Recenzja gry "Space Rangers 2: Rebelia"

Weźmy grę ekonomiczno-handlową. Dodajmy do niej szczyptę strategii. Nadto RTS-a osadzonego w realiach science-fiction. Dołóżmy jeszcze grę tekstową, a wszystko przyprawmy sporą dawką humoru. Wymieszajmy starannie. Wyjdzie nam piorunująca potrawa, zasługująca na miano jednej z najlepszych w tym roku. Oto Space Rangers 2: Rebelia.

Krótki wstęp historyczny…

Gra rozpoczyna się w 3300 roku, dokładnie 200 lat po straszliwej Wojnie Klissańskiej. Okres pokoju został rozpoczęty przypieczętowaniem sojuszu pomiędzy pięcioma rasami: ludźmi, Malokami, Pelengianami, Feyanami i Gaalianami. Dziesiątki systemów gwiezdnych tętnią życiem; po szlakach handlowych krążą statki kupców, jak grzyby po deszczu wyrastają kosmiczne bazy wojskowe, medyczne i ekonomiczne. Ruch wrze na międzygwiezdnych węzłach. Waluta ludzkości – kredyty – zostaje uznana walutą wszechświatową, transakcje liczone są w milionach jednostek. Każda planeta ma swój własny ustrój, ma też swoje własne ceny. Jak to w gospodarce bywa, zmieniają się one z dnia na dzień. Niestety, okazuje się, że w każdym czasie i w każdej rasie znajdą się ci, którzy chętnie zarobią na innych. Kosmiczni piraci rosną w siłę; napadają na transportowce i statki dyplomatyczne. Łowcy nagród z wszystkich ras ruszają, aby wyeliminować ten przykry problem. Jest więc wesoło i kreatywnie. Aż tu nagle...

Dominatorzy... Nikt nie wie (lub też raczej nie chce powiedzieć) skąd pochodzą ani dlaczego tak bardzo nienawidzą zjednoczonych ras. Pewne są tylko dwa fakty. Pierwszy - Dominatorzy to cybernetyczne formy życia. Drugi – chcą zniszczyć wszystko, co nie należy do ich gatunku.

Celem obrony wszechświata władze wszystkich ras powołują do ponownego życia zapomnianą już profesję pionierów – śmiałków, których podstawowym zadaniem będzie walka ze wspólnym wrogiem. I właśnie wtedy Ty zgłaszasz się na ochotnika do ich szeregów.

Przed przygodą

Produkt 1C Company wciąga jak narkotyk. Można sobie obiecywać: „dobra, dolecę do tej planety i koniec na dziś”, lecz gdy już dolecimy, jakoś tak machinalnie sprawdzamy, czy rząd nie ma dla nas kolejnej misji i... lecimy dalej po doświadczenie i ku chwale sojuszu. Jak nie dać się uzależnić ?

Do wyboru mamy pięć ras i pięć profesji. Nasz statek i początkowa liczba kredytów różnić się będą w zależności od wybranej profesji. Możemy rozpocząć jedną z pięciu karier: Najemnik, Kupiec, Żołnierz, Pirat, Korsarz. Nadto dano nam możliwość wybrania dwóch elementów wyposażenia statku (obojętnie od profesji polecam brać działo, przydaje się bardzo). Obojętnie jednak ,jaką profesję wybierzemy, w grze mamy całkowicie wolną i niezależną wolę – możemy robić to, co nam akurat do głowy strzeli. Nie szkodzi nic, aby dobrze uzbrojony kupiec zaczął napadać na innych kupców, zmuszając ich ostrzałem do wydania towarów lub wymuszając w ten sposób haracz. I tak samo nie szkodzi nic piratowi, aby rzucił się na pomoc atakowanemu liniowcowi i pogonił napastników. W grze możemy robić absolutnie wszystko! Twój los w Twoich rękach, pionierze...

Grę zawsze rozpoczynamy w jednej z kosmicznych baz pionierów. Tu nasz mentor udziela nam podstawowych informacji i pyta, czy chcemy odbyć podstawowe szkolenie. Całkowicie początkującym polecam wybrać tą opcję jak najbardziej, chyba że chcą co chwila sięgać po książeczkę instrukcji. Podczas szkolenia młody pionier zostaje nauczony podstawowych rzeczy o handlu i podróżach międzysystemowych, a także dostaje do zestrzelenia ćwiczebny, bezzałogowy statek. Uczony jest także dowodzenia bitwami robotów na powierzchniach planet (o czym później wspomnę bardziej obszernie).

Podstawowa wiedza

Pionier opisywany jest przez sześć cech: celność, mobilność, umiejętności techniczne, umiejętności handlowe, charyzma, dowodzenie. W miarę wykonywania kolejnych misji rośnie doświadczenie. Branie udziału w starciach i eliminowanie wrogów przynoszą nam kolejne. Z tym drugim radzę wstrzymać się w początkowych etapach gry, gdyż nasz pojazd jest jeszcze za słaby. W grze zastosowano system rozwoju „od zera do bohatera”. Aby jednać przestać być zerem, należy zacząć od najprostszych zadań typu „przewieź towar z planety A na planetę B”. Po drodze unikajmy starć, a jeśli już pirat dopadnie nas i ostrzela, lepiej zapłacić haracz. I obiecać mu zemstę.

Ważniejsze jednak od doświadczenia są w tej grze pieniądze. Zarabiamy na wykonywaniu misji. Na wykonanie każdej z nich mamy określony czas. Można poprosić o krótszy termin. Wówczas suma będzie większa, lecz nie radzę tego nikomu bez dobrze rozbudowanego pojazdu. Można też zarabiać zbierając minerały z rozbitych asteroid i sprzedając je na planetach. Oczywiście można też wymuszać okup od napotkanych statków, lecz tylko i wyłącznie wtedy, gdy jesteśmy zdecydowanie silniejsi. Pieniądze posłużą nam do modernizacji statku, a co za tym idzie – większych możliwości i szans na większe pieniądze.


A hero was born...

Uniwersum

Wszechświat podzielony jest na sektory. W każdym znajduje się od 3-6 systemów. Każdy system posiada kilka planet, te zaś dzielą się na zamieszkane i nieznane. Nadto systemy posiadają kosmiczne bazy różnego typu. Sterowanie statkiem jest dziecinne proste – po prostu klikamy na mapie miejsce, gdzie chcemy się znaleźć i – jeśli podróż przebiega bez problemów – dolatujemy tam po określonej liczbie dni. Jeśli dochodzi do problemów, komputer automatycznie zatrzymuje statek i czeka na naszą decyzję. Jeśli lecimy kursem kolizyjnym z asteroidą – można ją zestrzelić lub staranować. Jeśli zaatakował nas pirat – możemy odpowiedzieć ogniem. Można też w każdej chwili przerwać lot, aby zaatakować dowolnie wybrany cel.

Poruszając się po systemie możemy natknąć się również na minerały pochodzące z rozbitych asteroid. Jeśli nasz statek dysponuje chwytakiem, możemy je zbierać i sprzedać potem za całkiem rozsądną sumkę. Tu i ówdzie wala się trochę kosmicznego śmiecia – zniszczony radar, pojemnik na paliwo, itp. Najczęściej są to jedyne pozostałości zniszczonych w walce okrętów. Te resztki również można odsprzedać lub też wyremontować i zainstalować na swoim statku.

Centrum każdego systemu jest gwiazda. Klikając na niej otrzymujemy pełen spis planet i baz w systemie wraz z krótką symboliką każdego ciała niebieskiego. Możemy również kliknąć bezpośrednio na planecie. Otrzymamy wówczas więcej informacji, jak choćby nastawienie rządu planety do naszej osoby. Bazy kosmiczne dzielą się na: wojskowe, pionierskie, naukowe, biznesowe, pirackie i medyczne. Na każdej z nich można zamówić usługi zgodnie z jej profilem, np. w medycznej kupić tanio leki lub też zażyć stymulanty. Zdradzę pewną tajemnicę (ale tylko dla zachęty, nie aby psuć zabawę) – o pochodzeniu Dominatorów najlepiej poinformowani są... piraci. Zaś pomocną dłoń w ich zniszczeniu otrzymamy dzięki oprogramowaniu produkowanemu w bazach naukowych. Nadto możemy napotkać czarne dziury, którym poświęcam osobny akapit poniżej.

Szybując poprzez kosmiczną otchłań wymijamy inne statki. Można atakować je lub też zachować postawę obojętną. W każdej chwili (mając odpowiednie wyposażenie) pionier może przeskanować obcy pojazd, wówczas zobaczy, czy warto atakować czy też np. poddać się bez walki. Czasem zostaniemy poproszeni o pomoc przez atakowane statki. To dobra okazja, aby zyskać nieco doświadczenia. Przy wspólnej walce mamy duże szanse na pokonanie silnego wroga.

W każdej chwili można uaktywnić mapę całego wszechświata. W początkach gry znamy tylko kilka sektorów. Mapy nieznanych kupujemy w systemach sąsiadujących z nimi i tak odsłaniamy powoli kosmiczne puzzle. Nadto mapa pokazuje nam do jakiego systemu możemy się udać za pomocą skoku nadprzestrzennego. Nasz zasięg uzależniony jest od modelu silnika oraz pojemności układu paliwowego. Wierzcie mi, dobrze inwestować w bak. Zwraca się to z nawiązką.

Na zamieszkałych planetach można lądować, na niezamieszkałych również. W tym drugim przypadku możemy wypuścić sondę, która będzie przez określoną liczbę dni skanować planetę, następnie zaś zabrać wszystkie znalezione przez nią przedmioty.


Space...the final frontier...

Planety

Na każdej planecie możemy uzupełnić zapas paliwa, dokonać naprawy statku i modernizować go, sprawdzić najnowsze wieści z kosmosu oraz prowadzić handel i spotykać się z przedstawicielami miejscowego rządu. W tym drugim przypadku mają oni określone nastawienie do naszej osoby. Od niego zależy, czy zostanie nam przyznana misja czy też dowiemy się, że jesteśmy persona non grata. W ekstremalnym przypadku rząd może wsadzić pioniera do więzienia (patrz niżej). Ta część gry to gra ekonomiczno-handlowa. Każda planeta ma swoje Centrum Handlowe, gdzie możemy nabywać rozmaite towary. Ich ceny są różne w zależności od planety. Tak więc zgodnie z odwieczną zasadą handlu należy kupować tanio a sprzedawać drogo. Niektóre towary są zakazane na różnych planetach – np. broń czy też alkohol lub narkotyki. Można je sprzedać na czarnym rynku, lecz wówczas nasza opinia w oczach miejscowego rządu ulegnie pogorszeniu.

Misje w większości przypadków polegają na dotarciu w określonym czasie na jakąś planetę, wioząc przy tym dany towar (a może nim być wszystko, począwszy od promienia światłą uwięzionego w lodzie po... zahibernowany mózg Elvisa Presleya). Mamy także specjalną grupę misji, tzw. misje planetarne. To całkiem osobne „coś”, o czym mowa dalej. W tym przypadku także należy podróżować do innych systemów, lecz rzecz jest bardziej skomplikowana niż przewiezienie cennego towaru. Udane misje polepszają naszą opinię w oczach rządu, nieudane – pogarszają. Można też zmienić nastawienie nieprzychylne, dając przedstawicielowi rządu łapówkę. Wtedy zaraz wszelkie lody znikną.


Każda praca jest dobra, o ile dobrze płacą...

Bitwy Planetarne

Gdy na początku zostanie wybrana opcja szkolenia, kolejną z misji będzie bitwa na powierzchni jednej z planet. Wówczas gra zmienia nam się w RTS, gdzie produkujemy roboty i wysyłamy je do walki z siłami wroga, by zdobyć jego fabrykę i źródła surowców. Widok wówczas jest trójwymiarowy i działają tu wszystkie klasyczne rts-owe zasady (czyli grupowanie jednostek, wydawanie komend określonego zachowania, itp.).

W zależności od pozyskanych źródeł surowców i ich ilości można także projektować samemu swych podkomendnych, zmieniając rodzaj kadłuba, zawieszenia czy też uzbrojenia. I co ciekawe, możemy któregoś z robotów przejąć pod bezpośrednią kontrolę. Wówczas RTS zmienia nam się w shootera TPP, w którym to kierujemy maszyną za pomocą strzałek. Takie dwa w jednym. I nie ukrywam, dość przyjemne.

Co kryją w sobie Czarne Dziury?

Po wleceniu w czarną dziurę wyłaniamy się w tunelu hiperprzestrzennym. Jest to swoisty „inny wymiar”, gdyż przypomina nieco labirynt z widocznymi tu i ówdzie bonusami, w którym toczymy bój ze statkiem/statkami Dominatorów. I nie ma tu żadnego zmiłuj się. Śmierć oznacza koniec gry. W przeciwieństwie do starć w kosmosie tutaj walka obywa się błyskawicznie, nie ma podziału na dni. Sterujemy strzałkami, strzelając całym dostępnym arsenałem, równocześnie zaś staramy się uniknąć pocisków wroga. Ten element gry klasyczna zręcznościówka typu „Asteroids”.

Plotka opowiadana w kosmicznych tawernach głosi, iż w tunelach hiperprzestrzennych czają się trzej główni przywódcy Dominatorów. Pokonanie któregokolwiek z nich spowoduje zniknięcie jednego z trzech typów pojazdów wroga. Trzy główne cyborgi to: Blazer, Keller, Terron. Aby jednak mieć realne szanse w walce z nimi, polecam przed wleceniem w czarną dziurę naprawdę dobrze się uzbroić.

Misje planetarne i więzienie

Cóż, to najprzyjemniejsza część gry. I najzdrowsza, gdyż śmiech to zdrowie, a tego tutaj nie zabraknie.
Misja planetarna to specjalny rodzaj zadania. Przechodzimy tu w tryb gry tekstowej, gdzie podejmujemy jedną z kilku zaproponowanych nam opcji, co prowadzi do sytuacji takiej a takiej, a z niej z kolei możemy wybierać kolejne drogi postępowania, tak, aby misja zakończyła się sukcesem. Wierzcie mi, nie jest to zbyt łatwe. Czasami jest aż nazbyt trudne.

Tu wielkie, naprawdę wielkie brawa dla tłumaczy, którzy stanęli na wysokości zadania i przełożyli teksty na język polski, gdyż wtrącili sporo polskich grepsów. Podam dla przykładu – otóż ja, skromny pionier, który nieraz przed Dominatorami uciekał, a kilku nawet zniszczył, zostałem poproszony o wzięcie udziału w wielkim turnieju... pieczenia pizzy! Już jest zabawnie, nieprawdaż? Zaraz po przybyciu (a przybyłem jako reprezentant jednej z planet) dopadli mnie dziennikarze, a wśród nich miejscowa gwiazda, niejaki ... Th’massh Lyys. W innej misji mamy zdobyć zezwolenie na wynajem pewnego miejsca. Aby tego dokonać musimy udać się do administracji, a tam czekają nas sytuacje rodem z filmów Bareji. Naprawdę, ta część gry to istna przyjemność, choćby dlatego, iż widzimy coś więcej poza portem kosmicznym i mamy okazję zobaczyć, jak żyje się na innych planetach. Na jednej np. panują warunki podobne nieco do świata Mad Maxa. Na innej zaś... Ech, co się będę rozpisywał – to trzeba zobaczyć samemu.

Pobyt w więzieniu nie jest misją planetarną, choć i on może skończyć się śmiercią. Więzienie, gdzie siedzą szumowiny z całej galaktyki, to miejsce bardziej niebezpieczne niż próba podlecenia do flotylli Dominatorów. Rządzą tu silni, którzy nie lubią jajogłowych. Słabi muszą płacić haracz, strażnicy czasem profilaktycznie pobiją, zaś kierownik więzienia to świnia. Pobyt można urozmaicić poprzez wizyty na siłowni lub bibliotece, obserwując wieczorki artystyczne i biorąc w nich udział, nadto wszyscy emocjonują się wyścigami karaluchów i turniejami bokserskimi. Oczywiście możemy i my próbować wziąć udział w wyżej wymienionych zabawach. Można też robić podkop, aby dać nogę szybciej, niż to termin przewiduje.

Pochwalę się przy okazji, że mój karaluch wygrał dwa wyścigi . Niestety, gdy podkop już był gotowy, ktoś zakapował mnie strażnikom. Oj, dostało mi się solidnie. Następnego dnia można było odwiedzać lazaret, więc postanowiłem podleczyć się trochę. Widząc ponętną pielęgniarkę, zaproponowałem zapłatę za profesjonalny masaż. Wzięła pieniądze i... przysłała mi ślepego Gaalianina, mistrza masażu. Jak widzicie, w tym miejscu nie można się nudzić. –


Poważny problem egzystencjalny do rozwiązania...

Estetyka oczu i uszu

Cóż, nie mam się w tym temacie, do czego przyczepić. Grafika nie rzuca na kolana, jest po prostu standardowa. Obrazki planet są statyczne, mam nadzieję, że w kolejnych częściach to się zmieni. Postacie przedstawicieli rządu są animowane i wypadają nieźle. Poza RTSem mamy cały czas grafikę dwuwymiarową, lecz na ekranie sektora planety wirują wokół własnej osi i kręcą się wokół przyjemnie płonącej gwiazdy. Kto za młodu zaczytywał się w literaturze SF, ten powita ten widok z radością. Można niemal odczuć tchnienie wszechświata. Statek ukazany jest jasno i przejrzyście. W ogóle muszę pochwalić twórców za wspaniałe, wzorowe informowanie gracza o jego możliwościach a także za dziecinnie prosty interfejs.

Grafika 3D tam gdzie jest, jest również wykonana starannie. Nic dodać nic ująć.

W grze mamy 20 motywów muzycznych. To dość, aby nie ziewać z nudów i z ciekawością oczekiwać na ten, którego jeszcze nie słyszeliśmy. Kolejny plus dla twórców. Odgłosy bitew itp. nie są niczym szczególnym, lecz też nikt nie spodziewa się przecież, aby strzał z lasera miał swój motyw muzyczny!

Podsumowując

Dzień wydania tego tytułu należy uznać za początek nowej ery gier. Gier, które zawierać będą wiele różnych gatunków w jednej. Takich swoistych paków, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Pewien jestem, że w kolejnych odsłonach (no bo muszą być kolejne odsłony) dojdzie jeszcze shooter FPP i będziemy uganiać się z laserem po planetach, aby wypełniać misję. A co jeszcze dodadzą programiści... ?

Kto wie, kto wie...

Plusy:
+ pomysł wymieszania kilku gier w jednej
+ niesamowita grywalność każdego rodzaju gry
+ humor
+ dziesiątki lokacji
+ tłumaczenie na polski
+ możliwość ukończenia gry na wiele sposobów
+ kompletnie wolna wola gracza

Minusy:
- nie stwierdzono... no, może jeden – mało misji planetarnych!!!

Ocena ogólna: 10/10
Space Rangers 2 Rebelia
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: 1C
Data wydania polskiego: 19 stycznia 2006
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP, Windows 2000, Windows 98
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne