Recenzja gry "Vivisector: Dusza Bestii"
Vivisector, czyli dzikie Zoo na wyspie.
Do sklepów trafiły niedawno nowe tytuły z serii Rewolucja Cenowa, wydanej przez Cenegę. Seria ta charakteryzuje się tym, że za małe pieniądze można nabyć grę naprawdę dobrą. Tak było do tej pory. Czas sprawdzić, czy Vivisector także daje się podciągnąć pod te określenie.
Opisywana gra jest FPS’em, który stara się naśladować rozmach, wielkość i klimat Far Cry’a. Już z góry powiem, że do tego jest mu daleko, jednak najbardziej rzucające się w oczy podobieństwa to plansze: wyspa, wielkie przestrzenie, góry, monumentalne budowle, oraz panujący klimat. Tak jak w FC, także w Vivisector naszymi wrogami będą ludzie i potwory. Tym razem jednak stwory przeważają. Ale po kolei:
Fabuła gry opowiada historie pewnego żołnierza, który na wyspę trafia nieprzypadkowo. Oczywiście on o niczym nie wie i dopiero przechodzenie kolejnych poziomów powoli odsłania tajemnicę. Wyspa opanowana jest przez hordy zbuntowanych zmutowanych zwierząt takich jak lwy ziejące ogniem, hieny z karabinami plazmowymi, czy bizony z shootgunami.
Zróżnicowanie wrogich stworzeń jest spore i zmienia się wraz z postępami w grze. Czym dalej, tym przeciwnicy są lepiej wyposażeni, inteligentniejsi i bardziej niebezpieczni. Gra robi się trudna dopiero pod sam koniec.
Zasada rozgrywki jest raczej prosta. Idziemy od punktu do punkty. Wszystko zaznaczone jest na mapie. Czasem trzeba chwilkę pomyśleć, lub poszukać jakiejś dźwigni, ale zagadki logiczne nie są trudne. Tak samo się ma z elementami zręcznościowymi, gdzie trzeba przeskoczyć coś, lub odpowiednio szybko przebiec przez zamykające się drzwi. Najczęstszym sposobem na popchnięcie gry do przodu jest wybicie wszystkich wrogów. Słowem: lajcik.
Kończyny do góry, bo strzelam...
Mapy, na których przyjdzie nam walczyć są spore, rozmaite klimatycznie, lecz nieco nudne. Zielone łąki, lasy, góry. Kopalnie, zabudowania laboratoryjne, pędzący pociąg. Górzysty zaśnieżony teren, sterowiec, podwodna placówka naukowa… itp. Dla graczy przygotowano aż 24 plansze. Czym dalej w grze tym etapy robią się krótsze, ale i tak na Vivisector trzeba poświęcić jakieś 16 godzin. To bardzo wiele jak na dzisiejsze standardy. Niestety po tych 16 godzinach gra idzie na półkę, ponieważ nie oferuje żadnego innego trybu gry.
W stosunku do innych gier Vivi traci na małej złożoności plansz. O ile są one duże, to większość z nich przemierza się ot tak sobie idąc do przodu. Mało na nich obiektów, wnętrza budynków są puste i monotonne. Obecność fizyki możemy odczuć jedynie na beczkach i skrzyniach. Tych drugich jest w grze multum, a w każdej możemy coś znaleźć: apteczke, amunicje, a nawet broń. Skrzyniami tymi da się rzucać, ale ich lot wygląda jakbyśmy byli na księżycu. Lecą powoli i daleko… czasem potrafią jednak zapaść się pod ziemie po dotknięciu.
Znikająca pod powierzchnią ziemi skrzynka to nie problem. Zdarzyło mi się kilka razy, że zapadłem się sam… a raz zapadł się boss, z którym miałem walczyć. Dobrze, że jako zapobiegliwy gracz dość często robię zapisy stanu gry, bo inaczej byłbym bardzo zły.
Widzę Cię cwaniaczku...
Plusem tytułu jest znaczne zróżnicowanie arsenału. Mamy tu cały przekrój broni od pistoletu, przez shootguny, różne karabiny maszynowe, snajperskie. Wyrzutnie rakiet, działo, bronie energetyczne, na poczciwych granatach kończąc. Przekrój spory. Każda broń ma swoje zalety i wady. Z amunicją problemów nie ma, także ze strzelania jest wiele radości.
Inteligencja wrogów jest średnia. Niekiedy potrafią oni się schować, podbiec, pokombinować, częściej jednak lecą na przód i błyszczą. Dobrze, że atak na nas może być bardzo różny. Gracz jest, bowiem ostrzeliwany w różnych broni – zdąża się nawet goryl z moździerzem. Są też stwory atakujące bezpośrednio – pazurami, czy gryzieniem, a także zianie ogniem. Co jakiś czas trzeba pokonać bossa. Są oni wyjątkowo „fajni”, lecz nietrudni do zabicia.
Ciekawostką jest możliwość ulepszania swoich umiejętności, jednak oprócz zwiększonej ilości energii, zmiany trudno jest zauważyć.
Burda w przedpokoju...
Grafika gry jest na bardzo nierównym poziomie, ale trzeba przyznać, że wygląda raczej nieciekawie. Mało szczegółowe obiekty, średnie tekstury, nie za dobre efekty specjalne. Czasami dobrze wygląda niebo, słonce i możliwe do zobaczenia majestatyczne krajobrazy. Na plus można zapisać wygląd stworów i broni. Ciekawe są filmy, które pchają fabułę do przodu. Dźwięk w grze jest na dobrym poziomie, tak samo jak Polskie kinowe tłumaczenie.
Vivisector to gra ciekawa i długa. Nie idealna, posiadająca kilka niedoróbek i średnia technicznie, ale dość grywalna. Za 30 zł jestem w stanie ją polecić miłośnikom FPSów. Ale uwaga: rewelacji nie będzie!
Plusy:
+ długość gry
+ duze mapy
+ spora ilość broni
+ roznorodność wrogów
Minusy:
- średnie wykonanie gry
- miejscowa monotonność
- tylko tryb kampanii
- zapadanie się pod ziemię
Ocena ogólna: 6/10
Vivisector: Dusza Bestii
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: 1C
Data wydania polskiego: 19 stycznia 2006
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP, Windows 2000, Windows 98
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: