo¬wej zaspokoi ciekawość w sposób o wiele mniej drastyczny niż „widoki znad Wisły". Oczywiście udostępniając filmy miłosne dwunaste-, czternastolatkom, trzeba kierować się kryteriami estetycznymi i etycznymi. Filmy o klimacie sadystycznym czy wyraźnie pornograficznym (o pijakach, prostytutkach, gwałci¬cielach itp.), a także ociekające krwią mordownie powinny przede wszystkim podlegać granicy wieku od lat osiemnastu. Filmy o miłości nie tylko pokazują nagość, ale również uczą, jak się całować, pieścić, uczą flirtu i zabaw miłosnych, uczą, jak się starać o to, by nagość ciała była estetyczna i miała wdzięk seksualny.
Nie sztuka się rozebrać, trzeba się umieć rozebrać i pięknie poruszać we własnej skórze. Zapytacie mnie, po co ta nauka dzieciom. Tak już jest w dziedzinie higieny i kultury, że czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. A oni już w tym wieku zaczynają uczyć się na własną rękę. Nauka kultury seksualnej powinna, podobnie jak mycie uszu, rąk i nauka przyzwoitego jedzenia, być wprowadzona do potocznych nawy¬ków już we wczesnej młodości. Prowadzi to bowiem do za¬poznania się z formami kulturalnych kontaktów między m꿬czyzną i kobietą.
Ponadto nie można zapominać, wycinając co śmielsze sceny miłosne z filmów, że oprócz młodzieży, która może się zgorszyć, istnieją jeszcze miliony małżeństw nudzących się w ramach swojej ubogiej rzeczywistości seksualnej i będących na naj¬lepszej drodze do rozbicia.
Oglądając uważnie filmy, spotykamy często sceny striptizowe. Warto popatrzeć dokładnie i wykorzystać we własnym życiu umiejętność uwodzicielskiego rozbierania się w małżeńskiej sy¬pialni, a swobodne i pełne wdzięku poruszanie się bez ubrania stanowi też niemałą sztukę. Człowiek nie oswojony z własną nagością, rozebrany, zachowuje się komicznie i niezdarnie, po¬dobnie jak np. mężczyzna we fraku, który nigdy dotąd tego stroju nie nosił. Brak mu swobody i harmonii ruchów — wy¬gląda po prostu głupio i nieelegancko.
Radzę „przymierzyć" swoją nagość najpierw w samotności, spróbować z wdziękiem siedzieć, wstać, chodzić czy tańczyć solo przy muzyce. Wtedy okazuje się, że to wcale nie takie proste, trudniejsze jeszcze niż poruszanie się w zbyt ciasnym ubraniu. Jesteśmy skrępowani, ruszamy się niezdarnie. Dopiero po pewnym czasie, oswajając się z nagością, zaczynamy czuć się swobodniej i poruszać z wdziękiem.
Stwierdziłam na początku rozważań o zmyśle wzroku, że całkowita nagość jest aseksualna, dlatego też oglądając swą nagość musimy krytycznie ocenić zalety i wady sylwetki, po czym postarać się o dodanie jej zabarwienia seksualnego oraz .skrycie defektów za pomocą eleganckich staniczków, rajstop itp. Nawet gdy figura jest bezbłędna, z drobnym biustem, zgrabnymi plecami, nogami i pośladkami, zawsze dodaje uroku seksualnego koronkowa mini koszulka. Jak widać, wiele dro¬biazgów, ozdób i innych akcesoriów mody trzeba mieć na chwile samotności we dwoje zamiast przybrudzonego fartuszka i starej sukienki. .
Na zupełną nagość mogą sobie pozwolić tylko kobiety bardzo zgrabne, wysportowane i o drobnym biuście. Wielkie zmartwie¬nie licznych moich nastoletnich pacjentek — mały biust jest w rzeczywistości ogromną zaletą nagiej sylwetki, z dużym natomiast bywają kłopoty.
Aby naga kobieta mogła zyskać wdzięk seksualny, wystarczy kilka bransoletek na ręku, przesuwających się i dzwoniących przy poruszaniu się, noszonych powszechnie przez kobiety Wschodu. Łańcuszek na szyję, rozpuszczone długie włosy opa¬dające na piersi mogą odegrać podobnąrolę. Trudno dawać tu recepty na zachowanie w Każdej sytuacji i nie jest to wcale moim celem. Chcę po prostu podkreślić znaczenie nagości
w uwodzeniu i utrzymaniu miłości mężczyzny, bo nie tylko rozpustne dziewczęta, ale i bardzo przyzwoite żony powinny znać wszelkie sekrety uwodzenia mężczyzny, gdyż znacznie trudniej jest czarować go przez lata całe, niż zdobyć na chwilę.
Muszę tu ostrzec, że spontaniczność w miłości jest jej naj¬większym walorem, a stosowanie się ściśle i nie zawsze szcz꬜liwie do przepisów zaczerpniętych z książki daje zwykle opła¬kane rezultaty. Moje rozważania mają na celu zwrócenie uwagi na pewne sprawy i zasygnalizowanie ich, a dalej zaufajcie swe¬mu instynktowi i wyobraźni. Największą sztuką jest stworzenie sobie własnej sylwetki i własnego nastroju w miłości. Jeśli przyzwyczaimy mężczyznę do swego klimatu, niełatwo potrafi go skusić inna kobieta, ponieważ przez wiele lat wypracowane odruchy warunkowe najsilniej odpowiadają na bodźce, które je uwarunkowały.
Oczywiście nie można wpadać w rutynę i zachowywać się stale jednakowo. Dekoracje w postaci strojów, światła, otocze¬nia (łazienka, las, brzeg morza, dywan...}, pościeli (koce, barwne poduszki, narzuty futrzane itp.) powinny się zmieniać.
Biorąc pod uwagę powyższe rozważania twierdzę nadal, że nawet listek figowy jest bardziej podniecający niż zupełna nagość, ale i w osłanianiu ciała wskazany jest umiar. Nocne stroje proponowane przez Ligę Obyczajności Publicznej w książce Anatola France'a grzeszą może już nadmierną per-wersją w budzeniu nastrojów seksualnych. Proponuje ona:

„...długie i szerokie koszule nocne dla obojga małżon¬ków, posiadające owalny otwór, który pozwala mał¬żonkom spełnić przykazanie boże dotyczące rozmnaża¬nia rasy ludzkiej bez obrażania obyczajności i nie¬skromnego sycenia zmysłów nagością ciała. Celem oto¬czenia pewnym, że tak rzekę, wdziękiem owej daleko posuniętej surowości otwory te posiadają wokół haft zdobny i powabny".

Ksiądz Coignard natomiast posunął się jeszcze dalej złośli¬wie radząc:

„Należy, zdaniem moim, pociągnąć młodych małżon¬ków przed aktem kopulacji od stóp do głów pastą czarną i glansować szczotkami, W ten sposób skóra ich uczyni się podobna do buta, co owionie ponurą żałobą rozkosz zmysłową, podniecaną do tej pory bielą ciała i zaróżowieniem pewnych jego miejsc. Będzie to zarazem ogromną przeszkodą pieszczotom i pocałunkom i niektórym formom wyuzdania, w których biorą udział usta,, a tak często niestety praktykowane przez kochan¬ków w łożu miłosnym".

Kończąc rozważania o perwersji podniet ukrytych i odkry¬tych chciałabym zająć się jeszcze jedną z form ukazywania nagości, dość popularną na świecie. Chodzi tu o malarstwo, rzeźbę, fotografikę i... wydawnictwa pornograficzne.
Jak już wspomniałam pisząc o specyfice pobudliwości sek¬sualnej mężczyzn, działa na nich podniecająco widok repro¬dukcji rzeźbionych i malowanych aktów, a także i obrazki pornograficzne. Niedawno przetoczyła się przez Europę i Ame¬rykę lala pornografii, budząc gwałtowne dyskusje za i przeciw. U nas również rozgorzała cała kampania prasowa dotycząca „inwazji seksu" i sposobów obrony przed tą inwazją.
Warto na wstępie do dalszych rozważań zastanowić się, czym jest właściwie pornografia. Spotkałam w prasie i literaturze fachowej setki definicji, których tu nie będę przytaczać, bo po pierwsze — nie jest to rozprawa o pornografii, a po dru¬gie — temat jest potężny i miejsca by w książce nie stało. Pozwolę sobie podać tylko tę, która — wydaje mi się — naj¬trafniej określa sedno sprawy. Jest to definicja podana przez pisarza francuskiego, Jean Cau, w tygodniku Stern, a prze¬drukowana w polskim czasopiśmie Forum: „Erotyzm to ciało, pornografia — to mięso". Ja powiedziałabym — co pokrywa się zresztą w istotnym sensie z definicją poprzednią — że pornografia to narządy i ich funkcje w oderwaniu od czło¬wieka, to seks całkowicie odhumanizowany.
Istnieje zasada w produkcji wydawnictw pornograficznych, że twarze modeli i modelek muszą byó obojętne lub zdawkowo uśmiechnięte, co w zestawieniu z sytuacją, w jakiej są foto¬grafowani, daje przerażający kontrast i wrażenie zupełnego odczłowieczenia.
Źródłem popularyzacji pięknego aktu jest pewna, bardzo niewielka zresztą, liczba wydawnictw artystycznych, reprodu¬kujących rzeźbę, malarstwo i grafikę, niestety trudno dostęp¬nych, ze względu na cenę, dla kieszeni młodzieży, ale zaspo¬kajająca nieco popyt na te rzeczy u ludzi dorosłych. Również współczesna dyscyplina artystyczna — fotografika, umożliwia nam reprodukowanie w dużych ilościach i niedrogo artystycz¬nych fotografii aktów. Podjęto w tej dziedzinie ciekawą inicjatywę organizując międzynarodowe wystawy fotografiki aktu kobiecego — Wenus 70, Wenus 71, Wenus 72, Wenus 73 (za¬leżnie od bieżącego roku) w Krakowie, Rozwinęła się w związku z wystawą szeroka dyskusja społeczna na łamach prasy. Jeden z korespondentów prasowych z wystawy (1972) pisał:

„Potępienie aktów na wystawach fotograficznych, wzmagając pruderję, przyczynia się oczywiście do roz¬kwitu niewybrednych dowcipów na temat seksu i rodzi pornografię, są to bowiem mechanizmy kompensacyjne. I tu dochodzimy do sedna sprawy; braku rozróżnienia zdrowego erotyzmu od pornografii. Historia sztuki pokazuje wyraźnie, że nagie ciało ludzkie od zarania ludzkości inspirowało artystów, a co za tym idzie, musiało istnieć wśród ludzi zainteresowanie tego ro¬dzaju twórczością. Pornografia jest zdegenerowaną for¬mą twórczości erotycznej, a będąc łatwo dostępna, • szczególnie na Zachodzie, skutecznie wypiera prawdzi¬wą sztukę z tej dziedziny. Zresztą znaną jest rzeczą, że budzi żywe zainteresowanie, dopóki jest zakazana, jak wszystkie rzeczy niedostępne, W państwach, gdzie sprzedaż artykułów pornograficznych jest dozwolona, sklepy świecą pustkami, a klientami są przeważnie obcokrajowcy".

Nie zawsze mamy czas i energię, aby pójść na dansing, do teatru, do kina lub na wystawę artystyczną. Zdjęcia natomiast i wydawnictwa albumowe mogą być zawsze dostępne w domu. Oglądanie ich we dwoje czy samotnie stanowi doskonały bo¬dziec wizualny, ożywiający zmęczoną natłokiem wrażeń życia codziennego wyobraźnię, wzbogacający nasze życie seksualne.

ZMYSŁ SŁUCHU

Już wśród pierwotnych kultur wrażenia słuchowe, rytm i dźwięki odgrywały niezmiernie ważną rolę w sprawach seksu.
Pierwsze instrumenty to bębny, tam-tamy i kołatki, zrobione z wysuszonych łupin orzecha kokosowego lub tykwy wypełnio¬nej kamyczkami. Dźwięki ich towarzyszyły nieodłącznie naro¬dzinom, miłości i Śmierci.
Pierwotna muzyka składała stę przede wszystkim z rytmu, potem dołączyła się melodia, gdy skonstruowano piszczałki i instrumenty strunowe. W kolejnym etapie rozwoju muzyki pojawił się melodyjny skandowany śpiew bez słów, aż wreszcie rozpoczął się triumfalny pochód przez wieki poezji, pieśni i mowy miłosnej.
Podstawą pierwotnych tańców plemiennych była muzyka rytmiczna wybijana na tam-tamach i bębenkach, której tempo od początkowo wolnych rytmów wzrastało stopniowo aż do zawrotnej szybkości tak, że tancerze w ekstazie padali na zie¬mię bez czucia.
Rytm w pierwotnej muzyce oddziałuje na ośrodki orgazmu zupełnie podobnie jak rytmiczne bodźce dotykowe. Rytmiczne dźwięki łącznie z szybką pracą mięśni w figurach tanecznych doprowadzały tancerzy do ekstazy. Im ludy pierwotniejsze, tym większa u nich wrażliwość na rytm. Współcześnie próbujemy wracać do muzyki rytmicznej — jazz, big-beat i inne formy nawiązują do dawnych tradycji.
Także i obecnie taniec jest rodzajem rozrywki seksualnej, w której oddziałuje na ośrodki erotogenne wiele bodźców, jak szybka rytmiczna praca mięśni, szybsze krążenie krwi, doty¬kanie i ocieranie się ciał tancerzy. W niektórych kulturach istnieje zwyczaj tańców samotnych, które w nie mniejszym stopniu niż zespołowe oddziałują podniecająco, pomimo że po¬zbawione są towarzystwa kobiety. Wystarczy przypomnieć ta¬niec Greka Zorby z filmu pod tym tytułem. Również w obrzę¬dowych tańcach indiańskich występują pojedynczy tancerze, jak np. czarownicy czy szamani.
W miarę upływu czasu i wykształcenia się bardziej skompli¬kowanych instrumentów rodziła się muzyka, której towarzy¬szyła pieśń miłosna. Gęśle, ukulele, liry, skrzypce i gitary początkowo towarzyszyły pieśniom bezsłownym, melodycznym, z czasem również piosenkom i poematom śpiewanym.
Niezmiernie ważnym elementem w miłości są wybrane własne słowa czy dźwięki śpiewane, szeptane, mruczane w róż¬nych sytuacjach miłosnych od pierwszego spojrzenia, zaczepki, flirtu, pierwszych pieszczot i żarcików, przyciągania, odpy¬chania, narastającego podniecenia, aż do szeptów i jęków ekstazy, a wreszcie wygasania namiętności. Za pomocą takich śpiewanek można nauczyć się posługiwać głosem w miłości tak, aby słowo nie było ważne, tylko jego barwa i intonacja głosu, Kamasutra (dzieto indyjskiego poety Watsjajany Mallanagi. po¬wstałe około V w. n.e., poświęcone sprawom miłości i obyczajów. Wszystkie cytaty z Kamasutry zawarte w Książce zaczerpnięto z wy¬dania polskiego Kamasutram Vatsyayany, Lwów 1922) przewiduje w kontaktach miłosnych naj¬różniejsze dźwięki: hmm„. grzmienie, gruchanie, płacz, wyda¬wanie dźwięków: sut, dut i phut, przydając do tego także i słowa artykułowane; jak matko! mamusiu! dość już! prze¬stań... puść mnie... umieram!
W tym wypadku nie chodzi o słowa, które często nie mają żadnego określonego sensu, a raczej o barwę i intonację mowy. Okrzyki te powinny brzmieć, według wskazań Kamasutry, jak — „głos turkawki w lesie, kukułki indyjskiej lub krzyk czapli w nocy".
Oprócz dźwięków i słów o charakterze zdecydowanie sek¬sualnym można wprowadzić do klimatu swej miłości ulubione utwory muzyczne. Może to być jazz, utwory Liszta, Chopina, Mozarta, a nawet organowe fugi Bacha czy melodie miłosne z filmu Love Story..., zależnie od upodobań czy fantazji.
Gdy wybrany rodzaj muzyki stale tworzy tło dla kontaktów miłosnych, staje się on stopniowo zawołaniem miłosnym, sy¬gnalizującym rozkosz i ściśle z nią związanym.
Rozważania te przypomniały mi film Młość po południu z Gary Cooperem w roli wytwornego uwodziciela milionera, który woził wszędzie z sobą cygańską orkiestrę, grającą mu w sytuacjach intymnych Oczarowanie jako tło do miłości.
Dziś sytuację mamy znacznie ułatwioną, wystarczy bowiem adapter czy magnetofon oraz ulubione nagrani.
Można uważać, że tak liczne akcesoria zbyt komplikują życie, ale im więcej i im bardziej różnorodne bodźce kumulują pod¬niety seksualne, wykorzystując wrażliwość wszystkich zmysłów, tym głębsze i pełniejsze jest przeżycie rozkoszy. Moim zadaniem jest ukazanie wszelkich możliwości, a wybór ich wedle woli i chęci zależy już od każdego z czytelników.
Tłem muzycznym mogą być piosenki i ballady miłosne. Już w średniowieczu śpiew skandowany bezsłowny zmienił się w pieśni miłosne wierszowane, które śpiewali wędrując po krgju trubadurzy i truwerzy. Pieśni o Tristanie i Izoldzie, o Rycerzach Okrągłego Stołu, tak popularne w tamtych czasach, nie straciły wiele ze swojego uroku do dzisiaj.
Pieśń miłosna występuje w kulturze nie tylko w formie serenady i canzony, ale również w formie okolicznościowych przyśpiewek, towarzyszących tańcom w czasie zabaw wiejskich. Przyśpiewki te mają zabarwienie mniej romantyczne, są raczej cielą szermierką słowną, mieszaniną satyry i seksu.
Szczególnie piękne, odznaczające się to lirycznym smętkiem, to znów doskonałym żartem, są śpiewanki góralskie.
Żarty, kpinki, połajanki, seksualne przymówki i zachęty stanowią treść tych Śpiewanek, co w połączeniu z szybkim rytmem tańców ludowych stanowi coś w rodzaju pierwotnej formy flirtu.
Flirt to jeszcze jeden kształt miłości, który ginie. Flirt to gra seksualna, pojedynek na słowa, Błyskotliwa rozmowa o miłości, podsuwająca partnerowi pewne myśli, oceny uczuciowe czy sugestie — nie zawsze prawdziwe. Zmuszają one jednak do szybkiej orientacji, błyskawicznej riposty i zręcznej reakcji na każdą najsubtelniejszą nawet aluzję. Flirt we wszystkich kul¬turach świata ma swoje wysoko cenione miejsce.
Niestety, we współczesnym świecie zapominamy o tej sztuce. Jeszcze nasze babki uczono zręczności słówek, pochlebstw i dą¬sów na przemian, uważając flirt, i słusznie, za nieocenioną metodę budzenia miłości. Flirt intryguje, zaczepia, budzi zain¬teresowanie, po chwili doprowadza partnera do wniosku, że mu się tylko zdawało. Gdy reakcja słabnie, flirtujący rzuca następne nęcące zdanie, ukazujące nowe perspektywy, po czym natychmiast zmienia front, gdy spostrzeże nawrót zaintereso¬wania.
Zmienne bodźce nagłych przypływów łaski i niełaski we flir¬cie działają na ośrodki seksualne na tej samej zasadzie, jak rytm w muzyce czy w pieszczotach dotykowych. Wszelkie for¬my podniet rytmicznych budzą i wzmagają zainteresowanie seksualne. Przyspiesza się bicie serca, krew zaczyna krążyć szybciej, oczy nabierają blasku, kobieta rozkwita, usta jej stają się pełne, czerwieńsze, wilgotne, cera nabiera rumieńców, ruchy wdzięku, cala promienieje i wabi.
Zwierzęta i ptaki również tokują giętkimi ruchami ciała, stroszeniem piór, zaczerwienieniem grzebienia czy korali, wreszcie śpiewem czy krzykiem miłosnym. Człowiek tokuje mową, najsubtelniejszym narzędziem myśli ludzkiej i o jego kulturze stanowi przede wszystkim piękno i bogactwo jego mowy. Mowa w służbie seksu — podobnie jak wszystkie ele¬menty składające się na obraz tokowania u ptaków i zwie¬rząt — winna podkreślać najbardziej ponętne dla partnera walory swojej płci.
Mężczyzna pragnie być władczy, mocny, opiekuńczy, koniecznie potrzebny swojej wybrance i zawsze godny podziwu. Kobieta pragnie być pieszczona, budzić zachwyt, być pielęgno¬wana troskliwie, szczególnie w chwilach, gdy jest cierpiąca i bezradna, a ponadto zawsze podniecająca dla swojego m꿬czyzny.
Powiedzmy, że w rzeczywistości nie zawsze tak właśnie się układa, ale rolą flirtu kobiecego jest podkreślanie i ukazywanie partnerowi swoich cech najbardziej kobiecych, a równocześnie pochlebianie jego męskości. Oczywiście stworzenie takich su¬gestii zwykle szybko uderza do głowy partnerowi czy partnerce. Uważa, że tak musi być zawsze, zaczyna go trochę nużyć stała bezchmurna pogoda — wtedy pora na drugą fazę flirtu, na niełaskę.
Nagle robimy się chłodni, złośliwi, ale tylko trochę, żeby nie zaprzeczać swoim sugestiom z okresu poprzedniego. Zajęci swoimi sprawami, przeciętnie grzeczni albo wręcz obojętni, zamknięci w sobie. Postawa i nastrój rozmowy muszą być tak przemyślane, żeby współpartner szybko zatęsknił do minionego ciepła. Dopiero gdy skruszeje i zrobi się bardzo miły, znowu nieoczekiwanie zmieniamy front o sto osiemdziesiąt stopni, wra¬ca łaskawość, podziw i dni słoneczne.
Zasadniczą regułą warunkującą pożądane efekty flirtu jest dokładna ocena walorów i wad współpartnera, aby zmieniając klimat, nie popełniać kardynalnego błędu i nie zaprzeczać sa¬memu sobie. Nie wolno w żadnym wypadku podważać włas¬nych sugestii i atakować cech, które podziwialiśmy poprzednio, bo gra nie ma polegać na wzajemnym oszustwie, ale na admirowaniu u partnera jednych cech, a krytyce drugich, W okresie słonecznym podziwiamy, chwalimy, cenimy wysoko jego wa¬lory, w okresie chmurnym — obojętniejemy na uroki i wycią¬gamy na światło dzienne cechy ujemne, dbając o to, żeby cechy podziwiane były pierwszoplanowe, a krytykowane raczej drob¬ne, i nie tyle zasadnicze, ile uciążliwe na co dzień. Może przy tej okazji niektóre uda się wyplenić.
Słyszymy nieraz, że on czy ona powiedzieli coś, czego nie da się cofnąć i słowa te wszystko popsuły między nimi. Są to właśnie słowa-ciosy, którymi w chwilach wściekłości, chcąc uderzyć boleśnie, niszczymy podziwiany dotąd pozytywny obraz ukochanego. Słów takich nie można cofnąć i nigdy już nie od¬zyskamy zaufania partnera- Niweczą bezpowrotnie poczucie bezpieczeństwa w miłości i zrywają najistotniejszą więź łączącą kochanków. Jak widać z dotychczasowych rozważań, flirt jest potężnym mechanizmem seksualno-uczuciowym, podtrzymującym trwałość miłości i początkowa zabawa oraz szermierka słowna z okresu budzenia się uczuć przekształca się stopniowo, w miarę dojrzewania miłości, w reguły gry warunkujące nie¬omalże jej istnienie.
Kobiety współczesne, podniecone otwierającą się szansą rów¬nouprawnienia w pracy i nauce, w zapale zdobywania pozycji dotąd niepodzielnie męskich wylewają dziecko wraz z kąpielą, robiąc sobie wielką krzywdę.
Można się kształcić, można pracować naukowo, zawodowo czy społecznie, ale w domu i w miłości kobieta musi być kobietą, a mężczyzna mężczyzną, jeżeli chcą żyć życiem pełnym i uniknąć rozczarowań i kompleksów. Miłość i dom jest azylem nienaruszalnym, a jedynie tryb życia i zajęcia obojga małżon¬ków mogą być przedmiotem przekształceń i umów takich czy innych. Żadna emancypacja nie może mieć wpływu na to, że kobieta jest matką i rodzi dzieci, a w swoim macierzyństwie i okresie pielęgnacji dziecka potrzebuje opieki mężczyzny. W tej dziedzinie nic się nie zmieni, chyba żeby ludzi zaczęto hodować w probówkach, a rodzina przestała istnieć.
Wracając do tradycyjnych nauk naszych babek, tyczących sztuki miłości, zauważymy, że flirt także miał swoje reguły i przepisy, nie mówiąc już o bogatej „literaturze" z tej dzie¬dziny, jak poradniki miłosne lub gra Flirt towarzyski. Istniało wiele form flirtu nie tylko słownego, ale również polegającego na umownych gestach czy znakach, jak np. kolor papieru listo¬wego, sposób przylepiania znaczka (w prawo, w lewo, do góry nogami itp.) albo rodzaj wysyłanych kwiatów (każdy kwiat znaczył co innego w mowie miłosnej).
Istniały również określone fazy flirtu na trudnej drodze zdo¬bywania mężczyzny.
Pierwsza i wstępna faza — to podziwianie partnera oraz wyszukiwanie w nim rozmaitych zalet i walorów. Nie ma na świecie człowieka, który by tego nie lubił — oczywiście w roli obiektu podziwianego. W ten sposób zwracamy uwagę na swoją osobę oraz budzimy uznanie dla naszej wnikliwości, spostrze¬gawczości i inteligencji.
Druga faza — to zachęcanie mężczyzny do mówienia o sobie, obserwując bacznie, co uważa on za najcenniejsze w swojej sylwetce psychicznej. Materiał tak uzyskany przydaje się bar¬dzo w projektowaniu dalszego postępowania i podziwiania.
Trzecia faza polega na ukazywaniu swojej słabości kobiecej, aby obudzić u słuchacza współczucie. Tu można było rozwijać wzruszające opisy swej niezaradności, różnorodnych klęsk życiowych, wyrazić pragnienie opieki i oparcia na męskim ra¬mieniu. Tego z reguły już nie trzeba było mówić, ponieważ wzruszony słuchacz sam proponował to ramię.
Na pozór reguły te wyglądają dość zabawnie i staromodnie, ale proponuję spróbować, oczywiście przystosowując formę do dzisiejszej rzeczywistości. Na pewno stwierdzicie ze zdumie¬niem, że reakcje mężczyzn nic się nie zmieniły pomimo upływu lat i że w starych zabawnych przepisach tkwiło wiele psycho¬logicznej prawdy.
Rozważając rolę i znaczenie mowy miłosnej od zarania mi¬łości, trafiamy wreszcie do łóżka, i tu nowy problem: o czym mówić?
O czym nie mówić?
O czym się zawsze mówi?
O kłopotach życia codziennego! Zbieramy jak mrówki zmar¬twienia i przykrości z całego dnia do wieczornej pogwarki... o Kowalskim, który jest świnia i znowu donosi do szefa, o Kowalskiej, która powiedziała do Zosi, że mój nowy kostium jest żle uszyty, o Jasiu, który znowu przyniósł dwóję, o piecyku gazowym, że się zepsuł i znów trzeba będzie płacić, a dopiero był reperowany, o jajkach, że podrożały, że Zosia podarła buciki i tak dalej, I tak dalej, procesja narzekań i biadań. Wreszcie zmordowani ostatecznie tą przygnębiającą litanią szukamy pociechy w zabawie we dwoje. W zabawie, w której nie zostało już ani cienia radości.
Szukanie pociechy i zrozumienia u człowieka kochanego jest rzeczą ludzką, ale nie należy tego robić nigdy w łóżku ani przy stole, bowiem bardzo złym nawykiem jest mieszanie seksu i po¬siłków z kłopotami dnia.
Zbieranie wszelkich złych i brzydkich stron życia codzien¬nego, aby rozsnuć je w wieczornej rozmowie jako tło do mi¬łości jest bardzo niebezpieczne. Stopniowo, w miarę upływu lat, omawianie w łóżku pretensji i krzywd z całego dnia staje się nałogiem, jak picie alkoholu rodzajem kieliszka na zalanie robaka po ciężkim dniu pełnym kłopotów, zgrzytów i nieprzy¬jemności. Znużeni, wściekli i zdegustowani życiem — uciekamy, w łóżku szukając zapomnienia i podobnie jak; alkoholem, w analogicznych sytuacjach zalewamy się na smutno. W ten sposób utrwalają się skojarzenia kłopotów i kontaktów sek¬sualnych. Z czasem rodzi się wstręt również i do ponurej mał¬żeńskiej miłości (niestety, zwykle żonie przypada rola pocie¬szycielki).
Nie należy nigdy upijać się na smutno ani kochać się dla zabicia zmartwień, w obu przypadkach bowiem mamy potem straszliwego kaca.
Skutki takiego postępowania nie dają na siebie długo czekać. Paskudne i dręczące problemy skojarzone ze sprawami seksu nawarstwiają się. w psychice i odruchowo postawa odrazy i niechęci do kłopotów życiowych przenosi się na przeżycia towarzyszące — na kontakty seksualne. Odruch warunkowy utrwala się i niszczy najcenniejsze walory współżycia — po¬czucie pełnego relaksu i radosnego odprężenia.
W tej sytuacji dzieli nas tylko jeden krok do nawiązania romansu, w którym szukamy radosnej zabawy w łóżku, zamiast małżeńskiego, wykańczającego system nerwowy, koszmaru.
I tu wyłania się następny problem. Wiemy już, o czym nie należy mówić w łóżku, ale o czym rozmawiać?
Oczywiście o radosnej zabawie w łóżku we dwoje. Wymyśli¬łam to zdanie na użytek własnych publikacji prasowych, żeby ładnie nazwać tę czynność.
Jeszcze w latach międzywojennych Boy-Zeleński snuł smętne rozważania w Pieśni o mowie naszej:

Rzecz aż nazbyt oczywista
, Ze jest piękną polska mowa:
Jędrna, pachnąca, soczysta,
Melodyjna, kolorowa.

Bohaterska, gromowładna,
Czysta niby błękit nieba,
Mądra, zacna, mila, ładna —
Ale czasem przyznać trzeba,
Że ten język najobfitszy
W poetyczne różne kwiatki,
W uczuć sferze pospolitszej
Zdradza dziwne niedostatki.

To, co ziemię w raj nam zmienia,
Życia cały wdzięk stanowi,
Na to — nie ma wyrażenia,
O tym — w Polsce się nie mówi!

Pytam tu obecne panie
(By od grubszych zacząć braków):
Juk. mam nazwać... „obeouiante"
Dwojga różnej pici Polaków?
Czy „dusz bratnich pokrewieństwem"?
Czy „tarzaniem się w rozpuście"?
„Serc komunia." — czy tez „świństwem"
Lub czym innym w takim guście?

W archaicznym tym zamęcie,
Jak ma kwitnąć szczęścia era,
Gdzie zatraca się pojęcie
Tam i sama rzecz umiera

Ludziom trzeba tak niei&iele,
By na ziemi niebo stworzyć —
Lecz wykrztusić jak: „Aniele,
Ja chcę z tobą... »cudzołożyć«?!!”

Jak wyszeptać do dziewczęcia;
Chcą... „pozbawić cię dziewictwa….
Nie obawiaj się poczęcia
Kpij sobie z „ja-wno-grze-szni-ctwa!!"

Na wieś, gdy się człek dobędzie.
Chcąc odetchnąć życiem zdrowszem,
Slyszy: „Kaśka, jagze bendzie
Wzglendem tego co i owszem,.,"

Od epoki Boya-Żeleńskiego niedługo pięćdziesiąt lat stuknie, a my ciągle w czułych rozmowach możemy jedynie sięgać do terminów naukowych lub tzw. literatury płotowej,
W praktyce okazuje się, że najpotoczniej rozmawia się słow¬nictwem płotowym. Stałam kiedyś w pociągu obok kilku mło¬dych chłopców prowadzących ożywioną dyskusję. Posługiwali się, przez kilka godzin wyłącznie czterema słowami, omawiając najróżnorodniejsze sprawy i co najważniejsze — rozumieli się doskonale.
Zapytałam ich w pewnym momencie, czym się właściwie człowiek różni od małpy?
Między innymi tym, że umie mówić, a wy znacie tylko cztery słowa! Liczyłam się z tym, że mogą w najlepszym razie obrzu¬cić mnie czterema słowami, ale oni zamilkli skonsternowani.
Po głębokim zastanowieniu doszłam do wniosku, że i nasz zapas słów w tej dziedzinie bardzo przypomina te miłe czworonogi, aczkolwiek mamy aż dziesięć słów zamiast czterech do dyspozycji. Zgłębiając ten problem, zaczekam pilnie poszukiwać i szperać w słownikach i w literaturze pięknej. Plon moich po¬szukiwań nie jest niestety imponujący.
W staropolskich tekstach Mikołaja Reja, Jana Kochanow¬skiego i Andrzeja Morsztyna znalazłam sporo wcale ładnych określeń.
Ponadto w żartobliwym poemacie Aleksandra Fredry o kró¬lewnie Piczomirze znaleźć można wiele wymyślonych przez autora dowcipnych nazw dla męskich wdzięków.
Nie mam ambicji językoznawczych, ale nawet mały słowni¬czek znaleziony w tekstach staropolskich pokazuje, jak cofnę¬liśmy się w rozwoju w stosunku do naszych przodków. A Boy-Zeleński, znakomity znawca i smakosz mowy polskiej, ostrzega: „Gdzie zatraca się pojęcie, tam i sama rzecz umiera".
Alarmuję póki czas, ratujmy język miłosny, wyrzućmy na śmietnik „wstydliwe milczenie", bądźmy ludźmi!
Przyciśnięci koniecznością kochankowie z odrobiną wyobraźni tworzą sobie — nieraz całkiem ciekawy j ładny — słownik mi¬łosny. Są to jednak „szyfry" ściśle tajne — do użytku we¬wnętrznego.
Jeżeli ktoś nie ma literackiej wyobraźni, musi odpowiednie słowa znaleźć — a gdzie?... Po prostu w książkach, w litera¬turze. Jeśli nawet mało tego albo prawie wcale we współczes¬nej, to istnieją, jak już wspominałam, znakomite staropolskie erotyki, jurne, jędrne, pełne pięknych słów. Trzeba je odkurzyć, wyciągnąć z zamkniętych na siedem spustów szaf i archiwów bibliotecznych.
W pewnym momencie słowa tracą swoją moc, zastępują je westchnienia i nieartykułowane pierwotne okrzyki. Potem jed¬nak, gdy zaczyna się odpływ napięcia seksualnego, znowu język upomina się o swoje prawa.
Wiekowa kultura miłosna Indii kładzie ogromny nacisk na zachowanie kochanków po nasyceniu zmysłów i mowa miłosna odgrywa tu zasadniczą rolę.. Oto fragment z Kamasutry mó¬wiący o tych sprawach;

„Koniec rozkoszy miłosnej (...) Nawet wtedy, skoro ustanie, wytwarza miłość, ozdobioną grzeczną usłuż¬nością za pomocą poufnych opowiadań i wywodów (...) Jeżeli przebywają na górnej tarasie domu i siadają tam, aby rozkoszować się blaskiem księżyca, niechaj on ją bawi stosownymi opowiadaniami, gdy leży ona na jego łonie i patrzy na księżyc. Niech jej objaśnia po kolei ciała niebieskie i pokazuje: arundhati, Gwiazdę Polarną i wieniec siedmiu gwiazd Wielkiej Niedźwie¬dzicy ... niech ją bawi za pomocą gier, jak na przykład tańca zwanego hallisa, śpiewu i żartów, znanych w krainie Lata, za pomocą oglądania tarczy księżyca niespokojnymi, wilgotnymi od namiętności oczami, za pomocą opowiadań o tych wszystkich rzeczach — jakie to życzenia obudziły się przy ich pierwszym spotkaniu, a jakie były nieszczęścia, gdy się rozstawali ze sobą ... Oto i zakończenie rozkoszy miłosnej".


ZMYSŁ POWONIENIA

Zapachy seksualne to najstarszy chyba filogenetycznie i naj¬silniejszy bodziec podniecający. Jak zauważono, działa on nie tylko u ssaków, ale nawet u gatunków znacznie niższych. Zna-, ne są reakcje ssaków, a specjalnie psów i dzikich zwierząt, na zapach samicy w okresie rui. Tego rodzaju węchowe sygnały miłosne spotykamy np, również u owadów.
Samiczka motyla może przywabić zapachem samczyka z od¬ległości kilkunastu kilometrów! Nawet najsprawniejszy pies tropowlec może tylko podążyć za śladem, ale w żadnym razie nie jest w stanie zwietrzyć obiektu poszukiwanego 7. odległości kilkunastu kilometrów. Stwierdzono, że samiczka motyla ma zaledwie 0,0001 mg substancji aromatycznej. Znikoma tylko część sublimuje w powietrzu i tam zostaje rozrzedzona tak znacznie, że wprost niepodobna sobie tego wyobrazić. Tak nie¬wiarygodnie znikome ślady zapachu wyzwalają u oddalonego o wiele kilometrów samczyka żywe reakcje poszukiwania, które doprowadzają go nieomylnie do źródła zapachu.
U ludzi zmysł powonienia miewa bardzo różną wrażliwość. U niektórych zupełnie jest w zaniku, a u innych dominuje on nad posostałymi zmysłami, jak np. u znakomitych kucharzy, kiperów czy specjalistów zatrudnionych w wytwórniach perfum dla oceny zapachów i tworzenia nowych kompozycji.
Wrażenia węchowe stanowią również bardzo silną podnietę seksualną, niestety często nie docenianą. Warto zająć się roz¬winięciem i wykształceniem tych zdolności u ludzi, którzy nie są zupełnie „ślepi" na zapach. Przydadzą się potem bardzo, stając się jednym z potężnych źródeł podniet seksualnych. By¬wa, że zapach specyficzny dla danej osoby, podobnie jak ulu¬biona melodia, utrwala się w pamięci i niejednokrotnie wystarczy woń tych samych perfum, aby jak żywe stanęły przed oczyma wyobraźni wspomnienia chwil spędzonych z kobietą, która ich niegdyś używała.
Przypomina mi się tu zabawna anegdotka o panu pastorze, któremu młoda, uwielbiana, ale nie umiejąca gotować żona przypalała wszystkie potrawy. Po przedwczesnej śmierci żony troskliwe parafianki ożeniły go po raz drugi z panią bardzo gospodarną i świetną kucharką. Niestety, żadna ze znakomicie przyrządzonych potraw nie budziła entuzjazmu małżonka, aż gdy pewnego dnia przypalił się krupnik, pastor westchnął z rozmarzeniem w oczach: — Nareszcie odnalazłaś ten smak i zapach, który tak lubiłem!
Przy pocałunkach miłosnych wędrując po całym ciele stale spotykamy się z różnorodnymi zapachami. Kobiety od najdaw¬niejszych czasów cenią sobie bardzo stroje i pachnidła. Rzadko która z nich zwraca uwagę na walory swego głosu i sposobu mówienia, każda natomiast pragnie mieć strój inny niż wszyst¬kie i pachnieć oszałamiająco.
Stosowanie pachnideł jest prawie tak stare jak kultura ludz¬ka. Bardzo popularne na Wschodzie, w Indiach, Azji czy Afry¬ce. Napotykano tam w wykopaliskach przepisy traktujące o przyrządzaniu pachnideł i nieraz bardzo ozdobne naczynia d» ich przechowywania
W Pieśni nad pieśniami romantyczne pochwały kochanków splatają się stale z opisami najrozmaitszych aromatów. Sula-mitka wielbiąc swego kochanka mówi:

„Od twych olejków woń dziewanny wionie,
Tnie twe słodsze nad dziewanny wonie,
Slodszyś najmilszy nad wonie dziewanny,
Przeto tak bardzo milują cię panny".

Kochanek chwali swą Sulamitkę w słowach:

„Zamkniętym sadem jest ma siostra wierna
Nard w nim i Kasja, wonne cynamony
I kadzidelny wszelki krzew ceniony,
Mirra i szafran, aloesu fetujecie,
Z wszystkich balsamów najprzedniejszy w świecie".

Ona zaś odpowiada:
„Dopokąd mój król na stolicy
Me nardy wydają swe wonie.
Mój mity jest mirrą w pętlicy
Co wonna się kryje na łonie,
Jest henną w winnicach Engady,
Woniącą przez laki i sady" ".

Czytając Pieśń nad pieśniami mamy wrażenie, że kochan¬kowie toną wręcz w zapachach i wonie te odgrywają ogromną rolę w ich świecie miłosnym.
Wszystkie te pachnidła można podzielić na dwie zasadnicze grupy: zapachy kobiece i męskie.
Zapachy kobiece to wszelkiego rodzaju olejki kwiatowe, bu¬kiety woni kwiatowych w najróżniejszych układach i kombi¬nacjach, tzw. za3*chy leśne — igliwiowo czy ziołowe, jak ma¬cierzanka, rumianek, mięta, Ponadto cały zespół zapachów wschodnich, ciężkich i aromatycznych, jak olejek sandałowy, mirra, nard i inne.
Do grupy zapachów męskich zalicza się: lawendę, ambrę, piżmo, cytrynę, zioła o zapachach ostrych, pikantnych, jak np. olejek balsaminy. Zapachy męskie odpowiadają bardziej ostrej woni potu i gruczołów zapachowych u mężczyzny. Niektóre z nich, jak piżmo, używane są w celu podniesienia walorów seksualnych. Produkt ten otrzymuje się bowiem z gruczołów znajdujących się w okolicy narządów płciowych piżmowców działających w okresie rui. Jest to zapach wabiący samice,
W dobie dzisiejszej nie można narzekać na brak rozmaitych substancji zapachowych, raczej mamy kłopoty z zalewem won¬ności w najróżniejszych kosmetykach. Kobieta i mężczyzna mający w swych przyborach toaletowych perfumy, wodę kolońską, sole kąpielowe, krem do rąk, kremy do twarzy, szam¬pony do włosów i inne, mają duży problem z harmonizowa¬niem najróżniejszych zapachów dodawanych do artykułów toaletowych. Wiadomo bowiem, że odmienne wonie perfum, mydła i szamponu mogą dawać bardzo nieprzyjemne kombi¬nacje. Zwrócono już na to uwagę, a firmy kosmetyczne o świa¬towej sławie mają w sprzedaży zestawy kosmetyków, mydeł i szamponów o jednym zapachu, co w pewnym stopniu roz¬wiązuje kłopoty.
Następny z kolei problem, na który koniecznie należy zwrócić, uwagę przy stosowaniu pachnideł, to ilość perfum. Kobieta uperfumowana tak obficie, że dziesięć metrów za nią ciągnie się jeszcze fala zapachu, aż w nosie kręci, jest kosz¬marem dla otoczenia, szczególnie latem. Elegancka kobieta, umiejąca stosować perfumy, używa je w taki sposób, że tylko zupełnie bezpośrednio przy pocałunku czy zbliżeniu twarzy czuje się delikatny zapach jej ciała.
Musimy o tym pamiętać, że skóra każdego człowieka ma naturalną, bardzo różnorodną woń. Stosując perfumy na po¬wierzchnię skóry, powodujemy procesy chemiczne zachodzące między zapachem skóry a dodanym środkiem aromatycznym, w wyniku czego powstaje kombinacja tych dwu woni. Jeżeli zapach dobrany jest właściwie, dodaje on wdzięku własnej woni skóry. Jeżeli niewłaściwie — zapachy „gryzą się", może powstać kombinacja bardzo nieprzyjemna.
Własny zapach, jak własny strój, styl sylwetki czy fryzura, podkreśla oryginalność j niepowtarzalny czar każdej kobiety. Francuzki na przykład starają się osiągnąć jak najbardziej niezwykłe i odrębne rodzaje zapachów i wiele z nich ma swój sekret mieszania perfum. Nasi dziadkowie podobnie produ¬kowali różnorodne nalewki na dziesiątkach gatunków ziół i strzegli pilnie tajemnych przepisów. Perfumy otrzymane według własnej recepty składają się z kilku do kilkunastu elementów zapachowych. Pozwala to kobiecie pachnieć tak jak żadna inna, czego nie daje się osiągnąć kupując perfumy go¬towe. Indywidualny wabik węchowy jest, jak się okazuje, rów¬nież instynktownym powtarzaniem metody spotykanej w przy¬rodzie — wabienia zapachem.
Zależnie od mody, temperamentu, a przede wszystkim od naturalnego zapachu skóry, który miesza się z perfumami, należy wybrać sobie zapach czy koktajl zapachowy i używać go stale, nie zmieniając, ponieważ wszystkie zmiany utrudniają utrwalenie się odruchu warunkowego. Oczywiście wybrany za¬pach, tworzący kobiecie własny klimat seksualny, powinien być miły i pociągający również dla jej partnera. Przesycenie zapachem właścicielki — odzieży, bielizny, pościeli utrwala w pamięci przyjaciela obraz zapachowy i jak gdyby sylwetkę danej kobiety. Zapach ten nie tylko we wspomnieniach przy¬wodzi na myśl przeżyte wzruszenia miłosne, ale w aktualnym współżyciu dwojga ludzi zaczyna odgrywać stopniowo rolę bodźca warunkującego odpowiedni nastrój. W kolejności: za¬pach — seks — podniecenie seksualne.
Wykształcenie tego rodzaju odruchu warunkowego staje się dla kobiety jeszcze jednym własnym sekretem miłości. Im nagromadzi ich więcej, im bardziej interesujących i pociągających, a także oryginalnych, tym trudniej innej kobiecie za¬stąpić ją i wyrugować ze sfery odruchów seksualnych m꿬czyzny,
William H. Masters i Wirginia E. Johnson w podręczniku Les mfsententes sexuelles (Niezgodności seksualne) proponują wykorzystanie zapachów dla rozbudzenia wrażliwości seksual¬nej węchu. Można metodycznie wypracować erotyczne odruchy warunkowe na określony zapach. Szczególnie jest to metoda przydatna, gdy niedoświadczeni kochankowie nie potrafią się jeszcze podniecać naturalnymi zapachami ciała partnera czy partnerki albo — ca gorzej — brzydzą się ich.
Zahamowania w tej materii ogromnie zawężają bogactwo pieszczot i warto zrobić próbę wygaszenia odruchów negatyw¬nych w stosunku do zapachu partnera. Zastosowanie ulubio¬nego zapachu może stopniowo usunąć zahamowania istniejące w stosunku do zapachu spermy czy wydzieliny pochwowej. Wybrane perfumy należy stosować wyłącznie w kontaktach miłosnych i specjalnie w miejscach erotogennych.
Zaczynamy od perfumowania okolicy karuku, włosów i piersi, dochodząc wreszcie do okolic sromu i wzgórka łonowego. Zapach winien się stopniowo kojarzyć w wyobraźni partnera czy partnerki z pieszczotami i podnieceniem seksualnym. Z upły¬wem czasu już sam zapach działa podniecająco, jak sygnał erotyczny, a naturalne wydzieliny skojarzone z ulubionym za¬pachem, również zaczynają działać podniecająco, W ten sposób można pozbyć się. stopniowo niektórych dokuczliwych w mi¬łości zahamowań.
Na marginesie tych mechanizmów warto jeszcze raz pod¬kreślić, że każdy zapach stosowany w celach seksualnych po¬winien prowadzić do zainteresowania własnymi zapachami. Nie może kobieta ani mężczyzna pachnieć tylko mydłem czy wodą kolońską, musi pachnieć przede wszystkim sobą. Dlatego pod¬kreślam jeszcze raz, nadzwyczaj ważny w tej dziedzinie jest umiar.
Najważniejsze, żebyśmy mogli pachnieć przede wszystkim sobą, ale sobą można pachnieć bardzo nieprzyjemnie lub przy¬jemnie i podniecająco. Zapachy przyjemne są ściśle związane 'z higieną osobistą.
Ważniejsze od perfum, wręcz konieczne jest przede wszystkim wyeliminowanie niemiłych woni wynikają¬cych z zaniedbań w dziedzinie higieny osobistej.
Wszelkiego rodzaju nieprzyjemne zapachy kryją w sobie perfidną pułapkę, ponieważ człowiek tak pachnący najczęściej zupełnie tego nie czuje. Natomiast otoczenie jest zupełnie zmaltretowane. Nawet ludzie o dość delikatnym powonieniu prze¬ważnie nie czują swoich nieprzyjemnych zapachów. MÓWIĘ przeważnie, bo niektórzy czują i tym jest dużo łatwiej żyć,
Trzeba więc przejść z kolei do omówienia metod zadbania o ponętne zapachy ciała od stóp do głów.
Zacznijmy od włosów. Włosy męskie, a tym bardziej kobiece, odgrywają niebagatelną roilę w pieszczotach. Głaskanie po gło¬wie, pocałunki we włosy, muskanie włosami w tańcu partnera, wreszcie fryzura, połysk i ładny układ włosów są ściśle zwią¬zane z ich czystością. Przypominam sobie fragment filmu z Maurice Chevalierem pt. Miłość po południu, w którym tata detektyw odgadł, że córka jego jest zakochana, ponieważ za¬częła co drugi dzień myć głowę. Włosy brudne i zakurzone zlepiają się w tłustawe strączki, wydzielając brzydki zapach nieświeżego łoju. Włosy takie nie układają się, lepią się do głowy i wyglądają, jakby ich było o połową mniej. Dotknięcie, pogłaskanie, czy nie daj Boże ucałowanie takiej główki jest wyjątkowo nieapetyczne i może skutecznie zabić rodzącą się miłość, a ochłodzić nawet bardzo dojrzałą... Częstość mycia włosów uzależniona jest oczywiście od ich naturalnych właści¬wości (suche, tłuste), jak również od pory roku — zimą bardziej się przetłuszczają, latem bardziej kurzą. Ale przeciętnie raz w tygodniu u kobiety, a częściej nawet u mężczyzny (ponieważ są krótkie i łatwiej wysychają) powinny być myte.
Bardzo ważnym momentem jest przesycenie ich lekkim za¬pachem używanej stale wody kolońskiej czy perfum. Aby zapach był dyskretny i wydzielał się jedynie w chwilach pod¬niecenia, należy po umyciu głowy i spłukaniu jej skropić mokre włosy perfumami lub wodą kolońską, a potem dokładnie wy¬trzeć i wysuszyć. W efekcie tatach zabiegów włosy stale nie pachną, ale. każde nieznaczne nawet zwilgotnienie ich przy lek¬kim spoceniu się lub w czasie deszczu czy mgły powoduje bardzo subtelnego zapach.
Na skórę całego ciała należy stosować perfumy czy wodę kolońska z ogromnym umiarem. Mężczyzna może zaraz po umyciu i goleniu natrzeć twarz, szyję i dłonie wodą kolońska. Kobieta również najlepiej zaraz po umyciu zwilża skórę wilgotną jeszcze perfumami. Perfumujemy lekko okolicę włosów na karku i za uszami, aby zapach emanował przy tuleniu i zbliżaniu się głów eto siebie, zwilżenie odrobiną perfum ramion ,w okolicy dekoltu powoduje przy rozgrzaniu się ciała wydzielanie miłej woni spoza dekoltu sukni
Niewątpliwie duże walory mają" w podniesieniu wdzięków seksualnych zapachy sztuczne, ale powinny one być dyskretne, żeby nie tuszować własnych zapachów. Świeży pot pojawiający się obficie na powierzchni skóry w czasie kontaktów seksual¬nych ma zapach przyjemny i podniecający, sygnalizuje on bowiem u partnera zwiększenie gry naczynioruchowej, która jest jednym z objawów pudniecenia seksualnego.
Następnym z kolei źródłem miłych lub nieprzyjemnych woni jest oddech. Świeży oddech ma ogromne walory, przy poca¬łunku. W literaturze scen miłosnych spotyka się określenia od¬dechu pachnącego fiołkami, macierzanką itd. Istnieją płyny do płukania ust, które mogą zabarwiać lekko zapach oddechu. Jak bardzo ujemnie wpływa na kontakty seksualne nieprzy¬jemny zapach z ust, widzimy już w przepisach Koranu, w któ¬rym istnieje paragraf pozwalający rozwieść się z mężem, któ¬rego oddech jest cuchnący. Istnienie takich przepisów w księ¬dze kultowej, obwarowującej raczej przywileje mężczyzn niż kobiet, wykazuje, jak bardzo odpychający może być nieprzy¬jemny zapach z ust.
W dzisiejszych warunkach uregulowanie tej sprawy zależne jest prawie całkowicie od naszej woli. Przede wszystkim należy bardzo starannie pielęgnować zęby, plombując ubytki i usu¬wając spróchniałe korzenie, nie nadające się do leczenia. Re¬gularne wizyty u dentysty co trzy lub sześć miesięcy, zależnie od potrzeby, są tak samo ważne albo nawet ważniejsze od wizyt u kosmetyczki czy fryzjera. Zasada ta dotyczy również mężczyzn, którzy bardzo nie lubią chodzić do dentysty.
Zaniedbane zęby, nie czyszczone starannie pastą dwa razy dziennie, są najczęściej przyczyną brzydkiej woni z ust. Cza¬sami przyczyny bywają i poważniejszej natury, gdy są wyni¬kiem złego trawienia przy nieprawidłowym wydzielaniu soków żołądkowych. Pokarmy zalegające w żołądku fermentują i wy¬dzielają brzydki zapach, W takim wypadku należy leczyć się systematycznie u lekarza chorób wewnętrznych i zażywać Środki regulujące czynność trawienną żołądka.
Doniosła rola warg, języka i jamy ustnej w pieszczotach wy¬maga zwrócenia uwagi na ich higienę i zdrowie.
Okolicą intensywnie woniejącą są dołki pachowe. Nie radzę nikomu perfumować ani przecierać wodą kolońska dołków pa¬chowych, pachwin i okolic ciała łatwo pocących się, ponieważ skóra jest tam bardzo wrażliwa i łatwo można spowodować przykre dolegliwości uczuleniowe oraz podrażnienie skóry. Objawiają się one drobną, dokuczliwie swędzącą wysypką ł- za¬czerwienieniem. Perfumowanie pach jest tym bardziej niecelowę, że najsilniej nawet woniejące perfumy nie zabijają ostre¬go zapachu potu, wydzielającego się z włosów w dołku pa¬chowym. Białkowe składniki wydzieliny gruczołów potowych gromadzą się na włosach i z czasem ulegają rozkładowi, prze¬sycając je ostrym zapachem, którego żadne mycie nie jest w stanie usunąć.
Kobieta pragnąca pozbyć się źródła przykrego zapachu po¬winna wygalać włosy pod pachami i codziennie, a nawet kilka razy dziennie, gdy pot jest wyjątkowo ostry myć je ciepłą wodą z mydłem. Jeżeli pomimo to zapach potu jest przykry, można stosować dodatkowe chemiczne środki odwaniające.
Na marginesie tych rozważań warto wspomnieć, że zapach potu oraz wydzielin gruczołów łojowych pod pachami pod wpływem irytacji, laku czy zdenerwowania staje się niezwykle ostry i odpychający. Jest to pozostałość po naszych czworo¬nożnych przodkach (u zwierząt są to mechanizmy obronne) i z tego względu po wyjątkowo denerwujących przeżyciach warto się zawsze umyć dodatkowo.
Wygalanie pach powinno stać się regułą, szczególnie w porze letniej, gdy pocimy się więcej, a suknie odsłaniają ramiona i pachy, ukazując niezbyt estetyczne owłosienie. Zapach świe¬żego potu z okolic dołków pachowych, dokładnie wymytych i wygolonych, jest zapachem przyjemnym i drażniącym ero¬tycznie, jalc wszystkie naturalne wydzieliny skóry, pojawiające się w momencie podniecenia płciowego. Stopniowo zbliżyliśmy się. w naszych rozważaniach do zapachów odgrywających ogromnie ważną rolę w miłości — zapachów wydzielanych przez narządy płciowe tak męskie, jak i kobiece. Naturalny zapach, nie związany z niedostateczną higieną osobistą, odgry¬wa ważną rolę w wabieniu erotycznym. Kobiece narządy rodne wydzielają wiele rozmaitych właściwych sobie woni.
Wydzielina pochwy składa się ze złuszczonych komórek na¬błonka pochwy oraz płynnego przesięku z jej ścianek. Natu¬ralna wydzielina zdrowej pochwy ma konsystencję mleka i za¬pach Kwaśnego mleka. Pałeczki kwasu mlekowego znajdujące się w zdrowej pochwie zakwaszają jej wydzielinę i w ten-spo¬sób zapobiegają rozmnażaniu się bakterii chorobotwórczych. Obecność pałeczek kwasu mlekowego i kwasu przez nie wy¬produkowanego jest warunkiem naturalnego oczyszczania i de¬zynfekowania pochwy. Tradycje naszych babek zalecające robie¬nie przepłukiwań pochwy u zdrowej kobiety w celach higie¬nicznych są absolutnie niesłuszne, ponieważ wypłukuje się własną florę bakteryjną pochwy oraz kwas mlekowy, stwarzając tym samym idealne warunki do infekcji. Zdrowa kobieta nie powinna w żadnym wypadku robić przepłukiwań pochwy (irygacji), ponieważ jest to zabieg szkodliwy i antyhigieniczny. Oczywiście nie mówię tu o irytacjach zalecanych przez lekarza w toku leczenia.
Oprócz wydzieliny mlecznej o zapachu kwaśnym w zdrowej pochwie pojawia się okresowo większa ilość szklistego przezro¬czystego śluzu. Śluz ten wydziela się w dużej ilości z szyjki macicznej w okresie jajeczkowania, jak również w chwilach intensywnego podniecenia płciowego.
W okolicy napletka łechtaczki, a także dookoła, u nasady warg mniejszych, znajdują się drobne gruczoły łojowe, wydzie¬lające tłustawą woskową wydzielinę szczególnie obficie w chwili podniecenia seksualnego. Wydzielina ta ma intensywny zapach, który kojarząc się z podnieceniem seksualnym partnerki od¬działuje podniecająco. Wydzielina gruczołów łojowych, zawie¬rająca składniki tłuszczowe, musi być bardzo dokładnie wy¬mywana ciepłą wodą z mydłem, ponieważ, jeśli pozostanie przez kilka dni na wargach sromowych, mieszając się z wy¬dzieliną pochwy i śluzem, ulega fermentacji i powoduje za¬czerwienienie oraz podrażnienie skóry. Oczywiście nie trzeba dodawać, jak nieprzyjemnie pachnie taka mieszanina.
W tych okolicach ciała, podobnie jak we wszystkich wy¬mienionych poprzednio, zapachy ponętne zamieniają się w nie¬przyjemne przy zaniedbaniach higienicznych.
Mówię tu cały czas o kobietach zdrowych. Istnieją jednak kobiety zdrowe, u których wydzielina narządów rodnych ma zapach wyjątkowo ostry. Kobiety takie powinny unikać przy podmywaniu się mydła albo raczej po dokładnym wymyciu się, mydłem i ciepłą wodą opłukać srom lekkim roztworem cytryny lub kwasu bornego, ponieważ odczyn kwaśny zmniejsza Inten¬sywność zapachu wydzielin pochwowych, alkaliczny natomiast (mydło) bardzo wzmaga.
Interesujące spostrzeżenie zrobili Arabowie już w XVI wieku, a dotyczyło ono lawendy jako środka odwaniającego dla kobiet. Zastanawiający jest fakt, że podobny użytek robiły nasze pra¬babki z tychże niebieskich kwiatków, wkładając je do saszetek i umieszczając w szafach pomiędzy bielizną.
Van de Velde w Małżeństwie doskonałym uważa, że użytecz¬ność lawendy w ówczesnych czasach była znacznie większa, niż dziś sądzimy, uwzględniając nagminny brak łazienek. Za¬pach lawendy ma rzeczywiście wpływ odwaniający nie tylko w wypadkach, gdy stosują je kobiety o naturalnym ostrym zapachu, ale i w przypadkach zaniedbań higienicznych lub złych zapachów wynikających z choroby.
Mówiąc o zapachach specyficznie kobiecych, nie można za¬pomnieć jeszcze o jednym, a mianowicie o zapachu miesiączki. Okres ten wymaga od kobiety zdwojonej energii w zabiegach higienicznych. Jeżeli krwawienia są obfite, należy często zmie¬niać wkładki, podmywając się za każdym razem, aby nie pozo¬stawały resztki krwi psującej się i pachnącej brzydko. Zapach świeżej krwi miesiączkowej może być w szczególnych układach czynnikiem silnie podniecającym, jak stwierdza Van de Velde w Małżeństwie doskonałym. Dotyczy to partnerów, których seksualizm ma pewne zabarwienie sadystyczne. Nie mówię tu oczywiście o zboczeniach, ale o pewnych odchyleniach charak¬terologicznych, mieszczących się w granicach psychicznej nor¬my. Kontynuacja współżycia w czasie miesiączek nie jest rzeczą tak rzadką, jakby się zdawało. Sądzę, że odgrywają tu rolę dwa względy. Jeden — to podniecające oddziaływanie zapachu krwi, a drugi — spotykany u dość licznych kobiet okres mak¬symalnej pobudliwości seksualnej występującej właśnie w cza¬sie miesiączki.
Wielokrotnie dyskutowano, czy współżycie w czasie miesiączki jest szkodliwe dla zdrowia? Zdania na ten temat były bardzo podzielone. Sądzę, biorąc pod uwagę dość liczne przypadki tego rodzaju, z którymi spotykałam się w mojej praktyce le¬karskiej, że nie wpływa to w ujemny sposób na stan zdrowia kobiet. I tu, jak we wszystkich omawianych dziedzinach, ci꿬kim grzechem przeciw estetyce jest nie zachowywanie starannej higieny w okresie miesiączek.
Zapachy wydzielane przez różne okolice ciała mężczyzny są zwykle znacznie ostrzejsze niż u kobiety i wyraźnie mniejszą rolę mogą odegrać różne wody kolońskie — niż mycie. Z wiel¬kim trudem mężczyzna daje się przekonać, że również należy się podmywać. Zupełnie podobnie jak kobieta, mężczyzna po¬winien myć przynajmniej raz dziennie ciepłą wodą z mydłem okolicę krocza, odbytu, mosznę i członek, a następnie wymyć ciepłą wodą namydlając dokładnie żołądź, po uprzednim usu¬nięciu skóry napletka, tam bowiem właśnie, u nasady żołędzi, w rowku otaczającym ją mieści się duża liczba gruczołów łojowych, które produkują dość obfitą wydzielinę, podobnie jak w okolicy łechtaczki i warg mniejszych u kobiety. Ponadto w fałdzie napletkowym pozostają resztki moczu. Przy regu¬larnym współżyciu seksualnym dochodzą jeszcze pewne ilości nasienia i wydzieliny z pochwy. Cała ta mieszanina, jeżeli jej
nie usuwamy dokładnie podczas mycia, szybko się psuje, wy¬dzielając bardzo nieprzyjemny zapach, a ponadto może powo¬dować stany zapalne napletka i bolesne obrzęki.
Przypomina mi się w związku z powyższymi rozważaniami studentka, która po jednym z moich spotkań z młodzieżą aka¬demicką pytała, jak by tu wyUumaczyć chłopcu, żeby się umył bezpośrednio przed spotkaniem, ponieważ w miłości i pieszczo¬tach zapach moczu bardzo psuje jej nastrój.
Hm... nie wszystko da się tak po prostu powiedzieć. Można zachęcać do mycia w ogóle lub spróbować zabaw we dwoje pod prysznicem, W żadnym razie nie należy ranić ambicji chłopca, trzeba „po kobiecemu", okrężną drogą trafić do celu.
Przy prawidłowym zachowywaniu higieny osobistej zapach wydzieliny gruczołów łojowych i nasienia męskiego odgrywa wybitną rolę w zwiększaniu pobudliwości seksualnej kobiet.
Istnieją wyraźne różnice w Intensywności i rodzaju woni nasienia u mężczyzn różnych ras, a nawet zmienia się ona w miarę upływu lat. Inna bywa u chłopców, młodych m꿬czyzn, inna u mężczyzny dojrzałego.
Van de Velde twierdzi, że zapach nasienia tego samego m꿬czyzny może się zmieniać w zależności od różnych okoliczności życiowych. Po wzruszeniach psychicznych czy zdenerwowaniu zapach nasienia, podobnie jak zapach potu, staje się ostrzejszy, po wysiłkach fizycznych — bardziej „korzenny". Po szybko natomiast powtarzanych stosunkach staje się wyraźnie słabszy. Przy opisywaniu zapachu nasienia przez różnych mężczyzn Van de Velde odnosił wrażenie, że zmienia się on równolegle ze zmianą ogólnego zapachu ich ciała, przy czym określenia zmian odcieni pokrywały się z tym, co obserwowały ich part¬nerki. W związku z tym, co zostało wyżej powiedziane, trzeba przyjąć duże prawdopodobieństwo faktu, że zapach nasienia ulega dużym wahaniom osobniczym.
Wpływ podniecający zapachu nasienia męskiego jest ściśle związany z więzami uczuciowymi łączącymi kochanków. Zapach mężczyzny kochanego działa na kobietę wybitnie podniecająco, podczas gdy zapach mężczyzny nie kochanego może wywołać obrzydzenie.
Jak już wspominałam mówiąc o metodzie wypracowania pozytywnych odruchów warunkowych na zapachy narządów płciowych, proponowanej przez Mastersa i Johnson w książce cytowanej w tym rozdziale, rola tych zapachów jest ogromnie ważna w pełnowartościowej miłości seksualnej, łączącej dwoje ludzi. Pieszczoty seksualne, w których każdy z partnerów doprowadza pieszczotami i pocałunkami okolicy narządów płcio¬wych współpartnera do orgazmu, są ściśle związane z podnie¬cającymi przeżyciami dostarczanymi przez zmysły powonienia, smaku i dotyku, ale muszę jeszcze raz podkreślić — że wszyst¬kie zapachy ciała: potu, skóry, włosów, narządów płciowych, a nawet miesiączki mogą działać zarówno przyciągające, jak i odpychająco.
Szczególnie u młodych kochanków, o niewyrobionych jeszcze odruchach węchowych, zapachy narządów płciowych są zwykle obojętne lub lekko odstręczające. Z upływem czasu, gdy po¬szczególne wonie stają się w ich psychice sygnałem rozkoszy, nabierają stopniowo walorów podniecających. Trzeba wiele delikatności i wyczucia, aby nie zrazić partnera mniej doświad¬czonego, narzucając mu pieszczoty zbyt wyrafinowane. I w tej dziedzinie, podobnie jak we wszystkich sprawach miłości, trzeba pilnie obserwować reakcje i dostosowywać rodzaj pieszczot do możliwości mniej doświadczonego partnera czy partnerki.
Zdarza się i u doświadczonych kochanków, ze bez przygoto¬wania reagują początkowo lekkim uczuciem wstrętu, a zapach działa odpychająco. Ale w miarę narastania podniecenia ten sam zapach staje się stopniowo bodźcem silnie pociągającym i podniecającym.


ZMYSŁ DOTYKU

W arabskiej księdze pt. Ogród wonności Nafzawi pisze:

„Kobieta jest jak owoc, który nie wyda z siebie sło¬dyczy, dopóki nie utrzesz go w rękach. Czyżbyś nie wiedział, że ambra, jeśli się jej nie obraca w dłoniach i nie rozgrzewa, skryje w sobie zawarty aromat? — tak samo jest z kobietą!”.
Zmysł dotyku odgrywa najważniejszą rolę w sferze seksu, a wrażliwe na dotyk zakończenia nerwowe są głównymi re¬ceptorami odbierającymi bodźce doprowadzające do wyzwolenia odruchu orgazmu w ośrodkach centralnych mózgu. Istnieje zasadnicza reguła: im bodziec jest subtelniejszy i delikatniejszy, tym lepsze daje efekty, a technika muskania, głaskania, opukiwania opuszkami palców, podrapywania paznokciami i lek¬kiego muskania dłonią włosków naskórka stwarza szerokie możliwości wyboru. Nasilenie reakcji receptorów zależy również w dużym stopniu od wyboru i techniki pobudzania.
Dotykowe bodźce seksualne działają dwustronnie. Podniecają zarówno partnera, który pieści, jak i tego, który jest pieszczony. Rozkosz dawcy pieszczot rośnie w miarę nasilania się. rozkoszy biorcy. Wszelkie odmiany pieszczot tym bardziej są udane i podniecające, im bardziej angażują oboje kochanków. Nie ma tu miejsca na „królewny z drewna" i występy solowe. Pełna rozkosz miłosna jest i będzie zawsze rezultatem angażowania się obojga kochanków.
Z tego względu bardzo ważną rzeczą jest nastawienie psychiczno-uczuciowe do pieszczot. Przy nastawieniu obojętnym lub co gorsza niechętnym nawet długotrwałe drażnienie najwrażliwszych okolic erotogennych nie daje żadnych efektów, budząc tylko zniecierpliwienie i złość partnera.
Gdy wysokie napięcie seksualne poprzedza chwilę zbliżenia, wystarczy czasem lekkie dotknięcie ręki, aby znaleźć się na progu orgazmu, W warunkach przeciętnych i przy średnim napięciu seksualnym wzrasta ono stopniowo pod wpływem pieszczot i dotknięć.
Zmysł dotyku, którego zakończenia rozsiane są po całym ciele, reaguje na najróżnorodniejsze pieszczoty seksualne. Dotyk skóry, włosów, dotyk ciała w tańcu, tkaniny przesyconej cie¬płem ciała, odczucie drżenia rąk czy bicia serca partnera — wszystko to mieści się w podnietach dotykowych, chociaż obej¬muje szeroki wachlarz przeżyć. Na pewno i pocałunki można zaliczyć do tej grupy, ponieważ wrażenia dotykowe odgrywają w nich niebagatelną rolę, ale przeniosłam je w całości do roz¬działu omawiającego zmysł smaku.
Aby jakoś uporządkować rozliczne rodzaje pieszczot dotyko¬wych, omówię je w kolejności, zaczynając od głowy i wędrując przez wszystkie okolice ciała aż do stóp.
W pierwszym okresie uwodzenia ręka mężczyzny, głaszcząca kark kobiety i przesuwająca palcami między włosami, prze¬wijając je i motając dookoła dłoni, wyraźnie swym dotykiem podnieca, ponieważ okolica nasady włosów i uszu jest wybitnie unerwiona seksualnie. Muskanie opuszkami palców tych okolic skóry, lekkie podrapywanie, chuchanie ciepłym oddechem lub dmuchanie wyzwala całą gamę najsubtelniejszych podniet sek¬sualnych. W społeczeństwach pierwotnych iskanie i przebie¬ranie palcami włosów należy do czynności erotycznych. Ale l wśród współczesnych kochanków nierzadko zdarza się duża wrażliwość czuciowa owłosionej skóry głowy i widzą chętnie pieszczoty polegające na drapaniu, muskaniu, głaskaniu lub przebieraniu palcami we włosach.
Równie wrażliwa na dotyk jest okolica nozdrzy i warg. Skóra między nosem a górną wargą oraz między dolną a podbródkiem pokryta jest zwykle obficiej niż gdzie indziej meszkiem i mu¬skanie jej oraz lekkie dotykanie powoduje jeżenie się włosków i uczucie wyraźnego podniecenia seksualnego. Warto o tym pa¬miętać, że szczególnie gęsto unerwione czuciowe są u człowieka linie przejścia skóry w nabłonki śluzowe, w okolice wszystkich otworów naturalnych: granica czerwieni warg, brzegi nozdrzy, odbytu czy przedsionka pochwy.
Bardzo podniecającą zabawą, znaną również w Indiach, są tzw. „pocałunki motyli", polegające na łaskotaniu warg, nozdrzy i wrażliwych okolic karku drobnymi muśnięciami szybko mru¬gających rzęs.
Dotyk i drażnienie okolic wrażliwych seksualnie opiera się na wspólnej zasadzie, wynikającej ze specyficznych reakcji ośrodka orgazmu w mózgu. Wszystkie bodźce seksualne, do¬prowadzane drogą układu nerwowego z receptorów czuciowych do ośrodków w mózgu, muszą być bodźcami przerywanymi. Ośrodek orgazmu ma bowiem swoistą specyfikę: słabo reaguje na bodźce ciągłe o jednakowym nasileniu, odpowiada natomiast silnym pobudzeniem na bodźce przerywane typu: sygnał — przerwa — sygnał — przerwa itd. W związku z taką formą odbierania podniet warto zwrócić uwagę na wyraźne akcento¬wanie przerw w pieszczotach pobudzających wrażliwość sek¬sualną skóry. Dotykanie i pieszczenie okolic erotogennych win¬no być wykonywane ruchami drobnymi przerywanym o wy¬raźnej rytmice, dotykającymi lub muskającymi powierzchnię skóry. Głaskanie długimi, ciągłymi przesunięciami dłoni działa raczej uspokajająco i kojąco zamiast podniecać.
Okolice najbardziej wrażliwe na bodźce seksualne znajdują się tam, gdzie skóra nie jest narażona na ocieranie ubraniem czy bielizną, a tym samym jest cieńsza i bardziej wrażliwa. Wzmożona wrażliwość rozmieszcza się na przyśrodkowych powierzchniach kończyn, to znaczy w okolicy pach, wewnętrz¬nych części ramion i przedramion, na bocznych powierzchniach ciała. Dalej w rowkowatych zagłębieniach, biegnących wzdłuż kręgosłupa, w fałdach skórnych w okolicy pasa, ja granicy żeber i jamy brzusznej, w dołku pępkowym na granicy owło¬sienia wzgórka jonowego, w fałdach pachwinowych i na wewnętrznych powierzchniach ud (bardzo wrażliwe!), a ponadto w przegubach łokciowych, pod kolanami oraz w przestrzeniach między palcami stóp i dłoni. Wszystkie te okolice tworzą mapę na ciele kobiety, którą zakochany mężczyzna musi bardzo do¬kładnie, miejsce po miejscu, przestudiować.

Miłość jest twórczością, a nie recytacją wyuczonych wier¬szyków. Nie ma na Świecie dwu jednakowych kobiet i nie można załatwić tej sprawy po prostu z książki.
A propos tych rozważań przypomina mi się scena w jednym z filmów szwedzkich: na ławeczce przy studni siedzi dwoje dzieci, mniej więcej w wieku czternastu, piętnastu lat. Ona gryzie pestki, on próbuje pieścić ją według przepisów świeżo przeczytanych w książce.
Łaskocze ją za uchem i pyta:
— Czy czujesz się przyjemnie podniecona?
Ona: — Nie — i gryzie pestki.
On muska palcami jej kark i szyję, pytając:
— Czy odczuwasz jakby elektryczny prąd?
Ona: — Nie — i gryzie pestki.
On całuje ją w szyję na granicy wycięcia sukienki, pytając:
— A teraz? Powiedz, co czujesz?
Ona: — Nic — j gryzie pestki. Wreszcie stracił cierpliwość i zakrzyknął:
— Przestańże w końcu gryźć te pestki!
Ona: — Kiedy to takie dobre.

Mężczyzna powinien starać się stworzyć seksualny portret swej ukochanej kobiety. Odkrywanie wrażliwości receptorów zaczyna się jui w pierwszych dniach miłości. Potem następuje długi okres zdobywania wszelkimi pieszczotami i rozwijania wrażliwości odnalezionych miejsc. Dłonie, twarz, ramiona, uszy. Przy każdym z tych etapów trzeba zatrzymać się i dążyć do osiągnięcia maksymalnych efektów. Reaktywność każdego z re¬ceptorów trzeba pracowicie budzić, aby zaczął wyraźnie odpo¬wiadać na pieszczoty. W tej dziedzinie rzadko spotykamy wy¬raźną pobudliwość — szczególnie u dziewcząt młodych. Nauka pieszczot rozwija ukrytą wrażliwość. Bywa, że cudowna Ko¬chanka ujawnia się nagle pod dotknięciem fachowej i przyjaz¬nej dłoni subtelnego partnera po wieloletnim nawet niecieka¬wym współżyciu z mężczyzną prymitywnym i egoncentrycznym w miłości.
Droga pieszczot przez ramiona, kark, szyję, plecy i dołki pachowe wędruje dalej do piersi.
Piersi kobiece są nie tylko zasadniczym walorem jej urody, nie tylko gwarancją zdrowia i prawidłowego rozwoju jej przy¬szłych dzieci, ale i najbogatszym, najsubtelniejszym i najwrażliwszym instrumentem wzruszeń erotycznych. Piersi, jak naj¬czulsza fotokomórka, reagują nawet na ślad ciepła, dotknięcia czy inne sygnały miłosne. Pierś kobiety nie podnieconej sek¬sualnie ma typową lekko opadającą linię. Wystarczy myśl o ukochanym, jedno spojrzenie, wystarczy wreszcie tylko otar¬cie się o ukochanego mężczyznę, aby zapoczątkować grę na¬czyniową i spowodować wzmożony dopływ krwi, powodujący uniesienie i zaokrąglenie się piersi. Mechanizm ten, podobny do mechanizmów działających w narządach płciowych męskich kobiecych, zaczyna działać pod wpływem bodźców seksual¬nych. Piersi tak wypełnione i napięte zwiększonym przypływem krwi zyskują wzmożoną wrażliwość na głaskanie i dotyk. Ujęcie piersi pełną dłonią silnie podnieca mężczyznę, przy okazji również i kobietę, gdy wnętrze dłoni muska jej brodawki.
Lekkie i przerywane muskanie brodawek całą powierzchnią dłoni, opuszkami palców lub ocieranie ich nagą skórą ciała mężczyzny powoduje tzw. stawianie się sutków. Polega ono na kurczeniu się elastycznych włókien tkanki łącznej, otacza¬jących okrężnie sutek i brodawkę piersiową. Efektem tego skurczu jest zmniejszenie się aureolki piersi oraz uwypuklenie i stwardnienie sutki. Tak przygotowana sutka zaczyna być wrażliwa na bodźce seksualne, ponieważ stwardnienie jej eks¬ponuje znajdujące się w największej liczbie na wierzchołku zakończenia czuciowe.
Głaskanie i łaskotanie brodawek piersiowych, podobnie jak wszystkie poprzednie opisane pieszczoty dotykowe, uruchamia cały zespół odruchów nerwowo-naczyniowych, przygotowują¬cych narząd rodny do stosunku. Pod wpływem tych pieszczot rozpoczyna SIĘ wypełnianie krwią splotów żylnych w okolicy krocza i warg sromowych oraz zwiększone wydzielanie śluzu zwilżającego.
Głaskanie i drażnienie piersi kobiecych jest jednym z efek¬tywniejszych bodźców seksualnych, a spotęgowanie tych pie¬szczot przez pocałunki zostanie szerzej opisane w następnym rozdziale.
Istnieje rodzaj pieszczot piersi, sprawiający dużą satysfakcją obydwojgu zakochanym. Polega on na muskaniu i łaskotaniu sutków żołędzia wzwiedzionego członka. Bodźce dotykowe w tych pieszczotach są bardzo delikatne i silnie podniecające. Oczywiście jest to rodzaj pieszczot dość wyrafinowanych i od¬powiednich dla dojrzałych kochanków.
W pieszczotach piersi, skóry i całego ciała kobiety obowiązuje jedna zasada: im delikatniejszy i subtelniejszy bodziec, tym silniejszy efekt seksualny. Pieszczota brutalna, nazbyt silna, poraża wrażliwość zamiast pobudzać, podobnie jak dźwięk zbyt głośny powoduje ból uszu. Wyjątek od tej reguły stanowią czasami kobiety otyłe, u których zakończenia nerwów czucio¬wych izolowane są grubą podściółką tłuszczową. W tych przy¬padkach szczypanie i dość silne poklepywanie może dawać podobnie korzystne efekty, jak u większości kobiet pieszczoty delikatne.
Podniecony mężczyzna niejednokrotnie zdradza tendencję do bolesnego uciskania czy gryzienia piersi kobiety. Warto pamię¬tać, że pierś kobieca, nabrzmiała i pobudzona seksualnie, jest prawie tak wrażliwa na urazy fizyczne jak jądra męskie.
Snując rozważania nad wrażliwością seksualną powierzchni skóry, warto zaznaczyć, że 2 reguły ciało mężczyzny jest znacz¬nie mniej unerwione od ciała kobiety. Wrażliwość dotykowa u mężczyzn ogranicza się przeważnie do okolicy narządów płciowych, warg jamy ustnej oraz dość często uszu i stanowi to podstawową różnicę między typową kobietą a typowym mężczyzną.
Mężczyźnie wystarczy popatrzeć na kobietę, otrzeć się o nią czy przytulić i już jest gotowy do stosunku, który daje mu pełną satysfakcję seksualną. U kobiety natomiast trzeba uru¬chomić w tym celu mnóstwo drobnych mechanizmów, łącznie z pobudzeniem piersi, a na koniec również i narządów rodnych.
Jeżeli w początkowym okresie współżycia nie obudzimy wrażliwości zakończeń nerwowych, które uruchamiają mecha¬nizmy erotogenne, kobieta pozostaje istotą seksualnie niedoj¬rzałą i nie potrafi dać z siebie w chwilach miłości wszystkiego, na co stać jej ciało i psychikę. Cierpliwość i dociekliwość w uczeniu kobiety pieszczot sowicie się opłaca z chwilą, gdy w pełni staje się dla mężczyzny partnerem w miłości.
Rozpatrując zagadnienie wrażliwości seksualnej, warto zwró¬cić uwagę i na to, że bywają kobiety o mało wrażliwych pier¬siach i receptorach skórnych, a cala ich wrażliwość koncentruje się w okolicy narządów płciowych, podobnie jak u mężczyzny.
Istnieje również wielu mężczyzn o dużej wrażliwości skóry, którym jak kobietom pieszczoty wstępne są potrzebne do peł¬nego przeżycia stosunku. Partnerka takiego mężczyzny musi zadać sobie trud i odnaleźć jego strefy erotogenne. Z reguły lokalizują się one dokoła ust, oczu, karku, uszu, ramion, wzdłuż boków i na wewnętrznej powierzchni ud. Nierzadko i u m꿬czyzny występuje wyraźne unerwienie czuciowe sutków. Gła¬skanie, pocałunki, łaskotanie czubkiem języka sutków, warg i innych wrażliwych okolic ciała jest im wtedy również po¬trzebne do pełnego przeżycia stosunku. Muskanie dłonią, wpi¬janie paznokci i gryzienie, szczególnie tuż przed orgazmem, działa podniecająco na niektórych mężczyzn.
Dobrze się składa, gdy mężczyzna o dużej wrażliwości skórnej spotyka kobietę przedsiębiorczą i aktywną w pieszczotach, po¬nieważ w tym układzie uzupełniają się i zadowalają seksualnie w pełni. Gdy spotyka się natomiast dwoje leniuchów seksual¬nych, wtedy oboje mają ochotę być pieszczeni, a żadne nie odczuwa zapału do uwodzenia współpartnera. W rezultacie gotowe nieudane małżeństwo, pełne wzajemnych pretensji w łóżku.
Wracając do techniki pieszczot i dotknięć, dłoń partnera wędrująca stopniowo w okolicę sromu, przesuwa się z wolna wzdłuż szpary sromowej, gdzie palec trafia na wargi mniejsze i łechtaczkę, łaskocząc je i głaszcząc, aż łechtaczka staje się wyczuwalna w postaci podłużnego twardego wałeczka, gru¬bości małego palca. Dopóki nie ma pełnego wzwodu łechtaczki, trzeba unikać dotykania jej żołędzi, ponieważ sprawia to ból.
Warto podkreślić, że przy drażnieniu okolicy łechtaczki należy zmieniać rodzaje bodźców dotykowych, ponieważ ciągłe i jedno¬stajne powtarzanie tych samych ruchów powoduje zmniejszenie podniecenia. Ruchy palca masujące z góry ku dołowi wzdłuż należy zmieniać z chwilą wyczucia już twardniejącej łechtaczki
na ruchy poprzeczne, przy których palec przeskakuje przez jej grzbiet lub masuje ją lekko wzdłuż bocznych rowków. Co chwilę przerywając masowanie, poklepujemy okolice wzgórka łonowego i pachwin. Zmienne i różnorakie bodźce dają w efek¬cie szybsze stawianie ,się i twardnienie łechtaczki. Oczywiście i tu nie można zapominać o przerywaniu bodźców, unikając ciągłego jednostajnego uciskania.
Przy pełnym wzwodzie żołądź łechtaczki uwidacznia się, wysuwając z fałdów napletka. Mężczyzna nie może o tym za¬pominać, że żołądź łechtaczki jest równie delikatna i wrażliwa, jak żołądź członka i szorstkie lub zbyt mocne dotykanie powo¬duje uczucie bólu zamiast przyjemności. Aby uniknąć przykrego ocierania, palec musi być zwilżony i w przypadku (szczególnie u młodych niedoświadczonych kobiet), gdy wydzielina w okolicy sromu jest zbyt skąpa, dobrze jest zwilżyć go śliną lub innym środkiem zwilżającym.
Łaskotaniem łechtaczki można doprowadzić aż do orgazmu, ucząc partnerkę rozkoszy na długo przed rozpoczęciem wsp󳬿ycia, Doświadczenia takie zmniejszają lęk przed pierwszym stosunkiem i budzą ciekawość do dalszych pieszczot. Dla ko¬biety nie rozbudzonej seksualnie, która nie próbowała wcześ¬niej onanizmu, jest to najwłaściwsza droga do obudzenia pełnej wrażliwości erotycznej.
Mówiąc o pieszczotach dotykowych okolicy narządów płcio¬wych, nie można pominąć mężczyzny, u którego głównie w tej części ciała rozmieszczone są receptory odbierające bodźce erotogenne.
Wrażliwość na dotknięcia podniecające rozmieszczona jest u mężczyzny w okolicach, gdzie przebiegają pęczki nerwowe unerwiające czuciowo narząd płciowy. Jak widać to na rys. 11 B, znajdującym się w dziale omawiającym unerwienie narzą¬dów płciowych, droga przebiegu nerwów zaczyna się (biorąc pod uwagę oczywiście powierzchnię skóry) w okolicy odbytu, otaczając zwieracz dokoła. Dalej znajduje się wybitna wrażli¬wość seksualna wzdłuż szwu kroczowego, łączącego odbyt z podstawą worka mosznowego. Głaskanie i drażnienie palcami tej okolicy daje uczucie intensywnej rozkoszy i powoduje gwał¬towny przypływ krwi do naczyń żylnych członka.
Następną okolicą bogato unerwioną czuciowo jest skóra worka mosznowego, w którym znajdują się jądra. I tutaj gła¬skanie i ocieranie pełną dłonią wyzwala wyraźne uczucie pod¬niecenia i przyjemności. Drażnienie członka może odbywać się w najróżniejszy sposób. Jeżeli zależy nam na przyspieszeniu wzwodu i zwiększeniu usztywnienia, można stosować lekkie uciskanie i ugniatanie, obejmując palcami i dłonią nasadę członka i masując go w kierunku żołędzi Zwiększona wrażli¬wość na uciskanie i dotyk rozmieszczona jest wzdłuż dolnej jego ścianki (przy wzwodzie przedniej), którędy przebiega szew skórny idący od krocza i moszny. Zakończenie tego szwu znaj¬duje się w wędzidełku napletka, to jest w fałdzie śluzówki, umocowującym napletek do żołędzi członka. Okolica tego fałdu, dolne brzegi żołędzi i brzegi ujścia cewki moczowej są sek¬sualnie najwrażliwsze.
Łaskotanie, dotykanie i pieszczenie wszystkich erotogennych okolic wybitnie podnieca każdego mężczyznę. Pieszczoty wy¬mienione wyżej odgrywają podwójną rolę, sprawiają bowiem przyjemność i podniecają również kobietę, wyczuwającą, jak w efekcie jej pieszczot członek pęcznieje, unosi się i twardnieje, stając się w pełni gotowy do stosunku. Odczucia te działają bardzo podniecająco szczególnie na kobiety doświadczone w mi¬łości. Wzwód i stawianie się członka jest namacalnym dowodem oddziaływania seksualnego na mężczyznę i nie ma większej klęski w życiu uczuciowo-erotycznym kobiety niż sytuacja, w której mężczyzna przestaje reagować gotowością na jej pieszczoty.
W przypadkach zaawansowanych już pieszczot, poprzedza¬jących okres rozpoczęcia współżycia, można również przeżywać wspólnie orgazm w formie tak zwanych stosunków powierz¬chownych. Stosunki takie doprowadzają do orgazmu poprzez dotykanie i ocieranie łechtaczki żołędzia członka partnera, spełniają one podwójna rolę, budzą wrażliwość erotyczną kobiety oswajając ją równocześnie z widokiem i dotykaniem męskiego członka w toku przeżyć przyjemnych. Pieszczoty tego rodzaju są znacznie subtelniejsze niż dotykanie dłonią, ponie¬waż śluz wydzielający się z gruczołów śluzowych cewki mo¬czowej mężczyzny stwarza prawidłowe zwilżanie i korzystniej¬sze warunki do pieszczot. Ponadto kończą się zwykle orgazmem obojga partnerów, co daje początek wspólnego przeżywania rozkoszy.
Przy okazji ostrzegam, że kontakt powierzchowny, mimo że nie uszkadza błony '* dziewiczej, nie wnikając do wnętrza pochwy, może doprowadzić do zajścia w ciążę. Niejednokrotnie spotykałam w poradni dziewice ciężarne, nie pojmujące, jakim cudem do tego doszło.
Należy wystrzegać się wytrysku nasienia na okolice krocza i warg sromowych, ponieważ plemniki w środowisku wilgotnym bez trudności wędrują z warg sromowych przez otwór błony dziewiczej do wnętrza pochwy i macicy, gdzie mogą spowodować zapłodnienie, a co za tym idzie, ciążę.
Stosunek powierzchowny czy wspólny orgazm wywołany wzajemnymi pieszczotami dotykowymi należą do rodzaju pie¬szczot zwanych „pettingiem" i wchodzą w skład szkoły miłości. Wypełniają czas oczekiwania n& pełne- współżycie i uczą zako¬chanych opanowywania się, kultury miłosnej oraz pilnego zwracania uwagi na reakcje współpartnera.

ZMYSŁ SMAKU

Pojęcie smaku w miłości kojarzy nam się natychmiast ze znaną zasadą, że droga do serca mężczyzny prowadzi przez żołądek. Obserwacja niewątpliwie trafna, ponieważ rzadko spotkać można mężczyznę, który nie lubi dobrze zjeść. Książka moja nie jest jednak książką kucharską i nie mogę zbytnio rozwodzić się w niej nad sekretami gastronomii w miłości, choć temat jest niezwykle interesujący. Wspomnę jedynie krót¬ko o roli niektórych potraw i używek, wpływających na kon¬dycją seksualną.
Zasadnicza uwaga: dieta musi być wysokobiałkowa, a więc uwzględniać mięso, ryby, jaja, sery, brak bowiem tych skład¬ników w jadłospisie, z wyraźną przewagą jarzyn, stwarza sytuację znaną z popularnej piosenki: „skąd mam mieć siły do tych spraw, gdy ciągle szczaw, pomidory, szczaw, pomidory, szczaw...".
Oczywiście nie należy rezygnować z jarzyn, utrzymując wła¬ściwe proporcje składników pożywienia. Witaminy i sole mi¬neralne, a także wapno i fosfor, znajdujące się głównie w ja¬rzynach, są również niezbędne. Niektóre z nich odgrywają bardzo ważną rolę, wpływając na wzmożenie przekrwienia na¬rządów płciowych. Podobnie działa kawa, herbata i alkohol, ponieważ wpływają podniecająco, zwiększając ciśnienie krwi (szerzej mówię o tym w podrozdziale o krążeniu krwi).
Zmysł smaku, oczywiście nierozłączny prawie z węchem, odgrywa zasadniczą rolę przy pocałunkach- Jakże różnorodny bywa smak skóry ludzkiej: cierpki, słodkawy, słonawy, migda¬łowy lub przypominający przypieczoną skórę chleba (u ludzi świeżo opalonych).
Smak śliny ma również wiele odmian, o czym świadczy na przykład spotykane we wszystkich literaturach świata określe¬nie o „piciu" z ust pocałunków.
Smak potu bywa różny nawet u jednego człowieka w za¬leżności od okolic ciała. Nie mówiąc już o różnicach pomiędzy poszczególnymi ludźmi czy rasami ludzi. Smak potu, skóry, śliny jest ściśle związany z pocałunkiem. Stanowi prócz dotyku i zapachu jego zasadniczy element składowy i dlatego rozdział ten będzie poświęcony głównie technice i fizjologii pocałunku.
Technika pocałunku jest niezwykle bogata i różnorodna, w znacznym stopniu uzależniona od miejsca całowanego i oby¬czajów panujących w różnych krajach i u różnych ludów, na przykład pocałunek murzyński, polegający na pocieraniu się wzajemnie nosami, dostarcza przede wszystkim bodźców doty¬kowych i węchowych. Jak już wspomniałam, technika poca¬łunku zależy nie tylko od miejsca całowanego, ale także od wielu czynników, które biorą w nim udział. A są to wargi, oddech, zęby i język.
Pieszczoty warg polegają na dotknięciu, muskaniu, przy¬ciśnięciu, obejmowaniu wargami, przysysaniu się czy cmoknię¬ciu. Rodzaj i intensywność pocałunku należy dobierać, obser¬wując bacznie reakcję partnera. Uważnie wybierać formy apro¬bowane, a rezygnować i unikać pieszczot niemiłych.
Proces oddychania składa się z wdechów i wydechów, przy czym wdech daje uczucie chłodu, a wydech ciepłego chuch¬nięcia. Zbliżenie warg do skóry partnera i drażnienie jej oddechem daje subtelne podrażnienie zakończeń nerwowych skóry, wrażliwych na ciepło i zimno. Najwięcej takich zakończeń znajduje się, na karku, szyi, na plecach i w okolicach pachwin. Zmieniający się prąd ciepłego i chłodnego powietrza wywołuje uczucie łaskotania, drażniącego wioski znajdujące się na skórze, i stwarza moment podniecającego oczekiwania na dalsze pieszczoty.
Następnym elementem, odgrywającym niemałą rolę w poca¬łunku, są zęby. Chwytać mogą lekko, ujmując fałd skóry, poszczypywać, a w wyjątkowych przypadkach, gdy kobiecie spra¬wia to przyjemność, lekko przygryzać. Rola ukąszeń i przygryzień w pieszczotach jest dość kontrowersyjna.
Kobiety szczupłe o wrażliwym systemie nerwowym odczu¬wają ugryzienia jako ból i największy efekt seksualny uzyskuje się u nich pieszczotami subtelnymi. Istnieją jednak niewiasty o lekko masochistycznym zabarwieniu uczuciowości, a także niewiasty otyłe, które w pieszczotach wymagają „mocnej raki";
dopiero energiczne pieszczoty są przez nie w pełni odczuwane i wywierają efekt podniecający.
Ukąszenia w kark, szyję czy ramiona zdarzają się znacznie częściej nie w okresie pieszczot wprowadzających, ale w mo¬mencie najwyższego podniecenia w czasie orgazmu. Może się zdarzyć chwytanie skóry zębami tak samo przez partnera, jak i partnerkę. W tym momencie rozkosz fizyczna osiąga bowiem takie napięcie, że sięga granicy bólu. Po tak namiętnych pie¬szczotach pozostają okrągłe czerwone lub zasinione znaki zębów na szyi czy barkach kochanków.
Kamasutra, indyjska księga miłości, poświęca wiele miejsca opisom, techniki ukąszeń miłosnych, która jest tam wysoko ceniona, tym bardziej że piękne Hinduski są raczej kobietami otyłymi. Autor na wstępie swych rozważań rozpatruje walory uzębienia sprzyjające ukąszeniom miłosnym: „Dobrymi właści¬wościami zębów są: równość, ich gładki wygląd, zachowanie barwy, należyta wielkość, brak ubytków i pstre zakończenia".
Warto podkreślić, jak bardzo księgi miłosne wszelkich staro¬żytnych kultur zwracają uwagę na higienę i estetykę ciała w miłości.
Dalej mówi Kamasutra na kilkunastu stronach (!!) o technice ukąszeń i miejscach, gdzie należy je stosować. Jest to bardzo interesująca lektura dla człowieka ciekawego innych kultur
i obyczajów.
Następnym i znakomitym sojusznikiem w pocałunkach jest język. Giętki, ruchliwy, gładki i wilgotny, świetnie się nadaje do wszelkiego rodzaju głaskania, łaskotania, dotykania i ocie¬rania. Pieszczoty językiem są subtelniejsze i delikatniejsze niż dotykanie i głaskanie ręką, szczególnie w miejscach pokrytych błoną śluzową, gdzie zwilżanie śliną w czasie pieszczot usuwa wrażenie przykre, związane z suchością i pewną szorstkością
skóry palców.
Łączenie i wybór wyżej wymienionych technik zależne jest od miejsca, które całujemy.
Całowanie kobiety w rękę jest, jak wiemy, typowo polskim obyczajem, ale całując dłonie swych dam przez kilkaset już co najmniej lat, nie wykorzystujemy w pełni seksualnych walorów tego pocałunku. Oczywiście wzrusza serce kobiece widok męskiej głowy pochylonej kornie nad jej dłonią — tu warto zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie należy ciągnąć w górą ręki kobiecej aż pod swój nos, aby złożyć na niej po¬całunek, ponieważ gest taki nie dowodzi szacunku ani oddania, ani rycerskości. Dłoń kobiecą całujemy zawsze pochylając siej nad nią nisko — albo nie całujemy wcale!
Na marginesie całowania rąk niewieścich i polskich obycza¬jów warto przytoczyć, jak te zwyczaje wyglądały w Indiach w interpretacji Kamasutry.
„Również i w nocy, w teatrze lub w otoczeniu ro¬dziny całuje ona palce blisko znajdującego się uko¬chanego lub w razie, jeżeli siedzi, jego palce u nóg. Przy całowaniu palców oboje mogą być stroną wy¬konującą; przy całowaniu palców u stóp zaś tylko ona, nie mężczyzna, bo byłoby to z jego strony naganną rzeczą".
Tak popularne u nas do niedawna całowanie kobiety w rękę ograniczało siq zwykle do dotknięcia wargami grzbietu dłoni. Grzbietowa część dłoni jest miejscem najmniej unerwionym seksualnie. Oczywiście nie odgrywa to żadnej roli przy cało¬waniu w rękę cioci czy babci, ale gdy chodzi o interesującą nas kobiety sprawa wygląda zgoła inaczej. Wszystkie bowiem zakończenia nerwowe wrażliwe na dotyk i podrażnienia ero¬tyczne znajdują się na wewnętrznej stronie dłoni i w zagłę¬bieniach między palcami.
Wystarczy iść na francuski film miłosny, aby zauważyć, jak kochankowie całują tam kobiece dłonie. Czynią to tylko w sy¬tuacjach erotycznych i wyłącznie wtulając wargi we wnętrze dłoni. Można z tego wnosić, że oni również dość dawno odkryli pocałunek w rękę, ale włączyli go z wrodzoną sobie intuicją seksualną do repertuaru pieszczot erotycznych.
Pocałunek dłoni jest jedną z pierwszych pieszczot we wczes¬nym okresie zbliżenia dwojga ludzi i może oczarować kobietę, i 7ichecić ją do dalszych zbliżeń pod warunkiem, że stanie się on prawdziwym dziełem sztuki miłosnej, a nie tylko zdawko¬wym muśnięciem warg.
Dłoń kobieca jest łatwo dostępna już w pierwszych dniach znajomości i całowanie jej daje okazję mężczyźnie do pokazania swe; kultury erotycznej. Można wtulić wargi w zagłębienie dłoni, muskając ją lekko końcem języka wzdłuż linii znaczą¬cych wnętrze dłoni, można wreszcie, wsuwając czubek języka w zagłębienie między palcami, łaskotać boczne powierzchnie palców drobnymi ocierającymi ruchami. Pieszczoty te, podobnie jak wszystkie inne, winny unikać ciągłego i jednostajnego przy¬ciskania, a mnożyć bodźce przerywane w formie muskania, chuchania czy łaskotania językiem.
Jedna z pacjentek poradni opowiadała mi kiedyś, jak zaczęło się jej małżeństwo, bardzo zresztą udane, gdy poznała w po¬ciągu swego przyszłego męża. Kilka godzin wspólnej jazdy spędzili obok siebie, stojąc przy otwartym oknie w korytarzu. Za oknem przesuwały się widoki sierpniowej nocy, przesyconej białym światłem księżyca (powtarzam jej słowa). Nastrój jak w powieści dla dorastających panienek! W trakcie Interesującej rozmowy on ujął ją za rękę i zaczynając od delikatnego gła¬skania, muskania palcami, zabawy pierścionkami, które miała na palcach, stopniowo podniósł dłoń do ust i zaczął całować. Dziś jeszcze, tyle lat po ślubie, trudno jej uwierzyć, że tak wiele można osiągnąć, całując jedynie rękę kobiecą. Pieszczenie jej dłoni wypełniło mu całą podróż, trwającą cztery godziny! Pocałunki były tak różnorodne, podniecające i oszałamiające, że doprowadziły ją nieomalże do stanu bliskiego orgazmu. Zaskoczenie i zdumienie, dominujące w jej opowiadaniu jeszcze po latach, daje wiele do myślenia. Jak rzadko mężczyzna umie wykorzystać wszelkie uroki pocałunku w rękę i jak mało wkłada w to serca i talentu — a szkoda!
Następną z kolei okazją do twórczości seksualnej jest poca¬łunek w usta. Wspomnę tu jeszcze raz księgę Kamasufro, która jest bezcennym źródłem wiadomości o różnorakich technikach pieszczot i pocałunków, a samo omówienie pocałunku w usta zajmuje w niej przeszło trzydzieści stron drobnym drukiem. Oczywiście zacytuję dla przykładu tylko kilka fragmentów:
„Pocałunki składa się na czole, we włosy, na policz¬kach, oczach, piersi, na łonie, wargach i wewnątrz ust. Mieszkańcy ziemi Lata składają je też na miejscu, w którym uda łączą się ze sobą, w zagłębieniach pach i w okolicy pępka. W chwilach szału zmysłów i wedle zwyczaju danego kraju w tych i innych miejscach
ciała.
(...) Przy czym jest rzeczą znaną w całym świecie, że pocałunek ma być składany w ten sposób, że układa się do niego usta w kształt pączka kwiatu. Należy też rozpatrywać pocałunek stosownie do sposobu, w jaki go stę skiada na różnych miejscach. Są trzy rodzaje, zależnie od tego, czy się uwzględni wargę górną, dolną, czy wreszcie cały pączek ust (...)
Są trzy rodzaje dziewczęcych pocałunków: umiarko¬wany, drżący i wpijający się. Jeżeli dziewczyna prze¬mocą wezwana usta swe na usta mu kładzie, nie porusza jednak nimi, to jest pocałunek umiarkowany. Jeżeli zaś dziewczyna trochę rozzuchwalona wargę włożoną w jej usta chce pochwycić zębami, a wardze swej dolnej drżeć nakaże, podczas gdy górna lekko się po¬rusza, to pocałunek ten nosi miano pocałunku drżącego. Jeżeli sama zamknąwszy oczy dłonią oczy kochanka zakryje, trochę tylko jego usta pochwyci i koniuszkiem swego języka w nie się wpije — to jest to pocałunek wpijający się".
Dalej Kamasutra dzieli pocałunki na najrozmaitsze rodzaje, w zależności od ich techniki, układu, nastroju, okoliczności, ale to sobie już darujemy. Cytując powyższe fragmenty, chciałam jedynie unaocznić czytelnikowi, jak wiele gestów, bodźców i różnorakich pieszczot można znaleźć wyłącznie przy pocałunku w usta. Różnorodność form i możliwości daje pole do popisu najbardziej nawet bogatej wyobraźni.
W książce mojej (co już podkreśliłam pisząc o „pettingu") opisuję niezmiernie szczegółowo wszelkie rodzaje i techniki pieszczot, ponieważ nie jest ona przeznaczona dla ludzi obda¬rzonych instynktem i dużą inicjatywą seksualną, ale dla tych, którzy pragną znaleźć w niej dokładne informacje o technice pieszczot i współżycia seksualnego.
Pocałunek może być lekkim tylko muśnięciem warg, może obwodzić końcem języka, ruchem muskającym, granicę przej¬ścia skóry w czerwień warg, gdzie najgęściej rozmieściły się zakończenia nerwowe, wrażliwe na bodźce seksualne. Można obejmować wargami usta, łaskocząc wargę czubkiem języka, można uchyliwszy usta wprowadzać język w głąb i dotykać wewnętrznej strony warg. Można wzajemnie łaskotać się i ba¬wić dotykaniem czubkami języków, można wreszcie wprowa¬dzić język głębiej, łaskocząc nim bardzo nieraz unerwione sek¬sualnie podniebienie, poruszając rytmicznie lub wsuwając język do ust.
Rzecz oczywista, że rozmieszczenie wrażliwości seksualnej skóry jest różne, a także wrażliwość różnych partii jamy ustnej i warg jest u ludzi rozmaita. Pieszczenie językiem i podraż¬nianie okolicy wnętrza ust niektórym kobietom sprawia wy¬bitną rozkosz seksualną, gdy u innych, szczególnie niedoświad¬czonych w miłości, może budzić niechęć i obrzydzenie. Dlatego jeszcze raz z naciskiem podkreślam, że całując kobietę i do¬magając się od niej różnorakich pocałunków, trzeba bacznie obserwować jej reakcję i zdążać w kierunku pieszczot budzą¬cych oddźwięk seksualny, a unikać tych, które są przyjmowane niechętnie.
Generalnym błędem popełnianym przez wszystkich prawie kochanków jest przekonanie, że to, co sprawia im przyjemność, Jest przyjemne również dla partnera. A niestety często bywa inaczej i w pieszczotach tracimy kontakt z człowiekiem uko¬chanym.
Wracając do techniki pocałunków, pocałunek w oczy musi być bardzo delikatny, przy czym kobieta może w czasie pocałunku mrugać szybko rzęsami, co dodatkowo podrażnia po¬wierzchnię warg partnera.
Pocałunki okolic uszu i karku powinny kojarzyć się raczej z chuchaniem i podrażnianiem skóry temperaturą oddechu, ponieważ w okolicy karku, ramion i pleców znajduje się naj¬większa liczba zakończeń nerwowych, wrażliwych na zimno i ciepło. Chuchaniu może towarzyszyć również lekkie muskanie wargami lub czubkiem języka okolicy nasady włosów.
Oddzielnym rozdziałem sztuki kochania są pocałunki ucha, a szczególnie bardzo unerwionego dołka poniżej muszli usznej i koniuszka małżowiny. U większości kobiet, a nierzadko i m꿬czyzn, okolica ta intensywnie reaguje na bodźce seksualne. Pocałunki ucha polegają na chuchaniu, lekkim ocieraniu i ła¬skotaniu językiem powierzchni skóry między uchem a brzegiem włosów. Ponadto zwykle podniecająco działa ssanie dolnego końca ucha, chwytanie go lekko wargami czy żabami, łaskocząc równocześnie w szybkim przerywanym rytmie koniuszek ucha czubkiem języka. Można wymyślić sobie, korzystając z różnych elementów składowych pocałunku, jeszcze z pół tuzina roz¬maitych pieszczot i zabaw z uchem, mając na względzie również fakt, że niektórzy ludzie mają łaskotki w okolicy uszu i wtedy teren ten raczej do pieszczot się nie nadaje, ponieważ nie wy¬wołuje pożądanego efektu.
Wędrując dalej po okolicach erotogennych, których roz¬mieszczenie opisałam już poprzednio, całujemy poszukując war¬gami miejsc reagujących najintensywniej. Zatrzymujemy się przy nich dłużej, drażniąc czubkiem języka, chuchając, dmu¬chając, muskając...
Wszystkie rodzaje i techniki pocałunków pozwalają pieścić nie tylko kobietę, ale również i mężczyznę. Wielu z mężczyzn ma dużą wrażliwość seksualną skóry pleców, ud czy ramion, a także bardzo często okolice uszu i karku. Rozpacz prawdziwa, gdy mężczyzna ma łaskotki (a mają je znacznie częściej nit kobiety) albo odczuwa wszelkie pieszczoty jako wrażenia przykre.
Opowiadała mi kiedyś jedna z pacjentek, że czuje się nie¬słychanie bezradna i bierna w miłości, ponieważ mąż nie znosi żadnego dotykania ani głaskania i przy każdej próbie pieszczoty broni się okrzykiem: „Nie dotykaj mnie"! W tym wypadku patologiczna nadwrażliwość w sensie negatywnym pozostała mu po przeżyciach obozowych z okresu wojny. Jest to przy¬padek na granicy patologii, chociaż tzw. stuprocentowi m꿬czyźni raczej nie lubią pieszczot poza okolicą narządów płcio¬wych. Nie lubią dlatego, że nie sprawia im to żadnej przyjemności, a nierzadko odczuwają je w sposób przykry. W dzie¬dzinie pieszczot i pocałunków znacznie lepszymi partnerami są mężczyźni, którzy lubią się pieścić. Są oni bardziej komunika¬tywni we wszelkiego rodzaju grach seksualnych i kontakty z nimi są przyjemniejsze dla kobiety.
Następną z kolei uprzywilejowaną okolicą do pocałunków są dołki pachowe, pachwiny i wewnętrzne powierzchnie ud. Warto tu podkreślić, że wygalanie włosów pod pachami udo¬stępnia pieszczotom bardzo wrażliwą skórę dołka pachowego.
Kontynuując, dochodzimy do pocałunków piersi, narządu niemalże tak unerwionego jak pochwa i łechtaczka i ściśle z nimi w reakcjach związanego. Zależnie od układów psycho¬fizycznych piersi kobiece mogą być niezwykle wrażliwe na bodźce seksualne, do tego stopnia, że można drażnieniem sut¬ków doprowadzić do orgazmu, lub całkowicie niewrażliwe, co zdarza się. jednak znaczni? rzadziej. Ponieważ spotykamy rów¬nież dużą i różnorodność reakcji u partnerów w pieszczotach sutek, zawsze warto sprawdzić, jak reaguje mężczyzna na ten rodzaj czułości
Mechanizm erekcji konieczny dla uzyskania pełnej wrażli¬wości seksualnej piersi kobiecej opisuje w rozdziale traktują¬cym o dotyku.
Podobnie jak pochwa czy łechtaczka, pierś musi być przy¬gotowana do odbioru bodźców. Bez wzwodu nie ma wrażli¬wości seksualnej. Zakończenia nerwowe stają się w pełni wrażliwe na bodźce dotykowe tylko przy stwardniałej i na¬piętej brodawce, ponieważ są one usytuowane na jej szczycie w okolicy otworków mlecznych. Gdy pierś nie jest dostatecznie przekrwiona i pobudzona seksualnie, brodawki piersiowe są bardzo mało wrażliwe. Twardnienie i wyraźne wystawanie bro¬dawek piersiowych jest fizycznym sygnałem budzącego się zainteresowania pieszczotami, często odległymi jak na przy¬kład głaskanie czy pocałunki rąk, warg czy karku. U kobiet pobudliwych sutki twardnieją nawet pod wpływem wyobraźni lub widoku kochanego mężczyzny.
Dalsze drażnienie stwardniałych już brodawek inicjuje zwiększony przypływ krwi do piersi, powiększanie się jej roz¬miarów i stawianie się. Pierś staje się bardziej kulista, zaró¬żowiona, z wyraźnym rysunkiem błękitnych żyłek pod skórą. Napięcie i powiększenie piersi utrzymuje się zwykle przez cały czas trwania pieszczot i stosunku aż do orgazmu i ustępuje około dziesięciu, piętnastu minut po orgazmie. W efekcie odprężenia naczynia krwionośne piersi rozkurczają się i ułatwiają odpływ nadmiaru krwi żylnej, a piersi wracają do kształtu pierwotnego. Brodawki piersiowe wyraźnie miękną i tracą swą wrażliwość seksualną.



W czasie wizyty w poradni skarżyła mi się pacjentka na nieudolność męża w pieszczotach. Ograniczał się. on zwykle do kilku pośpiesznych pocałunków lokowanych na powierzchni piersi lub lekkiego uciskania zębami, czego nie znosiła. Na koniec rozmowy powiedziała z uśmiechem: — „Mógłby się mój mąż nauczyć od swego syna, jak się to robi, ponieważ karmiąc go, bywam czasami bardziej pobudzona seksualnie niż przy
pocałunkach męża".
Uwaga wypowiedziana przez nią półżartem zawierała cenną obserwację. W medycynie wie się nie od dzisiaj, że karmienie dziecka piersią powoduje odruchowe kurczenie się i zwijanie macicy po porodzie, co sprzyja szybkiemu gojeniu się rany łożyskowej, a także zapobiega krwawieniom poporodowym. Masters i Johnson w swoich badaniach zaobserwowali, że pierś kobiety karmiącej w momencie orgazmu reaguje równocześnie ze skurczem pochwy i stawianiem się macicy — gwałtownym skurczem zbiorników mlekonośnych, powodującym wytrysk pokarmu. Istnieje ogólnie przyjęty pogląd, że mechanizm ssania u niemowlęcia polega na objęciu wargami ściśle sutka i wy¬tworzeniu próżni, co daje w elekcie wysysanie pokarmu z piersi kobiety. Zastanawiało mnie jednak zawsze, że kobiety, które z różnych względów nie mogły karmić dziecka i opróżniały piersi ściągaczkami ręcznymi, szybko traciły pokarm. Ścią¬gaczka ręczna czy elektryczna niewątpliwie znacznie silniej zasysa i wytwarza większą próżnię, niż może to zrobić słabe niemowlę, w związku z czym zrodziło się przypuszczenie, czy proces karmienia nie polega na zgoła czym innym?
Kobiety karmiące niejednokrotnie zauważały, że ocieranie brodawek przez szorstki stanik powoduje obfite samoistne wy¬dzielanie się mleka, Z wieloletnich obserwacji kobiet na od¬dziale porodowym oraz rozmów z matkami w gabinecie lekar¬skim wypracowałam własną koncepcją mechanizmu laktacji, odbiegającą od ogólnie przyjętej. Z koncepcji tej wynika, że w procesie karmienia istotną rolę odgrywa nie ssanie, a draż¬nienie sutka, który na skutek tych bodźców wstrzykuje czynnie pokarm z piersi do buzi dziecka.
Koncepcję czynnego wstrzykiwania mleka poprzez podrażnia¬nie ssaniem zakończeń nerwowych brodawki piersiowej po¬twierdzają również wyżej przytoczone obserwacje przebiegu stosunku u kobiet karmiących, poczynione przez Mastersa i Johnson. Podobny — czynny mechanizm karmienia — wy¬stępuje i u innych ssaków, np. wielorybów, których samica wstrzykuje pokarm z sutków do otworu gębowego młodego wieloryba.
Można się zastanowić, skąd nagle tak szczegółowy opis pro¬cesu karmienia przy rozważaniach dotyczących techniki poca¬łunku? Nie jest to bez kozery, ponieważ pocałunki piersi, jeżeli mają spełniać swoją rolę pobudzającą seksualnie, muszą wy¬korzystywać identyczne mechanizmy i taką samą drogę wę¬drówki bodźców w układzie nerwowym, jak przy karmieniu.
Mężczyzna całując piersi kobiece powinien iść w ślady oseska: podobnie jak niemowlę przy karmieniu ujmować war¬gami szeroko aureolkę piersi. Następnie rytmicznymi dotknię¬ciami szorstkiego końca języka podrażniać wierzchołek brodawki piersiowej. Darujcie mi, że powracam stale do rytmicz¬ności bodźców, ale jest to zasadniczy i pierwszoplanowy warunek efektywności wszelkiego rodzaju pieszczot. Łaskotanie zakończeń nerwowych usytuowanych na szczycie lub bocznych powierzchniach brodawek (rozmaicie u różnych kobiet) po¬woduje skurcz włókienek sprężystych, otaczających przewody mleczne, co u kobiety nie karmiącej zamiast wytrysku pokarmu wywołuje odczucie intensywnej rozkoszy seksualnej.
Mechanizmy wrażliwości seksualnej sutków wyrabiają się stopniowo w miarę pieszczot i często niewielka tylko wrażli¬wość przy pierwszych próbach z czasem wzrasta, osiągając wreszcie duży stopień pobudliwości. Rytmiczne drażnienie bro¬dawek przez czas dłuższy po przygotowaniu innymi pieszczo¬tami może doprowadzić do przeżycia pełnego orgazmu, obej¬mującego odczuciem rozkoszy seksualnej nie tylko piersi, ale także łechtaczkę i pochwę, pomimo że okolice te nie były bezpośrednio pobudzane.
Pieszczoty piersi i bodźce nerwowe biegnące z sutka do narządów rodnych powodują intensywny przypływ krwi do pochwy, warg i łechtaczki oraz stawianie się macicy, podobnie jak to się dzieje w czasie orgazmu i odwrotnie — drażnienie okolic pochwy i łechtaczki powoduje erekcję piersi i stawianie się brodawek sutkowych. Już Leonardo da Vinci, rysując na jednym ze swych szkiców parę ludzi w trakcie stosunku w przekroju strzałkowym — w ciele kobiety narysował połą¬czenie między sutkami a pochwą i macicą.
Gdzie dalej jeszcze można całować? Komasutra twierdzi, że wszystko i wszędzie, gdyż namiętność nie zna żadnych wzglą¬dów, i dalej zaznacza: „Do takiej tylko granicy sięga zakres ksiąg, do jakiej ludzie odczuwają średnią pobudliwość. Skoro jednak koło rozkoszy raz w ruch się puściło, wtedy nie ma już żadnej księgi ani żadnego następstwa w porządku rzeczy".
Łaskotanie językiem łechtaczki i przedsionka pochwy może być częścią pieszczot wprowadzających i przygotowujących kobietę do stosunku albo celem samym w sobie doprowadza¬jąc aż do orgazmu,
Jeżeli pocałunki 54 częścią preludium przed stosunkiem, u kobiet niedoświadczonych spełniają podwójną rolą, nie tylko działają drażniąco, ale również zwilżają śliną okolice sromu i przedsionka pochwy, gdy naturalna wydzielina gruczołów jest zbyt skąpa.
Pocałunki i łaskotanie językiem sromu oraz łechtaczki stop¬niowo, w miarę upływu czasu, budzi wrażliwość tych okolic i uczynnią rozmieszczone tam bogato receptory czuciowe. Cał¬kowicie błędne jest mniemanie, że kobieta od początku wsp󳬿ycia jest wrażliwa w określonych okolicach ciała na bodźce seksualne. Czasami rzeczywiście tak jest, ale w większości wypadków trzeba się tej wrażliwości nauczyć, podobnie jak każdej innej czynności życiowej.
Można powiedzieć, nie mijając się, zbytnio z prawdą, że nie ma kobiet zimnych — są tylko kobiety nie rozbudzone seksualnie. Czasem budzenie wrażliwości trwa długo, czasem krócej, ale zawsze jest to pole do popisu dla inicjatywy, cierpliwości i pomysłowości ukochanego.
Także i w tej grupie pocałunków nie można zapominać o wstydliwości i skrępowaniu niedoświadczonej partnerki. Staramy się zaczynać od pieszczot najsubtelniejszych, pocałun¬ków dłoni, ust, szyi i bardzo powoli przechodzimy do pieszczot okolicy sromu. Pomimo że forma pocałunków jest najsku¬teczniejszym środkiem budzenia wrażliwości erotycznej tych okolic ciała, wcale nierzadko napotykamy zdecydowany opór kobiety. Nigdy nie należy zapominać, że pieszczoty wymagają największej delikatności i nie wolno w nich nic forsować na siłę.
Przypominam sobie bardzo ożywioną dyskusję na wykładzie o kulturze seksualnej w Towarzystwie Wiedzy Powszechnej, gdzie dostałam od dziewcząt kilkanaście karteczek z pytaniami; „Mój chłopak jest zboczony, bo chce mnie -tam- całować, a co gorsza, domaga się, żebym go dotykała ręką"...
Czy to jest zboczenie? A w ogóle, jak można zdefiniować, co jest zboczeniem w kontaktach seksualnych dwojga zako¬chanych?
Odpowiedź jest prosta: — Żadna forma ani odmiana pieszczot nie jest zboczeniem tak długo, dopóki nie sprawia przykrości partnerowi czy partnerce. Zmuszanie współpartnera do pie¬szczot odrażających, dręczących lub sprawiających mu przy¬krość jest zboczeniem. "Wszelkie natomiast formy pieszczot i kontaktów fizycznych, sprawiające rozkosz obydwojgu i upra¬wiane przez nich są tylko wzbogaceniem współżycia miłosnego o nowe wartości.
Na zakończenie dyskusji zapytałam:
— Czy matka całująca swoje niemowlę w pupkę czy piątkę, albo w brzuszek również wydaje się wam zboczona?
— To zupełnie co innego! — zakrzyknięto chórem.
— To zupełnie to samo — odpowiedziałam. — Po prostu miłość przepełniająca serce i szukająca uzewnętrznienia w pełni tłumaczy wszystkie te pieszczoty. Miłość każe pieścić cafe ciało ukochanego człowieka, ponieważ jest on nam bliski i drogi. Te same pieszczoty bez miłości, w stosunku do kogoś obojęt¬nego, są wręcz nie do pomyślenia i wywołują uczucie obrzy¬dzenia.
W pocałunkach i pieszczotach narządów płciowych obiektem może być lak kobieta, jak i mężczyzna, ale w przypadku m꿬czyzny układy życiowe wyglądają zupełnie inaczej. Pocałunki tych okolic ciała są rodzajem pieszczot wybitnie podniecają¬cych, tak dla mężczyzny, jak i dla kobiety. Specyfika ich wskazuje, że" są one najbardziej pożądane u kobiet w okresie budzenia ich wrażliwości seksualnej. Inaczej sprawa się/ przed¬stawia u mężczyzny. W wieku młodzieńczym sprawia mu kło¬poty raczej nadpobudliwość i nie wymaga on dodatkowych podniet. Kobieta podniecając wymyślnymi pieszczotami uko¬chanego, może w rezultacie nieprawidłowej polityki zostać w miłości nie zaspokojona. Pieszczenie mężczyzny przed odby¬ciem stosunku głaskaniem i pocałunkami wydatnie skraca czas trwania stosunku, doprowadzając do wysokiego stopnia pod¬niecenia jeszcze przed wprowadzeniem członka do pochwy.
Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja między kobietą i mężczyzną po czterdziestce. Jak wykazałam już poprzednio, w tym wieku krzywe napięcia seksualnego rozbiegają się. po¬nownie, ale tym razem kobieta, osiąga swoje maksymalne możliwości, a wrażliwość mężczyzny się zmniejsza. Objawia się to zwykle nadmiernym przedłużeniem czasu trwania sto¬sunku, a niekiedy również niedostatecznym wzwodem. Kobieta łatwo pobudliwa może wyrównać niedobory partnera, zwięk¬szając jego napięcie seksualne pomysłowymi i różnorodnymi pieszczotami. W tym wieku wzmożona stymulacja żołędzi członka pieszczotami zwiększa bardzo wybitnie intensywność wzwodu i działa podniecająco.
Oczywiście warto przy tym pamiętać, że żołądź jest najbar¬dziej unerwiona czuciowo na dolnym brzegu, w okolicy wędzidełka przytrzymującego napletek, i na szczycie, przy ujściu cewki moczowej. Zidentyfikowanie miejsc na j wrażliwszych jest nietrudne — wystarczy pieszcząc obserwować uważnie reakcje partnera i wcaług nich orientować się w rozmieszczeniu okolic innej czy bardziej wrażliwych. O pieszczotach zalecanych dla .'jar w wieku dojrzałym pomówię szerzej w końcowym rozdziale książki.
Obecnie chciałabym jeszcze wrócić do wieku młodzieńczego. Omawiając ten rodzaj pocałunków należy ostrzec młode kobiety przed przejawianiem wyraźnej inicjatywy. Oczywiście zdarzają się mężczyźni młodzi, którzy lubią być pieszczeni i zachowują się raczej biernie w miłości, ale w większości wypadków ich aktywność seksualna jest bardzo duża i niechętnie patrzą na przejmowanie jej przez kobietą. W tej fazie miłości rolą kobiety jest hamowanie. Im dłuższa droga do ostatecznego celu, tym bardziej zakochany jest mężczyzna i tym bogatsza, i pełniejsza staje się wrażliwość seksualna kobiety.
Rzecz jasna, że nie można przez zbyt długi okres wymagać od mężczyzny wymyślnych pieszczot, nie umożliwiając mu peł¬nego odprężenia fizycznego, ponieważ nadmierne napięcie sek¬sualne może spowodować u niego wiele dolegliwości, jak uczucie ciężkości i bolesnego napięcia w podbrzuszu oraz drętwienie w okolicy pachwin i przykre bóle moszny, o czym wspominałam już mówiąc o „pettingu".
Rozwodzę się dość szeroko nad techniką pieszczot dotykowych i pocałunków, ponieważ stanowią one istotną treść preludium poprzedzającego stosunek oraz kontaktów między zakochanymi przed rozpoczęciem pełnego współżycia.
Młodzi kochankowie nie spiesząc się do stosunków, rozwijają i wzbogacają bardzo swój kunszt miłosny i kulturę pieszczot pośpiech bowiem w miłości jest błędem niewybaczalnym.
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne