Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2
Panzer Elite Action: Pola Chwały
  1. #1
    Ojciec S.
    Gość

    Domyślnie Panzer Elite Action: Pola Chwały

    Recenzja gry "Panzer Elite Action: Pola Chwały"


    Istnieją gry wielkie i bardzo rozbudowane. Istnieją gry pouczające i relaksujące. Istnieją gry niesamowicie wciągające i dające ogromną satysfakcję. Panzer Elite Action: Pola chwały z całą pewnością do nich nie należy. Niniejsza recenzja obnaża całą prawdę na temat tej gry. Zapraszam do lektury.

    Zaczęło się niewinnie, no bo i czego spodziewać się po symulatorze działań czołgu, osadzonym w realiach Drugiej Wojny. Oczywiście, że niczego zobowiązującego – w końcu to nie jest jakaś wielce poważana strategia ani szanowany role-play. Ot, taki odstresowywacz. Osobiście od Panzer Elite Action: Pola chwały oczekiwałem więc szybkiej i wciągającej zabawy, połączonej ze spełnieniem marzeń z dzieciństwa, dotyczących kierowania czymś wielkim i potężnym. Nie wydaje mi się, żeby to były jakieś wygórowane wymagania. W końcu, w takiej czy innej formie, wiele gier je realizuje. Jak się jednak okazuje przerosły one twórców PEAc.

    Pora pewnie na konkrety. Zanim jednak do nich przejdę, to nie mogę nie wspomnieć, że niniejsza gra posiada swój, bardzo dobry skądinąd, pierwowzór. W 2001 roku na świecie, a w 2002 w Polsce światło dzienne ujrzała bowiem gra Panzer Elite. Osobiście w tytuł ten nie grałem, a polski dystrybutor – firma CD Projekt – się już do niego nie przyznaje, dlatego nie jestem w stanie napisać o nim wiele. Wiem jedynie, że dużo większy nacisk położono w nim na techniczne elementy, związane z prowadzeniem czołgu i że był oceniany bardzo wysoko. Swoją drogą, przy braku jakiejkolwiek informacji na temat tej gry na stronie jej polskiego dystrybutora po zaledwie czterech latach od premiery, dość marnie wyglądają jego zapewnienia o DOŻYWOTNIEJ (sic!) gwarancji, którą firma CD Projekt udziela obecnie na swoje produkty. Ale to już kwestia na odrębne opracowanie i nie będziemy sobie nią zawracać głowy, zwłaszcza że polskim dystrybutorem gry Panzer Elite Action: Pola chwały jest firma Cenega Poland.

    Deszcze niespokojne potargały psa zad

    Jako że PEAc jest grą nieskomplikowaną, także i instrukcja dołączana do zestawu nie jest zbyt rozbudowana, zawiera się ona bowiem na szesnastu stronach, z czego tematowi samej gry poświęcono stron dziesięć. Z niezbędnych informacji dodam jeszcze tylko, że żeby zainstalować ten tytuł trzeba posiadać 1,5 GB wolnego miejsca na dysku twardym.



    Mrówkojad! Zdecydowanie mrówkojad!

    Po wyświetleniu na monitorze króciutkich filmików prezentujących loga firm moim oczom ukazało się wyjątkowo kiczowate menu. Przyciski zostały w nim umieszczone, nie wiedzieć czemu, kompletnie niesymetrycznie względem reszty, a w tle porusza się coś, co można by było wziąć za czołg, jest to jednak do tego stopnia niewyraźne, że równie dobrze mógłby to być mrówkojad, w końcu one też mają długą „lufę”. Przy pierwszym uruchomieniu tego tytułu byłem jeszcze optymistycznie nastawiony do niego, dlatego uznałem to za drobnostkę – w końcu nie każdy musi być estetą. Jakże się wtedy pomyliłem...

    Gra oferuje trzy główne tryby gry – liczącą sobie kilkanaście misji kampanię, tryb „Szybkiej bitwy” oraz multi. Po wybraniu tej pierwszej opcji zostaniesz przeniesiony jako dowódca najpierw na kilka misji do czołgu niemieckiego, potem sowieckiego, na amerykańskim skończywszy. Do dyspozycji gracza pozostawiono w grze czołgi lekkie, średnie i ciężkie należące do każdej z tych narodowości (prowadzi się je praktycznie tak samo – różnią się jedynie szybkością, jaką są w stanie rozwinąć). Pozostałe dwa tryby gry polegają mniej więcej na tym samym – z tą drobną różnicą, że w tym pierwszym twymi przeciwnikami, drogi Czytelniku, będzie sterował komputer, a w drugim człowiek (maksymalnie do 32 graczy naraz). Gra sama w sobie jest dość krótka, co w obliczu tego, co napiszę nieco dalej może być traktowane jako jej zaleta, posiada też trzy poziomy trudności do wyboru.

    A my na tym czołgu mamy kilka łat

    Tytuł umożliwia wzięcie udziału w praktycznie wszystkich ważniejszych bitwach Drugiej Wojny (atak Niemcami na Polskę? – YEAH!). Misje, którymi uraczono gracza w kampanii są niesamowicie sztampowe, nieciekawe i nudne. Oto bowiem najczęściej każe Ci się jedynie dotrzeć do określonego punktu na mapie i go zdobyć, czasem jeszcze w grę wchodzi zniszczenie jakiejś nieruchomości i odczekanie na pozycji określonej ilości czasu, podczas którego nic się wielkiego nie dzieje i to chyba byłoby wszystko. Czegoś takiego gracze doświadczali, choć może nie czołgiem, już setki razy. Skutkiem tego nawet początkowa fascynacja, wynikająca z możliwości pokierowania takim duuużym czołgiem, niezwykle szybko ustępuje miejsca irytacji. Zero inwencji. To tak, jakbym ja zaczynał co drugą recenzję od tego samego wstępu. W końcu nawet największym fanom mojej twórczości (są tacy?) by się to obrzydło. Krecha!


    A ja nie wierzyłem w ufo!

    Jeżeli już przy kampanii jesteśmy, to należałoby wspomnieć, że ten element gry posiada również niezbyt rozbudowaną i niespecjalnie uporządkowaną fabułę. Przekonujesz się o tym, czytając coś na kształt odprawy przed rozpoczęciem każdej misji. Niestety, to co próbuje Ci się wciskać jest bardzo niespójne, a z samego faktu posiadania z góry określonej fabuły nic nie wynika, nie ma to bowiem najmniejszego wpływu na to, co dzieje się w czasie gry.

    Co ciekawe oprócz dowódcy, to znaczy Ciebie, drogi Czytelniku, w grze odzywają się także Twoi podkomendni. Niestety czynią to bardzo rzadko. Gdyby nieco szerzej popracowano nad ich kwestiami, wpłynęłoby to zdecydowanie na korzyść PEAc, a tak nie można nawet powiedzieć, żeby to cokolwiek wnosiło.

    Sama rozgrywka sprowadza się do tego, żeby wyeliminować wszystkie jednostki nieprzyjaciela. Dla wygody gracza, kiedy znajdą się one na linii ognia, kolor celownika zmienia się na... zielono. Gdy natomiast mierzysz w swoją jednostką staje się on... czerwony. Ewidentnie twórcy gry chcieli pozostać w zgodzie z przepisami ruchu drogowego. Za ich znajomość należy się z całą pewnością panom z ZootFly, bo to oni stoją za grą, pochwała. Inne gry oraz naturalna reakcja byka na korridzie przyzwyczaiły mnie jednak do tego, żeby atakować, kiedy kursor robi się czerwony. W efekcie zdarzały się niepotrzebne momenty zawahania. Po co to utrudnianie? Dla dobra nauki oczywiście! Na przykład taki rosyjski uczony Iwan Pawłow miałby, gdyby żył, ciekawy obiekt doświadczeń w postaci mojej skromnej osoby i jej odruchów w trakcie grania w gry komputerowe.

    Co miłe, oprócz własnego czołgu, w większości misji dowodzisz także kilkoma innymi. Niestety, ten aspekt gry także nie został należycie dopracowany, rozkazów jest bowiem zbyt mało. W efekcie zaczynasz korzystać tylko z jednego z nich, góra z dwóch i przestajesz kompletnie zwracać na swoich czołgowych towarzyszy uwagę.

    Masz w grze do dyspozycji także wsparcie lotnicze oraz lornetkę. Co prawda pożytek z nich marny, bo i lotników możesz zawołać w naprawdę sporadycznych wypadkach i tak naprawdę z posiadania zbliżenia w tak dynamicznej grze nic nie wynika, to jednak skoro twórcy gry kłopotali się i wprowadzili do niej takiej bajery, to wypada o tym wspomnieć.


    A ja sobie siedzę na czoooołgu!

    Same plansze, na których przyjdzie Ci animować są co prawda dość rozbudowane, jednak ze względu na zerową przyjemność, płynącą z grania raczej tego nie docenisz. Żeby nie było, że słodzę (a gdzieś tu ja w ogóle słodzę) musze napisać, że zdarzają się niedoróbki także i w tej dziedzinie. Widać je najlepiej na przykładzie walki w mieście (a jest tu na ten przykład taki Stalingrad). Oto bowiem możesz w mieście poruszać się tylko z góry ustalonymi przez scenarzystów uliczkami i musisz to robić w określonej kolejności, tak, żeby kontrolnie wpadały na Ciebie z góry ustalone jednostki nieprzyjaciela. Wszystkie inne drogi zostały ogrodzone zasiekami i nie masz zwyczajnie do nich dostępu. Ja rozumiem, że zasieki spełniały onegdaj dość sporą rolę, ale żeby umieścić je wszędzie? Chyba to lekka przesada. W efekcie gra jest do bólu liniowa. Musisz zawsze robić to, czego od Ciebie oczekuje scenariusz. Zapomnij o jakiejkolwiek swobodzie. I to podobno ja tutaj dowodzę...

    Na każdej planszy znajdują się specjalnie oznaczone miejsca, w których możesz doznać cudownego naprawienia czołgu oraz załadowania amunicji. Rzecz to oczywiście z punktu widzenia zręcznościówki niezbędna, jednak i tu pozwolę sobie wtrącić trzy grosze. Oto bowiem problemem nie jest częstotliwość rozmieszczenia takich punktów, bo pojawiają się w większości przypadków akurat wtedy, gdy są potrzebne, lecz to, że możesz z nich korzystać nawet wtedy gdy znajdują się one na terenie ewidentnie kontrolowanym przez nieprzyjaciela. W takim przypadku to on powinien przecież korzystać z oferowanych przez nich dobrodziejstw. A tu proszę - wystarczy, że omijając dwa czołgi przeciwnika znajdziesz się akurat w pobliżu nich i już Ciebie leczą. Gdzie tu logika?

    Niestety, kierując czołgiem niejednokrotnie będziesz przejeżdżał przez jakiś element planszy, jak przez masło. Ba! Jakby go tam w ogóle nie było. Elementów interakcji w Panzer Elite Action też jest mało. Jesteś w stanie staranować jedynie drzewa. Wszystko inne opiera się Twojemu czołgowi i nie zamierza wcale z Tobą współpracować.

    Sztuczna inteligencja przeciwników. Tak jest – zgadłeś. Nie istnieje! Rola Twoich komputerowych rywali ogranicza się do znalezienia się we właściwym czasie w określonym miejscu, ulegnięcia zagładzie i pojawienia się kilka metrów dalej w wiadomym celu. Jednostki te oczywiście atakują Cię w oczekiwaniu na wyrok, jest to jednak w większości przypadków bardzo nieporadne, żeby odnieść sukces wystarczy więc poruszać się ciągle do przodu – komputer i tak nie zrozumie, żeby celować tych kilka metrów bliżej. Jeżeli natomiast zaczniesz się w pewnym momencie wycofywać, to przeciwnik i tak nie wpadnie na to, żeby Cię gonić, no bo i po co. To ja się pytam po co w to grać...


    Światełko do nieba

    Pora na ostatni poważny minus gry. PEAc umożliwia Ci pokierowanie superczołgiem, który zanim ulegnie całkowitemu unicestwieniu jest w stanie przyjąć na siebie nieproporcjonalną ilość pocisków wroga, sam natomiast zmiata rywali, jakby nigdy nic, przy pomocy jednego czy dwóch uderzeń. Już nie napiszę, że to jest nierealistyczne, bo to oczywiste.

    Sterowanie odbywa się przy pomocy kombinacji myszy i klawiatury. Jest bardzo praktyczne – lufa obraca się nieco wolniej niż kursor myszy i w praktyce zachowuje się dość realistycznie, dlatego nie będę w tym momencie narzekać!

    Podbijemy więc cały świat!

    Grafika jest zdecydowanie najjaśniejszym elementem Panzer Elite Action. Całość sprawia naprawdę pozytywne wrażenie. Ważne jest też to, że gra umożliwia obserwowanie otoczenia z kilku ujęć kamery. Świat gry został zrealizowany bardzo porządnie, dlatego jeżeli kupujesz gry po to tylko, żeby pooglądać widoczki, to jest to chyba jedyny argument żeby się tym tytułem zainteresować. Oprawa dźwiękowa dość przeciętna. Muzyka kompletnie nie pasuje do tematu, ale też nie przeszkadza. Polską kinową wersję językową natomiast zrealizowano dość porządnie, choć nie uniknięto kilku literówek.

    Spytasz, drogi Czytelniku, ile ta gra jest warta. Rozczaruję Cię. Tytuł ten bowiem nie kosztuje 10 złotych, ani nawet nie 20, nie jest on także rozdawany za darmo, choć niektóre cyrkumstancje zdawałyby się wskazywać na tę opcję, jako na jedynie słuszne rozwiązanie. PEA jest sprzedawana w naszych rodzimych sklepach za 99 złotych i 90 groszy. Zatkało?

    Uff, dobrnąłem prawie do końca niniejszej recenzji. Niestety, nie dane mi było pozachwycać się nad grą Panzer Elite Action: Pola chwały. Wprost przeciwnie, spędziłem przy niej czas, który nie sposób uznać za udany. W dzisiejszych czasach jak się nie ma nic oryginalnego do zaoferowania, to już istnieje bardzo poważne ryzyko, że eksperyment się nie powiedzie. Kiedy jednak próbuje się komuś wcisnąć produkt nudny i pełen niedoróbek, to klapa murowana. Gra otrzymuje ode mnie aż pięć punktów w dziesięciopunktowej skali. Po długim namyśle doszedłem do wniosku, że na tyle właśnie zasługuje gra obrzydliwie przeciętna. Wszystko poniżej tej oceny, to już przecież domena tytułów niegrywalnych albo strasznie zabugowanych. Panzer Elite Action: Pól chwały nie polecam. Może już lepiej pooglądać sobie „Czterech pancernych i psa”...

    Plusy:
    + ładna

    Minusy:
    - przecięęętna
    - niedopracowana
    - nudna

    Ocena ogólna: 5/10
    Panzer Elite Action: Pola Chwały
    Wydawca polski: Cenega Poland
    Wydawca oryginalny: JoWooD
    Data wydania polskiego: 16 czerwca 2006
    Tryb gry: Single player
    Dostępna platforma: PC
    Systemy operacyjne: Windows XP, Windows 2000
    Uwaga: To jest stary temat
    Ta dyskusja jest starsza niż 90 dni. Informacje w niej zawarte mogą już nie być aktualne

  2. #2
    Aktywny Precylowicz Awatar Pawełłłł
    Dołączył
    07.11.2010
    Mieszka w
    Wielkim świecie precyl.pl
    Posty
    2,602
    Wątków
    84
    Siła reputacji
    25

    Domyślnie Odp: Panzer Elite Action: Pola Chwały

    3 tryby gry ciekawe?
    Jeśli ci pomogę to daj repa.

Podobne wątki

  1. Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 01.01.2011, 13:54
  2. Panzer Elite Action Fields of Glory (PC ENG)
    By rickyul in forum Śmietnik
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 01.01.2011, 13:48
  3. Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 31.12.2010, 08:47
  4. [HF/FS/INNE] Panzer Elite Action: Firs Battalion (2006)
    By savio39 in forum Akcji/Strzelanki
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 09.10.2010, 00:01
  5. Odp: [RS] Panzer Elite Action - fileds of glory
    By urbit22 in forum Śmietnik
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 22.11.2009, 13:49
  1. Ranking tematów

Tagi dla tego wątku

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •