Recenzja gry "Port Royale Złota Edycja"

Pod nogami marynarzy załomotały deski pokładu. Ubrani w charakterystyczne pasiaste koszule majtkowie, biegli na swoje stanowiska. Szykowano broń – w słońcu zabłysły kordelasy i lufy muszkietów. Pod pokładem podtaczano działa i gromadzono proch, pakuły i kule armatnie. Nie było już wiele czasu – po spokojnych wodach Morza Karaibskiego sunęły ku sobie dwa potężne, drewniane okręty wojenne, każdy ozdobiony skrzydłami żagli. Chwilę później zabrzmiały pierwsze komendy. Okręt położył się na lewą burtę wystawiając prawy bok ku nieprzyjacielowi. Otworzyły się furty działowe i z otworów swoje wygłodniałe paszcze wychyliły działa. Kiedy odpalono pierwszą salwę, po pokładzie przebiegło drżenie jakby okręt wpakował się na mieliznę a gęsty obłok dymu przesłonił na chwilę świat. Kilkanaście pocisków pokonało niezbyt już duży dystans i z impetem wpadło w sam środek nieprzyjacielskiej jednostki. Rozległy się okrzyki bólu, które jednak zaraz utonęły w huku kolejnej salwy. Przez kolejne minuty okręty ostrzeliwały się z ponurą zawziętością, ginęli ludzie, rwały się żagle, padały maszty... W okolicy pojawiły się już pierwsze rekiny.

Na pewno wielu z was przeżyło okres fascynacji okrętami żaglowymi. Wielu z nas marzyło o jakiś nieprawdopodobnych przygodach na karaibskich wyspach, o epickich bitwach morskich, o zakopanych skarbach, o pięknych kobietach branych do niewoli... No, mniejsza o szczegóły ;-). Grunt, że wielu z nas już z tego wyrosło, przynajmniej oficjalnie. Któż z nas się przyzna do tego, że nadal chciałby z kordem w ręku biegać po dzikich plażach i kopać w poszukiwaniu skrzyni pełnej złota? Chyba nikt, choć popularność gier spod znaku płótna, działa i szpady wskazuje jednak na to, że sentyment ten wcale się nie rozpłynął... Pamiętacie starusieńkich Pirates! Na pewno pamiętacie. Pewnie kojarzycie też Corsairs. A już na pewno słyszeliście lub graliście w którąś część Port Royale. Dzisiaj ta gra wpływa do portu na pokładzie okrętu klasyki komputerowej – dwie części w jednym opakowaniu. I to wystarczający powód aby na chwilę powrócić do tej gry, która przecież najlepszy okres ma już za sobą.

O co łazi?

Fabuła Port Royale (z góry uprzedzam, że pisać będę jednocześnie o obu częściach, chyba że zaznaczę co innego) jest prosta jak rapier oficerski. Morze Karaibskie. Francja, Wielka Brytania, Hiszpania i Holandia ze zmiennym szczęściem toczą rywalizację o ten uroczy region pełen cennych zasobów. Miasta przechodzą z ręki do ręki, dno morskie użyźniają wraki kolejnych okrętów. W środku tego wszystkiego pojawiamy się my – jesteśmy prostym żeglarzem o pewnej wąskiej, wybranej przez gracza specjalizacji. Jesteśmy nikim a nasze jedyne aktywa to okręt i trochę gotówki. Zupełnie inaczej przedstawiają się perspektywy, które są niczym nie ograniczone – możemy skończyć jako wyrafinowana karma dla rekinów albo jako władca mórz, na którego skinienie dziesiątki potężnych okrętów ruszają do walki a tysiące zbrojnych marynarzy wznoszą okrzyki głoszące naszą chwałę...


Panie...laserem mnie potraktowali...

Ale jak do tego dojść?

Grę możemy przejść na wiele sposobów, uzależnionych między innymi od tego na jakie zakończenie się zdecydujemy. Standardowo, zwycięstwo odnosimy po otrzymaniu nominacji gubernatorskiej, ale równie dobrze zabawę możemy sobie przedłużyć.

Do naszego celu – jaki by on nie był, dążymy na różne sposoby. Możemy stać się przykładnym kupcem, którego pękate okręty handlowe przemierzać będą morskie szlaki i zamieniać tony towarów na brzęczące monety. Możemy budować magazyny i zakłady produkcyjne wykorzystując specyficzne właściwości poszczególnych wysp i produkować towary kolonialne lub bardziej powszechne surowce.

Możemy stać się powiernikami gubernatorów i wykonywać zlecane przez nich misje – niektóre bardzo niebezpieczne, inne łatwiejsze, ale wszystkie wymagają pewnej wprawy i znajomości teatru działań. W zamian za sukcesy w tych misjach otrzymywać będziemy różne nagrody – pieniądze, okręty, czasami budynki a zawsze – sympatie narodu dla którego służymy.

Jeśli nie w głowie nam ciągłe przeliczanie wartości towarów lub bawienie się w sługusów jakiś grubych gubernatorów, możemy wybrać drogę bardziej ryzykowną ale i bardziej emocjonującą – drogę rozboju i grabieży, drogę walki. Także i tutaj działać możemy na kilka sposobów – wykupując listy kaperskie i atakując okręty wybranych państw z którymi wystawca listu kaperskiego toczy wojnę lub stosując wolną amerykankę, czyli atakując każdego kto się nawinie. Nasze działania nie trafiają w próżnie – jeśli opinia jakiegoś państwa o nas spadnie zbyt nisko, uzyskujemy zakaz wstępu do portów, a więc i brak możliwości handlu towarami. Trudniej nam też będzie odsprzedać zrabowane łupy. Kiedy narazimy się wyjątkowo mocno, wysłane za nami zostaną konwoje wojskowe, których jedynym zadaniem będzie odszukać nas i posłać na dno w akompaniamencie miłych dla ucha wybuchów.

Jak widać możliwości jest sporo, można też stosować miks wszystkich wymienionych działań i tak je komponować by maksymalnie wykorzystać możliwości gry.


Gubernator znowu czegoś chce...jak zwykle...

A jak się gra?

W obie części gry gra się bardzo dobrze. Już pierwsza część PR zaskakiwała – w swoim czasie oczywiście – bardzo porządnym wykonaniem. Gra nie jest zbyt skomplikowana – wszystkie jej aspekty są łatwe do opanowania i gracz może się skoncentrować na samej rozgrywce a nie na gorączkowym zastanawianiu się który z tysiąca przycisków służy do czegoś tam.

Niezła grafika części pierwszej została poprawiona w drugiej, choć dotyczy to tak naprawdę drobiazgów. Nieco inaczej wyglądają miasta, pokłady okrętów podczas bitwy oraz oczywiście zmienił się sam świat gry, czyli rejon Morza Karaibskiego.

W dwójce usprawniono także model rozgrywki, choć zmian rewolucyjnych niestety zabrakło. Z powodzeniem można określić, że PR2 to odświeżona i odnowiona część pierwsza gry, co w tym przypadku wcale nie razi – skoro już jedynka była bardzo dobra, po co ją drastycznie zmieniać?

Świetnie prezentują się bitwy morskie – z przyjemnością ogląda się okręciki zmagające się z falami i wypuszczające śmiertelnie groźne salwy pocisków. Sterowanie w czasie boju jest intuicyjne – wszystko odbywa się za pomocą dwóch klawiszy myszki a opanowanie tego zajmuje tyle czasu co wypicie szklanki wody przez spragnionego człowieka.

Handel jest równie mocną stroną gry – towarów jest sporo a po odwiedzeniu kilkunastu portów i dokonaniu kilku, kilkunastu transakcji zaczynamy nawet pamiętać co ile kosztuje i czym się gdzie opłaca handlować. Co więcej, zakupując towar – co odbywa się bardzo łatwo i nie wymaga żadnych formalności ;-) – gra zapisuje przy stanie magazynu średnią wartość zakupu danego towaru. Dzięki temu, wpływając do innego portu możemy porównać cenę za którą nabyliśmy towar z tą, za którą możemy go upłynnić i to nie narażając na morderczy wysiłek naszego mózgu. Model handlowy jest dynamiczny, tzn. cena towarów zależy od popytu i podaży – jeśli w danym mieście jest czegoś dużo a zużycie jest niewielkie to i cena którą możemy uzyskać za nasz ładunek nie będzie imponująca. Gdy jednak wpłyniemy do miasta w którym do produkcji potrzebny jest pilnie konkretny zasób a miejskie magazyny są puste, możemy zarobić krocie!


Panie władzo...zahamował nagle bez świateł, no i wjechałem mu w rufę...

Faktem jednak jest, że po pewnym czasie opływanie portów i handlowanie tymi samymi towarami staje się męczące. Na szczęście – tak jak to napisałem powyżej – gra oferuje kilka strategii działania. Jeśli nudzi się nam jedna z nich, możemy się przerzucić na inną. Jeśli brzydzimy się walką to praktycznie całą grę możemy przejść z pozycji księgowego myśląc tylko o cenach towarów i siatce produkcyjnej. Możemy też inwestować w działa i kule armatnie a całą rozgrywkę oprzeć o wygrywane bitwy.

Dodatkowo, w tawernach spotykamy różnych ludzi, którzy będą nam chcieli odsprzedać fragmenty map skarbów, informacje o wybitnych kapitanach lub za darmo poinformują nas o ważnych wydarzeniach..

Ognia!

Reasumując, Port Royale to bardzo ciekawa propozycja, która bez wątpienia zainteresuje maniaków okrętów żaglowych, bitew morskich oraz handlu.

Mimo że PR nie jest już pierwszej młodości, grafika nadal jest sympatyczna – owszem, porównując ją do najnowszych produkcji musimy pokiwać nosem, ale nic tutaj nie odpycha ani nie straszy. Nieźle prezentuje się także dźwięk, który tworzy wpadające w ucho tło dla naszej zabawy, choć i w tym przypadku nic nie rzuci nas na kolana.

Największym minusem gry jest jej schematyczność – choć możemy rozegrać kilka kampanii toczonych w różnych warunkach dla różnych państw, wszystko jest tak naprawdę bardzo podobne. Wielką frajdę daje zdobywanie coraz to lepszych okrętów, ale w pewnym momencie dochodzimy do końca oferty – w tej grze nie pojawią się okręty podwodne ani niszczyciele imperialne. Twórcy – na szczęście – ograniczyli się tylko do rzeczywistych jednostek, starając się je odwzorować w sposób zgodny z rzeczywistością. I to jest dobre, ale w pewnym momencie czujemy po prostu sytość i gra przyciąga mniej.


Na glebę i dygasz setkę...i żebym nie czekał długo...

Mimo to, grywalność oceniam plusowo – gra oferuje kawałek niezłej zabawy a jako że jest to kolekcja klasyki, w jednej paczce dostajemy obie części. A zatem jest to możliwość uzupełnienia kolekcji lub jej rozpoczęcia.

Oceniam na 70% z zastrzeżeniem, że jest to ocena dla gry z serii klasycznej, a więc obowiązują ją inne, nieco niższe standardy niż nowości. Jednak te 70% to nie strzał w kosmos, ale wynik rzeczywistej sympatii do gry.

Jeśli graliście w Corsairs albo Pirates! to i Port Royale się wam spodoba. Jeśli nie graliście... no to może czas najwyższy przenieść się na gorące Karaiby i trochę poszaleć...

Plusy:
+ klimacik
+ okręciki, żagielki i takie tam ;-)
+ bitwy morskie
+ model handlowy
+ sympatyczna oprawa

Minusy:
- w pewnym momencie robi się nudno
- czemu nie ma Polski jako mocarstwa kolonialnego?!? (just jokin’)

Ocena ogólna: 7/10
Port Royale Złota Edycja
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Ascaron
Data wydania polskiego: 19 maja 2006
Tryby gry: Single player, Multi player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP, Windows 2000, Windows 98
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne