Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2
Drive (2011)
  1. #1
    Użytkownik Awatar bogkar7010
    Dołączył
    23.11.2010
    Mieszka w
    Białystok
    Posty
    62
    Wątków
    50
    Siła reputacji
    4

    Domyślnie Drive (2011)

    Do obejrzenia (lub oglądnięcia, jak wolą niektórzy) tego filmu skusiła mnie fama filmu "kultowego", wybitnego, etc. Jednak przy filmach naprawdę ambitnych i kultowych "Drive" jest jak oranżada przy winie chianti. Tyle że oranżada nie udaje, iż jest czymś innym, lepszym . A "Drive" udaje, niemal przez cały czas. Mamy akcję jak z klasycznego thrillera: jest przestępca - zamknięty w sobie samotnik, pojawia się kobieta, pojawiają się również problemy. Życie głównych bohaterów jest w niebezpieczeństwie. Cóż takiego "kultowego" zrobił z tą dość prostą fabułą reżyser? Nie za wiele. Spowolnił tempo akcji. Wprowadził długie ujęcie. Dodał fabularne niedopowiedzenia.

    Kto kupi to "arcydzieło"? Przede wszystkim młodzi i leniwi widzowie. Za młodzi, żeby obejrzeć w kinie w trybie premierowym "Gorączkę" Manna, "Wild at Heart" Lyncha czy "Leona zawodowca" Bessona. I zbyt leniwi żeby poznać te filmu po latach. To tak, jak z zespołem "Hurts", który bezczelnie zrzyna brzmienie i linie melodyczne od zespołów z lat 80-tych (Alphaville, Pet Shop Boys, Visage) a młodzi sezonowcy kupują to jako coś nowego i świeżego.

    Zapraszam na moją stronę:
    Kod:
    http://www.rekomendacje.npx.pl
    Uwaga: To jest stary temat
    Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne

  2. #2
    Świeżak Awatar rbortniczuk
    Dołączył
    10.01.2009
    Posty
    3
    Wątków
    1
    Siła reputacji
    7

    Domyślnie Odp: Drive (2011)

    Usłyszane w dzieciństwie trzyma się mnie do dziś. Prosta historyjka, ukazująca istotę połowy rzeczy na świecie.
    - Dokąd idziesz? - Do kina. - A co grają? - Quo vadis. - A co to znaczy? - Dokąd idziesz? - Do kina? itd.

    W taką pętlę wpadliśmy, oglądając jędną z dwóch premier kinowych, o której chciałbym tu dziś napisać. "Drive" z (ponoć) boskim Ryanem Goslingiem to mroczna studnia bez dna. Nie będąc warsztatowym krytykiem filmowym, aby obiektywnie ocenić film, muszę skupić się na subiektywnych odczuciach. W tym przypadku, oglądaniu dzieła towarzyszyły bardzo subiektywne: ból zębów, ból głowy, ból zmysłów percepcji: oczu i uszu. W czym więc rzecz? Po pierwsze, na zapowiadaną przez dystrybutora "niezłą jazdę" czeka się aż do napisów końcowych. Po drugie, nie można oprzeć się wrażeniu, że przygotowując się do roli Gossling obejrzał popisy Kowalskiego w "Znikającym punkcie" milion razy i że swojej postaci chciał nadać współczesny wymiar, choć sens zawarty w postaci wspomianego Kowalskiego. Po trzecie, nie można oprzeć się wrażeniu, iż scenarzysta Hossein Amini i reżyser Nicolas Winding Refn też oglądali "Znikający punkt" milion razy i starali się w swym obrazie nadać buntowi Kowalskiego współczesny wymiar. Złudne są tu pierwsze sceny, które swą wartkością zapowiadają przywoływaną już dystrybutorską "niezłą jazdę". Niestety jest to jazda w dół. Nie przeszkadza mi brak dialogów, wierzę, że geniusz kinematografii może się objawiać poprzez dźwięk i obraz, jednakże puste sceny jazdy samochodem przez miasto nie wyrażają zbyt wiele. Ok, bohater jest samotny, szuka swego miejsca itd. Załapaliśmy, nie trzeba nas do tego przekonywać przez półtorej godziny.

    Po czwarte, wywołany dźwięk - ścieżka dźwiękowa. Zazwyczaj, gdy jest dobra wywołuje dodatkowe emocje, porusza itd. Gdy zła, z łatwością możemy ją zignorować, skupiając się na przedstawianych obrazach. W tym wypadku ścieżka jest tak tragicznie zła, że znacznie pogłębia i tak wielką irytację. Aby uświadomić widzom, że bohater jest głodny, piosenka w tle traktuje o jedzeniu, jeśli jest śpiący - muzyka o spaniu itd. Może zirytować, prawda?


    Kończąc, chciałbym niejako wytłumaczyć motywy powstania notki. Nie została napisana, by wylewać żale, przestrzegać przed kupieniem biletu. Sensem jest tu kontrinformacja skierowana przeciw dystrybutorom i mediom zachęcających do pożerania popcornu. Rozczarowanie po szumnych zwiastunach mógłbym porównać jedynie do tych towarzyszących obejrzeniu filmu "Młyn i Krzyż" - kto widział ten wie, o co chodzi. Innymi słowami przejażdżka z Driverem to nie zapierająca dech w piersiach jazda bez trzymanki, a raczej ciągnąca się jak flaki z olejem przejażdżka miejskim, zatłoczonym autobusem w lipcowe, upalne popołudnie.

    Recenzje filmowe i nie tylko
    Kod:
    http://mrmrssandman.blogspot.com/
    Ostatnio edytowane przez D3v ; 19.01.2012 o 15:00 Powód: brak code


  1. Ranking tematów

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •