Recenzja gry "Serious Sam Złota Edycja"
Stoję tu sam, pośrodku piaszczystej, egipskiej pustyni. W dłoniach ciążą mi moje wierne kolty, najlepsi przyjaciele. Słońce grzeje niemiłosiernie, a ja muszę iść przed siebie, iść i oczyścić te ziemie z potworów, nieludzkich istot z kosmosu i z dna najokropniejszych koszmarów. Nazywam się Sam ‘Serious’ Stone.
Tutaj należałoby zacząć, ale jak? Pomysłów brak, w czaszce pusto, a wszystko to właśnie przez Sama. Jego przygody są, bowiem niczym więcej jak prostym, arcadowym odmóżdżaczem z perspektywy pierwszej osoby (ewentualnie z trzeciej...). Od razu mówię, że nie mam nic przeciwko takim grom, jak Serious Sam (od tej pory – SS. Czasami są nawet niezbędne (vide wczorajsza/dzisiejsza impreza 18. mojego znajomego; ile ja bym na niej dał za gnata, którym mógłbym rozwalić głośniki i/lub DJ-a... ) po ciężkim dniu pracy/szkoły (niepotrzebne skreślić), ale po tym jak zapoznałem się z Painkillerem (niezbyt „bliska” to była znajomość, hehe), nie mogę znaleźć zbyt wielu słów przychylnych Poważnemu Faciowi i jego giwerze. [osoby, nie mające tego syndromu zapraszam, do przeczytania recenzji SS z naszego archiwum tudzież dodanie do mojej oceny jednego punku] Przyjrzyjmy się jednak temu tytułowi nieco bliżej.
Egipt był tylko początkiem. Piramidy i kryjące się w nich abominacje to za mało jak na mnie. Przede mną otworzył się również kosmos, jednak fani nie pozwolili mi odlecieć. Przez nich, przed wyruszeniem w dalszą podróż, zwiedziłem kawał naszego świata, w tym zapyziałą dziurę, Polskę, podobno to w Europie... Nieważne, ważny jest natomiast jeden fakt – moje kolty się nie nudziły.
Blam, blam...jestem Sam. A ty?
Ponad dziesięć giwer, służących do eksterminacji hord różnego rodzaju potworów i do oczyszczania sobie drogi przez kolejne levele obu „pierwszych” (chodzi mi o Pierwsze i Drugie Starcie, połączone w złotej edycji) części SS, powinny zadowolić każdego miłośnika mięsa siekanego na ekranie komputera w czasie rzeczywistym.
Każdy trup, każdy nasz krok jest poddawany szczegółowej analizie i możemy sobie wyniki tejże obejrzeć/przeczytać – ot taki mały smaczek, jeśli komuś będzie się chciało doń zajrzeć w trakcie giercowania i skupić się na tych małych mróweczkach „literami” zwanymi.
Dzieje się to po to, by ułatwić nam poruszanie się po świecie Sama, świecie wypełnionym po brzegi potworami, świecie, gdzie kołysanką jest odgłos wystrzału. Świecie, muszę przyznać, dosyć ładnym, napędzanym przez autorski silniczek graficzny, który doskonale sobie radzi zarówno z przestrzeniami otwartymi jak i zamkniętymi, z wyświetlaniem dynamicznego oświetlenia, hord przeciwników (nie liczyłem, ale podobno około 50 w jednym momencie, itd. itp. Silniczku, który zdążył się jednak zestarzeć i wypada kiepściutko w zestawieniu chociażby ze wspomnianym wyżej Painkillerem, ale dzięki temu działającym płynnie na maszynach uznawanych obecnie za mocno przestarzałe.
Lustracja - piękna sprawa...
W tym miejscu chciałbym napisać słów kilka o projekcie plansz i potworów. Te pierwsze są proste jak konstrukcja cepa i w wiekszości składają się z prostych korytarzy i chyba przez to właśnie drażniły mnie plansze z „udziwnieniami”, wprowadzanymi chyba na siłę, zamieniającymi SS w trójwymiarową platformówkę.
Jeśli chodzi o potwory, które mają nam uniemożliwić przejście tymi korytarzami to mamy tu do czynienia z całą gamą halucynacji po przedawkowaniu, wrzuconych do miksera wraz z mitologicznymi stworami. Wielkie byki, harpie, latające „samogłowy” z zębami, biegające „samokorpusy” z gnatami lub bombami... Wszystko to jakieś chore [] i komiczne zarazem.
Pisząc symfonię na miniguna i dwururkę nie zauważyłem kiedy minęły godziny spędzone na wędrówce. Z zastygłym na mej twarzy wyrazem powagi szedłem dalej, nie zwracając uwagi na krzyki i jęki zabijanych istot. Pasowały one jakoś do rytmu wybijanego przez moje czerwone tenisówki.
Dźwięk jest w SS-ie sprawą odrębną. Strzały, jęki, wszystko to co jest solą oprawy dźwiękowej strzelanki tego typu zostało znakomicie dopracowane i nie mogę się tu do niczego przyczepić. Co innego, jeśli chodzi o muzykę, była ona momentami tak kiepska, że wyzwalała we mnie chęć mordu (ale z drugiej strony, może to i dobrze...), okropność. Na niezbyt wysokim poziomie stoi również polonizacja dowcipnych tekstów głównego bohatera, który niczym jego protoplasci stara się umilić graczowi czas rzucając od czasu do czasu trafny komentarz do sytuacji na ekranie. Bardzo słabiutko wypadł ten kto podłożył głos, oj kiepsko, ale przynajmniej teksty stoją wciąż na jako takim poziomie. Na szczęście nie są one jedynym przejawem humoru w grze (choć niewątpliwie najważniejszym) i nieraz można się uśmiechnąć przed monitorem, czasami dzięki tekstom, które samoczynnie pojawiają się w głowie, gdy mózg zamienia się w papkę i próbuje wypłynąć uszami.
Platformersi atakują...
Znając życie zaraz po tym potworze pojawi się następny, i tak w kółko, aż do śmierci... chociaż pewnie i wtedy znajdzie się jakiś sfrustrowany demiurg, chcący zrobić porządek ze swoimi ziomkami i potrzebujący wsparcie mnie i moich koltów.
Zabawa w SS nie ogranicza się na szczęście tylko i wyłącznie do trybu dla pojedynczego gracza (który i tak wystarczy na kilkanaście godzin, jeśli wziąć pod uwagą łączną długość poziomów z Pierwszego i Drugiego Starcia), ale daje również możliwość gry ze znajomymi i to również na jednym komputerze (zapomniany już praktycznie splitscreen) w następujacych trybach: Współpraca, Pojedynek na Punkty lub Rozwałki. Nikomu nie musze chyba udowadniać o ile przyjemniej spędza się czas z żywą osobą.
To nie wszystko, do gry dołączony został również edytor, umożliwiający modyfikowanie gry i tworzenie własnych scenariuszy. Minusem tegoż jest jego mała przyjazność – nie należy on do najłatwiejszych narzędzi z jakimi się spotkałem.
Mamo...zobacz jaki śliczny bałwanek...
Idę dalej, wciąż nie mogę odłożyć broni. Trochę poplamiłem sobie koszulkę. Może krwią, a może keczupem, to nieistotne. Nie przeszkadza to w ciągłym parciu naprzód i kroczeniu wśród stosów martwych przeciwników.
SS jest solidną, chociaż coraz szybciej starzejącą się produkcją; jeśli jej jeszcze nie znasz to możesz się z nią zapoznać, proszę bardzo, ale ostrzegam – mnie ta gra do siebie nigdy nie przekonała, ani miesiąc, ani rok po jej ukazaniu się, tym bardziej teraz, gdy na rynku jest pewna tańsza i lepsza, rodzima produkcja... W każdym razie – jeśli lubisz swój mózg to nie musisz go karmić taką strawą jaką jest Serious Sam.
Plusy:
+ prostota
+ wciąga
+ cena
+ humor
+ niskie wymagania sprzętowe
Minusy:
- zaśniedziały już silnik graficzny
- muzyka i „spicze”
- wg mnie: brak jej tego magicznego „czegoś”
Ocena ogólna: 7.5/10
Serious Sam Złota Edycja
Wydawca polski: Cenega Poland
Wydawca oryginalny: Take2 Interactive
Data wydania polskiego: 19 maja 2006
Tryby gry: Single player, Multi player
Dostępna platforma: PC
Systemy operacyjne: Windows ME, Windows XP, Windows 2000, Windows 98
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem

Znajdziesz nas na: