Recenzja gry "Bloodline: Uśpione Zło"
Pierwszy raz miałem styczność z dziełem naszych sąsiadów zza południowej granicy, Czechów. Mogłem się spodziewać dwóch scenariuszy: albo przyjdzie mi zagrać w największą chałę w historii gier komputerowych, albo we wspaniałe arcydzieło, które zapadnie mi w pamięci na wieki. Jak się okazało, żaden z nich nie miał się sprawdzić.
Na samym wstępie chciałbym napisać trochę o niekonwencjonalnym menu, w którym mamy kilka znikomych opcji do wyboru. Jak w wielu innych grach, zmienimy rozdzielczość, ustawimy klawiszologię i głośność dźwięku. Poza tymi funkcjami nie pozostawiono nam większego wyboru. Nie możemy w najbardziej optymalny sposób dostosować naszej karty graficznej do samej gry. Ustawienia kontrastu, gammy oraz zaawansowane możliwości wygładzania krawędzi, piksele, cieniowanie – nie istnieją. Sama grafika natomiast, wygląda ładnie, ale na dzień dzisiejszy, jest ona już mocno przestarzała. Tak samo z dźwiękiem, jedyne, co możemy zmienić, to głośność. W klawiszologii natomiast brakuje możliwości przypisania klawiszy numerycznych do poszczególnych rodzajów broni. Całość menu prezentuje się na obrazie z gry, przedstawiającym cmentarz, czaszkę, suchy konar drzewa, czerwone niebo oraz padający deszcz, który dodatkowo wydaje bardzo denerwujące odgłosy. Wybieramy „Nową Grę”.
Wcielamy się w postać młodego adwokata, Jima Carda, który budzi się w pokoju znajdującym się w zakładzie dla obłąkanych. Na domiar złego, Jim ma amnezję. Nie wie gdzie jest, nie wie jak się tu znalazł i przede wszystkim, nie ma pojęcia, kim dokładnie jest. Dookoła poniewierają się truchła zaszlachtowanych ludzi, z których część próbuje wywrzeć swoją zemstę na nas. W tym momencie wkraczamy my. Zyskujemy pełną kontrolę nad głównym bohaterem i jego dalszymi poczynaniami. Jesteśmy jedyną osobą, która podejmie się rozwiązania tajemnicy śmierci. Powoli zagłębiamy się coraz bardziej w świat horroru, chodzących zwłok w najróżniejszej postaci i coraz to potężniejszych broni. Klimatem gra nie ma sobie równych. Twórcy stworzyli perfekcyjną formułę mroku, tajemniczości, strachu i niepewności tego, co czyha na nas za najbliższymi drzwiami. Dodatkowo kapitalnie wpasowana w lokacje muzyka, cicha, deliryczna, delikatnie budująca cały nastrój i nagle, gwałtownie zmieniająca się w momencie ataku zombie. Nasi przeciwnicy to ożywieni ludzie, z których niektórym udało się zmutować do całkiem zaskakujących form. Poruszają się powolnie, niezdarnie i są owładnięci tylko jedną myślą: zabić wszystko, co żyje. Do ich eksterminacji wykorzystujemy asortyment wszelakich broni, zaczynając od prostego noża (którego pojawienie się w grze całkowicie mija się z celem, ponieważ za wiele przy jego pomocy nie zdziałamy), rewolweru, a kończąc na koktajlu Mołotowa, pile do kości i snajperce (jej przeznaczenia przeciwko zombie również nie rozumiem). Poznając zakład psychiatryczny, przemierzymy jego podziemia, laboratoria, cmentarzysko oraz pobliskie tereny okalające zakład, jak np. lokalny pub oraz latarnię morską. Z biegiem wydarzeń, sytuacja, w której się znaleźliśmy, będzie się nam wydawała coraz bardziej klarowna, aż do kluczowego momentu, w którym okaże się, że prawda leży daleko poza granicami naszego pojmowania.
Mogłoby się wydawać, że Bloodline jest kolejny godnym polecenia produktem na naszym rynku. Jednak tak nie jest. Pomimo wspaniałego klimatu i fabuły, gra posiada masę błędów, które w prosty sposób dałoby się wyeliminować. Do najbardziej rażących należy długość wczytywania lokacji. Kod gry nie jest zoptymalizowany, przez co niektóre mapy potrafią się wczytywać 10 minut. AI przeciwników, którzy nota bene są straszni tylko przez pierwsze 30 minut gry, jest tragiczne. Wszystkie zombie można zabić bez najmniejszych problemów, wskakując na jakąś skrzynkę, beczkę, półkę. Stojąc odrobinę wyżej niż na podłodze przeciwnik całkowicie głupieje i pozostaje w jednym miejscu nie ruszając się, co robi z niego bardzo prosty cel. Kolejna sprawa, muzyka, aczkolwiek dobrze dobrana w lokacjach, o tyle przy ataku zombie bardzo monotonna. Idąc ciemnym korytarzem, słysząc zmianę muzyki mamy 100% pewność, że za chwilę przyjdzie nam stoczyć walkę. W niektórych miejscach, poprzez wspinanie się na stojące pudła, mamy możliwość opuszczenia planszy i jednostronnej podróży w ciemność, po której pozostaje nam tylko opcja „wczytanie”. I chyba największy błąd, którego po prostu nie da się wybaczyć i jedynie można oczekiwać na patch – w momencie, w którym można by spodziewać się zakończenia przygody, gra po prostu wychodzi z powrotem do Windowsa.
Reasumując, Bloodline pomimo wspaniałej fabuły, ciekawej koncepcji, dobrego klimatu i całkowitego spolszczenia ma zbyt wiele niedociągnięć, które bardzo zniechęcają do rozgrywki. Wypuszczenie na rynek niedopracowanej wersji gry, jest okazaniem całkowitego braku szacunku wobec nas, graczy. Jedyna nadzieja pozostaje w patchach, o których jednak na razie nie słychać.
Plusy:
+ klimat mroku
+ fabuła
+ polska wersja językowa
Minusy:
- długość wczytywania lokacji
- masa bugów i niedociągnięć
- brak wielu opcji w menu
- monotonna muzyka podczas ataku
- słabe AI przeciwników
Ocena ogólna: 5/10
Bloodline: Uśpione Zło
Wydawca polski: SoftPlanet
Data wydania polskiego: 19 sierpnia 2005
Data wydania oryginału: 10/2004
Oryginalna strona gry: zima-software.com
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows XP, Windows 2000
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: