Recenzja gry "Narodziny Ameryki"
Nie przepadam szczególnie za grami, które rzucają gracza od samego początku na szerokie wody. Mam tutaj na myśli sytuację, w której sięgająca po dany tytuł osoba (nawet po przejściu wyczerpującego samouczka) musi stawić czoła całemu ogromowi opcji, możliwości, wszelkim niuansom i aspektom danej gry. Z reguły w takiej chwili kończę przygodę z danym tytułem, i więcej do niego nie wracam. Istnieją jednak drobne odstępstwa od tej zasady, a warunkiem jest polecenie gry przez znajomego i zapewnienie, że na pewno mi się to opłaci. Jako, że w przeszłości bardzo często i w dużych ilościach zagrywałem się w strategie, postanowiłem przetrwać ten początkowy trudny okres i zobaczyć co z tego wyniknie.
Narodziny Ameryki opowiadają historię dwóch wojen, które miały miejsce 252 lata temu na kontynencie Nowego Świata. Mowa tu o konflikcie Francuzów i Indian oraz amerykańskiej wojnie o niepodległość. W konsekwencji wyżej wymienionych wydarzeń rozpoczęła się nowa era – nastał koniec imperium wraz z narodzinami nowego narodu. Twórcy dali możliwość pokierowania jedną z głównych stron tych konfliktów, i poprowadzenia ich do zwycięstwa. Droga do niego nie jest jednak szybka i zapewniam, nie należy też do najłatwiejszych.
Na grę składa się 15 scenariuszy, w których opowiedzieć się można po obydwu stronach konfliktu. W zależności od wyboru narodu, którym będziemy kierować, delikatnie zmieniają się cele główne, warunkujące zwycięstwo w danym przypadku. Generalnie sprowadza się to do utrzymania kluczowych miast oraz fortów. Podczas gry zdobywa się także tzw. punkty zwycięstwa, które będą decydowały o wygranej stronie w przypadku niezrealizowanych głównych założeń, bowiem każdy scenariusz trwa określoną liczbę tur. Każda tura w grze odpowiada jednemu miesiącowi w świecie historycznym, scenariusze z kolei trwają od kilku miesięcy do prawie 9 lat. Dzięki szybkim wyliczeniom matematycznym okazuje się, że w zależności od dostępnego czasu na multimedialną rozrywkę można wybrać trwający odpowiednią ilość tur scenariusz – z przedziału od 4 do 104.
Pierwsze, co rzuca się w oczy (jeszcze przed instalacją gry) to to, że Narodziny Ameryki wydane zostały na płycie CD. W dzisiejszych czasach, opanowanych przez napędy DVD wydawać się to może trochę dziwne, jako, że chyba większość tytułów wychodzi na tym właśnie, bardziej pojemnym, nośniku. Taki stan rzeczy świadczy o jednym – twórcy albo poszli na łatwiznę robiąc małą, krótką i mało skomplikowaną grę, albo postawili raczej na jakość a nie na ilość. Do opisywanego tytułu bardziej pasuje zdecydowanie drugi wariant, ponieważ osobiście uważam, że w produkcji strategicznej najważniejszymi elementami nie są ultra gładkie modele, tekstury wysokiej rozdzielczości, szybki silnik 3D czy też bogata oprawa dźwiękowa, lecz sama mechanika gry, a ta – w Narodzinach Ameryki stoi na najwyższym poziomie. W jej skład wchodzi m.in. wspominane we wstępie przytłaczające bogactwo jednostek, współczynników, umiejętności, zależności i wszelkiego rodzaju zmiennych, które mają bezpośredni wpływ na wynik potyczek, większych bitew, a w konsekwencji – na zakończenie scenariusza. Dla stratega z krwi i kości będzie to prawdziwa uczta, lecz dla przeciętnego gracza – większe scenariusze, szczególnie na wyższym poziomie trudności, mogą już stanowić pewien problem.
Gra utrzymana jest w stylu rysunkowym, co w cale nie jest minusem (Heroes of Might & Magic 2 nadal uważam za najbardziej udaną część z tej serii pomimo tego, że w całości była rysowana ręcznie). Mapa wykonana jest bardzo starannie, i obejmuje większą część południowo-wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Składa się ona z ponad 700 mniejszych obszarów, posiadających własną charakterystykę, taką jak np. poziom ucywilizowania – warunkującą szybkość poruszania się jednostek. W zależności od panującej pory roku będzie się ona zmieniała nie tylko graficznie, ale także pod kątem wymaganych zasobów żywnościowych, ograniczała też będzie zakres ruchu. W zimie śnieżyca będzie śmiertelnym przeciwnikiem, a przez płytkie rzeki i akweny wodne będzie można przejść suchą nogą. Swoje ruchy należy więc planować tak, by przypadkiem nie ugrząźć w zimie w górach – z dala od wszelkich placówek, bo to równało się będzie z dużymi stratami.
Jednostki, przypominające pionki w grach planszowych, narysowane są dokładnie, lecz schematycznie. Dzielą się one w skrócie na lądowe, morskie, piesze, konne, wspomagające. Różnią się od siebie wieloma parametrami, takimi jak np. : szybkostrzelność, inicjatywa, atak, ogień ofensywny. Jedne lepiej walczą i szybciej poruszają się na obszarach dzikich, zalesionych czy górzystych, inne na otwartej przestrzeni.
Szczególnym rodzajem jednostki są dowódcy. Ponad 150 specjalnych postaci historycznych o często unikalnych umiejętnościach, będzie potrafiło zmienić bieg wydarzeń w sposób, krótko mówiąc, radykalny.
Narodziny Ameryki polegają w głównej mierze na przesuwaniu jednostek po planszy. Celem gry jest zdobycie określonych kluczowych lokacji i utrzymaniu ich do końca trwania scenariusza. Wiąże się to z przemarszami wojsk po różnych terenach, zdobywaniem wiosek, fortów, delikatnym ulepszaniu ich. Od czasu do czasu dochodzić może do drobnych potyczek (lub nie, w zależności od ustawionego poziomu agresji), bitew, oblężeń fortów. Czasami dostaniemy wsparcie w postaci nowych oddziałów (także dowódców). Nie ma w tej grze sfery ekonomicznej, także brakować tu może niektórym elementu wydobywania surowców, rozwijania linii technologicznej, bądź po prostu produkcji jednostek. Można powiedzieć, że gracz jest ograniczony do tego, co w danej chwili zaplanowali twórcy – przykładem może być scenariusz, w którym w pierwszej części przewagę mają Francuzi, a w drugiej Brytyjczycy.
Należy tak poprowadzić swoją stronę konfliktu, aby w przypadku bitwy być po tej „lepszej” stronie, czyli mieć lepsze jednostki, w pełni zaopatrzone, z lepszą inicjatywą, wspomagane dodatkowo przez generałów.
Narodziny Ameryki to gra wykonana na, muszę przyznać, dość wysokim poziomie. Nie mam tutaj na myśli oprawy dźwiękowej lub graficznej, bo nie ma tutaj za bardzo o czym pisać, lecz to, co stanowić będzie o strategicznej wartości tej pozycji. Tak naprawdę niżej wymieniona ocena opiera się w dużej mierze właśnie na możliwościach planistycznych. Dźwięk wydobywający się z głośników to głównie odgłosy walk i od czasu do czasu uruchamiający się utwór muzyczny – w którym słychać nieprzyjemną dla ucha syntetyczną barwę. Równie dobrze grać w Narodziny Ameryki można w zupełnej ciszy. Interfejs graficzny jest czysty i przejrzysty. Polska wersja językowa stoi na wysokim poziomie i gdyby nie parę minimalnych błędów – tytuł ten zasługiwałby w zupełności na 7. Polecałbym tę grę głównie strategom. Reszcie radzę przeczytać najpierw instrukcję (tak jak ja to zrobiłem), bo zagubić się w Narodzinach Ameryki bardzo łatwo.
Plusy:
+ dużo parametrów
+ prosta i przejrzysta szata graficzna
Minusy:
- raczej dla strategów
- praktycznie brak oprawy dźwiękowej
Ocena ogólna: 6.5/10
Narodziny Ameryki
Wydawca polski: Nicolas Games
Wydawca oryginalny: Strategy First
Data wydania polskiego: 1/2007
Data wydania oryginału: 2/2006
Oryginalna strona gry: Birth of America - From colonial wars to american independance
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows 2000
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: