Recenzja gry "Barbie: Salon Piękności"

Kiedyś była taka reklama. Synek pyta kilka razy tatusia, czy ten umie czytać, na co po którymś razie zirytowany rodziciel łapie gazetę i z oburzeniem stwierdza, że owszem. Na podkreślenie swoich słów czyta głośno nagłówek artykułu "Wisła - Lech 1:0". Tylko, że synkowi chodziło o książki dla dzieci. Dlaczego to piszę? Ano dlatego, że w domu mam podobną sytuację, tylko z komputerem. O co chodzi? Już wyjaśniam.

Zapewne większość z naszych czytelników, to ludzie młodzi, którzy jeżeli muszą dzielić się komputerem, to z rodzeństwem lub siłą wyższą (rodzice). Jednak myślę, że znajdzie się grupa osób, która musi się dzielić tym kompem z własnymi dziećmi. Ja tak właśnie mam. Po domu biega mi sześcioletni szkrab płci żeńskiej i co jakiś czas przykleja się do mnie, kiedy siedzę przed monitorem. I pyta: "W co grasz?", albo "Mogę z Tobą zagrać?". I może nie byłoby problemu, gdybym grał w jakieś spokojne produkcje. Ale WoW, EQ2, AvP nie należą do kategorii gier miłych i rozwijających, zwłaszcza dla dziecka, które ma 6 lat (i to jeszcze dziewczyny). Trzeba znaleźć coś innego.

Kobieta w średnim wieku...

No i tu z pomocą przychodzi czterdziestosześcioletnia kobieta, która jest najlepszą przyjaciółką wszystkich małych dziewczynek. Wiecie, o kogo chodzi? Jasne, że wiecie. Przeczytaliście przecież tytuł recenzji. Mowa o Barbie, lalce, która zadebiutowała w roku 1959 i do tej chwili jest zabawką, którą każda dziewczynka chce mieć. Barbie od pewnego czasu atakuje dzieci (i portfele rodziców) nie tylko jako plastikowa piękność, z półki sklepowej, ale również przy pomocy różnych innych mediów. Pojawiły się już pełnometrażowe bajki, które są "coverami" takich dzieł jak Jezioro Łabędzie, czy Dziadek do Orzechów. A teraz wkracza w świat wirtualny.

Jedną z wirtualnych propozycji z Barbie w roli głównej jest Barbie: Salon Piękności. Ta gra spełnia część marzeń małych dziewczynek. Przynajmniej tych, które dotyczą lalki Barbie.

Dzięki niej nasza pociecha zamienia się w stylistkę, u której Barbie, lub jedna z jej dwóch przyjaciółek, przygotowuje się do jednego z wielu ważnych wydarzeń w życiu. Takim wydarzeniem są urodziny, sylwester, odbiór jakiejś nagrody, czy po prostu chęć spędzenia dnia w salonie piękności i zrobienie się na bóstwo przed zakupami. Generalnie Barbie przychodzi do salonu, a nasza pociecha zaczyna przeistaczać ją w piękność rodem z wybiegów pokazów mody. Tu zapewne słyszę oddech ulgi wszystkich mam, które do tej pory pełniły zaszczytną rolę modelki dla małych fryzjerek, manikiurzystek, wizażystek i kreatorek mody. To westchnienie ulgi może być zrozumiane tylko przez tych, którzy stracili przynajmniej pół kilo włosów (wyrwanych grzebieniem), mieli uszminkowane zęby (no w końcu to chyba też usta) i policzki, a paznokcie pomalowane dwoma kolorami, aż do drugiego paliczka. Tak, w końcu dzieci będą się "wyżywały" na kimś innym. No to do dzieła.

Następna proszę...

Pierwszą rzeczą, jaką robi nasza pociecha jest (po wpisaniu się na listę stylistek) wybór ofiary...ekhm...przepraszam, klientki, a także okazji, która jest powodem wizyty tejże ofi...klientki w salonie piękności. Do wyboru trzy dziewczyny. Jedną z nich jest oczywiście Barbie, a pozostałe to jej przyjaciółki - Teresa i Christie. Okazji do zrobienia ich na bóstwo jest sporo (całe osiem) i można tam znaleźć, jak już wspomniałem, urodziny, sylwestra, a nawet ślub.

Kiedy już znana jest tożsamość klientki i okazja, należy przejść do samego gabinetu tortur...znaczy salonu piękności. Jest on podzielony na cztery części. Salon fryzjerski, salon makijażu, salon manicure i w końcu sklep z ubraniami. Klientka będzie musiała odwiedzić każde z tych czterech miejsc, aby w pełni odmieniona mogła udać się na spotkanie, przyjęcie, czy cokolwiek zaplanowała.

W salonie fryzjerskim, jak się zapewne domyślacie, profesjonalnej obróbce zostaje poddana głowa (ze szczególnym uwzględnieniem włosów) klientki. Włosy można wyprostować, pofalować, skrócić, wydłużyć (tu uwaga do mam...należy wytłumaczyć dziecku, że naprawdę nie można najpierw obciąć włosów, a zaraz potem ich wydłużyć...pamiętajcie...ostrzegałem). Krok następny to oczywiście wszelkiego rodzaju zabawy kolorem. Włosy mogą być zafarbowane całe, lub tylko pasemka. Dalej fryzura. Do wyboru kilka różnych typów uczesania. Na koniec można dołożyć wszelakie dodatki na włosy. Diademy, spinki i tym podobne. Kiedy już włosy są piękne, można przejść do kolejnej części salonu.

Następny niech będzie salon manicure. Zainteresowanie naszej małej stylistki przenosi się tym razem na paznokcie klientki. Kilka rodzajów tipsów (to takie sztuczne paznokcie, a nie podpowiedzi do gier - info dla mężczyzn), lakiery jedno i kilku barwne. Lakiery z brokatem, naklejki na paznokcie. Słowem wszystko, co mała manikiurzystka mogłaby chcieć od życia.

Kiedy już paznokcie są wypielęgnowane można na przykład odwiedzić tą część salonu, gdzie stylistka nałoży profesjonalny (i piękny) makijaż. Jak się pewnie już domyślacie, tu również jest do wyboru spora liczba narzędzi tor...eee...kosmetyków. Można zacząć wszystko od nałożenia maseczki na twarz (z obowiązkowymi plastrami ogórka). Potem, kiedy już się ją zdejmie można zacząć wielkie malowanie. Szminki, cienie do powiek, pudry, róże...co tylko dusza zapragnie.

Dzień w salonie zakończymy wizytą w sklepie z ubraniami. Tu nasza mała stylistka może odziać klientkę w szałowe ciuchy. Można tam znaleźć nie tylko kreacje, których nie powstydziłyby się gwiazdy Hollywood na rozdaniu Oskarów, ale także ubiory bardziej luźne i dostosowane do mniej formalnych okazji. Suknie, spodnie, garsonki, bluzki, różne kroje i kolory. Jest w czym wybierać. Całość można zwieńczyć wyborem odpowiedniej biżuterii.

Kiedy już klientka odwiedzi wszystkie cztery działy Salonu Piękności, pojawia się możliwość obejrzenia efektów tej wizyty. Po kliknięciu na ikonę kamery zostaje wyświetlony krótki film, gdzie po kolei oglądamy wizytę w salonie, na zasadzie "przed i po". Na końcu filmiku widać klientkę salonu, która bierze udział w wydarzeniu, na które się przygotowywała.

Tak pokrótce wygląda sama "rozgrywka" od strony "fabularnej". A jakie są technikalia?

Kulisy bycia pięknym...

Graficznie gra jest bardzo ładna. Wszystko jest duże, w bardzo ładnych pastelowych kolorach. Wygląd lalek jest zgodny z tym, co dzieci znają ze sklepów i z filmów animowanych. Wszelkie animacje, jakie pojawiają się w trakcie rozgrywki są zrobione bardzo dobrze, i na pewno nie odrzucą dziecka od monitora.

Sama gra jest zrealizowana techniką point & click. Po prostu wybiera się myszką jakiś element, kosmetyk, ozdobę, a następnie klika na miejsce, gdzie chcemy go umieścić. I trzeba powiedzieć, że w tej materii dziecko też jest niejako prowadzone za rękę. Każdy "element" można umieścić tylko tam gdzie jego miejsce. Najbardziej istotne jest to chyba w przypadku makijażu. Szminka trafi tylko na usta, a cień do powiek tylko na powieki. Nasza mała stylistka nie będzie więc w stanie stworzyć malowidła a'la Picasso na twarzy modelki. To bardzo ważne, że dziecko widzi, iż to, co tworzy wygląda ładnie, schludnie i estetycznie.

Jeśli chodzi o dźwięk, to tu też spory plus. Nie za muzykę, jaka sączy się z głośników. Jest miła, ale nie najważniejsza. To, co jest naprawdę rewelacyjne, to fakt, że co jakiś czas w trakcie swojej wizyty, Barbie (lub jedna z jej przyjaciółek - zależy, kogo wybrała stylistka), chwali dotychczas wykonaną "pracę". Okrzyki (nie za głośne) w stylu "Ależ to jest cudowne", "Co za piękny kolor", "To jest perfekcyjne" z pewnością ucieszą naszą domorosłą stylistkę. Zresztą cała konstrukcja gry, to co się dzieje w trakcie "pracy" z modelką i wydźwięk filmiku podsumowującego wizytę w salonie, mobilizują dziecko do kolejnych sesji z Barbie i jej koleżankami, a także pozostawiają uczucie, że to co się zrobiło zostało zrobione bardzo dobrze. I uważam, że takie podejście do dziecka jest w tej zabawie jedną z ważniejszych rzeczy. Duży plus.

Oczywiście cała gra jest w języku polskim. Nie znajdzie się tam zbyt dużo tekstu do czytania. Wszelkie wskazówki czy pomoc są czytane przez aktorkę, która podkłada głos pod Barbie, co pozwala na swobodną grę tym dzieciakom, które jeszcze nie są biegłe w składaniu liter. No i odciąża to rodziców, którzy nie muszą czytać poleceń i tłumaczyć, co trzeba teraz zrobić.

Reasumując...zdecydowanie polecam tą pozycję wszystkim, którzy mają dzieci (oczywiście mówię tu o córkach). Jeśli nie jest to Wasze dziecko, a musicie kupić jakiemuś szkrabowi prezent, to Barbie: Salon Piękności jest bardzo dobrym pomysłem. Potrafi przykuć domorosłą stylistkę do komputera na długi czas i na pewno nie znajdzie się tam żadnych treści, niepożądanych dla młodego umysłu. A kto wie, może pod wpływem czasu spędzonego z Barbie w Salonie Piękności, młoda stylistka, zapragnie w przyszłości poświęcić się właśnie takiemu zajęciu...

Plusy:
+ w całości po polsku
+ grafika dostosowana do młodego odbiorcy
+ zero śladów przemocy
+ Barbie dla dziewczynek
+ filmik na zakończenie wizyty w salonie
+ trzy modelki i kilka okazji do wyboru
+ mnogość opcji do wyboru w trakcie stylizacji
+ pochwały od modelek w trakcie stylizacji
+ pomysł

Minusy:
- żeby wejść w profil innej stylistki, trzeba ponownie uruchomić grę
- więcej nie stwierdziłem...

Ocena ogólna: 7/10
Barbie: Salon Piękności
Wydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: Vivendi Universal Games
Data wydania polskiego: 28 kwietnia 2005
Data wydania oryginału: 8/2005
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 98, Windows ME, Windows 95, Windows XP
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne