Recenzja gry "Tom Clancy`s Splinter Cell: Chaos Theory"


Wszystkie Splinter Cell`e przeszedłem po kilka razy ale mimo to, przed napisaniem tego tekstu, dla przypomnienia, włączyłem Chaos Theory. Skończyło się na tym, że grę skończyłem jeszcze raz…Mimo, że trzecia część serii została wydana w bardzo małym odstępie czasowym od Pandora Tomorrow, to śmiało można powiedzieć, że jest grą wybitną. Zawdzięcza to m.in. zupełnie świeżemu podejściu do tematu- grą zajmował się inny oddział Ubisoftu. Inny niż ten od drugiej części ale tak naprawdę ten sam, który za zapoczątkowanie serii odpowiada- Ubisoft Montreal.

Oppenheimer 2007
Będę szczery, mimo, że Pandora Tomorrow wnosiła wiele nowych rozwiązań i technicznie była lepsza od części pierwszej, to fabuła mniej mi się podobała. Dlatego bardzo ucieszył mnie „powrót do korzeni”, jaki zafundowali nam panowie z Montrealu. Podobnie, jak w pierwszym Splinter Cell`u historia będzie dotyczyła wojny cybernetycznej prowadzonej za pomocą nowoczesnych technologii. Koniec z uganianiem się po dżunglach za wariatami chcącymi wywołać światową epidemię. Odniesień do pierwszej części trochę się pojawia, ale osobie która w nią nie grała w żaden sposób nie będą one przeszkadzać.

Historia jak zwykle rozpoczyna się niewinnie i zdaje się zupełnie nie nawiązywać do sytuacji politycznej, o jakiej możemy dowiedzieć się z WNM (serwis informacyjny przedstawiający najważniejsze informacje ze świata, towarzyszy nam od pierwszej części serii). A ta nie jest najlepsza, Japonia przeżywa kryzys, któremu ma zażegnać nowo powołana I-SDF (Information Self Defense Force). Powstanie tego wydziału nie podoba się jednak innym krajom Azji, które uznają to za pogwałcenie status quo oraz powojennej konstytucji Japonii. Chiny i Korea postanawiają wysłać swoje jednostki morskie na wody terytorialne amerykańskiego sojusznika w celu stworzenia blokady. Co w takiej sytuacji może zrobić Wuj Sam? Oczywiście wysłać swój okręt. Nie będę zdradzał więcej szczegółów fabuły, bo ta jest według mnie najlepsza z całej serii ale zobaczymy co zaprezentują twórcy w Double Agent.


Potwór z szafy
Bohater jest oczywiście ten sam- Sam. Wbrew obawom Grim, Fisher nie umarł jeszcze ze starości i mimo że wielu uważa, iż w swoim wieku powinien już zrezygnować z tej pracy, on nadal odwala kawał dobrej roboty (widzicie tu pewne podobieństwa względem naszego Koordynatora?).

Z każdą kolejną grą Sam staje się o rok starszy i paradoksalnie staje się też dużo bardziej zwinny, szybszy a jego akrobacje coraz bardziej finezyjne. Należy zacząć od tego, że tak naprawdę dopiero w Chaos Theory otrzymujemy narzędzie do walki wręcz – nóż. W porównaniu do mikrofonów laserowych, gogli termowizyjnych niezbyt to odkrywcze ale się sprawdza. Od tej pory wrogów nie będziemy już tylko ogłuszać ale też wysyłać ich do Krainy Wiecznych Łowów poprzez jeden szybki ruch podcinający gardło. Jednak nie zapominajmy, Sam to nie zabójca tylko szpieg. Dlaczego lepiej pohamować żądzę mordu? O tym za chwilę.

Fisher nauczył się też w efektowny sposób przeciągać przeciwników przez balustrady, samemu znajdując się po stronie przepaści. Inną ciekawą metodą eliminacji nieprzyjaciół jest podduszanie, gdy bohater wisi nad wrogiem trzymając się np. rury jedynie nogami.



Trzy alarmy i po misji
Tak jak wspominałem, zadaniem Sama nie jest eksterminacja wrogów. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich części, tu nawet gdy mamy pozwolenie na użycie piątej wolności, wiele osób może z niej nie skorzystać. W grze wprowadzono system oceniania misji. To na ile procent ją wykonamy zależy od kilku czynników: zrealizowanych wytycznych (bo istnieje możliwość niewykonania niektórych zadań), tego czy kogoś zabiliśmy, czy Fisher został zidentyfikowany jako intruz, czy strażnicy znaleźli ciało kolegi… Bardzo często wykonanie misji wzorowo będzie wyjątkowo trudne. Jak też widać nieopłacalne staje się zabijanie i niestety wiele naprawdę ciekawych ruchów wykorzystać po prostu nie będzie można (jeśli będzie się chciało mieć misję wykonaną na 100%).

Ale tak wygląda koniec misji, a jakie zmiany mamy na początku? Po pierwsze wprowadzono krótkie odprawy od poszczególnych członków sztabu. Od Lamberta, Grim i Reddinga a także kilku postaci epizodycznych możemy się dowiedzieć na jakie trudności możemy napotkać oraz co zrobić, by zadanie stało się łatwiejsze. Ponadto przed każdym zadaniem możemy wybrać jaki ekwipunek zabierzemy ze sobą, może być to sprzęt typowo ofensywny np. moduł strzelby do naszego SC-20K, zwiadowczy (tasery samoprzylepne), możemy też wybrać sprzęt rekomendowany nam przez Reddinga.

Same misje stały się dużo bardziej złożone. Koniec z liniowością! Dróg mamy kilka a zrealizować wytyczne możemy na kilka sposobów np. informację możemy zdobyć podsłuchując rozmowę, przeszukując dokumenty, przesłuchując strażnika lub włamując się do komputera. Mapy są zachwycające zarówno pod względem wielkości, jak i dbałości o szczegóły. Do tego dochodzi nowość w postaci wspomnianych misji dodatkowych, których wykonanie nie jest konieczne do zakończenia misji, ale może pomóc np. hackerom Trzeciego Echelonu lub naszym sojusznikom.


Zapomnij o łomie
Wczoraj Hi-Fi dzisiaj Wi-Fi, technologia idzie naprzód, więc i nasz bohater dostaje wiele nowych zabawek. Chyba najciekawszą z nich jest EEV (Electronically Enhanced Vision) jedna z nowych funkcji noktowizora. Możemy dzięki niemu skanować wszelkie elektroniczne urządzenia w przypadku zamków cyfrowych, skanerów siatkówki oraz komputerów możliwa jest też interakcja. Można np. włamać się do komputera nie wchodząc nawet do pomieszczenia! Nowym trybem jest też widzenie źródeł fal elektromagnetycznych. Szczególnie przydatny, gdy chcemy namierzyć jakieś elektroniczne urządzenie w pomieszczeniu, gdzie jest bardzo jasno lub w powietrzu unosi się para.

Pistolet SC zyskał natomiast dodatek w postaci OCP (Optically Channelled Potentiator). Za jego pomocą możemy spowodować wyładowanie elektryczne na celu, które na pewien czas zakłóca jego działanie. W Chaos Theory czasowe wyłączenie np. światła jest bardzo korzystne, ponieważ później działa ono normalnie a na rozbitą żarówkę strażnicy na pewno by zareagowali… Poza tym, jeśli pilot od telewizora leży daleko a Tobie nie chce się wstawać z kanapy, to zawsze taniej na chwilę zakłócić jego pracę, niż „wyłączać go” strzelając.

Aby łatwiej było nam się bezszelestnie poruszać na kombinezonie Sama zainstalowano czujniki dźwięku. Obok paska wskazującego natężenie światła pojawia się też pasek od głośności. Ma on zaznaczony pewien próg, który może się zmienić (gdy np. staniemy obok włączonego radia) wskazujący jak głośno możemy się przemieszczać, aby nikt nas nie usłyszał.

OPSAT (Satelitarne Łącze Operacyjne) natomiast będzie teraz wykorzystywany przez Sama również do hackowania. Ma ono formę „minigierki”, w której mamy podaną listę kodów, a po drugiej stronie pojawiają się kolejne liczby kodu, cała sztuka polega na tym, aby zaznaczyć (lub zapamiętać) poprawne fragmenty i później wybrać z listy ten poprawny. Co ciekawe, kody te są losowe, więc metoda save & load w tym przypadku na nic się nie zda.


Nastawieni na obezwładnienie
Jak zwykle wrogowie mogliby być inteligentniejsi ale nie wymagajmy za dużo, to tylko odpowiednio ułożony ciąg 0 i 1. Przeciwnicy zachowują się w miarę rozsądnie, jeśli raz Cię zauważą to będą szukali aż do skutku, ponadto trudniej ich wciągnąć w ciemności. Rzadko zapuszczają się w nie samemu a czasami nasz sukces w przyciągnięciu ich w cień może się okazać porażką, gdy nagle strażnik wyciągnie flarę. Należy też zwracać uwagę na to, w jakim stanie pozostawiamy przemierzane przez nas pomieszczenia. Przeciwnicy reagują na zniszczone żarówki, otwarte drzwi, wyłamane zamki… Po nitce do kłębka, pozostawione przez nas ciało nieprzytomnego strażnika leży tuż za rogiem.

Kilka rzeczy w zachowaniu wrogów bardzo mnie jednak denerwowało, po pierwsze chwilami są aż zbyt czujni, oni po prostu wiedzą, że gdzieś kręci się szpieg, który zaraz ich złapie (czyżby w Trzecim Echelonie był kret?). Wrogowie wykazują też nadmierną gotowość do działania chwilę po wyrwaniu ich z drzemki, wyjęcie broni zajmuje im niewiele ponad sekundę, chyba ktoś tu przedobrzył…


Splinter Cells
Mimo dynamicznego rozwoju gier sieciowych, rdzeń rozgrywki wielu wciąż stanowi tryb dla pojedynczego gracza. I tak prawdopodobnie większość graczy będzie traktowała Chaos Theory.

Podobnie jak w Pandora Tomorrow mamy tu tryb Versus. Co ciekawe został on opracowany przez Ubisoft Annecy, czyli tych samych ludzi, którzy stworzyli go na potrzeby drugiej części. W Versus mode walczą ze sobą agenci Shadownetu i najemnicy Argus. Map mamy 6 a wszystko zostało podzielone na 3 tryby. Pierwszy z nich, to klasyczny Deathmatch- pojedynek między dwiema drużynami, drugi- Disc Hunt- polega na zbieraniu rozmieszczonych na mapie dysków, ostatni z trybów versus to story. Jest on połączeniem wszystkich trybów znanych z Pandory Tomorrow. Podobnie jak we wcześniejszej części w rozgrywce uczestniczyć 4 graczy a ta, przynajmniej graficznie prezentuję się trochę gorzej od samego Chaos Theory, ponieważ została oparta na technologii drugiej części cyklu.

Ciekawiej według mnie prezentuje się tryb Co-op, czyli współpraca dwóch graczy. Stanowi on rozszerzenie i uzupełnienie historii przedstawionej w trybie dla pojedynczego gracza. W trybie co-op dostajemy też więcej ruchów specjalnych, których wykonanie jest możliwe tylko we współpracy z drugim agentem, możemy np. wejść na plecy kolegi, podsadzić go wyżej, tak aby mógł dosięgnąć do krawędzi, która byłaby niedostępna dla działającego samotnie Sama.


Elektroniczne cienie
Grafika od początku stanowiła duży atut serii, nie inaczej jest w przypadku Chaos Theory. Wszystko wygląda ładniej, jest lepiej wycieniowane, oświetlone. Fale uderzają o skały, słońce pięknie świeci zza linii horyzontu, a Sam przemyka się między cieniami, Duże wrażenie robi to, w jaki sposób dopracowano efekt wilgoci. Efekt nasiąkania tkanin, spływającej po ścianie wody jest niesamowity.

Dopracowana została też animacja, wszystkie postacie poruszają się bardzo realistycznie. Sam gdy jest już blisko „ofiary” zaczyna iść jakby szybciej, aby jak najprędzej złapać przeciwnika. W czasie przesłuchiwania schwytani strażnicy robią przestraszone miny- wyraz ich twarzy ciągle się zmienia bo udoskonalono też mimikę postaci.

Ciekawe jest też to, jak efekty świetlne mogą wpływać na sytuację. W czasie burzy, gdy uderzy piorun i na chwilę zrobi się jasno, nasz bohater może zostać dostrzeżony przez wrogów. Jednak przykładowa burza może też być naszym przyjacielem, ponieważ grzmot na moment zagłuszy nasze kroki. Nie inaczej jest z innymi dźwiękami, generatory prądu dają światło, ale robią dużo hałasu a na służbie lepiej nie słuchać głośnej muzyki, szczególnie, gdy w pobliżu grasuje Sam.

Mogło być jak z większością sequeli…
Nie ma gier bez wad. Chaos Theory podobnie jak inne części cyklu jest trochę krótkie… Cała gra oferuje 10 misji (przy uwzględnieniu podziału jednej z nich na dwie części- 11), ale chyba lepiej mieć taką liczbę zadań ciekawych, niż większą nudnych, czyż nie?

Przechodząc do samej gry, w czasie rozgrywki zdarzają się sytuacje, gdy strażnik świeci latarką prosto na Sama i go nie zauważa, dla równowagi jednak bywa też tak, że wrogowie zauważają Fishera wtedy, gdy nie powinni… Bywa to trochę frustrujące. Chwilami dziwi trochę też zachowanie wrogów w czasie rozmowy z bohaterem. Zaprogramowani jako zawodowcy, dialogi jak dla amatorów. Oczywiście, nóż na gardle zobowiązuje do współpracy, ale bez przesady…

A wyszło jak zwykle wspaniale
Chaos Theory jest bez wątpienia najlepszą z trzech pierwszych części cyklu. Rozbudowana, udoskonalona, z interesującą fabułą i podobnie jak we wcześniejszych odsłonach cieszącą oko grafiką. Mająca wiele różnych smaczków i jak zwykle pełna ciekawych dialogów między Samem a innymi postaciami. Misje w końcu przestały być liniowe a w grze pojawiło się więcej miejsca na inwencję gracza. Jeżeli grałeś we wcześniejsze części to wstyd nie zagrać w Chaos Theory, jeżeli zastanawiasz się czy od niej nie zacząć, nie wahaj się- każda gra stanowi odrębną historię a odniesienia do części pierwszej mają tu jedynie charakter ciekawostek.

Plusy:
+ Sam Fisher!
+ dialogi i „smaczki”
+ grafika
+ misje nie są już tak liniowe
+ fabuła i klimat

Minusy:
- wyjątkowo czujni wrogowie
- czasami przeciwnicy widzą Cię wtedy kiedy nie powinni (i na odwrót)
- tryb Versus ma już trochę podstarzałą grafikę
- „blokowanie” wykonywania ciekawych ruchów przez ocenianie misji

Ocena ogólna: 9.5/10
Tom Clancy’s Splinter Cell: Chaos Theory
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Ubisoft
Data wydania polskiego: 28 kwietnia 2005
Data wydania oryginału: 3/2005
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows XP, Windows 2000
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne