Recenzja gry "Hitman: Krwawa Forsa"
I oto wrócił... Najlepszy z najlepszych w branży, którego nikt nie może powstrzymać przed wykonaniem zlecenia. Zawsze na akcję rusza w garniturze, na podorędziu mając kilka rodzajów broni – garotę, pistolet czy karabin snajperski Dragunov. Wiecie już, o kim mówię? Tak, tak, o Agencie 47. Gościmy go ponownie na naszych komputerach, a co będzie się działo, przeczytacie w tej recenzji.
Jeśli dotąd ktoś jeszcze o nim nie słyszał, niech zajrzy tutaj, gdzie opisywałem poprzednie przygody najsłynniejszego zawodowego mordercy świata. Gra była dość udana, jednak Sztuczna Inteligencja pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Dlatego też z niejakim niepokojem sięgnąłem po nową odsłonę przygód łysego, zastanawiając się: poprawili czy nie? Okazało się, że poprawili, ale częściowo. Jednak nim zacznę narzekać, najpierw trochę się pozachwycam.
Polerujemy łysinę i w drogę
Zaczyna się dość dziwnie, a mianowicie od... pogrzebu Agenta 47. Na nabożeństwie żałobnym siedzą różne dziwne postaci; co się dzieje? Tego nie zdradzę, powiem tylko, że w grze wydarzy się naprawdę dużo. Zaczynamy od misji treningowej. Otóż w Wesołym Miasteczku zdarzył się wypadek. Diabelski młyn runął, śmierć poniosło wiele osób, w tym dzieci. Widzimy to na własne oczy i powiem szczerze, takie widoki zawsze sprawiają, że ciarki przechodzą mi po plecach. Raz – mam lęk wysokości, dwa – sytuacja jest naprawdę dramatyczna.
Zaraz będzie surprise!
Wina spada na właściciela przybytku, Josepha „Swing Kinga” Clarenca. Udaje mu się jednak wybronić od zarzutów, choć wesołe miasteczko zostaje zamknięte. Clarence wchodzi w kontakt z półświatkiem i zmienia je na ukrytą wytwórnię narkotyków. Komplikuje to nieco Agentowi sytuację, gdyż będzie się tam kręcić wielu „żołnierzy” jednego z bossów. A Swing King to jego cel numer jeden (w tej odsłonie). Cóż, klient zapłacił, zadanie trzeba wykonać. Jest to jednak ledwie uwertura przed mroczną symfonią, jaką będą dalsze misje.
ICA – zwana dalej Agencją, macierzysta organizacja Agenta 47 – ma dość poważny problem. Ktoś eliminuje systematycznie innych Agentów. Wojna pomiędzy killerskimi agencjami sięga apogeum i wydaje się, że tajemniczy wróg zyskał przewagę, gdyż kontakt 47 z ICA urywa się nagle a niespodziewanie. Agent może jest i tylko klonem, lecz klon również chce żyć. Dlatego przenosi się do innego kraju, aby tam zarabiać tytułową Krwawą Forsę.
Wybuchowo
Możliwości jest wiele
Pochwalić twórców gry trzeba za to, iż Agent 47 dysponuje coraz to lepszymi umiejętnościami survivalu, co znacznie zwiększa jego szanse na przeżycie. Już nie tylko przywali z ręki, zdejmie ze snajperki i podkradnie się, aby udusić garotą. Teraz jeszcze rozbroi przeciwnika, jak trzeba da mu „z bańki” na sen. Nadto ćwiczył zabawy z garotą i może powiesić kogoś, kto ma pecha znajdować się pod nim (co praktykujemy już w pierwszej misji, zabijając w ten sposób – ups, przepraszam, prawdziwy fachowiec nie zabija, a „eliminuje” lub „oczyszcza” pomieszczenia – strażnika w windzie. Agent 47 wyćwiczył się też w rzucaniu nożem i braniu zakładnika, czyli osłaniania się żywą tarczą. Dobrym sposobem na odwrócenie od naszej łysej osoby podejrzeń jest wypchnięcie ofiary za okno, co pozoruje samobójstwo. A oprócz tego to, co znamy i z poprzednich odsłon – wspinanie się, wchodzenie/wychodzenie oknami, przebieranki + chowanie ciał, pogaduszki i podglądanie. Cóż, trzeba przyznać, że naprawdę profesjonalny zestaw umiejętności. I wszystkich możemy użyć, gdyż Hitman daje duże pole do popisu w aspekcie eliminowania wrogów.
Oczywiście im ciszej i bez śladu, tym lepiej. Prawdziwy ekspert nie zostawia po sobie śladów. I świadków. Gdyby jednak poszło nie całkiem super, stracimy trochę kasy. Na co? Choćby na odzyskanie pozostawionych na miejscu zbrodni przedmiotów Agencji czy choćby garnituru Agenta. Mało tego, rozgłos jest niepożądany, a uciszanie świadków kosztuje. Szczególnie droga kosztuje zabicie stróża prawa – należy tego unikać, bo jeszcze dopłacimy do interesu. Musimy też bacznie patrzeć, czy na terenie akcji nie ma kamer przemysłowych. Jeśli zostaniemy na nich uchwyceni, trzeba będzie połazić po pomieszczeniach i znaleźć pokój ochrony, tam zaś pozabierać nagrania.
Bez litości dla postronnych
Grafika
Seria Hitman przyzwyczaiła nas do dobrej jakości grafiki, nie zawiedziemy się i tutaj. Lokacje, które zwiedzamy, wyglądają realistycznie. Na przyjęciu kręci się masa osób, słychać gwar rozmów, muzykę, itp. Czuć, że wszystko wokół żyje, jednak po raz kolejny mamy masę klonów (i nie mam tu na myśli Agentów z ICA). W każdej misji jest kilka typów postaci, które wyglądają jak bliźniacy. Wszyscy strażnicy mają taki sam ubiór, broń, twarz. Przechodnie podobni co do jednego. Ech, czy kiedyś doczekam się czasów, że każdy spotkany człowiek na wirtualnej ulicy będzie naprawdę inny?
Pomijając „klonizm”, gra zachwyca bogactwie szczegółów i detali; co bardziej spostrzegawczy gracze znajdą kilka smaczków, jak choćby leżące tu i ówdzie grube katalogi gier EIDOS. Grafika cieszy oko, zaś ucho muzyka skomponowana przez Jespera Kyda (tak, tak, to w tej chwili nazwisko-marka), a wykonywana przez orkiestrę symfoniczną z Budapesztu. No i ten charakterystyczny głos naszego łysola (ciągle podkładany przez Davida Batesona)...
Będzie wesoło, pełno trupów wokoło
Kilka ulepszeń
Przed każdą misją (kontraktem) zakupujemy sprzęt do wykonania go. Ceny są różne, od niskich po horrendalnie drogie, lecz jak mówi motto biznesu: aby zarobić, trzeba zainwestować. Inwestujemy więc w dobrą broń, a nadto pojawiła się opcja zakupu kilku przydatnych do niej gadżetów, jak choćby tłumika czy lepszej lunety. Mamy też całą paletę innych przedmiotów, jak choćby wytrychy czy opatrunki. Nasze szanse rosną, jednak nadmiar nigdy nie jest dobry, więc bez przegięć. Nie weźmiemy czterech karabinów, snajperki i shotguna na raz.
Opcja ulepszeń broni przydaje się, szczególnie jeśli chcemy kogoś zabić tradycyjnie, czyli strzałem. Dzięki tłumikowi nikt się nie zorientuje, gdyż nie będzie hałasu. To się nazywa prawdziwie profesjonalna robota. Albo ładunek wybuchowy – montujemy np. na lice trzymającej dekorację, odchodzimy i odpalamy. Trupy pewne, ale nikt nas nie podejrzewa.
W Krwawej Forsie mamy także dwa rodzaje widoku (nie licząc patrzenia przez lunetę Dragunova). Pierwszy – tradycyjny dla serii TPP, drugi – FPP. Jednak FPP tylko wtedy, gdy poruszamy się po terenie, który nie wymaga od nas np. wspinaczki. Wówczas kamera wraca do TPP i wpływu na to nie mamy żadnego.
On biegnie po Ciebie
Sztuczna Inteligencja
Najbardziej rażące błędy poprawiono, jednak nie uniknięto kilku wpadek. Nie chodzi nawet o zachowanie niezależnych postaci, a realizm. Zdarzyło mi się, że strzeliłem komuś prościutko w głowę (no dobra, to była kobieta), a tu nic. Drugi raz – to samo. Trzecia kula załatwiła sprawę. Cóż... Zmilczę. Co innego mi zostaje???
Podsumowując
Gra bardzo udana. Wciąga i kontynuuje sagę o Agencie 47, zaś poziom grywalności stoi na bardzo wysokim poziomie. Błędy SI błędami, ale rozrywka wciąż przednia. Polecam gorąco. Tyle na dziś, mam jeszcze jedno zlecenie... Gdzie ten tłumik?!
Plusy:
+ kontynuacja serii
+ fabuła
+ ulepszenia
+ grafika
+ muzyka
Minusy:
- SI
Ocena ogólna: 9/10
Hitman: Krwawa Forsa
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Eidos
Data wydania polskiego: 25 sierpnia 2006
Data wydania oryginału: 5/2006
Oryginalna strona gry: Hitman: Blood Money
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows XP, Windows 2000
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: