Recenzja gry "Black & White 2"
O tym, że trudno być bogiem przekonywali nas już dobrych kilkadziesiąt lat temu Arkady i Borys Strugaccy. I chociaż wymiar tamtej powieści był pesymistyczny, twórcy gier komputerowych nie dają się tak łatwo zniechęcić. Niejaki Peter Molyneux w przypływie ambicji stworzył grę, która pozwoliła odbiorcy wcielić się w kogoś na wzór boga – rządzić, decydować i wpływać na losy swoich wyznawców. Jako że każdy człowiek ma wrodzoną potrzebę władzy, Black and White, bo taki tytuł nosiła gra, szybko zyskał sobie ogromną rzeszę fanów. A że zgodnie z normalną koleją rzeczy po każdej dobrej i nowatorskiej grze przychodzi coś takiego, jak sequel, masz właśnie przed sobą, drogi Czytelniku, recenzję gry Black and White 2.
Na początek krótko o samej grze, która wbrew pozorom jest tytułem, traktującym o… rozmnażaniu. W zasadzie trudno zakwalifikować B&W do jakiegoś konkretnego gatunku – ja bym ją określił jako mieszankę symulatora, gry strategicznej i role-playa. Jako że tytuły autorstwa Molyneux zawsze są klasą samą dla siebie zachodzi pytanie co może wyjść z takiego połączenia? Odpowiedź jest w tym przypadku jednoznaczna – hicior! Czy druga część spełni zatem oczekiwania pokładane w niej przez osoby, które pierwsza część zachwyciła? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w niniejszej recenzji. Zapraszam do lektury.
Mówią człowiek wszystko może
Gra rozpoczyna się od ciekawie zrealizowanego intra przedstawiającego narodziny boga (tak, tak – to Twoje narodziny, drogi Czytelniku – podobno w szpitalu wyglądało to nieco inaczej, ale w końcu Molyneux wie lepiej). Kiedy już się narodzisz z braku laku rozpoczniesz zapewne zabawę od wyboru chowańca oraz od tutorialu…
Rola chowańca nie zmieniła się od czasu pierwszej części gry – tym razem do wyboru pozostawiono Ci małpę, lwa, wilka oraz krowę. Co ciekawe w kolekcjonerskiej edycji do tej czwórki dochodzi jeszcze tygrys. Jeżeli więc w Twojej opinii wydanie dodatkowych 40 złotych celem nabycia praw do wychowywania dodatkowego zwierzątka jest warte takiej kwoty, to z całą pewnością dokonasz zakupu edycji kolekcjonerskiej. Ja bym jednak nie ryzykował – jakby nie było chodzi jednak o wyciągnięcie z Ciebie dodatkowych pieniędzy.
Największą wadą tutorialu jest to, że nie można go pominąć, jeżeli posiada się wersję gry 1.0. W patchu uaktualniającym grę do wersji 1.1 pojawiła się na szczęście opcja dodatkowego zwoju, który pozwala ominąć samouczek oraz dokonuje wielu innych pożytecznych poprawek. Jako że po zainstalowaniu łatki występują jednak problemy z sejwami, zapisanymi w poprzedniej wersji, polecam dokonanie uaktualnienia jeszcze przed rozpoczęciem samej rozgrywki. Jako recenzent oceniam jednak grę, a nie grę spatchowaną, dlatego też zdecydowałem się na granie przy pomocy wersji 1.0
Sam tutorial jest bardzo przydatny. B&W2 różni się znacznie od części poprzedniej, zwłaszcza w kwestii sterowania i interfejsu, dlatego też odrobina praktyki każdemu się przyda. Przesuwanie ekranu nie odbywa się już wtedy, gdy przesuniesz kursor w obręb jego krawędzi. Teraz sam decydujesz o tym, co ma pokazywać kamera, bo poruszasz ją przy pomocy prawego przycisku myszy. Druga różnica dotyczy zmiany kąta padania kamery – teraz odpowiedzialnym za to jest środkowy przycisk myszy. Dużym plusem jest też uwolnienie od klawiatury – teraz przy pomocy myszy możesz spokojnie wydawać wszystkie polecenia.
Na minus trzeba natomiast zaliczyć to, że w B&W2 pojawia się interfejs, którego brak był wielkim plusem poprzedniej części. Złożoność sequela zwyczajnie uniemożliwiała pozostawienie sterowania wyłącznie przy pomocy myszy. W efekcie masz coś takiego, jak pasek narzędzi, w dodatku wyposażony w nieprzyzwoitej wielkości przyciski, które znacznie utrudniają grę, zwłaszcza przy konieczności szybkiego podejmowania decyzji. Na szczęście pasek narzędzi można w dowolnym momencie ukryć.
Sama rozgrywka umożliwia stanie się bogiem Greków. Na szczęście nie jest to jedyna nacja, która w grze się pojawia, co z tego jednak, skoro tylko reprezentantami Hellady pozwolono Ci dowodzić. Ale za to możesz sobie popodbijać Azteków, Wikingów czy Japończyków. Od razu się człowiekowi przyjemniej robi. Miłą rzeczą jest też to, że każda nacja ma w Black and White 2 swój indywidualny styl. Budynki bardzo różnią się od siebie, a i poszczególne jednostki inaczej się ubierają.
Fabuła, którą przygotowano, jest niestety niekoniecznie rozbudowana i niespecjalnie ciekawa. A wygląda mniej więcej tak – Twoje miasto atakują krwiożerczy Aztekowie, żeby uratować swoich poddanych musisz ich przedostać w pobliże specjalnego portalu, który zupełnie przypadkiem tam się otworzył. Jako że wymagania scenarzystów nie są zbyt wielkie, gra zadowala się tym, że uratujesz ich kilku, po czym przenosi Cię do znacznie spokojniejszej okolicy. Tam Grecy mogą sobie bez przeszkód rozwijać osiedle, rozmnażać się, przygotowywać się do ostatecznej bitwy poprzez podbijanie lub zjednywanie sobie sprzymierzeńców wroga i robić inne, tym podobne rzeczy. Całość ich poczynań jest bardzo schematyczna i standardowa, nie będę się więc dalej nad nią rozwodził.
Co ciekawe obok zadań głównych, które zazwyczaj sprowadzają się do tego samego, scenarzyści przygotowali dla Ciebie całkiem sporo zadań pobocznych, które możesz aktywować poprzez wybieranie porozrzucanych po całej wyspie srebrnych zwojów. Te już są znacznie lepiej pomyślane – jednym z początkowych questów jest udowodnienie szanownemu ojcu ciężarnej kobiety, że to nie Ty (bóg) jesteś odpowiedzialny za ciążę córki, a ktoś inny. Inne zadania są nie mniej śmieszne, dlatego warto czasem poświęcić trochę czasu na ich odkrywanie. W porównaniu do części pierwszej poczyniono w tej kwestii ogromny postęp.
Chyba największym błędem ze strony Lionhead Studios (producenta gry) było nieudostępnienie opcji czegoś takiego, jak skirmish, a już na pewno największym grzechem tej gry jest brak multiplayera. W efekcie na całość gry składa się jedynie sama kampania, która, powiedzmy sobie szczerze, jest bardzo przyjemna i wymaga od gracza dość sporego zaangażowania, nie można o niej jednak powiedzieć, żeby była jakaś przesadnie długa (tak naprawdę „trwa” ona jakieś 8 światów). Na szczęście można ją przechodzić na różne sposoby.
Już przy wybieraniu chowańca Twoi pomocnicy (sumienie?) informują Cię, że znowu możesz być bogiem dobrym albo złym (niespodzianka!). Sam „chowaniec” (brzydkie określenie – niejednokrotnie bardziej by pasowało z angielskiego „kreatura” albo chociaż rdzennie polskie „stworzenie”) zostanie wychowany zgodnie z polityką, którą obierzesz. Aspekt moralny gry został zresztą wyważony znakomicie, wszystko – począwszy od drobnych decyzji dotyczących usunięcia głazu z ogródka jakiegoś wieśniaka, na bardzo poważnych militarnych decyzjach skończywszy – tworzy później obraz tego, jakim jesteś bogiem. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by później nieco zliberalizować poglądy, odbije się to jednak na psychice chowańca, któremu obce będą pewne ważne umiejętności, a i Ty nie zostaniesz oceniony zbyt wysoko. Zawartość następnego śródtytułu ma za zadanie pomóc Ci jednak przypomnieć sobie, jak to jest być…
Wyrzuć ten gniew!
…dobrym! Dobry bóg to taki, który sprawuje swoje „rządy” w sposób pokojowy i nigdy nie wykorzystuje siły. Nie czyni on tego nawet wtedy, gdy przyjdzie mu rozszerzyć swoje panowanie na członków innych nacji. Dobry bóg wie, że równie dobrze można sprawić, że członkowie tychże nacji sami zapragną zamieszkać na terenach, których on jest bogiem. Żeby taka wola w nich się obudziła dba o swoich poddanych – spełnia ich zachcianki, rozbudowuje własne miasto, pomaga im się rozmnażać (rozumiem przez to tylko i wyłącznie swatanie mężczyzny z kobietą – to do nich należy reszta tego obowiązku – uprasza się o uczesanie myśli) i robi dużo innych niekoniecznie potrzebnych, ale za to sprawiających przyjemność jego wiernym rzeczy.
Twój pupilek, w przypadku bycia dobrym bogiem, będzie pomagał przy pracach domowych [zbieracz surowców], będzie niańczył dzieci albo ich rodziców [komediant] albo pomagał w stawianiu monumentalnych budowli, które później zachwycą członków (nie – tym razem nic o rozmnażaniu) innych nacji [budowniczy]. Dodatkowe cuda mogą też sprawić, że będzie robił inne pożyteczne rzeczy. Tak naprawdę jednak jego rola będzie znacznie mniejsza, niż w przypadku bycia złym bogiem – wtedy chowaniec jest wprost niezbędny. Tutaj jest on miłym dodatkiem – względna sztuczna inteligencja, którą go obdarzono, nie pozwala na pozostawienie w jego gestii rozwoju metropolii. Ot, taki miły pieszczoch – nic więcej. W części pierwszej nasze tamagotchi wymagało znacznie większej uwagi, co ucieszy tych, którzy kontakty z chowańcem uważają za zbędne zakłócenie rytmu, w którym rozwijają osiedle. Mnie niespecjalnie jednak takie rozwiązanie przypadło do gustu.
I don't want to sit on a lemon tree
Zły bóg to taki, który nie zawaha się przed użyciem siły. Ba! To taki, który swojej siły nadużywa. Najkrócej rzecz ujmując kiedy wybierzesz taką drogę będziesz musiał wyszkolić armię, po czym wysłać ją przeciw nieprzyjaciołom i ich pokonać.
Niestety taka opcja odsłania kolejną słabość B&W2. SI wojsk kuleje – nie myślę już nawet o Twojej armii – no bo cóż „chopy” poszli, wzięli broń i walczą - gorzej, i to znacznie, jest z SI przeciwnika. Pomijam już fakt, że w większości przypadków Twoich ataków jest on kompletnie bezradny, najbardziej, o ironio, na straconej pozycji jest on jednak wtedy… kiedy atakuje. Najpierw ustawia się tak, żebyś kontrolnie zdążył pochować wszystkich imigrantów, po czym małymi grupkami idzie na rzeź. Oczywiście nie oczekiwałem jakiegoś zaawansowanego symulatora zachowania żołnierzy na polu walki, w końcu nie to jest w grze najważniejsze, można było natomiast ten element chociaż trochę dopracować. W końcu w tym elemencie gra staje się bardzo podobna do zwyczajnego RTS-a, a to już do czegoś zobowiązuje.
Chowaniec bierze przykład ze swojego złego pana. Staje się on znakomitym i budzącym strach wojownikiem. Wzbogacony o dodatkowe cuda może być nawet niepokonany (ewentualny chowaniec tej drugiej nacji mu nawet wtedy nie podskoczy). Oczywiście żeby tak się stało trzeba go odpowiednio wychować. Tak samo, jak dobremu stworzeniu wypada zabronić kontrolnego zjadania wieśniaków, tak samo złą kreaturę koniecznie trzeba za taki gest pochwalić, a to tylko najprostszy przykład. Samo wychowywanie chowańca stało się w sequelu łatwiejsze, bo masz możliwość sprawdzenia o czym on myśli i odpowiedniego na to zareagowania.
No dobrze,Black and White 2 jest grą rozbudowaną, dlatego nie sposób opisać wszystkich jej aspektów, o jednym jednak zapomnieć nie mogę – pora na zanalizowanie tego, co widać i tego, co słychać.
Ni widu, ni słychu
Grafika w B&W2 jest zwyczajnie ładna, a czasami nawet bardzo. Całość została oczywiście zrealizowana w pełnym trójwymiarze. Kamerę możesz w dowolnym momencie obracać, zbliżać albo oddalać Nie zapomniano też o jakże ważnym cyklu dnia i nocy (na który jako bóg możesz bez przeszkód wpływać, ale to już inna historia). Jako że gra, podobnie, jak i ja, wspiera karty ATI, moje oko mogło się cieszyć naprawdę ładnymi widoczkami i nie miałem z nimi żadnych problemów. Jak się okazuje osoby wspierające nVidię spotykają niestety jakieś niespodzianki, mam nadzieję jednak, że ten błąd zostanie wkrótce naprawiony. Bo – rzeczywiście – jest na co popatrzeć.
Muzyka jest fajna, ale niestety zrealizowana bez błysków i nie posiadająca żadnego chwytliwego motywu. Porządna to robota, która jednak czasami przeszkadza w grze, a to niedobrze. Efekty dźwiękowe za to są perfekcyjne. Wieśniacy pomrukują czego im trzeba, a zwierzęta szeleszczą w trawie. Ogólnie rzecz ujmując masz wrażenie, że takie właśnie odgłosy docierałyby do Ciebie, gdybyś był bogiem i patrzył na tę krainę z góry.
Angielski dubbing jest bezbłędny, a polska wersja zrealizowana bez większych wpadek. Jak widzisz nie ma się więc zbytnio nad czym rozwodzić i pora przejść do czegoś, czego zapewne będąc zdezorientowanym moimi dotychczasowymi na przemian występującymi pochwałami i krytykami oczekujesz – do podsumowania.
Rozmnożyć czy nie rozmnożyć?
Mnoży się opinii na temat drugiej części Black and White’a, oj, mnoży, jak dzieci w mojej krainie. Jedni twierdzą, że po raz kolejny Molyneux stworzył grę, która zapisze się w annałach historii, inni natomiast uważają, że ta gra jest niezbyt udaną kalką swojej poprzedniczki i że nowości jest w niej zbyt mało, żeby ktokolwiek kojarzył za kilka lat, że kiedykolwiek stworzono sequel B&W. Jak będzie naprawdę zwyczajnie nie wiem.
Wiem natomiast, że zrecenzowałem kawał porządnie zrobionego tytułu. Jako, że zbyt wielkiego wyboru nie ma, samą grę po prostu trzeba przejść dwukrotnie – raz jako bóg dobry, a raz jako ten zły - za każdym razem te same elementy wyglądają zupełnie inaczej. Reasumując, Peter Molyneux zapewnia Ci kilkanaście godzin intensywnej rozrywki – aż grzechem byłoby nie skorzystać – marudzenie zostaw recenzentom gier komputerowych – wszyscy inni będą raczej tą grą zachwyceni!
Plusy:
+ bardzo rozbudowana
+ świetna graficznie
+ porządnie zrobiona
+ umoralniająca
Minusy:
- niewiele nowości
- SI
- pasek narzędzi
- brak skirmish
- brak multi
Ocena ogólna: 8/10
Black & White 2
Wydawca polski: Electronic Arts Polska
Wydawca oryginalny: Electronic Arts
Data wydania polskiego: 14 października 2005
Data wydania oryginału: 10/2005
Oryginalna strona gry: Black & White
Tryb gry: Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows 98, Windows ME, Windows XP
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: