Recenzja gry "Tajemnica Zaginionej Jaskini"


Recenzent odmawia stworzenia tekstu na temat gry Secret of the Lost Cavern: Tajemnica zaginionej jaskini. Mówi, że jego przeznaczeniem jest malowanie fresków. Twierdzi, że zostaje na zawsze w jaskini. Mamrocze coś o jakichś obrzędach...

Twórcy gier komputerowych osadzali już fabuły swoich produktów chyba we wszystkich możliwych okresach historii. I tak na rynku dostępnych jest całkiem sporo tytułów mających miejsce w czasach starożytnych albo w średniowieczu, nie brakuje gier z akcją w czasach wojen, w okresie nam współczesnym, a nawet w bliższej lub dalszej przyszłości. Nie pamiętam natomiast tytułu, którego akcja toczyłaby się w dalekiej przeszłości.

Panowie z Kheops Studio postanowili to zmienić - akcję jednej ze swoich przygodówek osadzili w paleolicie. Inspiracją ich działania były malowidła znalezione w 1940 roku w jaskiniach południowo-zachodniej Francji, zwanych jaskiniami Lascaux. Tym oto sposobem powstała gra, której recenzję masz właśnie przed sobą, drogi Czytelniku. Jeżeli interesuje Cię dlaczego recenzent tak bardzo utożsamił się z jej głównym bohaterem, to zapraszam Cię bardzo serdecznie do zapoznania się z niniejszym tekstem... do napisania którego po wielu godzinach prania mózgu udało się mnie w końcu nakłonić.

Fabuła gry jest prosta, jak spirala. Nazywasz się Arok i jesteś myśliwym. Pewnego pięknego dnia, ścigany przez głodną lwicę, trafiasz do groty, której malowidła przypominają Ci czasy Twojego dzieciństwa. Spotkałeś się w nim kiedyś z pewnym charyzmatycznym malarzem o imieniu Klem (na nieszczęście historia zna jeszcze jednego charyzmatycznego malarza o imieniu Adolf, nie o nim jednak jest ten tekst – nie zasłużył sobie). Postanawiasz go odszukać. Ogólnie rzecz biorąc historyjka nie zwala z nóg, została ona jednak skonstruowana w sposób poprawny, za co należy twórców gry pochwalić.

SotLC:Tzj – po angielsku ECHO (nie pytaj dlaczego) – została w kraju, w którym mieszkamy wydana w ramach serii The Adventure Colection w atrakcyjnej cenie 59,90. Może i powtórzę po sobie to, co już napisałem przy okazji poprzedniej gry cyklu, tytułu Agatha Christie – I nie było już nikogo, nie mogę jednak nie wyrazić swojego uznania dla dystrybutora, który zdecydował się na takiego uszczęśliwienie przygodówkowiczów – dla firmy IQ Publishing. Dzięki tej jego wspaniałej inicjatywie możemy grać w tytuły, na które w normalnych warunkach – ze względu na koszty sprowadzenia gry z zachodnich sklepów internetowych – nie moglibyśmy sobie pozwolić. Brawo i czekamy na więcej!

- Ja Arok, ty Dżejn

Jak ocenić sposób wydania tej gry w Polsce? Rzekłbym, że jest to całkiem przyzwoity standard. W skład zestawu weszły dwie płyty CD z grą, szesnastostronicowa instrukcja (trochę mało, ale nie za bardzo przychodzi mi do głowy, co by jeszcze można tam napisać), ulotka reklamowa i pudełko typu DVD z kartonową obwolutą. A instalacja? Nie pamiętam – coś ostatnio sporo tych gier instaluję i jakoś nie rozróżniam instalacji jednej gry, od drugiej. To bardzo dobrze. Gra zajmuje natomiast niewiele ponad 1 GB na dysku twardym.


Rajskie menu

Przy pierwszym uruchomieniu gry bez zbędnych ceregieli zostajesz przeniesiony do rewelacyjnie zrobionego menu, w którym oprócz opcji związanych z rozgrywką i technikaliami masz także do wyboru encyklopedię paleolitu. To ciekawe narzędzie będziesz często wykorzystywał w trakcie rozgrywki. Miłą rzeczą jest to, że masz do niego dostęp w dowolnym momencie. Po wybraniu nowej gry natomiast zostaje wyświetlone niebrzydkie intro, po czym zanurzasz się wreszcie w fascynujący świat paleolitu (albo tego, jak sobie go wyobrażają panowie z Kheops i historycy).

Nic nie zastąpi myszki - tak, jak nikt nie zastąpi Ani. Także i w przypadku Jaskini myszka okazuje się niezbędna, gra została bowiem obdarzona jedynie słusznym interfejsem point and click. Rozgrywka przedstawiona została natomiast, jak to niegdyś w przygodówkach edukacyjnych Cryo bywało, z perspektywy pierwszej osoby. Samą grę podzieliłbym na dwie części – pierwsza polega tylko i wyłącznie na rozwiązywaniu przygotowanych przez twórców łamigłówek, druga natomiast zawiera wreszcie tak uwielbianą przeze mnie część dialogową, no i zagadki oczywiście.

- Arok, skąd ty masz takiego dużego...

Zagadki. No właśnie – rzeczony tytuł jest nimi naszpikowany. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem się z tak zrobioną grą przygodową, co nie zmienia faktu, że Jaskinia przypadła mi w tym aspekcie niesamowicie do gustu. Łamigłówek jest jak mrówek i wszystkie są zrobione z sensem. Nie ma czegoś takiego, że ewidentnie widać, że coś jest włożone do gry na siłę. Nie powiem – niekiedy czułem się sfrustrowany próbując po raz kolejny coś ustawić – cóż jednak jest piękniejszego od satysfakcji, kiedy się wreszcie tego dokona? Poziom trudności gry jest tym samym dość wyśrubowany, dlatego jeśli kogoś do szewskiej pasji doprowadziło znane ze stosunkowo łatwego Still Life’a otwieranie zamka, to niech lepiej na tę grę uważa, bo tutaj takie rzeczy spotyka się na każdym kroku.


Krajobraz jaskini

Jednej rzeczy natomiast w Jaskini mi brakuje rozdzielania i łączenia przedmiotów w inventory. Na całe szczęście jest w ogóle coś takiego, jak kieszeń, w której bohater przechowuje różne przedmioty, szkoda jednak, że musi ich używać od razu w takiej formie, w jakiej je znalazł. Tyle dobrze, że zużywa je sensownie i nie musi wykorzystywać pomadek jako pocisków dla broni z czasów wojny po to, żeby przegonić jakieś lafiryndy (mój ulubiony przykład z Runawaya, ale chyba coś pokręciłem). Jeżeli jakiś problem wydaje się Ci za trudny możesz skorzystać ze wspomnianej już encyklopedii albo z dziennika, który prowadzi Arok – wtedy na pewno wpadniesz na to, co trzeba na sobie użyć i co zrobić, żeby posunąć grę dalej. Rzeczy, które można sobie zatrzymać zostały na tyle ładnie wkomponowane w świat gry, że niby nie rzucają się w oczy, a jednak zręczny przygodówkowicz od razu wie, co jest do wzięcia. Pięknie. Ciekawie w grze rozwiązano też kwestię zbędnych przedmiotów, nagromadzonych przez Twojego bohatera w inventory. Na pewnym etapie gry Arok musi ich użyć do przedstawienia pewnej historii – kiedy to zrobi w kieszeni zostaną mu już tylko same potrzebne rzeczy. Fajne.

O liniowości słów kilka. Gra nie pozostawia niestety graczowi żadnej swobody. Jest kilka zadań, które można wykonać wcześniej, niż scenariusz przewiduje, nie wiesz wtedy jednak co łączyć ze sobą, co powstanie ani do czego będzie służyło. Negatywnym skutkiem takiej liniowości jest to, że w przypadku jakiegoś zaćmienia nie będziesz mógł kontynuować zabawy. Szkoda.

Konieczność prowadzenia dialogów pojawia się dopiero w drugiej części gry i nie niesie ze sobą żadnych niespodzianek. Możesz jedynie wykorzystać wszystkie opcje dialogowe, nie dokonujesz żadnych wyborów, nic od Ciebie nie zależy. Można i tak.


Skojarzenia

Coś szybko kończą mi się tematy. No dobrze. Jeszcze jedna kwestia. Tytuł należy do wąskiej, a ostatnio coraz węższej, grupy gier edukacyjnych, czyli tych, które bawiąc uczą, a ucząc bawią, bacząc uwią i uwiąc... no tak jak zwykle się nieco zagalopowałem. Samo obcowanie z Jaskinią pozwala dowiedzieć się wielu rzeczy na temat paleolitu, a już prawdziwą skarbnicą informacji jest wspomniana wcześniej dwukrotnie encyklopedia. Zawsze popierałem tego typu rozwiązania, gdyż można się czegoś nauczyć bez zbędnego ślęczenia nad książkami. Chociaż czytać książki bardzo lubię.

Na koniec zostawiłem sobie największą wadę Tajemnicy zaginionej jaskini. Gra jest nieprzyzwoicie krótka. Na upartego można ją skończyć w cztery, pięć godzin i to bez zbędnego wysiłku, wystarczy być dobrym w rozwiązywaniu łamigłówek. Mnie oczywiście zajęło to nieco więcej czasu, co nie zmienia faktu, że to dużo za mało. Siłą rzeczy lokacji też jest bardzo niewiele, nie wspominając już o skromnej ilości występujących w grze postaci, których jest tylko pięć. Szkoda, bo świat paleolitu jest niesamowicie piękny (o tym za chwilę), a atmosfera, którą tworzy gra bardzo wciąga. O tym, że można się tą grą zauroczyć chyba wystarczająco dobitnie świadczy wstęp do niniejszej recenzji. Rozstanie po tak krótkiej przygodzie jest bardzo smutne.

...byka na fresku

Grafika zwala z nóg i to przy stosunkowo niskich wymaganiach sprzętowych (64 MB RAM? phi! też coś!). Wszystko w Jaskini jest naprawdę piękne – przypuszczalnie malowidła odwzorowują te, które oglądać można we francuskich jaskiniach Lascaux. Animacje stoją na przyzwoitym poziomie. I pomyśleć, że na ten tytuł czekaliśmy prawie cały rok – nic się nie postarzał. Rewelacja!


Powiedz, że nie pięknie

Z dźwiękami nie jest tak rewelacyjnie, ale poprawnie na pewno. Muzyka w tle nie jest zła, ale nie należy raczej do takich, które się nuci po wyłączeniu programu. Znakomicie natomiast buduje atmosferę gry, a to przecież wystarczy.

Polska wersja językowa - po ostatniej wpadce przy okazji Agathy Christie I nie było już nikogo jest już znacznie lepiej. Wychwyciłem trzy nic nieznaczące literówki. Duży postęp! Nie mogę się jednak powstrzymać, żeby nie napiętnować przekłamania, znajdującego się na opakowaniu (przy Agacie też na to zwróciłem uwagę, jednak w tekście nic już nie pisałem dość miałem grze do zarzucenia). IQ Publishing wmawia Ci, drogi Czytelniku, że gra jest wydawana w polskiej wersji językowej. Polskiej, to znaczy, że dźwięk, wydobywający się z głośników jest po polsku to chyba logiczne. Tymczasem nic bardziej mylnego. Dialogi nie zostały przetłumaczone - gra jest zatem wydawana w polskiej KINOWEJ wersji językowej. Nie lubię oszukiwania nie chciało się nagrywać kwestii mówionych, to nie wciskać mi, że się to zrobiło, bardzo proszę.

ECHO: Secrets of The Lost Cavern: Secret of the Lost Cavern: Tajemnica zaginionej jaskini, jakkolwiek by tego tytułu nie nazywać jest niesamowicie piękną i bardzo wciągającą przygodówką z rewelacyjnymi zagadkami. Niestety jest to gra na jeden dzień, w porywach na weekend. Oczekiwałem znacznie dłuższej przygody, ale widocznie zabrakło już twórcom pomysłów albo chęci do pracy. W efekcie gra nie zasługuje na ocenę należną grze wybitnej ani nawet wyróżniającej się. Otrzymuje ode mnie zatem ocenę, należną tytułowi bardzo dobremu. Z niecierpliwością czekam już na kolejną trzecią grę z cyklu The Adventure Colection – Return to Mysterious Island. Jako że grę tę również stworzyło Kheops Studio, tylko nieco wcześniej, mam nadzieję znaleźć w niej to wszystko, o czym pamiętano w Tajemnicy zaginionej jaskini, a także to, czego w tej drugiej grze zabrakło. A dziś polecam Jaskinię fanom przygodówek. Warto!

Plusy:
+ niesamowita grafika
+ rewelacyjne zagadki i łamigłówki
+ wartość edukacyjna

Minusy:
- strasznie krótka

Ocena ogólna: 8/10
Tajemnica Zaginionej Jaskini
Wydawca polski: IQ Publishing
Wydawca oryginalny: The Adventure Company
Data wydania polskiego: 4 kwietnia 2006
Data wydania oryginału: 6/2005
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne