Recenzja gry "Batman Begins"
W zasadzie wszystko powinniśmy zawdzięczać Tim’owi Burton’owi. Jeśli ktos nie wie o kogo chodzi (a jest jeszcze ktoś taki?) – od razu wyjaśniam. To człowiek, który po raz pierwszy, przeniósł historię Batmana na srebrny ekran, uczłowieczył go. Uczłowieczył, co znaczy, że nadał mu cechy ludzkie. Ukazał nie tylko dobrą, ale również mroczna stronę Bruce’a Wayne’a. Można przyjąć, że własnie z pojawieniem sie pierwszego filmu o człowieku nietoperzu zaczął się boom związany z tymże. Potem był „Powrót Batmana”, „Batman Forever” i najsłabsza chyba część „Batman i Robin”. Zmieniali się reżyserzy, zmieniał się aktor odtwarzający główną rolę, ale jedno nigdy się nie zmieniło i nie zapowiada sie, żeby coś takiego nastapiło – główny bohater. Łatwo było przewidzieć, że ktoś kiedyś pokusi sie o nakręcenie kolejnej części przygód o Batmanie. Pytanie powinno brzmieć – czy będzie to kolejna bezmyślna historyjka o wielkich wyczynach Bruce’a, czy może cos ambitniejszego, co raz na zawsze zakończy mit o nieudanych ekranizacjach komiksów (vide chociażby X-Men).
I wtedy pojawił sie on – Christopher Nolan. Nakręcił film, będący prequelem poprzednich części. Film opowiadający historię nie super bohatera, lecz historię chłopca, a później mężczyzny, który po śmierci rodziców dochodzi do punktu, w którym staje się owym superbohaterem...
Ale zanim do tego doszło, był sobie mały Bruce Wayne, dziecko pary miliarderów. Rodzice, choć byli posiadaczami sporej fortuny, nie rozpieszczali syna. Pewnego razu wybrali się we trójkę do kina na Maskę Zorro. Po skończonym seansie zostali zaatakowani przez bandytę, a że stawiali opór, ten bez skrupułów ich zabił. Przyszły Nietoperz poprzysiągł sobie, że już nikt nigdy nie będzie cierpiał, tak jak cierpiał on. Wyjechał i trenował ciało i umysł, aby powrócić do Gotham City i stawić czoła przestępcom. Mniej więcej o tym opowiada film Batman: Begins.
Jak to bywa w przemyśle, jest akcja to musi być i reakcja, całkiem niedługo po ukazaniu sie filmu, 17 czerwca bieżącego roku, Electronic Arts uraczyło nas grą Batman: Begins w wersji na PS2. Gra zaczyna się dość klimatycznym intrem, mianowicie cut-scenką wyjętą prosto z filmu. W skrócie ukazane jest morderstwo rodziców Bruce’a oraz jego trening. Nie zastanawiając się długo przeszedłem do rozgrywki.
Na pierwszy rzut oka Batman wydaje się całkiem zgrabnie i przyjemnie zrobioną grą. Grafika naprawdę przykuwa wzrok, co niestety nigdy nie było specjalna zaletą gier robionych na podstawie filmów. Lokacje zadzwiają ilością szczegółów i dokładnością wykonania. Co by nie mówić, gra się przyjemniej, kiedy naokoło nietoperza błyskają płomienie, albo woda kapie z pękniętych rur w kanałach w rytm marsza pogrzebowego.. Jeśli już wspomniałem o płomieniach to warto tu wspomnieć o „scenie” kiedy Batman ucieka z płonacego magazynu. Musze przyznać, że dla takich fragmentów warto odpalać grę. Twórcy powinni dostać Oscara za efekty. Co do wyglądu postaci to nasunęło mi się skojarzenie z Max Payne’em. Wyglądają ślicznie, twarze są zrobione bardzo szczegółówo, a i do poruszania się nie można mieć specjalnych zastrzeżeń. Oprawa w ogóle bardzo przypomina Max’a. Mroczne Gotham, stroje przeciników, momentami również sterylne lokacje. Ale to jednak nie to. Wracając do postaci to jedyną, która nie bardzo mi się podobała jest...BatmanZ jednej strony porusza się sprawnie, z drugiej jednak czasem wygląda jakby przez całe dzieciństwo nosił pięciolitrowe baniaki pod pachami. Sposób w jaki się skrada przywodzi mi na mysl Gimli’ego z Władcy Pierścieni. Batman wygląda też najbardziej plastikowo, ale można mu to wybaczyć ze względu na lateksowe wdzianko, które momentami błyszczy sie całkiem ponętnie. Jesli chodzi o muzykę to jest, ale bez żadnych rewelacji. O ile głosy są podłożone rzetelnie i porządnie, o tyle muzyka nie wybija się za bardzo. Nie ma tu nic zaskakującego. Mroczne, pompatyczne motywy, podczas walki szybsze tempo, po walce stonowanie i tak w kółko. Na plus można jednak zaliczyć efekty typu trzaski płomieni czy dźwięk deszczu lub burzy. Podsumowując oprawa audiowizualna jest zrobiona porządnie, ale nie wybitnie. Ot, zwyczajnie dobrze wykonana robota.
To samo niestety można powiedzieć o grywalności. Miałem rację, że podszedłem sceptycznie do kolejnej gry zrobionej na podstawie filmu. W takim przypadku ma się wrażenie, że twórcy gry za bardzo chcieli skupić się na odwzorowaniu filmu, a nie samej grywalności. I niestety widać tego efekty. Bo co z tego jeśli lokacje będą pieknie zrobione, będą nam przypominać o filmie, skoro nie można się w nich specjalnie wykazać.
Gra jest z góry zaplanowana. Sztywna fabuła wsadzona w ramy cut-scenek wyjętych żywcem z filmu nie pozwala Batmanowi na rozwinięcie skrzydeł (albo peleryny, jak kto woli). Schemat gry wygląda mniej więcej tak: weź klucz, otwórz drzwi, zabij wroga, znajdź przyciski, rozwal rurę, zabij wroga, zjedz pieroga (eee, nie ta gra? : )). Generalnie nic nowego i nudy cały czas. Nawet moje zachwycanie się lokacjami nie pomogło.
Batman: Begins wbija sobie sam dwa dodatkowe gwoździe do trumny. Pierwsza sprawa – przez cały czasna ekranie pokazują nam się wskazówki który przycisk wcisnąć, czego użyć, gdzie iść – bez sensu. Takie rozwiązanie może być dobre dla 5latków, którzy musza byc prowadzeni za rączki, a gra przecież do 5latków kierowana nie jest? Dla starszego, bardziej wymagającego gracza, takie rozwiązanie to zwyczajny dramat. Jak można wczuć się w klimat, kiedy nie mozna nawet samemu pokombinować, a na każdym kroku towarzyszy nam w rogu ekranu zielony trójkącik albo różowy kwadracik. Gwóźdż nr dwa to brak interakcji z otoczeniem. Jeśli kogoś zadowala gra, kiedy ściezka jest tylko jedna i nie można nawet wejść do byle jakiego pokoju, żeby popatrzeć np. na obraz na ścianie, to to jest gra dla niego. Niestety mi coś takiego nie pasuje i od razu widać analogię z poprzednim „hitem” przeniesionym na ekrany komputerów – Constantine. Bez komentarza. Batman ma też dziennik, w którym zapisują sie jego bieżące zadania, przydatne gadżety i sposób ich obsługiwania. Wszystko podane jak na talerzu. Szkoda, że twórcy gry przesadzili z tymi poradami.
Podusmowując, gra Batman: Begins jest produktem bardzo średnim w moim przekonaniu chwytem marjetingowym (a która gra nie jest?) i niczym więcej. Dobra miejscami grafika i efekty dźwiękowe, nawet klimatyczne motywy zostały zwyczajnie zabite przez tragiczne rozwiązania i brak możliwości improwizacji. Szkoda, bo materiał na grę rewelacyjny. A tak tylko trójeczka.
Plusy:
+ lokacje
+ efekty dźwiekowe
+ wykonanie postaci
Minusy:
- grywalność
- schematyczność
- praktyczny brak interakcji z otoczeniem
- przewidywalna muzyka
- wszędobylskie wskazówki
- marnotrawstwo takiego materiału na grę
Ocena ogólna: 6/10
Batman Begins (PS2)
Wydawca polski: Electronic Arts Polska
Wydawca oryginalny: Electronic Arts
Data wydania polskiego: 6/2005
Data wydania oryginału: 6/2005
Oryginalna strona gry: EA - Batman Begins
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PS2
System operacyjny: PS2
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: