Recenzja gry "Runaway 2: Sen zółwia"
Pamiętacie fabułę poprzedniej części gry, rozgrywaną w opowieści pewnego jasnowłosego studenta w staromodnych okularach? Jeśli nie, to teraz powinniście ją sobie przypomnieć, przynajmniej częściowo. W skrócie: Brian Basco, pilny student przedmiotu bardzo nudnego, zwanego fizyką, pewnego dnia zupełnie przez przypadek jest świadkiem bardzo niecodziennego zdarzenia. Chcąc opuścić rodzinne miasto, rusza w podróż samochodem, gdy pod koła jego auta wpada galopująca dziewczyna. Nie wiedząc, że jest ona ścigana przez członków mafii, Brian odwozi biedaczkę do szpitala i automatycznie pakuje się w kłopoty. Jeśli nie wiesz, co było dalej, najwyższy czas byś na własnej skórze przeżył fantastyczną przygodę o nazwie Runaway: A Road Adventure. Tysiące maili z podziękowaniami za stworzenie tak sympatycznej produkcji, zawierających sugestie dotyczące jej kontynuacji oraz burzliwe dyskusje na forach internetowych skłoniły twórców rzeczonej przygodówki do powtórnego zabawienia się w "ojców" Briana i Giny. I muszę przyznać, że wyszło im to nadzwyczaj nieźle. Jedna z najlepszych gier przygodowych powróciła w całkiem nowej, przezabawnej odsłonie. Jest świetna!
Kilka lat minęło od chwili, w której po raz pierwszy na naszych PC`tach ukazała się budząca ufność ogółu graczy postać Briana, po czym poznaliśmy niezwykle tajemniczą (i wysportowaną) niewiastę o imieniu Gina. Druga część gry zaprasza nas do ponownego spotkania z tą przypadkowo, aczkolwiek znakomicie dobraną parką i jej przyjaciółmi. Ponownie uczestniczymy w opowiadanej przez przyszłego naukowca historii, tym razem tylko do pewnego momentu. Cała przygoda jest, w porównaniu do "jedynki", całkowicie odmieniona. Brian i Gina udają się na wakacje na Hawaje. Samiec widać bardziej wydoroślał, bowiem teraz nie w głowie mu edukacja - wraz z towarzyszką miło spędza czas, korzystając z uroków hawajskiej wyspy Tiki. Porzuca okularki, które dotąd czyniły jego wygląd poważniejszym. Zapuszcza bródkę; nawet włosy mu z lekka pociemniały. A Gina? No cóż, tym razem zostaje pozbawiona sukienki w kolorze wiśni (informacja dla wszystkich panów: tej sceny nie znajdziecie w żadnym przerywniku filmowym) i przyodziewa czarną koszulkę i tej samej barwy spodenki. Namawia Briana do dokładniejszych oględzin wyspy, a konkretnie do zwiedzenia tamtejszych wodospadów. Już nawet wynajęła samolot z pilotem gratis, więc facet, niekoniecznie zachwycony stanem obu, nie mając innego wyjścia wsiada z koleżanką do bardzo starego pojazdu (zupełnie jakby mu powiedzieć "samolot albo rower" - tyle że na tej wyspie akurat nie ma rowerów). Dalszego biegu zdarzeń można się domyśleć: zmęczony długoletnim stażem pilot traci kontrolę nie tylko nad rozpędzoną maszyną, ale i własną osobą, co może się zakończyć tylko jednym - twardym lądowaniem. Nie chcąc narazić Giny na przykre następstwa wypadku, nadopiekuńczy Brian po prostu wypycha ją z samolotu do morza, a sam próbuje opanować wadliwy pojazd. Bezskutecznie. Po pewnym czasie budzi się w rozbitej maszynie, w samym środku dżungli i przypomina sobie szczegóły całego zajścia. Jeszcze nie wie, jak wydostać się z dżungli i dokąd się udać, ale jedno jest pewne: trzeba koniecznie odnaleźć Ginę. Tylko jak to zrobić? Cała nadzieja w rękach graczy. Ostrzegam: nie będzie łatwo. Zwłaszcza, że zdarzenia, w które wplątuje się zakochany Brian, później będą ulegać komplikacjom. Ale nie możemy się łamać, bo przecież wszystko jest dla ludzi (nawet przygodówki). Wystarczy tylko zabrać ze sobą w miarę sprawny mózg, jakieś tabletki utrzymujące szczelność zwieraczy i mocną kawę. Bez pierwszego z wymienionych przedmiotów nie przejdzie, bo chociaż bardzo dobry poradnik znajdziemy w pudełku z R2, to przecież ciągłe do niego zaglądanie nie da nam żadnej satysfakcji z czynionych w grze postępów.
Co można powiedzieć na temat samych zagadek? Z pewnością zostały one naprawdę dobrze przemyślane i logicznie wkomponowane w fabułę. Bieg zdarzeń był ciekawy do tego stopnia, że jednorazowo przy komputerze spędzałam po kilka godzin w całym tygodniu grania (a później game over). Zazwyczaj w każdym momencie gry wiedziałam, co trzeba zrobić, by iść dalej. Jeśli już gdzieś utknęłam na dobre, później okazywało się, że coś przeoczyłam, jakiś przedmiot, którego nie zabrałam ze sobą, a był mi akurat potrzebny. Wtedy ze cztery razy poddałam się i poszukałam drogi wyjścia we wcześniej wspomnianym poradniku. Innym graczom odradzam; naprawdę warto trochę dłużej popracować nad zagadkami zawartymi w tej produkcji, szczególnie, jeśli nigdzie się nie spieszycie i nie wiszą nad wami czarne chmury klątwy naszego Naczelnego.
W stosunku do pierwszej części gry stan oprawy wizualnej nie uległ jakimś gruntownym przemianom. Mamy grafikę stworzoną w oparciu o ten sam engine, tylko może w pewnym stopniu podrasowaną, co oznacza, że nadal jest ciekawie, kolorowo i... pięknie. Grę podzielono na siedem (chyba... wstyd, nie pamiętam) rozdziałów. W każdym z nich nasz niestrudzenie szukający ukochanej bohater zwiedza inny zakątek świata, począwszy od wcześniej wspomnianej hawajskiej wyspy, skończywszy na morzu i spotkaniu z piratami w... XVI wieku. Już na wejściu poznamy nowych przyjaciół oraz groźnych wrogów, zajmujących się badaniami nad tajną operacją o nazwie AMEBA. Dzięki ścisłej współpracy i wielu rozmowom z poznanymi kolegami, wkrótce pomagamy Brianowi poznać prawdziwe oblicze pewnego pułkownika i jego okropnej wspólniczki, oraz dowiadujemy się, jaki mają związek z zaginioną dziewczyną. Pomimo, iż sytuacja staje się bardzo dramatyczna, bohater nie traci nadziei na odnalezienie Giny. Mało tego - to właśnie on stoi za najlepszymi komentarzami i sytuacjami, przy których momentalnie nie można powstrzymać się od głośnego śmiechu. Gracze, którzy docenili humor pierwszego Runaway, teraz na pewno nie będą zawiedzeni.
Czy dźwięk prezentuje się równie wspaniale, jak fabuła i grafika? Z pewnością tak. W zależności od miejsca, w którym aktualnie jesteśmy, w tle słychać albo jakąś tajemniczą muzyczkę, albo śmieszne nagranie, albo też inne, ciekawe dźwięki. Niekoniecznie potrafię to tutaj wyjaśnić, ale jedno jest pewne: muzyka buduje klimat rozgrywki i jest dobrana znakomicie.
Cieszę się, że fachowcy odpowiedzialni za spolszczenie R2 zostawili w spokoju oryginalne nagrania z wypowiedziami bohaterów, bo gdyby tego nie zrobili, ta gra straciłaby bardzo wiele. A tak mamy dobrej jakości podkłady, bez chociażby paskudnego głosu Zosi z serialu "Na złe i jeszcze gorsze", którego już kiedyś użyczyła w innej grze (patrz: recenzja Heroes V). Wersja polska daje nam napisy w tłumaczeniu Piotra Cholewy. Dialogi spolszczył facet świetnie, ale z innymi napisami, czyli np. "użyj MYDŁO z BECZKA" wyszło już trochę gorzej. Nie czepiam się końcówek rzeczowników, pominę nawet wyraz "użyj", napisany raz jeden przez "rz", ale problem w tym, że gdy używałam właśnie MYDŁO z plecaka z BECZKĄ na statku, wyświetlał mi się napis "użyj BECZKA z BECZKA". A gdzie to mydło?! Takich błędów było jeszcze kilka, i może i dlatego postawię grze "tylko" 9+. Gdyby jeszcze R2 był trochę dłuższy i nie miał tych niewielkich błędów w spolszczeniu, na pewno dałabym 10. Bo gra jest warta uwagi, ładna i ma wszystko, co powinna mieć, łącznie z niewybrednym humorem i niską ceną. Polecam każdemu.
Plusy:
+ humor
+ grafika
+ cena
+ muzyka
+ dialogi mówione
Minusy:
- trochę błędów w spolszczeniu
Ocena ogólna: 9.5/10
Runaway 2: Sen Żółwia
Wydawca polski: Nicolas Games
Wydawca oryginalny: Focus Home Interactive
Data wydania polskiego: 29 czerwca 2007
Data wydania oryginału: 1/2007
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP, Windows 2000, Windows 98
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: