Recenzja gry "Warhammer: Dawn of War - Dark Crusade"

Są takie światy, gdzie wojna nigdy się nie kończy. Jednym z nich jest niewątpliwie uniwersum Warhammera 40 000. Tu mieszkańcy pokój znają tylko z legend sprzed wieków. Na pewno nie jest to sytuacja do pozazdroszczenia dla mieszkańców wszystkich planet tego świata. Jednak dla graczy komputerowych jest to dobra wiadomość. Póki tam trwa wojna to my bawimy się dobrze przy naszych monitorach.

Mroczna Krucjata
Dark Crusade to samodzielny dodatek do jednej z najlepszych strategii czasu rzeczywistego w jakie grałem, do Dawn of War. Moim zdaniem Dawn of War to najlepszy RTS od czasów Starcrafta i najprawdopodobniej długo nam przyjdzie poczekać na godnego następcę. Twórcy gry, mając kurę znoszącą złote jajka wykorzystują to cały czas. Ja tam uważam, że słusznie. Będę grał w dodatki do Dawn of War póki będą wydawane.

No, ale gdzie tym razem wstanie świt wojny?

Dark Crusade opowiada o konflikcie na planecie Kronus. To właśnie tam, po tysiącach lat uśpienia przebudziła się rasa Necronów, to właśnie tam Tau postanowili zatrzymać zło obudzone na pustyni i wreszcie to właśnie tam w całe zamieszanie wdało się jeszcze pięć innych ras powodując konflikt na globalną skalę. Wojnę, która wybuchła na Kronusie kronikarze nazwali Mroczna Krucjatą.


Nekromanci i Mangowi Indianie
W Dark Crusade pojawiają się dwie nowe strony konfliktu, są to wymienieni już przeze mnie Tau i Necroni. Z tego co widziałem na forach internetowych większość fanów Dawn of War krytykowała taki właśnie wybór nowych ras dostępnych w dodatku. Krytykowano zwłaszcza wybór Tau, którzy mają opinie najmniej popularnej armii w uniwersum „Czterdziestki”. Też uważałem, że Mroczni Eldarzy lub Tyranidzi byli by lepszym pomysłem. Jednak Tyranidów ponoć nie udźwignie silnik graficzny gry. No cóż szkoda, może w drugiej części gry się doczekamy.

Musze jednak przyznać, ze nowe rasy wypadają lepiej niż się tego spodziewałem. O ile Tau nie są niczym szczególnym to Necroni okazali się trafnym wyborem. To naprawdę klimatyczna rasa doskonale wpasowująca się w realia systemu.


Pewnie mi się oberwie za „mangowych Indian”, ale właśnie tak mi się kojarzą szlachetni Tau. Mam do nich jakąś awersje po „Fire Warrior”. Oczywiście Dark Crusade daleko do tamtej beznadziejnej produkcji, ale jak mówią psychologowie: zły dotyk boli całe życie. Tym razem Tau spisują się o wiele lepiej. Ich sposób walki zbliżony jest trochę do Eldarów. Są tu wyspecjalizowane jednostki i małe grupki „komandosów”, którzy doskonale sprawdzają się w szybkich rajdach na bazy wroga.

Dla równowagi Necroni reprezentują zupełnie odmienny styl prowadzenia działań wojennych. To powolna i bardzo wytrzymała armia. Wzorowana jest na undeadach ze światów fantasy. Odczucie to zostaje powiększone, gdy po raz pierwszy zdajemy sobie sprawę, że martwi Necroni mogą wrócić do życia.

Obie nowe rasy doskonale wpasowują się w konflikt. Są zbilansowane i gra nimi przynosi kupę zabawy (jednak mimo uprzedzeń dobrze grało mi się Tau). Stare rasy też dostały prezenty w tym dodatku. Każda ze starych armii wzbogacona została o nowe jednostki, dzięki którym nowe rozgrywki w trybie multiplayer mogą zaskoczyć.

Jeśli już mowa o trybie multiplayer, to dostajemy całkiem sporą liczbę nowych, ładnych i co najważniejsze grywalnych map.


Battlefield: Kronus
Nowością jest tez teren, na jakim toczy się rozgrywka. Tym razem kampania nie będzie szeregiem liniowych bitew. Uruchamiając kampanie zobaczymy mapę planety podzieloną na obszary. Tylko od nas zależeć będzie gdzie uderzymy i którego przeciwnika będziemy chcieli wyeliminować w pierwszej kolejności, a któremu możemy pozwolić na początkowe militarne sukcesy. Przeciwnicy mogą oczywiście kontratakować, tak więc możemy być zmuszeni wiele razy toczyć bitwy o jedną prowincję i to z różnym przeciwnikiem.

Tryb „strategiczny” jest bardzo uproszczony. Wybieramy prowincje i atakujemy. Możemy też budować garnizony do obrony prowincji, które już zdobyliśmy. Dodatkowo niektóre z prowincji zawierają dość istotne bonusy (np.: port lotniczy, pozwalający atakować dowolną prowincję). Mają one na tyle istotne znaczenie, że walka o nie na pewno będzie jeszcze bardziej zażarta. Kronus jest planetą posiadająca wiele stref klimatycznych. Tak więc walki będziemy toczyć zarówno na lodowych pustyniach jak i w dusznej dżungli.

Taki sposób rozgrywki na pewno wydłuża grę. Kampania dla pojedynczego gracza jest dłuższa zarówno od tej z podstawowej wersji Dawn of War, jaki i z Winter Assalut. Jeśli do tego dodamy, że kampanie można przejść dowolną rasą daje nam to spory czas gry.

Niestety luźna struktura kampanii sprawia, że większość misji jest monotonna. Nie zmienia się wiele niezależnie od rasy, którą prowadzimy do boju. Wyjątkiem są misje gdzie atakujemy główną twierdze wroga. Te misje są doskonale zaplanowane i ciekawe. Szkoda, że jest ich tak mało.


Barwy wojenne i odgłosy bitewnych bębnów.
Graficznie i muzycznie gra się nie zmieniła. Nadal stoi na tym samym wysokim poziomie. Pewnie dla wielu młodych graczy nie są to jakieś fajerwerki ale dla mnie sprawdza się doskonale. Nie miał bym nic przeciwko jakby kolejne produkty spod znaku Dawn of War korzystały z tego samego silnika graficznego. Gra się fajnie, a przynajmniej nie wymagałoby to modernizacji komputera.

Muzyka doskonale pasuje do tego, co obserwujemy na ekranie. Doskonale też sprawdzałaby się na militarnej sesji RPG.
O lokalizacji nie ma co za wiele pisać. Każdy, kto grał w poprzednie części gry wie, że była ona zrobiona bardzo dobrze. Nawet spolszczenie nazw własnych nie kłuje w oczy. Nazwy te zostały bowiem przetłumaczone z zachowaniem klimatu, jaki towarzyszy nam przy rozgrywce w oryginalna wersje gry. Lokalizacja została oczywiście zrobiona w sposób kinowy, co jak powtarzam z uporem maniaka powinno być standardem i jest o wiele lepsze od lokalizacji pełnej.

Przy okazji recenzji Winter Assalut narzekałem, że twórcy nie pokusili się o zrobienie nowego intra do dodatku. Tym razem nie mam się czego czepiać. Intro jest, i jest dobre. Nie dorównuje, co prawda filmowi z pierwowzoru jednak ideał ciężko pobić.


Warto znów iść na wojnę?
Moim zdaniem warto. Dark Crusade to dobry dodatek. Na pewno lepszy i ciekawszy niż Winter Assalut. Do tego jest to dodatek całkowicie samodzielny, dzięki czemu Dawn of War na pewno zyska nowych fanów.

Dla mnie seria Dawn of War to najlepszy RTS na rynku. Company of Heroes jest jego udanym klonem, ale tylko klonem. Tak więc, mimo że Dark Crusade dostaje o jeden punkt niższą ocenę, to i tak uważam go za bardziej przełomowy i ciekawszy od Company of Heroes. Poza tym należy pamiętać ze to tylko dodatek. A więc wierni fani dostają w swoje łapki kolejne misje i rasy, kolejne pola bitwy i kolejne godziny, które mogą z uśmiechem spędzić przy monitorze. Ci, którzy jakimś cudem jeszcze nie mieli przyjemności obcowania z Dawn of War, kupując ten dodatek dostają pełnoprawną grę, której nic nie brakuje… a jak się im spodoba to pewnie kupią też poprzednie części.

Plusy:
+ więcej Dawn of War
+ dwie nowe rasy
+ tryb „strategiczny”
+ siedem armii
+ nie wymaga wersji podstawowej

Minusy:
- Zamiast Tau mogła by być inna rasa
- Mało skryptowanych misji w trybie single

Ocena ogólna: 8/10
Warhammer 40.000: Dawn of War - Dark Crusade
Wydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: THQ
Data wydania polskiego: 10 listopada 2006
Data wydania oryginału: 9/2006
Tryby gry: Single player, Multi player
Systemy operacyjne: Windows XP, Windows 2000
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne