Recenzja gry Soul Calibur III (PS2)
Dlaczego ludzie kupują konsole? Bo chcą grać, nie martwiąc się o częste upgrade’y sprzętu. Bo nie maja ochoty walczyć z Windowsem, sterownikami, Directami i innymi ciekawostkami, które potrafią skutecznie utrudnić oddawanie się elektronicznej rozrywce. Te powyższe stwierdzenia są prawdą, ale trzeba sobie uzmysłowić jeszcze jeden powód…choć niektórym może przyjść to z trudem.
Zazdrość…
…to jedno z uczuć, jakie towarzyszy rozmowom między użytkownikami konsol i PCtów. I choć żadna strona się do tego nie przyzna otwarcie, to zazdroszczą sobie nawzajem pewnych gier. Konsolowy mogą zagryzać paluchy z myślą o grach MMORPG, natomiast blaszakowcy mogą jedynie pomarzyć o porządnym mordobiciu. I chociaż kiedyś były próby konwersji, to jednak te kultowe pozycje pozostały na konsolach. Wiecie, co mam na myśli? Soul Edge, Tekken i Dead or Alive.
Twarzobicia, to gatunek, który jako pierwszy nasuwa się na myśl, kiedy zaczyna się rozmawiać o grach konsolowych (zwłaszcza, jeśli rozmawiają osoby, które nie są konsolowcami z dziada pradziada). Gdyby zagrać w skojarzenia, to na hasło Playstation, szedłby odzew Tekken. Moi znajomi, którzy kupowali konsole, na pierwszym miejscu zaopatrywali się w jakąś bijatykę (Soul Edge, Tekken, DoA) i Metal Gear Solid. Przy czym, to nie może być byle jaka gra, w której lejemy przeciwnika. Są chyba tylko trzy serie, które elektryzują graczy wiadomościami o kolejnych częściach. A do nich należy Soul Calibur.
Story of Soul Calibur…
Ten akapit, skierowany jest do tych, którzy nie wiedzą, czym jest Soul Calibur, choć myślę, że takich osób jest niewiele. Seria Soul Calibur zaczynała pod nazwą Soul Edge. Najkrótszym opisem tej gry jest: bijatyka przy użyciu broni białej. Różne postacie, różne style, różna broń, masa rewelacyjnej zabawy. Seria wskoczyła do kanonu „trzeba zagrać” jeśli chodzi o konsole i stała się częścią składową rozmów z cyklu „O wyższości świąt Bożego Narodzenia, nad Wielkanocą”. Czyli, czy lepszy jest Soul Calibur, Tekken, czy DoA.
Soul Calibur doczekał się właśnie wydania opatrzonego rzymskim numerem III. Wiele się mówiło o nowościach, świetnej grafice, dynamice rozgrywki. Ale tak zawsze się mówi przed wydaniem gry. Jednak to, co zobaczyłem, walnęło mnie niczym Rock swoją maczugą.
Story of Soul…
Każda gra z tej serii, opowiada o poszukiwaniach legendarnego Ostrza Duszy (tytułowy Soul Edge z pierwszej części). Broń ta była odnajdywana, niszczona, kradziona, odzyskiwana, naprawiana, chowana…na dobrą sprawę wygląda jakby ten miecz istniał tylko po to, aby znikał, a potem ktoś go szukał. Ale to nie jest tak naprawdę istotne. Ważne, że ktoś go szuka i w każdej kolejnej części tych ktosiów jest więcej. Tym lepiej dla nas graczy.
W najnowszej odsłonie, poznamy trójkę nowych poszukiwaczy Ostrza. Piękna i wyzywająca Tira, która walczy ostrzem w kształcie okręgu. Śmiertelnie elegancka Setsuka, z mieczem ukrytym w parasolce. Tajemniczy mnich Zasalamel, który walczy olbrzymią kosą. Oprócz nich zobaczymy starych znajomych, z Cervantesem, Siegfriedem, Voldo, Cassandrą na czele. Każdy z nich szuka Ostrza z jakiegoś powodu. Historię każdej z postaci będzie nam dane poznać w trybie Tales of Soul, ale o trybach nieco później.
Story of Sword…
Na początku napiszę słów kilka o samej rozgrywce.
Walka opiera się na czterech przyciskach (kierunkowych nie liczę). Cios w pionie, cios w poziomie, kopnięcie, blok. Jak się pewnie domyślacie, wszelkich kombinacji jest całe mnóstwo. Nie wiem ile czasu potrzeba przeciętnemu graczowi, aby doskonale opanować cały wachlarz ruchów, chociaż jednej postaci. Ja nie miałem takich zapędów i nadal, kiedy gram, zdarza się, iż wykonuję przypadkiem cios, który widzę po raz pierwszy. Dodatkowo wiele z ciosów, zależy nie tylko od konkretnej kombinacji wciśniętych przycisków, ale również od miejsca, w którym stoi nasza postać i postać przeciwnika.
Walka jest niezwykle dynamiczna. Ciosy zadawane błyskawicznie. Nie ma miejsca na oddech, czy zastanawianie się. Tu naprawdę czuć akcję. Dzięki szybkości, walki nie nudzą się. Nawet u tych postaci, które z zasady zadają ciosy nieco wolniej, nie widać jakiejś ślamazarności. Wręcz przeciwnie. Patrząc można odczuć, że te ciosy są wolniejsze, bo broń jest cięższa i siła wkładana w cios dużo większa.
Grafika i animacja są przepiękne. Po prostu można bardzo długo podziwiać modele postaci, ich ruchy, otoczenie. Zwłaszcza Tira, w swoim zielonym, lekko podartym wdzianku, które sporo odsłania i jest niezwykle napięte w niektórych miejscach….mniam…to trzeba zobaczyć. Na drugim biegunie jest obsceniczny Voldo. Nie, nie jest brzydki. Jest piękny w swojej obsceniczności, po prostu rewelacyjne wykonanie.
Dzięki rewelacyjnym animacjom Soul Calibur III przypomina bardziej śmiertelny taniec, niż bijatykę. Animacje ciosów, rzutów, combosów naprawdę zapierają dech w piersiach. Włosy falują, ubrania poruszają się jak powinny, postacie kręcą młyńce, po prostu poezja ruchu. Uroku temu wszystkiemu dodają kolorowe smugi, powstające za broniami, po wyprowadzonym ciosie.
Ale to wszystko byłoby niczym bez tła. Tu za tło robią areny i ich otoczenie. Trzeba jasno powiedzieć, że to, co zrobili graficy z arenami, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Są po prostu oszałamiające. Wielokrotnie zamiast walczyć podziwiałem arenę i jej okolice. Tam jest na co patrzeć. Płonące okręty, oblężenie zamku, wybuch wulkanu, spadające z nieba kule ognia. Choć jedną z ciekawszych aren jest plac położony gdzieś w głębi Wielkiego Labiryntu. Postacie otacza nieprzenikniona ciemność. Nie widać nic, oprócz nich samych i małych zielonych latających robaczków. Pomysł naprawdę rewelacyjny. Każda arena jest zbudowana w taki sposób, aby można było wyrzucić przeciwnika poza nią, co automatycznie kończy walkę. Na szczęście spaść przypadkiem samemu, jest dość ciężko (chociaż zdarza się). Niekiedy ułudę bezpieczeństwa dają jakieś barierki, czy poręcze, jednak szybko okazuje się, że pod naporem padającego ciała, ulegają one zniszczeniu, a tym samym otwierają drogę poza ring.
W parze z grafiką idzie dźwięk. Tu również poezja. Szczęk broni, okrzyki i teksty postaci. Dopracowane w każdym szczególe. Dodatkowo każda arena ma własny motyw dźwiękowy, a narrator wypowiada jakąś ciekawą maksymę przed walką. Naprawdę świetna sprawa.
Story of Search…
Warto by w końcu powiedzieć jak można się bić w Soul Calibur III, czyli jakie tryby oferuje nam gra. Na głównym ekranie widnieją cztery księgi, jednak tylko trzy z nich będą nas tu interesować. Są to tryb dla jednego gracza, tryb dla dwóch graczy i sklep. Oto, co się pod nimi kryje.
Sklep to miejsce, w którym za zarobione podczas walk złoto, można kupować dodatki. Tymi dodatkami są nowe bronie dla postaci, zbroje, tryby gry, filmiki, galerie obrazków. Ot taki „dodatek” do odblokowywanek, żeby za łatwo nie było. A zakup nowych odblokowanych broni ma sens. Bo one nie tylko wyglądem się różną. Mają również specjalne moce. Ot dla przykładu większy zasięg, albo przywracanie zdrowia, albo ochronę przed spadnięciem z ringu. Trzeba tylko pamiętać, że te moce w niektórych trybach są deaktywowane (na przykład w trakcie walki między dwoma graczami).
Tryb dla dwóch graczy, to również w sumie standard. W jego ramach walka dowolna i możliwość rozgrywki ligowej lub turniejowej. Nic specjalnie wymyślnego.
Tryb gry dla samotnego gracza. Tu się zaczyna robić ciekawie. Trybów jest sporo i każdy fajniejszy od poprzednika. Na początek mamy główne narzędzie do gry i odblokowywania dodatków, czyli tryb historii, zwany tu Tales of Soul. Każda z głównych postaci ma swoją historię, która może być tu opowiedziana. Każda z tych historii, to oczywiście ciąg walk, ale zrobiony po mistrzowsku. Wybieramy naszego bohatera, czytamy krótki wstęp i zaczyna się pierwsza walka. Po wygranym starciu, czytamy krótką historyjkę na temat tego, co po walce się stało i…nie od razu dostajemy kolejną walkę. Niekiedy najpierw wybieramy drogę, którą podążamy. Wybór działania, powoduje nie tylko to, że stoczymy bitwę na innej arenie i z innym przeciwnikiem, ale również otwiera inne możliwości odblokowania bonusów. Dzięki temu chwytowi, gracze chętnie wrócą do raz już zagranej postaci, aby wypróbować inne ścieżki. Kolejnym smaczkiem są wstawki filmowe, przed niektórymi walkami. Różnią się w zależności od tego, kim właśnie gramy. Może nie tyle różnią się tym, co jest wyświetlane, ale komentarzami naszych przeciwników. I ostatnia sprawa, to Eventy w trakcie filmików. W niektórych filmikach gracz ma wpływ na akcję. W pewnych momentach, w prawym górnym rogu ekranu pojawia się informacja, jakie przyciski należy wcisnąć. Jeśli gracz wykona instrukcje poprawnie i w określonym czasie, to zwykle unika jakiejś krzywdy, a czasem zyskuje ogląda kolejny ciekawy filmik i/lub dostaje inne zakończenie swoich przygód. Mała rzecz, a cieszy.
Kolejny tryb położył mnie na łopatki. Nosi on nazwę Chronicles of Sword i jest połączeniem typowej Soul Caliburowej walki, z RTS’em. No tak to wygląda. Przesuwamy nasze „jednostki” po mapie, zajmujemy strażnice wroga, walczymy z jego oddziałami. Poruszanie po mapie jest typowo RTS’owe, natomiast, kiedy dochodzi do walki, przełączamy się na arenę i lejemy konwencjonalnie. Nasz bohater zyskuje doświadczenie i wchodzi na kolejne poziomy. Co więcej, nie walczymy tu postacią wybraną spośród „głównych”, ale tworzymy własnego wojownika. Wybieramy dla niego wygląd, „profesję”, która określa, jakim rodzajem broni będzie walczył i ruszamy w bój. Tryb ten jest nowością w Soul Caliburze i muszę powiedzieć, że jest rewelacyjnym pomysłem.
Dalej mamy tryb turniejowy, gdzie można obijać sobie twarze w systemie ligowym i turniejowym (przegrany odpada), oraz walki „specjalne”. Walki te są pomyślane dość ciekawie. Otóż do zwykłej młócki, są dorzucone warunki specjalne. Trzeba zbierać monety, wypadające z przeciwnika, albo uderzać nim o ściany (bo inaczej nie traci zdrowia). Pomysł ciekawy i niesamowicie grywany.
Na koniec zostaje nam praktyka, w której mamy możliwość walki z „kukłą” i trenowania kombinacji, albo walkę z instruktorem, gdzie uczymy się konkretnych technik. Trzeba powiedzieć, że instruktor naprawdę pomaga opanować podstawy walki w SC III. Każdemu nowicjuszowi radzę odwiedzić najpierw owego człowieka o ptasiej głowie.
Ah…są jeszcze dwie rzeczy. Muzeum i Tworzenie bohatera. W muzeum znajdziemy odblokowane (i zakupione) filmiki i galerie zdjęć. Co ciekawe znajdują się tam również wszystkie filmiki, jakie dane nam było obejrzeć w trakcie gry w Tales of Soul. Można sobie uruchomić te, w których należało wykonać jakąś akcję i zobaczyć, co by było gdyby. Przy czym uwaga…jeśli poprawne wykonanie jakiejś akcji w trybie Tales of Soul, zaowocowałoby wyświetleniem kolejnego filmiku, to tu tego nie zobaczycie.
W Tworzeniu bohatera, można stworzyć własnego wojownika, który będzie wykorzystywany na przykład w walkach Vs., czy w trybie turniejowym. Jednak radzę poczekać jakiś czas z zabawą w tym miejscu. Warto najpierw odblokować i kupić nowe części zbroi, nowe twarze, czy części ciała. Da to więcej możliwości. A te są spore, gracze już potworzyli receptury, na stworzenie ulubionej postaci z gier, czy Anime. Cloud, Sephiroth, da się stworzyć naprawdę wielu takich bohaterów i będą to dość wierne kopie.
Story of Perfection…
Dlaczego ludzie kupują konsole? Po to, żeby zagrać w pewne gry, które tylko na konsole są dostępne. Takich gier jest kilka, a teraz dołączył do nich Soul Calibur III. Tak, to gra, która sama jedna, może przekonać człowieka do zakupu Playstation 2. Nie trzeba tu wielkich kampanii reklamowych. Wystarczy, że ktoś zobaczy i zagra. A potem szuka sklepu na konsolami i gry do kupienia.
Soul Calibur III to kolejna część serii, ale według mnie, już staje się kultowa. To kolejna pozycja na liście zatytułowanej „Musisz w to zagrać, a jak nie zagrasz, to się nawet nie przyznawaj” obowiązującej wśród graczy konsolowych. Wciąga jak chodzenie po bagnach, a co więcej jest grą dla każdego. Moja córka regularnie spuszcza mi łomot…świat się kończy. Dlatego ocena jest taka, jaka jest. I będę jej bronił jak lew. Zwłaszcza dla Tiry…Co z tego, że to kolejna część? Soul Calibur III jest rewelacyjnie grywalny, nie nudzi się i totalnie odpręża po stresującym dniu w pracy, czy szkole.
Plusy:
+ grafika
+ muzyka
+ animacja postaci (Tira)
+ wygląd aren
+ tryby gry
+ wciąga
+ wiele dróg w Tales of Soul
+ Chronicles of the Sword
+ i cała reszta
Minusy:
- moja córka mnie rozwala
Ocena ogólna: 10/10
SoulCalibur III (PS2)
Wydawca polski: Sony Poland
Wydawca oryginalny: Namco
Data wydania oryginału: 11/2005
Oryginalna strona gry: SOULCALIBUR III
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PS2
System operacyjny: PS2
![]()
Uwaga: To jest stary temat
Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne


LinkBack URL
About LinkBacks


Odpowiedz z cytatem



Znajdziesz nas na: