Świat jest pełen zgiełku. Zbliż się. Znajdę cię.
Za chwilę lub dwie.
Spotkasz mnie.
Świat jest pełen zgiełku. Zbliż się. Znajdę cię.
Przygotuj się na spotkanie.
Subtelna, oniryczno – zimowa poezja nowych piosenek Kate Bush znakomicie koresponduje z wyciszoną, choć pełną wyrafinowania i muzycznych pomysłów muzyką. Już pierwszy utwór: „Snowflake”, z którego pochodzi cytowany fragment, wprowadza nas w atmosferę całego albumu. Żeby docenić nową płyte Kate Bush, trzeba zapomnieć o przebojach w rodzaju „Don’t Give Up” z Peterem Gabrielem, „Cloudbusting” czy „Running Up That Hill”. Tam była dość typowa, pop-rockowa przebojowość, tutaj mamy muzyczne wyrafinowanie kojarzące się z estetyką Laurie Anderson. Kate nie tylko śpiewa, ale też mówi, recytuje, a robi to równie sugestywnie jak Roger Waters na swoich solowych płytach.
Do pracy nad płytą Kate Bush zaprosiła m.in. Steve’a Gadda, kojarzonego bardziej z jazzem niż rockiem. Jego perkusja odgrywa, obok fortepianu i keyboardów Bush, największą rolę w budowaniu transowego, trochę baśniowego klimatu płyty. Utwory są zróżnicowane, nawet bardzo, a jednak Kate Bush zdołała utrzymać jej konsekwentny, jednorodny stylistycznie klimat. W piątym utworze - "Snowed in at Wheeler Street" partneruje jej Elton John. Muszę przyznać, że nie rozpoznałem go przy pierwszym przesłuchaniu, ale też odszedł on w tym utworze dość daleko od swego stylu, tworząc wraz z Bush utwór w stylu wyrafinowanej piosenki musicalowej.
Pomimo przebojowości wydanego na singlu „Wild Man” centralnym punktem płyty pozostaje utwór tytułowy. Brytyjski aktor Stephen Fry wymienia tu po kolei 49 synonimów słowa „śnieg” odliczanych przez Kate Bush (która, jak się okazuje, sama te synonimy wymyśliła). Utwór ma rozmach, klimat, tajemniczość, transowy rytm. Przywodzi też na myśl słynne „Tubular Bells” Mike’a Oldfielda, gdzie Vivian Stanshall w podobny sposób anonsował kolejno pojawiające się instrumenty. U Kate Bush ostatnim słowem utworu jest, oczywiście, „snow”.
Bardzo podoba mi się płyta 53 – letniej wokalistki. Cieszę się, że tak wyrafinowana muzyka znalazła drogę do słuchaczy, plasując się np. w Wielkiej Brytanii na 5 miejscu list sprzedaży. W czasach dominacji wyjątkowo prymitywnego popu, wykonawców oferujących toporny beat i refreny typu „ram pam pam”, muzyka tej klasy co „50 Words for Snow” na szczęście nie jest tylko niszą, ale dostrzeganym, komentowanym i – last but not least – kupowanym wydarzeniem muzycznym.
Zapraszam na moją stronę: Kod:
www.rekomendacje.npx.pl
| Uwaga: To jest stary temat Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne | |
Znajdziesz nas na: