Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2
Dragon Age - genialne dzieło czy przekwaszona kapucha cz.2
  1. #1
    Świeżak Awatar McMario
    Dołączył
    02.09.2009
    Posty
    9
    Wątków
    2
    Siła reputacji
    6

    Domyślnie Dragon Age - genialne dzieło czy przekwaszona kapucha cz.2

    Na czym to ja skończyłem?
    ... Zresztą, nieważne. To przecież nie jest solucja, chociaż może tym razem zachaczę o coś na temat porad.
    Wiecie, co sobie pomyślałem? Skoro opcje dialogowe nie za bardzo znikają z menu, chociaż już o coś pytaliśmy, może zrobić taki myk i zacząć pytać o to samo w kółko, aż uda mi się nabić max. ikość punktów z danym członkiem drużyny. No, a wtedy - wiadomo - jest luzik i niech się dzieje, co chce. Mam sympatię drużyny zapewnioną. A więc, jestem w obozie i zaczynam... Niestety, to nie takie proste. Pierwsze pytania nie znikają, jednak dalej już nic się nie dzieje. Można by się spodziewać, że na takie cienkie oszustwo to nawet tacy, co tworzą gry, nie dadzą się nabrać. Dobra, przekręt nie wyszedł, jednak zagadać trzeba, więc rzucam pytanko jedno, potem - jeżeli jest taka opcja - drugie itd. Sprawdzam rezultat. D..a! Dostałem coś na minusie. Wracam save'a i od nowa. Nie będę pisał, ile czasu mi się z tym schodzi, bo po prostu mi się nie chce. Wystarczy, że zmierzyłem czas jednej rozmowy. Efekty były dla mnie dość przerażające (o czym niżej), dlatego nie mam zamiaru się więcej dołować. . . . "A, ile to ja mam, żeby sobie niszczyć - i tak już przepitą - moją wątrobę."
    . . .

    Jakoś się uporałem z tymi indywidualnymi dyskusjami (...psiakrew, czuję się jak na rozmowach kwalifikacyjnych - zaangażują mnie czy nie?...), chociaż nie poczułem wielkiej ulgi, z powodu tego, iż wiem, że czeka mnie jeszcze niejedna. Najlepszy był numer ze Stenem. Starałem się być uprzejmy i elokwentny, żeby gościa nie urazić. Powtarzałem rozmowę ze dwa razy i ciągle kicha. Za trzecim razem - a była to jedna z moich ostatnich rozmów w tej rundzie - już zmęczony, kliknąłem w odpowiedzi coś niezbyt uprzejmego, jak na moje poczucie wrażliwości.
    Ale schiza!
    Sten dał mi siedem na plusie! Poddaję się... . Trzeba o tym zapomnieć, przynajmniej do następnych rozmów i zająć się czymś innym, żeby zniechęcenie nie wzięło góry nad zamiłowaniem do RPG (???).
    . . .
    Skoro jestem w obozie, wypadałoby zrobić porządek w plecaku.
    Tak w ogóle, mam w sobie coś z dziecka autystycznego.
    Jeżeli nie mogę zrobić czegoś dokładnie i w odpowiedniej kolejności,
    zniechęcam się (mówiąc dość delikatnie i parlamentarnie).
    Plecak mam wypchany na full. Dobrze, że przypałętał się do mojego ogniska krasnolud. Nie będę musiał latać po jakich tam Lotheringach, żeby cokolwiek opchnąć. He, he!!! Lotheringach! Na obecnym etapie (zabiłem Uldreda) Lothering jest nieaktywny. A, co sobie myślisz, graczu! Nie ma misji, nie ma handlowania! Business is business! Koniec, kropka. Wracamy do krasnoluda... Zaraz, chwileczkę. Najpierw trzeba zaopatrzyć drużynę. Jest już tego tałatajstwa trochę, chyba ośmioro (psa tyż włonczyłem). Popatrzmy, co tutaj mamy. Różne rzeczy np. dwie zbroje, które już niedługo przydadzą się może Alistairowi, może Stenowi. Chyba ich nie sprzedam, żeby potem kupować za ok. 6-krotną przebitkę. (Sześciokrotną?!? A to, kurcze, według jakich zasad? No, chyba nie zasad D&D. Prędzej, według zasad Chasy(n)dzkich.) Nazbierało mi się też trochę badziewia w stylu: roślinki, kamienie, prezenty. Prezentów przecież nie mogę rozdać wszystkich od razu, bo rozpaskudzę całe to towarzystwo i co sobie ktoś pomyśli o mnie, jako dowódcy-wychowawcy. Trucizny na broń i materiały do tworzenia tych trucizn może i by się przydały ale co mi po większych ilościach, skoro posmarować żelastwo mazidłem mogą tylko ci, którzy posiadają umiejętności tworzenia trucizn. No, zaraz, zaraz... Kto z was umie robić aspirynę? Pewnie mniejszość. Ale w aptece nam ją sprzedają i nawet największy idiota potrafi ją sobie rozpuścić w szklance wody. Nie wspomnę też o przedmiotach, których przeznaczenie jest dla mnie bardzo mętnie w instrukcji wyjaśnione. Miałem coś, z czego można wykonać przedmioty. Ale jakie? Bozia jedna wie.
    Nie ma sprawy. Przechowam sobie gdzieś te rzeczy, z którymi wiążę jakieś tam nadzieje. No, tak... tylko, gdzie? Co za chamskie obozowisko?!? To, że kibla tu nie ma, niech się martwią Morrigan, Wynne i Leliana (Shale chyba nie wydala ), ale żeby nie zostawić mi przynajmniej torebki na kosmetyki (może przynajmniej pancerze bym upchał), to już brak kultury ze strony organizatorów tego placu budowy. Mówi się, trudno. Sprzedałem to, co uważałem za zbędne, jednak i tak zostało mi zaledwie połowę wolnego miejsca. Może wystarczy. Resztę upcham sobie do jakiejś skrzynki, których to przecież nie brakuje w świecie gry. Zresztą, zawsze tak robię. W Two Worlds np. upatrzyłem sobie taką pieczarę, w której były aż trzy kufry, dzięki czemu mogłem przechowywać w niej trofea, w dodatku z uwzględnieniem jakiegoś porządku (w jednym - zbroje, w drugim - broń a w trzecim - reszta). A propos porządku w plecaku. Jeżeli przez jakiś czas korzystam z zakładki np. broń, to dobrze by było, żeby po ponownym wciśnięciu literki "I" na klawiaturze otworzyła mi się ta sama zakładka a nie ciągle burdel typu "wszystko". Zaoszczędziłbym trochę na klikaniu. Na dodatek wszystkiego i tak nie widać, trzeba kręcić kółkiem myszy jak robol-niewolnik przy kieracie... Już dobrze, nie czepiam się...
    Myślę, gdzie by sobie zlokalizować skrzynkę jako magazyn. Trochę strach myśleć, ponieważ muszę się liczyć z tym, że dany obszar może zostać zablokowany i tym sposobem puszczą mnie z torbami. Chyba dobra będzie Chata Flemeth. Zrobiłem już kilka misji a ona ciągle jest dostępna. Zbieram majdan i w drogę...
    Jestem na miejscu. Kuferek też. No, i co?... Już wiecie, co? Czym mam napisać?... Napiszę. Nie odmówię sobie tej satysfakcji. Kuferek nie działa. Zresztą, jak i inne kuferki, jest programowo zablokowany. Nie można wkładać do nich przedmiotów. Można tylko brać. Co mam zrobić? Chyba tylko modlić się, żeby rzeczy, których nie chcę wyrzucać i sprzedawać, nie zajęły mi aż tak dużo miejsca, by można było podczas następnej wyprawy przynieść ze sobą jakiekolwiek łupy. W ostateczności - trudno - trzeba sprzedawać nawet rzeczy, na których mi zależy, ponieważ opcja zluzowania ekwipunku, poprzez zniszczenie danego przedmiotu, może być rozpatrywana tylko i wyłącznie w kategoriach oszalałej desperacji. :mad:
    . . .
    Wyobraźcie sobie, że wykrakałem. Wspomniałem wyżej o zabiciu Uldreda. Pot skroplił mi się na czole, gdy po podjęciu decyzji uratowania magów w wieży, dotarła do mnie wiadomość, iż nie będę miał możliwości wyjścia z lokacji dopóki nie ukręcę łba głównemu bossowi. Stan mojego tobołka wynosił - jak już wspomniałem - 50%.
    Może to będzie króciutka misja - pomyślałem, łudząc się zapewne.
    Jak pomyślałem, tak znowu wykrakałem. Nie mając pewności, że po skończeniu tego etapu, będę miał jeszcze okazję tam wejść i przeczesać teren, pod koniec wybierałem tylko co wartościowsze fanty a nadmiar towaru w plecaku traktowałem odpowiednio w wyżej opisanym akcie oszalałej desperacji. Tym jednak razem, panowie od DA:O zrobili mi figla i pozwolili na ponowną eksplorację przebytego już terenu. Wybaczcie, że im nie podziękuję za ten gest, ponieważ co zniszczyłem to "prapało i se ne wrati".
    Tak w ogóle, misja ratowania magów rzuciła mi trochę światła na kwestię reklamy i zapowiedzi kontra rzeczywistość. Tutaj wtrącę, iż trochę ze wstydem przyznam się, że włączyłem tryb gry Łatwy. Nie śmiejcie się! Mam już swoje lata i trochę stargane nerwy, dlatego lubię grać na możliwie bezstresowym poziomie. Jednak w tej chwili mogę z dumą stwierdzić, że nie jest ze mnie taki cienias, jakby się komuś wydawało.
    Oto dowód:
    Włączmy sobie opcje gry i zobaczmy jaki dymek się wyświetli po najechaniu kursorem na listę rozwijaną z napisem Łatwy. Otóż - piszę z pamięci - jest to tryb dla tych, którzy nie chcą korzystać ze spacji podczas walk (no, to poszli po samej bandzie!) a czary obszarowe nie działają na członków drużyny. To, że nie da się grać bez użycia spacji, wiedziałem od początku. Jednak nie brałem tego wpisu poważnie pod uwagę, ponieważ mam w tej kwestii niskie mniemanie o sobie i byłem pewien, że muszę ją włączać tylko z powodu swojej ofermowatości. Natomiast gdy moja (?) Morrigan zafundowała sobie czar pt. Stożek Zimna, pomyślałem z radością - No, to teraz wam wstrętni wrogowie do...e! Jak się domyślacie, Stożek zadziałał, a jakże! Tylko, że całą swą energię skupił na zmrożeniu tyłków... mojego i towarzyszy. Po tym przypadku, całkiem inaczej spojrzałem na - z trudem wygraną - walkę z jednym bossem, którego pokonałem dopiero w trzecim podejściu (przy pierwszej próbie, już po dwóch rundach miałem połowę drużyny w stanie nieużywalności).
    Następna kwestia. Gdzieś tam wyczytałem, że nie będzie przymusu angażowania konkretnych członków do drużyny. No, tak... niby nie ma... a jednak jest! Oczywiście, przymusowy dobór towarzyszy nie jest kwestią odgórną, narzuconą przez wąski scenariusz fabuły. A jednak jest!
    Rozmowa z Cullenem - uwięzionym templariuszem tuż przed Salą Katorgi okazała się dla mnie koszmarem. Pewnie część z was nie przejęła się za bardzo tym etapem ale, jak już wspomniałem, lubię wykonywać pewne z pozoru drobne questy z dużą dokładnością, jeżeli chodzi o uzyskanie konkretnego rezultatu. W tym przypadku, nadrzędną rzeczą jest dla mnie utrzymanie opinii dobrego i zyskiwanie jak największego zaufania członków drużyny.
    A więc, jeśli chodzi o konkrety.
    Przeprowadziłem pierwszą rozmowę, której rezultat był taki, że Sten mi dał -20 pkt (słownie: minus dwadzieścia). Przecież w życiu sobie na to nie pozwolę! Druga opcja skończyłaby się tym, że musiałbym przenieść w zaświaty Wynne. Cóż, jakoś nie wygląda mi to na wielką swobodę działania. Bardziej widzę to jako moralny szantaż ze strony twórców fabuły.
    Miałem dość. Wyłączyłem kompa i poszedłem spać.
    . . .
    Nowy dzień, świeże siły. Postanowiłem trochę pomaglować tego templariusza. Może się coś z niego da wycisnąć i nie wyjdę tak niekorzystnie na tym interesie. Ale hola!... Nie tak szybko!... Zobaczymy, ile czasu będzie mnie to kosztowało (Niestety, do mierzenia nerwów nie mam urządzenia).
    Tutaj drobna dygresja. Jeżeli ktoś z was nie podchodzi zbytnio na serio do tego, co piszę, to cieszę się i życzę miłej zabawy z poniższym doświadczeniem.
    Nie chcę być posądzany o manipulację, więc napiszę, jak to zrobiłem.
    I tu znowu muszę wtrącić. Nie jest to rozwiązywanie palindromu czy jakiej innej szarady w dowolnym czasopiśmie. Sytuacja tutaj różni się od innych tym, iż jesteś w trakcie gry. W dodatku masz świadomość, że za chwilę będziesz musiał stoczyć ciężką walkę (Uldred). Czynniki te sprawiają, że trudniej jest się skupić na kwestiach rozwiązywania problemów językowych. Zawsze jakaś tam część mózgu myśli o taktyce walki, jaką trzeba będzie już za niedługi czas zastosować.
    A więc:
    • Ustawiłem stoper na "stand by"
    • Włączyłem grę w miejscu docelowym w pozycji "pauza"
    • Odpaliłem obydwa urządzenia
    • Zadaję pytania, notując szybko na kartce numery moich kwestii i dopisując po jednym lub dwóch pierwszych wyrazach w celu lepszego orientowania się w sytuacji i ewentualnego uniknięcia pomyłek
    • Sprawdzam rezultat
    • Wciskam F9, przywracam save'a i od nowa

    Wszystkie wypowiedzi moich adwersarzy czytam. Nie wciskam Esc w obawie abym czegoś nie przeoczył jak też w nadziei, że czytając po raz kolejny niektóre, szybko znikające, zrozumiem lepiej i tym samym zbliżę się do właściwego rozwiązania. Wykonałem wiele prób, o trzy więcej niż te, które uwzględnił stoper, bo niestety, pod koniec byłem już tak zakręcony, że najzwyczajniej w świecie coś źle zanotowałem. Prób mierzonych było 6 (sześć). Za każdym razem konfrontowałem nowe opcje dialogowe z tym, co wcześniej zanotowałem. Pod koniec było trochę ciężko, ponieważ z każdą próbą przybywało odpowiedzi do sprawdzenia. Potem zauważyłem, że oczywiście, powtarzają się, lecz nie zachęcam do rozrysowania "drzewka wypowiedzi" (chyba, że komuś się naprawdę nudzi). Poza tym nie brałem pod uwagę wypowiedzi zdecydowanie - w moim pojęciu - negatywnych.
    Dragon Age to niezła gra. A, i owszem, długa. Na stoperze wyskoczyło mi ponad 44 (czterdzieści cztery) minuty. Opcja walki i zabicia Winne względem straty zaufania Stena (-20 pkt) wyniosła pół na pół. W jednym tylko przypadku Sten wyraził swój brak poważania dla mnie - a wyniósł on -15. Chciał nie chciał, wybrałem tę ostatnią opcję. (Ile to prezentów poszło się j...ć?)
    Moja propozycja brzmi tak: Można by było jeszcze bardziej wydłużyć czas gry. Wystarczy zrobić tak. Aby dostać się do nowego miasta i otrzymać dalsze wskazówki do wykonania głównego questu, należy najpierw okrążyć dziesięć razy dane miasto dookoła, pokonując przy tym ciągle odradzających się przeciwników i dopiero wtedy uzyskać wstęp do zamku. Jak by tam jeszcze co wymyśleć, to i z 500 godzin grania by się nazbierało. A tak, w ogóle to - gdyby jakimś cudem autorzy chcieli ze mną wybrać się na wspólną wycieczkę - ja im daję na "dzień dobry" -30 pkt. do rozmów przy piwie. A, co? Jak nie, jak tak!
    A jeszcze - tak w ogóle - jeżeli już musi być ten system liczbowy odnośnie sympatii, niech będzie zrobiony profesjonalnie czyli:
    1. Każdy punkt na plus lub minus powinien być zwiększany o modyfikator procentowy subiektywnego nastawienia do bohatera.
    O co chodzi. A o to, że jeżeli nabieramy do kogoś zaufania, wtedy nawet drobna rzecz jaką ta osoba zrobi w naszym subiektywnym osądzie wygląda o wiele lepiej, niż w przypadku oceniania kogoś nam obojętnego. I odwrotnie w przypadku utraty poważania. Bohater, za którym nie przepadamy, z każdym złym - nawet drobnym - wybrykiem w naszych oczach stacza się jakby bardziej niż w rzeczywistości.
    (No, co? Nieprawda? Sam pamiętam, jak na mojej studniówce byłem cały czas obserwowany przez nauczycieli i całą noc chodziłem trzeźwy jak świnia. Natomiast, ci grzeczni z mojej klasy puszczali spawy po ścianach wszystkich toalet w szkole i nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi)
    2. Każdy modyfikator do punktów zysku lub straty, powinien być regulowany modyfikatorem procentowym od ogólnego charakteru danej osoby oceniającej.
    Przecież wiadomo, że ludzie z natury dobrzy, widzą świat w świetle miłości i przebaczenia. To z kolei sprawia, że nigdy nie oceniają oni innych tak ostro za złe uczynki jak by to robili ludzie obojętnie i chłodno nastawieni do otoczenia.
    (No jak, chłopaki! Nie mam racji? Nie kochał się ktoś z was skrycie w jakiejś lasce z innej klasy a, nie mając śmiałości do niej zagadać, tylko ją obserwował na każdej przerwie. I nagle okazuje się, że ona - dotychczas traktująca cię jak powietrze - z pewnym zmieszaniem spogląda w twoim kierunku i czerwieniejąc się, szybko spuszcza oczy. Ty, myśląc że nareszczcie szczęście się do ciebie uśmiechnęło, z radości zaliczyłeś całą najbliższą noc jako nie przespaną. Pięknie... tylko, że i tak nic z tego nie wyszło, ponieważ ona zawsze miała do ciebie olewcze podejście, a wtedy tak się spojrzała, bo myślała, że zauważyłeś jak niechcący puściła bąka... ... Ej! Sorry! Trochę przegiąłem) :confused:
    . . .
    No, dobra. Chyba wystarczy... A! Miały być porady.
    Zdaje się, że kwestię zbierania punktów można rozwiązać przez dobieranie osób w zależności od misji. W pierwszej części opisałem, że Alistair dał mi zaocznie minusa. Może to był wyjątek, ponieważ w Wieży Magów nie było takiej sytuacji. A może jest jeszcze inna opcja. Pisałem poprzednio, że templariusze założyli mi podsłuch i to może działa cały czas. A, że nie działa w Wieży Magów? Może oni mają jeszcze lepszą technologię i zamontowali urządzenia zakłócające podsłuchy. Kto ich wie?... W każdym razie Stena nie mogłem zmienić, ponieważ nie można było opuścić lokacji przed skończeniem misji. I tyle na ten temat.
    W kwestii kuferków, skrzynek i magazynowania towarów, których nie chcemy sprzedawać, miałem napisać używając cytatu
    "Ni ma, bo zima". A tu okazuje się, że jest wręcz odwrotnie. Właśnie, że jest, bo (bardziej poprawnie byłoby "tam gdzie") zima. Panowie z BIOWARE, chyba poszli po rozum do głowy czy to z własnej woli, czy też ktoś ważny ich porządnie zbeształ (bo nie wierzę, że stosują się do opinii graczy) i już w pierwszym dodatku naprawili bardzo ważny błąd. Mianowicie, dodatek zawiera misję Szczyt Wojownika. Musicie ją przejść. Nie wiem, czy to czasem nie jest dwuetapowa misja, ale nieważne. Wystarczy w zamku wyplenić wszystkie pomioty i zagadać z magiem, który pomieszkuje na samym szczycie tej budowli. Oczywiście, trzeba pomóc mu w zamknięciu portalu.
    Człowiekiem, który nam zleca to zadanie jest Levi Dryden. Nie sprawdzałem opcji przyjęcia go do drużyny, choć taki dialog tam jest.
    Ważne, żeby zechciał on zostać na tym terenie i założyć punkt handlowy. Gdy przyszedłem do niego za jakiś czas, bardzo miło zostałem zaskoczony kuferkiem, który stoi obok niego i jest to - jak dotychczas - jedyne znane mi miejsce do składowania nadmiaru łupów. Poza tym jest tam jeszcze jego brat - kowal, który z jakiegoś żadkiego kawałka minerału czy metalu zrobi nam gwiaździsty miecz jedno- lub dwuręczny. Nie sprawdzałem tego dwuręcznego, wiem że ten jednoręczny ma obrażenia 11,90 , trzy dodatkowe bonusy oraz trzy sloty na runy.
    Oj, trochę się zmachałem tym pisaniem. Chyba czas kończyć. Wiem, że to żadne dzieło - ta moja pisanina - ale czy można gdzieś w sieci znaleźć jakieś inne obszerniejsze opinie na temat jakiejkolwiek gry? I nie mam tu na myśli tzw. recenzji, których wartość - w iście wazeliniarskim stylu - jest taka jak przeciętna reklama kremu na zmarszczki.
    Odpowiedzi chyba nie oczekuję... chyba, że ktoś myśli podobnie.
    W sumie, gra nie jest zła. Przecież w nią gram. A jak ja w coś gram i wytrzymuję, znaczy że to jeszcze nie jest nic ostatniego.
    No, to tak się wymądrzyłem na koniec... . Jak już poprzednio pisałem, myślenie pozytywne jest bardzo wskazane. Ktoś, gdzieś na forum napisał poradę odnośnie Shale. Żeby coś od niej uzyskać, trzeba z nią romansować... No, wiecie co? Ja takiej wyobraźni nie mam... wolę zatopić się w mrzonkach na temat tej małpy Morrigan . I tyle.
    A! Jeszcze jedno. Wojownikiem wcale źle się nie walczy. Trzeba tylko, nie przejmując się zapisami taktycznymi, umieścić przy WSADzie uderzenia tarczą tj. przypisać te funkcje do klawiszy 1, 2 i 3. Naprawdę są skuteczne.

    pozdrówka
    Uwaga: To jest stary temat
    Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne
    Ostatnio edytowane przez McMario ; 05.12.2009 o 23:46

  2. #2
    Aktywny Precylowicz Awatar Pawełłłł
    Dołączył
    07.11.2010
    Mieszka w
    Wielkim świecie precyl.pl
    Posty
    2,602
    Wątków
    84
    Siła reputacji
    25

    Domyślnie Odp: Dragon Age - genialne dzieło czy przekwaszona kapucha cz.2

    Nie mogłeś do cz 1 dopisać ? tylko musiałeś cz 2
    Jeśli ci pomogę to daj repa.