Recenzja gry "Operation Flashpoint: Edycja Platynowa"

Od dawien dawna zajmuje się FPS`ami i moje serce radowało się na wieść, że ponownie przyjdzie mi zagłębić się w świat Operation Flashpoint. Owa gra to jeden z dwóch tytułów pretendujących do miana: najlepszy symulator żołnierza. Drugim tytułem jest America`s Army: Operations. Na czym polega magia Operation Flashpoint? Przyjrzyjmy się bliżej konflktowi na archipelagu Malden.

Dzień pierwszy: zakwaterowanie

Znakomitym stwierdzeniem otwierającym te zapiski byłoby: 'Veni! Vidi! Vici!'. Jednak ma się nijak do mojej sytuacji. Pzybyłem do koszar zwanych PC i natychmiast postanowiłem znaleźć sobie jakieś miejsce. Z tym nie było większych problemów. W zaciszu twardego dysku zająłem wyznaczone dla mnie 900 MB. Tylko dowódca sprawiał problemy podczas odprawy. Najpiew stwarzał problemy przy identyfikatorzy nazywamy tutaj CD-Key. Ciągle krzyczał, że źle wpisuje swoje dane. W końcu okazało się, że ID należy podać identycznie jak był wpisany na kartce. A, że jestem leniuchem, pisałem go z małych liter. Podczas szykowania sobie własnego kąta słyszałem rozmowy wojskowych. Z różnych stron dobiegały głosy zarówno angielskich żołnierzy jak i przeciwnej strony, czyli Rosjan. Ogólnie instalacja przebiegała bezproblemowo, nie licząc wspomnianego incydentu z CD-Key`em.

Dzień drugi: aklimatyzacja

Jedni zwą to aklimatyzacją, inni dostosowaniem. Mowa o sterowaniu i ustawieniach. Było się czym zajmować. Obłożenie klawiszy jest początkowo ciężkie i niewygodne. Można szybko doznać kontuzji i wylądować w szpitalu polowym z palcami niezdatnymi do naciśnięcia spustu. Dostosowanie sterowania może zająć dużo czasu, gdyż każda funkcja wydaje się być ważna. Zdarza się, że podczas gry poprawiamy elementy sterowania, ponieważ nie są zbyt funkcjonalne. Z ustawieniami dotyczącymi krajobrazów i szczegółów miejsc naszego pobytu jest zdecydowanie łatwiej. Dzięki konfiguracji program sam dostosuje się do naszych możliwości sprzętowych. Konfiguracja grafiki przebiega wyjątkowo łatwo i przyjemnie. Przy przedzieraniu się przez kolejne menusy opcji i ustawień jesteśmy raczeni ciekawie wyglądajacym interfejsem. Wszystkie ustawienia wewnątrz gry dobieramy na ekranie laptopa, który możemy ustawić w dowolnym miejscu.

Dzień trzeci: pierwsza misja?

Po zapoznaniu się z możliwościami konfiguracji i wspomnianą już aklimatyzacją w jednostce zwanej Operation: Flashpoint, przyszedł czas na pierwszą misję. Naszym alter ego będzie żołnierz. Zwykły, pospolity wojak. Fabuła jest prosta: na archipelagu Malden dochodzi do głosu frakcja buntowników, którym zależy na kontynuacji zimnej wojny pomiędzy wujem Samem a Wielkim Bratem. To właśnie graczowi przyjdzie zmierzyć się z buntownikami i przynieść pokój w wiosce, mieście, państwie, na archipelagu, na tej półkuli, na świecie, we wszechświecie... Może jednak trochę mnie poniosło. Oczywiście nie będziemy walczyć sami, ale w początkowych misjach możemy zapomnieć o wsparciu. Zwłaszcza, że pierwszą zaczynamy na... przystanku autobusowym czekając na nasz transport do biura. Ilość elementów interaktywnych jest całkiem spora. Stojąc na owym przystanku możemy przejrzeć rozkład jazdy, porozmawiać z ludźmi. Jedynym mankamentem jaki dostrzegłem jest brak drzwi... Widać biedny ten archipelag – stać ich na spore budynki i osiedla, ale o drzwiach zapominają. Wszystkie miejsca do których możemy wejść pozbawione są tego elementu codziennego życia. Na autobus trzeba było czekać stanowczo za długo, więc pierwsza misja poszła w odstawkę, a zastąpiły ją misje pojedyncze.

Popołudnie dnia trzeciego: “Naprzód!”

Początkowo przyszło mi zdecydować, którą z pojedynczych misji będę się starał wykonać. To trafne określenie, gdyż misje są dość trudne. Sprawa ma się tak przez chęć jak najlepszego odzwierciedlenia rzeczywistości. Realizm stanowi zarówno zaletę jak i wadę gry. To dzięki niemu poczujemy się niczym prawdziwy żołnierz na wirtualnym polu bitwy. I dzięki niemu będzie klnąć, niczym w słynnej “Kawalerii powietrznej”. Ale zacznijmy od początku.

Kiedy już zdecydujemy się na jedną z wielu misji do wykonania, udamy się na ekran służący za odprawę. Możemy tutaj zapoznać się z położeniem naszych celów, miejscem startu, drogą. Na mapie możemy zaznaczać własne punkty i tworzyć do nich opisy, co później ułatwia orientacje na misji. Obok mamy znajdziemy notes, który okaże się kolenym menu. To właśnie w nim przyjdzie nam wybierać 'skazańców' na dane zadanie. Również tutaj ustalimy ich ekwipunek począwszy od broni podstawowej, a skończywszy na ilości zapasowych magazynków. Kiedy przebrniemy przez odprawę, lądujemy na naszym miejscu startowym. I zaczyna się nasza przygoda. Pierwsze co rzuca się w oczy to niezbytdobra grafika. Mała ilość szczegółów i polygonów przeznaczonych na obiekty widać na pierwszy rzut oka. Czas nie obszedł się łaskawie z grą Codemasters. Zdecydowanie lepiej jest z dźwiękiem. Odgłosy otoczenia są realne i nie wysuwają się na pierwszy plan. Zawsze są gdzieś w tle. Również nie można złego słowa powiedzieć o odgłosach strzałów i okrzykach. Ciekawostką jest, że po zbyt długim sprincie nasz oddech potrafi zagłuszyć wszystkie te elementy.

Jak już wspomniałem nie walczymy sami. Nasi towarzysze broni sprawdzają się świetnie, widać, że AI trzyma poziom. Możemy wydawać im proste polecenia, dzięki czemu nie musimy wszystkiego robić sami i nie musimy się obawiać o nasze tyły lub rozpoznanie. Niestety, od kulek przeciwnika padają jeszcze szybciej niż my. I tutaj napotykamy najważniejszy i najsilniejszy opór podczas wykonywania misji: REALIZM. Niemal każdy pocisk w tej grze jest śmiertelny. Wyjątki stanowią rany kończyn dolnych. W sytuacji, kiedy napotykamy przeciwnika, mamy niewiele czasu na reakcję (chyba, że używamy snajperki – hehehe). I zazwyczaj to nasz przeciwnik jest szybszy w podejmowaniu decyzji. Sprawa komplikuje się dodatkowo, kiedy do akcji wkaracza ciężki sprzęt, czyli czołgi, wozy terenowe, ciężarówki. Stopień komplikacji jest równy, niezależnie od strony, do której dany sprzęt należy. Tak, tak – przyjdzie nam usiąść za sterami kilku typów pojazdów. Począwszy od zwykłych jeep`ów, poprzez czołgi i ciężarówki, a skończywszy na myśliwcach i helikopterach.

Noc dnia trzeciego: “Co tak długo, żołnierzu?”

Zróżnicowane cele misji stanowią niewątpliwy atut gry. Zniszczenie konwoju, zlikwidowanie oficerów i wiele innych, które czekają na Gracza. W momencie, gdy uporamy się z buntownikami, możemy rozpocząć przygodę z jednym z dwu dodatków, które znajdują się w pakiecie. W wydanej przez Cenega Poland wersji otrzymujemy dodatkowo Operation: Flashpoint Resistance i upgrade do wersji Gold, która zawiera dodatkowe misje. Słowem: dla chętnych do wirtualnej wojaczki wszystko podane na złotej tacy. Jedynie zakończenia zadań rozczarowują. Jeśli już natkniemy się na cut-scenkę, to jest ona robiona na engine`ie gry. O jakość grafiki już się wypowiadałem, więc nie będę powtarzał jak to wygląda. Zazwyczaj raczeni jesteśmy cytatem kogoś znanego i powiązanego z wojskiem lub działaniami zbrojnymi. Raczej kiepska nagroda za takie męczenie się z realizmem. Plusem jest, iż mamy do czynienia z wersją kinową. Chociaż wielu wolałoby zobaczyć cytaty w ich oryginalnym języku.

Dzień czwarty: do cywila?

Jeśli jesteś osobą, która w FPS`y raczej nie gra, a tę grę chcesz potraktować jako wstęp, to możesz sobie podarować. Jeśli natomiast na shooterach połamałeś sobie ręce i dysponujesz dobrym refleksem, tudzież zmysłem taktycznym, ta gra jest dla Ciebie stworzona. Jednak ogólne wrażenie psuje niezbyt dobra, jak na dzisiejsze czasy, grafika. Pozdrowienia dla cywilów – ja wracam w świat Operation Flashpoint.

Plusy:
+ realizm (dla doświadczonych graczy)
+ różnorodność misji
+ dźwięk
+ AI
+ wykorzystywanie sprzętu
+ kinowe spolszczenie
+ Operation: Flashpoint + Resistance + Op: Flashpoint Gold Upgrade

Minusy:
– REALIZM (dla początkujących)
– grafika
– obłożenie klawiszy

Ocena ogólna: 8/10
Operation Flashpoint Edycja Platynowa
Wydawca polski: Cenega Poland
Tryby gry: Single player, Multi player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP, Windows 98
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne