Recenzja gry "Ancient Wars: Sparta"
Ulubioną rozrywką rasy ludzkiej od zarania dziejów aż po dzień dzisiejszy jest sport zwany „wojna”. Począwszy od obrzucania się kamieniami, skończywszy na taktycznych rakietach nuklearnych, homo sapiens wymyślił niezliczoną ilość sposobów na dokopanie współbliźnim. Tym razem dokopywać będziemy w basenie morza Śródziemnego, zaś dokopującymi będą znane z historii starożytnej postacie.
Playlogic, studio znane min. z takich tytułów jak Age of Pirates czy zapowiadający się rewelacyjnie Infernal, zabiera nas w podróż do czasów krótko przed naszą erą, gdy nad ówczesnym światem rządziły trzy potężne narody: chylący się ku upadkowi Egipcjanie, hardzi Spartanie i wojowniczy Persowie. Zapomnijcie więc o broni palnej, fantastycznych stworach czy też istotach rodem z filmów science-fiction. To nasz świat i żadnych wymyślnych cudów tu nie będzie - tylko ci wspaniali faceci w swoich lśniących zbrojach i z długimi włóczniami
W grze mamy do wyboru trzy kampanie – Egipską, Spartańską i Perską. W każdej z nich poprowadzimy tytułową nację do zwycięstwa nad wrogami. Wymienione narody nie lubią się z innymi, tak więc będzie dość krwawo. Nadto wszystko pięknie opatrzone fabułą – Spartanie zostali zdradzeni przez sojuszników, zbuntowały się przeciw nim liczne wsie, egipski wojownik wszczyna powstanie przeciw perskiemu najeźdźcy (który, wiadomo, nie ma litości), zaś w kampanii ostatniej mamy do czynienia z dwoma synami Dariusza, którzy nie mogą dogadać się między sobą co do sukcesji.
Jednym słowem – Ancient Wars: Sparta to RTS ściśle historyczny.
Już samo intro pokazuje, że to gra dla prawdziwych twardzieli. Zmagania toczyć się będą zarówno na lądzie, jak i na wodzie. Kto padnie – już nie wstanie. Do każdej historii i każdego etapu wprowadza nas solidnie zrobiony filmik, w którym zapoznajemy się z naszym bohaterem/bohaterami i głównymi celami misji.
Muszę przyznać, że pod paroma względami przypomniał mi się Paraworld, który zalicza się do moich ulubionych RTSów. Po pierwsze – mamy tu prócz „normalnych” wojowników także „bohaterów”. Każdy z nich zbiera podczas misji punkty doświadczenia, które wymieniane są na specjalne umiejętności. Niestety, umiejętności owych jest tylko sztuk trzy, tak więc Supermana z tego nie będzie. Czym są owe zdolności? Ano ze względu na profil gry służą one głównie jak najlepszemu wycinaniu w pień wroga, tak więc np. Leonidas, bohater Spartan, dysponuje specjalnym ciosem włóczni, po którym przeciwnicy lecą wysoko w powietrze, otrzymując większe obrażenia, zaś Inaros, przywódca rebelii w Egipcie, posiada Gniew Ozyrysa – okręca się wokół własnej osi, a kto trafi w tym czasie na trajektorię jego ostrza pada raczej martwy. Umiejętność można przenosić na wyższy poziom (maksymalnie jest ich pięć) – wiąże się to oczywiście ze jej ulepszeniem i krótszym czasem oczekiwania między jednym a drugim użyciem.
Rzecz druga – mamy trzy podstawowe surowce, których zbieraniem i gromadzeniem zajmują się nasi robotnicy. Drewno, mięso i złoto potrzebne nam są zarówno do budowy budynków jak i produkcji wojowników. Choć doprawdy nie rozumiem, dlaczego prócz złota płacę za produkcję wojownika drewnem...? Kolejna sprawa to wierzchowce i pojazdy, na które możemy wsadzać swoich piechurów, a nadto interfejs użytkownika, o którym poniżej.
Jak już wspomniałem, mamy trzy kampanie oraz tryb multiplayer do wyboru. Każda podzielona jest na poszczególne misje, których jest kilkanaście. Jak to z misjami w RTSach bywa, głównie chodzi o fizyczną eliminację wroga wraz z jego zapleczem logistycznym. Mamy dwa rodzaje celów – pierwszo- i drugoplanowe. Te pierwsze to wspomniana demolka, którą ukończymy dany etap, konieczność zachowania przy życiu bohatera/bohaterów oraz budowla danego obiektu (np. kopalnia złota). Cele podrzędne to takie drobnostki jak choćby wykurzenie kilku rebeliantów z wioski, zebranie danej ilości pożywienia i inne.
Podczas zabawy (o ile można tak nazwać krwawe starcia) pojawiają się nowe, wynikające z akcji cele. Ot, spotykamy wodza nubijskiego plemienia, który deklaruje dołączenie do nas, jeśli pomożemy mu w walce z innym wodzem – i już jest nowe zadanie. Zadań drugorzędnych nie musimy wypełniać, dlatego też dróg do celu jest kilka – sami decydujemy o tym, czego się podejmiemy, a czego nie.
Nasze armie lądowe składają się generalnie z trzech typów wojsk: piechota, kawaleria (mam tu na myśli wszystko, co ma cztery nogi i na co da się wsiąść) oraz strzelcy (procarze, łucznicy, itp.). Ci ostatni mogą się stać języczkiem u wagi starcia – jeśli nimi dobrze pokierujemy. Jeden procarz ledwie draśnie wrogiego bohatera, lecz jeśli kamienie ciśnie naraz kilkunastu procarzy – o, tutaj sytuacja staje się dla niego mniej ciekawa. Nadto plusem walczących na dystans jest zdolność do strzelania z wykorzystaniem niedostępnego terenu – mogą choćby bezkarnie razić wrogów stojących po drugiej stronie przepaści. W późniejszych etapach mamy do dyspozycji machiny miotające – katapulty i podobne, które po prostu masakrują (zwłaszcza, jeśli jest ich kilka i mierzą w ten sam cel).
Zaczynamy skromnie, lecz w trakcie rozgrywki pojawiają się nowe możliwości. W kampanii Spartańskiej (na przykład) w pierwszych dwóch misjach dysponujemy tylko procarzami i piechurami, w trzeciej misji nasi robotnicy otrzymują możliwość budowania stajni, dzięki którym z piechurów zrobimy konnicę, a nadto dostajemy nowy budynek – kuźnię, w której możemy opracowywać ulepszenia pancerzy i oręża. Gra jest skonstruowana w ten sposób, aby wprowadzać nowe budowle i oddziały stopniowo, bez pośpiechu. Samouczka nie ma, więc zawsze to coś.
Sposób sterowania oddziałami kojarzy mi się z Paraworld dlatego, iż mamy na interfejsie okienka z poszczególnymi członkami naszego stronnictwa lub – jeśli jest ich zbyt wielu, aby tam pomieścić – podzielonych na grupy wedle formacji. Dzięki kliknięciu na ikonkę (np. piechura) widok błyskawicznie centruje się na nim, zaś gdy walczy, miga na czerwono. I to lubię, ponieważ mam pełną kontrolę nad swoim wojskiem oraz wiem kto, gdzie, kiedy i z kim.
Mamy też wygodną opcję patrolu, do którego możemy wyznaczyć naszych ludzi. Będą oni przemierzać tam i z powrotem wskazany obszar, strzegąc go przed wrogiem – gdy ten ukaże się na horyzoncie, przypuszczą na niego atak. Jednak w niektórych przypadkach SI zawodzi i moi ludzie starają się nieraz dotrzeć do wskazanego wroga dość dziwną, okrężną drogą. Nie jest to jednak na tyle duży minus, aby popsuć przyjemność z całej zabawy. Większy to taki obrazek, że jeśli wysyłamy np. procarza na drugi koniec mapy, zignoruje on napotykanych po drodze wrogów, choćby ci walili do niego z wszystkiego, co mają pod ręką. Zdecydowanie w niektórych aspektach SI przydałoby się dopracowanie. W niektórych – podkreślam. W innych sytuacjach zachowuje się należycie – gdy jeden członek naszej bandy jest atakowany, pozostali bez rozkazu ruszają mu z odsieczą. Podobnie jest, gdy wróg atakuje budynek – jeśli dzieje się to w polu widzenia naszych, nie będą patrzeć na to obojętnie, jak miało to miejsce choćby w Królu Nazguli.
Video i audio
Wielkim plusem gry jest jej grafika oraz animacje. Zarówno elementy terenu jak też i postaci dopracowane są w najdrobniejszych szczegółach. W walce zabijani wojownicy padają w skurczach, zwłoki staczają się bezładnie po zboczach, trafieni strzałami lecą w tył. Gdy oddział stoi, wojacy zaczynają się nudzić – ten usiądzie sobie, tamten podrzuci pałkę, inny pozwala swemu koniowi podgryzać trawkę. Zgrzyt moich zębów wywołuje zawsze – niestety w tym przypadku także – znikanie zwłok.
Możemy przybliżać każdy budynek i przyglądać się krok po kroku pracy robotników. Ba, widać nawet, co porabiają we wnętrzach – na przykład kopalni złota czy rzeźni. Jedyny minus to fakt, iż gdy budynek jest atakowany (co polega na ciskaniu płonących pochodni przez agresorów), robotnik pracuje jak gdyby nigdy nic. Jeśli nie przerwiemy niszczenia obiektu – padnie trupem wraz ze swym stanowiskiem pracy.
Dalej pochwalić muszę Playlogic za teren – biegnący przez brody rozpryskują płynącą wodę (przy okazji – pamiętacie...? J), z potrącanych drzew lecą liście, w gęstwinie przebiegają dzikie zwierzęta, zaś po niebie szybują ptaki – wszystko dopracowane w najdrobniejszych detalach, widać nawet rzucane cienie. Podczas gry nieraz po prostu zatrzymywałem oddział, aby przyjrzeć się, co też poczną moi „poddani”. Za grafikę olbrzymie brawa dla twórców!
Również za ścieżkę dźwiękową burza oklasków – epicka muzyka doskonale oddaje klimat tamtych czasów i przywodzi na myśl takie filmy jak Troja czy też 300.
Podsumowanie
Ancient Wars: Sparta to solidny RTS, który oczarował mnie świetną grafiką. Polecam wszystkim – warto!!!
Plusy:
+ grafika, grafika, grafika
+ muzyka
+ filmiki
+ fabuła
Minusy:
- był trup – nie ma trupa
- niedociągnięcia SI
Ocena ogólna: 8.5/10
Ancient Wars: Sparta
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Eidos
Data wydania polskiego: /2007
Data wydania oryginału: 12/2006
Oryginalna strona gry: Ancient Wars: Sparta
Tryby gry: Single player, Multi player
Dostępna platforma: PC
System operacyjny: Windows XP
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: