Recenzja gry "Agent Hugo"

Mały troll Hugo jest doskonale znany większości dzieci. Zwłaszcza tych, które mają Polsat i oglądają program, w którym mali gracze zmagają się z różnymi konkurencjami, aby zdobyć diamenty (wirtualne), a potem nagrodę (rzeczywistą). Dzięki owemu programowi, Hugo kojarzy się z grami, w których trzeba się wykazać pamięcią, spostrzegawczością i umiejętnością naciśnięcia odpowiedniego klawisza, w odpowiednim momencie. I byłaby to prawda. Gdyby nie Agent Hugo.

Jestem Hugo. Agent Hugo…

Hugo najwyraźniej znudził się ratowaniem Hugoliny z łap wiedźmy i Don Croca. No bo ile można. Ciągle ją ratuje, a ta cały czas ładuje się powrotem w kłopoty. Czas przerzucić się na coś ciekawszego. Hugo zostaje agentem tajnych służb i teraz będzie ratował całe miasto przed zagładą. Hugo rozpoczyna swoją służbę w Aquacity. Jak sama nazwa wskazuje mamy do czynienia z miastem, gdzie głównym dobrem jest woda. Brzmi strasznie…ale jest raczej przyjemnie.

Wenecja, tylko inaczej…

Gra dzieli się na etapy chodzone i jeżdżone (a właściwie pływane). Zaczyna się zwykle od dopłynięcia kanałami (takimi jak w Wenecji) na odpowiednie miejsce. Tam może się okazać, że właściwe zadanie jest do wykonania na suchym lądzie. Natenczas Hugo wysiądzie i będzie dreptał po chodnikach, unikając strażników (lub walcząc z nimi - mało rozsądna opcja). Jak to wygląda w praniu?

Całkiem sympatycznie. Po kanałach przemieszczamy się w specjalnej łodzi, stylizowanej na samochód (każde napotkane urządzenie pływające w grze jest stylizowane na samochód). Pływająca fura Hugo ma niezłe przyspieszenie, całkiem porządny promień skrętu i odpowiednie uzbrojenie. No, co…przecież Hugo jest agentem. Jego wóz jest zaopatrzony w karabin maszynowy i wyrzutnię rakiet. Dzięki temu, może walczyć z siepaczami głównego złego. Pływając po kanałach nasz troll ma możliwość zanurkowania na jakiś czas, aby uniknąć wytropienia przez tych złych. Zdarza się również niczym w Driv3rze, albo GTA, że będzie musiał w trakcie misji przesiąść się z jednego pojazdu do drugiego. Chwilami nawet popluskamy się w wodzie bez żadnych pojazdów.

Etapy związane z pływaniem, to nie tylko konieczność dopłynięcia z punktu A (najczęściej baza) do punktu B (miejsce misji). Po drodze gracz może znaleźć wiele zadań pobocznych, które nie wpływają na fabułę, ale umożliwiają odblokowanie nagród, czy po prostu zapewniają parę chwil rozrywki, poza głównym nurtem gry. Do takich „zabaw” należą na przykład wyścigi po AquaCity, w których stajemy przeciw jednemu z Agentów (jest tam taki duży łysy, któremu nie podoba się pomysł trolla w agencji). Ale rozrywek jest jeszcze kilka rodzajów. Chociażby zbieranie bomb na czas. Ah…jeszcze jedno. Pływajcie ostrożnie, bo wehikuły mają to do siebie, ze jeśli zbytnio je poobijacie (o ściany, innych „pływaków, czy dostaniecie zbyt wiele serii od wroga), to rozkraczą się Wam na środku kanału.

Kiedy nasz troll zejdzie na ląd, sposób rozgrywki nieco się zmienia. Tu zwykle należy zakraść się w pewne miejsce. Po drodze napotykamy „przeszkadzajki” w postaci strażników, czy systemów alarmowych. Na szczęście Hugo ma sposób na takie kłopoty. Po pierwsze potrafi cicho się poruszać. Jeśli uzna, że to nie wystarczy, może użyć jednego z przebrań (najfajniejszy jest hydrant), które zmniejsza ryzyko wykrycia. Jeśli uzna, że poprzednie metody nie przyniosą skutku, może użyć specjalnej kuli, którą podprowadza do strażnika i detonuje, powodując chwilowe ogłuszenie delikwenta. Co ciekawe kula owa działa również na systemy alarmowe. Jest również możliwość walki wręcz, jednak trzeba Wam wiedzieć, że sporo misji chodzonych, w momencie wykrycia Hugo przez strażników, kończy się niepowodzeniem. Tak więc starajcie się nie polegać na umiejętnościach „bojowych”.

W poruszaniu się po mieście, zarówno wodą jak i lądem, pomaga nam mini mapa. Zaznaczone są na niej pozycje wrogów, nasze cele i zabawy dodatkowe. Trzeba przyznać, że jest niezwykle pomocna i bardzo czytelna.

Hugo, jaki jest, każdy widzi…

Agent Hugo jest grą dla dzieci. To widać i słychać. Graficznie jest moim zdaniem bez zarzutu. Ci dobrzy, są ładni, a źli, mają pryszcze (w przenośni). Miasto jest kolorowe, wszystkie obiekty są odpowiednio duże. Mini mapka, o której już wspomniałem, również jest czytelna i jasna, dla dzieciaków.

Gra jest w polskiej wersji językowej. Polskie są zarówno napisy jak i mowa. I wszystko byłoby dobrze, ponieważ nie znalazłem, żadnych uchybień. Jednak napisałem „byłoby”. Dlaczego? Powód jest prosty. Jestem przyzwyczajony do aktora, który podkłada głos pod Hugo w programie Polsatu i większości gier, które zostały wydane, a które można oglądać na owym kanale. W grze Agent Hugo, mamy innego aktora, a co za tym idzie, inny głos. Trochę mnie to raziło.

Szpiegować?

Jasne, że tak. Agent Hugo to radosna gra. Pełna kolorów, życia i humoru. Momentami może zirytować, jeśli nie uda się nam ominąć przeciwnika, lub nie zdążymy gdzieś na czas dopłynąć. Dzieciaki, które lubią Hugo nie powinny być zawiedzione. Chociaż rozgrywka nie jest taka jak w Tropikalnych Wyspach, to jednak daje dużo frajdy. No i pozwala młodym graczom przygotować się do bardziej wymagających gier.

Plusy:
+ Hugo
+ kolorowa
+ fajna fabuła
+ mini gierki
+ podział na ląd i wodę

Minusy:
- inny głos Hugo
- niektóre mini gry dość trudne

Ocena ogólna: 7/10
Agent Hugo
Wydawca polski: CD Projekt
Data wydania polskiego: 24 listopada 2005
Data wydania oryginału: 11/2005
Oryginalna strona gry: Agent Hugo
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 98, Windows ME, Windows 2000, Windows XP
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne