Martwi i pogrzebani
Magazyn Futbol /17.08.2009 12:43
Przeszkodził im komunizm, alkohol, hazard, nieodpowiednia mentalność, a nawet… tramwaj. Piłkarze z niewykorzystanym talentem. "Magazyn Futbol" wybrał i sklasyfikował najważniejszych.
Przez polską piłkę przewinęła się ich masa. Świetni, kapitalni, ale do czasu. Do czasu - zanim za bardzo uwierzyli w siebie. - Wielu zachłysnęło się sławą, podczas gdy to był dopiero początek. Gdy trzeba było mocniej popracować, oni chcieli już konsumować. Dzięki tym umiejętnościom, które mieli. To główny grzech młodych piłkarzy. Błąd, który potem rzutuje na ich całą karierę. Tak było też z Łukaszem Madejem i Rafałem Grzelakiem - mówi Michał Globisz. W 2001 r. poprowadził reprezentację Polski U-18 do mistrzostwa Europy. Ówczesna wspaniała drużyna to dziś jednak tylko wspomnienie. Ci najbardziej utalentowani nie potrafili odnaleźć się w dorosłej piłce, a ponad przeciętność wybili się ludzie z cienia - m.in. Tomasz Kuszczak. - W tamtym zespole ogromny potencjał miał Darek Zawadzki. Cudowna technika, ale co z tego, skoro potem w seniorach wyraźnie brakowało mu szybkości. To taki król podwórka, który nie potrafił przeistoczyć się w króla salonów - kontynuuje Globisz.
Jako specjalista od pracy z młodzieżą obserwował rozwój talentu ogromnej liczby piłkarzy. Dziś bez problemów wymienia tych, którzy nawet w kilkunastu procentach nie rozwinęli skrzydeł. Filip Burkhardt, Michał Janicki, Mateusz Bukowiec - cała trójka mogła w piłce dokonać znacznie więcej. Ten ostatni porównywany był przecież do Włodzimierza Lubańskiego. Po ogromnym talencie została jednak zupełna pustka. 22-letni pomocnik gra obecnie w II lidze. - Mentalność miał w porządku, ale nie potrafił zrobić tego drugiego kroku - mówią zgodnym głosem eksperci. Tak - drugi krok, zmora polskiej piłki. Wiecznie utrapienie. Ciągłe mówienie: "mogliśmy" zamiast "zrobiliśmy". Życie niespełnionymi marzeniami.
Skazani na nieszczęście
Ten drugi krok trudniej było zrobić w czasach PRL-u. Potencjał piłkarzy tłumiony był na okrągło, głównie z powodu zakazu transferów do zagranicznych klubów. W pewnym stopniu niewykorzystanymi talentami są też więc Gadocha czy Deyna, bo świat nigdy nie mógł przekonać się o nich prawdziwej klasie. - To był ogromny problem. Zawsze jednak ci piłkarze mogli pokazać się w reprezentacji. I robili to znakomicie. Inaczej było ze Stasiem Terleckim, którego - niestety - ominęły trzy mundiale. Straszna sprawa. Człowiek inteligentny, student historii, piłkę kopał jak mało kto, a w Europie nikt nie znał jego nazwiska. Po prostu nie dane było mu zademonstrować przeogromnych umiejętności. Kontuzja wyeliminowała go z turnieju w Argentynie, potem słynna afera na Okęciu - naprawdę dużo miał pecha w swojej karierze - twierdzi Andrzej Strejlau.
Pech nie oszczędzał również innych. Choroby, kontuzje, a nawet śmierć przeszkodziły w rozwoju niejednemu piłkarzowi. Marek Citko po tym jak zerwał ścięgna Achillesa, nie potrafił pozbierać się do kupy. Coś tam próbował, zmieniał różne kluby, ale do dawnej formy nie wrócił już nigdy. - Nie można jednak wszystkiego zwalać na urazy. Citce wyraźnie brakowało mentora, doradcy. W pewnym momencie swojej kariery musiał powziąć wiele decyzji i przydałby mu się ktoś, kto mógłby mu pomóc - zaznacza Bogusław Kaczmarek.
Inny był przypadek Edmunda Kowala. Legenda Legii i Górnika, wręcz wyprzedzał swoją epokę, błyskał umiejętnościami na prawo i lewo, do czasu, aż wpadł pod tramwaj. Nie miał nawet 30 lat.
Wódko, daj żyć
Przeważnie talenty marnowały się jednak same. Ktoś wpadł w wir szaleństw i już nie potrafił z niego wyjść. Alkohol, hazard - te dwie rzeczy skutecznie potrafią wybić piłkę z głowy. Pierwsze cztery miejsca w naszym rankingu to przecież piłkarze, którzy nie wylewali za kołnierz. Mirosław Okoński piłkę kopał w sposób wybitny - rządził i dzielił w Bundeslidze, ale jego osiągnięcia w porównaniu z talentem wypadają blado. Ani razu nie zagrał w mistrzostwach świata, w kadrze trafił do siatki zaledwie dwa razy. To samo Andrzej Iwan, to samo Dariusz Marciniak. Ten ostatni przez kibiców jest znany słabo, może nawet w ogóle. A przecież w latach 80. był to piłkarz, który miał dosłownie wszystko. Lis pola karnego, napastnik z krwi i kości. Każdy trener, z którym konsultowaliśmy nasz ranking, wspominał jego nazwisko niczym z automatu.
Nie brakowało też barwnych opowieści o wypitym morzu alkoholu i innych balangowych atrakcjach. Ale to normalne. Jest talent i kasa, jest zabawa. Igor Sypniewski bawił się non stop. Najpierw w drogich klubach, potem na trzepaku lub w bramie. Na koniec emocji nie brakowało mu w więzieniu. "Pod moją celą często można było zauważyć kibiców Widzewa. Obrażali mnie, ubliżali. Ciągle mieliśmy z nimi zatargi. Całą twarz miałem w siniakach. Łapałem różne kary, a potem klawisze, chcąc mieć spokój, faszerowali mnie psychotropami" - mówił pół roku temu.
Lekko nie miały też inne postacie z etykietką "zmarnowany talent". - To są poważne problemy - przyznaje Jerzy Kopa, były szkoleniowiec m.in. Legii Warszawa i Lecha Poznań. - Człowiek wpada w sidła nałogu i naprawdę ciężko z niego wyjść. Osobiście mogę wypowiadać się tylko o czasach, gdy sam zasiadałem na ławce trenerskiej i obserwowałem piłkarzy z bliska. Akurat nie był to łatwy okres, więc który zawodnik nie sięgał wówczas po alkohol? Piło się, owszem. Jedni potrafili to połączyć z grą w piłkę, inni nie. Taki Kaziu Buda przyszedł z małego Mielca do Warszawy i od razu zawróciło mu się w głowie. Oj, ile było z nim problemów. Dostał wielki dar od Boga, a jednak nie do końca potrafił go spożytkować. Szkoda.
Kluczowa mentalność
Generalnie w stolicy często marnowały się talenty. Kruchy lód, po którym trzeba było stąpać naprawdę rozważnie, pękał dość często. Nocne życie szczególnie umiłowali sobie Władysław Grotyński i Dariusz Dziekanowski. Obaj mogli być wielcy, ale woleli być pijani.
- Warszawa… Kiedyś tam było wszystko. Gdzie się człowiek nie pojawił, zawsze trafiał na znane osobistości. Była stolica i reszta Polski. Uroki życia wielkomiejskiego przewracały w głowie niejednemu, a w dodatku działacze Legii jakoś słabo radzili sobie z tym problemem. Przecież tam zawodników nikt nie kontrolował. Nie było przestróg, motywacji. Niczego. Świętej pamięci Kazimierz Górski często mówił, że wino, kobiety i śpiew są dla ludzi. W końcu piłkarz to nie zakonnik. Zwracał jednak uwagę na to z kim, kiedy i ile. To tak jak z George'em Bestem. Hulaka, pijak, ale przede wszystkim genialny piłkarz. Taki, który tankował do oporu, ale w pewnym momencie potrafił powiedzieć "pas". Nie wychodził na margines. Zresztą my, w reprezentacji, też potrafiliśmy dać czadu. Piło się, bawiło, ale były granice, których się nie przekraczało - przyznaje Jan Tomaszewski.
Apeluje też do trenerów i dziennikarzy. - Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Młodzi zawodnicy tego nie wiedzą. Osiągną byle sukces i już wydaje im się, że są najlepsi. Każdy głupi potrafi wejść na szczyt, ale tylko mądry umie się na nim utrzymać. Szkoleniowcy powinni baczniej przyglądać się swoim grajkom, nie tolerować ich hulaszczych zagrywek. Igorowi Sypniewskiemu przez lata uchodziło płazem wiele rzeczy. Mówiono: on pije, ale w pojedynkę ogrywa Widzew. Jak się potem jego kariera potoczyła, wszyscy wiemy. Inna sprawa - to dziennikarze. Powinni twardo nagłaśniać, uwypuklać pewne sprawy. Stworzenie rankingu zmarnowanych talentów jest waszym obowiązkiem! Trzeba pokazywać roztrwonione kariery, żeby młody człowiek zrozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Może będzie to dla niego przestrogą. Może da się go jakoś uratować.
A ratować na pewno jest kogo. Co chwilę przecież objawia się ktoś utalentowany. Szkoda jedynie, że na tak krótko. Jeden, dwa dobre występy i delikwent od razu myśli, że jest wielki. Najczęściej po prostu idzie w długą. Kamil Grosicki piłkarzem mógłby być świetnym. Kiwa, podaje, strzela. Czasem męczy go kac-morderca, ale co tam. Nawet w takim stanie potrafi pojawić się na treningu. - Podstawowa sprawa to mentalność. Jeśli piłkarz dopuszcza do siebie to, że popełnia błędy, to znak, że może się go nie straci - mówi Michał Globisz. "Grosik" na błędach nie uczy się wcale. Za kilka lat pewnie i on dołączy do grona piłkarzy, którzy roztrwonili talent. A może bardzo się mylimy? Oby!
Znajdziesz nas na: