Recenzja gry "Blitzkrieg Antologia"
Kiedy słyszę słowo „Blitzkrieg”, natychmiast wyobrażam sobie setki czołgów prujących z ogromną szybkością przez niezmierzone połacie lądu. Ponad nimi majestatycznie suną bombowce nurkujące, które co jakiś czas, zobaczywszy cel spadają z nieba jak jastrzębie i z okrutnym wyciem obdarowują nieszczęsnego przeciwnika bombami i ogniem z działek. Gdzieś z tyłu majaczy piechota na transporterach opancerzonych i motocyklach, która bierze do niewoli osłabionych żołnierzy, a co groźniejszych wrogów wiąże walką, by nie zatrzymywać pochodu czołgów.
Polski wrzesień 1939r., francuski maj i czerwiec 1940r., rok 1941 w ZSRR, czy też dokonania Rommla na początku lat ’40 w Afryce Północnej – na tych polach bitew koncepcja Wojny Błyskawicznej sprawdziła się w 100% i pozwoliła na odniesienie wielu znacznych sukcesów. Nie było na nią właściwie żadnego sposobu (poradził z tym sobie dopiero Stanisław Maczek) i była niezwykle wprost skuteczna przeciwko statycznym elementom obronnym. Jej efektywność dodatkowo zwiększała „statyczność” starych wojskowych (także polskich), którzy po doświadczeniach z I Wojny Światowej oczekiwali długich walk pozycyjnych, nie zaś szybkich, skoncentrowanych uderzeń z zaskoczenia.
Dość rysu historycznego, przejdźmy do konkretów. U schyłku roku 2003 firma Nival Interactive (znana wtedy m.in. z Etherlords) wydała grę pt. Blitzkrieg. Cechowała ją całkiem przyjemna, choć nieco przestarzała już grafika, duży stopień realizmu i hektolitry miodu lejące się z ekranu, które powodowały, iż szybko się nie nudziła, zważywszy na fakt, że Blitzkrieg był naprawdę długi i paradoksalnie, dzięki systemowi misji losowych można było grać w nieskończoność. W 2005 wyszła druga część Blitzkriega nastawiona na szybszą i mniej skomplikowaną rozgrywkę, zaś przed kilkoma dniami premierę miał pierwszy do niej dodatek: Upadek Rzeszy.
Jak na razie, powstało pięć dodatków do pierwszej części gry, w tym dwa oficjalne, czyli Pomruk Zagłady i Horyzont w Ogniu. One, wraz z podstawową wersją gry składają się na Antologię Blitzkrieg.
Uraaa!
Patrioci zawsze mówią o umieraniu za kraj, a nigdy o zabijaniu za kraj.
Blitzkrieg to gra z gatunku RTW – Real Time Wargame. Nie różni się zbytnio od strategii RTS poza tym, iż nie ma w niej elementów ekonomicznych. Niczego nie wydobywamy, nie budujemy a skupiamy się tylko i wyłącznie na walce z oponentami i wspieraniu naszych wojaków.
Zasady są proste: gra podzielona została na rozdziały, które traktują o określonych operacjach wojennych – i tak powalczymy pod Łukiem Kurskim, w Normandii, Afryce Płn., czy też Norwegii. W każdym rozdziale wypełniamy szereg misji pobocznych. W podstawowej wersji gry możemy rozegrać jedną z trzech misji losowych o wzrastającym stopniu trudności za które otrzymujemy możliwość ulepszenia naszych wojsk oraz jednej misji historycznej, która kończy dany etap. Misje losowe można rozgrywać w nieskończoność i są one, niestety, bardzo schematyczne i bardzo nudzą. Historyczne to już inna para kaloszy – zazwyczaj są to wielkie starcia, gdzie otrzymujemy ogromne siły. Wróg też zazwyczaj jest mądrzejszy i bardzo kombinuje.
Oba dodatki składają się tylko i wyłącznie z misji historycznych, co wydatnie wpłynęło na ich grywalność, lecz jednocześnie zróżnicowało skalę starć. Bo w końcu nie każda potyczka to wielka bitwa, prawda?
Wszystkie etapy zostały okraszone rzetelnymi informacjami historycznymi i podlane odpowiednim językiem co powoduje, iż można rzeczywiście wczuć się w rolę dowódcy.
To oni zabrali mi łopatkę! Na nich!
Generałowie starają się, aby bitwy przegrane na polach walki zostały wygrane przynajmniej w ich pamiętnikach.
Twórcy zaimplementowali w grze system zdobywania doświadczenia. W ogniu walk razem z naszymi podwładnymi zdobywamy nowe szlify. Jednakże weteranów uświadczymy tylko wśród zmechanizowanych jednostek naziemnych – czołgów i artylerii. Piechota i samoloty nie szkolą się.
A jak to wygląda? Otóż zaczynając grę dostajemy trzy czołgi i trzy działa. W miarę rozwoju sytuacji na froncie oczywistym jest, iż nasi ludzie niszczą i zabijają siły wroga. Rezultatem są wyższe stopnie i trochę plusów: nasze jednostki celniej strzelają, szybciej się poruszają, widzą i strzelają dalej i ogólnie są mądrzejsze. Ergo, często weteran w średnim czołgu zdziała więcej, niż żółtodziób w pancernym potworze.
Wspomniałem o doświadczeniu dowódcy – po każdym starciu jesteśmy oceniani pod względem strat własnych, tych zadanych przeciwnikowi, umiejętności taktycznych i kilku innych czynników. Są to wskaźniki procentowe, które, jeśli wzrosną, zostaną dodane do najważniejszego miernika – stopnia. Po osiągnięciu 100% otrzymujemy wyższą rangę (od majora do generałów) i dodatkowe jednostki: najpierw 3 działa, potem 3 czołgi i tak dalej. Warto wiedzieć, że 9 ciężkich dział potrafi zniszczyć dosłownie wszystko w krótkim czasie. A 9 wyrzutni rakiet, np. Katiusz? 30 sekund i miasto przestaje istnieć. Warto starać się i dbać o swoje siły.
Leci samolot... za tatusia!
Wojny nie wygrywa się ewakuacjami.
Skoro wspomniałem już o sprzęcie, warto by wymienić, czym też będziemy siać spustoszenie na polach bitew. Główną rolę odgrywają niezaprzeczalnie czołgi – od lekkich protoplastów w postaci wozów pancernych, jak np. SdKfz 234 Puma, przez lekkie czołgi BT5/7, średnie T34, ciężkie Tygrysy czy KW1/2 oraz superciężkie Tygrysy Królewskie lub IS2. Kolejną znaczną siłą są działa samobieżne – legendarne StuG III, radzieckie SU i ISU oraz liche (w moim mniemaniu) angielskie Bishopy.
Jeśli zaś chodzi o działa i artylerię, to różnorodność jest podobna – czyli ogromna. Nie będę wymieniał poszczególnych nazw, gdyż konstruktorzy dział rzadko wykazywali się takim romantyzmem, by nazywać swe dzieci po imieniu, lecz któż nie zna Katiusz, Nebelfwerferów, czy też niemieckich 88-tek? W kwestii ciężkich dział dostajemy niemalże wszystko – od „zaledwie” 105 mm haubic, po ciężki, 600 -milimetrowy moździerz (strzelał dwutonowymi pociskami!).
Dość powiedzieć, że sprzętu jest zatrzęsienie i Blitzkrieg pod tym względem bije na głowę nawet kilka nowszych produkcji. Dodatkowo cieszy fakt, iż stworzono obszerną encyklopedię, gdzie znajdziemy zwięzły opis każdej jednostki i dane statystyczne. Dla miłośników militariów jak znalazł!
Akrobacje nad wystawą rurek
Historię piszą zwycięzcy.
Blitzkrieg to gra realistyczna. Do bólu. Co prawda są tutaj paski życia, jak w wielu innych strategiach, jednakże można je uznać za wskazówkę. Bo tutaj jeden dobrze wymierzony pocisk można zniszczyć czołg, jeden granat może go zatrzymać, zaś oddział piechoty spalić. I kto teraz jest mocny?
Każda jednostka ma wiele statystyk, które decydują o jej przydatności na polu walki – jedną z najważniejszych są wartości pancerza, które opisują jego grubość z przodu, z boków, z tyłu i u góry. Naturalnym jest, iż czołgi są trudne do ugryzienia z przodu, miękkie zaś z góry i z tyłu.
Zamiast silić się na dokładny opis, stworzę małą historyjkę, ad exemplum:
Mknąc z moimi dzielnymi pionierami „nach Osten”, paląc i rozjeżdżając gąsienicami moich czołgów radzieckie chaty napotkałem niewielkie miasteczko. Nie namyślając się wiele, ruszyłem do przodu czołgami (a miałem wtedy tylko PzKpfW IV i to w pierwszych wersjach – D). Nagle rozległ się strzał i jeden z moich ulubieńców stanął w płomieniach. Drugie pojechały chwilę dalej i stanęły niemalże lufa w lufę z potworem – radzieckim ciężkim czołgiem KW2 zbrojnym w armato-haubicę 152mm. W panice wydałem rozkaz ucieczki, jednakże to monstrum wysadziło jeszcze jeden mój czołg. Ostatni prawie uciekł. Prawie, bo na drodze stanęła mu radziecka piechota, która zniszczyła go granatami. Nic to, myślę, wczytam grę i spróbuję go załatwić. Oczyszczamy wioskę z piechoty i obserwujemy z daleka przez lornety czołg. Skurczybyk ma tak silny pancerz, że nawet z tyłu nie rozwalę go swoimi pupilami. No to dawaj, artylerią sobaka!
Zrezygnowałem po czterech minutach. Nie zniszczyło go ani lotnictwo, ani artyleria, ani czołgi. Co mi pozostało? Zwabiłem go piechotą na środek miasta, unieruchomiłem granatami, podciągnąłem działa ppanc. i ponowiłem szturm fizylierów. Udało się.
Pozostało tylko uzupełnić amunicję i straty w ludziach (ciężarówki mają magiczne właściwości – potrafią klonować żołnierzy), obsadzić miasto, zaminować drogi, postawić zasieki i jeże i czekać na nieunikniony kontratak.
Przezorny zawsze ubezpieczony.
Trudniej jest komenderować, niż słuchać.
Czas rzucić trochę gorzkich słów. Główną wadą Blitzkriega jest niewątpliwie brak systemu morale – żołnierze siedzący w okopie nie uciekną z niego nawet wówczas, gdy atakują ich setki wrogów, z nieba leci ołów i nie mają gdzie uciec. Pozwolą się wybić i nawet nie ruszą do ataku, by chociaż unieruchomić czołgi.
A dużo by to zmieniło. Do wściekłości potrafią doprowadzić samoloty szturmowe (vide Ju87-D Stuka), które zamiast atakować czołgi, czy artylerię, znęcają się nad piechotą. Kolejnym znaczącym problemem jest stuprocentowa skuteczność dział plot. Samolot przelatujący nad działami tego typu ma szansę przetrwać tylko wtedy, gdy nie strzelają one na wysokość jego działań, lub są zbyt wolne – np. 4cm Bofors nie postrzeli bombowców strategicznych, zaś 88-tce trudno będzie zniszczyć myśliwce (ale tylko te z późnych lat ’44, gdyż wcześniejsze zrzuca z nieba bez problemu).
Blitzkrieg niestety nie może pochwalić się piękną oprawą graficzną. Owszem, jednostki są dopracowane i pełne detali, wszystkie dwuwymiarowe elementy wysmakowane i ładne, ale w dobie grafiki 3D (Blitz wyszedł w roku 2003, czyli jakiś rok przed wydaniem Half – Life 2) wszystko to wydaje się poniekąd anachroniczne. Mi osobiście w żaden sposób to nie przeszkadza, jednakże dla szerszego odbiorcy strona wizualna może nieco trącić myszką.
Sfera audio za to jest czymś, czym twórcy mogą się pochwalić. Tradycyjne marsze wojenne, wykonywane przez orkiestrę nastrajają pozytywnie do gry. Szczególne wrażenie robią chóry, które zostały użyte w radzieckiej kampanii. Szkoda, że ścieżek jest tak mało – zaledwie 21, przez co często usłyszymy ponownie te same rytmy. Jeśli zaś chodzi o ścieżkę dźwiękową, nie można wiele zarzucić – jest czysta, wyrazista i wierna realiom historycznym. Jak w każdej grze od czasu Medal of Honor
Ma ktoś otwieracz do konserw?
Papież? Ile on ma dywizji?
Summa sumarum, Antologia Blitzkrieg to produkt wart swojej ceny. Daje dużo satysfakcji, wystarczy na bardzo długo, pozwala rozwinąć zmysł taktyczny i ostatecznie, jest bezczelnie tania. A jak za grosze, to czemu nie brać?
Plusy:
+ grywalność,
+ realizm,
+ długi czas grania,
+ wierność historyczna,
+ mnogość sprzętu,
+ wymagania sprzętowe.
Minusy:
- przestarzała grafika,
- małe zróżnicowanie muzyczne,
- kilka niewielkich, lecz ważnych uchybień,
- klonowanie żołnierzy,
- misje losowe
Ocena ogólna: 8/10
Blitzkrieg Antologia
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: CDV Software Entertainment AG
Data wydania polskiego: 20 października 2006
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP, Windows 2000, Windows 95, Windows 98
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: