Ridge Racer 2

Każdy, kto ma w posiadaniu przenośną konsolkę PlayStation, na pewno słyszał już o jednej z najlepszych serii gier arcade'owych na tę platformę. Świetna grafika, muzyka i przede wszystkim grywalność sprawiły, że Ridge Racer stała się pozycją obowiązkową dla każdego fana zręcznościówek na PSP. Niezastąpiona seria doczekała się kolejnej odsłony w której nazwie pojawiła się cyferka 2. Czy twórcom udało się stworzyć sequel gotowy przeskoczyć wysoką poprzeczkę podniesioną przez pierwowzór? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w niniejszej recenzji.

Informacja o tym, że otrzymam do recenzji Ridge Racer 2 wywołała u mnie niemałe zaciekawienie. Nieraz przecież słyszałam o świetnej grywalności pierwszej części produkcji a z opinii znawców wynikało, że także od strony technicznej gra stała na bardzo wysokim poziomie. Z radością zagrania w drugą część tego ponadprzeciętnego tytułu uruchomiłam PSP.

Let's go!

Po wczytaniu gry już na wejściu został pokazany krótki filmik uwydatniający klimat Ridge'owych wyścigów w których chwilę później sama miałam okazję uczestniczyć. Lecz nim to zrobiłam musiałam wyniuchać jakie opcje i elementy wyścigu zostały zaktualizowane w stosunku do pierwszej części gry. Podczas ogólnego przeglądu opcji dostępnych w menu (prócz starych World Tours, Time Attack i Wireless Battle- bezprzewodowy wyścig z ograniczeniem do 8 osób można tam znaleźć Arcade, Duel and Survival, które w małym stopniu różnią się od siebie) zauważyłam, że twórcy produkując "dwójeczkę" nie mieli na uwadze stworzenia kontynuacji pierwszej części gry. Zamiast tego skupili się na ulepszeniu tytułu, oferując kilka nowych elementów, takich jak np. dodanie do występujących w pierwszej części produkcji kilku nowych marek samochodów. Chyba nie muszę wspominać, że ten precedens, jak i inne (i jeszcze inne) w dużym stopniu wpływa na urozmaicenie rozgrywki. Ważniejsze zaś mechanizmy wciąż pozostały bez zmian. Na samym starcie musimy się liczyć z tym, że zbiorniczki z podtlenkiem azotu znów napełnimy nie w inny sposób jak wchodząc w niekoniecznie kontrolowane poślizgi na kolejnych zakrętach. Po raz drugi klucz do odpowiedniego wykonania tego manewru stanowi jego odpowiednie rozpoczęcie. Bryki dają się należycie prowadzić więc wszelkie zderzenia z bandami są wyłącznie wynikiem błędów graczy, których Ridge Racer nie wybacza. Uderzyłeś w skałę, murek, budynek? Czym prędzej nadrób czasowe straty, bo inaczej przeciwnicy zrobią to za Ciebie... Gdy zaś nabierzemy wprawy w dziedzinie drifftu i wykonamy kilka porządnych ślizgów, nawet się nie obejrzymy a wcześniej wspomniane pojemniki gromadzące energię zostaną napełnione. Po co? By móc w każdej chwili skorzystać z dopalacza, który przy efekcie rozmazania obrazu (który niestety za pięknie nie wygląda) daje porządnego kopa w prędkości prowadzonego wozu.

Gra fika całkiem, całkiem...

Wzmianka o powtarzalności niektórych elementów w grze wystąpiła już w poprzednim akapicie a w tym miejscu wspomnę, że od sequela nie można wymagać całkowitej inności, tym bardziej, iż pierwsza część Ridge Racer 2 dzięki wysokiej jakości technicznej zatrzęsła listami przebojów produkcji stworzonych na PSP. I tym razem jest dobrze. Ba, przyznam, że nawet lepiej. Krajobrazy i drogi widziane okiem kierowcy mają wiele szczegółów a gra świateł na karoserii samochodu sprawia, że mogę z czystym sumieniem powiedzieć: od strony wizualnej produkcja jest prawdziwym mistrzostwem. A co tam, powiem więcej... W tej kwestii twórcy przeszli samych siebie, nie mogę więc do niczego się przyczepić. A tak bardzo chciałam się wyżyć, ganiąc jakąś grę... Cóż, chyba poczekam sobie na jakąś produkcję typu Trabant Racer, gdzie bez owijania w bawełnę będę mogła to zrobić. Bo w tej recenzji takich tytułów jak RR nie ma i nie będzie miejsca na jakąś większą krytykę. Owszem, przyznaję, że autorzy mogli znacznie bardziej urozmaicić składniki wpływające na potencjał tej zręcznościówki ale powiem szczerze, że nie było co poprawiać- gra stała na wysokim poziomie, a w drugiej części ten poziom z pewnością utrzymuje.

Dźwięk

Cóż mogę rzec na ten temat? Powiem tak: muzyka z pewnością nie odstaje poziomem od wyżej omówionej grafiki... To co słyszymy podczas wyścigu jest miłe dla ucha i bardzo dobrze komponuje się z akcją wyścigu na ekranie konsoli. Odgłosy okrzyków komentatora zachwalającego nasze umiejętności są również na miejscu i co najważniejsze, nie przeszkadzają w czerpaniu niemałej radości z grania. Mówiąc krótko: dźwięk w Ridge Racer 2 jest, jak również grafika, robotą rzetelną i starannie wykonaną.

No, ale...

Dobra, myślę że nie przesadziłam z tym uwydatnianiem zalet opisywanej produkcji. Przyznaję, jest ich wiele ale zawsze można znaleźć w grze jakiś element do którego recenzenci - sadyści przyczepiają się z niemałą satysfakcją. Nie będę robić wyjątków i dorzucę swoje trzy a właściwie dwa grosze. Mianowicie pierwszym co mnie poirytowało jest wcześniej wspomniane występujące podczas użycia nitro zamazanie ekranu akcji. Następnym "ale", które obniżyło moją ogólną ocenę Racera jest fakt, że w tej grze prócz kilku fajnych tras i nowych modeli samochodów nie zmieniło się za wiele w stosunku do poprzedniej części na PSP. I to będzie na tyle... Przejdźmy teraz do innych, z pozoru mało ważnych detali, na które miałam okazję się natknąć podczas grania w RR2.

Szczególiki

No to tak... Menu, jak w prawie każdej grze na PSP, stworzono w języku angielskim; podobnie jest z głosem komentatora. Wiem, że na język polski w menu gier na konsole przynajmniej narazie nie ma co liczyć, aczkolwiek jestem pewna, że ci, którzy nie znają angielskiego na pewno poradzą sobie z przebrnięciem przez labirynt nazw i tytułów w tym języku bo obok nich znajdziemy ikony, które gwarantują zaczajenie roli podświetlanych opcji. No cóż, pozostaje się cieszyć, że dostajemy Ridge Racer w języku angielskim a nie- jak mogłaby postąpić swojej narodowości firma- po japońsku. Dopiero by było śmiechu...

Drugim szczegółem wartym omówienia, jest pewna oldschoolowa minigierka, w którą dane nam jest zagrać w każdym dowolnym momencie naszej wegetacji w menu- wystarczy poszukać tego w opcjach. Owa minigra polega na kierowaniu po zawiłych dróżkach autkiem (czy czymś innym... nie wiem co to bo składało się tylko na kilka pikseli) z lotu ptaka w taki sposób, by jak zebrać jak najwięcej żółtych chorągiewek i przy tym umknąć szybkiemu przeciwnikowi, z którym zetknięcie jest równoznaczne z utratą szansy. Pomysł stary jak świat ale z łezką w oku u niektórych zawsze nowatorski... Ponadto, jak już się część graczy domyśla, do odblokowania kilka kilometrów czarnego jak większość PSP asfaltu oraz dużo coraz to lepszych wozów. Grać nie umierać.

Finisz! Zwycięstwo?

Nadszedł czas na ocenę końcową kolejnej z serii do bólu arcade'owych gier firmy Namco. Przyznaję, że nie do końca wiem na jaką ocenę końcową zasłużył opisywany produkt. Z jednej strony powtórzono to co było istotą pierwszej części gry. Natomiast z drugiej... Wiem, wiem: korupcja się szerzy, drzwiami i oknami do mojej chatki na kurzej stopie wsypują się najtajniejsze grupy szkolonych konfidentów... W tej chwili jakiś cudzoziemiec przyciska mi plastikowego (przypuszczam, że na wodę) colta do skroni i ględzi coś o sensie życia w moim wieku... Muszę się poddać, nie mam wyjścia; w wyniku kapitulacji wystawiam ocenę taką a nie inną i pod powyższym tekstem się podpisuję ja, Miss Nice.

Plusy:
+ garść nowości
+ świetna oprawa graficzna i wizualna
+ grywalność

Minusy:
- prócz kilku dodatków, wciąż ten sam, stary Ridge Racer
- efekt rozmycia przy odpaleniu nitro

Ocena ogólna: 8/10
Ridge Racer 2 (PSP)
Wydawca oryginalny: Namco
Data wydania oryginału: 10/2006
Tryby gry: Single player, Multi player
Dostępna platforma: PSP
System operacyjny: nie dotyczy
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne