Recenzja gry "Victoria: Revolutions"
Epoka wiktoriańska obejmuje cały dziewiętnasty wiek i jest słusznie uważana za jeden z najlepszych okresów w dziejach naszej cywilizacji. Świat ruszył z kopyta do przodu, pchany ideami Oświecenia, nauka i technika zaczęły stawać się poważnymi konkurentami religii. I w tych oto ciekawych czasach przyjdzie nam dzielić i rządzić w grze Victoria, do której recenzji zapraszam.
Muszę przyznać, że po odpaleniu gry poczułem dziwne deja vu. Spowodowane zostało inną grą, którą jakiś czas temu opisywałem – Hearts of Iron II : Doomsday. A mianowicie, jest to identyczna gra, zaś jedyne co różni ją od wymienionego tytułu to realia historyczne. Dziwnie zaskoczony rozpocząłem swoje rządy jako tytułowa Wiktoria i oto kilka moich przemyśleń.
Grafika
Cóż, na kolana nie powala. Mamy tu coś w rodzaju gry planszowej z animowanymi figurkami. Potężna mapa obejmuje cała kulę ziemską, nie wyłączając dziesiątek wysp i wysepek Oceanii. Podzielona jest na regiony, niektóre zgodne z prawdą historyczną, niektóre dość umowne, o przedziwnych kształtach, jakich próżno by szukać na prawdziwych mapach.
Możemy stać się władcą/władczynią jednego z wszystkich niepodległych krajów świata, od takich mocarstw jak Wielka Brytania i Rosja poczynając, na malutkich, jak np. satelicki Bhutan kończąc. Oczywiście przyjemniej gra się już ugruntowaną potęgą niż buduje nową, dlatego też na dzień dobry warto popraktykować na dowodzeniu wielkimi siłami.
Na lądzie
Mapę możemy widzieć w kilku wersjach. Pierwsza to militarna, gdzie widzimy jednostki zarówno swoje jak i wroga. To będzie podstawa naszych działań. Druga wersja to mapa gospodarcza, ukazująca nam, jakie surowce dostępne są w jakim regionie. Jak wiadomo każda armia potrzebuje zaplecza i zaopatrzenia, więc dostęp do surowców strategicznych powinien być naszym priorytetem. Jest także mapa dyplomacji, ukazująca kolorami wpływy poszczególnych krajów oraz pogodowa.
Nasze oddziały ukazane są jako maszerujący żołnierze, gdy dochodzi do bitwy z wrogiem, żołnierze ci strzelają. Potem liczymy trupy i już wiemy, kto wygrał. Jeśli my – zajmujemy dany region, jeśli oni – cóż, możemy zawsze starać się ponownie.
Na morzu
Budowanie potęgi
Nasza siła opiera się zarówno na militariach, jak i na dyplomacji. Zaczynając grę mamy zawiązane sojusze obronne, jeśli ktoś zaatakuje naszego sprzymierzeńca, my również wypowiadamy wojnę agresorowi. Świat polityki jest dość skomplikowany, dlatego gdy planujemy atak, warto przestudiować, z kim nasza potencjalna ofiara trzyma, aby niespodziewanie nie runęło na nas pół świata. Znaczne ułatwienie będą mieli ci, którzy znają realia geopolityczne tamtego okresu, gdyż powinni mieć na ten temat dość duże pojęcie.
Zaczynamy dysponując pewną liczbą jednostek. Możemy także powoływać pod broń nowe, jeśli mamy na to wystarczającą ilość ludzi oraz materiałów. Podstawowo jest to piechota, do której możemy dołączyć artylerię lub/i konnicę. Możemy też budować potęgę morską, która posłuży nam do niszczenia wrogich okrętów.
Od czasu do czasu nasze regiony będą trapić różne wydarzenia, jak np. korupcja czy wzrost przestępczości. Będziemy musieli je rozwiązać, co znacznie zwiększy nasz dochód oraz zadowolenie społeczeństwa. Cóż, nikt nie mówi, że bycie władcą to same przyjemności. Więcej z tym problemów.
Wielkie armie
Gra toczy się szybko i dzielona jest na godziny. W ciągu jednego dnia możemy mieć np. kilka problemów z regionami, propozycję paktów i sojuszy oraz dowiadywać się o poczynaniach wroga.
Do tego mamy jeszcze aspekt naukowy, polegający na odkrywaniu nowych technologii lub ulepszaniu tych już istniejących. Nie ma tu imponującego drzewka technologii jak np. w Galactic Civilization II: Władcy Strachu, ale i tak jest z czego wybierać.
Rozgrywka
Do wyboru mamy tryb jednoosobowy oraz zabawę multiplayer. W tej drugiej – wiadomo – bawimy się w próbę podbicia kolegów lub też jednoczymy z nimi swoje siły przeciw komputerowym oponentom. Ta pierwsza składa się z czterech kampanii, osadzonych kolejno w latach : 1836, 1861, 1881, 1914. Poziom trudności jest w nich dość zbliżony, dlatego też najlepiej pobawić się, idąc chronologicznie. Tylko od nas zależy, kiedy zaczniemy wojnę, jednak czasy takie, że każdy na siebie wilkiem popatruję i jeśli to my nie uderzymy pierwsi, ktoś prędzej czy później uderzy w nas. Na szczęście możemy śledzić ruchy wroga bądź to bezpośrednio na mapie bądź to poprzez opłacanych szpiegów. Trudno mi ocenić, który sposób lepszy, najlepiej mieć i to i to.
Wydarzenia gonią wydarzenia
Nie mogę również podać żadnego „złotego środka” na osiągnięcie sukcesu. Gra jest równie złożona, co wspomniane już Hearts of Iron II : Doomsday. Bez dokładnego przestudiowania instrukcji ani rusz.
Podsumowanie
Grafika na pewno nie przyciąga. Co do muzyki – możemy posłuchać co bardziej dziarskich utworów muzyki poważnej. Strategie–owszem, ale można pogubić się w gąszczu możliwości, tym bardziej, że wydarzenia postępują po sobie w tempie lawinowym.
Dla twardych strategów.
Plusy:
+ realia
Minusy:
- mało czytelna grafika
- nadmierna komplikacja
- brak tutoriala
Ocena ogólna: 6/10
Victoria: Revolutions
Wydawca oryginalny: Paradox Entertainment
Data wydania oryginału: 8/2006
Tryby gry: Single player, Multi player
Dostępna platforma: PC
System operacyjny: Windows XP
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: