Recenzja gry "Rome Total War: Barbarian Invasion"


Bella gerant fortes

Zeszły rok dla strategów stał pod znakiem dwóch doskonałych gier: Rome: Total War oraz Warhammer: Dawn of war. Owo starcie tytanów nie przyniosło ostatecznego rozstrzygnięcia. Obie gry okazały się rewelacyjne. Obie jednak reprezentowały dwa różne podejścia do komputerowych strategii. Twórcy Warhammera poszli w wybitnie RTSowe klimaty. Co w połączeniu z niezwykle rozbudowanym i ciekawym światem Warhamera 40 000 dało niesamowity efekt. Moim zdaniem od czasów Starcrafta nie było tak klimatycznego i wciągającego RTSa. Rome natomiast był zabawą dla trochę bardziej wymagających strategów. Mapa strategiczna pozwalała na planowanie długich kampanii, a aktywna pauza w czasie bitwy minimalizowała potrzebę szybkiego klikania myszą. Świat antycznego Rzymu okazał się równie intrygujący i ciekawy jak Imperium odległe w czasie o 40 000 lat.

Młotek rewolucją nie był... jednak do perfekcji doprowadził to, co było już stworzone, był to swoisty hołd dla wcześniejszych. Twórcy Rome natomiast konsekwentnie prowadzili linie swoich gier. Nowe odsłony stanowiły rozwinięcie pomysłów z Shoguna oraz Medievala. Jednak nie było to tylko marne powielanie pomysłów i przenoszenie tej samej gry w inne realia historyczne. Każda z odsłon Total War przynosiła innowacje i zmiany. Dzieło stawało się coraz bardziej doskonałe.

Minął rok. Bitwa o tytuł najlepszej gry strategicznej nie został rozstrzygnięty. Lecz nastał czas dogrywki. Do obu gier prawie jednocześnie ukazały się dodatki.

Swoistą tradycją gier z serii Total War są „inwazyjne dodatki”. Więc po Mongołach i Wikingach nadszedł czas na Barbarzyńców.

Czasy, które przeminęły... czasy, które nadeszły.

Akcja podstawowego Rome działa się w latach rozkwitu Imperium Rzymskiego. W dodatku Barbarian Invasion akcja zostaje przesunięta 350 lat do przodu. O ile w podstawce widzieliśmy narodziny Imperium teraz przyjdzie nam oglądać jego nieuchronny (?) koniec. Sporo się zmieniło w czasach, gdy nie dane nam było dane dowodzić legionami rzymskimi. Tak, więc grę zaczynamy w roku 364r. Cesarstwo Rzymskie nie jest już takim jak go zapamiętaliśmy z czasów podstawowej wersji gry. Nadal zajmuje co prawda rozległe terytoria Europy, jednak gospodarka leży w gruzach, generałowie są skorumpowani i słabi a legiony nie dozbrojone i o słabym morale. Cesarstwo nie jest już jednolitym monolitem. Podział na część Wschodnia i Zachodnia stał się faktem. Do tego dochodzą problemy natury religijnej. Chrześcijaństwo zdobywa coraz większe wpływy w Imperium. Powoduje to niezadowolenie tych, którzy pozostają przy starej wierze. Jest to na tyle palący problem, że może przeobrazić się dość szybko w wojnę domową. By jeszcze dopełnić obraz nędzy i rozpaczy trzeba wspomnieć o nawale ze wschodu. Do granic zbliżają się hordy barbarzyńców. Hunowie, Goci, Wandalowie, Sarmaci... wszyscy oni chcą upadku Imperium. Nastały ciężkie czasy...

Początek końca...

W klimat dodatku zostajemy wprowadzeni już w czasie intra. Po jego obejrzeniu doskonale zdajemy sobie sprawę, że świat w jaki za chwilę się przeniesiemy stoi na krawędzi. Czuć nastrój przełomu dziejów. Hordy barbarzyńców palą rzymskie wioski, kapłani wznoszą modły w obliczu końca a żołnierze rzymscy stają do walki o przetrwanie.

Po takim wprowadzeniu trafiamy do menu gry które nie uległo zmianom. Do wyboru mamy: kampanie (Inwazja Barbarzyńców) oraz pojedyncze bitwy. Niestety bitwy są tylko dwie i to do tego obie znane z dema wypuszczonego przed premierą. Tak wiec mamy starcia na Polach Katalaunijskich oraz pod Badon Hill. Po włączeniu gry zobaczymy, że grafika nie uległa większym zmianom. Cóż Rome wyglądał pięknie nawet na przeciętnym sprzęcie i tak też wygląda Barbarian Invasion. Oczywiście zmienił się wygląd jednostek, no ale przecież zmieniły się czasy w jakich toczymy nasze batalie. Nie zmieniła się także warstwa muzyczna gry. Nadal towarzyszy nam przyjemna muzyka doskonale oddająca nastrój naszych epickich zmagań.

No ale przecież nikt nie traci czasu na jakieś bzdury, wszyscy się palą by odpalić to na co wydali ciężko zarobione pieniądze. Najszybciej i najprościej to sprawdzić odpalając jedną z dwóch wspomnianych historycznych bitew. Bitwa na Polach Katalaunijskich to chyba najważniejsze starcie tamtych czasów. Rzymski generał i polityk Flawiusz Aecjusz zatrzymał marsz Hunów na Rzym i przetrącił kręgosłup hordzie dowodzonej przez Attylę. Co prawda opóźniło to upadek Rzymu tylko o dwadzieścia pięć lat... jednak samo starcie przeszło do historii.

Natomiast w bitwie pod Badon Hill z roku 493 roku n.e. starły się siły Brytów oraz Saksonów. Bitwę tę mieliśmy okazje oglądać już w filmie „Artur”, bowiem niektórzy z historyków utrzymują, że kawalerią Brytów w tej bitwie miał dowodzić właśnie legendarny Król Artur.

Przejdźmy teraz do tego co w dodatku najważniejsze: do nowej kampanii.

Bellum omnia contra omnes...

Po uruchomieniu nowej kampanii przechodzimy oczywiście do wyboru nacji, którą chcemy pokierować. Autorzy oddali nam do dyspozycji dziesięć nowych frakcji: Cesarstwa Rzymskie Zachodnie i Wschodnie oraz barbarzyńców: Alamanów, Franków, Sasanidów, Sasów, Gotów, Hunów, Sarmatów i Wandalów. W grze występuje jeszcze kilka frakcji niedostępnych dla gracza min. Celtowie czy Słowianie.

Gracze, którzy spędzili przy podstawowym Rome trochę czasu zapewne bez problemów rozpoznają ekran gry, Na pierwszy rzut oka zmieniło się nie wiele bo przecież zmiany ramek interfejsu nie można traktować jako „nowości” w dodatku. Diabeł tkwi jednak w szczegółach a tych jest w Barbarian Invasion wiele.

Pierwszą rzeczą jaką dostrzeżemy jest inne rozmieszczenie miast i prowincji. Jest ich mniej niż w wersji podstawowej. Wg autorów ma to odzwierciedlać zmiany administracyjne, które miały miejsce na przestrzeni trzystu pięćdziesięciu lat jakie upłynęły od zakończenia poprzedniej kampanii. W praktyce nadaje to grze dynamizmu. Częściej musimy walczyć w polu mniej jest monotonnego oblegania miast.

Zniknął też Senat. W czasach, które opisuje dodatek nie miał on żadnego znaczenia politycznego, tak więc usunięcie go z gry jest jak najbardziej uzasadnione. Jednak to tylko kosmetyka. Zmianą która zdecydowanie komplikuje i zmienia grę jest wprowadzenie dwóch nowych cech - religii i lojalności. Od teraz każde miasto czy dowódca ma określona wiarę. W grze występują trzy religie, które odgrywały ważną role w tamtych czasach. Mamy wiec chrześcijaństwo, zaratustryzm oraz pogaństwo. Religia wpływa na zadowolenie ludności w osadach. Jeśli oficjalna religia naszej frakcji jest różna od religii wyznawanej w zajętej osadzie, może dojść do szybkiego pogorszenia zadowolenia mieszkańców i w konsekwencji do wybuchu buntu. Nasi wodzowie również posiadają cechę „religia”. Trzeba teraz jeszcze rozważniej dobierać rządców do poszczególnych osad. Oprócz cechy „religia” dowódcy otrzymali jeszcze jedną nową cechę mianowicie „lojalność”. Teraz wódz armii może wzniecić rebelię lub przyłączyć się do buntu, który wybuchł w naszych granicach. Teraz bunt może oznaczać prawdziwą wojnę domową i staje się prawdziwym zagrożeniem, bowiem bunt może ogarnąć kilka prowincji co doprowadzi w konsekwencji do powstania nowej frakcji. Przy okazji opisywania nowych cech wodzów trzeba wspomnieć o nowej zdolności, którą jest prowadzenie walki nocnej. Dzięki tej zdolności atakujący może wybrać porę doby w której będzie toczyć się bitwa. Oddziały zaatakowane nocą mają słabsze morale i łatwo je rozbić. Do tego nocna bitwa dostarcza nam doskonałych wrażeń estetycznych, bowiem trzeba przyznać, że twórcy się postarali.

Kolejną ważną innowacją jest możliwość werbowania nowych wodzów. Wiąże się to z niemałym wydatkiem, ale korzyści z nowego generała zna każdy, kto miał okazje zagrać w podstawową wersje Rome. Teraz wystarczy wybudować w osadzie najlepszy dostępny budynek umożliwiający rekrutacje jazdy. W ten sposób możemy wreszcie zapewnić sobie wystarczającą liczbę rządców w miastach i generałów na czele naszych armii.

Zmieniły się oczywiście też jednostki. Wiadomo czas nie stał w miejscu. Widać, że to schyłek starożytności i początek wieków średnich. Ewoluowała również taktyka jednostek w polu. Żołnierze niektórych jednostek mogą teraz tworzyć „jeża” czy „mur tarcz”. Ponadto jednostki mogą pływać. Wreszcie walki w pobliżu mostu nie będą jedną wielka jatka na przedmościach gdzie obrońca blokował wrogą armię. Teraz sforsowanie rzeki wpław pozwala na używanie nowych taktyk.

Na koniec nowości zostawiłem to, co jest tak naprawdę sercem całego dodatku, mianowicie hordy barbarzyńców. W przypadku niektórych frakcji utrata ostatniej prowincji nie jest jednoznaczne z przegraną. Taka frakcja tworzy wtedy hordę. Nie posiada żadnych ziem tylko armię. Nie może werbować nowych jednostek może jednak wciąż zatrudniać najemników. Horda może posiadać dyplomatów. Nie dostępne są oczywiście takie możliwości dyplomacji jak „umowy handlowe” czy „oferowanie osady” można natomiast negocjować np. „przemarsz hordy” Z powodu braku terytorium nie czerpie dochodów z podatków czy handlu, jedynym źródłem finansowania jest łupienie wrogich osad. Możemy się oczywiście ponownie osiedlić zajmując jakąś osadę. W takim wypadku część jednostek hordy zostaje rozproszona wśród miejscowej ludności i stajemy się znów pełnoprawną frakcją. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by cała operacje powtórzyć wiele razy i utworzyć hordę po kolejnej wielkiej klęsce. Trzeba przyznać, że pomysł doskonale sprawdza się w grze. Najazd barbarzyńskiej hordy potrafi bardzo szybko zmienić układ sił w danym rejonie. Granie hordą Hunów to czysta przyjemność. Komputer doskonale daje sobie rade ze sterowaniem hordą. Wykorzystuje jej mobilność i gra dość agresywnie. Tak, więc od tej pory zaczniemy z niepokojem patrzeć w stronę naszych wschodnich granic.

Patrz Pan, niby barbarzyńcy a mówią po naszemu....

No może nie dosłownie... bo dźwięki na szczęście pozostały oryginalne. Natomiast wszystkie teksty w grze zostały przez wydawcę przetłumaczone. Nigdy nie lubiłem polskich sampli (wstręt został mi po polskiej wersji Baldura), tak, więc mnie „kinowa” lokalizacja odpowiada. Nie dopatrzyłem się żadnych rażących błędów. Widać, że przez te lata nasi wydawcy naprawdę nauczyli się dokonywać porządnej lokalizacji gier. Nie pozostaje mi nic tylko pochwalić.

Zgrzyt, o którym musze wspomnieć nie dotyczy stylu lokalizacji, bo do niego nie mogę się przyczepić, lecz technicznego wykonania. Polska wersja dodatku wywala się do systemu operacyjnego z regularnością godną urzędu podatkowego. Naciśnięcie przycisku „następna tura” wywołuje napięcie jak z czasów osmiobitowców... „wywali się czy nie?”. Wydawca zarzucony listami protestacyjnymi usunął ten błąd, publikując w internecie poprawną wersje pliku, który powodował ów błąd. Jednak zgrzyt pozostał. Kupując oryginalny produkt mam prawo wymagać by wszystko chodziło rewelacyjnie.

Aut Caesar aut nihil

Wprowadzenie wymienionych przeze mnie innowacji sprawia ze w Barbarian Invasion gra się inaczej niż w podstawowego Rome. Gra jest szybsza, brutalniejsza i wymagająca większych zdolności przewidywania. Gracze, którzy lubią planować długotrwałe działania będą musieli wziąć pod uwagę o wiele większą liczbę czynników niż w pierwotnej wersji gry. Moim zdaniem gra przez to wiele zyskała. Twórcy tchnęli drugi oddech życia w nieco skostniałą przez rok grę. Wprowadzenie religii, lojalności oraz hordy wymaga od nas zmiany strategii wypróbowanej w podstawowej wersji Rome. Dodatek rzuca nowe wyzwania zarówno doświadczonym graczom (kampania Zachodnio Rzymska jest naprawdę trudna) jak i w doskonały sposób wprowadza nowych niedoświadczonych graczy (tu z kolei zalecam grę Hunami).

Dodatek jest wart swojej ceny. Każdy fan Rome powinien w niego zagrać. Barbarian Invasion zawiera tyle nowości, że starczyłoby na zupełnie nowa grę. Szkoda że twórcy nie ulepszyli zbytnio inteligencji komputerowego przeciwnika. Wojska dowodzone przez komputer w bitwach taktycznych nadal popełniają zbyt wiele błędów, a dyplomacja prowadzona przez komputer nadal pozostawia wiele do życzenia. To jednak jest słabość wszystkich gier strategicznych i chyba nie doczekamy się prędko by ktoś coś z tym zrobił.

Osobiście dostrzegam jeszcze jedną zaletę dodatku. Mam dość leciwy sprzęt i ledwo spełniam wymogi pudełkowe gry. Jednak widać, że twórcy dopieszczali swoje dzieło i nawet na takim sprzęcie gra chodzi sprawnie i daje przyjemność grania.

Ciekawe jak na to odpowiedzą twórcy Warhammera. Winter Assalut już znalazł się na półkach sklepowych. Czy zapewni Młotowi drugie życie tak jak Barbarian Invasion zapewniło podstawowemu Rzymowi? Czas pokaże... to jednak temat na inna opowieść...

Plusy:
+ Dużo poważnych zmian.
+ Nie jest to odcinanie kuponów.
+ Klimat.
+ Profesjonalna polonizacja.
+ Przecież to nadal Rome.... najlepsza strategia na rynku.
+ Optymalizacja

Minusy:
- Niestabilność polskiej wersji.
- Komputerowy przeciwnik nie wybija się ponad przeciętność.

Ocena ogólna: 8/10
Rome Total War: Barbarian Invasion
Wydawca polski: Licomp Empik Multimedia
Wydawca oryginalny: Sega
Data wydania polskiego: 12 października 2005
Data wydania oryginału: 9/2005
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne