Codename Panzers: Faza Druga
-
Codename Panzers: Faza Druga
Recenzja gry "Codename Panzers: Faza Druga"
Kiedy całkiem niedawno rozmawialiśmy z moim osiemdziesięcioletnim znajomym o prezenterkach telewizyjnych i rozmowa zeszła na temat teleturnieju „Najsłabsze ogniwo” tenże mój znajomy bez wahania powiedział o Kazimierze Szczuce: „Kochom tę babę!”. Będąc całkowicie o zdrowych zmysłach, jestem gotów powtórzyć dziś za nim, myśląc jednak nie o pani Kazimierze (serdecznie pozdrawiamy), a o rodzinie gier komputerowych spod znaku Codename: Panzers - kochom te dziołchy! I wszystko jasne…
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Codename: Panzers – Fazę Pierwszą zobaczyłem po raz pierwszy w telewizji TVN, przy okazji nagonki na tę grę komputerową, jaką prowadziły wówczas szukające taniej sensacji media. Wtedy już wiedziałem, że chcę, ba!, muszę ten tytuł bliżej poznać. Z pomocą przyszedł mi ówczesny dystrybutor gry, firma Cenega Poland, która jeszcze tego samego sierpniowego dnia przysłała mi grę (albo dnia następnego – nie pamiętam, Wysoki Sądzie, co wtedy robiły damskie podwiązki w moim meloniku, do kogo należały, kto mi je podrzucił i dlaczego były na nich ślady ropy naftowej ze stacji benzynowej w Koluszkach). C
-FP, jak się w niedługim czasie okazało, była spełnieniem wszystkich moich marzeń o grze wojennej, osadzonej w czasach ostatniej wojny światowej.
Romans trwał do grudnia (no może stycznia – Wysoki Sądzie, ja naprawdę nie wiem dlaczego pies sąsiadki został znaleziony martwy na mojej wycieraczce, pod którą znaleziono ślady krwi jeżozwierza). Jak każdy słaby mężczyzna, dałem się w końcu odciągnąć grom młodszym. Okazało się jednak, że rodzina Codename: Panzers dała mi jeszcze o sobie usłyszeć i to wcale nie przy okazji wezwania do płacenia alimentów. Faza Pierwsza podesłała mi, sprytna, swoją młodszą siostrę. Zawitała ona do mnie 12 września około godziny 13 (no może 14 – proszę Wysokiego Sądu w czasie ścinania gałęzi denata byłem u dentysty – proszę? – kto to może potwierdzić? – pani z okienka na poczcie, którą wysyłałem trumnę dentysty do znajomego ślusarza – proszę? – no jak to po co? – miał zamknąć wieko). Nie będę owijał w bawełnę. Niemal od razu wszystko mi się przypomniało. Wyznałem miłość Fazie Drugiej i obiecałem wierność do czasu, aż najmłodsza siostra, Faza Trzecia, będzie w odpowiednim wieku (tak, Wysoki Sądzie – przed zakopaniem wieko musi być dobrze przyśrubowane – na wypadek gdyby zaszła pomyłka). Uczucie nasze trwa do dziś i z każdym dniem jest coraz gorętsze. Pozwól, drogi Czytelniku, że opowiem Ci co mnie do Fazy Drugiej pociąga.
Wszyscy chcą kochać!
Tym razem gra mieści się nie na trzech, a na czterech płytach CD (niestety w Polsce nie zdecydowano się na wydanie Fazy Drugiej na krążku DVD). W trakcie dość długiego procesu instalacji (3 GB danych) zachęcam do przejrzenia instrukcji – pięknie wydanej siedemdziesięciodwustronicowej książeczki. Znajdziesz w niej wszystko, co tylko trzeba napisać w instrukcji dołączanej do gry komputerowej – podstawy rozgrywki, skrócone dossier bohaterów oraz szczegółowe opisy jednostek, którymi przyjdzie Ci dowodzić.
Pierwsze uruchomienie gry było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Oto bowiem spolszczono nawet podpisy w intrze, co rzadko się zdarza. Sam filmik początkowy jest zrealizowany tradycyjnie znakomicie i aż chce się zobaczyć co będzie dalej. A dalej jest jeszcze przyjemniej. W menu znowu przygrywa śliczna i łatwo wpadająca w ucho muzyczka. W tle pod przyciskami cały czas się coś dzieje – to czołgi przejeżdżają, to piechota. Gdybym na tym miał zakończyć opisywanie Fazy Drugiej, to zasłużyłaby z całą pewnością na najwyższą ocenę. Ale na tym obowiązki recenzenta się nie kończą. Musiałem jeszcze odpalić grę i zobaczyć jak wygląda sama rozgrywka. Aż się nie mogłem doczekać na to, co zobaczę, bo demo wzbudziło we mnie ogromną ochotę.
Deszcze niespokojne potargały oazę, a my na tej wojnie mamy już Drugą Fazę
Codename: Panzers – Faza Druga jest z założenia strategią czasu rzeczywistego. Ostatnio stało się modne wplatanie do tego typu gier czegoś na wzór aktywnej pauzy. Wygląda to mniej więcej tak, że pozostawiono graczowi możliwość zatrzymania gry w dowolnym momencie i powydawania rozkazów oraz przywrócenia czasu do jego normalnego biegu i obserwowania jak jednostki wywiązują się z zadań zleconych im w trakcie pauzy. Fajna to rzecz i bardzo praktyczna – zwłaszcza w przypadku gier wojennych. C
-FD również taką możliwość oferuje.
Zgodnie z tym, do czego przyzwyczaiła gracza Faza Pierwsza, również i w Drugiej cała rozgrywka została oparta na stosownym wątku fabularnym. Zanim więc rozpoczniesz jakąkolwiek misję kampanii, przeczytasz fragment pamiętnika lub listu jednego z bohaterów. Dowiesz się z niego jak wygląda sytuacja na froncie i gdzie przyjdzie Ci wtrącić swoje trzy grosze. Później zostanie Ci wyświetlona odprawa, na której wyszczególniono wszystkie główne i poboczne cele misji (wszystkie oprócz tych ukrytych). Na końcu, tuż przed samą rozgrywką, zobaczysz stosowny filmik wprowadzający i ewentualnie, dokonasz zakupu potrzebnych Ci jednostek.
A fabuła trzeba przyznać jest wciągająca. Nie mam zamiaru zdradzać Ci jak potoczą się losy bohaterów, powiem jedynie, że naprawdę warto przejść wszystkie kampanie. Każda kampania ma kilku bohaterów, których losy staną się Ci w trakcie gry bliższe. Dzięki takiemu zabiegowi gra się w C
-FD bardzo przyjemnie – w końcu co telenowela, to telenowela
.
Kampanie są trzy – żeby czerpać prawdziwą radość z ich przechodzenia należy je przechodzić kolejno – najpierw kraje osi (nie mylić z krajami nieistniejącej tak naprawdę osi zła), później alianci, a na końcu partyzanci jugosłowiańscy. Zresztą tej trzeciej i tak nie można uruchomić dopóki się nie przejdzie dwóch pierwszych. Te dwie jednak można uruchamiać dowolnie, czego nie polecam.
Kampanie krajami osi oraz aliancka zawierają w sobie po 8 misji każda, natomiast partyzancka ma tych misji tylko 4. Starsza siostra była pod tym względem znacznie bardziej rozbudowana, co nie znaczy, że ta średnia jest tu czy tam za chuda. Gra się naprawdę przyjemnie – misje na najwyższym poziomie trudności (są trzy) zajmowały mi średnio 40 minut. Oczywiście na tym możliwości gry się nie kończą, bo oferuje ona także rozgrywkę dowolną, w pojedynczych scenariuszach oraz w trybie multiplayer.
Ogólnie rzecz biorąc misje, z którymi przyjdzie Ci się zmierzyć są ciekawe. W większości będziesz miał tyle czasu, ile tylko dusza zapragnie na wypełnienie zadania. Są co prawda dwie czy trzy misje, w których nieubłaganie upływający czas zmuszał Cię będzie do nieco szybszego działania, jednak nie są to granice bardzo wyśrubowane i powinieneś spokojnie sobie z nimi poradzić.
Tym razem akcja toczy się w Afryce i południowej Europie końca wojny. Umożliwiono Ci rozegranie tak znanych bitew jak El Alamein czy Tobruk, a pod Twoje dowództwo oddano gro całkiem nowych, niespotykanych w Fazie Pierwszej jednostek, co jeszcze bardziej urozmaica rozgrywkę. Ale dobrze – dość suchych faktów, czas na mokry opis rozgrywki.
Bo gdy zmienia się maluszek, Pampers zmienia…
W stosunku do Fazy Pierwszej (ech, wszędzie te stosunki) Faza Druga wygląda jakby znacznie więcej czasu spędziła u kosmetyczki. Denerwujące błędy, które tak raziły u jej starszej siostry, takie, jak pojawianie się jednostek znikąd w samym środku miasta albo kończenie misji, zanim zostaną tak naprawdę zrealizowane jej cele, w większości przypadków już się nie zdarza.
Niestety w dalszym ciągu szwankuje sztuczna inteligencja przeciwnika. Objawia się to na przykład w tym, że uciekająca spod Twojego ognia jednostka nie tylko biegnie prosto, zamiast kryć się gdzie popadnie, ale także zatrzymuje się kawałek dalej, gdzie spokojnie czeka na egzekucję. Atakujący przeciwnik bardzo łatwo daje się też wciągnąć w zasadzkę – wystarczy, że tylko zachowasz z nim kontakt wzrokowy, a on już, niczym najgorszy prymityw bez wyobraźni, lezie za Tobą aż natknie się na inne Twoje jednostki, które dokonają dzieła zniszczenia. Komputer nie potrafi też umiejętnie atakować jednostek najsłabszych, a zarazem najbardziej kłopotliwych takich, jak pojazdy remontowe czy ciężarówki z amunicją. Skupia się raczej na jakimś pojeździe stojącym w pierwszej linii i w niego naparza swoimi pociskami dopóty, dopóki go nie zniszczy lub nie straci z pola widzenia.
I to praktycznie koniec wad Codename: Panzers – Fazy Drugiej. Reszta już jest tylko na plus. Jednostki postawione pod Twoje dowództwo słuchają się Ciebie, jeżeli tylko są w stanie. Cele misji zawsze leżą w zasięgu gracza, na najniższym poziomie trudności zakończenie misji bez strat nie nastręczało mi nawet najmniejszych trudności.
Tryb multiplayer również spełnia pokładane w nim nadzieje. Codename: Panzers umożliwia jakże rzadko spotykaną w grach komputerowych, oprócz bilarda, opcję gry 2x2. Nie muszę chyba dodawać, że z żywym przeciwnikiem gra się znacznie przyjemniej, prawda?
Ale dobrze, zostały mi do opisania jeszcze trzy jakże ważne elementy – grafika, dźwięki i polska wersja. W końcu tak naprawdę bardzo pozytywne odczucia można mieć w przypadku gry, która wszystkie te rzeczy ma dopracowane perfekcyjnie. Jak wygląda sprawa z Fazą Drugą pod tym względem? Już spieszę z wyjaśnieniem.
A gdybym był grafikiem, to co byś powiedziała?
Grafika w C
-FD mówiąc językiem kolokwialnym zwyczajnie wymiata i jest wypasiona na maksa. Całość, zrealizowaną w pełnym 3D, można w dowolnym momencie przybliżać, oddalać i obracać bez utraty jakości. Ba! Dzięki takim zabiegom można gratisowo nacieszyć jeszcze swoje oko. Nie zapomniano nawet o fantastycznym cyklu zmian pór dnia i nocy. Chylę, chylę, chylę czoła przed grafikami z węgierskiego studia Stormregion, którzy stworzyli tę grę!
Muzyka w grze nie różni się zbytnio od tej w menusach, którą tak chwaliłem. Może dystrybutorzy powinni pomyśleć o wydaniu osobnego soundtracku? W końcu tak fajnych dźwięków możnaby posłuchać sobie też dla przyjemności. Pozostałe dźwięki także zostały dopracowane tak dobrze, jak tylko można. Brawo!
Zostało spolszczenie – cóż… Nie, nie powiem żeby było źle. W końcu lokalizację robiono na zlecenie firmy CD Projekt – dystrybutora, który chyba jakiś ogromnych wpadek przy polonizacji nie uświadczył nigdy. Ale nie jest też jakoś błyskotliwie – głosy podłożone przez lektorów są w większości bardzo dobre, w jednym przypadku genialne (ten pan od sprzedaży zegarka Sergia), ale są też i podłożone słabo. Napisy spolszczono bez większych wpadek. Solidna rzemieślnicza robota.
Z całą pewnością jeżeli tylko lubisz RTSy wojenne, to będziesz z tej gry zadowolony. Jej fenomen tkwi moim zdaniem w tym, że dostajemy coś, co jest swoistą mieszanką Commandosów z Blitzkriegiem. C
-FD pozwala kierować większą ilością jednostek niż w grach słynnej serii Commandos, ale mniejszą niż w megagrach takich, jak Blitzkrieg. To, w połączeniu z charakterem misji (niektóre nawet bardzo przypominają te, znane z Komandosów), tworzy bardzo strawny zestaw. Zainwestuj zatem w Codename: Panzers – Fazę Drugą. Podobno miłości nie można kupić (za wyjątkiem zakupu psa). Można za to całkiem mile spędzić wolny czas przy tej grze. Ja ze swojej strony gorąco taką ewentualność polecam!
Plusy:
+ najlepszy moim zdaniem RTS w czasach drugiej wojny
+ grafika
+ dźwięki
Minusy:
- SI
Ocena ogólna: 9/10
Codename Panzers: Faza Druga
Wydawca polski: CD Projekt
Wydawca oryginalny: CDV Software Entertainment AG
Data wydania polskiego: 8 września 2005
Data wydania oryginału: 7/2005
Oryginalna strona gry: Codename: Panzers - CDV Software Entertainment AG
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP
| Uwaga: To jest stary temat Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne | |
Podobne wątki
-
By rsL33Tup in forum Strategiczne/ Ekonomiczne (Gry download)
Odpowiedzi: 13
Ostatni post / autor: 26.11.2011, 23:33
-
By Ojciec S. in forum Recenzje (Gry)
Odpowiedzi: 2
Ostatni post / autor: 27.05.2011, 19:43
-
By Dolce Gabbana in forum Gry (s/t/d)
Odpowiedzi: 0
Ostatni post / autor: 06.12.2008, 06:30
-
By Dolce Gabbana in forum Gry (s/t/d)
Odpowiedzi: 0
Ostatni post / autor: 04.12.2008, 11:40
-
Znajdziesz nas na: