Recenzja gry "Tribes: Zemsta"
Tribes to gra, która podobno zrewolucjonizowała multiplayerowe strzelaniny. Może nie tyle zrewolucjonizowała, co wprowadziła powiew świeżości i nowe rozwiązania. Z wielu rozmów prowadzonych przez graczy dowiadywałem się, że to Tribes (a dokładnie druga część) wprowadziła do powszechnego użycia pojazdy, nowe zasady ruchu i jetpacki. Co ciekawe, nie widziałem wtedy Tribes 2 w sklepach, chociaż był moment, kiedy strasznie chciałem ową grę poznać. A gracze rozmawiali i wypowiadali się niezwykle ciepło o owej produkcji.
Kiedy usłyszałem, że CD Projekt wydaje na naszym rynku Tribes: Zemsta, stwierdziłem, że tę część Plemion muszę już zbadać i nic mi w tym nie przeszkodzi. Kiedy przyszła paczka z grą, zainstalowałem, usiadłem i zanurzyłem się w kolorowy świat Tribes.
W tym miejscu malutki disclaimer. Zemsta, to pierwsza odsłona Tribes, jaką dorwałem w swoje ręce…dlatego też cała ta recenzja jest pisana z punktu widzenia plemiennego nowicjusza.
Co my tu mamy…
Dla niewprawnego oka Tribes może się jawić jako gra niezwykle podobna do Unreal Tournament. Niekiedy wręcz identyczna. Tak jednak nie jest i już pierwsze „takty” szkolenia, jakie oferuje nam gra w trybie single, pokazują luki w takim porównaniu. Pośród wszelkich opinii jakie słyszałem o wcześniejszych odsłonach tej serii, powtarzała się jedna, mówiąca iż Tribes, to coś więcej niż naparzana w trybie multi. Mówiono, że bez strategii, taktyki i umiejętności planowania, a także beż poznania swojego miejsca w zespole, w Tribes nie sposób grać.
Tak jest w istocie. Pomimo, że swoją przygodę z Plemienną Zemstą zaczynałem w trybie single, to od początku przewijał się temat odpowiedniego wyboru sprzętu, w zależności od tego co mam zamiar zrobić.
Wesela nie będzie…
Single był trybem, w którym spędziłem najwięcej czasu (o powodach nieco później). Trzeba powiedzieć, że ma on swój urok i jest pomyślany całkiem sprytnie, jak dla gry, która została w sumie pomyślana jako zabawa dla dwóch grup graczy i walkę na swego rodzaju arenie. Wplecenie w taki szkielet fabuły bardziej rozbudowanej, niż ta, którą można „podziwiać” w Unreal Tournament wydawałoby się potwornie trudne. Jednak Tribes: Zemsta dokonuje niemożliwego.
W trybie single w niezwykle zręczny sposób przedstawia nam historię walki Plemion i Imperium. Poznajemy losy głównych bohaterów. Wszelkie powody, dla których zachowują się w taki, a nie inny sposób.
W opowieść w niezwykle zręczny sposób wpleciono elementy instruktażu z zakresu poruszania się, interakcji z otoczeniem, czy wreszcie uzbrojenia i opancerzenia.
Najbardziej podstawowe elementy rozgrywki poznajemy w pierwszych rozdziałach opowieści, kiedy to poznajemy losy imperialnej księżniczki. Jak to bywa ma ona wyjść za mąż, nie z miłości, ale ze względów politycznych. Wybrany przez ojca partner pasztetem nie jest, ale tak czy inaczej pannicy taki mariaż nie w smak, więc się buntuje. Nie musi jednak brać spraw w swoje ręce, bo zaraz potem statek, którym lecą zostaje napadnięty i zaczyna się rozgrywka (a właściwie nauka gry).
Rodzina, a potem inni „przyjaciele” prowadzą nas niemal za rękę i uczą co i jak robić. Tak miną pierwsze etapy gry. Potem jest trochę ciekawiej, gdyż poznajemy zasady walki zespołowej (a przy okazji losy innej kobiety z rodu – kilkanaście lat później). Co prawda komputerowi przeciwnicy nie wyglądają na zbyt zaciętych, ale potrafią sprawić problemy. W tych kilku misjach gracz poznaje nowe tryby gry multi, jakich w innych grach raczej nie uświadczył.
Gdy już poznamy podstawy gry, zaczynają się poważniejsze misje, w których trzeba już umieć posługiwać się dostępnym sprzętem i poznanymi umiejętnościami. Co trzeba im przyznać, to fakt, że są naprawdę ciekawie pomyślane i nie nudzą się zbyt szybko. W trakcie tych misji pobiegamy, porobimy za osłonę, polatamy, posiedzimy za działami statku powietrznego. Po prostu będziemy w stanie zrobić wszystko, co w grze możliwe.
Różne śliczności…
Tribes: Zemsta jest podane graczom bardzo ładnie. Kolorowa grafika, silnik, który powinien ruszyć nawet na w miarę starszych sprzętach. To wszystko sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Z drugiej strony jednak nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że sposób przedstawienia gry już gdzieś widziałem. Nie, nie w innych Tribes (bo w poprzednie nie grałem) ale w Unreal Tournament. Kolory, postacie, bronie… bardzo znajome, co nie przeszkadza, że w Tribes widać jednak pewną inność.
Świat możemy obserwować z perspektywy pierwszej i trzeciej osoby. Po co ta trzecia osoba zapytacie… na początku też nie wiedziałem, ale potem okazało się, że jest przydatna. Chociażby w trakcie długiego ślizgu przez dolinę wypełnioną wojskami wroga. Tryb TPP dawał mi lepszy pogląd na sytuację i wszelkie „niespodzianki” terenowe.
Świat dźwięków, również nie daje możliwości do ochrzanu. Głosy NPC’ów, komentatorów na arenie, wszystko sympatyczne i zrobione z zacięciem, bez przynudzania i odbębniania swojej roli. W nasze ręce trafia polska wersja kinowa, co oznacza, że słucha będziemy angielskiej ścieżki dźwiękowej, ale czytamy polskie napisy. I tu też bez większych zacięć. Tłumaczenie porządne i sensowne. Po raz kolejny jednak spotkamy się z dziwnym nawykiem zagranicznych twórców gier, a mianowicie wrzucaniem do napisów odgłosów tła. Wiem, że może być to spowodowane ułatwieniami dla słabo słyszących, ale brakuje konsekwencji w tym postępowaniu, aby z całą pewnością tak to sobie wyjaśnić.
Gdzie wszyscy poszli…?
Napisałem, że większość czasu spędziłem w trybie single. Nie dlatego, że multi jest nudny, czy ja sam jestem w tym kiepski. Mam też łącze internetowe w domu, więc nie był to problem techniczny. Powód był inny. Strasznie mała liczba serwerów, z czego jeszcze mniej było obsadzone graczami. Dodatkowo te obsadzone, były serwerami, gdzie spotykały się grupki starych sieciowych znajomków i albo były zahasłowane, albo szybko dostawałem kicka. Tak więc w multi sobie za dużo nie pograłem, ale co nieco mogę o nim powiedzieć.
Jedna sprawa jest taka, że prezentuje on wiele ciekawych trybów rozgrywki. Oprócz wyświechtanego już deathmatchu i CTF dostajemy kilka fajnych zabaw. A to zbieranie paliwa do wielkiego zbiornika, a to uzupełnianie tego zbiornika, ale podbierając paliwo od przeciwnika. Mamy również tryb, który przypomina Domination z UT. Na arenie znajduje się kilka punktów strategicznych, które najpierw należy przejąć, a następnie utrzymać. Proste, a zabawy sporo (ja bawiłem się z botami, a z ludźmi na pewno jest dużo lepiej). Zabawę zmienia (dla osób, które nie grywały w Tribes) wykorzystanie jetpacka, dzięki któremu można latać na krótkie dystanse i specjalnej techniki poruszania się, czyli ślizgu (zjazd po zboczu na butach… jak na nartach). A poza tym, trzy rodzaje pancerza, różniące się wytrzymałością i dostępnym uzbrojeniem, cztery pojazdy, którymi można poruszać się po ziemi i w powietrzu i sporo świetnej zabawy, która czeka, by się za nią zabrać.
Co szkodzi Tribes…?
Po mojej bytności w świecie plemion mogę powiedzieć, że najbardziej zaszkodził im czas. Przynajmniej jeśli chodzi o polskie wydanie. Dlaczego? To proste… Tribes dostało dwie czasowe blokady rozwoju. Pierwsza to stosunkowo długi okres czasu jaki minął między premierą światową, a polską. A druga… to premiera zbiegająca się z premierą Battlefield 2. I już wszystko wiadomo.
Tribes: Zemsta nie jest grą złą. Wręcz przeciwnie, niesie ze sobą spory ładunek dobrej zabawy. Jednak czas dla tej gry w Polsce jest wysoce nieodpowiedni. Zamiast liczyć na wielu graczy, może liczyć na tych, którzy mają za słaby sprzęt na BF2 (no i na tych, których zachęci ta recenzja).
Tribes: Zemsta to rozrywka prosta i miła. Nie jest obarczona tą całą otoczką w stylu „Co będzie jak się nie sprawdzę, co jeśli zawiodę drużynę”. Tu takich dylematów jest chyba mniej. Gra nie stresuje tak jak inne nastawione na teamplay. I bardzo dobrze, potrzebna jest sieciowa strzelanina, gdzie pomimo tego, iż trzeba współpracować, to nie trzeba trenować strategii, taktyk i zagrań, żeby dobrze się bawić.
Końcowa ocena jest oceną samej gry, bez patrzenia na to, że wyszła u nas trochę za późno, a także oceną człowieka, który dopiero przy okazji Zemsty zetknął się z serią Tribes. Patrząc na grę przez pryzmat tych dwóch filtrów uznaję Tribes: Zemsta z produkt więcej niż dostateczny.
Plusy:
+ ciekawa fabuła w singlu
+ ładna grafika
+ nie potrzeba super sprzętu do gry
+ dobra lokalizacja
+ ciekawe tryby multi
+ fajne rozwiązanie opancerzenia i broni
+ jetpacki i ślizg
Minusy:
- mało serwerów
- miejscami zbyt kolorowa
- mało zacięta sztuczna inteligencja w trybie single
- miejscami dziwnie reagująca SI
- data premiery w Polsce (za późno i razem z BF2, jednak ten minus nie był brany pod uwagę przy ocenie)
Ocena ogólna: 7/10
Tribes: Zemsta
Wydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: Sierra
Data wydania polskiego: 28 lipca 2005
Data wydania oryginału: 10/2004
Oryginalna strona gry: Tribes Vengeance - Destruction. Chaos. Retribution.
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 98, Windows ME, Windows 2000, Windows XP
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: