Do obejrzenia (lub oglądnięcia, jak wolą niektórzy) tego filmu skusiła mnie fama filmu "kultowego", wybitnego, etc. Jednak przy filmach naprawdę ambitnych i kultowych "Drive" jest jak oranżada przy winie chianti. Tyle że oranżada nie udaje, iż jest czymś innym, lepszym . A "Drive" udaje, niemal przez cały czas. Mamy akcję jak z klasycznego thrillera: jest przestępca - zamknięty w sobie samotnik, pojawia się kobieta, pojawiają się również problemy. Życie głównych bohaterów jest w niebezpieczeństwie. Cóż takiego "kultowego" zrobił z tą dość prostą fabułą reżyser? Nie za wiele. Spowolnił tempo akcji. Wprowadził długie ujęcie. Dodał fabularne niedopowiedzenia.
Kto kupi to "arcydzieło"? Przede wszystkim młodzi i leniwi widzowie. Za młodzi, żeby obejrzeć w kinie w trybie premierowym "Gorączkę" Manna, "Wild at Heart" Lyncha czy "Leona zawodowca" Bessona. I zbyt leniwi żeby poznać te filmu po latach. To tak, jak z zespołem "Hurts", który bezczelnie zrzyna brzmienie i linie melodyczne od zespołów z lat 80-tych (Alphaville, Pet Shop Boys, Visage) a młodzi sezonowcy kupują to jako coś nowego i świeżego.
Zapraszam na moją stronę: Kod:
http://www.rekomendacje.npx.pl
| Uwaga: To jest stary temat Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne | |
Znajdziesz nas na: